02.05.05, 19:26
Prawda jest taka, że ja jestem osobą cholernie niesamodzielną. Chyba rodzice
za bardzo się o mnie troszczyli w dzieciństwie. Robili za mnie kompletnie
wszystko - pisali wypracowania, rozwiązywali zadania... To co ja zrobiłam
zawsze było złe. Obecnie mam 18 lat i nie potrafię sama nic zrobić, każde
działanie (chociażby pójście do fryzjera) stanowi dla mnie ogromny sters. I
wolę żeby w takiej sytucji (tzn. jak coś próbuję sama załatwić) nikt mnie nie
widział (nie wiem dlaczego). Latwiej mi jest w niekończoność odkładać
realizację swoich marzeń na później (później to znaczy oczywiście jak
schudnę). Kompletnie nie wiem co lubie a czego nie, nie wiem co mi się
podoba. Nie potrafię mówić o sobie. Próbuję się otworzyć przed moją
przyjaciółką, która jest najwspanialszą osobą na świecie, ale bardzo ciężko
mi to idzie. To dla mnie duży postęp, że zdecydowałam się napisać na forum,
na które notebene zaglądam już od bardzo dawna. Proszę więc niech ktoś mądry
mi odpisze i powie co robić.
Obserwuj wątek
    • marenta Re: o sobie 03.05.05, 14:25
      wypisz sobie w punktach wszystko co byś chciała robić
      a potem się zastanów czego się bardziej boisz tego jak jest ci teraz czy tego
      jak byś się czuła gdyby ci się nie udało (zglebiłabyś się przed fryzjerką itp).
      może bardziej warto się potykać, ale iść naprzód niż stać w miejscu
      • grubcia5 Re: o sobie 03.05.05, 19:31
        hmmm no dokladnie...najwazniejsze to probowac...wiadomo ze niezawsze sie
        uda...pewnie bedzie ciezko ...ja mialam tak samo byle kupno bluzki a ja sie
        robilam czerwona jak burak..ale kupowalam i kupowalam az sie z tego po czesci
        bo nie do konca wyleczylam:) wiec naprawde jedyny sposob to stawic temu
        czola...przeciwstawic sie temu no bo jak inaczej? musisz zyc a zycie bedzie
        latwiejsze...
        • achula Re: o sobie 04.05.05, 09:14
          Problem rodziców...właśnie,oni czasami nie wiedzą jak bardzo krzywdzą swą
          nadopiekuńczością,nadmiarem miłości,odsówaniem od problemów świata i dnia
          codziennego.Dochodzi do tego ,że boimi się siebie,ludzi,przeraża nas brutalna
          rzeczywistość,a jednocześnie pragnenie pełnego uczestnistwa w tym życiu
          powoduje jest wielkie.Mowisz-kiedy schudnę -i to jest podstawowy problem!Nie
          zmierzysz się ze swiatem udając,że od wagi zależy pełne uczestnictwo w
          prawdziwym życiu.Kontrola nad ciałem,samokontrola,pozorna władza nad sobą
          doprowadzi tylko do jeszcze większego osamotnienia i wyizolowania.
          Musisz uwierzyć w siebie.Kroczek po kroczku uczyć sie samodzielności nawet jak
          błędne decyzje będą bolesne.Przede wszystki musisz bardzo poważnie porozmawiac
          z rodzicami,na pewno nie będzie to łatwe,ale kochają Cię i muszą wiedzieć,że
          podstawą sczęścia i normalności jest odpowiedzialność za własne życie.
          • marenta Re: o sobie 04.05.05, 17:17
            i nie bój się odrzucenia przez rodziców, sama o sobie decyduj
        • marenta Re: o sobie 04.05.05, 17:14
          dobrze Ci idzie:) skupiasz się na właściwych rzeczach, wsłuchaj się w siebie i
          wybaczaj sobie, można być bezbronnym ale jednocześnie silnym. ODWAGI
    • malutka444 Re: o sobie 23.05.05, 00:27
      powiem Ci ze tez mialam taki okres w zyciu, zamknieta w sobie, odizolowana do
      swiata, zagubiona, nie wiedzaca czego chce, szara myszak, "tylko zeby nikt mnie
      nie zauwazyl"...potem nagle sie to zmienilo...chyba zalezy to od ludzi ktorych
      spotkasz ale tez od ciebie...nie mozesz traktowac swiata i innych ludzi jako
      intruza...nie boj sie wychodzic do ludzi! to jest lekarstwo na wszytsko...a
      jesli chodzio zainteresowania, to u mie wyklarowaly sie z czasem... porobuj
      roznych rzeczy nawet jesli na poczatku przyprawia cie o nemaly stres, w koncu
      znajdziesz jakas "zajawke" a moze to taki wiek? i kazdy przechodzi taki okres?
      • amelka201 Re: o sobie 23.05.05, 08:42
        Mam ten sam problem z rodzicami.Mama wiecznie obecna w moim
        życiu,nadopiekuńcza,troche zaborcza.Teraz mam 20 lat,jak chce robic cos po
        swojemu,wbrew jej zdaniu mam wyrzuty sumienia.Jak zaczelam dojrzewac czulam sie
        jak pies spuszczony z lańcucha.Pełno glupich rzeczy przychodzilo mi do glowy
        ktore zaraz wprowadzalam do realizacji.Wyraz buntu.Czasami rzeczywistosc mnie
        przytlacza,tak samo boje sie wyjsc gdzies ,zalatwic najnormalniejsze w swiecie
        rzeczy.Przeraza mnie to i czuje straszny stres.Czasami chcialabym uciec stad,od
        rodziców i zaczac zyc samodzielnie
    • fiona84 Re: o sobie 23.05.05, 19:54
      Czy to jest jakas prawidlowosc, ze dziewczyny z ED maja zaborcze matki? Bo juz
      sama nie wiem, czy to gdzies przeczytalam, czy wysnulam taka teorie na
      podstawie wlasnego dziecinstwa?
      Nie wiem, czy powinnam to pisac, nie zachecam wcale do buntu... Ale
      moje 'przeciecie pepowiny'- uniezaleznienie mojego stanu psychicznego od
      aktualnego humoru mojej mamy, bylo waznym krokiem w przezwyciezaniu
      anoreksji... Bardzo pomogla mi wtedy siostra (mieszkalam u niej przez ok. 3
      miesiace, naprawde bylo to ogromnym krokiem w kierunku 'normalnosci')
      Powtorze jeszcze raz- nie zachecam do buntu, bo kontakty z matkami sa wazne.
      Ale warto uswiadomic sobie, ze mama to tez tylko czlowiek i nie zawsze ma
      racje... Na pewno nie wtedy, gdy probuje wpedzic w kompleksy lub sie po
      prostu 'wyladowac' na ktoryms z domownikow... ;( Przemoc psychiczna jest zlem,
      na ktore nie musimy sie wcale godzic!
      • stokrotka_88 Re: o sobie 23.05.05, 20:39
        Nie zgadzam się z tą teorią.Ja niby też czytałam,że anoreksja występuje w
        rodzinie,w której panuje nadopiekuńczość,pilnowanie,zaborczość.Do mojej rodziny
        taki opis nie pasuje.Do mamy tym bedziej.
        Moja mama jest naprawdę spoko,w sumie ona jest luzaczką i nie stara się
        narzucać nam tego,co mamy robić.Zawsze było tak,że dawała nam wolną rękę
        (oczywiście,gdy wiedziała,że sobie poradzimy)i zawsze chciała,byśmy uczyły się
        wszystko załatwić same,byśmy w przyszłości były samodzielne.Idzięki temu
        załatwienie jakiejś sprawy nie sprawia mi trudności.
        Jeśli chodzi o jedzenie,to tutaj także looz.Nieraz mama robiła "byle co"na
        obiad w ostatniej chwili,zajadała się z nami(ja+moja siorka)słodyczami,ale
        oczywiście też dbała,byśmy jadły i zdrowe rzeczy.Ale mówię,we wszystkim looz.
        Tak więc widać,żę nie jest to regułą.Ja już dawno zauważyłam,że moja rodzina
        jest daleka od modelu"książkowego".I to może trudniej,bo nie wiem w dalszym
        ciągu co wywołało moją chorobę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka