Gość: edi
IP: cache2:*
20.11.03, 10:51
nalezy rozrozniac wewnetrzne raporty wehrmachtu (a takim jest przytoczony
raport generala) od nazistowskiej propagandy.
w tych wewnetrznych (typowo wojskowych - nie mylic z prosze propaganda)
raportach nie mozna bylo pisac nieprawdy, tym bardziej, ze z takim raportem
musialy korspondowac polowki tzw. "Erkennungsmarke" poleglych zolnierzy. (tak
na marginiesie: polska byla do dzialan woskowych totalnie nie przygotowana,
cos
takiego jak "Erkennungsmarke" w wojsku polskim (prawie wcale) nie istnialo)
sytuacje te mozna porownac z obecna sytuacja w iraku. nie mowi sie oficjalnie
za duzo o poleglych - ale kazdy polegly jest scisle rejestrowany. Tak samo
jak
w wojsku niemieckim w okresie wojny, dopoki sytuacja to umozliwiala.
Dopiero pod koniec wojny identyfikacja stala sie prawie niemozliwa. cale
oddzialy (takze jencow) stawiane zostaly przed scianami i rozstrzeliwane.
nikt
nie mial mozliwosci identyfikacji straconych. Teraz takimi CALYMI (dwie
niezlamane polowki) "Erkennungsmarke" handluja polskie hieny na bazarach,
uniemozliwiajac identyfikacje grobu (lub tego co z niego zostalo) z osoba.
radze zainteresowac sie dzialalnoscia "czerwonego krzyza" jak tez "Volksbund
Deutsche Kriegsgräberfürsorge e.V". Niezaleznie od raportow jakiegos generala
musial tez byc "Ordnung" w ewidencji "Erkennungsmarken".
Ordnug mußte und muß sein!
Takze rodziny (tak jak teraz w iraku i wczesniej w wietnamie) byly
informowane.
Fakty byly nawet w tamtejszym czasie byly nie do ukrycia. Podane przyczyny
byly
niestety czesto "zweifelhaft"