Dodaj do ulubionych

ile mam jeść

04.01.05, 14:51
Jestem chora na anoreksję od 2 klasy szkoły podstawowej. Teraz jest w miarę
dobrze, staram się jeść normalnie, tyle tylko że ja już zapomniałam co to
jest normalność-albo tyję 13kg w szpitalu w przeciągu miesiąca albo powoli
chudnę w domu. Obliczyłam moje zapotrzebowanie kaloryczne na ok. 1600 kal
dziennie, wydaje mi się jednak to nieprawdą. Obserwując moją starszą siostrę
mam wrażenie, że ona je bardzo mało, za mało. Innym razem staram się jeść tak
jak mama, to znowu za durzo...nie wiem co robić. Są może jakieś tabletki, nie
nie na odchudzanie, tylko takie(byłby to chyba jakiś cud) które "trzymają"
wagę, tzn. jesz co chcesz (w miare normalnie) i nie tyjesz. Proszę o jakąś
radę.
Obserwuj wątek
    • fotkaa Re: ile mam jeść 04.01.05, 17:25
      Jak widzisz, ze twoja siostra je za malo, twoja mama za duzo spróbuj pomiedz<y,
      moze to bedzie ci odpowiadac. Nie mysl o tabletkach.
      • palom Re: ile mam jeść 04.01.05, 17:55
        podaj swoje gg
        • eljad21 Re: ile mam jeść 08.01.05, 21:35
          Przepraszam, że teraz odpisuję. Nie mam gg, oto mój mail: eljad21@poczta.onet.pl
    • to_ona Re: ile mam jeść 09.01.05, 14:04
      pisałaś, że leżałaś w szpitalu, a nie miałaś kontaktu z dietetykiem?
      • eljad21 Re: ile mam jeść 09.01.05, 17:34
        W jednym ze szpitali w Sosnowcu obowiązywała taka zasada- wyjdziesz jak
        przytyjesz do dobrego BIM, więc te dziewczyny które się złamały obżerały się do
        granic możliwości, by jak najprędzej opuścić placówkę i znów schudnąć. Poznałam
        tam też parę osób, które przytyły i jakoś się trzymają, tzn.chudną ale mało.
        Drugi szpital (nie podam nazwy, gdyż ośmielam się twierdzić, że dyrekcja
        mogłaby się zemścić) był torturą. Wpychano w nas ogromne ilości jedzenia ( nie
        nie mówię tego przez pryzmat choroby). Do każdego posiłku dostawaliśmy
        dodatkową szklankę słodzonej cherbaty, soku lub kompotu. Na podwieczorek oprócz
        podstawy np.16 ciastek dużą bułkę posmarowaną masłem i przeważnie dżemem, kiedy
        na drugie śniadanie były ciastka anorektyczki dodatkowo dostawały bułkę +
        dodatki.O 9 piliśmy jednego nutridrinka(300 kacl) + szklankę cherbaty. Obiad
        składał się z 4 chohli zupy i drugiego dania( m.in 8 ziemniaków). Wywierano na
        nas wiwlką presję, np. jak na talerzu zostanie jeden okruszek (nie przesadzam),
        czy trochę sosu-dokładka, spóżnienie na posiłek- dokładka, za długie jedzenie
        (np.podwieczorek do 10 min)dokładka. Jeżeli coś ci nie smakowało trudno, czasem
        szynka była tak poprzerastana, że musieliśmy ją łykać w kawałkach. Spotkałam
        się tam jeszcze z większym absurdem- kiedy mnie tam przyjeli miałam zasuszony
        żołądek- to nic . Napoje trzeba było pić o stałych porach bez wyjątku. Tak więc
        kiedy miałam zjeść obiad (tak jak wyZej napisałam)po prostu nie mogłam.
        Jedzenie(dosłownie ) wychodziło mi buzią. Zwymiotywałam się do otworu gębowego
        i musiałam to połknąć!!!!!!!!!!!!!!!!Straszyli że jak zwymiotuję to będę
        musiała jeść od nowa> Następnego dnia na obiad był GOTOWANY kurczak, trzeba
        było zjeść SKÓRĘ. Nie chciałam. Zmiksowali mi to i nakarmili( nie przez sądę-
        zatykali nos), były tam chrzęsty itp. Kiedy to połykałam czułam oślizgłą skórę
        i tłuszcz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Po zjedzeniu znienawidziłam swoje ciało,
        chciałam z niego uciec, chciałam z kimś porozmawiać...Nie pozwolili mi dzwonić,
        a psycholog przyszedł na 5 min. Kiedy to piszę wszystko mi się przypomina,
        płaczę. Może mi nie uwieżycie w to trudno uwieżyć.Rodzice. Kocham ich i
        przeklinam, a jednocześnie dziękuję. Dziękuję że mnie ratują, nieważne czy
        robią to dobrze, oni chcą żebym żyła
        Przygoda (jak to można nazwać przygodą) na pozór jest bardzo łatwa i
        egoistyczna, ale w gruncie rzeczy zżera Cię powoli. Żżera tam odśrodka, a
        najgorsze jest to że ty chcesz, ale nie potrafisz zasypać jej śladów.
        Kończę, bo mam się uczyć historii, a jakbym miała opisać to wszystko czego
        doświadczyłam, o czym myślałam, co robiłam na sprawdzian bym wogóle nie poszła,
        bo zagrakłoby mi czasu.... W gruncie rzeczy wyszłaby z tego całkiem niezła
        książka:)-akcent optymistyczny na pożegnanie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka