radca
24.12.03, 16:57
" Ja jestem tylko Marcin Chudziński z Gruczna, ze zwyczajnego Gruczna.
Spacer wśród gwiazd
Z tego dnia pamiętać będzie aparat dentystyczny na zębach Kasi Stankiewicz i
szklankę piwa z wódką, którą dostał do wypicia na szczycie schodów oklejonych
gwiazdami.
Tego dnia poznał Wojciecha Manna i pierwszy raz w życiu pudrował nos.
Tego dnia los chciał, żeby zaśpiewał przed kamerami "Orła cień". Zanim jednak
zaśpiewał, miliony ludzi przed telewizorami usłyszało: - Jestem Marcin
Chudziński z Gruczna, obok którego leży Bydgoszcz. A później te same miliony
zobaczyły, jak Marcin śpiewa na zakończenie programu w duecie z Kasią
Stankiewicz .
- Jestem Marcin Chudziński. Kilka dni temu wygrałem jeden z
odcinków "Szansy na sukces". Przede mną finał - w Sali Kongresowej - teraz
tak właśnie może się nam przedstawić. - To był mój pierwszy występ w
telewizji. Kiedyś próbowałem wystąpić w "Drodze do gwiazd" w TVN, całkiem
nieźle to chyba wypadło, ale... nie zaprosili mnie. Pewnie nie mogli doczytać
mojego adresu w ankiecie. Tak niewyraźnie piszę...
Marcin śmieje się tak, że aż dziwne, że szyby z okien nie wypadają.
Kiedyś ktoś biega bez ubrania
Lubi wszystko, co jest miłe w dotyku i zawsze śpi w poprzek łóżka. Nigdy
nie wsiadłby do helikoptera, boi się szczurów, nie lubi nieprzyjemnych
zapachów i pieszych, którzy wyskakują na ulicę znienacka. Zawstydziłby się,
gdyby ktoś zaskoczył go w pokoju bez ubrania. Lubi biegać i jeździć na
rowerze. Nie robi jednak tego w Bydgoszczy, bo lepiej nie wychodzić z domu po
zmroku w dużym mieście. Bezpiecznie czuje się tylko w Grucznie.
Marcin Chudziński ma 20 lat, jest studentem drugiego roku edukacji
artystycznej na Akademii Bydgoskiej.
Wzrost i waga: 184 cm, 100 kg
Kolory: oczy brązowe, włosy czarne
Numer kołnierzyka i buta: 45
Znaki szczególne: niezmienny uśmiech od ucha do ucha
Zainteresowania: parapsychologia.
Ostatnio przeczytana książka: podręcznik do muzyki.
Co zrobić, żeby przed kamerami śpiewać
Najpierw był casting, parę tygodni temu. W niedzielę. Marcin nie jechał
daleko, bo od stancji do miejsca przesłuchań dzieliło go tylko kilka
przecznic. Bydgoska Łuczniczka, hala widowiskowo-sportowa - zaczynamy.
W pokoju prób - nerwowo. Kilkanaście osób, miejsca mało, a każdy chce
się rozśpiewać. Siostry Miękus z oddalonego o 400 kilometrów Augustowa - 22
letnia Marta, z zawodu ciastkarz, i 17-letnia Agata uczennica technikum
gastronomicznego są tak zdenerwowane, że nie pamiętają swojego adresu, który
muszą podać przed występami. Nie zapominają jednak, po co tu przyjechały: -
Chcemy śpiewać, chcemy być sławne. I tę sławę Marta wyjaśnia tak: - Ludzie
będą nas rozpoznawać na ulicy, będziemy dużo zarabiać. Jej kuzyn Leszek
potakuje: - Trzeba dziewczyny pokazać.
Marcin kilka dni później powie: - Twardo stąpam po ziemi. Żeby osiągnąć
sukces, trzeba świetnie śpiewać i mieć układy. A ja jestem tylko Marcin
Chudziński z Gruczna, ze zwyczajnego Gruczna.
Godzinę przed rozpoczęciem castingu, który trwał do późnego wieczora,
zarejestrowanych było już blisko 300 osób, w południe - koło 500. Później
była kolejna pięćdziesiątka i kolejna. Sporo, ale... Dzięki "Szansie na
sukces" na muzycznej scenie zaistniała m.in. Justyna Steczkowska i Kasia
Stankiewicz, Anna Wyszkoni - wokalistka grupy "Łzy" czy Anna Świątczak, która
jest wokalistką "Ich Troje". - A teraz my stoimy w kolejce do sławy - mówią,
ci którzy do Bydgoszczy na casting nawet z drugiego końca Polski przyjechali.
Marcin - wydaje się, że zupełnie szczerze - później powie: - Nigdy nie
wiązałem nadziei z takimi programami, chociaż wiem, że są osoby, które
dzięki "Szansie" wypłynęły. Ale to ludzie, którzy świetnie śpiewają. Ja do
nich nie należę i już.
W pokoju przesłuchań przed Elżbietą Skrętkowską co rusz pojawiają się
nowe osoby. Śpiewają utwór przygotowany przez siebie, później coś (bo tak im
pani producent każe) z repertuaru Kasi Stankiewicz. I już wiadomo - w
telewizji będzie trzeba piosenki tej wokalistki śpiewać. W połowie dnia przy
mikrofonie Marcin Chudziński staje. Śpiewa "Tango" Budki Suflera,
później "Orła cień" Kasi Stankiewicz. - Zapraszamy do programu, oto lista
utworów, które będą w programie. Ma pan na przygotowania dziesięć dni - od
razu słyszy.
O czym z Kasią S. można porozmawiać
- Szczerze mówiąc, nigdy nie słuchałem Kasi Stankiewicz. - mówi Marcin,
bujając się na małym taborecie, na środku małego pokoju, w którym większość
miejsca zajmuje ogromne łóżko (Marcin zawsze śpi w poprzek). - Mój klimat to
Budka Suflera. Uwielbiam Bajm. Wapniaki? Dla mnie Beata Kozidrak i Cugowski
to rasowi wokaliści. Kocham polskich wokalistów! Marcin tak podskoczył
radośnie na taborecie, że o mały włos, a kontynuowałby rozmowę leżąc na
podłodze. - Ale co prawda to prawda - kiedy usłyszałem, że w programie znajdą
się utwory takie jak "Ruchome piaski", to skrzywiłem się. Bałem się, że nie
poradzę sobie z kobiecą tonacją.
Dla niektórych śpiewanie piosenek Stankiewicz to obciach. Dla niego -
zaszczyt. - 98 procent Polaków ją zna! - przeżywa Marcin. Rozmowa z nią po
programie, ba - nawet zobaczenie tylko, ale na żywo - było tak wielkim
przeżyciem...
- O czym rozmawialiście? - pytam.
- Uffff, nie pamiętam - odpowiada.
Kiedy nagranie w trakcie, a tobie chce się spać
Do Warszawy na nagranie wyruszyli skoro świt: on, o cztery lata starsza
siostra, ciocia i kuzyn. O godz. 12 - próba, o 14 - makijaż (- Ale tylko
pudrowali! Nikt mi nie malował rzęs! ) i nagranie. Zawodników jest sześciu.
Kiedy jedna osoba śpiewa, reszta siedzi w kawiarence i nie wie co, w studio
się dzieje. Mann ciągnie za wstążeczki z kartkami, na których napisane są
tytuły utworów. Kasia Stankiewicz z chłopakami z zespołu przysłuchuje się.
Rzadko z uśmiechem na twarzy - na zębach ma aparat dentystyczny. Przedostatni
wchodzi Marcin. - Skąd jesteś? - pyta pan Wojtek. - Z Gruczna koło którego
leży Bydgoszcz. Na podłogę spada kartonik z hasłem "Orła cień". - Było
wiadomo, że w końcu nadleci - mówi Mann.
Marcin śmieje się, wygląda na niezwykle ożywionego. Kilka dni później
jednak powie: - A mnie tak chciało się spać, że już nie miałem ochoty
śpiewać! Ja po prostu zasypiałem na stojąco! Kiedy stanąłem przy mikrofonie,
to tak, jakby ktoś mnie z łóżka wystawił i kazał od razu śpiewać. Tak mi się
stres objawił, po prostu.
- Ale z ripostami nie miałeś problemu.
- Ale wszystkie zdania zaczynałem od - no więc. To "no więc" w kółko
powtarzałem.
Wracają do nagrania...
Marcin prosi o taśmę profesjonalną, łapie za mikrofon, śpiewa. Nie tak
jak jest w oryginale. Po swojemu. Zbliżenie na Kasię Stankiewicz - ma ręce
złożone jak do modlitwy, oczy wbite w Marcina. Oklaski, a po jeszcze jednym
występie - ogłoszenie wyników. Zwycięzca śpiewa ze Stankiewicz w ducie.
- Nie przypuszczałem, że wygram. Naprawdę! - zarzeka się teraz. Jedyne o
czym myślałem, to żeby nie przynieść wstydu moje wsi i uczelni. To byłoby
dopiero, gdyby student edukacji artystycznej zafałszował! Dlatego przed
wyjazdem do Warszawy chodziłem po cmentarzu ze zniczami, modliłem się do
zmarłych z mojej rodziny. Żeby tylko wstydu nie było.
Kiedy inni ci zazdroszczą i robią głupie uwagi
- Zauważyłem, że moi bliscy bardzo ten mój debiut w telewizji
przeżywają. Bo w telewizji, bo w szansie i w ogóle... Cieszą się, bardziej
niż ja - mówi poważnie. - Dla innych? Już samo to, że wystąpiłem w telewizji,
jest dla niektórych czymś, czego można mi zazdrościć. To wydaje się niektórym
tak trudne do zrealizowania, tak nieosiągalne... Tak jakby wystąpienie w
telewizji od razu robiło z ciebie gwiazdę. I że ty będziesz zachowywał się
jak gwiazdor. A to jest konkurs po prostu i już.
Robi się poważny i nawe