castorp
07.07.03, 12:58
Ja i moi czterej kumple z dzielnicy mówimy (a niektórzy twierdzą, że
bełkoczemy) językiem pijackim. I nie jest to żadna gwara pijacka, ale odrębny
język.
Czujemy się związani silnie z naszym miejscem zamieszkania i sklepem
monopolowym. Kultywujemy stare tradycje, wsród których ochlejstwo, jest na
pierwszym miejscu. Więc zasługujemy na to, by państwo polskie uznało nas za
mniejszość. Żądamy miejsca w parlamencie. Żądamy autonomi i zniesienia akcyzy
na tanie wino (okradaja nas urzędasy warszawscy).
Jest nas pięcioro, a więc kupa. Wielki my naród.