bozena_l
12.04.03, 14:52
Czytajcie uwaznie.
- Przyjechal na swieta (na 3 miesiace - od kiedys to swieta trwaja 3
miesiace ???)
- Przyjezdzal co roku do USA na 3 do 6 miesiecy z wizyta na swieta (Bron boze
do pracy)
- "Lubiłem ten kraj i nadal tak czuję." Czyli caly czas kocha USA mimo ze go
w kajdankach zwrocili i odebrali wize na 5 lat ...
- "dla siostry wiozłem książki i indeks z uczelni, bo chce w USA
nostryfikować dyplom" - Teraz biedna nie bedzie mogla bo przeciez poczta tego
to wyslac nie mozna ...
Straszne no nie ?
-----------------------------------
Kolejny Polak odesłany w kajdankach z JFK
Witold S. miał walizki pełne prezentów i nadzieję, że zbliżające się święta
Wielkanocne spędzi z siostrą i jej rodziną na Long Island. Podczas rozmowy z
urzędnikiem INS na lotnisku JFK w Nowym Jorku okazało się, że nie może
wjechać, bo jak zarzucił mu pracownik imigracyjny na pewno przyjechał tutaj
do pracy.
Nowy Jork, NY
Podobnie jak bohaterowie naszych poprzednich artykułów został skuty w
kajdanki i na drugi dzień deportowany do Polski.
- Przyjechałem do rodziny na święta, zamierzam zostać trzy miesiące -
odpowiedział na pytanie pracownika INS o cel i długość pobytu. Była niedziela
6 kwietnia 28- letni Witold z wizą turystyczną w paszporcie przyleciał z
Warszawy do Nowego Jorku polskimi liniami LOT.
Lepiej się przyznaj
- Samolot wylądował około 17. 15 , czekałam na brata ponad godzinę, nikt
jednak nie wyszedł. W końcu razem z mężem poszliśmy zapytać się do informacji
co się z nim stało - opowiada siostra deportowanego Polaka. - Został
zatrzymany i na pewno do was zadzwoni - usłyszała w odpowiedzi.
W tym czasie Witold S. był skrupulatnie przepytywany przez agentów urzędu
imigracyjnego.
- Patrzyli z niedowierzaniem, kiedy tłumaczyłem im, że celem mojej wizyty są
odwiedziny, śmiali się kiedy powiedziałem, że będę na utrzymaniu siostry i
jej męża - Witold S. kilka godzin po przylocie do Warszawy opowiada w
rozmowie z "Super Expressem". Kiedy na pytanie urzędnika ile zarabia szwagier
odpowiedział że około 80 tys. dol. - usłyszał, że za takie pieniądze to na
pewno rodzina nie będzie go w stanie utrzymać i niech lepiej przyzna się, że
przyjechał tutaj do pracy, bo jak nie to będzie miał poważne problemy.
Jak przestępca
Witold, absolwent wydziału konstrukcji i budowy maszyn na Politechnice
Lubelskiej na co dzień zajmuje się rolnictwem. Pomaga matce w uprawie ziemi w
lubelskiem. Do Nowego Jorku przyleciał po raz czwarty. - W 2000 roku byłem
niecałe sześć miesięcy, w 2001 około trzech. W 2002 roku też trzy miesiące.
Zawsze wracałem do kraju przed upływem ważności wizy. Nigdy nie byłem w
konflikcie z prawem - tłumaczy Witold.
Wałkowany przez INS wciąż tymi samymi pytaniami, potwierdził że pracował w
USA. - Miałem dosyć, dla świętego spokoju przyznałbym się do wszystkiego -
mówi. Pod spisanym raportem kazano mu złożyć podpis.
Skute ręce
- Potraktowano mnie jak przestępcę. Zrobiono mi zdjęcia i pobrano odciski
palców. Powiedzieli, że najbliższym samolotem LOT- u zostanę deportowany do
Polski - opowiada 28- letni Polak.
Około północy Witold S. został przewieziony na inny terminal. - Na biodrach
zapięli mi skórzany pas z metalową klamrą. Podczas transportu ręce miałem
skute i połączone łańcuchem z pasem - mówi Witold S.
Noc z niedzieli na poniedziałek spędził na plastikowym krześle. - Rozkuto mi
ręce, ale skuto za to nogi. Nie mogłem się ruszać. Czułem się jak przestępca.
Musiałem pytać, kiedy chciałem skorzystać z toalety.
Nie spałem ... rano podali mi kawę - opisuje Polak. W poniedziałek
telefonicznie skontaktował się z nim konsul RP w Nowym Jorku Cezary
Dziurkowski. Rano szwagier Witolda zadzwonił do ambasady polskiej w
Waszyngtonie skąd powiadomiono konsulat w Nowym Jorku. - Witold nie ma w tej
chwili możliwości, żeby osobiście się z wami skontaktować - siostra
zatrzymanego usłyszała od polskiego urzędnika.
To wszystko przez Busha
- Funkcjonariusz INS- u obiecał mi, że w drodze do samolotu nie będę skuty,
prosiłem żeby nie zakładali mi kajdanek bo będę wyglądał jak największy
przestępca - opowiada Polak. Samolotem LOT- u o godz. 6 40 po południu miał
zostać deportowany do Polski. Przed transportem podano mu obiad: hamburgera z
frytkami. Wejściem głównym zakuty w kajdanki i w asyście ochrony urzędu
imigracyjnego Witold S. wprowadzony został na terminal polskich linii
lotniczych na lotnisku JFK. - Nigdy w życiu nie czułem się tak poniżony.
Rodacy patrzyli na mnie, jak na przestępcę - opisuje Polak. Musiał czekać aż
wszyscy pasażerowie wejdą na pokład samolotu.
- Zobaczcie tam w Iraku polscy żołnierze walczą razem z waszym wojskiem -
skuty Polak powiedział do pilnujących go funkcjonariuszy INS. - To nie nasza
wina, taka jest nasza praca, to wszystko przez zaostrzenia Busha, to jego
pomysł - usłyszał tłumaczenia imigracyjnych pracowników. Kajdanki zdjęto mu
tuż przed wejściem na pokład samolotu. - Lubiłem ten kraj i nadal tak czuję.
Chociaż myślę, że urzędnicy amerykańscy czują się panami i królami. Będę
chciał to wszystko odkręcić, chcę zobaczyć się z siostrą - mówi. Witold S. ma
anulowaną wizę turystyczną i zakaz wjazdu do USA na 5 lat.
- Najbardziej żałuję, że nie spędzę świąt z siostrą, szwagrem z moimi
siostrzeńcami i siostrzenicą. Miałem dla nich prezenty, dla siostry wiozłem
książki i indeks z uczelni, bo chce w USA nostryfikować dyplom - opowiada
Polak.
- Kiedy będąc przetrzymywany przez INS rozmawiałem przez telefon z konsulem
Dziurkowskim obiecał mi, że postara się wszystko odkręcić, że na razie może
mi tylko współczuć - powiedział Polak.