polonus5
20.07.06, 13:26
Nie można było wyrzucić towaru, nie można było robić przecen - opowiada
Dorota z Olsztyna. Straty na towarze miały być minimalne. To była taka
presja, że fałszowałam daty, chociaż czułam się podle - przyznaje. Nikt się
nie buntował. Wszyscy wiedzieliśmy, że jak my tego nie zrobimy to zrobi to
ktoś inny, a my zostaniemy bez pracy - dodaje Barbara.
wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,8400417,wiadomosc.html
Pracownicy Biedronek przebijali daty na towarze szybko psującym się, głównie
na rybach, serze, albo na takim, którego nie można było sprzedać, bo
przywożono w gigantycznych ilościach. Jak? Daty wycinano nożyczkami lub
przebijano inną datą, jeśli ta wcześniejsza była wyblakła, albo była słabo
wybita. Przydatności do spożycia przesuwano w ten sposób o kilka dni, żeby,
jak twierdzi jedna z kierowniczek, "nie było kryminału".
Kryminal zjadalny?!
przestepcze dzialania "Biedronki" sa typowym dowodem jak Polak oszukuje
Polaka.Poniewieramy sie nawzajem niezle:przekonanie,ze Polak swinia i
wszystko zezre jest wciaz obecne w mentalnosci wielu handlowcow i
przetworcow.Wstyd! Na rynki europejskie eksportujemy rzeczy wysokiej
jakosci,z certyfikatami kontroli sanitarnej,a w kraju handlujemy i
przetwarzamy zywnosc byle jak,bez dbalosc o jakosc i terminy spozycia.Pewnie
co tam:jedna salmonella mniej,jedna wiecej.W narodzie jest ponad 36mln
ludzi,a towar rzecz swieta.Moze by te glaby pomyslaly o racjonalnych
zamowieniach i uczciwej sprzedazy towaru?!