Dodaj do ulubionych

załamka...

18.02.08, 18:00
Nie wiem jak dlugo juz mam ten problem(moze to już 4 lata-jak ten
czas leci)...Zaczeło sie od zwyklego dbania o zdrowie-chciałam
utzrzymac dobrą sylewetke,miec ładne mięsnie...itp.I tak było-
zrealizowałam swoje plany...byłam zadowolon,spełnione ale jednak
wciąż coś mi nie pasowało...Bałam sie jeśc za duzo,mimo iz
uprawiałam sport przerażało mnie że moge z dnia na dzien
przytyc...Wstydziłam się jeśc przy ludziach-bo uwazałam ze patrza na
mnie jak na grubaske która sie objada...W sumie z dnia na dzień
wszystko staneło do góry nogami...Zaczełam wciskac w siebie co
popadnie..Moje objadanie sie nie miało końca.Ciągle
opuchnienta,nienajedzona,bojąca sie wyjsc z
domu,smutna,cierpiąca...i mogłabym tak wymieniac i wymieniac...Tak
wygladało moje życie...W zeszłym roku o tej porze wyjechałam na pół
roku do innego kraju i wszystko powróciło do normy-dawna sylwetka
ponownie pojawiła sie w lustrze no i usmiech na twarzy
powrócił...Ale w głowie nic sie nie zmieniło...Ciągły lęk przed
przytyciem-analiza tego co zjadłam,wypiłam,plany co będę jadła...Ale
było ok...Podobało mni sie wtedy-byłam pewna że dam rade utrzymac to
co "posiadam"...Nie udało sie...Po powrocie do Polski napady
powrociły...Załamałam sie całkowicie,ale nie mogłam tak zyc bo
wiedziałam ze jestem zmuszona sie ruszyc z domku bo studia
czekaja...Starałam sie nad sobą panowac ale keidy wracałam do
rodzinnego domku nie mogłam sie opanowac-jadłam,jadłam,jadłam...a
potem wyrzuty sumienia,płacz i panika...Postanowiłam isc do terapeuty
(to nie był mój pierwszy)i poprosic o pomoc...Trafiłam na bardzo
sympatyczna kobietę na której spotkania nadal uczeszczam...Troszkę
sie moje myślenie zmieniło...ale najgorsze jest to ze pozwalam
czasami sobie za wiele,bo wiem że jak pójde na spotkanie to nie
usłysze słowa krytyki...wiem że mnie zrozumieją i pomoga-ale to nie
jest dobre bo nie mam samozaparcia ktore miałam wczesniej...Ale bede
sie starac to zmienic bo kompulsywne objadanie sie mnie keidys
wykończy...a tego nie chce...W sumie pisze to bo dzisiaj miałam dwa
napady:rano i podczas obiadu...własnie wyszłam z łazienki w której
sie wypłakałam bo ten problem mnie przerasta...Dzieki za możliwośc
wyrzucenia tego co mnie dreczy na zewnątrz...:)
Obserwuj wątek
    • karola.ragga Re: załamka... 18.02.08, 20:23
      nie usłyszysz słowa krytyki?! to dziwne u mnie na
      spotkaniachotwarcie mówiliśmy że to jest głupie i co za tym idzie
      dawało to jakiegoś kopa że mam tego nie robic bo ludzie gorzej
      patrzą na to co robie niż na moje wałki na brzuchu...I ogólnie wiele
      ostrych słów ze strony terapeuty i grupy pomogło mi z tego wyjśc-
      zrozumiec do czego to prowadzi i że jak nie przestane sięgne dna.Z
      drugiej strony zobacz już ci sie udało,pokaż że potrafisz jeszcze
      raz.życze powodzenia.I niech to pieprzone jedzenie nie zniszczy ci
      życia.nie warto.
      • olen-cja7 Re: załamka... 19.02.08, 22:12
        dzieki za wypowiedzenie swoje zdanka...Dla sprostowania nie chodze
        na spotkania grupowe poniewaz termin mi nie odpowiada takze spotykam
        sie jedynie z terapeuta-jest badzo sympatyczna i mówi mi w jaki
        sposób i co powinnam w sobie zmienic.Analizuje to bardzo dokładnie i
        w ten dzien keidy jestem po wizycie staram sie na maxa ale pozniej
        wszystko powraca...Moim problemem jest przede wszystkim to ze nie
        umiem sie otworzyc pzred ludzmi,wypowiedziec tego co
        czuje,myśle....Zawsze wyobraża mi sie że bede sia na mnie patrzec
        jak na kogoś z innej planety...Wiem ze to głupie i niemądre...nie
        musicie mi tego pisac...ale to jest silniejsze ode mnie...Mam
        nadzieje ze kidyś to minie i wszystko bedzie ok...:D Dzisiaj znowu
        sie objadłam nie mogłam sie powstrzymac.Zdawałąm sobie sprawe ze zle
        robie ale to nade mna gorowało...:(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka