Gość: theend
IP: 213.78.96.*
10.08.02, 21:18
chodzi mnie o ten tekst ,ktory zamieszczam ponizej..
stary to tekst..ale w pewnym sensie bardzo on mnie sie podoba..
pytanie brzmi ; czy uwazacie ze takie teksty powinny podobac sie mlodym
ludziom ? czy tez uwazacie ze powinnismy spuszczac takie toto z wieloma
odniesieniami ,lecz nieaktualne ..wprost do kibla..
dosyc tego duzo..zwykle tutaj nie lubie cytowanie..ale w ramach wyjatku))
Pier Paolo Pasolini
Nienawidze was, drodzy studenci!
Przykro mi. Polemike z partia nalezalo przeprowadzic w pierwszej polowie
ubieglej dekady. Spózniliscie sie, moi drodzy. Niewazne, ze nie bylo was
wtedy
na swiecie: wasza strata. Dziennikarze z calego swiata (nie wylaczajac
telewizji) liza wam (jak to sie jeszcze mówi w sztubackim jezyku) dupe. Ale
nie
ja. Wygladacie na nieodrodne dzieci waszych tatusiów. Dobra rasa nie klamie.
Patrzycie tak samo zlym wzrokiem. Tchórzliwi, niepewni, zagubieni (swietnie!)
równie dobrze umiecie dyktowac, szantazowac, pewni siebie, bezczelni:
drobnomieszczanskie prerogatywy, kochani. Kiedy wczoraj, na Valle Giulia,
tlukliscie sie z policjantami, ja bylem za policjantami. Bo policjanci sa
dziecmi biedaków. Pochodza z subtopii, niewazne czy wiejskich, czy miejskich.
Co
do mnie, dobrze wiem jak wygladalo ich dziecinstwo, ich dorastanie, tysiac
lirów
jak skarb, ich ojcowie, co pozostali chlopcami przez nedze, która nie
wyposaza w
autorytet. Ich matki zylaste jak tragarz, lub kruche, wskutek jakiejs
choroby,
jak wróbel; liczne rodzenstwo; barak w ogródku wsród czerwieni szalwi (na
cudzych, przydzialowych terenach); sutereny na szambach, lub mieszkania w
ogromnych blokach, itd. itd. Spójrzcie ponadto jak ich ubrano: jak pajace, w
tych szorstkich mundurach, które smierdza stolówka, koszarami i nedza.
Najgorszy, rzecz jasna, jest stan psychiczny, do którego ich sprowadzono (za
czterdziesci tysiecy lirów miesiecznie): bez usmiechu, bez przyjazni ze
swiatem,
wyizolowani, samotni (ta samotnoscia, której nic nie dorówna): upodleni
utrata
tozsamosci ludzkiej na rzecz policyjnej (znienawidzony nienawidzi). Maja po
dwadziescia lat, tyle co wy, kochani, kochane. W sprzeciwie wobec instytucji
policji pozostajemy, ma sie rozumiec, zgodni. Ale zadrzyjcie z prokuratura, a
zobaczycie! Mlodzi policjanci, których kazalo wam tluc wasze swiete
chuliganstwo
(wznioslej romantycznej proweniencji) typowe dla wiernych synalków, naleza do
innej klasy spolecznej. Na Valle Giulia, wczoraj, mial miejsce epizod walki
klas: wy, moi drodzy (choc po slusznej stronie) odegraliscie role bogatych, a
policjanci (którzy racji nie mieli) biedaków. Piekne, zatem, odniesliscie
zwyciestwo! W takich przypadkach, przyjaciele, policjantom daje sie kwiaty.
"Popolo" i "Corriere", "Newsweek" i "Monde" liza wam dupe. Jestescie ich
dziecmi
ich nadzieja, przyszloscia: kiedy maja do was pretensje, to oczywiscie nie
sposobia sie do walki klasowej przeciw wam! Jezeli juz, to do wciaz tej samej
walki przeciw sobie. Tych intelektualistów, czy robotników, którzy znajduja
sie
poza wszelka walka, bardzo bawi mysl, ze oto mlody burzuj sprawia lanie
staremu
burzujowi, i ze stary burzuj wsadza do wiezienia mlodego burzuja. Delikatnie
powracaja czasy Hitlera: burzuazja uwielbia karcic sie wlasnymi dlonmi.
Prosze o
wybaczenie tych tysiac czy dwa tysiace mlodziezy, moich braci, którzy
dzialaja w
Trydencie albo w Turynie, w Pawii lub w Pizie, we Florencji i równiez troche
w
Rzymie, ale musze to powiedziec: Ruch Studencki nie zaglada do tych
ewangelii,
których lekture przypisuja mu jego pochlebcy w srednim wieku, zeby poczuc sie
mlodzi i stworzyc dla siebie odkupiencza dziewiczosc: to tylko studenci znaja
naprawde: moralizm ojca prokuratora lub specjalisty, konformistyczna przemoc
starszego brata (który oczywiscie rozpoczyna te sama kariere co ojciec),
nienawisc do kultury ich matek, do chlopskich, choc dalekich, korzeni. To
wiecie, drodzy synowie. I stosujecie poprzez dwa niezbywalne uczucia:
swiadomosc
waszych praw (wiadomo, demokracja tylko was bierze pod uwage) i ambicje
wladzy.
Tak, wasze hasla zawsze sie kreca wokól przejecia wladzy. Wyczytuje w waszych
brodach bezwladne aspiracje, w waszej bladosci rozpaczliwy snobizm, w waszych
wykretnych spojrzeniach seksualne dysocjacje, w nadmiarze zdrowia przemoc, w
niedoborze zdrowia pogarde (jedynie dla tych kilku z was, którzy pochodza z
najnizszego mieszczanstwa, lub z rodzin robotniczych, te wady posiadaja jakas
szlachetnosc: poznaj siebie samego i szkole Barbiany!) Okupujecie
uniwersytety,
lecz powiedzcie, zeby ten sam pomysl przyszedl do glowy mlodym robotnikom. A
wówczas: czy "Corriere della Sera" i "Popolo", "Newsweek" i "Monde" z równa
gorliwoscia beda próbowaly zrozumiec ich problemy? Czy policja wystawi sie na
lanie w okupowanej fabryce? To banalne spostrzezenie, i szantazujace. Lecz
przede wszystkim daremne: poniewaz jestescie burzujami, wiec antykomunistami.
Oni, robotnicy, sa wciaz w 1950 roku i jeszcze dawniej. Idea tak dawna jak
Ruch
Oporu (która nalezalo kontestowac dwadziescia lat temu, i tym gorzej dla was,
jezeli nie bylo was wtedy na swiecie) wciaz sie krzewi w piersiach ludu, na
peryferii. Byc moze to dlatego ze robotnicy nie mówia ani po francusku, ani
po
angielsku, i tylko niektórzy, biedni, wieczorami, w komórce partyjnej
przykladaja sie do nauki rosyjskiego. Przestancie myslec o waszych prawach,
przestancie juz prosic o wladze. Zbawiony mieszczanin musi zrezygnowac ze
wszystkich swych praw i wygnac ze swojej duszy, raz na zawsze, idee wladzy.
To
wszystko liberalizm: pozostawcie go Bobowi Kennedy'emu. Mistrzów tworzy sie
okupujac fabryki, nie uniwersytety: wasi pochlebcy (równiez komunisci) nie
mówia
wam tej banalnej prawdy: ze jestescie nowym idealistycznym gatunkiem
zobojetnialców, jak wasi ojcowie, jak wasi ojcowie, wciaz dzieci. Oto,
Amerykanie, wasi uwielbiani rówiesnicy, swoimi glupimi kwiatami wymyslaja dla
siebie "nowy" jezyk rewolucji! Wymyslaja go sobie dzien za dniem! Ale wy nie
mozecie, poniewaz w Europie jezyk juz istnieje: czy moglibyscie go
zignorowac?
Tak, wy go chcecie zignorowac (ku ogromnemu zadowoleniu "Times'a" i "Tempo").
Ignorujecie go przechodzac, z moralizmem glebokich prowincji, "bardziej na
lewo". Dziwne, porzucajac rewolucyjny jezyk biednej, starej,
togliattianskiej,
oficjalnej Partii Komunistycznej, zastosowaliscie jego wariant heretycki,
lecz
na bazie najnizszego zargonu pozbawionych ideologii socjologów (albo tatusiów
biurokratów). Tak mówiac, zadacie wszystkiego slowami, a faktami zadacie
tylko
tego, do czego macie prawo (jak przystalo na nieodrodne mieszczanskie
dzieci):
calej serii nieodkladalnych reform, zastosowania nowych metod pedagogicznych
i
odnowienia organizmu panstwowego. Brawo! Swiete uczucia! Niech was wiedzie
dobra
gwiazda burzuazji! Upojeni triumfem nad mlodziutkimi policjantami, których
nedza
zmusila do niewoli (i pijani zainteresowaniem mieszczanskiej opinii
publicznej,
w stosunku do której zachowujecie sie jak kobiety, które nie kochaja, które
ignoruja i postponuja bogatego absztyfikanta) odkladacie jedyny naprawde
niebezpieczny instrument walki z wlasnymi ojcami: czyli komunizm. Mam
nadzieje,
ze zrozumieliscie, iz purytanizm to sposób, zeby uniemozliwic sobie prawdziwe
rewolucyjne dzialania. Lecz, dzieci, zaatakujcie raczej Federacje!
Zaatakujcie
Komórki! Pójdzcie okupowac biura Komitetu Centralnego! Idzcie, idzcie
koczowac
na Via delle Botteghe Oscure! Jesli chcecie wladzy, zdobadzcie przynajmniej
wladze w Partii, która jest przeciez w opozycji (choc w kiepskim stanie, z
powodu autorytetu panów w skromnej dwurzedówce, milosników litoty,
mieszczanskich rówiesników waszych glupich ojców) i teoretycznie za cel
stawia
sobie zniszczenie Wladzy. Ze tymczasem zdecyduje sie ona zniszczyc to, co w
niej
samej jest mieszczan