murcek
23.06.04, 12:34
Gdzies okolo Wigilli 1899 roku Hubertowi Wenglorzowi i jego zonie Franciszce
z domu Przibylla urodzil sie syn ktoremu nadano na imie Hans. Hans wyrastal w
zabrzanskiej dzielnicy Zaborze na porzadnego karlusa. Bogobojny byl, sluzyl
za ministranta farorzowi Olschowskiemu, mial takze talent do spiewania, nie
tylko w kosciele, nic wiec dziwnego, ze majac lat 12 zapisal sie do polskiego
(jakze inaczej na Gornym Szlonsku) choru Lutnia. Czego nie wiadziala ani
rodzina ani krewni, grzeczny na codzien Hanys, potajemnie zapisal sie do
Polskiej Organizacji Wojskowej oraz do Zwiazku Zawodowego Polskiego. Kiedy
wybuchla I wojna swiatowa, Hanys ktory nie chcial umierac za Kajzra i
Vaterland zalatwil sobie zaswiadczenie lekarskie, ze ma tuberkoloze i tak
uniknal wcielenia do nienawistnego wojska. Nie przeszkadzalo mu to oczywiscie
brania udzialu w cwiczeniach w zabrzanskim kole Sokola i oczywiscie tajnych
schadzkack POWu. Kiedy nastal czas plebiscytu Hanys aktywnie agitowal za
Polska no i oczywiscie bral udzial we wszystkich trzech powstaniach slaskich.
Niestety Komisja plebiscytowa przyznala Zabrze Niemcom, wiec Hanys wraz ze
slubna malzonka optowal za Polska i przeniosl sie na polska strone Gornego
Slaska doe Siemianowic. Poczatkowo Hanys zachlystywal sie odzyskana Polska,
jego zapal jednak prysnal jak mydlana banka, kiedy jego podanie o przyjecie
do pracy w magistracie, ktore mu sie slusznie nalezalo, ( w koncu wywalczyl
Polsce najbogatsza prowincje), zostalo odrzucone. Hanys nie chcial przyjac do
wiadomosci, ze jedynym powodem byly liczne bledy w mowie i pismie (w koncu
Hanys cale zycie godol) lecz z uporem zaczal twierdzic, ze przybysze z Polski
przyjmowali tylko swoich olewajac Slazakow. Hanys zamknal sie w sobie czekal
na swoja szanse. Tej szansy doczekal sie we wrzesniu 1939 roku, kiedy
zdumieni sasiedzi stwierdzili, ze Hanys (ktory 2 lata wczesniej wstapil do
Freikorpsu) potajemnie na strychu swojego domu kieruje ogniem artylerii
niemieckiej bombardujacej broniacych sie obroncow szybu w Michalkowicach.
Nikogo wiec nie dziwilo, ze Hanys kwiatami wital wkraczajacych zolnierzy
niemieckich a wkrotce po ustanowieniu administracji niemieckiej na Slasku
otrzymal upragniona prace w Kreisverwaltung, szczegolnie po tym jak zmienil
swoje nazwisko z Wenglorz na Köhler. Mimochodem zostal w swoim domu
Blockwartem, ktory kapowal wszystkich mowiacych tylko jedno polskie slowo.
Szczegolnie dumny byl Hanys ze swojego syna Heinza podoficera Wehrmachtu.
Minely kolejne dwa lata i entuzjazm Hanysa do III Rzeszy zaczal slabnac,
zwlaszcza w obliczu komunikatow z frontu wschodniego a zwlaszcza po wizycie
Gestapo, ktore oznajmilo zdumionemu Hanysowi, ze jego syn zdezerterowal we
Wloszech i znajduje sie teraz w polskicm wojsku Andersa. I znow zamknal sie
Hanys w sobie i swoim domu. Kiedy w styczniu 1945 roku Armia Czerwona
wkraczala do Siemianowic nasz Hanys znajdowal sie wsrod tych, ktorzy z
bialoczerwona opaska na rekawu i flaga wital zolnierzy radzieckich.
Oczywiscie nasz Hanys byl znowu gorliwym patriota polskim, bylym powstancem
slaskim i aktywnym czlonkiem ZBOWiDu. Ta radosna polskosc trwala kilkanascie
lat, do momentu kiedy syn Hubert (po powrocie do Polski, pracownik
Metalexportu w Katowicach) nie powrocil z podrozy na Zachod i osiadl w
Niemczech. Kolorowe widikowki, entuzjastyczne listy a zwlascza paczki z
Rajchu otworzyly oczy Hanysowi, ze cale zycie czul sie Niemcem pielegnujacym
tradycje niemieckie w domu. Korzystajac z zaproszenie syna na chrzciny wnuka,
Hanys wyjechal na odwiedziny do Niemiec z ktorych oczawiscie juz do Polski
niw wrocil. Sowita niemiecka renta pozwalala wygodnie zyc, ale Hanys nie
zapomnial udzielac sie politycznie bedac aktywnym czlonkiem Landsmachaft der
Oberschlesier, gdzie na kazdej akademii barburkowej ze lzami w oczach
opowidal, jak to w 45 roku z lomotem kolb w drzwi Polacy obudzili go rankiem
i pognali w zimowy krajobraz w strone Niemiec. Historie te opowiadal kilka
lat do momentu kiedy jeden z ucuestnikow zadal mu bezczelne pytanie, jak to
bylo z tym wygnaniem skoro do Niemiec przyjechal dopiero pod koniec lat
szescdziesiatych. Oburzony Hanys zerwal oczywiscie wszelkie kontakty z tymi
niedowiarkami. Kilkanascie lat pozniek pewien katowiczanin przyüadkiem
znalazl sie w polskim kosciele w Dortmundzie gdzie akurat odbywala sie msza z
udzialem Radia Maryja i ku swemu ogremnemu zdziwieniu zobaczyl, ze ojca
Rydzyka w imieniu Kola Przyjaciol Radia Maryja przemawial jego przewodniczacy
nasz Hanys Wenglorz. Dodac trzeba, ze kiedy Hanys umieral oczywiscie nad jego
grobem zagrano Boze cos Polske.
PS Jezeli ktos odkryl podobienstwo do zyciorysow wielu Slazakow, to
podobienstwo to nie jest przypadkowe!!!!!