Gość: kasiascarlet
IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl
04.05.04, 18:06
Myślę, że każdy na tym forum powinien przeczytać mój artykuł, na którego
powstanie wpłynęło doświadczenie moje, jak i innych.
Minęły kolejne Święta. Był to czas wyciszenia, radości, zabawy
i objadania się jednocześnie. Minął i Sylwester, Nowy Rok, co wiąże się z
porządnym rachunkiem sumienia, przeanalizowaniem wszystkiego, co zrobiliśmy,
bądź czego nie zrobiliśmy do tej pory i wystawienia sobie oceny
końcowej. I tak z bagażem wiedzy o sobie, a zarazem pustymi walizkami
wybraliśmy się w podróż w 2004 rok. Nowy rok, to i noworoczne postanowienia.
Może tym razem pora popracować nie nad ulepszaniem swej osoby, lecz nad
akceptacją tej, którą chcemy na siłę zmieniać. Może warto chociażby spróbować?
Po przeprowadzeniu ankiety wśród bielskiej młodzieży doszłam do
wniosku, że większość chowa się pod skorupą powierzchowności. Natomiast pod
twardą, niedostępną nawierzchnią znajdują się wrażliwe dusze
złaknione bliskości drugiego człowieka. Pozbawione są wiary w swą wartość i
wstydzą się własnego JA. Lecz nie zawsze tak musi być. Ale jak zostać
Kolumbem własnej duszy? Nie ma na to gotowej recepty. Lecz pozwolę sobie na
udzielenie kilku cennych wskazówek.
Aby zwalczyć podupadające poczucie wartości należałoby najpierw
odnaleźć przyczynę owego stanu. 90% społeczeństwa za skupisko swych
niedoskonałości uważa własne ciało. W dzisiejszym świecie rzadko znajdzie się
ktoś, kto jest w stanie stwierdzić, że jest ono zmysłowe. Ów stan
rzeczy wywołany jest brakiem zrozumienia tego pojęcia. Aczkolwiek zmysłowy
nie oznacza atrakcyjny, czy też seksowny. Bowiem każde ciało, bez
względu na wygląd jest zmysłowe. Ono czuje, słucha, patrzy i jest
wrażliwe na dotyk. Dlatego też powinniśmy zadbać o swe zmysły, które do tej
pory zostały zaniedbane. W tym celu należałoby sprawić sobie od
czasu do czasu drobną radość tak dla duszy, jak i ciała. Aby
osiągnąć dobre samopoczucie potrzebujemy kolorów, barw, przypraw, bo przecież
radość nie jest mdła i niewyraźna. Trzeba nauczyć się smakować każdy dzień,
każdą chwilę, nie gubiąc jej na bezsensowne użalanie się nad drobnymi
mankamentami urody.
Zadowolenie z siebie. To ono spędza nam sen z powiek. Gdyby
zastanowić się nad tym, co sobie zarzucamy, to dziewczęta uważają, iż
najpierw są za chude, potem za grube, a w końcu będą za stare. Czy tego
właśnie chcecie? Koncentrując się na tym, co jest „tam i potem”
zapominamy o „tu i teraz” gubiąc kolejną sekundę naszej kruchej egzystencji.
Większość z nas skupia się na tym, czego nie mamy, a nie na tym, jacy
jesteśmy. Nieustannie porównujemy się z powszechnie przyjętymi
stereotypami zadręczając się pochopnie wysnuwanymi wnioskami. Pytanie tylko:
Czy to wszystko ma sens?
Wiadomo, że każdy z nas bez względu na wiek, płeć, czy poglądy- chce
i „lubi” się podobać. Lecz zakompleksione zwierzątka zamieszkujące nasze
dusze i wyśpiewujące: to ja, twoja depresja doprowadzają do samowolnego
skreślenia siebie jako osobników atrakcyjnych dla płci przeciwnej. A zasada
jest prosta. Aby podobać się innym, najpierw trzeba spodobać się sobie.
Odkryj swój kapitał, podłoże i walory, które zostały ci złożone w
ofierze. Koncentruj się na pozytywach nie ignorując negatywów. Natomiast wad
nie należy wyolbrzymiać, a tym samym podporządkowywać im styl bycia. Z
drugiej strony nie wolno ich ukrywać, gdyż cała sztuka nie polega na dobrym
kamuflażu, jedynie na zrównoważeniu ewentualnych niedoskonałości z
dobrodziejstwem natury. Pełen sukces polega na wypośrodkowaniu.
Każdy z nas jest piękny sam w sobie, sam dla siebie i sam to niszczy.
Tekst ten nie pełni funkcji dowartościowującej, lecz mobilizacyjną. Zamiast
przyjmować dziesięć morderczych postanowień i odrzucać je wraz z biegiem
czasu, warto byłoby skupić się na tym jednym, najważniejszym. Bo nie hańbi
przyznanie się do swoich niedoskonałości, lecz brak pracy nad
nimi.