loginka1
10.07.05, 00:49
Jako fani wrocławskiego Spiża wybraliśmy się do jego odpowiednika w
Katowicach. I... Przy wejściu każde z nas otrzymuje kartę, na którą wpłaca
kwotę za którą zamierza się dzisiejszego wieczoru pobawić (czyt. którą
zamierza dzisiaj przepić). Ok, byliśmy na to przygotowani, choć nie zamierzam
dzisiejszego wieczoru rozstawać się z mężem i łatwiej byłoby nam zasilić kasą
jedną kartę. W środku - ok, pierwsza chyba tak duża knajpa w Katowicach, muza
spoko, ludzi mnóstwo, piwo git, tyle, że obsługa lać go nie umie i nie za
bardzo orientuje się co i gdzie. Przy wyjściu stajemy w kolejce, żeby
odzyskać marne grosze, które na karcie zostały. Po przeciwnej stronie stoi
kolejka czekających na wejście, bo dla nich pustych kart własnie zabrakło jak
na ironię. Po 20 minutach przy kasowym okienku dowiadujemy się, że zwrotu
nieprzepitych resztek gotówki nie dostaniemy, a wręcz mamy dopłacić (sic!),
bo od 22 wstęp jest płatny. Dopłacamy zniesmaczeni, a wszystkim, którzy
zamierzają się do Spiża wybrać radzimy - wywalcie przy wyjściu kartę do kosza
i wyjdźcie. Jeśli nie przepiliście wszystkiego, to najprawdopodobniej i tak
zaoszczędzicie. W kolejce stać nie warto, bo panowie ochroniarze i tak nie
interesują się, czy ktoś oddaje kartę przy wyjściu. Szkoda czasu i pieniędzy.
Miejsce fajne, ale organizacyjnie duuuużo do zrobienia.