Wiem, że sporo osób z Wrocławia i okolic szuka szczegółowych informacji na
temat szpitali i warunków do rodzenia. Miałam przyjemność gościć tam na
początku lipca i faktycznie muszę potwierdzić dobre opinie na temat tego
szpitala. Wiadomo, że każdy ma o przebiegu porodu jakieś wyobrażenia, które
życie weryfikuje. Zatem krótko moja historia, a wy oceńcie, czy takie warunki
Wam odpowiadają...Izba przyjęć bez kolejki, od razu zaczęto nas przyjmować.
Wcześniej niczego z nikim tam nie ustalaliśmy, a na pytanie o poród rodzinny
usłyszeliśmy, że bez problemu (kosztuje 150 zł). Nie musieliśmy też wypełniać
stery dokumentów, zrobiła to położna, która nas przyjmowała. Najmilej
wspominam personel na porodówce, szybko przebrano mnie w ichnią koszulinę,
żebym nie zabrudziła swojej. Potem lewatywa (pomieszczenie z prysznicem i
toaletą tylko do mojej dyspozycji) i powrót do męża na salę do porodów.
Położna bardzo miła, zaglądała do nas co chwilę, proponowała worek sako, różne
pozycje. Cały czas tłumaczyła, co się dzieje, dlaczego w tym momencie mnie
bada tak lub inaczej. Kiedy skurcze się nasiliły przeszliśmy na salę do
porodów, gdzie położna była z nami przez kolejne godziny cały czas. Podczas
akcji porodowej na specjalnym łóżku dołączyła do nas oczywiście wpadająca co
chwilę na kontrolę pani doktor i już nie było tak przyjemnie, choć muszę
przyznać, że profesjonalnie. Aż do momentu, kiedy potężna lekarka "pomagając"
mi przeć rzuciła się na mój brzuch wypychając małą na świat. Słyszała, że tej
techniki już nikt nie stosuje, jednak w praktyce i z opowieści znajomych
dochodzę do wniosku, że jest to nagminne. Oczywiście wszystko jest tłumaczone
dobrem dziecka, dlatego nawet nie zgłasza się pretensji o taki a nie inny
przebieg ostatniej fazy porodu, choć ten sam manewr przy rodzeniu łożyska nie
ma już dla mnie logicznego uzasadnienia. Słynne nacięcie krocza również miało
miejsce, choć starali się tego nie robić aż do ostatniej chwili.
Potem sześć godzin odpoczynku i cztery doby z maluszkiem w szpitalu. Można
mieć własne ubranka, choć dają mu też "służbowe". Najgorsze są pierwsze
godziny, choć właśnie wtedy personel jest najbardziej pomocny. Im lepiej
człowiek się czuje, tym mniejszą uwagę zwracają na jego i malucha potrzeby.
Mnie najbardziej przeszkadzał hałas jaki panował na oddziale, cała niezbędna
krzątanina. W Oławie nie ma odwiedzin na salach tylko w specjalnym pokoju.
Pierwszego dnia nie mogłam wstać z łóżka i gdyby nie to, że mąż niemal siłą
wtargnął na salę wogóle by nie zobaczył dziecka, nie wspominając o reszcie
rodziny, która czekała w pokoju. Pani pediatra tłumaczyła zakaz dobrem
malucha, jednak przecież w takim pokoju pełnym obcych ludzi jest chyba więcej
zarazków niż na sali. Już lepsze byłoby wytłumaczenie dotyczące komfortu
kobiet w połogu, ale ja akurat byłam na sali sama... W każdym razie wszystko
dobrze się skończyło, a opiekę szpitalną oprócz kilku incydentów wspominam
pozytywnie