Dodaj do ulubionych

Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1

09.08.04, 17:46
Franza Blättlera „Warszawa 1942. Zapiski szofera szwajcarskiej misji
lekarskiej”

Tydzień pierwszy
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14466925
Tydzień drugi
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14553035
Tydzień trzeci
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14587297
Tydzień czwarty
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14671109
Tydzień piąty
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14724974
Tydzień szósty
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14746425
Tydzień siódmy
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14754633
Tydzień ósmy

Na pewien czas przydzielono dla naszych samochodów mały warsztat naprawczy
znajdujący się niedaleko całkowicie zrujnowanych budynków, które były kiedyś
koszarami polskiej marynarki. Całe dzisiejsze przedpołudnie spędziłem na
naprawie mojej karetki, a teraz jadę już na obiad do naszej kwatery. Wybrałem
najkrótszą trasę prowadzącą przez ulicę Mokotowską. Jak zwykle w porze
obiadowej odbywa się ożywiony ruch pomiędzy zniszczonymi rzędami domów w tej
części miasta. Gdy wjeżdżam w Mokotowską, wcale nie rzuca mi się zbytnio w
oczy, że ulica ta została zagrodzona kilkoma samochodami policyjnymi.
Przejechałem chyba z kilometr i dopiero teraz widzę, że Polacy krążą po ulicy
szybciej, niż zwykli to robić normalnie i jakby z większym przestrachem.
Bramy domów obsadzili umundurowani Niemcy, częściowo także cywile. Nie
rozumiem, co to wszystko może znaczyć, czuję tylko czające się jakby w
powietrzu nieszczęście. Wkrótce wszystko staje się jasne. Jak potok górski
wypływa nagle zza lekkiego zakrętu ulicy wzburzony tłum ludzki. Wciskam się z
karetką w jakieś pierwsze lepsze wolne miejsce, między murami, i przyglądam
się pędzącym jak zaszczute zwierzęta mężczyznom, kobietom, dzieciom, ich
wykrzywionym strachem twarzom. Wiele osób z tego tłumu próbuje przedostać się
do pobliskich bram, ale pilnujący wszystkich wejść do domów gestapowcy i
policjanci przepędzają ich stamtąd brutalnie. Zdaje się, że rozpoczęto także
nagonkę z drugiej strony, bo wielu tych nieszczęsnych ludzi wraca z powrotem.
Powstaje niesamowity zamęt. Ludzie są pędzeni ze wszystkich stron jak stado
zwierząt. Ja sam znajduję się w środku tego niesamowitego rozgardiaszu.
Wciśnięty w załom muru obserwuję kotłującą się ciżbę ludzką, gęstniejącą,
coraz ściślej oplecioną otaczającymi ją kordonami policji. Z dużym trudem
udaje się policji zaprowadzić porządek w tej wzburzonej masie. Wszyscy
mężczyźni zdolni do wykonywania pracy zostają zatrzymani i odprowadzeni na
policję. Kobiety mogą przejść przez kordon policji, one są wolne. Teraz
przychodzi kolej na mnie. Mimo mojego munduru urzędnik gestapo bardzo
wnikliwie sprawdza mój paszport. Zostaję wreszcie wyprowadzony poza tenże
kordon i widzę teraz, jak Polaków biciem i popychaniem zmusza się do
wsiadania na podstawione samochody, które mają ich wywieść w nieznanym
kierunku. Najczęściej wywozi się „zwerbowanych” w taki przymusowy sposób
Polaków do pracy w Niemczech. Deportowanym naszywa się jako oznakę ich
pochodzenia literę „P”. Aby można było łatwo odróżnić niewolników od narodu
panów. Niestety, rozróżnienie takie – jak mi zwierzył się kiedyś pewien
niemiecki oficer - nie zawsze jest możliwe na podstawie samego wyglądu
zewnętrznego.
Znowu wdycham wstrętny odór Dworca Wschodniego, który powodują dymiące
lokomotywy i stojące tutaj wokoło pociągi z rannymi. Chociaż jestem dopiero
od dwóch miesięcy w Warszawie, mam wrażenie, że pracę te wykonuje od wielu
lat. Dzień dzisiejszy niczym od innych nie różni się: znowu przeszyte kulami
ciała ludzkie, kikuty kończyn, złamani fizycznie i duchowo ludzie – mimo
stereotypowego zdania w codziennych komunikatach wojskowych: „Nasze oddziały
zadały wrogowi ciężkie straty, nie ponosząc przy tym strat własnych”.
Obserwuj wątek
    • albertis Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 09.08.04, 17:55
      grba napisał:

      „Nasze oddziały zadały wrogowi ciężkie straty, nie ponosząc przy tym strat
      własnych”.

      I pomysleć, że na tym forum jest jeszcze kilku forumowych kretynów, którzy
      wierzą w ten slogan po 60 latach. Naziści do grobowej deski.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 2 09.08.04, 20:05
      Jedno z dzisiejszych przeżyć porusza jednak szczególnie silnie moją wyobraźnię.
      Potwierdza ono pewne podejrzenia, które zrodziły się we mnie już dość dawno. Do
      czasu przybycia do Warszawy byłem przekonany i wierzyłem głęboko, że każdy
      ochotnik z zajętego przez Niemców lub z zaprzyjaźnionego z Niemcami kraju ma
      dokładnie te same prawa i przywileje, jakie przysługują żołnierzowi
      niemieckiemu. Okazuje się tymczasem, że takie równouprawnienie ochotników i
      żołnierzy niemieckich funkcjonuje tylko dopóki, dopóki dany ochotnik jest
      zdolny do walki i Niemcy mogą nim dysponować w działaniach bojowych. Gdy
      zostaje ranny, Niemcom przychodzi nagle do głowy, że to przecież tylko
      ochotnik, a wiec nie Niemiec, i w związku z tym odpowiednio do też traktują.
      Pociąg, który dopiero co wjechał na dworzec, przywiózł pewnego ciężko rannego
      ochotnika Łotysza, nie nadającego się do dalszego transportu. Trzeba go więc
      wysadzić już tutaj i przewieść do lazaretu. Przynoszą mi na noszach tego
      człowieka. Głowa rannego pokryta jest gazą. Poprzez warstwę opatrunków widzę,
      że wokół jego ust i nosa tworzą się jasnoczerwone, krwawe pęcherzyki. Na piersi
      mężczyzny umieszczono kartę chorobową, z której wynika, że kula trafiła go w
      głowę, nie przebiła się jednak z tyłu przez stalową blachę hełmu, lecz odbiła
      się od niej, przez kark ponownie przeszła przez ciało przebijając płuca i
      wydostała się przez klatkę piersiową na zewnątrz. Jest też dodatkowa uwaga, że
      rannemu trzeba natychmiast udzielić pomocy lekarskiej, gdyż w przeciwnym razie
      wykrwawi się. W punkcie rozdziału rannych dostaję rozkaz przewiezienia go do
      lazaretu na Salzstrasse [Solnej], która specjalizuje się w leczeniu ran
      postrzałowych głowy. Tam wartownik każe mi się jednak zatrzymać przed bramą.
      Wkrótce pojawia się podoficer i mówi mi, że nie może, niestety, przyjąć tego
      rannego, bo nie ma już u siebie miejsca, a poza tym ranny wcale nie jest
      Niemcem. Otwieram drzwi karetki i pokazuję podoficerowi kałużę krwi, która
      zdążyła się już utworzyć pod noszami. Ranny jęczy, swoją łamaną niemczyzną
      skamle: „Kolego, niech mnie tu zostawią, proszę, zatrzymaj mnie”. Personel
      lazaretów na zapleczu frontu jest jednak twardy, a także – jak już wielokrotnie
      mogłem się przekonać – bardzo wygodny. Nawet jęki niemieckiego żołnierza nie
      byłyby go w stanie poruszyć, a cóż dopiero biadolenie jakiegoś ochotnika. Mam
      przeczucie, że temu rannemu pozostało zaledwie kilka kwadransów życia, ale
      podoficer zdecydowanie odmawia przyjęcia go do swojego lazaretu. „Spróbuj go
      ulokować w lazarecie nr 3” – burknął, odwrócił się na obcasie i zniknął.
      Po dłuższych poszukiwaniach udaje mi się dotrzeć w zaciemnionym mieście do
      polecanego mi przez oficera lazaretu. Jęki umierającego dochodzące z tyłu mocno
      mnie zdenerwowały. Z największym trudem staram się opanować wzbierającą we mnie
      złość i spokojnie przedstawiam moją prośbę o przyjęcie rannego żołnierza.
      Lekarz dyżurny zwraca mi nieci mniej opanowanym tonem uwagę, że karta chorobowa
      rannego wystawiona jest na lazaret nr 1 przy ulicy Solnej i że w związku z tym
      przyjęcie rannego do jego lazaretu w ogóle nie wchodzi w rachubę. Teraz nie
      mogę już dłużej opanować oburzenia: „Uważam to za świństwo, że pozwalacie
      waszym ludziom tak nędznie umierać!” Lekarz zatrzaskuje drzwi za sobą, a ja
      stoję znowu na ulicy, niestety, tak samo bezradny jak przedtem. Widzę tylko
      jedno rozwiązanie: lazaret nr 1 musi go przyjąć! Znowu z trudem prowadzę
      karetkę ulicami ciemnego i bezludnego miasta. W dwie godziny po przejęciu
      rannego na Dworcu Wschodnim stoję ponownie przed bramą lazaretu nr 1 na Solnej.
      Chcąc z góry wykluczyć wszelką dyskusję, postanawiam wyładować nosze z pomocą
      wartownika. Gdy otwieram drzwi karetki, ranny nie wydaje żadnego głosu. Latarką
      kieszonkową oświetlam mu twarz. Jedno krótkie spojrzenie wystarczy; ten młody
      człowiek zakończył już swoje cierpienia. Okazuje się nagle, że nieżywego
      Łotysza mogą i chcą tutaj zatrzymać, nadaje się bowiem do prosektorium. Szybko
      znalazło się dwóch mężczyzn, którzy zabrali go do pomieszczeń przy sali, gdzie
      dokonuje się sekcji zwłok. W milczeniu opuszczam dziedziniec lazaretu i udaję
      się karetką do garażu. W drodze na kwaterę myślę sobie, że wkrótce znowu jakiś
      minister będzie ogłaszał światu, jak wielu ochotników bijąc się z bolszewikami
      zmarło śmiercią bohaterską walcząc po stronie Niemiec dla dobra Rzeszy.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 3 09.08.04, 20:49
      Ponownie udaję się do moich przyjaciół z ulicy Opaczewskiej. Na rogu Alei
      Jerozolimskich i Marszałkowskiej wsiadam do tramwaju nr 7, którym mogę dojechać
      na wymienioną ulicę, znajdującą się już poza miastem. Jako członek niemieckiego
      Wehrmachtu zajmuję, zgodnie z przepisami, miejsce na przedniej platformie
      pierwszego wagonu, tuż za kabiną motorniczego. Jednocześnie jakaś stara
      kobiecina ze wsi, nie umiejąca najprawdopodobniej czytać, wsiada przez pomyłkę
      także na przednią platformę zarezerwowaną dla żołnierzy Wehrmachtu. Chłopka
      liczy chyba z 60 lat, na głowie ma kolorową chustkę, pamiątkę lepszych czasów,
      spod której wystają siwe włosy. Na ramieniu dźwiga koszyk, taki z jakim jedzie
      się na targ. Kobiecina jest pod wieloma względami podobna do naszych chłopek-
      góralek. Motorniczy próbuje jej wyjaśnić, że się pomyliła, ale jeden z
      esesmanów przerywa mu nagle groźnie: „Zamknij mordę, Polake, jeśli tu trzeba
      kogoś zganić lub ukarać, to ja jestem od tego”. Już mi się wydaje, że ten
      żołnierz führera chce stanąć w obronie staruszki i jestem wzruszony z powodu
      tego przejawu człowieczeństwa, tak rzadko tutaj spotkanego. Ale zapomniałem
      przecież, że żołnierz niemiecki nie doznaje żadnych ludzkich uczuć wobec
      Polaków. Odczekał, aż tramwaj nabrał pełnego rozpędu, i nagłym ruchem otworzył
      drzwi wagonu. Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, chwycił staruszkę
      za ubranie i wyrzucił ją z pędzącego tramwaju. Z krzykiem upadła na bruk ulicy.
      Z niedowierzaniem patrzę na stojącego obok esesmana. Konduktor próbuje
      instynktownie pociągnąć za hamulec, ale dostaje polecenie nieprzerywania jazdy.
      Czy nikt z obecnych nie sprzeciwi się tej brutalności? Ależ skądże, wszyscy
      gapią się obojętnie w okno, jak gdyby nic nie zauważyli. Nikt zdaje się nie
      przejmować losem zapewne ciężko rannej kobiety, którą wyrzucono na bruk Alei
      Jerozolimskich. Ponieważ wielokrotnie już zwracano mi uwagę, żeby nie mieszać
      się w „wewnętrzne sprawy” funkcjonariuszy Wehrmachtu, nie pozostaje mi nic
      innego, jak tylko zacisnąć pięść w kieszeni.
      • Gość: warszawianka Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 3 IP: 217.153.24.* 10.08.04, 09:44
        dalej Grba, pisz dalej ...
        • grba Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 3 10.08.04, 10:32
          Gość portalu: warszawianka napisał(a):

          > dalej Grba, pisz dalej ...


          Znalazłem wspomnienia innych obcokrajowców przebywających w czasie okupacji w
          Warszawie.

          Curzio Malaparte, Kaputt (Włoch w dwóch rozdziałach opisuje Warszawę na
          początku 1942)

          Hiranmoy Ghoshal, Księga Walhalli (Hindus przebywający w Warszawie do marca
          1940)

          Alceo Valcini, Golgota Warszawy (Włoch spędził niemal całą okupację w Warszawie)
          szukasz.pl/9728/60/6000510601.html
          Luciana Frassati, Przeznaczenie nie omija Warszawy, Warszawa 2003
          www.wiez.com.pl/sklep.php?s=karta&id=60
          duc de Parcenta, Le drame de Varsovie, (Hiszpański dyplomata, spędził w
          Warszawie cała okupację i powstanie – od 3 sierpnia 44 do 2 października 44
          prowadzi dziennik)

          Emile Légé, J`étais un partisan, (Wspomnienia Francuza żołnierza AK)
    • settembrini Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 10.08.04, 10:52
      po co qrba spamujesz forum? jestesmy pelni podziwu dla heroizmu powstancow, ale
      moze zechcialbys zamiescic swoje teksty na ktoryms z forow o tejze tematyce?
      chyba nie ludzisz sie, ze ktos to czyta?
      • grba Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 10.08.04, 11:12
        settembrini napisał:

        > po co qrba spamujesz forum? jestesmy pelni podziwu dla heroizmu powstancow,
        ale
        >
        > moze zechcialbys zamiescic swoje teksty na ktoryms z forow o tejze tematyce?
        > chyba nie ludzisz sie, ze ktos to czyta?


        Tekst ma znaczenie terapeutyczne dla wielbicieli WH na Śląsku.
        Jak na nich działa wystarczy przeczytać ich komentarze i ten twój.
        Co co mogę zaproponować? Więcej naphty!
      • roody102 Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 10.08.04, 12:29
        Czyta całkiem sporo osób.
        Nie chcę pokazywać palcami, kto tu spamuje...
        ________________________________________
        Roody102

        "Możemy spokojnie przyjąć, że autor nie umiejący myśli swych wyrazić jasno nie
        umie też myśleć jasno, że więc myśli jego nie zasługują na to, by się silić na
        ich odgadywanie.", Kazimierz Twardowski.
        • Gość: warszawianka Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 IP: 217.153.24.* 10.08.04, 12:35
          nie wymieniajac nicka settembrini ...
          ale nie wymieniajac...
          • settembrini Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 10.08.04, 16:22
            Gość portalu: warszawianka napisał(a):

            > nie wymieniajac nicka settembrini ...
            > ale nie wymieniajac...

            cecha spamu jest to, ze
            1/ jest nie na temat
            2/ jest nie na temat
            3/ jest nie na temat

            to jest forum 'katowice', zetem jakikolwiek topik poswiecony regionowi innemu
            niz Slask, jest spamem.

            ps naphta przyznalby mi racje
      • Gość: balbi Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 1 IP: *.um.pabianice.pl / *.um.pabianice.pl 10.08.04, 12:38
        Czyta czyta i wiesz co jeszcze powiem, nie ma lepszego miejsca na zamieszczanie
        tych fragmentow. Zainteresowani znajda je bez problemu bo juz sie o nim sporo
        wie gdzie indziej a przy okazji wielu zainteresowanych zorientuje sie w
        slaskich realiach (jezeli to forum w jakikolwiek sposob to oddaje). Kiedy tak
        przegladam wasze forum dochodze do wniosku ze wy nie macie innych problemow jak
        gadanie o swojej odrebnosci i niezaleznosci.
        • klemenko grba - prosimy kontynuować!!! 10.08.04, 14:26
          • carrramba Re: grba - prosimy kontynuować!!! 10.08.04, 14:38
            Tak jest !
            • Gość: warszawianka Re: grba - prosimy kontynuować!!! IP: 217.153.24.* 10.08.04, 14:52
              CZEKAMY !!!!!!!!
              • settembrini stworzmu podforum warszawiacy w katowicach 10.08.04, 16:26
                ...by mogli wylac swoje zale.
                pokazcie mi dzis choc jednego warszawiaka w wieku >50 lat, ktory jest
                spadkobierca tamtej odwagi i poswiecenia
                • grba Re: stworzmu podforum warszawiacy w katowicach 10.08.04, 16:37
                  settembrini napisał:

                  > ...by mogli wylac swoje zale.
                  > pokazcie mi dzis choc jednego warszawiaka w wieku >50 lat, ktory jest
                  > spadkobierca tamtej odwagi i poswiecenia


                  Monte Cassino może być dobrym tematem do rozmowy, chociaż leży od nas 2,5
                  tysiąca km, takim tematem może być i Warszawa leżąca 300 km.
                  Jeszcze lepiej, bo znaleźliśmy pisane wtedy wspomnienia Szwajcara, człowieka z
                  kraju neutralnego i mam nadzieję, że "ljubitielom wiermachta" ostatecznie
                  wyjaśni, naświetli wiele spraw, o których "dziwnie" piszą.
                  Ostatni twój wywód jest zabawny, bo nikt z nas nie marzy o takich próbach jak
                  nasi dziadkowie. Jak mawiał mój dowódca "we wojsku": "Nikt nie jest mądry, jak
                  mu się granat z moździeża nad głową rozerwie".
                  • grba A co z naphtą? 10.08.04, 16:38
                    • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 16:49
                      co do neutralnosci szwajcarii mialbym powazne watpliwosci.
                      znajdz jakies forum historyczne i tam smialo pisz. podobnie jak nie aprobuje
                      postow nadto germanofilskich, tak nie toleruje Twoich postow, ktore ze Slaskiem
                      nie maja nic wspolnego. wierz mi, ze rownie radykalnie podchodze do wszelkich
                      przegiec w kazda strone
                    • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 16:51
                      naphta kilka razy zawital, ale teraz sie nie ujawnia z racji braku argumentow
                      • grba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 17:03
                        settembrini napisał:

                        > naphta kilka razy zawital, ale teraz sie nie ujawnia z racji braku argumentow


                        Zejdź z "Czarodziejskiej Góry"...
                        • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 17:07
                          grba napisał:

                          > settembrini napisał:
                          >
                          > > naphta kilka razy zawital, ale teraz sie nie ujawnia z racji braku argume
                          > ntow
                          >
                          >
                          > Zejdź z "Czarodziejskiej Góry"...


                          ja bym raczej Tobie polecal wejscie na nia, by trzezwiej spojrzec na swiat ;-)
                          • grba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 17:18
                            settembrini napisał:

                            > grba napisał:
                            >
                            > > settembrini napisał:
                            > >
                            > > > naphta kilka razy zawital, ale teraz sie nie ujawnia z racji braku
                            > argume
                            > > ntow
                            > >
                            > >
                            > > Zejdź z "Czarodziejskiej Góry"...
                            >
                            >
                            > ja bym raczej Tobie polecal wejscie na nia, by trzezwiej spojrzec na swiat ;-)

                            Kuracja Castorpowi i tak nie pomogła, zszedł i pomimo trzeźwego spojrzenia na
                            świat, co go spotkało?
                            • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 17:27
                              widac nie doczytales dokladnie, castorp wyzdrowial, poszedl na przegrana wojne.
                              a co tam sie z nim stalo, mozna sie jedynie domyslac.
                              polecam jednakze ksiazke pawla huelle o jego pobycie na studiach
                              politechnicznych w gdansku, skoro tak wnikasz w jego historie.


                              > > > settembrini napisał:
                              > > >
                              > > > > naphta kilka razy zawital, ale teraz sie nie ujawnia z racji
                              > braku
                              > > argume
                              > > > ntow
                              > > >
                              > > >
                              > > > Zejdź z "Czarodziejskiej Góry"...
                              > >
                              > >
                              > > ja bym raczej Tobie polecal wejscie na nia, by trzezwiej spojrzec na swia
                              > t ;-)
                              >
                              > Kuracja Castorpowi i tak nie pomogła, zszedł i pomimo trzeźwego spojrzenia na
                              > świat, co go spotkało?
                              • grba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 18:34
                                Przeczytałem i "domyśliłem się", że taki czowiek jak on musiał polec.
                                Powieści Huelle "jeszcze" nie czytałem...
                                • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 18:41
                                  polecam, jesli lubisz 'czarodziejka gore' :)))
                                  naphta bywal tu przez jakis czas, z gdanska chyba byl, jesli sie nie myle, ale
                                  zadziorny specjalnie nie okazal sie.
                                  wracajac do tematu... jest wiele ciekawszych miejsc na tematy 'powstancze'.
                                  tutaj one nie tylko draznia, sa po prostu nie na miejscu. moze jakies dzienniki
                                  z powstan slaskich?
                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 18:44
                                    settembrini napisał:

                                    > polecam, jesli lubisz 'czarodziejka gore' :)))
                                    > naphta bywal tu przez jakis czas, z gdanska chyba byl, jesli sie nie myle,
                                    ale
                                    > zadziorny specjalnie nie okazal sie.
                                    > wracajac do tematu... jest wiele ciekawszych miejsc na tematy 'powstancze'.
                                    > tutaj one nie tylko draznia, sa po prostu nie na miejscu. moze jakies
                                    dzienniki
                                    >
                                    > z powstan slaskich?
                                    A co tu może drażnić? Przecież to kawal historii. Ponadto, nie jest relacja
                                    Polaka, co czyni ten wątek szczególnie unteresującym. Nie podzielam Twojego
                                    zdania Sett i na szczęscie, nie tylko ja.
                                    • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 18:50
                                      powtorze raz jeszcze, z takimi watkami na forum 'warszawa'! to jest forum
                                      lokalne, ktore nijak sie ma z ta tematyka
                                  • grba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 18:58
                                    settembrini napisał:

                                    > polecam, jesli lubisz 'czarodziejka gore' :)))
                                    > naphta bywal tu przez jakis czas, z gdanska chyba byl, jesli sie nie myle,
                                    ale
                                    > zadziorny specjalnie nie okazal sie.
                                    > wracajac do tematu... jest wiele ciekawszych miejsc na tematy 'powstancze'.
                                    > tutaj one nie tylko draznia, sa po prostu nie na miejscu. moze jakies
                                    dzienniki
                                    >
                                    > z powstan slaskich?


                                    Dalej uważam, że warto poznac Wehrmacht "w akcji". Przeczytałeś wszystko, co do
                                    tej pory opublikowałem? Jeżeli nie, to zapraszam do prosektorium, gdzie
                                    zmarłego żołnierza WH przygotowuje się do trumny, lub fragment o wyładunku
                                    rannych z pociągów i rozwożeniu ich po lazaretach.
                                    Warszawa to tylko miejsce, w kórym nasz "opisywacz" był.

                                    Poszukam pamiętników żołnierzy francuskich, włoskich i brytyjskich
                                    stacjonujących na Śląsku. Zobaczymy, co znajdziemy.
                                    • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 19:11
                                      ja podchodze calkowicie od strony formalnej do tematu, ktory ma sie nijak do
                                      forum 'katowickiego'. czym bylo powstanie warszawskie kazdy mysle, ze wie, wiec
                                      nie ma powodu dzis tego przytaczac, szczegolnie na forum zwiazanym z zupelnie
                                      innymi problemami. kazdy normalny wie, ze bylo to zwykle ludobojstwo (gdy
                                      porowna sie liczbe ofiar obu stron, racje przemawiajace za powstaniem i szanse
                                      na powodzenie). dyskutujmy raczej nad problemami regionu najlepiej rozwinietym
                                      w polsce w okresie miedzywojennym, nad tym co sie z nim stalo w latach
                                      powojennych.
                                      • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 19:37
                                        settembrini napisał:

                                        > ja podchodze calkowicie od strony formalnej do tematu, ktory ma sie nijak do
                                        > forum 'katowickiego'. czym bylo powstanie warszawskie kazdy mysle, ze wie,
                                        wiec
                                        >
                                        > nie ma powodu dzis tego przytaczac, szczegolnie na forum zwiazanym z zupelnie
                                        > innymi problemami. kazdy normalny wie, ze bylo to zwykle ludobojstwo (gdy
                                        > porowna sie liczbe ofiar obu stron, racje przemawiajace za powstaniem i
                                        szanse
                                        >
                                        > na powodzenie). dyskutujmy raczej nad problemami regionu najlepiej
                                        rozwinietym
                                        > w polsce w okresie miedzywojennym, nad tym co sie z nim stalo w latach
                                        > powojennych.
                                        Proszę mi wybaczyć, że wchodzę w tę wymiane poglądów. Temat Powstania
                                        Warszawskiego, choć może się wydawać zupełnie niezwiązany ze Śląskiem, wcale
                                        takim nie jest. Ale chyba nawet nie o to chodzi. Zadziwiasz mnie Sett, ponieważ
                                        na forum masz całą masę wątków. do których mozesz się dopisywać. I robisz to.
                                        Dlaczego więc tego wątku, nie potraktujesz jak innych- które omijasz ? Przeciez
                                        to proste- nie odpowiada mi - omijam.
                                        Ludzie czytają ten wątek Grby i jak pewnie przeczytałeś, proszą o dalsze
                                        rozdziały. W czym więc rzecz? Sorry, Sett- nie rozumiem!
                                        • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 19:55
                                          bo nie mam sily czytac watkow, w ktore wpisanych jest 100 albo wiecej opinii.
                                          ten watek dopiero sie rozwija, wiec jestem w stanie przeczytac calosc. dlatego
                                          protestuje. chce, by panowal jakis ład tematyczny. tak samo chce, by Ślazakow,
                                          ktorzy przymusowo zostali wcieleni do wermahtu czy innych formacji nie mieszano
                                          z blotem. slask, nalezy o tym pamietac, byl w owczesnym czasie wyjatkowym
                                          regionem. nie staje po zadnej ze stron, uwazam sie za Polaka, acz mam trzewzwy
                                          sad nad owczesnymi czasami. chce jeszcze raz to podkreslic- powstanie
                                          warszawskie to zupelnie inny temat, ni podlegajacy tematyce tego forum
                                          • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:06
                                            settembrini napisał:

                                            > bo nie mam sily czytac watkow, w ktore wpisanych jest 100 albo wiecej opinii.
                                            > ten watek dopiero sie rozwija, wiec jestem w stanie przeczytac calosc.
                                            dlatego
                                            > protestuje. chce, by panowal jakis ład tematyczny. tak samo chce, by
                                            Ślazakow,
                                            > ktorzy przymusowo zostali wcieleni do wermahtu czy innych formacji nie
                                            mieszano
                                            >
                                            > z blotem. slask, nalezy o tym pamietac, byl w owczesnym czasie wyjatkowym
                                            > regionem. nie staje po zadnej ze stron, uwazam sie za Polaka, acz mam
                                            trzewzwy
                                            > sad nad owczesnymi czasami. chce jeszcze raz to podkreslic- powstanie
                                            > warszawskie to zupelnie inny temat, ni podlegajacy tematyce tego forum
                                            Sorry Sett, ale nikt tu nie obraża Slązaków wcielonych do Werhmahtu. Znane są
                                            wszystkim tragedie rodzin Śląskich i należy pochylić przed nimi czoło. Bo to są
                                            największe tragedie, gdy brat strzelał do brata. Natomiast, jeśli chodzi o
                                            wątek Grby- pozostaję przy swoim zdaniu. Dodam, że jakoś nikogo na forum
                                            Warszawa nie zirytował wątek śląski. Ludzie czytali i dopisywali się.
                                            • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:13
                                              z tym obrazaniem w watkach 'slaskich' na forum warszawskim pozostalbym jednak
                                              sceptyczny. niech 'powstanie warszwskie' pozostanie w pamieci jako warszawskie
                                              a nie jako slaskie. na warszawskim forum nalezy je upamietniac, nie tutaj. mamy
                                              wlasne problemy i wlasne dazenia czy ambicje.
                                              • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:30
                                                settembrini napisał:

                                                > z tym obrazaniem w watkach 'slaskich' na forum warszawskim pozostalbym jednak
                                                > sceptyczny. niech 'powstanie warszwskie' pozostanie w pamieci jako
                                                warszawskie
                                                > a nie jako slaskie. na warszawskim forum nalezy je upamietniac, nie tutaj.
                                                mamy
                                                >
                                                > wlasne problemy i wlasne dazenia czy ambicje.
                                                Pozostaniemy więc przy swoich zdaniach. Sett, nie przeszkadzają Ci wątki Marka
                                                o Polakach idiotach ? Nie przeszkadza Ci to, że nazywa nas brudnymi pijakami i
                                                kretynami ? Niemożliwe, Sett. Nie przeszkadza Ci Gero ? Albo Willi ?
                                                Sett, nie odpisuj. Nie zrozumiemy się w tej kwestii, choć nie ukrywam, że
                                                jesteś osoba z którą badzo często się zgadzam.
                                                • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:38
                                                  a co :)) odpisze sobie... willi ma u mnie ignora i przegladarka nawet nie
                                                  wyswietla jego watkow. gero jakos nie pamietam, chyba mnie nie poruszyl, albo
                                                  jest w miare swiezy na naszym forum
                                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:40
                                                    settembrini napisał:

                                                    > a co :)) odpisze sobie... willi ma u mnie ignora i przegladarka nawet nie
                                                    > wyswietla jego watkow. gero jakos nie pamietam, chyba mnie nie poruszyl, albo
                                                    > jest w miare swiezy na naszym forum
                                                    Taaaaaaaaaak ? Gero jest od 100 lat, tylko czytasz wybiórczo . Daj Grbie
                                                    ignora:)
                                                  • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:41
                                                    nie licze sie z tymi, ktorzy zakladaja watki, w ktorych nie uczestnicze.
                                                    inaczej musialbym tu spedzac cale dnie, a dzis po prostu ma relaks ;-) i sobie
                                                    moge popisac
                                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:52
                                                    settembrini napisał:

                                                    > nie licze sie z tymi, ktorzy zakladaja watki, w ktorych nie uczestnicze.
                                                    > inaczej musialbym tu spedzac cale dnie, a dzis po prostu ma relaks ;-) i
                                                    sobie
                                                    > moge popisac
                                                    A więc sam sobie odpowiedziałeś:) Z Grbą się liczysz, to może uszanuj to co On
                                                    robi. Nawey jeśli jest to coś, co nie wzbudza w Tobie ciepłych uczuć, to
                                                    pamiętaj Sett, nie jesteś tu sam. Inni to czytają i cieszą się, że taki wątek
                                                    zaistniał. Nie kłóćmy się już Sett, bo jesteś przesympatycznym forumowiczem i
                                                    wcale nie mam zamiaru spierać się z Tobą. Proponuję pozostańmy przy swoim
                                                    zdaniu.
                                                    ps.
                                                    Ciekawe czy Maruś ma ignora ? U mnie nie ma i nie będzie miał. Kręci mnie ten
                                                    facet.
                                                  • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 20:58
                                                    alez forum wymyslono, by sie klocic :)
                                                    pozostanmy przy swoich opiniach, masz racje, bo ja wciaz uwazam, zeto nie jest
                                                    odpowiednie miejsce na takie watki. jestes moze gdzies w centrum kattovitz?
                                                    zapraszam na pifko :)
                                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 21:13
                                                    settembrini napisał:

                                                    > alez forum wymyslono, by sie klocic :)
                                                    > pozostanmy przy swoich opiniach, masz racje, bo ja wciaz uwazam, zeto nie
                                                    jest
                                                    > odpowiednie miejsce na takie watki. jestes moze gdzies w centrum kattovitz?
                                                    > zapraszam na pifko :)
                                                    Ach Ty !!!! Może kiedyś :)
                                                  • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 21:17
                                                    wiesz, jam prosty koles :)) ale z domu wynioslem pewne opinie i po przemysleniu
                                                    ich zdania nie zmianiam
                                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 21:47
                                                    settembrini napisał:

                                                    > wiesz, jam prosty koles :)) ale z domu wynioslem pewne opinie i po
                                                    przemysleniu
                                                    >
                                                    > ich zdania nie zmianiam
                                                    Sorry, Sett ale wprawiłeś mnie w osłupienie / a nieczęsto mi sie to zdarza/.
                                                    To dlatego, że napisałem "może kiedyś" ? To nie dlatego, że ja nie chcę..ale
                                                    jakby Ci tu powiedzieć...nie mogę:(
                                                  • Gość: balbi Slazak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 22:02
                                                    Grba jestes ze slaska?
                                                  • grba Re: Slazak? 10.08.04, 22:10
                                                    Gość portalu: balbi napisał(a):

                                                    > Grba jestes ze slaska?


                                                    Nie.
                                                    Teraz mieszkam na Górnym Śląsku; później może Poznań?
                                                  • Gość: balbi Re: Slazak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 22:18
                                                    Ale i tak masz dalej do Warszawy niz do Katowic :)))
                                                  • grba Re: Slazak? 10.08.04, 22:30
                                                    Gość portalu: balbi napisał(a):

                                                    > Ale i tak masz dalej do Warszawy niz do Katowic :)))


                                                    Warszawa dla mojej rodziny mało znaczyła. Obce miasto.
                                                    Dla mnie też była nic nie znaczącym miejscem, dopóki sam w niej nie
                                                    zamieszkałem. Te kilka lat w Wawie było bardzo różne. W pierwszą noc jak
                                                    mieszkałem na Targówku dzwoniłem na Policję, bo jacyś złodzieje okradali sklep
                                                    z dywanami. Policjanci zapytali mnie tylko czy to mój sklep, nie, no to spać
                                                    kazali.
                                                    Poza tym, dla wolnego faceta, dużo świetnych dziewczyn, imprez, dyskotek,
                                                    koncertów, teatrów, knajp itd. Warszawa naprawdę warto!!!


                                                  • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 22:18
                                                    jak uwazasz. slask to zupelnie inna bajka, jesli jakis region wyrasta w innych
                                                    okolicznosciach geopolityczncych, to chyba trudno sie dziwic? autonomia to nie
                                                    jest wydumana bajka. czuje sie osobiscie pokrzywdzony przez organizacje
                                                    samorzadowa polski po 1945 r. ludzie tu urodzeni, bez wzgledu na ich
                                                    wyksztalcenie, powinni byc beneficjentami tutejszych zasowbow, a zostali ich
                                                    pozbawieni. popatrz na zaglebie saary czy ruhry, czy tamte regiony borykaja sie
                                                    z zaniedbaniami sprzed 40 lat? to jest dla nas problem, a nie powstanie, ktore
                                                    przecietnemu mieszkancowi chorzowa czy bytomia kojarzy sie wylacznie z lekcjami
                                                    historii. czujmy sie mieszkancami tych ziem nie tylko w wymiarze finansowym,
                                                    ale rowniez w wymiarze tradycyjnego przywiazania do ziemi.


                                                    carrramba napisała:

                                                    > settembrini napisał:
                                                    >
                                                    > > wiesz, jam prosty koles :)) ale z domu wynioslem pewne opinie i po
                                                    > przemysleniu
                                                    > >
                                                    > > ich zdania nie zmianiam
                                                    > Sorry, Sett ale wprawiłeś mnie w osłupienie / a nieczęsto mi sie to zdarza/.
                                                    > To dlatego, że napisałem "może kiedyś" ? To nie dlatego, że ja nie chcę..ale
                                                    > jakby Ci tu powiedzieć...nie mogę:(
                                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 22:22
                                                    settembrini napisał:

                                                    > jak uwazasz. slask to zupelnie inna bajka, jesli jakis region wyrasta w
                                                    innych
                                                    > okolicznosciach geopolityczncych, to chyba trudno sie dziwic? autonomia to
                                                    nie
                                                    > jest wydumana bajka. czuje sie osobiscie pokrzywdzony przez organizacje
                                                    > samorzadowa polski po 1945 r. ludzie tu urodzeni, bez wzgledu na ich
                                                    > wyksztalcenie, powinni byc beneficjentami tutejszych zasowbow, a zostali ich
                                                    > pozbawieni. popatrz na zaglebie saary czy ruhry, czy tamte regiony borykaja
                                                    sie
                                                    >
                                                    > z zaniedbaniami sprzed 40 lat? to jest dla nas problem, a nie powstanie,
                                                    ktore
                                                    >
                                                    > przecietnemu mieszkancowi chorzowa czy bytomia kojarzy sie wylacznie z
                                                    lekcjami
                                                    >
                                                    > historii. czujmy sie mieszkancami tych ziem nie tylko w wymiarze finansowym,
                                                    > ale rowniez w wymiarze tradycyjnego przywiazania do ziemi.
                                                    >
                                                    >
                                                    > carrramba napisała:
                                                    >
                                                    > > settembrini napisał:
                                                    > >
                                                    > > > wiesz, jam prosty koles :)) ale z domu wynioslem pewne opinie i po
                                                    > > przemysleniu
                                                    > > >
                                                    > > > ich zdania nie zmianiam
                                                    > > Sorry, Sett ale wprawiłeś mnie w osłupienie / a nieczęsto mi sie to zdarz
                                                    > a/.
                                                    > > To dlatego, że napisałem "może kiedyś" ? To nie dlatego, że ja nie chcę..
                                                    > ale
                                                    > > jakby Ci tu powiedzieć...nie mogę:(


                                                    Settembrini !!! Ty mnie nie rozumiesz !!! Ja nie mogę iść na piwo dlatego, że
                                                    nie chcę, ja nie mogę :(((( Dlatego napisałem, może kiedyś :(((
                                                  • settembrini Re: A co z naphtą? 10.08.04, 22:26
                                                    sluchaj, pifko tonie jest problem. natomisat watek 'powstanczy' to kompletne
                                                    nieporozumienie, przynajmniej na forum katowickim. rozumiem, ze walczona o inna
                                                    polske anizeli ona okazala sie w rzeczywistosci, natomiast czy efekt po 60
                                                    latach bylby innyt? watpie. Ślask po wyeksploatowaniu bylby rownie porzucony
                                                    jak dzisiaj. tak to bywa ze zdobyczmi wojennymi
                                                  • grba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 22:31
                                                    settembrini napisał:

                                                    > sluchaj, pifko tonie jest problem. natomisat watek 'powstanczy' to kompletne
                                                    > nieporozumienie, przynajmniej na forum katowickim. rozumiem, ze walczona o
                                                    inna
                                                    >
                                                    > polske anizeli ona okazala sie w rzeczywistosci, natomiast czy efekt po 60
                                                    > latach bylby innyt? watpie. Ślask po wyeksploatowaniu bylby rownie porzucony
                                                    > jak dzisiaj. tak to bywa ze zdobyczmi wojennymi


                                                    Śląsk nie jest zdobyczą na krótko. Ilu Polaków mieszka w Katowicach?
                                                  • Gość: balbi Re: A co z naphtą? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 22:26
                                                    Widzisz dzisiaj dzieki grbie mozesz sobie porozmawiac o slasku z lodzianinem,
                                                    chociaz nie wiem czy bedziesz mial na to ochote i nie wiem czy ja bede mial na
                                                    temat slaska cos ciekawego do powiedzenia. Ale powiem ci ze przez te ostatnie
                                                    pare dni kiedy czytam wspominienia szwajcara dowiadzialem sie wiecej na temat
                                                    waszego regionu niz przez cale zycie. To tez chyba jakis plus, bo nie sadze ze
                                                    forum slaskie jest tylko dla slazakow.
                                                  • carrramba Re: A co z naphtą? 10.08.04, 22:33
                                                    Gość portalu: balbi napisał(a):

                                                    > Widzisz dzisiaj dzieki grbie mozesz sobie porozmawiac o slasku z lodzianinem,
                                                    > chociaz nie wiem czy bedziesz mial na to ochote i nie wiem czy ja bede mial
                                                    na
                                                    > temat slaska cos ciekawego do powiedzenia. Ale powiem ci ze przez te ostatnie
                                                    > pare dni kiedy czytam wspominienia szwajcara dowiadzialem sie wiecej na temat
                                                    > waszego regionu niz przez cale zycie. To tez chyba jakis plus, bo nie sadze
                                                    ze
                                                    > forum slaskie jest tylko dla slazakow.
                                                    A widzisz Sett :)) Czyli ja mam rację a nie Ty :)
                                                  • aqua Re: dalej grba 11.08.04, 12:50
                                                    Ta historia wszystkich ciekawi, jak myślę!
    • grba Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 4 10.08.04, 11:13
      Teraz chcę pokazać na pewnym przykładzie, jak Polakowi, pracownikowi na
      służbie, wszelkimi sposobami utrudnia się i obrzydza pracę. Żołnierze
      Wehrmachtu zobowiązani są, zgodnie z rozporządzeniami, do uiszczania opłat za
      przejazd tramwajem. W myśl zarządzenia Wydziału Żandarmerii Komendantury
      Polowej w Warszawie „Żołnierze i funkcjonariusze Wehrmachtu powinni na żądanie
      obsługi pojazdu zapłacić za przejazd”. Instrukcja Komendantury warszawskiej dla
      żołnierzy Wehrmachtu przebywających czasowo w Warszawie formułuje ten obowiązek
      równie jednoznacznie: „Za przejazd tramwajem trzeba płacić”. W czasie mojego
      pobytu w Warszawie nigdy nie widziałem, aby jakiś członek Wehrmachtu uiścił
      opłatę za przejazd. Gdy zjawia się konduktor, żołnierze wyśmiewają go, ignorują
      albo znieważają i posyłają do stu diabłów. Bardzo wielu żołnierzy i
      funkcjonariuszy Wehrmachtu korzysta z tramwajów, konduktor nie może jednak w
      żaden sposób wyegzekwować od nich należnej opłaty za przejazd, a później, przed
      niemieckim zarządem komunikacji miejskiej, musi jeszcze uchodzić za kozła
      ofiarnego.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 5 10.08.04, 15:48
      Na czarnej tablicy ogłoszeń w naszej kwaterze znajdujemy zaproszenie
      na „wieczorek koleżeński”. A więc wreszcie doczekaliśmy się tej tak bardzo
      wśród żołnierzy niemieckich popularnej imprezy. Wiele już o niej słyszałem. Od
      czasu do czasu zbiera się cała jednostka, do której się należy; w zasadzie
      nikogo nie powinno wtedy brakować. Także dowódca danej jednostki jest obecny.
      Przeciętnemu żołnierzowi najbardziej się podoba, że można wówczas do woli pić
      za darmo alkohol. Gdy o godzinie 22 schodzę do kantyny, wszyscy żołnierze są
      już na miejscu. Przy okrągłym stole siedzą komendant von Kreefeld, lekarz
      naczelny Haehnel i dwaj lekarze sztabowi. Widzę, że wypito już sporo darmowego
      piwa, bo trzech żołnierzy na raz wygłasza mowę. Siadam i dowiaduję się, że
      komendant także jest już w dobrym humorze, gdyż nie gardzi alkoholem. My
      Szwajcarzy chcemy spłukać z nas uczucie wstrętu, którego doznajemy tutaj
      codziennie. I w taki to sposób około północy nikt z obecnych na sali nie jest
      trzeźwy.
      Nagle wstaje komendant, hrabia von Kreefeld, jego oczy błyszczą, z trudem udaje
      mu się uspokoić całe towarzystwo. „Koledzy, drodzy koledzy, byłem w Paryżu –
      zaczyna swoją przemowę – mój kierowca obecny tu starszy szeregowiec Hans, też
      był w Paryżu – kontynuuje, wspierając się przez cały czas z wyraźnym trudem o
      kant stołu – a teraz mój kierowca Hans opowie wam wszystkim, co tam w Paryżu
      wyprawiał”. Hans, jego kierowca, zbladł nagle i wymamrotał: „Panie komendancie,
      ja już nie mogę...” „Rozkazuję ci opowiadać” – przerwał z szyderczym uśmiechem
      komendant, zwracając się do swojego podwładnego po przyjacielsku per „ty”.
      Hans wspina się na krzesło. „A więc niech będzie tak, jak sobie życzy pan
      komendant. Woziłem go po całym Paryżu. Czyściłem mu buty i codziennie musiałem
      szukać dla niego kobiet, bo nasz komendant jest pod tym względem bardzo
      wybredny’ – tutaj uśmiecha się do nas znacząco i poufale. Odpowiadamy
      oczekiwanym śmiechem na jego wywody. Komendant wstaje znowu, widać po nim
      wyraźnie, że jeszcze dzisiaj kąpie się w blasku swoich wspomnień. „Chcę teraz
      usłyszeć piosenkę o tym, jak wieszamy naszą bieliznę na linii Zygfryda – grzmi
      potężnym głosem – kto potrafi to zaśpiewać?” Żołnierze spoglądają na siebie
      zamglonym wzrokiem: przecież to jest zakazany owoc dla nich, czyżby krył się w
      tym jakiś podstęp? Nie, to niemożliwe, bo sam hrabia zaczął śpiewać. Zamilkł
      też wkrótce, gdy zorientował się, że nikt nie przyłączył się do śpiewu. „Kto
      zna francuski?” – pyta teraz obecnych na sali i chełpi się paroma wyuczonymi w
      Paryżu zwrotami i zdaniami francuskimi. Na to wykrzykuje usłużny
      sierżant: „Szwajcarzy, Szwajcarzy!” – gdyż ku jego ubolewaniu rozmawiamy
      niekiedy między sobą po francusku, zwykle wtedy, gdy poruszamy jakiś temat,
      który nie jest przeznaczony dla jego uszu. „No, Szwajcarzy też są z nami,
      dawajcie ich tutaj do mojego stołu, niech będą moimi gośćmi”.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 6 10.08.04, 20:57
      Nie chcę przepuścić okazji do rozmowy z wyższym oficerem, który sobie podpił i
      bez wahania udaje się w jego kierunku, staję przed jego stołem i melduję
      się. „No, jeśli jeszcze przyjdą Szwajcarzy i pomogą nam wygrać te wojnę, to
      wszystko musi się udać”. – mówi tonem, jakim większość Niemców wyraża się o
      Szwajcarach. Ten ton znaczy mniej więcej: Jesteś wprawdzie ochotnikiem i
      pomagasz nam, staram się więc okazać ci należny szacunek, ale sam powinieneś
      zorientować się, że reprezentuję naród, który w żadnym razie nie budzi naszych
      sympatii. Drogi hrabio, myślę sobie, możesz sobie o nas myśleć co ci się żywnie
      podoba. „Nasza pomoc ogranicza się wyłącznie do leczenia szkód, które niesie
      wojna” – odpowiadam mu pokazując znak Eskulapa. „Słyszycie, panowie? – zwraca
      się do oficerów swojego sztabu – tacy oni są. Także ten tu ciągle jeszcze pływa
      po powierzchni zdarzeń i nie chce zrozumieć, co nowego stało się w Europie.
      Młody człowieku, siądź tutaj koło mnie – zwraca się do mnie poufale – i
      posłuchaj mnie. Jestem ze 20 lat starszy od ciebie i mam doświadczenie. Chcę co
      coś opowiedzieć. Jako austriacki hrabia wiem dobrze, co uczyniono mojemu
      narodowi. Anglicy przyjechali do nas do Kitzbühel. Spiętrzyli wodę, tak że
      sięgała nam po szyję, ale im ciągle było mało, dalej podnosili jej poziom,
      żebyśmy się wszyscy potopili”. Rozgląda się wyzywająco dookoła, wszyscy
      przytakują mu głowami, ciągnie więc swój wywód dalej: Jedno tylko chcę ci
      powiedzieć, młody człowieku. Gdybyśmy przegrali tę wojnę, co przecież jest
      wykluczone, ale nawet gdybyśmy pomimo, co przecież jest wykluczone, ale nawet
      gdybyśmy pomimo to przegrali te wojnę, to ja będę pierwszy, który powoła do
      życia nowy ruch w celu zwalczania Anglików”. Zaraz po tym zaczyna pleść na tę
      samą nutę o plutokracji, ciągle te same słowa, które równie dobrze mógłby
      wypowiadać jakiś Niemiec w Afryce. „No, Szwajcarzy, czy nie zauważyliście
      jeszcze, że kiedyś potłuczecie sobie o nas wasze grube chłopskie
      czaszki?” „Panie hrabio, jeśli chce pan usłyszeć mój pogląd...” – w tym
      momencie dostaję pod stołem kopniaka od mojego kolegi Charlesa, który obawia
      się, że mógłbym zbyt ostro odpowiedzieć komendantowi. Daję mu oczyma do
      zrozumienia, że nie ma powodu do obaw, i ciągnę dalej: "„Jako żołnierz
      Czerwonego Krzyża nie zamierzam wtrącać się do waszych wewnętrznych spraw, ale
      dopóki będziecie deptać prawa człowieka, jak to codziennie obserwuję na
      okupowanych terenach, nie możecie żądać ode mnie, żebym entuzjazmował się
      waszymi ideami i waszą polityką”. Hrabia klepie mnie życzliwie po
      ramieniu. „Popatrzcie na tego Szwajcara, przychodzi do jaskini lwa i opowiada
      takie rzeczy”. Główny lekarz sztabowy wznosi kieliszek z koniakiem: „Koledzy,
      wypijmy za prawa człowieka” – wrzeszczy na cały głos i cmokając wlewa sobie w
      gardło zarekwirowany we Francji trunek.
      Nagle rozlega się strzał w korytarzu. Powstaje niesamowity tumult. Okazuje się,
      że jeden z pijanych żołnierzy podszedł do wartownika w momencie, gdy ten chciał
      załadować karabin, wyjął mu broń z ręki i wystrzelił do lampy pod sufitem.
      Główny lekarz sztabowy jako pierwszy przy naszym stole zwalił się z nóg i jego
      adiutant usiłuje wynieść go na świeże powietrze. Zegar ścienny w kantynie
      wskazuje, że świt jest już blisko. Hrabia ciągnie mnie gdzieś do kąta. Trzyma w
      dłoni dwa pełne kieliszki i stara się usilnie stać prosto. „Kolego, kolego
      Szwajcarze – poufale wspiera się na moim ramieniu – posłuchaj mnie jeszcze, ta
      cała wojna jest gówno warta, ale rozumiesz – tutaj rzuca spojrzenie w kierunku
      drugiego lekarza sztabowego, który jako jedyny pozostał jeszcze przy stole –
      kiedy wlazłeś między wrony, musisz krakać tak jak one. Rozumiesz mnie, kolego
      Szwajcarze?” – w tym miejscu przerywa i udaje się na poszukiwanie ubikacji. Po
      tym wieczorku koleżeńskim zdaje mi się, że demokracje nie stoją jeszcze na
      całkiem straconych pozycjach.

      (Koniec tygodnia ósmego)
      • Gość: warszawianka Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 6 IP: 217.153.24.* 11.08.04, 09:48
        i co dalej?
        pisz, Grba, pisz.....
        • grba Re: Warszawa 1942 Tydzień ósmy- odcinek 6 11.08.04, 10:06
          Gość portalu: warszawianka napisał(a):

          > i co dalej?
          > pisz, Grba, pisz.....


          Tydzień dziewiąty w nowym wątku:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14813675
    • Gość: niepewny Ilu? IP: 66.98.131.* 10.08.04, 22:34
      grba napisał:

      > settembrini napisał:
      >
      > > sluchaj, pifko tonie jest problem. natomisat watek 'powstanczy' to komple
      > tne
      > > nieporozumienie, przynajmniej na forum katowickim. rozumiem, ze walczona
      > o
      > inna
      > >
      > > polske anizeli ona okazala sie w rzeczywistosci, natomiast czy efekt po 6
      > 0
      > > latach bylby innyt? watpie. Ślask po wyeksploatowaniu bylby rownie porzuc
      > ony
      > > jak dzisiaj. tak to bywa ze zdobyczmi wojennymi
      >
      >
      > Śląsk nie jest zdobyczą na krótko. Ilu Polaków mieszka w Katowicach?

      Chyba sporo?...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka