Gość: Doki
IP: 5.3R2D* / *.tiscali.be
13.07.02, 13:25
No dobrze, wydobylem te watki, ktore chcial zobaczyc
maz. Prosze bardzo.
Maz pisze: "Mialem tu kiedys ,na lamach tego Forum,z
niejakim "Doki" dyskusje ktory lapowkarstwo
przedstawial jako rzecz normalna ,ba.... nawet
obowiazkowa i konieczna, powolujac sie na .....ploty i
niejasne stwierdzenia ze to pozostalosci po PRL."
Chodzilo tu o taka wymiane zdan: Karol (*.netcom.ca)
napisal "No wiec czyja to wina? Ruskie znowu?", a ja
odpowiedzialem tak:
" Miedzy innymi, bo dzieki wladzy zainstalowanej przez
Ruskich po II wojnie swiatowej udalo sie mocno obnizyc
status zawodu lekarza i sprowadzic go do roli najemnego
pracownika, w dodatku na glodowej pensji." Ni mniej, ni
wiecej. Miedzy innymi, a wiec nie wylacznie jest to
pozostalosc po PRL. Sprobuje mezowi przystepniej wyjasnic.
Na pewno nieobce jest Ci pojecie "homo sovieticus",
ukute dla okreslenia ogolu zmian w konstrukcji
psychicznej i socjalnej wywolane przez rezym
totalitarny, w tym wypadku komunistyczny. J.Tischner
pisal o tym sporo. WSZYSCY, ktorzysmy sie urodzili i
wychowali, albo zyli w PRLu, jestesmy naznaczeni, jedni
bardziej, inni mniej. Mlodzi czesto najbardziej, bo PRL
to byla dla nich jedyna rzeczywistosc, jaka znali. PRL,
system gospodarki oparty na chronicznym niedoborze,
uznaniowosci i prymacie ideologii nad ekonomia,
promowal cwaniactwo, zlodziejstwo, kumoterstwo, nie
przeciwstawiajac tym negatywnym zachowaniom odpowiednio
trwalych wzorcow pozytywnych, ani mozliwosci ukrocenia
patologii: brak wolnej prasy, niezaleznych organow
scigania czy niezawislego sadownictwa. Nic dziwnego, ze
takie zachowania przyjely sie do tego stopnia, ze sa
czesto traktowane jak norma. To w sferze ducha, a w
dziedzinie gospodarki komunistyczny system byl oparty
na absurdalnych zasadach, ktore w dodatku byly
niejasne, mogly byc zmienione ad hoc i nie byly
stosowane jednakowo wobec wszystkich obywateli. Nic
dziwnego, ze system ten sie zawalil.Ci sami ludzie,
ktorzy byli elita starego systemu, znalezli swoje
miejsce w nowym systemie i bynajmniej nie zmienili z
dnia na dzien systemu wartosci. Dla nich, poza nazwami
instytucji, nic sie nie zmienilo. Oprocz tego, dzieki
wiekszej wolnosci gospodarczej, wiele osob, ktore w
starym rezimie byly zwyklymi zjadaczami chleba i
kartkowej kielbasy, zaczelo korzystac z nowo uzyskanych
swobod, ale wedle starych zasad. Stad afery
gospodarcze, ktore znamy z gazet. Pod rzadami
komunistow dzialo sie pewnie tak samo, jak teraz, ale
te sprawy nie mialy prawa ujrzec swiatla dziennego, a
jak nikt nic nie wie, to nie ma afery. Mam nadzieje, ze
na razie wszystko jest jasne.
Jak to wszystko ma sie do skorumpowanych medykow? Ano
tak, ze oni tez byli czescia tego spoleczenstwa, tez
musieli w nim zyc, wchodzic w uklady z sekretarzem,
zeby dostac talon na malucha, brac pieniadze pod
stolem, bo pensje to byla fikcja. Pacjenci zyli zreszta
w tej samej fikcji i jakos nikt nie dziwil sie wtedy,
ze zeby cokolwiek zalatwic, nie tylko u lekarza, trzeba
posmarowac. Wtedy nie, a teraz tak, dziwi sie, i to
glosno.Dziwne.
Oprocz tego wytworzyla sie sztywna hierarchia w swiatku
lekarskim, rodzaj kliki ordynatorsko- profesorskiej,
najwiekszych beneficjentow systemu, ktora w nagrode za
podporzadkowanie sie systemowi obiecywala awans w tym
samym systemie. Nieposluszenstwo bylo niemile widziane,
zreszta malo kto uwazal walke z wiatrakami za sluszna.
Nastala nowa wladza, ale stara klika zostala wlasciwie
nieruszona. Troche ich tam wymarlo, czesc poszla na
emeryture, ale system trzyma sie mocno. A u podstaw
tego systemu: mlodzi lekarze, wiec nie w ukladzie,
ktorzy jezdza za granice i widza, ze mozna inaczej. I
ktorzy w ramach systemu probuja znalezc miejsce dla
siebie. I to wszystko sa pozostalosci po PRLu, ktore
rzutuja na ksztalt obecnej sluzby zdrowia. Okres PRLu
wepchnal Polske w zacofanie, z ktorego wyjscie zajmie
jeszcze ze 30 lat. Nie ma solidnych zrebow podstawowych
instytucji panstwowych, nie ma np gwarancji jak za 5
lat bedzie wygladala polityka fiskalna. Kto w tych
warunkach odwazy sie na dlugofalowe planowanie?
najlepiej zlapac ile sie da i w dluga. Podobnie, budowa
ubezpieczen socjalnych to dlugi okres, a poki co
wszystko musi sie, kulawo bo kulawo, ale jakos krecic.
Juz slysze zarzut, ze to obrona norymberska, ktora
przeciez odrzucono jako moralnie niedopuszczalna. Ja
tez nikogo nie probuje tlumaczyc i wlasciwie nie chce
zastanawiac sie czyja to wina, ani wypowiadac sie o
odpowiedzialnosci; ja tylko przedstawiam moja
interpretacje przyczyn. Czy ktos uwaza, ze moje
wyjasnienie, chocby czesciowo, nie jest prawdziwe? Nie
zamierzam zastanawiac sie nad lapaniem winnych i ich
karaniem, to juz chyba nie ma sensu, bo zlo juz sie
stalo. Chce tylko dojsc jak to sie stalo, bo z tego
mozna wyciagnac nauke jak podobnych bledow uniknac w
przyszlosci.
Nie bronie tez lekarzy w stosunku do kasy chorych.
Przylapano ich na zlamaniu umowy, sankcja bedzie
rozwiazanie umowy. I dobrze, to tyle na ten temat.
Patologia jest robienie z tego sensacji i artykulu w
gazecie dluzszego niz 10 linijek. Natomiast sens ma
moja proza, ktora probuje sie zastanowic: "jesli
zjawisko jest powszechne, to nie da sie go zwalic na
zla wole tej czy innej jednostki, blad musi tkwic w
systemie." I postawilem pare hipotez co konkretnie,
moim zdaniem, jest zle w systemie, jednoczesnie
dyskutujac z hipotezami postawionymi przez
innych.Staram sie tez dyskutowac z blednymi
wyobrazeniami niektorych na temat tego jak powinna
wygladac sluzba zdrowia. Na przyklad poglad, ze powinna
byc bezplatna: ja uwazam, ze nie powinna, bo za darmo
nic nie ma, a wiec ktos, najczesciej panstwo, czyli
podatnik, czyli ja, i tak musi zaplacic. Po drugie,
bezplatna sluzba zdrowia przyczynia sie do
nadkonsumpcji, bo skoro to pacjenta nic nie kosztuje,
to moze sobie chodzic dowolnie do lekarza chocby i bez
istotnego powodu. Moze tez biegac od lekarza do
lekarza, duplikujac badania i dodatkowo podwyzszajac
wydatki z budzetu. Nie chcac jednak powtarzac sie, bo w
wyciagnietych watkach juz sie o tym rozpisywalem, na
razie na tym zakoncze, choc gotow jestem do dalszej
dyskusji.
Jeszcze tylko pozwole sobie ustosunkowac sie do
niektorych wypowiedzi pod moim adresem w ostatnim watku.
Maz: "Co do niejasnosci twojch motywow zmiany przekonan
- to dla mnie jest to zupelnie zrozumiale. Szacowanie
interesow wlasnych opiera sie NA moralnosci,a nie
zmienia sie moralnosci PRZY interesach ,a niestety tak
to wynika z twojej wypowiedzi."Niepotrzebnie mieszasz
do tego moralnosc. Ten punkt o nieuczciwej konkurencji
dodalem po dyskusji z moim przyjacielem, ktory
praktykuje w Polsce, nie majac szans na kontrakt z kasa
chorych, bo jego praca jest zbyt specjalistyczna, a dla
niego taka nieuczciwa konkurencja ze strony kolegow
prowadzacych pseudoprywatna praktyke w nieprywatnych
szpitalach jest powaznym problemem. Nie pisalem w ogole
o moralnosci, tylko o zasadach prowadzenia interesow,
wiec z mojej wypowiedzi nie wynika dokladnie nic o moim
kregoslupie moralnym. Mam nadzieje, ze po prostu to ja
niejasno napisalem, a nie, ze maz probuje przekrecac
moje slowa.
Teraz o paczkach na plebanii: chcialem tylko po prostu
napisac, ze nieuczciwosc i bieda nie maja ze soba
zwiazku. i wsrod biednych, i wsrod bogatych sa
krysztalowo uczciwi, tacy troche mniej i zwykle szuje.
Przykladu z paczkami na plebanii nie zrozumieliscie, a
chodzilo tylko o to, ze ta jalmuzna w koncu wcale nie
do najubozszych trafiala, lecz do najbardziej
krzykliwych, bo darami potem na bazarach handlowano i
to bylo nieuczciwe, choc wcale nie bralo sie z biedy.
Natomiast rozumiem dlaczego moi koledzy w Polsce
zlekcewazyli sobie niektore punkty umowy z kasa
chorych: bo kiedys (PRL!) to byla nagminna praktyka, ze
umowy swoje, a zycie swoje, bo trzymajac sie scisle
kontraktu zarobia znacznie mniej, a kontrakt byl im
potrzebny, bo byl kluczem do systemu, a takze dlatego,
ze lekarze kontraktowi