Dodaj do ulubionych

Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zniknie.

18.09.04, 14:34
"Śląska nie oddamy"

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2291612.html

Doktorat honorowy Uniwersytetu Śląskiego dla wybitnego niemieckiego tłumacza?
Wykluczone. Pomnik dla wybitnego Ślązaka? Co, mówił po polsku? Niemcy tego
nie poprą. Na Górnym Śląsku toczy się polsko-niemiecka wojna kulturalna. Obie
strony okopały się na niewzruszonych pozycjach, a każda próba dialogu
niezmiennie kończy się awanturą - pisze Michał Smolorz

W rozpisanym w 2000 r. plebiscycie "Gazety Wyborczej" na najwybitniejszych
szczecinian XX wieku zdecydowanie zwyciężyli dwaj niemieccy burmistrzowie
tego miasta. W kalendarium wydarzeń kulturalnych Łodzi najważniejszą imprezą
stał się Festiwal Dialogu Czterech Kultur. W Gdańsku ukazują się albumy
sygnowane przez Donalda Tuska - było nie było wicemarszałka Sejmu -
odwołujące się do wielkiej hanzeatyckiej tradycji Wolnego Miasta. Wrocław
pełnymi garściami czerpie ze swojej tysiącletniej historii, a tamtejszy
uniwersytet zmienił oficjalną datę swego powstania z 1946 na 1703 rok.

Tymczasem na Górnym Śląsku - od Katowic po Opole - takie światłe gesty i
próby odwoływania się do całego europejskiego dziedzictwa regionu wciąż są
tylko marzeniem wąskich elit. Każda poważna próba sięgnięcia do
wielokulturowej przeszłości rodzi nacjonalistyczną histerię i lament,
bo "chwieje się polska racja stanu" albo "sponiewierano dorobek wielu pokoleń
bojowników o wyzwolenie narodowe i społeczne". Skąd w Katowicach czy Opolu
ten fenomen okraszony starą PRL-owską retoryką? Być może stąd, że w
Szczecinie, Gdańsku, Łodzi czy Wrocławiu nie ma już Niemców. Na Górnym Śląsku
wciąż są i wielu wydaje się to problemem nie do przezwyciężenia.

Do przeciętnego czytelnika gazet docierają od czasu do czasu sensacyjne
doniesienia: a to o pomnikach budowanych poległym żołnierzom Wehrmachtu, a to
o niemieckojęzycznych tablicach na budynkach publicznych, wreszcie o polskim
orle, którego nierozważnie zdjął ze ściany strzelecki starosta. Choć w
wyczulonej na "niemieckie ekscesy" Polsce budzą one wiele emocji, tak
naprawdę są to niewiele znaczące epizody, ledwie marginalne dla istoty
stosunków polsko-niemieckich na Górnym Śląsku. Prawdziwa wojna toczy się
bowiem na polu kultury i dorobku cywilizacyjnego. Obie strony okopały się na
niewzruszonych pozycjach, a każda próba kulturowego dialogu niezmiennie
kończy się awanturą i spełza na niczym.

Kultura słuszna i niesłuszna

Odziedziczona po PRL-u oficjalna doktryna uznawała za słuszny i uprawniony
jedynie dorobek polskiej kultury na Śląsku. Kultura niemiecka otrzymała
niezmywalną etykietę "okupacyjnej" lub "zaborczej", a jakiekolwiek próby
sięgania do niej uznawane były za działania wrogie i będące "wodą na młyn
zachodnioniemieckich rewizjonistów spod znaku Hupki i Czai".

Gwoli sprawiedliwości - ten grzech nie był wyłączną domeną komunistów,
odziedziczyli go bowiem po II Rzeczypospolitej. W przedwojennym województwie
śląskim, utworzonym w 1922 r. na części Górnego Śląska przyznanego Polsce w
wyniku III powstania śląskiego, obowiązywała identyczna polityka. Nasiliła
się ona po 1926 r., kiedy niepodzielną władzę w regionie objął wojewoda
Michał Grażyński, gorliwy piłsudczyk i niepoprawny germanofob, główny sprawca
konfliktu sanacji z Wojciechem Korfantym, najwybitniejszym śląskim politykiem
XX w. Korfanty, światły Europejczyk, doskonale obeznany z wszelkimi niuansami
górnośląskiej wielowarstwowej kultury, do końca życia pozostawał w
permanentnym sporze z ekipą marszałka.

To nie komuniści, ale właśnie ekipa Grażyńskiego zastosowała swoiste
antidotum na silną i żywą obecność niemieckiej kultury na Śląsku - ludowość.
Była to oczywiście ludowość pozorna, bo stylizowana i precyzyjnie
projektowana w urzędowych gabinetach. Mało kto zdaje sobie sprawę, że
najpopularniejsze śląskie piosenki, które do dziś są w biesiadnym obiegu
(np. "Karolinka"), wcale nie pochodzą ze skarbca kultury ludowej, lecz
zostały napisane i skomponowane przez zawodowych twórców na przełomie lat 20.
i 30. Nie mniej popularną piosenkę "Szła dzieweczka do laseczka"
bezceremonialnie importowano z Czech, dopisano polski tekst i również uznano
za rodzimy utwór ludowy. Także popularne piosenki powstańcze ("Do Bytomskich
Strzelców", "Znam ja jeden śliczny zamek") napisali zawodowcy na urzędowe
zamówienie kilka dobrych lat po powstaniach. Najbardziej znany śląski strój
ludowy, owo dziewczę w kwiecistym wieńcu upstrzonym szklanymi koralikami,
wyszedł spod pędzla zawodowego kostiumologa.

Nie była to tylko śląska specyfika. Ekipa sanacyjna uprawiała tę politykę na
wszystkich kresach II RP. Znane i do dziś śpiewane "ludowe" piosenki
kaszubskie, w tym cały żelazny repertuar zespołów regionalnych, także
stworzyli zawodowcy na urzędowe zamówienie. Rodziło to nawet zabawne
nadużycia. Kompozytor piosenki "Zachodzi słoneczko za las kalinowy" sprzedał
swoje dzieło zarówno Grażyńskiemu, jak i władzom ówczesnego województwa
pomorskiego. Dzięki temu do dziś nie rozstrzygnięto sporu, czy jest
to "ludowa piosenka śląska", czy może równie "prastara pieśń kaszubska".

Pamiętajmy jednak, że urzędowa ludowość jako narzędzie uprawiania polityki
nie została odkryta w przedwojennej Polsce. Jest to wynalazek jak najbardziej
niemiecki, który stał się pewnego dnia bronią obosieczną. Już od czasów
bismar-ckowskich istniał w królestwie pruskim spory rynek twórczości
nazywanej volkstümmlich, a więc "na sposób ludowy", w dużej części
finansowany z państwowej kasy. Po 1933 r. ochoczo korzystał z tych zasobów
aparat propagandowy III Rzeszy, na którego zamówienie dodatkowo napisano i
skomponowano paletę nowych "niemieckich piosenek ludowych z Górnego Śląska",
także śpiewane do dziś propagandowe dziełko "Ober-schlesien ist mein liebes
Heimatland", zakupione w 1939 r. na uroczystość ponownego objęcia całego
Górnego Śląska przez Rzeszę i nachalnie potem propagowane w szkołach,
organizacjach młodzieżowych i w NSDAP. Po latach wszyscy zapomnieli o
niechlubnym rodowodzie tej piosenki, dziś uchodzi ona za "prastarą pieśń
ludową", a mniejszość niemiecka uznała ją nawet za swój oficjalny hymn.

Lud jak spod igły

Po wojnie komuniści poszli tym samym szlakiem przetartym już przez sanację.
Na całym Górnym Śląsku powszechna stała się doktryna jedynie słusznej kultury
ludowej. Nowe władze wykorzystały cały spadek po Grażyńskim, ale wykreowały
też własną "ludowość". Od 1953 r. nadwornym kompozytorem nowych "śląskich
piosenek ludowych" był Stanisław Hadyna, który do tekstów katowickiego
dziennikarza Zdzisława Pyzika stworzył nieprzebraną skarbnicę szlagierów
(jak "Pyk, pyk z fajeczki"). Dla prowadzonego przez Hadynę zespołu Śląsk
nowe "ludowe stroje" projektowali wybitni kostiumolodzy teatralni i filmowi.
Na tej twórczości jednak się nie skończyło. Ostatnie "ludowe piosenki
śląskie" skomponowała w 1980 r. Katarzyna Gaertner na osobiste zamówienie
ówczesnego prezesa Komitetu ds. Radia i Telewizji Macieja Szczepańskiego. Są
one wciąż w obiegu, niektóre nawet znalazły się w zbiorach etnografów.

Przez całą epokę PRL-u jedyną uprawnioną formą kultury regionalnej była owa
urzędowa "skarbnica twórczości ludowej". Górny Śląsk oficjalnie nie wyniósł z
przeszłości żadnego własnego dorobku kultury "wyższej": literatury, poezji,
muzyki, sztuk pięknych, architektury czy wreszcie nauki. Jeśli cokolwiek z
cywilizacji europejskiej mogło kojarzyć się z tym regionem, była to
wyłącznie "obca kultura zaborcy". W Katowicach i Opolu przez 45 powojennych
lat obowiązywał całkowity zakaz nauczania języka niemieckiego w jakichkolwiek
formach - szkolnych czy kursowych. Jedynym wyjątkiem było katowickie liceum
im. Wilhelma Piecka, w którym (stwierdzano to z całą powagą) nauczano "języka
NRD-owskiego". W programach szkolnych niewiele było śladów historii pomiędzy
pozbyciem się Śląska przez Kazimierza Wielkiego a "po
Obserwuj wątek
    • silesius Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. 18.09.04, 14:36
      W programach szkolnych niewiele było śladów historii pomiędzy pozbyciem się
      Śląska przez Kazimierza Wielkiego a "powrotem do macierzy" w 1922 r. Nie
      świętowano żadnych rocznic powstania szkół, muzeów czy kościołów erygowanych
      przed graniczną datą. Spalone przez Armię Czerwoną zabytki skazano na ruinę lub
      wprost rozbierano. Do 1989 r. nie odbudowano żadnego zniszczonego zamku ani
      pałacu, niektóre wręcz rozebrano. Centra miast, będące dawniej perłami
      architektury renesansowej czy barokowej, zabudowano szkaradnymi bloczkami w
      gomułkowskiej estetyce, ledwie kilka zdołało uchronić swój dawny klimat. Wiele
      kwartałów secesyjnej zabudowy Katowic w latach 60. wysadzono w powietrze,
      najcenniejszych budowli nie wyłączając, i zastąpiono quasi-modernistyczną
      szpetotą.

      Przodkowie, Noble i Oscary

      Po przełomie 1989 r. grupa światłych działaczy regionalnych podejmowała kilka
      prób generalnej zmiany tego zmurszałego sposobu myślenia. Powstało kilka
      rzetelnych programów przywrócenia Górnemu Śląskowi całego jego uprawnionego
      dziedzictwa. Po raz pierwszy pojawiło się modne słowo "wielokulturowość"
      rozumiane nie w kontekście konfliktu polskości i niemieckości, ale jako wielka
      skarbnica wzajem przenikających się kultur polskiej, niemieckiej, czesko-
      morawskiej i mieszczańskiej kultury żydowskiej.

      Pojawiło się wiele opracowań ukazujących pełny wymiar śląskiej cywilizacji. W
      sferze literackiej odkryciem stały się dzieła gliwickiego pisarza Horsta
      Bienka, autora wielkiej tetralogii gliwickiej, czy zabrzańskiego szydercy
      Janoscha, twórcy znanych na wszystkich kontynentach książek dla dzieci.
      Przypomniano górnośląski rodowód kompozytora Josepha Elsnera, nauczyciela
      Chopina, i Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, autora hymnu "Gaude Mater
      Polonia". Kojarzony dotąd z Krakowem św. Jacek Odrowąż na powrót stał się
      arystokratą z Kamienia Śląskiego pod Opolem. Dla wielu fascynującym objawieniem
      stała się poezja wielkiego europejskiego romantyka Josepha von Eichendorffa,
      pochodzącego z Łubowic pod Raciborzem, a spoczywającego na cmentarzu w Nysie.
      Nie mniejszą niespodzianką był powrót z zapomnienia górnośląskich laureatów
      Nagrody Nobla z Katowic, Żor, Chorzowa i Nysy czy laureatów Oscarów. Tyle samo
      fascynacji przyniosło odkrywanie wielkich prekursorów nowoczesnej gospodarki -
      śląskich cystersów.

      Nagle Górny Śląsk przestał być jedynie dziwnym skupiskiem prostego ludu,
      którego kultura ograniczała się do śpiewania piosenek na trzy czwarte,
      uprawiającego rolę, kopiącego węgiel i wytapiającego stal "pod butem zaborców".
      Stał się najnormalniejszym europejskim regionem o tysiącletnim dorobku
      cywilizacyjnym, w którym jak najbardziej pokojowo zbiegały się różne kultury i
      języki, wytwarzając fascynujące dobra materialne i duchowe. Wszystkich czekała
      teraz gigantyczna praca edukacyjna, by to nieogarnione i niezapoznane dotąd
      bogactwo odkryć, uporządkować i przyswoić jako uprawniony spadek po przodkach.
      Swoistą ikoną śląskiej rozmaitości wytworzonej w wielonarodowym tyglu stał się
      pamiętny zapis w Księdze Henrykowskiej: "Daj, ać ja pobruczę a ty pocziwaj",
      uchodzący za historycznie najstarsze zdanie zapisane w języku polskim. A miał
      je wypowiedzieć po polsku... niemiecki gospodarz do żony Czeszki.

      Niech zapłoną stosy

      Radosny festiwal wielokulturowości nie trwał jednak długo, limit tolerancji
      wyczerpał się zaskakująco szybko. Brakowało elit, które rozumiałyby istotę
      wzajemnego przenikania się kultur, a przede wszystkim miałyby o nich
      elementarną wiedzę. Trudno się dziwić: co najmniej trzy pokolenia górnośląskich
      inteligentów wykształcono w duchu utrwalonych dogmatów, nie było historyków
      sztuki, literaturoznawców, tłumaczy. Dla wielu - nawet wykształconych ludzi -
      niektóre odkrycia stanowiły prawdziwy szok. Przypomnienie nawet prostych prawd
      historycznych, jak np. ta, że Śląsk nigdy nie był pod żadnymi zaborami (kiedy
      dokonywano rozbiorów, Śląsk od dawna był już poza Polską, nie mógł więc być
      przedmiotem zaboru), brzmiało niemal jak herezja. Chwilowo uspokojona doktryna
      odwiecznej walki kultur odżyła ze zdwojoną siłą.

      Lawina "odporu inwazji wrogiej kultury" ruszyła. Pierwsi spłonęli na stosie
      nieliczni nauczyciele entuzjaści, którzy wykorzystali nowe możliwości tworzenia
      autorskich programów szkolnych. Szybko zostali doprowadzeni do porządku, na ich
      lekcjach coraz częściej pojawiały się kuratoryjne wizytacje, odbywano z nimi
      ostrzegawcze rozmowy, nie brakowało też wizyt funkcjonariuszy ówczesnego Urzędu
      Ochrony Państwa badających przestrzeganie "polskiego interesu narodowego".
      Nawet życzliwi i światli dyrektorzy szkół proponowali swym podwładnym,
      żeby "dać sobie z tym spokój".

      Nadspodziewanie silny opór przyszedł ze strony Uniwersytetu Śląskiego. Ta
      placówka od lat żyła z piętnem uczelni wyjątkowo dyspozycyjnej wobec starego
      porządku i - zwłaszcza w naukach historycznych - wyspecjalizowanej w kreowaniu
      wizerunku regionu, w którym "od stuleci trwała krwawa konfrontacja polskiego
      ludu z fizyczną i kulturową agresją pruskiego zaborcy". Jaskrawym przykładem
      starych nawyków była nieudana próba uczczenia doktoratem honoris causa
      wybitnego berlińskiego tłumacza literatury polskiej. Henryk Bereska, niezwykły
      pisarz i poeta rodem z podkatowickich Szopienic, przełożył na niemiecki
      najwybitniejsze dzieła literatury polskiej, nie wyłączając "Wesela"
      Wyspiańskiego, a wszystko to sprzedano w kilku milionach egzemplarzy. Odpór
      uniwersytetu był stanowczy - honorowanie Niemca, renegata, który służy
      niemieckiej kulturze (!), jest niemożliwe. Ostatecznie Bereska został z
      najwyższym szacunkiem uhonorowany doktoratem we Wrocławiu.

      "Sprzyjanie niemieckości" wciąż jest największą przeszkodą w ubieganiu się o
      funkcje publiczne na Górnym Śląsku. Nie ma przeszkód, by przejść przez
      kwalifikacyjne sito z sądowym wyrokiem na koncie, podejrzeniem o korupcję,
      malwersacje finansowe czy skandale obyczajowe, ale łatka germanofila
      automatycznie dyskwalifikuje najlepszych nawet kandydatów w konkursach na
      dyrektorów szkół, urzędów czy placówek kultury. I tak naprawdę niewiele się
      zmieniło od 1989 r. do dziś. Pierwszy niekomunistyczny wojewoda katowicki
      Wojciech Czech, wielki znawca i smakosz wielokulturowej śląskości, prekursor
      nowego myślenia, był przez całą kadencję wściekle atakowany z lewa i z prawa,
      iż zmierza do zniemczenia regionu (choć pochodzi z rodziny o wielkich polskich
      tradycjach). Ataki na ostatniego AWS-owskiego wojewodę śląskiego Wilibalda
      Winklera koncentrowały się głównie na jego imieniu i nazwisku, z jednoznacznym,
      choć absurdalnym podtekstem: to jakiś Niemiec! Organizatorzy imprez
      kulturalnych, co do których "istnieje uzasadnione podejrzenie, że mogą
      propagować kulturę niemiecką", nie mają szans na otrzymanie dotacji z
      publicznej kasy. Imprezy typu łódzkiego Festiwalu Dialogu Czterech Kultur są tu
      praktycznie nie do pomyślenia.

      Bo nie chcę, i już!

      Szkoły i placówki kultury, które co jakiś czas organizują swoje jubileusze,
      jako datę założenia niezmiennie podają 1922 lub 1945 rok, choć działają
      nieprzerwanie od 150 czy nawet 200 lat. Dochodzi z tego powodu do groteskowych
      spięć. W 2002 r. w ramach obchodów 80-lecia jednego z renomowanych liceów
      uroczyście oddano do użytku po konserwatorskiej renowacji zabytkową aulę.
      Planowano nadanie jej imienia Wojciecha Korfantego, który był uczniem tej
      szkoły, co z dumą podkreślała dyrektorka. Konsternację wzbudziło pytanie
      jednego z gości: - Przepraszam, jak Korfanty mógł być uczniem szkoły powstałej
      w 1922 r., skoro jego lata szkolne przypadły na koniec XIX w.? Zrezygnowano z
      patrona, aula pozostała bezimienna.

      Równie groteskowe są perypetie podjętych przez "Gazetę Wyborczą" prób
      uhonorowania niezwykle zasłużonych postaci - twórców Katowic: Fryderyka
      Wilhelma Grundmanna i Richarda Holtzego. Obaj w ciągu kilkudziesięciu lat z
      niewielkiej osady przeksz
      • silesius Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. 18.09.04, 14:37
        Równie groteskowe są perypetie podjętych przez "Gazetę Wyborczą" prób
        uhonorowania niezwykle zasłużonych postaci - twórców Katowic: Fryderyka
        Wilhelma Grundmanna i Richarda Holtzego. Obaj w ciągu kilkudziesięciu lat z
        niewielkiej osady przekształcili je w nowoczesne europejskie miasto.
        Już sam pomysł wywołał lawinę protestów, miejscową prasę zalały głosy
        oburzenia. Dyrektor Muzeum Śląskiego Lech Szaraniec z całą powagą stwierdził,
        że ten pomnik "może sobie budować mniejszość niemiecka, gdyż obaj kandydaci
        byli gorliwymi germanizatorami". Sprawdzono i nie znaleziono śladów takiej
        działalności. Przyszedł kontrargument, że przecież obaj byli członkami Hakaty,
        osławionej pruskiej antypolskiej organizacji. Też sprawdzono - obaj zmarli
        kilkadziesiąt lat przed jej zawiązaniem. Pojawił się następny zarzut -
        prześladowali za polskość ostatniego katowickiego sołtysa. Znów sprawdzono:
        owszem, w archiwach rady miejskiej zapisano konflikt z sołtysem, ale o
        spłachetek ziemi, który rolnik miał niemal w centrum miasta i nijak nie chciał
        sprzedać na cele publiczne (w kronice zapisano jego słowa: "Bo niy chca i już").
        Problem Grundmanna i Holtzego przez dwa lata jak gorący kartofel przerzucano
        pomiędzy agendami gminnego samorządu. Zawiązany pośród krzyków sterowanego
        sprzeciwu społeczny komitet budowy pomnika szybko uwiądł. Stanęło na
        poświęceniu twórcom miasta kawałka obwodnicy, przy której na szczęście nie ma
        żadnych domów i firm. Jednak i to spowodowało wątpliwości rajców, więc ulicę
        podzielono na pół - jedną część dostał Grundmann, drugi odcinek "dla równowagi"
        oddano Stęślickiemu, bliżej nieznanemu działaczowi plebiscytowemu z 1921 r.

        Głównym źródłem oporu przeciw "kolejnej fali germanizacji" i stróżem jedynie
        słusznego interesu narodowego jest od lat Górnośląskie Towarzystwo Literackie,
        na którego czele stoi katowicki poeta i redaktor niszowych pism kulturalnych
        Tadeusz Kijonka, były PZPR-owski poseł kilku kadencji. Nawet jego najbliżsi
        współpracownicy żartują: "Tadziu, wojna skończyła się 60 lat temu, wyjdź już z
        okopów". Jednak literaci od dawna byli w Katowicach głównym narzędziem "dawania
        odporu wrogom i rewizjonistom", więc jest to tylko godnie kultywowana tradycja.
        Do miejscowej anegdoty przeszło (prawdziwe!) wydarzenie związane z powstaniem
        przed z górą dziesięciu laty tegoż Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego.
        Podczas zebrania założycielskiego sprawnie i szybko wykonano przewidziany
        porządek obrad i rozpoczęła się dyskusja programowa. Pierwszy głos
        wypowiedziany w debacie brzmiał: "A co zrobimy, gdyby akces do naszej
        organizacji zgłosili Hupka i Czaja?".

        Na straży koszerności

        Nielicznym odważnym, którzy ciągle jeszcze usiłują płynąć pod prąd tej fali i
        coś zdziałać na polu odkrywania pełnego wymiaru górnośląskiej kultury, życia
        nie ułatwiają również działacze mniejszości niemieckiej. Wielu z nich to równie
        bezkompromisowi dogmatycy. W tej grupie równie trudno znaleźć sprzymierzeńców
        jak pośród katowickich literatów i równie łatwo zyskać łatkę polonofila, który
        usiłuje umniejszyć dorobek niemiecki na Śląsku. Pozyskanie do współpracy
        nieufnych liderów rozproszonych i nierzadko zwalczających się organizacji
        mniejszości to zadanie często niewykonalne. Każda propozycja współorganizacji
        imprezy kulturalnej przynosi standardową odpowiedź: impreza, owszem, może
        być "wielokulturowa", pod warunkiem że będzie... niemiecka. Rodzący się od lat
        w bólach i ciągle nienarodzony Festiwal Kultury Górnośląskiej, owszem, też jest
        możliwy, pod warunkiem że będzie to... festiwal twórczości niemieckiej.
        Tłumaczenia dzieł wybitnych górnośląskich pisarzy i poetów na język polski z
        zasady - w rozumieniu niemieckich aktywistów - są nieuprawnione i uznawane za
        profanację, powinny być bowiem przyswajane wyłącznie w oryginale. I tylko w
        wyjątkowych przypadkach dopuszcza się przekład, pod warunkiem że dokonuje go
        tłumacz wskazany przez mniejszość (co z reguły kończy się literacką
        katastrofą).

        O laureatach Nobla lub Oscara, owszem, można pisać, ale tylko z
        przymiotnikiem "niemiecki", ewentualnie "niemiecki żydowskiego pochodzenia".
        Używanie określenia "śląski noblista" jest traktowane jako nadużycie i
        zaciemnianie niemieckiego dorobku cywilizacyjnego. Namówienie mniejszości do
        uhonorowania pomnikiem jakiejś wybitnej postaci jest każdorazowo związane z
        badaniem, jaka była jej Muttersprache (czyli "język serca", a w konsekwencji
        narodowość). Jeśli są dowody, że kandydat na cokół przypadkiem był
        polskojęzyczny, niemieccy partnerzy umywają ręce. Prezesi kół DFK (Deutsche
        Freundschaftskreis - Koło Przyjaźni Niemieckiej, podstawowa komórka
        organizacyjna mniejszości niemieckiej) stawiają się w pozycji rabinów
        wystawiających różnym zamysłom i projektom swoiste "certyfikaty koszerności".
        Bez uzyskania takiej akceptacji przedsięwzięcie uznawane jest za nieniemieckie,
        a więc niezasługujące na uwagę i poparcie, tym mniej na współorganizację.

        Od naszego wara!

        Na Śląsku coraz bardziej zakorzenia się swoisty kulturowy apartheid, w którym
        każda strona ustala nieprzekraczalne granice: tu jest nasze poletko, tam wasze
        i wara od wchodzenia na nasze podwórko. Jest to brutalne pogwałcenie istoty
        tutejszej duchowości, która została zbudowana przede wszystkim na wielowiekowym
        wzajemnym przenikaniu się kultur. Badanie Muttersprache i wystawianie
        certyfikatów polskości czy niemieckości jest kompletnym bezsensem. Od dawna
        większość miejscowych elit była bowiem dwujęzyczna, podobnie zresztą jak spora
        część plebejuszy. Wybitni górnośląscy pisarze i poeci (jak choćby wspomniany
        Joseph von Eichendorff), choć tworzący po niemiecku, w większości dobrze znali
        język polski, a w dodatku z pasją zajmowali się badaniem i dokumentowaniem
        polskiego folkloru - tego prawdziwego, nie urzędowego (w XIX w. zapanowała
        wielka moda na etnografię, z niej zrodziło się także wielkie dzieło Oskara
        Kolberga). Natomiast chłopi i robotnicy, korzystający z powszechnej oświaty,
        bez trudu czytali ich dzieła w oryginale.

        Wielokulturowość jest zawsze atrakcyjna, przenikające się światy tworzą
        niezwykłe zjawiska, które powstać mogą tylko na pograniczach. Paradoksalnie ta
        sama Europa, która na początku XX w. rozpętała wojujące nacjonalizmy, w końcu
        tego stulecia zaczęła się fascynować kulturą kresową - czego dowodem jest m.in.
        Nobel dla Güntera Grassa. Nawet przez "narodową" Polskę przetacza się dziś
        burzliwy renesans kultury kresów wschodnich i zachodnich, czemu trudno się
        dziwić, bo odkrywa skrywane dotąd bogactwo. Jednak kiedy Grass jest w swoim
        rodzinnym Gdańsku ostentacyjnie fetowany, w tym samym czasie Horst Bienek, jego
        śląski rówieśnik (już, niestety, nieżyjący), po latach bojów "o sprawę
        narodową" doczekał się jedynie skromnej tabliczki na swej gliwickiej kamienicy.

        Pamiętajmy wreszcie, że nieporozumieniem jest sprowadzanie dyskusji o
        wielokulturowości Górnego Śląska do wymiaru wyłącznie polsko-niemieckiego.
        Trzeba pamiętać, że ciągle najdłuższy okres państwowej przynależności tego
        regionu dotyczy korony czeskiej. To był też czas największego rozwoju
        przestrzennego, czas najstarszych śląskich ośrodków nauki (jak ten w Opawie),
        czas największego rozwoju miast. Zapominamy, że spora część Górnego Śląska do
        dziś znajduje się w państwie czeskim. Tymczasem po polskiej stronie jest to
        całkowicie zapoznana strona regionalnej tożsamości. Ciągle jeszcze najtrudniej
        jest nauczyć się języka czeskiego, choć rozkwitają kolejne ośrodki oferujące
        naukę niemieckiego i wszelkich innych języków. Dopiero od niedawna bohemistyka
        zagościła na naszych uniwersytetach. Równie zapoznany i bez szans na ujawnienie
        jest dorobek mieszczańskiej kultury żydowskiej, jakże innej od plebejskiej
        kultury jidysz, która przeżywa teraz w Polsce sentymentalny renesans.

        Praktycznie jedyną instytucją, która profesjonalnie zajmuje się
        wielokulturowości
        • silesius Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. 18.09.04, 14:37
          Praktycznie jedyną instytucją, która profesjonalnie zajmuje się
          wielokulturowością Górnego Śląska, jest mieszczący się w Gliwicach Dom
          Współpracy Polsko-Niemieckiej, otwarty z pompą w 1998 r. z udziałem prezydentów
          Polski i Niemiec. Jego twórca i wieloletni dyrektor Thaddäus Schäpe co rusz z
          żalem przypomina, co deklarowały obie strony, zawiązując to przedsięwzięcie: że
          będzie ono finansowane po połowie przez rząd polski i niemiecki. Niestety,
          sześć lat mija, a kolejne polskie rządy nie dołożyły doń ani złotówki,
          wszystkie środki na działalność statutową pochodzą z Berlina. Znany katowicki
          poseł indagowany niedawno w tej sprawie wyraził się szczerze i dosadnie: - Jak
          Szwaby chcą mieć tu swoją V kolumnę, to niech ją sobie sami finansują.



          PS Już po złożeniu tego artykułu w redakcji dowiedziałem się, że 3 września w
          wieku 50 lat niespodziewanie zmarł Thaddäus Schäpe. Człowiek, którego dzieła na
          rzecz najlepiej rozumianej wielonarodowej kultury Górnego Śląska trudno
          przeszacować.

          Uroczystości żałobne, jakie odbyły się 11 września w Gliwicach, zgromadziły
          wielu zacnych i szacownych gości z Niemiec i Polski. Zostały natomiast
          zignorowane przez władze województwa śląskiego. To dość wymowna ilustracja do
          powyższego tekstu.



          Michał Smolorz - dziennikarz, publicysta, producent telewizyjny z Katowic,
          m.in. współtwórca śląskiego talk-show "Wesoło, czyli smutno..." (razem z
          Wojciechem Sarnowiczem)
          • Gość: miamore Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. IP: *.arcor-ip.net 18.09.04, 21:10
            Smutne ale prawdziwe.
            • Gość: Von Foormoon Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.04, 13:14
              Prawdziwe bo uod Fahmana!

              Patrzi na Szloonzek bez klapek jak koon' u woza.

              • broneknotgeld Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. 19.09.04, 15:06
                No ja. Jednak klapki na łoczach to i "Wyborczo" nosi
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=261&w=11518549&v=2&s=0
                Co inkszego dać tekst Smolorza do gazety, a co inkszego wspiyrać ta naszo
                ślonsko wielokulturowość. Jedno wiym - GW na tych tych forach "wspiyraniym" niy
                blyszczy.Nojchyntni pozamykaliby Ślonzokow we klotkach, jak to widać na Forum
                Ruda Ślonsk.
                Zaproszom wszyskich do "stolicy ślonski fraszki".
                • Gość: pasikoonik Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.04, 20:36
                  Przi Prowdzie bydz'cie! Gos'cina dali,
                  by sie Szloonzouki tu wypuakali.

                  Wjelokultury s'cic' niy wspjyrajoom,
                  szloonzky doonrzyniy tym podkrys'lajoom!

                  Po co zas' mjyszoong? Rozmajte zorty?
                  Jeszczy SUWYRYN niy pedziou Worty!
        • arcykr Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - cd. 20.09.04, 16:20
          silesius napisał:

          Jednak i to spowodowało wątpliwości rajców, więc ulicę
          > podzielono na pół - jedną część dostał Grundmann, drugi odcinek "dla
          równowagi" oddano Stęślickiemu, bliżej nieznanemu działaczowi plebiscytowemu z
          1921 r.
          Idea ulicy Steslickiego w tym miejscu byla znana od dawna.
    • Gość: Pytek Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.04, 11:26
      To `s'cie se jurz pokalkowali?
    • peterp Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 20.09.04, 15:29
      Prowda napisoł.
      • psie.pole Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 20.09.04, 16:00

        Smolorz bardzo uważał żeby nie przegiąć. Mało odważnie. Śmieszne w dodatku jest
        to że próbuje krytykować organizacje niemieckie jakby sam nie wspierał
        proniemieckiego RAŚ-iu co to chce krzewić niemieckość na Górnym Śląsku!
        • synziemi Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 20.09.04, 17:07
          psie.pole napisał:

          > Smolorz bardzo uważał żeby nie przegiąć. Mało odważnie. Śmieszne w dodatku
          jest
          >
          > to że próbuje krytykować organizacje niemieckie jakby sam nie wspierał
          > proniemieckiego RAŚ-iu co to chce krzewić niemieckość na Górnym Śląsku!

          Ja nie rozumiem tego siania podejrzliwosci wobec RAS czy Mniejszosci
          Niemieckiej. Przeciez te organizacje nie propaguja niczego co stoi w
          sprzecznosci z polska racja stanu ani tez nie stanowia realnej sily w
          regionie. A wiec po co jatrzyc i rozniecac to co just dawno sie nie tli?
          • arcykr Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 20.09.04, 17:14
            synziemi napisał:

            > Ja nie rozumiem tego siania podejrzliwosci wobec RAS czy Mniejszosci
            > Niemieckiej.
            Cale to forum to jedno wielkie sianie podejrzliwosci...
            • Gość: Pytek Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.04, 20:09
              Coby sie tlooua polsko niynawis'?
          • aqua Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 21.09.04, 15:05
            RAS wogóle nic nie propaguje, te pare oświadczeń znajdujących się na ich
            firmowej stronie nie mówi nic o ich preferancjach, polityce, zapatrywaniach.
            Nie zajmują stanowiska na żadne tematy ważne dla każdego mieszkańca Śląska,
            Polski. Praktycznie więc nie ma z czym dyskutować, czy nawet skrytykować. Można
            powiedzieć, że dobrze się chłopcy ustawili.


            synziemi napisał:

            > psie.pole napisał:
            >
            > > Smolorz bardzo uważał żeby nie przegiąć. Mało odważnie. Śmieszne w dodatk
            > u
            > jest
            > >
            > > to że próbuje krytykować organizacje niemieckie jakby sam nie wspierał
            > > proniemieckiego RAŚ-iu co to chce krzewić niemieckość na Górnym Śląsku!
            >
            > Ja nie rozumiem tego siania podejrzliwosci wobec RAS czy Mniejszosci
            > Niemieckiej. Przeciez te organizacje nie propaguja niczego co stoi w
            > sprzecznosci z polska racja stanu ani tez nie stanowia realnej sily w
            > regionie. A wiec po co jatrzyc i rozniecac to co just dawno sie nie tli?
            • Gość: Pytek Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 19:10
              Wygadujecie tu poborzne woonsze?
        • psie.guwno Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 21.09.04, 00:47
          psie.pole napisał:

          >
          > Smolorz bardzo uważał żeby nie przegiąć. Mało odważnie. Śmieszne w dodatku
          jest
          >
          > to że próbuje krytykować organizacje niemieckie jakby sam nie wspierał
          > proniemieckiego RAŚ-iu co to chce krzewić niemieckość na Górnym Śląsku!

          nie godej
        • Gość: opolsko dzioucha Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: 217.173.203.* 21.09.04, 01:38
          W jego tekście jest wiele nieprawdy lub przemilczeń.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=15888118&a=15956896
          • Gość: Pytek Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 07:32
            Dobrze to tak szaradzic' drugigo?

            Ciyngjym ku Woom uockym s'migo i afki ciepje, a Wy co?

            Noo nale, co Prowda to Prowda!
            • Gość: opolsko dzioucha Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: 217.173.203.* 21.09.04, 13:17
              Gość portalu: Pytek napisał(a):

              > Dobrze to tak szaradzic' drugigo?

              Pytek, od tak znanego i cenionego dziennikarza jak Michał Smolorz można i należy
              oczekiwać więcej. Nie powinien manipulować faktami i pisać nieprawdę. Tym
              bardziej, że historia dostarcza tak wielu przykładów presji asymilacyjnej i
              instrumentalnego traktowania Slązaków, że nie trzeba ich wymyślać.

              Noo nale, co Prowda to Prowda!
              Cieszę się, że masz szacunek do prawdy. Ona i tak zawsze w koncu zwycięży!

              Pyrsk
              • Gość: Pytek Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 14:57
                Niykjery, to taki salomoonowy kot.
                Co w uostrangah zdeh.
                Foortka uotarto, a skoko bez pot.

                A co do Prowdy, poonos' niykej i dobrze sie je uode Ni z'dziebko uodcofnoon'c'.
                Coby joom lepi dojzdrzec'.
    • stefan_ems Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni 21.09.04, 19:35
      Polecam opinię Judyty na ten temat:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16759&w=15526315&a=15975368
    • Gość: Goorny Szloonzek Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:25
      Wojna trwo co nojwyrzy we rzoondzoonym bez zoguymbjokoow tzw. "wojewoodztwje
      szloonzkym (katowickym)".

      Goorny Szloonzek to nojprzodzi teroz'niejszo Uopolszczyzna, kaj je myni zwady!
      • Gość: do filyrowanio Re: Smolorz o Slasku rozsadniej - kopia zanim zni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:47
        Wez'ma se z Nih muster!
    • Gość: komar O nieuctwie lub kłamstwach Smolorza IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.04, 18:36
      Nie była to tylko śląska specyfika. Ekipa sanacyjna uprawiała tę politykę na
      > wszystkich kresach II RP. Znane i do dziś śpiewane "ludowe" piosenki
      > kaszubskie, w tym cały żelazny repertuar zespołów regionalnych, także
      > stworzyli zawodowcy na urzędowe zamówienie. Rodziło to nawet zabawne
      > nadużycia. Kompozytor piosenki "Zachodzi słoneczko za las kalinowy" sprzedał
      > swoje dzieło zarówno Grażyńskiemu, jak i władzom ówczesnego województwa
      > pomorskiego. Dzięki temu do dziś nie rozstrzygnięto sporu, czy jest
      > to "ludowa piosenka śląska", czy może równie "prastara pieśń kaszubska".


      Fajna bajka ( kłamstwo ! ?)- " kompozytor piosenki" sprzedał ją też w
      Małopolsce ( Mularze Mularze ) w Lubelskiem ( tam zanotowana jest przez Oskara
      Kolberga !!!), ten sam "kompozytor" sprzedał ją też na Wileńszcyznę ( znowu z
      tekstem Mularze Mularze). Nieuk jesteś Smolorz ( lub kłamca )


      Najbardziej znany śląski strój
      > ludowy, owo dziewczę w kwiecistym wieńcu upstrzonym szklanymi koralikami,
      > wyszedł spod pędzla zawodowego kostiumologa.

      Ha ! Ten sam " zawodowy kostiomolog" zaprojektował też chyba
      ekwiwalentne "kwiaciaste wieńce upstrzone koralikami" dla Ślązaków z
      Opawskiego. Polecam nieukom ( bądź kłamcą) tamtejsze muzeum.

      Nie mniej popularną piosenkę "Szła dzieweczka do laseczka"
      > bezceremonialnie importowano z Czech, dopisano polski tekst

      Tak- a polscy Górale "importowali" słowacki hymn i dopisali do niego swój
      tekst. ( Ciekawe dlaczego ? jakiś polski spisek nacjonalistyczny ?) Nieuk
      jesteś Smolorz albo kłamca

      • Gość: ??? Re: O nieuctwie lub kłamstwach Smolorza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.09.04, 01:23
        Przyca same "Autory" siy do tygo prziznowauy!?
        • Gość: harc mistrz Re: O nieuctwie lub kłamstwach Smolorza IP: 62.233.241.* 25.09.04, 01:57
          Czytajcie sobie te półprawdy, kłamstwa i duby smalone Smolorza - a
          zgłupiejecie, moi roztmili, do reszty!
          I nie padajcie przed tymi wypocinami na kolana oraz nie wpadajcie w cielęcy
          zachwyt.
          (HKP)
          ...
          CZUWAJ, ZDROWY ROZSĄDKU!!!
          Pyrsk!
        • Gość: komar Re: O nieuctwie lub kłamstwach Smolorza IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.04, 10:24
          > Przyca same "Autory" siy do tygo prziznowauy!?

          Ha Ha. Dawaj tych "autorów". Będzie śmieszny proces.
          • Gość: andy O żalu Smolorza, że mu Senat zablokowali! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 11:09
            Okoliczności niepowodzenia, jakie na początku swego istnienia
            odnotowała "Jedność Górnośląska", nie są tajemnicą. Ujawnił je w kasandrycznym
            artykule w "Gazecie Wyborczej" (numer z 30 lipca 2004) Michał
            Smolorz: "Głównymi przeciwnikami Jedności i sprawcami jej klęski okazali się
            przedstawiciele starej związkowej gwardii: Józef Kocurek (wiceprezes) i Andrzej
            Dawidowski (przewodniczący sądu związkowego). Komu była potrzebna ta fronda i
            rozbicie Jedności już na starcie? Na pozór był to gol samobójczy i akt
            bezinteresownej destrukcji, bo zablokowanie porozumienia nie przynosi związkowi
            żadnego pożytku, jest jak porysowanie gwoździem lakieru cudzego samochodu. Ale
            jak się przyjrzeć kulisom, to dojdziemy do wcale interesujących wniosków. Józef
            Kocurek to zaufany zastępca i zarazem od lat najbliższy współpracownik
            prezydenta Katowic Piotra Uszoka. (...) Zaś Andrzej Dawidowski to główny
            animator Bractwa Myśli Bratniej, które w Związku Górnośląskim stoi na straży
            czystości doktryny, spełnia funkcje Świętej Inkwizycji. Dawidowski jest też od
            lat totumfackim Piotra Uszoka (...). Czy to przypadek, że właśnie dwaj
            najbliżsi zausznicy prezydenta Katowic organizują destrukcję wymierzoną w
            pomysły Gorzelika, który należy do najsurowszych krytyków obecnej władzy w
            mieście? Uszok uwielbia sprawowanie władzy na sposób bizantyjski (...),
            krytyki nie lubi, ani tym bardziej wyrastających mu pod nosem nowych,
            konkurencyjnych organizacji aspirujących do rządu dusz. Dlatego Związek
            Górnośląski, kontrolowany przez Kocurka i Dawidowskiego, ograniczający się do
            imprez krupniokowych i okolicznościowych mszy ze sztandarami - to bardzo
            pożyteczne zaplecze. Ale Związek Górnośląski (...) włączający się do
            zasadniczych debat o teraźniejszości i przyszłości Śląska, publicznie
            stawiający pytania i aktywny na pierwszej linii życia publicznego - to wrzód na
            siedzeniu lokalnej władzy". Najbliższe miesiące pokażą czy pogłoski o śmierci
            nowonarodzonej "Jedności Górnośląskiej" były przesadzone. Możliwych jest kilka
            scenariuszy rozwoju wypadków na scenie regionalnej. Być może doły Związku
            Górnośląskiego podziękują panom Kocurkowi i Dawidowskiemu, uznając ich
            poczynania za szkodliwe dla stowarzyszenia i regionu, i wymogą na swych
            władzach praktyczną realizację porozumienia.
            Połączony siłami z Gorzelikiem, wspierany przez Gazetę Wyborczą, Smolorz mści
            się za przegrane wybory na prezydenta Katowic. Wspiera go Senator Kutz, również
            będący na liście płac wybórczej gazety,który nazwał ich (Kocurka i
            Dawidowskiego): pieczeniarze będący u władzy: nasi współcześni „Volksdeutsche”
            na usługach „dobrego towarzystwa”. Powinszować publicystom kultury "śląskiej"
            • Gość: komar Ale silesiusowi itp. i tak się podoba. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.04, 13:32
              Tak wspaniale piętnuje "polski nacjonalizm". Że przy tym kłamie lub plecie
              bzury to już nie jest ważne.
              • silesius Re: Ale silesiusowi itp. i tak się podoba. 27.09.04, 21:44
                Gość portalu: komar napisał(a):

                > Tak wspaniale piętnuje "polski nacjonalizm". Że przy tym kłamie lub plecie
                > bzury to już nie jest ważne.

                Zauwazylem, ze przede wszystkim spodobalo sie polskim nacjonalistom. Znowu dla
                nich kasek do gryzienia. Dlubia dziurki, gryza szczegoly, calosci nie
                dostrzegajac.
            • Gość: Pytek Re: O żalu Smolorza, że mu Senat zablokowali! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.04, 00:10
              Noom ms'ciwos' je cudzo!

              Morzno to polsko szpajza?
      • Gość: komar I jeszce cytacik z 1984 IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.04, 16:13
        " Bibliteka Warszawska"

        "...po prawej stronie odry usłyszysz chłopstwo śpiewające polskie, do
        krakowiaków podobne piosenki."

        Do książek Smolorz. Uczyć się. Czytać. Niedoszły prezydencie i senatorze.
        • Gość: rechtor Re: I jeszce cytacik IP: 217.173.203.* 26.09.04, 16:21
          Re: Śląski fenomen
          Autor: Gość: dziouszka
          Data: 26.09.2004 00:12

          Byłoby dobrze, gdyby M. Smolorz dostrzegł mieszankę kultur i nie pisał bzdur
          w rodzaju, że piosenka „Karolinka” została napisana przez zawodowych
          twórców w latach 20., co ma być dowodem „ludowości pozornej, bo stylizowanej i
          precyzyjnie projektowanej w urzędowych gabinetach”. Piosenka ta z adnotacją z
          powiatów rybnickiego i gliwickiego jest umieszczona pod numerem 129 w zbiorze
          "Pieśni Ludu Polskiego w Górnym Szląsku (z muzyką)” (Wrocław 1863) Juliusza
          Rogera. Co prawda w XIX – wiecznej wersji Karolinka poszła do Bogumina. M.
          Smolorz pisze: "Nie mniej popularną piosenkę "Szła dzieweczka do laseczka"
          bezceremonialnie importowano z Czech, dopisano polski tekst i również uznano za
          rodzimy utwór ludowy". Jeśli dopisano polski tekst, to na pewno nie było to w
          dwudziestoleciu międzywojennym, ponieważ Roger zarejestrował dwie wersje tej
          piosenki - jedną (nr 58) z powiatu gliwickiego, drugą z rybnickiego (nr73).
          Pierwsza zwrotka wersji „gliwickiej” (cyt. : Szła dziéweczka do gajeczka/ Do
          zielonego/ Znalazła tam myśliwieczka/ Bardzo szwarnego) i druga „rybnickiej” (O
          mój miły myśliwieczku/Bardzo ci rada,/ Dałabym ci chleba z masłem,/ Alem już
          jadła) są dziś powszechnie znane i śpiewane.
          Poza tym to nie Gerwazy Gorczycki (ok. 1665[67] - 1734) jest autorem
          średniowiecznej (sic!)pieśni „Gaude Mater Polonia”, tylko Wincenty z Kielczy -
          obecnie pow. strzelecki (ok. 1200- po 1261), natomiast Gorczyckiemu przypisuje
          się opracowanie tego hymnu na chór. Jeszcze jedno: dotyczy „śląskiej ikony
          rozmaitości”: to nie niemiecki gospodarz do żony Czeszki wypowiedział uchodzące
          za pierwsze zapisane polskie zdanie, lecz uznawany za Czecha Boguchwał do
          polskiej żony, a zapisał niemiecki mnich.
          Ciąg dalszy może nastąpić.
          • Gość: komar A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.04, 17:32
            Dzięki. Sam miałem się zabrać za tą "Dzieweczkę" i ' Karolinkę" ale mi staro
            zokazała- " na chlyb trzeja robić".
            Najbardzie wnerwił mnie ( nieuk/kłamca) kąskiem " Zachodzi słoneczko". Matko
            Boska toż to "mularze mularze"!!! Zapisał to Kolberg, zapisał Stoiński,
            zapisali Sobiescy. A tu jakiś przygłup pisze o " kompozytorze".
            • Gość: dzioucha Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. IP: 217.173.203.* 26.09.04, 23:56
              Papier jest cierpliwy, a za to ilu Ślązaków usatysfakcjonowanych. Wreszcie M.
              Smolorz znalazł żelazne dowody na lekceważenie śląskiej kultury! Zreszta, jak
              coś mu nie pasuje do konceptu, to pomija, np. odznaczenie na wniosek wojewody
              opolskiej przez prezydenta RP pośmiertnie złotym krzyżem zasługi przedwcześnie
              zmarłego Thaddeusa Schaepe. Przecież nie mogą być przedstawiciele polskich
              władz, którzy docenili tytaniczną pracę Zmarłego na rzecz polsko-niemieckiego
              porozumienia.
              • stefan_ems Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 26.09.04, 23:59
                Gość portalu: dzioucha napisał(a):

                > Papier jest cierpliwy, a za to ilu Ślązaków usatysfakcjonowanych. Wreszcie M.
                > Smolorz znalazł żelazne dowody na lekceważenie śląskiej kultury! Zreszta, jak
                > coś mu nie pasuje do konceptu, to pomija, np. odznaczenie na wniosek wojewody
                > opolskiej przez prezydenta RP pośmiertnie złotym krzyżem zasługi przedwcześnie
                > zmarłego Thaddeusa Schaepe. Przecież nie mogą być przedstawiciele polskich
                > władz, którzy docenili tytaniczną pracę Zmarłego na rzecz polsko-niemieckiego
                > porozumienia.

                Zwróć proszę uwagę na datę napisania artykułu.
                • Gość: dzioucha Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. IP: 217.173.203.* 27.09.04, 00:10
                  Zwróć uwagę proszę na PS:
                  PS Już po złożeniu tego artykułu w redakcji dowiedziałem się, że 3 września w
                  wieku 50 lat niespodziewanie zmarł Thaddäus Schäpe. Człowiek, którego dzieła na
                  rzecz najlepiej rozumianej wielonarodowej kultury Górnego Śląska trudno
                  przeszacować.
                  Uroczystości żałobne, jakie odbyły się 11 września w Gliwicach, zgromadziły
                  wielu zacnych i szacownych gości z Niemiec i Polski. Zostały natomiast
                  zignorowane przez władze województwa śląskiego. To dość wymowna ilustracja do
                  powyższego tekstu.
                  • stefan_ems Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 27.09.04, 00:35
                    Smolorz nie pisze nic o władzach woj. opolskiego tylko śląskiego. Kiedy było
                    przyznane to odznaczenie? W dniu pogrzebu? Bo nie wiem tego.
                    • Gość: Dzioucha Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. IP: 217.173.203.* 27.09.04, 00:46
                      Smolorz na wstępie odnosi swoje twierdzenia do obu województw. Cyt. "Tymczasem
                      na Górnym Śląsku - od Katowic po Opole - takie światłe gesty [nadawanie tytułu
                      doktora honoris causa Niemcom] i
                      próby odwoływania się do całego europejskiego dziedzictwa regionu wciąż są
                      tylko marzeniem wąskich elit. Każda poważna próba sięgnięcia do
                      wielokulturowej przeszłości rodzi nacjonalistyczną histerię i lament,
                      bo "chwieje się polska racja stanu" albo "sponiewierano dorobek wielu pokoleń
                      bojowników o wyzwolenie narodowe i społeczne". Skąd w Katowicach czy Opolu
                      ten fenomen okraszony starą PRL-owską retoryką?"
                      Tak więc bezzasadnie rozciąga swoje tezy odnoszące się do woj. śląskiego na
                      województwo opolskie, w którym sytuacja jest odmienna, choćby z tego powodu, że
                      TSKN wchodzi od 1998 r. w skład koalicji sejmiku i współrządzi w województwie.
                      W odniesieniu do województwa opolskiego nie sposób zgodzić się z tezą, że „każda
                      poważna próba sięgnięcia do wielokulturowej przeszłości rodzi nacjonalistyczną
                      histerię i lament”. Przeciwnie, np. zmarły w 1995 r. Fryderyk Kremser - wybitny
                      fotografik, założyciel Konwersatorium im. Josepha Eichendorffa, pierwszy
                      redaktor wydawanych do dzisiaj dwujęzycznych „Zeszytów Edukacji Kulturalnej –
                      Hefte fuer Kulturbildung” popularyzujących niemieckie dziedzictwo kulturowe
                      regionu - spoczywa w Alei Zasłużonych i ma w Opolu swoją ulicę.
                      Michał Smolorz pisze o nieudanej próbie nadania przez Uniwersytet Śląski
                      doktoratu honoris causa berlińskiemu tłumaczowi literatury polskiej Henrykowi
                      Beresce urodzonemu w Szopienicach, co jest dla niego „jaskrawym przykładem
                      starych nawyków”. Przemilcza natomiast, że Uniwersytet Opolski uhonorował tym
                      tytułem trzech Niemców, w tym profesora Uniwersytetu w Stuttgarcie Gerharda
                      Nickela pochodzącego ze Śląska Opolskiego.
                      Autor stwierdza też: „równie zapoznany i bez szans na ujawnienie jest dorobek
                      mieszczańskiej kultury żydowskiej, jakże innej od plebejskiej kultury jidysz,
                      która przeżywa teraz w Polsce sentymentalny renesans”. Gdyby czytał Gazetę w
                      Opolu, to wiedziałby, że Maciej Borkowski niestrudzenie od kilku lat
                      popularyzuje żyjących w przeszłości żydowskich obywateli Opola i ich kulturę.
                      A gdyby interesował się tym, co dzieje sie w woj.opolskim, to wiedzialby o
                      uroczystościach 750-lecia napisania Gaude mater Polonia przez Wincentego z
                      Kielczy z Twojego powiatu.
                      M. Smolorz był na uroczystościach żalobnych w Gliwicach, wygłosił nawet zgrabne
                      przemówienie. Na tej uroczystości wojewoda Rutkowska wręczyła żonie Zmarłego
                      odznaczenie. Z opolskiego byli oprócz wojewody m.in. wicemarszałek Galla,
                      senator Simonides, szef klubu TSKN w sejmiku, wielu wójtów i burmistrzów (nie
                      tylko z mniejszości), rektor UO.
                      • stefan_ems Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 27.09.04, 00:52
                        Dzięki za ciekawy głos w dyskusji. Odpowiem jutro (a właściwie dzisiaj), bo za
                        parę godzin praca czeka ;-)
                        Pozdrawiam.
                        • Gość: dzioucha Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. IP: 217.173.203.* 27.09.04, 00:53
                          Dobranoc :-)
                      • stefan_ems Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 27.09.04, 19:00
                        Witam,
                        delegacja z opolskiego, o której piszesz, ni jak się ma do władzy z woj.
                        śląskiego, do której pretensje ma Smolorz, ale powinien o niej wspomnieć, choćby
                        dlatego, by bardziej podkreślić uroczystość i powagę ceremonii pożegnania
                        swojego przecież przyjaciela, a właściwie lepiej by było, gdyby sobie odpuścił
                        ten cały akapit.

                        Smolorz wykazał kilka "robaczywych jabłek" ze śląska opolskiego, ale skupił się
                        głównie na woj. śląskim, Ty natomiast na przeciwwagę postawiłaś całą skrzynkę
                        tych "zdrowych" i słusznie, ale piszesz z Opola, to na pewno zdajesz sobie
                        sprawę z tego, że gdyby Smolorz chciał więcej miejsca poświecić "Opolszczyźnie",
                        to nie miałby problemu go wypełnić i zarazem bardziej podkreślić problematykę,
                        jaki porusza felieton.

                        Media u nas ślicznie donoszą o tym wszystkim, co napisałaś, można poddać się
                        wrażeniu o sielankowej współpracy Niemców, Ślązaków i Polaków na "Opolszczyźnie"
                        - nic bardziej mylnego! Owszem, w "opolskim" topnieją PRLowskie lody, ale nie
                        przypadkowo idzie to tylko w "niemieckim" kierunku a jednocześnie neguje się tak
                        ważny przecież wspólny mianownik, jakim jest śląskość. Nie sadzę, by następstwa
                        plebiscytu i powstań były tego powodem. Nie przypadkowo właśnie u nas
                        obserwowano większą niechęć rachmistrzów przy deklarowaniu narodowości śląskiej,
                        co nie wynikało na pewno z ich złej woli, ale odgórnych ustaleń. Szkoda, że o
                        tym nie napisał, a "zjawisko" to jest myślę warte dyskusji.

                        Nie napisał też o polskiej prowokacji, a m.in. o artykule Teresy Kuczyńskiej
                        "Niepokojące tony Śląska", w którym większość zdań jest kłamstwem, a który stał
                        się powodem niemałego zamieszania wokół prof. Bartodzieja w Strzelcach.

                        Problemy pojawiają się wszędzie tam, gdzie M.N. stanowi liczącą się siłę we
                        władzach samorządowych. Ileż emocji i energii kosztuje polakowców (nie mylić z
                        Polakami) sprawa Matheji. Otóż wymyślono, że skoro nie ma prawa nakazującego
                        obecność godła państwowego na budynku starostwa (postępowanie umorzono), to
                        należy poszukać takiego, które pozwalało zdjąć nieszczęsnego orzełka przez
                        ówczesnego starostę (postępowanie wznowiono) – śmiechu warte, czysta
                        kompromitacja prokuratury a uległość "niezawisłego" wymiaru sprawiedliwości
                        wobec kilku politycznych krzykaczy, w tym Pani wojewodziny Rutkowskiej, ma wręcz
                        cechy skandalu. (Dla porównanie w Warszawie nie kwapią się, by ponownie
                        rozpatrzyć kontrowersyjną, słynną aferę Rywina, pomimo dużego nacisku opozycji).
                        Samej pani Rutkowskiej gratuluję braku problemów w "woj. opolskim", gdyż taki
                        wniosek nasuwa się, obserwując jej priorytetowe zaangażowanie w robieniu
                        porządków z pomnikami i politykami M.N., oraz wyboru doradcy d.s. mniejszości
                        narodowych o wątłych kompetencjach i doświadczeniu.
                        A ileż polityków w Polsce, nie tylko z SLD, miało i ma kłopoty z poprawnym
                        wypełnieniem deklaracji majątkowej? Tylko chyba nikt z nich nie doczekał się
                        takiej nagonki, jaką rozhulano wokół starosty kędzierzyńskiego z M.N.

                        A znasz wyniki anonimowej ankiety o tolerancji, jaką przeprowadzono wśród
                        uczniów II LO w Opolu? Szkoda, że Instytut Śląski, nie ma uprawnień do
                        zakładania ukrytego mikrofonu w szkołach ;-) ,poleciłbym wtedy lekcje języka
                        polskiego w V LO w Opolu u jednej z nauczycielek – można by dużo ciekawego od
                        tej pani usłyszeć o Ślązakach, a zapewniam, że to nie jedyny antyśląski pedagog
                        na "Opolszczyźnie".
                        Mój opa prawi, że puki te "pryki" (Polacy o PRLowskim wychowaniu) nie pomroom to
                        nie baje lepi na Śloonsku. Trudno się z tym nie zgodzić, ale i pogodzić, by
                        czekać następne 20, 30 lat, aby normalnie żyć na Śląsku jeden obok drugiego.

                        Zgadzam się, że artykuł Smolorza jest nieobiektywny, gdyż pisze tylko o tych
                        "robaczywych jabłkach" ;-) ale na pewno nie jest bezpodstawny. Odbiegłem nieco
                        od kultury a na niej głównie skupił się Smolorz.
                        Pozdrawiam.
                        • stefa5 Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 28.09.04, 00:38
                          Witam,
                          nie napisałam, że jego artykuł jest bezpodstawny. Przeciwnie - stwierdziłam, że
                          jest tak wiele przykładów przemocy symbolicznej na Ślązakach, które opisałam w
                          swojej książce), że nia ma potrzeby pisać, że najspopularniejsze śląskie
                          piosenki to polskie podróbki.
                          Teraz o "robaczywych jabłkach"
                          M. Smolorz pisze: "W Gdańsku ukazują się albumy
                          sygnowane przez Donalda Tuska - było nie było wicemarszałka Sejmu -
                          odwołujące się do wielkiej hanzeatyckiej tradycji Wolnego Miasta. Wrocław
                          pełnymi garściami czerpie ze swojej tysiącletniej historii, a tamtejszy
                          uniwersytet zmienił oficjalną datę swego powstania z 1946 na 1703 rok".

                          W opolu ukazało sie wiele albumów - podam tylko dwa przykłady, które mam pod
                          ręką: "Oppeln/Opole Stadtplaene, graphische Ansichten, Fotografien (bis 1945)
                          Plany miasta, widoki graficzne, fotografie (do 1945 r.) Wydawca: Muzeum Śląska
                          Opolskiego, Oberschlesisches Landesmusem, Ratingen-Hoesel 1995 oraz Śląsk
                          Opolski. Zabytki i przyroda Das Oppelner Schlesien. Denkmaeler und Natur, Opole
                          2000 z tekstem wojewody opolskiego R. Zembaczyńskiego, prof. Simonides i moim na
                          temat wielokulturowosci i genius loci regionu.

                          "Do przeciętnego czytelnika gazet docierają od czasu do czasu sensacyjne
                          doniesienia: a to o pomnikach budowanych poległym żołnierzom Wehrmachtu, a to
                          o niemieckojęzycznych tablicach na budynkach publicznych, wreszcie o polskim
                          orle, którego nierozważnie zdjął ze ściany strzelecki starosta. Choć w
                          wyczulonej na "niemieckie ekscesy" Polsce budzą one wiele emocji, tak
                          naprawdę są to niewiele znaczące epizody, ledwie marginalne dla istoty
                          stosunków polsko-niemieckich na Górnym Śląsku". Z tą oceną zgadzam się.

                          "Prawdziwa wojna toczy się
                          bowiem na polu kultury i dorobku cywilizacyjnego. Obie strony okopały się na
                          niewzruszonych pozycjach, a każda próba kulturowego dialogu niezmiennie
                          kończy się awanturą i spełza na niczym".
                          Chciałabym poznać przykłady awantur z woj. opolskiego. W NTO np. ukazała się
                          obszerna dyskusja na temat pomników wojennych z udziałem przedstawicieli
                          mniejszości niemieckiej i Polaków. Nie miała awanturniczego charakteru.

                          "W Katowicach i Opolu przez 45 powojennych
                          lat obowiązywał całkowity zakaz nauczania języka niemieckiego w jakichkolwiek
                          formach - szkolnych czy kursowych. Jedynym wyjątkiem było katowickie liceum
                          im. Wilhelma Piecka, w którym (stwierdzano to z całą powagą) nauczano "języka
                          NRD-owskiego".
                          W Opolu można bylo uczyć sie w latach 70. i 80. niemieckiego na kursach TWP. Czy
                          mozna było wcześniej nie sprawdzałam.

                          "Centra miast, będące dawniej perłami
                          architektury renesansowej czy barokowej, zabudowano szkaradnymi bloczkami w
                          gomułkowskiej estetyce, ledwie kilka zdołało uchronić swój dawny klimat".
                          Do tych kilku nalezy Opole, którego centrum spłonęło w 1945 r.


                          Lawina "odporu inwazji wrogiej kultury" ruszyła. Pierwsi spłonęli na stosie
                          nieliczni nauczyciele entuzjaści, którzy wykorzystali nowe możliwości tworzenia
                          autorskich programów szkolnych. Szybko zostali doprowadzeni do porządku, na ich
                          lekcjach coraz częściej pojawiały się kuratoryjne wizytacje, odbywano z nimi
                          ostrzegawcze rozmowy, nie brakowało też wizyt funkcjonariuszy ówczesnego Urzędu
                          Ochrony Państwa badających przestrzeganie "polskiego interesu narodowego".
                          Nawet życzliwi i światli dyrektorzy szkół proponowali swym podwładnym,
                          żeby "dać sobie z tym spokój".
                          Nie znam takich przykładów z woj. opolskiego. Szkoły podlegają gminom i
                          starostom. Natomiast w gminach mniejszościowych polscy nauczyciele mieli obawy,
                          że będą dyskryminowani. Jeśli M. Smolorz zna takie przykłady, niech je poda,
                          żeby można było z nimi walczyć.

                          Na Śląsku coraz bardziej zakorzenia się swoisty kulturowy apartheid, w którym
                          każda strona ustala nieprzekraczalne granice: tu jest nasze poletko, tam wasze
                          i wara od wchodzenia na nasze podwórko. Jest to brutalne pogwałcenie istoty
                          tutejszej duchowości, która została zbudowana przede wszystkim na wielowiekowym
                          wzajemnym przenikaniu się kultur".
                          Nie zauważyłam takiego apartheidu. W imprezach kulturalnych uczestniczą Ślązacy,
                          polacy niemcy. Nie zdarza się, żeby cokolwiek było nur fuer Deutsche. Mamy w
                          spaniały zespół Silesia, który śpiewa piosenki ze zbioru Rogera, audycję Nasz
                          Heimat, wspomniane Konwersatorium Eichendorffa i Zeszyty, w których piszą
                          Polacy, Niemcy, Ślązacy. Mamy nawet piosenkę Uostowcie nom Opolskie, która była
                          przebojem w 1998 r. zespołu Echo Prószkowa - Proskauer Echo. Przykłady mogę mnożyć.

                          Podajesz przykłady prowokacji nie z opolskiej prasy. Najważniejsze, że prof.
                          Bartodziej nie został odwołany i to się liczy!
                          Afera z Matheją ma głębsze podłoże - to polityka. Jedna ofiara to co prawda o
                          jedną za dużo, zwłaszcza jeśli używa się argumentów narodowościowych. To walka
                          polityczna o przetrwanie SLD obrzydliwa, którą i tak przegrają.

                          Na temat pomników wypowiadałam sie wielokrotnie, więc tylko napiszę, że sprawa
                          wcale nie jest taka prosta jakby się mogło wydawać.

                          Gdyby Pan Smolorz podał przykłady przemocy symbolicznej ze szkół - w porządku.
                          Sama znam ich wiele. Przecież nie napisałam, że jest wspaniale. Odpierałam tylko
                          fałszywe twierdzenia lub uproszczenia lub jednostronne przykłady.
                          Sądzisz, że w woj. pomorskim czy dolnośląskim nie ma uprzedzeń do Niemców lub
                          negatywnych stereotypów?
                          Smolorz nie o tym pisał.
                          Sama byłam atakowana przez liderów TSKN, że pisałam o Ślązakach (trzeciej opcji).
                          To Instytut Śląski napisał do GUS, żeby uwzglednić Ślązaków w spisie powszechnym
                          powołując się na wyniki badań. Jednak głos Ślązaków jest słabo słyszalny, bo i
                          tak głosuja na TSKN niezależnie od stopnia identyfikacji z Niemcami lub polskie
                          partie polityczne.
                          Wyniki badań w III LO podane przez Gazetę byly zniekształcone. Po pierwsze były
                          to badani niereprezentatywne (robione metodą wywiadów zogniskowanych), których
                          celem bylo wychwycenie typów postaw wobec obcych. Gazeta napisała tylko o
                          przejawach ksenofobii (podobnie jak Smolorz :-) - to jest temat i nie
                          opublikowała wyjaśnienia i sprostowania studentów.

                          Demokracja w Polsce liczy 14 lat. W wyniku wyborów czerwcowych 1989 nie staliśmy
                          się automatycznie liberałami, demokratami. Nowe wartości są obecne w dyskursie
                          publicznym, lecz zmiana postaw i starych nawyków wymaga czasu (casus SLD).
                          Nawet w Niemczech niepokojąco wzrosło poparcie dla NPD w Saksonii (jest to
                          chichot komuny zza grobu).

                          Artykuł przede wszystkim odnosi sie do woj. śląskiego, a niewiele ma na poparcie
                          tez z woj. opolskiego. W przypadku naszego woj. można widzieć butelkę do połowy
                          pełną lub pustą. Ja widzę pełną, bo nic tak dobrze nie działa jak pozytywny
                          przykład.
                          A co do skutków podziału Górnego Śląska - możemy dyskutowac. Proszę pamiętać o
                          prawie opcji do 1924 r. i wymianie ludności. Proniemieccy Ślązacy z silnym
                          antypolskim resentymentem przeniesli się (ok. 100 tys.) do rejencji opolskiej
                          (to dla nich zbudowano domy na Kościuszki i Ligonia w Opolu, a działacze ruchu
                          polskiego, powstancy i ci, którzy wiązali swe nadziej z Polską do woj. śląskiego
                          (ok. 60-70 tys.).
                          • stefan_ems Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 28.09.04, 19:21
                            stefa5 napisała:


                            > Chciałabym poznać przykłady awantur z woj. opolskiego. W NTO np. ukazała się
                            > obszerna dyskusja na temat pomników wojennych z udziałem przedstawicieli
                            > mniejszości niemieckiej i Polaków. Nie miała awanturniczego charakteru.

                            Łał – jedno całe zdrowe jabłko ;-), fakt - napisali coś dla przykładu i pod
                            naciskiem IŚ. A poza tam – wolna amerykanka (a raczej Polska ;-)), na forum
                            strzeleckim znajdziesz mnóóóstwo manipulacji i intryg medialnych nie tylko z NTO
                            a Edyta Hanszke jakby na życzenie wpisała się niechlubnie w pamięć strzeleckich
                            autochtonów. A to tylko jeden powiat. Niektórzy w Strzelcach kiwali głowami
                            dziwiąc się, jak NTO o znaczącym niemieckim kapitale może być takie
                            antyniemieckie, niektórzy, bo niestety większość łyka wszystko, co gazeta
                            napisze. Fajny jest artykuł o kiblach w Rożniątowie napisany w nastroju, po
                            którym nie jeden z wrażliwszych szukał pewnie chusteczek higienicznych, a
                            chodziło tylko o dogadanie drobnego szczegółu organizacyjnego, który równie
                            dobrze mógł załatwić ktoś z rodziców "biednych" dzieci.



                            > W Opolu można bylo uczyć sie w latach 70. i 80. niemieckiego na kursach TWP. Cz
                            > y
                            > mozna było wcześniej nie sprawdzałam.

                            Hmm, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale dwie? Oczywiście, że były jakieś tam
                            kursy, przecież ludność napływowa nie mogła być objęta ograniczeniami
                            adresowanymi do Ślązaków (czy Niemców) na Śląsku a kilku wybrańców ze
                            znajomością NRDowskiego było z naturalnych względów potrzebnych. Krótki
                            epizodzik z życia: na początku lat osiemdziesiątych, chyba będąc w IV klasie SP,
                            wieczorem, uczyłem się na sprawdzian o tajnych lekcjach polskiego i historii w
                            zaborze pruskim. W tym samym czasie moi rodzice uczyli się niemieckiego w
                            piwnicy plebani na lekcjach organizowanych przez proboszcza, oczywiście bez
                            zgubnego rozgłosu.

                            Trudno mi jest polemizować z osobą, która zapewne zawodowo zajmuje się historią,
                            kulturą, sytuacją na Śląsku i socjologią. Nietrudno dojść do wniosku, że masz
                            dużo wspólnego ze Smolorzem – obaj widzicie tylko jedno a przymykacie oko na
                            drugie ;-).Nie wiem, jaką to książkę napisałaś, ale pewnie kiedyś nieobojętnie
                            przejdzie mi przez ręce.
                            Pozdrawiam.
                            • stefa5 Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 28.09.04, 21:14
                              Moją intencją nie było pisanie, jak to w woj.opolskim pięknie (chociaż sytuacja
                              jest lepsza niż w woj. śląskim), tylko wykazanie, że niektóre twierdzenia M.
                              Smolorza są spod dużego palca - jak np. kategoryczny i całkowity zakaz nauczania
                              języka niemieckiego, w tym na kursach. Nie oceniałam samych możliwości uczenia
                              się niemieckiego, bo to nie było moje zadanie.
                              Zakaz nauczania w szkołach jest przecież wystarczający do wydziedziczenia grupy
                              z języka. Szczególnie, jeśli w większości mieszka ona na obszarach wiejskich, a
                              kursy są zwykle organizowane w miastach. Wystarczyłoby, jeśli M. Smolorz
                              skupiłby się na skutkach zakazu nauczania w szkołach, bo po co dorabiać fakty?

                              Forum internetowe jest pewnym źródłem wiedzy o zwłaszcza skrajnych poglądach,
                              które inaczej nie byłyby upublicznione, a także pozwala na krytykę wypocin
                              dziennikarzy, bo gazety nie są zainteresowane, żeby ujawniać niekompetencję i
                              tendencyjność swoich pracowników. Jednak z całą pewnością nie można
                              generalizować i na tej podstawie oceniać całą zbiorowość. Dobrym przykładem są
                              obecni na forum Katowice internauci z Niemiec, prezentujący ksenofobiczne
                              poglądy, a przecież większość Ślązaków z Niemiec nie wypowiada się na forum.

                              Edyta Hanszke jest młodą dziennikarką i musi się jeszcze dużo uczyć, bo
                              rzeczywiście jej relacje są tendencyjne, lecz przecież nie ona nadaje ton NTO,
                              tylko tacy dziennikarze jak K. Ogiolda czy K. Zyzik.
                              Trybuna Opolska była tendencyjnie antyniemiecka na przełomie lat 80. i 90. i to
                              stanowi dla mnie punkt odniesienia do formułowania ocen. Nie znaczy to, że
                              WSZYSTKIE artykuły i felietony są na miarę moich oczekiwań.
                              Nie mam złudzeń, nie jest możliwe, żeby wszyscy dziennikarze byli wzorem
                              wszelkich cnót. Wielu jest takich, którzy poświęcą rzetelność na ołtarzu
                              komercji i żeby epatować czytelnika. Tych należy napiętnować, choćby w Internecie.
                              Ludzie wiele tych samych zdarzeń inaczej postrzegają, zwłaszcza jeśli
                              etnocentrym zawęża im pole widzenia. Dlatego zgodziłam się z poglądem Twojego
                              ojca i napisałam, że najtrudniej zmienić postawy i nawyki. Jednak nawet, jeśli
                              uznamy prawomocnośc odmiennego spojrzenia na sytuację w regionie, to przecież o
                              faktach się nie dyskutuje, a przyjmuje się je do wiadomości. M. Smolorz kreuje
                              fakty, a ich nie poszukuje.
                              Zresztą konflikty są naturalnym zjawiskiem w demokracji - istotne jest, jak się
                              je rozwiązuje. Czy za pomocą dialogu i otwarcia się na argumenty oponenta, czy
                              też za pomocą autorytarnego narzucanie swoich poglądów. (Moją oceną jest, że nie
                              jest dobrze - vide nieuznanie Ślązaków jako mniejszości etnicznej i objęcie ich
                              ochroną prawną).
                              Przypadek konfliktu o pomniki nie ma dobrego rozwiązania. Jednak dyskusja na ich
                              temat była możliwa. Przecież to dziennikarze spoza woj. opolskiego piszą o
                              hitlerowskiej symbolice!
                              Mnie osobiście niepokoi rosnąca popularność posła Czerwińskiego, który z uporem
                              godnym lepszej sprawy tropi i upublicznia "nieprawomyślność" Niemców na fali
                              niepokojów o własność. Podobnie SLD uderza w niemieckich samorządowców, bo chce
                              się uwiarygadniać jako strażnik "polskiej racji stanu" i konkuruje z
                              Czerwińskim. Jednak mimo wszystko to jeden poseł na 12, a SLD i tak nic nie pomoże.

                              Piszesz: "Nietrudno dojść do wniosku, że masz dużo wspólnego ze Smolorzem – obaj
                              widzicie tylko jedno a przymykacie oko na drugie ;-)".
                              Nie rozumiesz, że ja nie pisałam polemiki, tylko sprostowanie. A więc: nieprawdą
                              jest, że...., co nie znaczy, że jest świetnie (butelka do połowy pełna).
                              Odnosiłam się do argumentacji Smolorza i cieszy mnie Twój przykład o kursach na
                              parafii, bo były też oczywiście prywatne lekcje (bezpieka ich nie rozbijała jak
                              zajęć Latającego Uniwersytetu).
                              Trochę mnie dziwi, że orędownicy jednego Górnego Śląska nie interesują się
                              wydawnictwami, zdarzeniami (750-lecie Gaude Mater Polonia), postaciami z woj.
                              opolskiego (Wincentym z Kielczy, doktorami honoris causa, lauretami plebiscytu
                              na największego Opolanina). Nie dotyczy to tylko Smolorza, np. Faruga w swojej
                              ksiące "Czy Ślązacy sa narodem?" pisze wyłącznie o woj. śląskim.
                              Tekst Smolorza mnie rozczarował i zdumiał, bo od dziennikarza z taką renomą
                              wymagam więcej. I dlatego poświęciłam czas, żeby znaleźć zbiór piesni Rogera i
                              zabrałam głos na tym forum. Powtórzę - chciałam wykazać wątłość jego
                              argumentacji, szczególnie w odniesieniu do woj. opolskiego, co chyba mi sie
                              udało, bo np. nie potrafisz znależć przykładów kulturowego apartheidu z naszego
                              województwa.
                              Pozdrowienia
                              • stefan_ems Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 28.09.04, 23:12
                                Udało? Poniekąd. Myślę, że dobrze, że Smolorz poruszył ważny temat, a że
                                znalazło się kilka nieścisłości – można bezczelnie użyć Twoich słów – "nie jest
                                możliwe, żeby wszyscy dziennikarze byli wzorem wszelkich cnót".
                                Dziennikarze spełniają ważną i odpowiedzialną misję w społeczeństwie, są
                                fundamentem opinii publicznej, więc młody wiek chyba nie jest wystarczającym
                                usprawiedliwieniem. Mam nadzieję, że równie aktywnie polemizowałaś, przy tej
                                rzeszy opolskiej, czy tonach Kuczyńskiej, przy których felieton Smolorza to
                                "głos niewinnego dziecka".
                                Zresztą, co tu daleko szukać, choćby dzisiejszy artykuł Lewandowskiego o
                                kamienicy pokazuje, że dziennikarstwo na Górnym Śląsku kuleje – "...Wyrok był
                                korzystny dla Polski, ale Niemcy już zapowiedzieli odwołanie...." – jak dziecko
                                w przedszkolu. Po co to nacjonalizowanie, przecież strony są przede wszystkim
                                ludźmi!
                                Może i na śląsku opolskim jest trochę lepiej, ale jeszcze "kupa" roboty, o czym
                                już wspomniał Slezan. Na potwierdzenie tego mam pytanie: Jak to możliwe, by w
                                naszym regionie, zamieszkiwanym przez M.N. na głównej stronie internetowej o
                                mieście Opolu można poczytać po angielsku i francusku, ale nie po niemiecku?
                                Pozdrawiam.
                                • stefa5 Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 28.09.04, 23:34
                                  Czy ja usprawiedliwiam te młodą dziennikarkę? Napisałam, że jest tendencyjna i
                                  że musi się uczyć!!!
                                  Nie kwestionowałam wagi tematu, tylko jaka to wiarygodność, kiedy pisze
                                  nieprawdę! To już nie jest tendencyjność (czyli selektywny dobór faktów), tylko
                                  ignorancja.
                                  Przeczytaj mój post do Slezana, tam piszę o tej kupie roboty i losie moich
                                  sprostowań.
                                  Nie tylko Lewandowski tak interpretuje wyrok w sprawie kamienicy. Ale np. mój
                                  kolega w felietonie w radiu Opole wyraźnie powiedział, że Ślązacy, którzy
                                  zostali pozbawieni obywatelstwa polskiego i dostali tzw. dokument podróży w
                                  jedną stronę powinni mieć prawo do odzyskania majątku lub odszkodowania.
                                  Jeśli nie zgadzasz się z Lewandowskim napisz lub zadzwoń do gazety i przekaż
                                  swoją opinię.
                                  Niestety, ja nie mam na to czasu. Czytam to forum, bo piszę na temat: Dlaczego
                                  Ślązacy są nie uznawana mniejszością. Dyskusja na tym forum pomaga mi zrozumieć
                                  pewne rzeczy,za co dziękuję.
                                  Jednak przeczytaj moje posty jeszcze raz.
                                  • slezan Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 28.09.04, 23:38
                                    Jest prosta odpowiedź na Twoje pytanie (to w tytule pracy) - Ślązacy nie są tak
                                    głupi, żeby być uznawaną mniejszością:-) To moja przewrotna teza, a resztę
                                    sobie dośpiewaj.
                                    • stefa5 Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 29.09.04, 01:01
                                      Teza jest rzeczywiście przewrotna i żałuję, że każesz mi się domyślać jej
                                      uzasadnienia. Czyżby z powodu możliwej demobilizacji? Kiedy nie ma zagrożenia
                                      tożsamości, grupa przestaje być upośledzona, a godnośc członków nie jest
                                      naruszana, integracja może przynieść w efekcie zanik potrzeby wyodrębniania się?
                                      Jest późno i to mi przyszło do głowy. Byłabym wdzięczna, gdybyś nie był taki
                                      tajemniczy :-)
                                      • slezan Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 29.09.04, 08:29
                                        Mniej więcej. Przy czym z mojej perspektywy wygląda to tak - kiedy odrębność
                                        zyska oparcie w instytucjach autonomicznego regionu, nie będzie już zagrożenia
                                        demoblizacji. Autonomiczne instytucje będą niejako automatycznie powodować
                                        mobilizację wokół śląskich spraw. Uznanie za mniejszość bez uzyskania autonomii
                                        regionalnej byłoby dla Ślązaków zabójcze.
                                        • stefa5 Re: A nieuki piszą a idioci czytają i potakują. 29.09.04, 12:08
                                          Dzięki, też dostrzegam tę zależność od autonomii, ale zbyt słabo to wyeksponowałam.
              • Gość: dada Gorol sie pyto ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.04, 21:35
                Czytom i czytom, bo pisali ze ty brewerie jakies sie wypisuje, ze Polacy
                kulture slaska tepia i ponizaja, a tu ino albo o Polokach albo o szwabach a
                ślązakach nie. Wiec o co tu chodzi ?
          • Gość: harc mistrz - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... IP: 62.233.241.* 26.09.04, 17:38
            Dla p.Smolorza, na opamiętanie, to powinno już chyba wystarzcyć, ale dla tych
            wszystkich durni - jego bezkrytycznych apologetów i zacietrzewionych wielbi-
            cieli - to ciągle za mało, za mało, za maaałooooooooooooooooo...
            (HKP)
            ...
            CZUWAJ, ZDROWY ROZSĄDKU I KULTURO MEDIALNEGO ODBIORU!!!
            • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 19:30
              Mam wrażenie, że Smolorz w którymś ze swoich felietonów dotknął Cię osobiście i
              stąd Twoja do niego nienawiść. Prasa regionalna byłaby uboga bez tego
              inteligentnego złośliwca, choć wielu odetchnęłoby z ulgą, gdyby zamilkł. Tacy
              są potrzebni. Bez nich gazety byłyby mdłe.
              • Gość: harc mistrz Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... IP: 62.233.241.* 27.09.04, 21:17
                Nie, Slezan, absolutnie nie ma we mnie nienawiści do Smolorza, także osobiście
                nigdy nie byłem na jego widelcu, przeto więc moja krytyka jego twórczości
                felietonistycznej wynika z czysto obiektywnych powodów. Z pozostalymi Twoimi
                stwierdzeniami, dotyczącymi jego roli w prasie, raczej się zgadzam, choć z
                pewnymi zastrzeżeniami.
                Ma on duży talent i pisze ze swadą, ale bardzo często manipuluje poprzez
                tendencyjnie dobierane informacje oraz argumenty i swoją sugestywnością urabia
                w czytelnikach fałszywy obraz problemów oraz rzeczywistości.
                Jest inteligentnym złośliwcem i podnosi temperaturę oraz ciśnienie swoimi
                kontrowersyjnymi często i szokującymi opiniam. Ale jest jeszcze coś takiego jak
                moralność i etyka, które dla ludzi pióra powinny być świętością. I dążenie do
                prawdy obiektywnej.
                Z tymi rzeczami p. Michał Smolorz jest często na bakier.
                Nie dziwię się, że u niektórych odbiorców treści jego felietonów wzbudzają
                emocjonalny dreszcz zachwytu, zwłaszcza jak dosadnie bierze kogoś subiektywnie
                nielubianego w obroty. Takie coś często zatrąca demagogią.
                No i jeszcze dręczące pytanie o jakościowe przesłanie duchowe niektórych jego
                felietonów. Tutaj są duże wątpliwości, czemu to służy. To tyle...
                Zresztą nie tylko ja mam zastrzeżenia do jego bulwersującego i skandalizującego
                pisarstwa. W tym przypomina jakby (pardon!)... redaktora Urbana.
                ...
                CZUWAJ, KULTURO I ETYKO MEDIALNA!!!


                • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 21:25
                  Mam wrażenie, że manipulujesz pojęciami subiektywny-obiektywny, albo
                  pzywiązujesz do nich zbyt duże znaczenie. Twoja krytyka jego twórczości wynika
                  z powodów tak samo subiektywnych jak zachwyt jego admiratorów. W publicystyce
                  każdy dobór faktów jest w gruncie rzeczy tendencyjny, tyle że jedni się z tą
                  tendencją zgadzają, a inni nie. Osobiście mogę się zgadzać z wieloma tezami
                  Smolorza lub nie, często nie mam po prostu zdania, ale bawi mnie, jak wije się
                  np. prezydent Katowic. Być może Smolorz nie odsłania nic w swych poświęconych
                  Uszokowi felietonach, ale tymi felietonami obnażą małostkowość i ograniczenie
                  pana prezydenta, który nie potrafi zareagowac z klasą.
                  • Gość: harc mistrz Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... IP: 62.233.241.* 27.09.04, 21:43
                    Miałem na myśli akurat kogoś innego.
                    Znanego katowickiego architekta Juranda Jareckiego, z którego w sposób wielce
                    manipulatorski i na wskroś nierzetelny Smolorz zrobił totalitarnego,
                    komunistycznego potwora. "Burzyciela Katowic".
                    A to się akurat nijak miało do rzeczywistości, choć bardzo się podobało
                    niektórym zachwyconym Smolorzem durniom (Tak, tak!).
                    ...
                    CZUWAJ!!!
                    • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 21:51
                      Smolorz zwrócił uwagę na ważny problem. Tradycyjnie przejaskrawił, czym, chyba
                      zgodnie z intencjami, sprowokował Jareckiego. Jarecki ujawnił swoją arogancję.
                      Wielki artysta, którego dzieła nie podobają się ludziom, bo ludzie są głupi. Ja
                      tam się na jego osiągnięciach nie znam. Może i te budynki były nowoczesne i
                      dobre w swoim rodzaju. Mnie się nie podobają, podobnie jak większości
                      odwiedzających katowicki Rynek. I to Jarecki powinien wziąć pod uwagę. W końcu
                      te budynki powinny być dla ludzi, a nie tylko dla fachowców.
                      • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 21:53
                        Czyli reasumując - Smolorz zwrócił uwagę na ważny problem, choć bardziej przez
                        wywołanie określonej reakcji, niż samym swoim tekstem.
                        • stefa5 Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 22:06
                          Witaj Slezanie,
                          od razu zrobiło się ciekawiej na forum po Twoim powrocie.
                          Nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem "Smolorz zwrócił uwagę na ważny problem,
                          choć bardziej przez wywołanie określonej reakcji, niż samym swoim tekstem".
                          Gdyby dobrał rzetelne argumenty na poparcie tez, a przecież dowodów na przemoc
                          symboliczną wobec Ślązaków nie brakuje, to wywołałby dyskusję nad bardzo ważnym
                          problemem. Natomiast, kiedy dostarcza się ślepe naboje, to trafiają, ale w płot.
                          Ignorancja, jaką się wykazał dobierając argumenty, podważa zaufanie do jego tez.
                          Kolejny kwiatek do ogródka, że w Katowicach niewiele wie się o tym, co dzieje
                          się w Opolu. Poza tym liczą się czyny, a nie krzyk narodowców, o ile nie
                          przekłada sie na decyzje. Ważne jest, że pomniki Redena czy Eichendorffa w
                          Raciborzu i Nysie powstały, a nie, że są krzykacze, którym to się nie podoba.
                          Żyjemy w końcu w wolnym kraju.
                          Pozdrawiam
                          • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 22:13
                            Witaj. W tym przypadku pisałem o jego tekście na temat architektury centrum
                            Katowic. Tekst w świątecznej Wyborczej to inna sprawa. Zgadzam się z jego
                            główną tezą - na Górnym Śląsku przyswajanie regionalnego dziedzictwa odbywa się
                            w znacznie większych bólach niż tam, gdzie całkowicie zerwana została ciągłość
                            kulturowa. Zgadzam sie z tezą o okopaniu sie na swoich narodowych pozycjach
                            znacznej części uczestników publicznego dyskursu. To co mogę zarzucić rtykułowi
                            to pominięcie milczeniem tych, którzy z okopów dawno wyszli. Ale, by pozostawać
                            w zgodzie z rzeczywistością, przyznać trzeba, że i ci odważni czasem kładą się
                            plackiem na ziemi, by przeczekać ostrzał. Po paru stanowczych zdaniach milczą,
                            jakby przestraszyli się swojej śmiałości.
                            • stefa5 Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 27.09.04, 23:37
                              Przepraszam, siadł mi serwer i musiałam połączyć się przez TPSA.
                              O.K.
                              Ale ta teza: "Na Górnym Śląsku przyswajanie regionalnego dziedzictwa odbywa się
                              w znacznie większych bólach niż tam, gdzie całkowicie zerwana została ciągłość
                              kulturowa" jest tylko w części prawdziwa. Odnosi się przede wszystkim do
                              wschodniej części Górnego Śląska. Na terenie dawnego woj. śląskiego urazy są
                              głębsze, wywołane m.in. polityką Grażyńskiego, ograniczeniem autonomii, najazdem
                              goroli etc. Świetnie to opisał Kopeć w zapomnianej książce "My i oni na Górnym
                              Śląsku" w aspekcie społecznym, a w aspekcie politycznym Wanda Musialik "W kręgu
                              polityki i władzy". Natomiast w woj. opolskim, w świetle badań, siła uprzedzeń
                              do Ślązaków, których zwykle tam utożsamiano z Niemcami była większa na zachód od
                              Odry, gdzie ich nie było, niż na terenach mieszanych. Co nie oznacza, że nie ma
                              tam pasjonatów organizujących muzeum gazownictwa, przywracających świetność
                              nyskim fortom, czy kolekcjonerów starych brzeskich pocztówek, które prezentują w
                              wydawnictwach albumowych, dziennikarzy lokalnych odkrywających niemiecką
                              przeszłość. Zapewniam, że np. przeciwko przejmującej ekspresjonistycznej
                              płaskorzeźbie prezentującej oddział niemieckich żołnierzy, którzy czwórkami do
                              nieba szli, nie protestowali polscy mieszkańcy Dobrzenia, tylko wręcz z innych
                              województw lub narodowcy z Kedzierzyna-Koźla. Jednak najważniejsze, że jest to
                              upamiętnienie i nie smaruje sie na nim antyniemieckich haseł.
                              W woj. opolskim w wielu szkołach powstały sale muzealne, do których eksponaty
                              przyniosły dzieci. Dzieci ze szkoły w Węgrach dostały nawet nagrodę prezydenta
                              RFN, bo zebrały relacje, zdjęcia, dokumenty na temat wysiedlenia Niemców i
                              przesiedlenia Polaków z Kresów. Oczywiście mozna zawsze powiedzieć, że to za
                              mało. Jednak nie znam przykładu, żeby władze oświatowe przeszkadzały w tym.
                              przeciwnie OCDL wspólnie z Fundacją Friedricha Eberta-Biuro na Śląsku, przy
                              wsparciu Kuratorium zorganizowało szkolenia dla nauczycieli "Wychowanie
                              obywatelskie w regionie zróżnicowanym kulturowo" i nie chodziło tylko o
                              polsko-niemieckie zróżnicowanie, lecz także śląskie i marginalnie morawskie.
                              Przeszkolono ponad 200 nauczycieli.
                              Na uniwersytecie studenci mają sporo zajęć na temat regionalizmu, mniejszości
                              narodowych, nacjonalizmu etc.
                              Jest to rezultatem działań naprawdę nie jednostek, ale wielu ludzi, którzy
                              przyswoili sobie śląską dewizę "chcesz mieć pokój, dej pokój". Nie znaczy to, że
                              można spocząć na laurach, że nie budzą sie upiory przeszłości, nie odżywają
                              negatywne stereotypy.
                              Najtrudniej prowadzić dyskurs w prasie ogólnopolskiej - nie maja zwyczaju
                              publikować sprostowan i polemik. Mogłabym wrzucic tutaj polemikę z tekstem
                              Rzesza Opolska, która nie została wydrukowana, pomimo powoływania sie na prawo
                              prasowe (naruszenie dóbr osobistych, przez sugerowanie, że rzekome nazistowskie
                              sentymenty nie natrafiają na żaden opór i nie ma reakcji społecznej.
                              Na koniec podzielę się osobistym doświadczeniem - nie zdarzyło mi się, żeby
                              regionalna gazeta odmówiła mi, kiedy dzwoniłam, że chyba jest jakaś gorączka i
                              należy dopuścić głos rozsądku. Co najwyżej zwlekali z publikacją :-).
                              • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 28.09.04, 20:02
                                Nie moge się zgodzić z tezą, że sytuacja w woj. opolskim wygląda tak
                                znakomicie. Proszę sobie przypomnieć napięcia towarzyszące odsłonięciu płyty w
                                Łambinowicach. Storpedowano pomysł zmiany formuły Muzeum Czynu Powstańczego. W
                                Opolu wciąż jest ulica Ehrenburga. Ilu niepolskich mieszkańców miasta dostąpiło
                                podobnego zaszczytu co ten stalinowiec? Powszechnie powtarzane twierdzenie, że
                                Opole to nie Górny Śląsk też wskazuje, że z historią część lokalnych elit jest
                                na bakier.
                                • stefa5 Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 28.09.04, 21:55
                                  A gdzie napisałam, że jest znakomicie? Podważyłam tylko tezę, że siła uprzedzeń
                                  do niemieckiego dziedzictwa jest mniejsza na obszarach, gdzie nie ma Niemców,
                                  którą uzasadnia się pokazując przykłady albumów i tytułów doktora honoris causa.
                                  Wybitne jednostki, pasjonaci znajda się wszędzie. Mam kolegę w Ząbkowicach,
                                  który wykoncypował i rokręcił doroczną imprezę Dni Frankensteina, napisał
                                  książkę o historii Zabkowic, popularyzuje w TVP forty w Srebnej Górze itd. Jest
                                  radnym powiatowym i wiem z jakimi reakcjami się stykał. Tak więc na pojedyncze
                                  przykłady można znaleźć kontrprzykłady - zwłaszcza w woj. opolskim :-). Jeśli są
                                  w Śląskim, to napiszcie o niemieckich doktorach honoris causa, o realizowanych
                                  programach edukacji regionalnej.
                                  Mam parę mocnych wskaźników, że sytuacja w Katowicach jest inna niz w Opolu.
                                  Uzmysłowiłam to sobie w trakcie badań w Kolonii Alfreda, w Giszowcu. Jednak nie
                                  będę się rozwodzić.
                                  Formuła Muzeum czynu Powstańczego nie została zmieniona, bo nie mamy
                                  autonomicznych województw. Była awantura w sejmie i w prasie centralnej (Wprost
                                  nie opublikowało mojego tekstu na ten temat).
                                  Mamy ulicę Eichendorffa, Dzierżona, Kremsera. Wiele nazw ulic zostało
                                  przetłumaczonych: Piastenstrasse, Krakauerstrasse, Malapanestrasse. Jedna ulica
                                  Erenburga ma zaświadczać, że mamy kulturowy apartheid? Mamy tez osiedle ZWM. To
                                  tez mi się niepodoba!
                                  Powszechnie powtarza sie stwierdzenia, że Górny Śląsk to region historyczny. A
                                  przez 54 lata wytworzyła się wspólnota o specyficznych cechach w ramach woj.
                                  opolskiego, wczesniej swoje piętno odcisnął podział regionu po plebiscycie
                                  między Polskę a Niemcy. Jesli chce się poczucie wspólnoty odbudować to tacy
                                  dziennikarze, jak M. Smolorz zanim coś napiszą o Opolu, niech zainteresują się
                                  doktoratami honoris causa UO, postaciamiz tej części historycznego Górnego
                                  Ślaska, programami edukacji regionalnej realizowanymi w regionie i wydawnictwami
                                  albumowymi, jeśli to ma być argument.
                                  Właśnie to, że woj. opolskie staje się terra incognita dla publicystów z Katowic
                                  budzi mój sprzeciw! Pamiętasz naszą dyskujse o dwóch Koraszewskich? Gdzie tu
                                  wspolnota komunikowania?
                                  • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 28.09.04, 22:15
                                    Pozostaje faktem, że weWrocławiu są ulice śląskich Noblistów, a na Górnym
                                    Śląsku nie. W Szczecinie są place niemieckich burmistrzów, na Górnym Śląsku
                                    nie. Coś jednak jest na rzeczy. A na Koraszewskich świat się nie kończy. Są
                                    jeszcze Eichendorff i Dzierzon (tak a propos, ulice tego ostatniego były i za
                                    komuny, bo zrobiono z niego Polaka).
                                    • stefa5 Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 28.09.04, 23:20
                                      No dobrze, ale np. w Nysie na Szkole Podstawowej nr 5 jest tablica
                                      upamiętniająca ucznia tej szkoły Konrada Blocha. Czy nie jest to nawiązanie do
                                      przedwojennej tradycji, której nie dostrzega Smolorz w zachodniej części Górnego
                                      Śląska?
                                      We Wrocławiu jest ul. Maxa Borna, a nie ma Paula Ehrlicha, Fritza Habera,
                                      Hauptmanna.
                                      www.plan.pl/wroclaw/mapa/spis_ulic.php?letter=b
                                      Przecież nie chodzi mi o Koraszewskich, błędy w artykule Smolorza najlepiej
                                      dowodzą braku wspólnoty komunikowania.
                                      W Kluczborku jest Muzeum Dzierżona. W PRL z Dzierżyńskiego, Marchlewskiego,
                                      Świerczewskiego też zrobiono zasłużonych Polaków - mieli w Warszawie swoje ulice
                                      i place.
                                      • slezan Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 28.09.04, 23:24
                                        W Żorach nie ma Sterna, w Katowicach Marii Goeppert-Meyer, w Chorzowie Aldera,
                                        a w Nysie też nie ma ulicy Blocha. W Katowicach dopero od niedawna jest
                                        Grundmanna.
                                        • stefa5 Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... 29.09.04, 00:11
                                          W Opolu jest za to sporo ulic Ślązaków: Koszyka, Mehla,Korfantego, Kwoczka,
                                          Urbana, Cybisa, Marka z Jemielnicy, Bolka II, Bonczyka, Londzina, Panzy,
                                          Gorzołki, Piastów, Planetorza, Szafranka, Henryka Pobożnego, Powolnego, Adamka,
                                          Biasa, Buhla, Cygana, Czogały, Dambonia, Damrotha, Jana Dobrego, Elsnera, H.
                                          Gozdek, Jaronia, Kani, Kasperka, Kośnego, Koziołka, Ligudy, Lompy, Miarki,
                                          Minkusa, Myśliwca, Niedurnego, Odrowążów, Rudzkiego, Smolki, Stalmacha
                                          Wawrzyńca, patronki Ślązaków św. Anny, św. Jacka,Wilczka, Wyglendy.
                                          Oczywiście wielu sposród nich to działacze Związku Polaków w Nieczech :-).
                                          Faktycznie, oprócz Eichendorffa nie ma żadnego Niemca jako patrona. Ale Ślązacy,
                                          zwłaszcza członkowie ruchu polskiego mogą być usatysfakcjonowani.
                                          Dziękuję za zwrócenie uwagi, można napisać ciekawy tekst o nazwach ulic. Przy
                                          okazji znalazłam więcej ciekawych kwiatków na łączce społecznej pamięci.
                                          Pozdrawiam
                                    • Gość: George Hedgehog Re: - CZY TO JUŻ WYSTARCZY ?... IP: *.insight-bs.co.uk 29.09.04, 05:54
                                      > Dzierzon (tak a propos, ulice tego ostatniego były i za
                                      > komuny, bo zrobiono z niego Polaka).
                                      Jak bylo ze swiadomoscia narodowa Dzierzonia? Kim sie czul?
                                      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka