irena1952
10.11.07, 09:44
Witam! Bardzo chciałam rodzić w Damianie i robiłam wszystko, by tak
się stało. Podpisalam zgodę na znieczulenie, wszystko ustaliłam z
lekarzem i położną. Jednak 2 dni przed terminem zaczęłam jakby mniej
czuć ruchy dziecka. Pojechałam więc do Damiana. Doktor zrobił mi KTG
(powiedział, że tętno dziecka OK a umnie brak czynności skurczowej)
i zbadał ginekologicznie (stwierdził brak rozwarcia). Kazał
spokojnie czekać na skurcze lub odejście wód i powiedział, że pewnie
jeszcze z tydzień nie urodzę, bo to pierwsze dziecko. Wróciłam więc
do domu, ale byłam jakaś niesokojna. Dodam, iż cała ciąża
przebiegała książkowo, wręcz idealnie. Następnego dnia ok. 11
poszłam więc na konsultacje do innego lekarza z innego centrum
medycznego (LIM). Okazało się, że w Damianie źle odczytano KTG, że
zapis jest tzw. "wąski", a nie prawidłowy, że właściwie mam już
bezwodzie i dziecko ma ściśniętą klatkę piersiową i że mam
natychmiast jechać do szpitala, gdzie jest OIOM dla noworodków.
Przyjęto mnie na Karową. Przez kilka h podawano kroplówki z lekami i
stabilizowano maleństwo, bo tętno spadało momentami do zera... To
były najgorsze godziny w moim życiu, nigdy tak się nie bałam... W
końcu wykonano mi cc. Była tylko resztka zielonych wód (dziecko
wydaliło smółkę). Dzięki lekarzom z Karowej mój synek żyje!!! Jest
śliczny i co najważniejsze zdrowy!!!!! Nadal korzystam z prywatnej
służby zdrowia. Za 2-3 lata chciałabym mieć drugi dziecko i znów
będę się zastanawiała, gdzie urodzić??? Kierując się dobrem dziecka
chyba znów wybrałabym Karową.