Dodaj do ulubionych

Australia - informatycy poszukiwani

17.07.02, 01:50
Specjalności informatyków poszukiwane w Australii
===================================

Według najnowszej, wczoraj opublikowanej rządowej listy MODL (Migration
Occupations in Demand List), w Australii poszukiwane są obecnie (i premiowane
najwyższą liczbą punktów w procesie kwalifikacyjnym na wizy imigracyjne)
następujące specjalności informatyczne:

Sybase SQL Server
C++
Progress
Firewall/Internet Security
XML
Java (security, e-commerce)
SAP
PeopleSoft
Siebel
Satellite Design
e-commerce security
CISSP (Certified Information Systems Security Professional)

[CISSP to certyfikat uzyskiwany w drodze egzaminu pisemnego na 250 pytań z
zakresu access control, system security and cryptography, administrowanego
przez International Security Certification Consortium (ISC2), najczęściej
spotykany w USA, w Australii ciągle jeszcze dość rzadki i bardzo poszukiwany;
posiadacz certyfikatu CISSP w Australii ma obecnie "rather extensive career
path capacity" czyli maszynkę do pieniędzy i więcej ofert pracy, niż wie co z
nimi zrobić.]

Ta lista to "żywy" dokument, aktualizowany przez federalne ministerstwo
pracy i ministerstwo imigracji w zależności od sytuacji na rynku, każda
kolejna jej wersja ma krótkie życie, na ogół nie dłuższe niż 3-6 miesięcy. Od
poprzedniego razu, liczba poszukiwanych specjalności zmniejszyła sie z 26 do
12. Spadły z listy między innymi: Visual Basic, Lotus Notes, advanced Web
design, Linux, Solaris, data warehousing, Java Script i Delhi. Spodziewane
jest, że lista będzie się kurczyć dalej w ciągu najbliższych 3 miesięcy, nie
należy zwlekać z rozpoczęciem załatwiania. Liczy się stan listy w momencie
oceny kwalifikacji.

Osoba, która może się wykazać odpowiednimi kwalifikacjami i referencjami
pracodawców (dobrze, żeby zachodnich, ale niekoniecznie) z zakresu 12
wymienionych specjalności ma znakomite szanse na wizę imigracyjną (pobyt
stały plus prawo pracy, po dwóch latach można uzyskać obywatelstwo
australijskie przy absolutnym minimum formalności), albo praktycznie 100%
szansę na czteroletnią wizę z prawem pracy (Class 457 - Business Long Stay).
Potrzebny jest także dobry stan zdrowia, przyzwoita znajomość angielskiego
(minimalne wymaganie: egzamin TOEFL) oraz niekaralność.

Różnica pomiędzy wizą imigracyjną a czteroletnią wizą Class 457 jest taka, że
czas spędzony w Australii na wizie 457 nie liczy się do uzyskania
obywatelstwa. Do obywatelstwa liczy się dwa lata zamieszkania w Australii z
prawem pobytu stałego, czyli z wizą imigracyjną. Tak posiadacz wizy 457 jak i
wizy imigracyjnej może zakładać w Australii firmy, kupować nieruchomości,
posyłać dzieci do bezpłatnych szkół państwowych, etc.

Naturalnie, posiadacz wizy imigracyjnej nie jest do Australii uwiązany, może
wyjeżdżać i wracać jak chce, ale musi przed wyjazdem z Australii uzyskać wizę
powrotną (resident return visa, formalność), a do obywatelstwa nie liczy mu
się czas spędzony poza Australią. Czteroletnia wiza 457 ma wielokrotny wjazd,
posiadacz też może w okresie jej ważności jeździć i wracać jak mu się podoba.
Oczywiście, po uzyskaniu obywatelstwa, a co za tym idzie australijskiego
paszportu, obywatel Australii nie podlega już żadnym ograniczniom wjazdu i
pobytu, może mieszkać gdzie chce, w Australii albo gdzie indziej, pracować w
wojsku i administracji federalnej albo kandydować do parlamentu. Na
paszporcie australijskim do USA jeździ się bez wizy. Posiadacz australijskiej
wizy imigracyjnej (pobyt stały) może sponsorować innych (zależnie od
kategorii wizy, o jaką sponsorowany miałby się ubiegać, warunki mogą być
dosyć skomplikowane). Jeśli ktoś jest żonaty/dzieciaty, to wiza imigracyjna
jest dla całej rodziny, musi ze sobą wziąć żonę i dzieci.

Oczywiście, niezależnie od TOEFL czy innych papierów stwierdzających
znajomość języka, każdy informatyk musi również kompetentnie funkcjonować w
zawodzie po angielsku. Wszelkiego rodzaju papiery potrzebne są do wizy, po
przyjeździe mało kto jest ich ciekaw, należy znaleźć sobie robotę, usiąść i
robić, z marszu, od pierwszego dnia.

Uwaga, przez pierwsze dwa lata pobytu nie przysługują żadne zasiłki dla
bezrobotnych - zero, zilch, niente, nada, Null.

Dalsze informacje pod: www.immi.gov.au




Obserwuj wątek
    • luiza-w-ogrodzie Re: Australia - informatycy poszukiwani 17.07.02, 03:46
      Stary a jak to sie ma do rynku pracy? Obietnice rzadu swoja droga, ale czy
      naprawde jest dla tych ludzi zatrudnienie? W IT sytuacja zmienia sie
      blyskawicznie.

      Pozdrowienia
      Luiza-w-Ogrodzie
      • _maas Tak poszukiwani 17.07.02, 03:57
        Stary, powtarzasz jakiegos pokreconego pismaka. Jeszcze tak nie bylo zeby sobie
        w Australii wynaleziono rozwoj gospodarczy jak go w USA nie ma.

        A na rozwoj to poczekasz jeszcze dlugo. Zanim to nadejdzie to oddasz wszystko
        co zarobiles w ostatnich latach i wiecej.

        Takie sa prawa natury i cwel musi dawac i tyle. Australia, no offense, to taki
        cwel swiatowy.
        • Gość: Stary Re: Tak poszukiwani IP: *.syd.iprimus.net.au 17.07.02, 04:21
          _maas napisała:

          > Stary, powtarzasz jakiegos pokreconego pismaka. Jeszcze tak nie bylo zeby
          sobie
          >
          > w Australii wynaleziono rozwoj gospodarczy jak go w USA nie ma.

          Za ostatnie polrocze Australia 4%, USA 1.2-1.5%. Poszukaj sobie po sieci
          statystyk.

          >
          > A na rozwoj to poczekasz jeszcze dlugo. Zanim to nadejdzie to oddasz wszystko
          > co zarobiles w ostatnich latach i wiecej.


          Bog zaplac za troske o moja kieszen, przekaze twoja prognoze mojemu ksiegowemu.


          >
          > Takie sa prawa natury i cwel musi dawac i tyle. Australia, no offense, to
          taki
          > cwel swiatowy.


          Ale niekoniecznie tobie. Ty jedz pracowac do USA i niech ci pojdzie na zdrowie.
          • _redakcja_ Stary, z toba cos jednak wyraznie nie tak. 17.07.02, 05:34
            Redakcja wyraznie widzi spadek twojej inteligencji. Czyzby juz sie zaczelo
            lanie finansowe?
      • Gość: Stary Re: Australia - informatycy poszukiwani IP: *.syd.iprimus.net.au 17.07.02, 04:19
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        > Stary a jak to sie ma do rynku pracy? Obietnice rzadu swoja droga, ale czy
        > naprawde jest dla tych ludzi zatrudnienie? W IT sytuacja zmienia sie
        > blyskawicznie.
        >
        > Pozdrowienia
        > Luiza-w-Ogrodzie

        Luiza, ja nie jestem ani od IT ani od rynku pracy.

        Zacytowalem opublikowana wczoraj liste na podstawie ktorej daja punkty przy
        postepowaniu kwalifikacyjnym do wizy imigracyjnej. To, za co dostaje sie
        punkty, i to, co sie bedzie pozniej w Australii robic to sa dwie niezalezne
        rzeczy. Rynek pracy jest rzeczywiscie tak dynamiczny, ze kazda lista rzadowa w
        momencie ogloszenia bedzie przestarzala. Ale to jest odrebny temat.
      • Gość: PawelD informatycy poszukiwani???? IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 19.09.02, 10:44
        nie mam wrazenia by ostatnio sytuacja informatykow sie poprawila...

        no. moze ciut, ciut...

        security -moze (nie mam danych), ale normalne SQL, database?? d.blada...
    • Gość: cwaniak Re: Australia - informatycy poszukiwani IP: *.tnt31.sfo8.da.uu.net 17.07.02, 04:13
      A po kiego tam jechac na "DUPU SWIETA"
    • ya_bolek ? 17.07.02, 05:18
      Lista jest ok, zaskakuje tylko, ze nie ma na niej Oracla. Progress i Sybase
      wystarcza?

      starywiarus napisał:



      > Specjalności informatyków poszukiwane w Australii
      > ===================================
      >
      > Według najnowszej, wczoraj opublikowanej rządowej listy MODL (Migration
      > Occupations in Demand List), w Australii poszukiwane są obecnie (i premiowane
      > najwyższą liczbą punktów w procesie kwalifikacyjnym na wizy imigracyjne)
      > następujące specjalności informatyczne:
      >
      > Sybase SQL Server
      > C++
      > Progress
      > Firewall/Internet Security
      > XML
      > Java (security, e-commerce)
      > SAP
      > PeopleSoft
      > Siebel
      > Satellite Design
      > e-commerce security
      > CISSP (Certified Information Systems Security Professional)
      >
      > [CISSP to certyfikat uzyskiwany w drodze egzaminu pisemnego na 250 pytań z
      > zakresu access control, system security and cryptography, administrowanego
      > przez International Security Certification Consortium (ISC2), najczęściej
      > spotykany w USA, w Australii ciągle jeszcze dość rzadki i bardzo poszukiwany;
      > posiadacz certyfikatu CISSP w Australii ma obecnie "rather extensive career
      > path capacity" czyli maszynkę do pieniędzy i więcej ofert pracy, niż wie co z
      > nimi zrobić.]
      >
      > Ta lista to "żywy" dokument, aktualizowany przez federalne ministerstwo
      > pracy i ministerstwo imigracji w zależności od sytuacji na rynku, każda
      > kolejna jej wersja ma krótkie życie, na ogół nie dłuższe niż 3-6 miesięcy. Od
      > poprzedniego razu, liczba poszukiwanych specjalności zmniejszyła sie z 26 do
      > 12. Spadły z listy między innymi: Visual Basic, Lotus Notes, advanced Web
      > design, Linux, Solaris, data warehousing, Java Script i Delhi. Spodziewane
      > jest, że lista będzie się kurczyć dalej w ciągu najbliższych 3 miesięcy, nie
      > należy zwlekać z rozpoczęciem załatwiania. Liczy się stan listy w momencie
      > oceny kwalifikacji.
      >
      > Osoba, która może się wykazać odpowiednimi kwalifikacjami i referencjami
      > pracodawców (dobrze, żeby zachodnich, ale niekoniecznie) z zakresu 12
      > wymienionych specjalności ma znakomite szanse na wizę imigracyjną (pobyt
      > stały plus prawo pracy, po dwóch latach można uzyskać obywatelstwo
      > australijskie przy absolutnym minimum formalności), albo praktycznie 100%
      > szansę na czteroletnią wizę z prawem pracy (Class 457 - Business Long Stay).
      > Potrzebny jest także dobry stan zdrowia, przyzwoita znajomość angielskiego
      > (minimalne wymaganie: egzamin TOEFL) oraz niekaralność.
      >
      > Różnica pomiędzy wizą imigracyjną a czteroletnią wizą Class 457 jest taka, że
      > czas spędzony w Australii na wizie 457 nie liczy się do uzyskania
      > obywatelstwa. Do obywatelstwa liczy się dwa lata zamieszkania w Australii z
      > prawem pobytu stałego, czyli z wizą imigracyjną. Tak posiadacz wizy 457 jak i
      > wizy imigracyjnej może zakładać w Australii firmy, kupować nieruchomości,
      > posyłać dzieci do bezpłatnych szkół państwowych, etc.
      >
      > Naturalnie, posiadacz wizy imigracyjnej nie jest do Australii uwiązany, może
      > wyjeżdżać i wracać jak chce, ale musi przed wyjazdem z Australii uzyskać wizę
      > powrotną (resident return visa, formalność), a do obywatelstwa nie liczy mu
      > się czas spędzony poza Australią. Czteroletnia wiza 457 ma wielokrotny wjazd,
      > posiadacz też może w okresie jej ważności jeździć i wracać jak mu się podoba.
      > Oczywiście, po uzyskaniu obywatelstwa, a co za tym idzie australijskiego
      > paszportu, obywatel Australii nie podlega już żadnym ograniczniom wjazdu i
      > pobytu, może mieszkać gdzie chce, w Australii albo gdzie indziej, pracować w
      > wojsku i administracji federalnej albo kandydować do parlamentu. Na
      > paszporcie australijskim do USA jeździ się bez wizy. Posiadacz australijskiej
      > wizy imigracyjnej (pobyt stały) może sponsorować innych (zależnie od
      > kategorii wizy, o jaką sponsorowany miałby się ubiegać, warunki mogą być
      > dosyć skomplikowane). Jeśli ktoś jest żonaty/dzieciaty, to wiza imigracyjna
      > jest dla całej rodziny, musi ze sobą wziąć żonę i dzieci.
      >
      > Oczywiście, niezależnie od TOEFL czy innych papierów stwierdzających
      > znajomość języka, każdy informatyk musi również kompetentnie funkcjonować w
      > zawodzie po angielsku. Wszelkiego rodzaju papiery potrzebne są do wizy, po
      > przyjeździe mało kto jest ich ciekaw, należy znaleźć sobie robotę, usiąść i
      > robić, z marszu, od pierwszego dnia.
      >
      > Uwaga, przez pierwsze dwa lata pobytu nie przysługują żadne zasiłki dla
      > bezrobotnych - zero, zilch, niente, nada, Null.
      >
      > Dalsze informacje pod: www.immi.gov.au
      >
      >
      >
      >
      • staryviarus Re: ? 17.07.02, 05:28
        ya_bolek napisał:

        > Lista jest ok, zaskakuje tylko, ze nie ma na niej Oracla. Progress i Sybase
        > wystarcza?

        Niestety nie.
      • andy_b Re: ? 19.09.02, 10:19
        ya_bolek napisał:

        > Lista jest ok, zaskakuje tylko, ze nie ma na niej
        Oracla. Progress i Sybase
        > wystarcza?

        Patrząc na tą listę widać, że rząd .au uznał, że teraz
        najważniejsi są specjaliści od security.
    • ozpol Typowy przyklad jak sie ma rzad do rzeczywistosci 17.07.02, 06:13
      Stary ja tez ta liste widzialem i krew mi sie gotuje, jak i tekst ze w
      Australii brak informatykow. Masa a to masa ludzi szuka prace a tu takie teksty.
      Ale to jeszcze przyklad jak doluje sie nas w Australii i nie chce sie placic
      godziwych pensji. Pensje w IT i tak poszly 20 % w dol i ciagle przywozi sie
      Hindusow i innych tanich zeby jescze mniej zaplacis. Zobacz artykul w SMH na
      temat "braku" IT ludzi. Tak jak ktos napisal kiedys - Australia to bedzi ekraj
      kelnerow i sprzataczy w hotelach i domach starcow.
      • _redakcja_ No i o to mi chodzilo nie zgadzajac sie z 17.07.02, 06:31
        pisarstwem tego pismaka cytowanego przez starego. Widze co sie dzieje w stanach
        i moge sobie dobrze wyobrazic co sie dzieje w kazdym innym kraju.

        Syf gospodarczy jest wszedzie i dotknie niedlugo tych ktorzy uwazaja sie za
        nietykalnych.

        Gwarantuje, ze nikt w tej chwili nigdzie nie dostanie pracy a o ludziach bez
        papieru nawet nie wspominam. Chyba ze jak student...
      • Gość: Gromit Re: Typowy przyklad jak sie ma rzad do rzeczywist IP: 61.8.120.* 17.07.02, 10:13
        Dokladnie tak. Dalem ogloszenie do jobnet.com.au szukajac specjalisty do
        supportu pewnego oprogramowania ERP. Mialem sporo zgloszen, wiekszosc bardzo
        interesujacych, moglem przebierac jak w ulegalkach, a dodatkowo - polowa ze
        zgloszen to byli bezrobotni, z tego czesc to ludzie ktorzy wlasnie przybyli w
        ramach Skilled Migration Scheme i walcza o prace od kilku do kilkunastu
        miesiecy.
        • _maas Re: Typowy przyklad jak sie ma rzad do rzeczywist 17.07.02, 17:07
          na wszelki wypadek sprawdzilem i wyszlo ze rzeczywiscie piszesz z Au. W te
          ulegalki to nawet wierze bo ogloszenie oferty pracy to jedno a ja dostac to
          drugie i to nawet bardzo. Nie mniej uwazam ze masz powod do zadowolenia jezeli
          te gruchy to naprawde.
          • _maas zle odczytalem twoj email 17.07.02, 17:09
            mialem wrazenie ze tyszukajacy a ty tymczasem pracodawca. Ciekawe czy to
            ogloszenie bylo dane tak naprawde czy dla sondazu? A jezeli naprawde to by
            jednak potwierdzalo artykul starego ze jednak zatrudniaja w co ja nie wierze...
            • Gość: Stary Malkonentom IP: *.clover.com.au / *.clover.com.au 18.07.02, 01:39
              _maas napisała:

              > mialem wrazenie ze tyszukajacy a ty tymczasem pracodawca. Ciekawe czy to
              > ogloszenie bylo dane tak naprawde czy dla sondazu? A jezeli naprawde to by
              > jednak potwierdzalo artykul starego ze jednak zatrudniaja w co ja nie
              wierze...


              maestro:

              1. Artykul nie moj tylko Sydney Morning Herald.

              2. Nie nalezy w ciemno uogolniac - kogos w koncu w tej Australii zatrudniaja,
              bo te systemy, co musza chodzic, na ogol chodza, a jak ktos potrzebuje sobie
              zalozyc nowy, to kontraktorzy tez sie okazuja czesciej z Sydney albo Melbourne
              niz z New Delhi.

              3. Trzeci raz powtarzam - rzadowa lista stanowi sciagaczke na temat jak dostac
              wize imigracyjna, a nie jak dostac robote. Rzadowych obietnic jakiejkolwiek
              roboty nie ma i nie bedzie - nigdzie, ani tu, ani w USA, ani na zadnych innych
              Wyspach Szczesliwych - nie te czasy.

              4. Liste przytoczylem do uzytku osob, ktore wypytuja goraczkowo na liscie jak
              sie z Polski wydostac i zamieszkac gdzie indziej. Kto chce, niech korzysta.

              A kto gotow jest wyemigrowac do Australii, ale wylacznie pod warunkiem ze na
              miejscu bedzie na niego czekac ciekawa, lekka i swietnie platna robota,
              gustownie umeblowany dom z duzym ogrodem, jasnoblekitny Holden Commmodore V8
              5.7 litra, dobra prywatna szkola dla dzieci, liczne rozrywki dla zony, i pies
              seter irlandzki, ktory juz na lotnisku zacznie lizac reke nowego pana - ten
              niech sni dalej.
            • Gość: Gromit Re: zle odczytalem twoj email IP: 61.8.120.* 18.07.02, 02:37
              _maas napisała:

              > mialem wrazenie ze tyszukajacy a ty tymczasem pracodawca.

              Nie wiem skad ci sie to wrazenie wzielo

              > Ciekawe czy to
              > ogloszenie bylo dane tak naprawde czy dla sondazu?

              Ciekawy sondaz.. oczywiscie ze naprawde, gosc jest juz zatrudniony od kilku
              tygodni.

              I co, namierzyles moj IP i juz mi wierzysz? A po co mialbym tu kity wciskac?
              • Gość: Senin Re: zle odczytalem twoj email IP: *.prem.tmns.net.au 18.07.02, 07:32
                Stary,

                Po pierwsze programy rzadowe programami, ogloszen tez masa.. tylko ze one - te
                ogloszenia - z agencji rekrutacyjnych.

                Czyzby nie przyszlo ci do glowy, ze cale to wolanie o takich czy nie innych
                profesjonalistow to wlasnie budowanie bzazy danych owych agencji. Od jakiegos
                czasu obserwuje ten rynek i powiem ci jedno, nawet z super kwalifikacjami i
                doswiadczeniem w branzy po wyslaniu CV do 40 agencji nawet jedna nie
                zaproponuje ci pracy... bo pracy po prostu "niet" najogolniej mowiac... za to
                mnoza sie agencje. Te "podlaczone" do Centerlink maja sie niezle, rzad placi im
                za przeszkolenia, przekwalifikowania i inne duperele: te ktore sa na wielkie R
                (recruitment) zwina pewnie zagle za dwa, trzy lata deklarujac tax loss ( a moze
                nawet lepiej - bankructwo)

                To jest sztucznie nakrecany rynek.. podobnie zreszta jak rynek finansowy by
                tylko nadmienic "worldcom".

                Przypomina mi sie dowcip o tym czy wierzyc w slowo pisane i o drzazdze w
                palcu...
                Nie wiem tylko, jak to przelozyc na nowoczesna technologie- moze zamiast owej
                drzazgi cos o zaniku linii papilarnych ( dosc ograne) i wyprasowaniu mozgu...


                Tak wiec nie podniecaj sie zanadto..
                • dundee_girl Re: Praca w Au 18.07.02, 08:50
                  Ja tez uwazam ze w Australii pracy jak na lekarstwo, apodejrzewam ze jak
                  wprowadza urlop macierzyski to bedzie jeszcze gorzej.
                • Gość: Stary Re: zle odczytalem twoj email IP: *.clover.com.au / *.clover.com.au 19.07.02, 04:42
                  Gość portalu: Senin napisał(a):

                  > Stary,
                  >
                  > Po pierwsze programy rzadowe programami, ogloszen tez masa.. tylko ze one -
                  te
                  > ogloszenia - z agencji rekrutacyjnych.
                  >
                  > Czyzby nie przyszlo ci do glowy, ze cale to wolanie o takich czy nie innych
                  > profesjonalistow to wlasnie budowanie bzazy danych owych agencji. Od jakiegos
                  > czasu obserwuje ten rynek i powiem ci jedno, nawet z super kwalifikacjami i
                  > doswiadczeniem w branzy po wyslaniu CV do 40 agencji nawet jedna nie
                  > zaproponuje ci pracy... bo pracy po prostu "niet" najogolniej mowiac... za to
                  > mnoza sie agencje. Te "podlaczone" do Centerlink maja sie niezle, rzad placi
                  im
                  >
                  > za przeszkolenia, przekwalifikowania i inne duperele: te ktore sa na wielkie
                  R
                  > (recruitment) zwina pewnie zagle za dwa, trzy lata deklarujac tax loss ( a
                  moze
                  >
                  > nawet lepiej - bankructwo)
                  >
                  > To jest sztucznie nakrecany rynek.. podobnie zreszta jak rynek finansowy by
                  > tylko nadmienic "worldcom".
                  >
                  > Przypomina mi sie dowcip o tym czy wierzyc w slowo pisane i o drzazdze w
                  > palcu...
                  > Nie wiem tylko, jak to przelozyc na nowoczesna technologie- moze zamiast owej
                  > drzazgi cos o zaniku linii papilarnych ( dosc ograne) i wyprasowaniu mozgu...
                  >
                  >
                  > Tak wiec nie podniecaj sie zanadto..


                  Senin, ja nie mam sie co podniecac, bo ja juz tu mieszkam, od dobrze ponad 20
                  lat i prace mam zupelnie dobra. Powtarzam po raz piaty, ze ta cala lista
                  rzadowa ma znaczenie wylacznie jako sciagaczka - na co najlatwiej dostac wize
                  imigracyjna. A z czego kto bedzie zyl tutaj po przyjezdzie, to juz calkiem inne
                  zagadnienie.

                  Pozdrowko.
                  • Gość: Archer Sciagaczka IP: *.cl.bosch.com.au / 10.23.5.* 19.09.02, 05:36
                    Pozwolicie Panie i Panowie dolaczyc sie do dyskusji?

                    Panie "Stary". Prawda, ze wspomniana przez Pana lista to tylko "sciagaczka" dla
                    ubiegajacych sie o wize stalego pobytu. Ale ta "sciagaczke" czytac beda mlodzi
                    ludzie decydujacy o swoich przyszlych drogach zyciowych. I dlatego wlasnie
                    nalezaloby sie do owej broszury jakos ustosunkowac.
                    Oczywiscie, ze rzad Australijski nie gwarantuje pracy w preferowanych (ani
                    zadnych innych) dziedzinach ale mlody, chcacy emigrowac informatyk, bedacy
                    akurat w ambasadzie Australii w Warszawie i widzac taka broszure mysli przede
                    wszystkim:

                    "Oho! Ta Australia to musi byc cool. Kraj cieply, agzotyczny, modny i w dodatku
                    potrzebuja tam informatykow… No to jedziemy!"

                    Nie wiem jak Pan, ale ja przyjechalem do Australii wlasnie jako "skilled
                    migrant" (elektronia mniej wiecej 10 lat temu). Wystarczylo pare miesiecy aby
                    zorientowac sie, ze te moje polskie "skills" (nawiasem mowiac calkiem
                    przyzwoite w porownaniu z miejscowymi) moge sobie chowac gleboko do szuflady.
                    Robote, mniej wiecej w swoim zawodzie, znalazlem po 6 latach.
                    Byc moze jestem przypadkiem odosobniomyn albo, w najlepszym wypadku, nie
                    reprezentuje sredniej statystycznej. Niemniej chcialbym podzielic sie
                    (zwlaszcza z potencjalnymi emigrantami) kikoma uwagami. Od razu uprzedzam, ze
                    pisze tylko i wylacznie w swoim imieniu.

                    1. Wyksztalcenie i umiejetnosci nowoprzybylego sa praktycznie bez znaczenia. I
                    tak na poczatku (przez kilka pierwszych miesiecy/lat) raczej pracy w swoim
                    zawodzie nie dostanie chociaz bylby Noblista. Przyjezdzajacy do Australii
                    dzisiaj bedzie raczej szlifowal bruki.
                    2. Moze zabrzmi to dziwnie, ale gdy mowa o gospodarce i potencjale
                    przemyslowym, Australia jest blizej trzeciego niz pierwszego swiata. Poza
                    kilkoma “sztandarowymi” galeziami przmyslu jak wydobycie surowcow, rolnictwo
                    czy przemysl samochodowy (no i jeszcze turystyka) nie ma tutaj wlasciwie nic. A
                    juz najepszym tego przykladem jest wlasnie elektronika. Praktycznie 100%
                    urzadzen elektronicznych domowego urzytku jest importowanych. Najgorzej jest
                    chyba z produkcja polprzewodnikow. Specjalistom w tej dziedzinie polecam raczej
                    Afryke lub Ameryke Poludniowa.
                    3. Jezeli jestes ambitnym informatykiem, uczciwie skonczyles studia (na
                    dowolnej polskiej, chociazby prowincjonalnej uczelni) to po przyjezdzie tutaj
                    jetses lepszy od ponad 90% lokalnych absolwentow. Jesli tkwi w tobie chociaz
                    odrobina ambicji i chcesz cos w swojej dziedzinie zrobic to Australia jest
                    chyba najgorszym wyborem jaki mozesz podjac. Elektronikom i informatykom
                    szczerze polecam USA, Japonie, Niemcy (EC), Singapur i inne kraje gdzie przmysl
                    traktuje sie powazniej niz gardlowanie.
                    4. Jednak po paru latach pobytu tutaj, i po nauczeniu sie paru trickow raczej
                    nie bedziesz cierpial biedy. Otworzysz sobie bussiness (np. Rooftiling,
                    plumbing czy sklep miesny), bedziesz bral “cash in hand” i po paru/parunastu
                    latach nowy 4WD bedzie studzil swoj silnik w twym garazu. Zamiast pisac
                    software bedziesz biegal po dachach a weekendy wyjezdzal z kumplami na ryby.

                    “Po coz wiec ta cala broszurowa agitacja ?” moglby ktos zapytac.
                    No coz. Pewnie rozni ludzie roznie na to paztrza. Pan Senin uwaza, ze jest to
                    sprowadzanie klienteli dla wszelkiej masci agencji posrednictwa pracy. Byc
                    moze. Ja niemniej mysle czasami, ze taka a nie inna polityka demograficzna
                    Australii podyktowana jest potrzeba kolonizacji kraju. Moim zdaniem, jest to
                    chyba jeden z ostatnich krajow na swiecie, ktory nie jest do konca
                    skolonizowany przez czlowieka. Gestosc zaludnienia Australii jest jedna z
                    najnizszych na swiecie. Pozostaje wiec pytanie: “Kim zaludniac kraj?”. Czy
                    otworzymy granice i wpuscimy tu wszystkich. Kto wtedy przyjedzie? Czy
                    wartosciowi ludzie powiedzmy z Europy zachodniej czy raczej azjatycka
                    niewyksztalcona biedota? A moze zaludniac ludzmi mlodymi, wyksztalconymi i bez
                    wiekszych perspektyw na szybkie dorobienie sie w ich wlasnych krajach?
                    Odpowiedz jest chyba oczywista.

                    Pozdrawiam,

                    Archer
                    • Gość: ToeToe Re: Sciagaczka IP: *.jetstream.xtra.co.nz 19.09.02, 05:43
                      To co Ty tam jeszcze robisz?
                    • ciotka_marcee Archer, 19.09.02, 05:50
                      Bardzo ladnie opisales stan Polakow w Australii. Twoj jeden post, wyjasnia
                      wiecej niz miesiace pisaniny starego, ozpola, tej w ogrodzie, i krokodylki.
                      Swiadomie pomijam PawlaD.
                      Tak wiec wielkie dzieki za probe rozjasnienia w glowach Polakow na temat
                      powszechnie uznawany za znany. Jest to chyba jeden z najlepszych opisow -
                      traktujesz to forum widac powaznie, ale uwazaj bo inni zaraz sie rzuca do ataku.
                      • ozpol Od atakowania mamy inne psy na tym Forum.. 19.09.02, 06:37
                        i wiele innych kundli placzacych sie miedzy nogami.
                        Akurat piszacy z Australii z zasady pisza prawde o tym co robia i ile im to
                        czasu zabralo, zeby wykonywac to co chcieli.
                        Nikt nie trabi jak inni ze sa w kraju wybranym, ale styl zycia jest inny do
                        reszty i jednym sie podoba a innym nie.
                        Kazdy pisze wg swojego osobistego doswiadczenia i jesli ma strupa to chce sie
                        nim podzielic zeby inni wiedzieli ze nie jest lekko.
                        Rynek pracy jest tutaj maly a szczegilnie teraz w IT gdzie jest wiecej chetnych
                        niz mozliwosci i coraz wiecej ludzi probuje stad wyjechac. I ciekawa jest
                        wiadomosc ze w OZland jest 5,000 IT ludzi sciagnietych z UK na specjalne
                        kontrakty gdzie tyle ludzi moglo by to zrobic.
                    • starywiarus Re: Sciagaczka 19.09.02, 13:44
                      Gość portalu: Archer napisał(a):

                      > Pozwolicie Panie i Panowie dolaczyc sie do dyskusji?
                      >
                      > Panie "Stary". Prawda, ze wspomniana przez Pana lista to tylko "sciagaczka"
                      dla
                      >
                      > ubiegajacych sie o wize stalego pobytu. Ale ta "sciagaczke" czytac beda
                      mlodzi
                      > ludzie decydujacy o swoich przyszlych drogach zyciowych. I dlatego wlasnie
                      > nalezaloby sie do owej broszury jakos ustosunkowac.
                      > Oczywiscie, ze rzad Australijski nie gwarantuje pracy w preferowanych (ani
                      > zadnych innych) dziedzinach ale mlody, chcacy emigrowac informatyk, bedacy
                      > akurat w ambasadzie Australii w Warszawie i widzac taka broszure mysli przede
                      > wszystkim:
                      >
                      > "Oho! Ta Australia to musi byc cool. Kraj cieply, agzotyczny, modny i w
                      dodatku
                      >
                      > potrzebuja tam informatykow… No to jedziemy!"
                      >
                      > Nie wiem jak Pan, ale ja przyjechalem do Australii wlasnie jako "skilled
                      > migrant" (elektronia mniej wiecej 10 lat temu). Wystarczylo pare miesiecy aby
                      > zorientowac sie, ze te moje polskie "skills" (nawiasem mowiac calkiem
                      > przyzwoite w porownaniu z miejscowymi) moge sobie chowac gleboko do szuflady.
                      > Robote, mniej wiecej w swoim zawodzie, znalazlem po 6 latach.
                      > Byc moze jestem przypadkiem odosobniomyn albo, w najlepszym wypadku, nie
                      > reprezentuje sredniej statystycznej. Niemniej chcialbym podzielic sie
                      > (zwlaszcza z potencjalnymi emigrantami) kikoma uwagami. Od razu uprzedzam, ze
                      > pisze tylko i wylacznie w swoim imieniu.
                      >
                      > 1. Wyksztalcenie i umiejetnosci nowoprzybylego sa praktycznie bez znaczenia.
                      I
                      > tak na poczatku (przez kilka pierwszych miesiecy/lat) raczej pracy w swoim
                      > zawodzie nie dostanie chociaz bylby Noblista. Przyjezdzajacy do Australii
                      > dzisiaj bedzie raczej szlifowal bruki.
                      > 2. Moze zabrzmi to dziwnie, ale gdy mowa o gospodarce i potencjale
                      > przemyslowym, Australia jest blizej trzeciego niz pierwszego swiata. Poza
                      > kilkoma “sztandarowymi” galeziami przmyslu jak wydobycie surowcow,
                      > rolnictwo
                      > czy przemysl samochodowy (no i jeszcze turystyka) nie ma tutaj wlasciwie nic.
                      A
                      >
                      > juz najepszym tego przykladem jest wlasnie elektronika. Praktycznie 100%
                      > urzadzen elektronicznych domowego urzytku jest importowanych. Najgorzej jest
                      > chyba z produkcja polprzewodnikow. Specjalistom w tej dziedzinie polecam
                      raczej
                      >
                      > Afryke lub Ameryke Poludniowa.
                      > 3. Jezeli jestes ambitnym informatykiem, uczciwie skonczyles studia (na
                      > dowolnej polskiej, chociazby prowincjonalnej uczelni) to po przyjezdzie tutaj
                      > jetses lepszy od ponad 90% lokalnych absolwentow. Jesli tkwi w tobie chociaz
                      > odrobina ambicji i chcesz cos w swojej dziedzinie zrobic to Australia jest
                      > chyba najgorszym wyborem jaki mozesz podjac. Elektronikom i informatykom
                      > szczerze polecam USA, Japonie, Niemcy (EC), Singapur i inne kraje gdzie
                      przmysl
                      >
                      > traktuje sie powazniej niz gardlowanie.
                      > 4. Jednak po paru latach pobytu tutaj, i po nauczeniu sie paru trickow raczej
                      > nie bedziesz cierpial biedy. Otworzysz sobie bussiness (np. Rooftiling,
                      > plumbing czy sklep miesny), bedziesz bral “cash in hand” i po paru/
                      > parunastu
                      > latach nowy 4WD bedzie studzil swoj silnik w twym garazu. Zamiast pisac
                      > software bedziesz biegal po dachach a weekendy wyjezdzal z kumplami na ryby.
                      >
                      > “Po coz wiec ta cala broszurowa agitacja ?” moglby ktos zapytac.
                      > No coz. Pewnie rozni ludzie roznie na to paztrza. Pan Senin uwaza, ze jest to
                      > sprowadzanie klienteli dla wszelkiej masci agencji posrednictwa pracy. Byc
                      > moze. Ja niemniej mysle czasami, ze taka a nie inna polityka demograficzna
                      > Australii podyktowana jest potrzeba kolonizacji kraju. Moim zdaniem, jest to
                      > chyba jeden z ostatnich krajow na swiecie, ktory nie jest do konca
                      > skolonizowany przez czlowieka. Gestosc zaludnienia Australii jest jedna z
                      > najnizszych na swiecie. Pozostaje wiec pytanie: “Kim zaludniac kraj?̶
                      > 1;. Czy
                      > otworzymy granice i wpuscimy tu wszystkich. Kto wtedy przyjedzie? Czy
                      > wartosciowi ludzie powiedzmy z Europy zachodniej czy raczej azjatycka
                      > niewyksztalcona biedota? A moze zaludniac ludzmi mlodymi, wyksztalconymi i
                      bez
                      > wiekszych perspektyw na szybkie dorobienie sie w ich wlasnych krajach?
                      > Odpowiedz jest chyba oczywista.
                      >
                      > Pozdrawiam,
                      >
                      > Archer


                      Panie Archer,

                      Dziekuje za uzupelnienie, panski opis jest znakomity, a i wniosek trafny. Ja w
                      ciagu ponad 20 lat nie przepracowalem ani dnia zgodnie ze swoim polskim
                      dyplomem, ani sie tego nie spodziewalem; znalazlem sobie z czasem swoja "nisze
                      ekologiczna", (bynajmniej nie roof tiling, nisza jest profesjonalna i dobrze
                      platna), w ktorej nie narzekam. Za swoje decyzje emigracyjne kazdy jest
                      odpowiedzialny sam i powinien przed ich podjeciem sie poinformowac o warunkach.

                      Niemniej o emigracji decyduje nie tylko to do czego sie jedzie, ale i od czego
                      chce sie odjechac. Istnieje kwestia "stopnia wkurzenia" swoim losem i swoimi
                      perspektywami w kraju; ten "stopien wkurzenia" u wielu ludzi, zwlaszcza
                      mlodych, jest dzis wysoki.

                      Dedykuje panu klasyczna, stara anegdote: Polak pisze do domu z
                      Australii: "Jadac tutaj, myslalem ze ulice Sydney sa wybruowane zlotem.
                      Sprawdziwszy rzecz na miejscu, donosze jak nastepuje: 1. ulice nie sa
                      wybrukowane zlotem; 2. niektore ulice nie sa w ogole wybrukowane; 3. oni sie
                      spodziewaja, ze to ja je wybrukuje."

                      Rowniez pozdrawiam


    • Gość: Nemo Ogolnie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.09.02, 14:30

      Zawsze rozsmieszaja mnie te opinie ze MY jestesmy lepsi niz 90% tutejszych.
      Jezeli jestesmy tacy wspaniali to dlaczego nie jestesmy overrepresented in top
      management?
      Gdzie jest napisane ze kazdy ma znalesc (dostac?) zatrudnienie wedlug papierka
      ktory posiada? Ludzie toz to przeciez jest kapitalizm!!!!!
      Pamietajmy zadna praca nie hanbi bo wstyd to krasc i z d..y spasc!
      • bozena___l Re: Ogolnie-Polacy zawsze najlepsi !!! 19.09.02, 16:44
        Gość portalu: Nemo napisał(a):

        >
        > Zawsze rozsmieszaja mnie te opinie ze MY jestesmy lepsi niz 90% tutejszych.
        > Jezeli jestesmy tacy wspaniali to dlaczego nie jestesmy overrepresented in
        top
        > management?

        Polscy specjalisci sa najlepsi na swiecie we wszystkim.
        Dotyczy to IT, inzynierow, budowlancow a takze politykow.
        Chyba najlepiej widac to po tym, w jakim kwitnacym stanie jest dzis Polska, nie?
        Zalewamy swiat polska mysla technologiczna, na calym swiecie mozna kupic tanie
        i dobre polskie towary ( i nie mysle tu wcale o dupach), Amerykanie w USA stoja
        w kolejce w polskim Konsulacie by dostac wize do Polski, jechac tam i sie
        czegos nauczyc.
        A Ty nam tu wciskasz kit, ze my nie najlepsi, ze inni lepsi wink))))
        >
        • canadian Re: Ogolnie-Polacy zawsze najlepsi !!! 19.09.02, 17:51
          Bardzo dobry tekst az dziwne ze podrobek moze napisac tak MONDZE.
          • Gość: marcee Re: sciagawka IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 21:06
            ja sie nie znam, ale chce zaznaczyc ze czytuje takie teksty i wyrabiam sobie
            swiatopoglad

            canadian kto jest tu podrobek?

            • canadian Re: sciagawka 20.09.02, 03:07
              przyganial kociol garnkowi?
      • Gość: Archer Edukacja IP: *.cl.bosch.com.au / 10.23.5.* 20.09.02, 02:48
        Panie Nemo.

        Poruszyl Pan bardzo istotny problem. Jezeli Pan pozwoli, to troche na ten temat
        napisze.
        Zanim jednak zaczne, chcialbym poinformowac, ze z tutejszym (Australijskim)
        wyzszym szkolnictwem mialem do czynienia ok 6 lat, pracujac (najpierw casual a
        potem part time) jako wykladowca na jednym z australijskich uniwersytetow.
        Jedoczesnie, od razu na wstepie chcialbym zgodzic sie z Panem (w stu
        procentach), ze zadna praca nie hanbi. Nie pisalem mojego poprzedniego listu po
        to, azeby podzielic zawody na lepsze i gorsze. Ale mozna je jednak podzielic na
        takie, do wykonywania ktorych nie trzeba sie nawt umiec podpisac (klinowanie,
        dishwashing) oraz takie, do wykonywania ktorych potrzebne sa studia i spora
        doza inteligencji (lawyer, medicine doctor, fizyk nuklearny itd.). Prosze
        pamietac, ze caly ten watek “narodzil sie” z listy MODL zaprezentowanej przez
        Pana “Startwiarus”, ktorej celem jest zachecenie do emigracji ludzi o
        okreslonych kwalifikacjach. Prosze pamietac, ze ludzie ci wlozyli wysilek i
        spora czesc swojego zycia w zdobycie tych kwalifikacji. Czyzby robili to tylko
        po to aby emigrowac (nie dbajac o to, w jakim zawodzie beda pozniej pracowac)?
        Albo postawmy problem inaczej: Jakie moralne prawo ma rzad Australii (czy
        innych stosujacych podobny proceder krajow, jezeli takie sa) do sprowadzania
        fachowcow w sile wieku wiedzac jednoczesnie, ze ich wiedza i umiejetnisci
        zostana tutaj w duzej mierze zmarnowane?

        A teraz do edukacji:
        Aby uprzedzic ewentualne pytania czy zarzuty od razu pisze, ze nie uwazam
        Australijczyka (czy przedstawiciela jakiejkolwiek innej narodowosci) za
        glupszego czy madrzejszego od Polaka. Wina za katastroficznie merytorycznie
        niski poziom szkolnictwa australijskiego obarczam wspomniany przez Pana
        kapitalizm. Byc moze to co pisze brzmi kontrowersyjnie i byc moze wkladam
        teraz “kij w mrowisko”. Dlatego jeszcze raz uprzedzam, ze pisze tylko i
        wylacznie w swoim imieniu i jestem otwarty na wszelki konstruktywny krytycyzm
        (jednoczesnie badac totalnie zamknietym na inwektywy).
        Jadac do Australii polscy emigranci zdawali sobie mniej wiecej sprawe, ze udaja
        sie do kraju “kapitalistycznego” majac oczywiscie swoje wyobrazenie na
        temat “kapitalizmu”. Po przyjezdzie swiatopoglad przebudowywal sie na ogol w
        dwoch kierunkach: Jedni stwierdzali, ze nie jest to kraj “kapitalistyczny” lecz
        panuje tu jakis dziwny “socjalizm” a inni wzruszali ramionami konkludujac “wiec
        tak wyglada kapitalizm – no i fajnie”. Niemniej zarowno jedni jak i drudzy
        zauwazali o wiele mniejszy udzial panstwa w businessie w porownaniu z PRL czy
        pierwszych lat polski “kapitalistycznej”. W takich mniej wiecej realiach
        rynkowych dzialaja tutaj od lat wyzsze uczelnie. W ciagu ostatnich dwoch/trzech
        dekad slowa “wiedza, umiejetnosci, kompetencja, jakosc, kultura,
        odpowiedzialnosc, zainteresowania itd.” zostaly wyparte przez inne, tym razem
        czysto kapitalistyczne terminy a mianowicie “profit, credit, headcount,
        department budget, risk analysis in budget planning itd”. Krotko mowiac, sposob
        myslenia zarzadzajacych uniwersytetami zmienil sie z jakosciowego na ilosciowo –
        pieniezny a relacja pomiedzy zainteresowanymi stronami zmienily sie z student –
        wykladowca (junior – senior czy jak kto woli) na klient – sprzedawca. Jak to w
        kapitalizmie! No a jak Pan sadzi, po co student przychodzi na uczelnie? Po
        wiedze? W zdecydowanej wiekszosci absolutnie nie! On przychodzi po degree czyli
        po polsku – tytul naukowy. A dlaczego? Ano dlatego, ze po uzyskaniu tego tytulu
        i zatrudnieniu sie (w swoim zawodzie) dostanie na “dzien dobry” cos ok 34. tys
        per year, bo taki jest tutaj uklad zbiorowy. W praktyce, po paru latach
        przkroczy 40 a co cwanszy 50. I to wszystko, pracujac bez wiekszego wysilku.
        Przychodza wiec studenci z panstwowymi (moimi, panskimi, wypracowanymi i
        zaplaconymi w postaci podatkow przez innych ludzi) pieniedzmi na uczelnie i
        chca stamtad wyjsc z degree. I uczelnia im te degree “sprzedaje” przy minimum
        wysilku z obu stron. Poniewaz znaleziono “kapitalistyczna nisze” do latwego
        kupczenia pieniedzmi ciezko wypracowanymi przez podatnika.
        Prosze zwrocic uwage na konsekwencje:

        1. Co lepsi i bardziej serio traktujacy swoj przedmiot wykladowcy
        beda “przywolywani do porzadku” lub eliminowani z pracy.
        2. Chyba nie trzeba dodawac, ze glowna ofiara tego sysyemu jest student a w
        konsekwencji kraj, z ktorego protekcyjnego systemu on korzysta, poniewaz taki a
        nie inny system ksztalcenia powoduje drastyczne zanizenie poziomu nauczania.
        3. Na ogromna skale marnuje sie pieniadze podatnika.
        4. Przyklad osobisty: podczas prowadzenia cwiczen studenci w ostatnich lawkach
        handlowali sobie drugami, paru z nich lsnily sie oczy a ja nie moglem zrobic
        nic bo to przeciez pieniadze departamentu!
        5. Dyscyplinarne usuniecie studenta jest wlasciwie pozbawione w “kapitalizmie”
        ekonomicznego sensu. Kto usuwa klienta ze sklepu? Przeciez pojdzie on do
        drugiego, gdzie za te same pieniadze sprzedadza mu wymagany “towar”.

        Podobienstwo pomiedzy uczelniami australijskimi a polskimi z czasow PRL jest to
        tylko takie, ze zarowno jedne jak i drugie byly finansowane przez podatnika.
        Jednak mechanizm finansowania jest w obu wypadkach inny. Uczelnie PRL’owskie
        mialy okreslone limity ksztalcenia ustalone centralnie. W zwiazku z tym tzreba
        bylo wypuscic “taka a nie inna” liczbe absolwentow wchlaniana potem niemal w
        100% przez przemysl. Sam system zarzadzania uczelniami mial cala mase wad i nie
        chcialbym tutaj otwierac nowej dyskucji ani, co gorsza, byc posadzonym o jakies
        komunistyczne zapedy. Chcialem tyklo zwrocic uwage, ze osiagal on podstawowy
        cel do jakiego zostal powolany a mianowicie jego efektem byl nie BACHELOR ale
        FACHOWIEC! A dzialo sie tak dlatego, ze:

        1. Poziom nauczania (a nie dochod uczelni) byl jednym z podstawowych kryteriow,
        jakim kierowal sie zarzad.
        2. “Oblewanie” (w sensie nie zdanie) egzaminow, terminy i sesje poprawkowe,
        egzaminy komisyjne, karty C i powtarzanie przedmiotow bylo na porzadku dziennym
        (chyba nie pisze tu nic nowego).
        3. Lobuzeria byla dyscyplinarnie usuwana ze szkoly. Wyjatkiem byla tu
        oczywiscie prominencka latorosl – jedna z wad tamtego systemu.

        Sa ludzie predysponowani do nabywania wiedzy. Sa to jednostki wybitne, rodzace
        sie stosunkowo rzadko. Ci beda ja efektywnie nabywac pod kazda szerokoscia
        geograficzna. W wiekrzosci wypadkow nabywanie wiedzy powiazane jest z wysilkiem
        umyslowym, ktory jest przez australijski system eliminowny. Krotko rzecz
        ujmujac: wiedze trzeba wbijac mlotkim do glowy. Dlatego, statystycznie rzecz
        ujmujac, inzynier, absolwent szkoly o twardych regulach nauczania np. Polskiej,
        Rosyjskiej, Niemieckiej, Francuskiej… “bije na leb” absolwenta “miegkiej”
        szkoly amerykanskiej czy australijskiej. Ot i cala tajemnica jakosci nauczania
        w “kapitalizmie”.
        Niestety, drogi Panie, edukacja wybitnie nie miesza sie z “kapitalizmem”.
        Jezeli poddac ja tylko dzialaniu pieniadza to nastapi jej erozja, co zreszta
        obserwujemy na wlasne oczy.

        Na zakonczenie pytanie:
        Czy mial Pan moze okazje zaobserwowac jak wyglada “przekroj etniczny”
        zatrudnionych na wysokich stanowiskach inzynieryjnych, naukowych, technicznych
        w przmysle czy szkolnictwie? Prosze zaobserwowac ilu tam jest np. Polakow (od
        siebie dodam ze jest tez sporo azjatow). A nie musze chyba dodawac, ze dla
        Australii, Polska jest malym, nic nie znaczacym krajem, z ktorego przyjezdza
        corocznie (legalnie) pare tysiecy ludzi. Kropla w morzu. No i gdzie sadowi sie
        ta kropla?

        Brak znaczacej
        • Gość: Archer Re: Edukacja IP: *.cl.bosch.com.au / 10.23.5.* 20.09.02, 03:31
          Sorry. Chyba nie zmiescila sie calosc. Oto koniec:

          Brak znaczacej polskiej reprezentacji w top management mozna tlumaczyc na kilka
          sposobow. Troche juz napisalem powyzej, a mianowicie, ze w zasadziee jestesmy
          dobrzy w zakresie nauki i techniki. Nie wiem jednak, czy jest to wlasciwa
          generalizacja. Ktos moglby napisac, ze poprzez ostatnich kilka dekad komunizmu
          nie pobieralismy lekcji w zakresie nowoczesnego bussinessu i zarzadzania. Ja
          osobiscie widze dwa inne powody:

          1. Nasza specyfika narodowa sa raczej nauki matematyczno – przyrodnicze i
          stosowane.
          2. Top management ma w kazdym panstwie raczej charakter narodowy. Innymi slowy
          nie ma nas w australijskim top management z tych samych powodow dla ktorych w
          Polsce nie ma przesadnie duzo australiskich (niemieckich, rosyjskich,
          amerykanskich) managerow.

          Na tym koncze. Przepraszam za przydlugi list. Mam nadzieje, ze nikogo nie
          zanudzilem na smierc, a jezeli ktos usnal przy jego czytaniu to tez OK.

          Pozdrowienia,

          Archer.
          • ozpol Widocznosc Polakow w Australii 20.09.02, 08:15
            Nie wiem co okreslasz ze nas nie widac w "Top mamagement" - to znaczy gdzie?
            Prof. Wilenski byl przez lata najwyzszym urzednikiem tego panstwa, wspoltworca
            wielokulurowsci byl Polakiem, stadion Olimpijski w Sydney nadzorowal Polak.
            Jest wiele firm ze Polacy maja znaczne pozycje.
            Nie wiem czy chodzi tobie o nowa Polonie czy wogole Polonie.
            Oprocz tego jestesmy mala grupa etniczna tak wiec trudno byc az tak widacznym,
            ale sadze ze nie jest az tak zle. Wielu Polakow ukrywa sie pod Zydowskim
            pochodzeniem bo ... latwiej. Glowny dziennikasz zydowski w tym kraju Stan
            Lipsky - jest Polakiem ale woli zeby mowic ze jest Zydem. Itd itd.
            Ja jeszcze raz powiem - kazdy po 5 latach emigracji znalazl swoje miejsce na
            polce spolecznej wg swojego doswiadczenia i wyksztalcenia i sily przebicia.
            Jesli nie masz pracy w zawodzie wyuczonym czy w bardzo waskiej specjalnosci to
            napewno znajdziesz cos podobnego albo innego.
            Mam kolege eksperta od drukowania a jest projektantem mechaniczno-
            elektronicznym.
            Odkryl ze to nie ma perspektyw w druku i zmienil zawod na projektanta.
    • dreptak2k Informatycy poszukiwani - z odrobionymi lekcjami 20.09.02, 02:25
      Wybaczcie, ale chyba wiekszosci ludzi tutaj sie cos troszecze pomylilo. Mam niejasne wrazenie, ze ludzie zabierajacy
      glos w tej dyskusji, nie bardzo wiedza o czym mowia; czy tez raczej myla pojecia.

      Nie jest chyba dla nikogo tajemnica, ze najwiecej mozna zarobic (pracujac) w USA - i nie ma tutaj wielkiego znaczenia,
      czy twoim zawodem (i pasja zyciowa) jest programowanie czy remontowanie dachow. Jezeli jestes dobry w tym, co
      robisz (i masz odrobine szczescia) po 2-5 latach wrocisz do kraju jako bardzo zamozny czlowiek. Jest to typowy
      wyjazd na zarobek - kiedys nazywany saksami. Nie widze w tym niczego zlego, wrecz odwrotnie. Ludzie jada do
      innych krajow, ogladaja inne warunki zycia, pracy (wcale niekoniecznie lepsze acz pewnie inne). Napewno
      zdobywaja wiecej doswiadczenia. Po powrocie do kraju, zarobione za granica pieniadze, pozwalaja im na realizacje
      tego, co chcieli robic. Nie nalezy tego mylic z emigracja.

      Emigracja - jest to wyjazd (przynajmniej w zalozeniu) na stale lub na bardzo dlugo. I niestety, nie kazdy sie do tego
      nadaje. Myslac o emigracji, musisz troszeczke pomyslec i zastanowic sie gdzie chcez jechac i dlaczego wlasnie tam. I
      tutaj sprawy zawodowe powinny miec spore znaczenie.

      Zanim podejmiesz taka decyzje zainteresuj sie krajem, o ktorym myslisz. I tutaj nie mam na mysli szybkiego przejzenie
      netu, sprawdzenie dochodu narodowego czy przepisow emigracyjnych. To wszystko jest oczywiscie wazne ale
      niewiele powie ci o realiach zycia w danym kraju. Po to musisz siegnac glebiej. Nalezy tez pamietac o kilu rzeczach.
      Po pierwsze - nie ma kraju idealnego. To, co podoba sie mi, niekoniecznie bedzie sie podobalo tobie. Druga wazna
      sprawe mozna by ujac tak: jezeli nie jestes calkowicie przekonany, ze kraj ktory wybrales, jest dla ciebie (prawie)
      idealnym, najprawdopodobniej nie becie ci sie w nim podobalo!

      Wybacz Archer, ale chyba nie odrobiles lekcji! Ja sam o elektronice wiem tyle, co wiem o wszystkim innym o czym nie
      mam pojecia. Przed 20 laty, wiedzialem o niej jeszcze mniej. Wiedzialem jednak, ze kraje poludniowo-wschodniej Azji
      przejmuja cala swiatowa produkcje i tam (wowczas jeszcze w Japonii) sa najwieksze szanse na prace.

      Oczywiscie, zdaje sobie sprawe, ze elektronika to wiecej niz moj komputer, telewizor czy mikrofalowka i w kazdym
      kraju jakas tam produkcja istnieje. Brzmi to jednak troche tak, jakby specjalista od silnikow rakietowych wymyslil sobie
      emigracje na Seszele - kraju, o ktorym wiem bardzo malo, ma jednak opinie bycia krajem wyjatkowo ladnym, o
      delikatnym klimacie i bardzo czystym.

      W polowie lat 70-tych w Polsce wydano - bardzo wowczas znana - ksiazke Tofflera "Szok Przyszlosci" (The Future
      Shock). Jednym z argumentow, ktore wysuwa autor bylo to, ze w przyszlosci (czyli teraz, ksiazka ma juz prawie 30
      lat) nie bedzie tego, co rozumiano w owych czasach jako zawod nauczony. Ludzie beda raczej przyjmowali ogolny
      kierunek swojej przyszlej kariery, nie bardzo wiedzac dokad ich to doprowadzi.

      W moim przypadku sprawdzilo sie to bardzo dokladnie. Obecnie pracuje w dziedzinie, ktora nie ma prawie nic
      wspolnego z tym kierunkiem, w ktorym mam wyksztalcenie. Malo tego, nigdy wlasciwie nie zrobilem niczego
      "rewolucyjnego" - po prostu przez te wszystkie lata powoli dostosowywalem sie do zmieniajacych realiow. Raz
      zreszta zapedzilem sie w technologie, ktora sie podemna zalamala - mialem troche klopotow i dzisiaj bardzo sie pilnuje,
      zeby nie powtorzyc tego bledu.

      Wiec jeszcze raz ostrzezenie dla wszystkich - chcesz emigrowac? Zastanow sie bardzo dokladnie i odrob zadane
      lekcje.

      Pozdrowienia
      • lysenko a ja dreptak 20.09.02, 04:01
        wrecz przeciwnie. Pracuje w zawodzie i co do mnie to ta ksiazka sie rozminela.

        A Archer dobrze pisze tylko zapomnial ze na 40 zdajacych 38 mialo rotekcje. Nie
        sadze ze dzis jest inaczej. Poniewz w Polsce jest teraz kapitalizm to wychodzi
        na to ze terazniejsi absolwenci (w tym IT) SA DO DUPY, bo to takiego nie mozna
        wylac bo szkola straci czesne. A i pralat sie za takim czy innym ujmie.
        Czy teraz studenci modla sie publicznie na zajeciach?
        • dundee_girl Re: a ja 20.09.02, 04:03
          ..sie zgadzam w 100% z Archerem, dodam od siebie ze gdybym to ja przyjechala
          jako Skilled to by mnie po miesiacu szlag tu trafil i pewnie wrocilabym do
          Polski.

          Wiem, wiem zaraz sie dowiem ze nie kazdy do emigracji sie nadaje.smile

          Pozdrawiam
      • Gość: Archer Informatycy nieposzukiwani IP: *.cl.bosch.com.au / 10.23.5.* 20.09.02, 04:14
        Panie Dreptak2k

        Bardzo dziekuje za krytyczne uwagi.
        W zasadzie zgadzam sie z panskim listem z dwoma zastrzezeniami:
        1. Wszystko to, co Pan napisal jest OK patrzac na to z dzisiejszego punktu
        widzenia. Natomiast w komunistycznej Polsce sprawy mialy sie troche inaczej.
        Tak jak to wspomnila powyzej “Starywiarus” ludzie uciekali (i wciaz chyba
        uciekaja) od czegos. Ludzie uciekali gdzie sie dalo z Polski zniewolonej przez
        sowiecki system. Owo “gdzie sie dalo” bylo na ogol obozem przesiedlenczym w
        ktoryms z krajow Europy Zach. Dopiero stamtad nastepowala wlasciwa emigracja.
        Prawdopodobnie “Starywiarus” moglby na ten temat cos powiedziec.
        Zainteresownych odsylam do zrodel. Niemniej, zeby uzupelnic wypowiedz, kierunek
        emigracji z tych obozow byl w duzej mierze przypadkowy. Z opowiadan wiem, ze
        celem wiekszosci ludzi byly Stany ale USA wpuszczly wtedy cos niecale 20%
        starajacych sie. Wiec cala masa ludzi trafila nie tam, gdzie by chciala. Powie
        Pan, ze mozna to szybko teraz zmienic poprzez zmiane kraju. Otoz nie jest to
        takie proste. Inaczej emigruje sie z plecakiem a inaczej gdzy trzeba sprzedac
        chalupe, rzucic przyjaciol czy nielubiana ale przy noszaca jednak dochod robote
        (nie pisze o sobie). A dzieciaki, ich szkola i kumple… (?)
        2. Po drugie nie jest do konca zgodne z prawda, ze nie odrobilem lekcji. Moje
        wiadomosci o Australii byly wtedy calkiem przyzwoite. Bazowale jednak, miedzy
        innymi na owej fatalnej “liscie zawodow preferowanych” wiec od razu przyznaje,
        ze w najczarniejszych snach nie spodziewalem sie takiego horroru ze zdobyciem
        pracy jaki przeszedlem. Poza tym przosze pamietac o czym dyskutujemy. Jak to
        juz wczesniej wspomnialem watek dotyczy broszury z lista zawodow preferowanych.
        Jest to broszura wydawana przez oficjalny organ panstwowy. Potencjalny
        emigrant, odrabijajacy wlasnie “prace domowa” wezmie ja do reki i uzna za
        miarodajne zrodlo! Wiecej. On ja bedzie traktowal jako zachete (o ile jego
        zawod bedzie na liscie). Jezeli bedzie on jednoczesnie czytal ten watek i
        wszystkie zawarte w nim wypowiedzi to moze zastanowi sie przez chwie ale
        najprawdopodobniej dalej uzna broszure za bardziej wiarygodna.

        Co sie tyczy ewentualnej zmiany zawodu jaka Pan dokonal, to nie ma niestety
        dostatecznej ilosci informacji w panskim liscie aby cos na ten temat
        powiedziec. Byc moze skonczyl pan studia metalurgiczne a buduje teraz maszyny,
        czyli tak czy owak wykorzystuje Pan spora czesc nabytej wczesniej wiedzy
        (gdybym byl zlosliwy to mapisalbym, ze byc moze byl Pan specjalista w
        programowaniu w Borland Pascal V6 a teraz przekwalifikowl sie Pan i programuje
        w C++). Prosze podac wiecej danych to porozmawiamy.
        Problem o jakim ja tutaj pisze jest troche szerszy:
        Australia zalewana jest bardzo wysoko wykwalifikowanymi ludzmi, ktorych
        przemysl po prostu nie moze wchlonac. Dla sporej czesci z nich
        przekwalifikowanie sie polega wiec na przejcsiu np. z semiconductor processes
        specialist, czy embedded objects programmer (pomimo tego, co pisze w broszurze
        pracy w tym zawodzie po prostu w Australii nie ma) na bricklaying (z calym
        szacunkiem dla murazy).

        Na tym koncze I pozdrawiam,

        Archer

        P.S. Sorry za bledy w pisowni…
      • Gość: ToeToe Re: Informatycy poszukiwani - z odrobionymi lekcj IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.09.02, 04:56
        Z ta praca domowa, to chyba troche niefortunne porownanie... Mozna sie do
        wyjazdu (emigracji) przygotowac lepiej lub gorzej, ale nie zmienisz faktu, ze
        ciagle jest to jedna wielka niewiadoma... Przed Toba poprostu nowe, nieznane...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka