aluett
16.04.08, 14:15
Witam, urodziłam córeczkę w szpitalu Bródnowskim. Mała urodziła się
w 37 tygodniu z wagą 3510, 54 cm, 10 pkt. Jestem bardzo szczęśliwa i
chętnie udzielę informacji na temat porodu i opieki w tym szpitalu.
Pierwsza faza orodu trwała 4 godziny a druga 25 minut. Kiedy
przyjechałam do szpitala z odchodzącymi wodami miałam już 2 cm
rozwarcia. Połozono mnie na porodówkę. Byłam w szoku, ze wszystko
dzieje sie tak szybko. Po godzinie miałam juz 5 cm rozwarcia więc
zapytano mnie czy chcę znieczulenie. Wzięłam z obawy, że ból bedzie
nie do wytrzymania a nieczulenie mi cos pomoze. Kiedy anestezjolog
spytała na ile okresliłabym bóle skurczy przy 5 cm w skali od 1 do
10. powiedziałam , ze na 5, bo w sumie te skurcze były bardzo słabe
i prawie niebolesne. Dopiero potem się zaczęlo przy 8 cm rozwarcia.
ból okropny, skurcze bardzo silne a znieczulenie nic nie pomogło,.
Podobno znieczulenie jest pomocne tylko w poczatkowych fazach
porodu, a potem i tak musisz urodzic czujac skurcze, więc nie wiem
po co je sie podaje. Mi w kazdym razie w ogole nie pomogło. Przy 8
cm połozna wkładała rękę w krocze i przy skurczach kazała przeć. Ból
wtedy był mega, nie do opisania. Uczucie wydzierania z ciała...
Darłam się okropnie przez co przy moim porodzie były dwie połozne.
Jedna wkłdała rekę i probowała wyciagnac dziecko, a druga naciskała
na brzuch i probowała je wycisnąć. I taka akcja powtarzała się przy
kazdym skurczu. Nie wiem ile to trwało bo byłam w innym swiecie, ale
wydawało mi sie, ze to wieczność. Oprocz dwoch poloznych było dwóch
lekarzy i kilku studentów i jakies inne panie, chyba od dziecka,
które sie tam kręciły. Łacznie było chyba z 20 osob przy moim
porodzie. Mąż wpadł 15 min. przed koncem, jak głowka była juz między
nogami. Moment wyjęcia małej to wielka ulga. Rozcięto mi krocze
nawet nie wiem kiedy, bo skurcze były tak silne. Zabrano małą wraz z
mezem do mycia i wazenia. A jeszcze jak mała sie urodziła polozono
mi ja na chwile na piersi i pokazano ze to dziewczynka. Kiedy mała
była z mezem myta i wazona, rodziłam łozysko. Załozono mi maske
tlenową. Lozysko wyszło poszarpane wiec zrobiono mi łyzeczkowanie
pod znieczuleniem. Ten zabieg byl dla mnie relaksem w porownaiu z
calym porodem. Po łyzeczkowaniu lekarz zaczął szyc krocze. Tego juz
tez nie czułam. Lezałam i dziekowałam Bogu, ze mam to juz za sobą. A
kiedy przywieziono mi małą koszmarny poród nie miał juz dla mnie
znaczenia. Zakochałam się w swojej córeczce od pierwszego wejrzenia -
nieziemskie uczucie.