Gość: poseł nowak
IP: *.sejm.gov.pl / *.sejm.gov.pl
30.01.04, 18:27
Strzeż się biegłego psychiatry
Zdaniem wybitnego psychiatry, Jerzego Pobochy, w polskich
szpitalach psychiatrycznych przymusowo zamkniętych jest
100-200 osób, które nigdy nie powinny się tam znaleźć.
Powód? Niekompetencja i korupcja wśród biegłych psychiatrów
Sądowi biegli psychiatrzy mają wielką władzę. Jednym podpisem mogą
zdecydować, czy ktoś pozostanie wolny, czy spędzi kawał życia w zamkniętym
szpitalu psychiatrycznym. Tym samym podpisem mogą sprawić, że kary uniknie
przestępca.
Tymczasem autorytety polskiej psychiatrii biją na alarm: w Polsce spora część
biegłych psychiatrów to ludzie niekompetentni lub skorumpowani.
NASTAWIENIE DO ORGANÓW
Zenon W. z Końskich nie mógł doczekać się wyegzekwowania wyroku
przywracającego go do pracy. Zdenerwowany napisał obraźliwe dla sędziego
pismo. Przeciwko W. – jako podejrzanemu o znieważenie sędziego – wszczęto
śledztwo. Prokurator postanowił sprawdzić, czy mieszkaniec Końskich w czasie
pisania obraźliwego pisma był w pełni władz umysłowych. Badanie polegało na
rozmowie z podejrzanym. Biegli psychiatrzy – Jacek Musiał i Piotr Mistarz –
stwierdzili, że Zenon W. cierpi na zespół paranoiczny.
Sąd, powołując się na badanie, zdecydował wysłać Zenona W., któremu groził
najwyżej wyrok w zawieszeniu lub grzywna, na przymusowe leczenie w szpitalu
psychiatrycznym. Żeby go tam umieścić, musiał dowieść, że czyn, jaki popełnił
W., charakteryzował się znaczną szkodliwością społeczną.
W uzasadnieniu sąd napisał: „Czyn zarzucany podejrzanemu charakteryzuje się
znaczną szkodliwością społeczną, na którą składa się rodzaj i charakter
naruszonego dobra w postaci dobrego imienia, umiejętności i kwalifikacji
osoby pokrzywdzonej, która piastuje poważne stanowisko i nie można pozwolić
na to, aby bezpodstawnie godzić w jej osobę. (...) Podejrzany, analizując
całą sytuację, nie potrafił i nie potrafi do chwili obecnej wyciągnąć z tego
wszystkiego właściwych wniosków zmierzających do zmiany w swoim nastawieniu
do organów wymiaru sprawiedliwości, co może prowadzić do dalszych negatywnych
skutków w odbiorze społecznym zasad funkcjonowania, tak ważnej jednostki,
jaką jest Sąd”.
– To absurd. Prawo obywatela do negatywnego stosunku do wymiaru
sprawiedliwości wynika jasno z konstytucji. Rozpoznawanie paranoi w Polsce
jest ewidentnie nadużywane – komentuje uzasadnienie Jerzy Pobocha, znany
polski psychiatra.
W. miał to szczęście, że trafił do walczącego z nieprawidłowościami w
psychiatrii posła Zbigniewa Nowaka. Sprawą zajęli się najlepsi lekarze.
Psychiatrzy Danuta Hajdukiewicz i Zenon Kulka oraz psycholog Teresa Gordon
stwierdzili, że W. nie jest chory, zakłócone są jedynie jego czynności
psychiczne – nie ma więc potrzeby zamykać go w szpitalu.
W „GP” (nr 50 z 11 grudnia 2002 r.) opisaliśmy sprawę Piotra Trznadla, byłego
współpracownika Andrzeja Leppera, który został umieszczony w szpitalu po
konflikcie z sąsiadem. Jego przypadek omawiano na konferencjach
psychiatrycznych. Jerzy Pobocha jest pewien, że w sprawie Trznadla mieliśmy
rację. – Paragraf, za który sądzony był Piotr Trznadel, w ogóle nie
kwalifikował się, żeby kierować pana Trznadla na badania – mówi.
W wyniku skandalu, jaki wywołał nasz artykuł, faszerowany lekami
psychotropowymi Trznadel wyszedł na wolność. Sąd Okręgowy wkrótce umorzył
jego sprawę.
NIE ROZUMIAŁ,
ŻE ŻĄDA ŁAPÓWKI
Opinia biegłych stwierdzająca niepoczytalność, która mogła złamać życie
Zenonowi W., uratowała przed wysokim wyrokiem słupskiego lekarza.
Wiesław P. był ordynatorem okulistyki w słupskim szpitalu. Miał opinię
świetnego fachowca. Nadszarpnęła mu ją prokuratura, która postawiła lekarzowi
aż 85 zarzutów. Ustaliła m.in., że doktor żądał za operację łapówek,
nakłaniał pacjentów do zakupu drogich, niezbędnych do przeprowadzenia
operacji soczewek kontaktowych, które następnie przywłaszczał, że szpitalne
łóżka zajmowali prywatni pacjenci ordynatora – kosztami ich leczenia P.
obciążał kasę chorych.
Wiesław P. najpierw na kilka miesięcy się rozchorował. Gdy skończyło mu się
zwolnienie, pojawił się u prokuratora z opinią psychiatryczną lekarzy z
Kocborowa. Wynikało z niej, że były ordynator jest niepoczytalny i był taki w
chwili, gdy popełniał zarzucane mu przez prokuraturę czyny.
Prokuratura wysłała go na ponowne badania. Niepoczytalność P. potwierdzili
słupscy i gdańscy biegli psychiatrzy. Ich zdaniem, w czasie żądania łapówki,
lekarz miał zniesioną poczytalność, zniesioną zdolność rozumienia swoich
czynów i pokierowania swoim postępowaniem. Jednym słowem – nie rozumiał, że
żąda łapówki.
PRAŁ BRUDNE PIENIĄDZE,
BO BYŁ NIEPOCZYTALNY
„Gazeta Polska” dotarła do statystyki dotyczącej umorzeń postępowań z powodu
stwierdzenia niepoczytalności w śląskich prokuraturach. Dzięki takiej opinii
biegłych do więzienia nie trafili m.in. oskarżeni o pranie brudnych
pieniędzy, fałszerstwa, łapówkarstwo, sutenerstwo i czerpanie stałych zysków
ze stręczycielstwa.
* W Prokuraturze Okręgowej w Bielsku-Białej i podlegających jej prokuraturach
rejonowych z powodu niepoczytalności sprawcy umorzono postępowanie przeciwko
funkcjonariuszowi publicznemu podejrzanemu o to, że bierze łapówki, a także
przeciwko osobie podejrzanej o wyłudzenie kredytu za pomocą fałszywych
dokumentów.
* W Prokuraturze Rejonowej w Cieszynie z powodu niepoczytalności umorzono
sprawę osoby, która złamała ustawę o oznaczaniu wyrobów alkoholowych znakami
skarbowymi akcyzy, a także trzy sprawy osób, które podrabiały lub przerabiały
dokumenty.
* W Częstochowie kary uniknęli sprawcy doprowadzenia innej osoby do
niekorzystnego rozporządzenia mieniem, zagarnięcia mienia społecznego oraz
wyrębu drzewa, ojcowie uchylający się od płacenia alimentów, kierowcy
jeżdżący samochodem po pijanemu.
* W Zawierciu jeden niepoczytalny kradł i obiecywał łapówkę, inny spowodował
wypadek i uciekł z miejsca zdarzenia.
* W Gliwicach odpowiedzialności uniknęli sprawcy oszustw, paserstwa, wyrębu
drzewa oraz niepłacenia alimentów.
* W Wodzisławiu Śląskim pewien niepoczytalny uprawiał sutenerstwo, zaś inny
jeździł samochodem po pijanemu.
* W Piekarach Śląskich ze względu na niepoczytalność oskarżonego prokuratura
zrezygnowała z oskarżania osoby, która podrabiała pieniądze.
* W Chorzowie niepoczytalny prał brudne pieniądze.
* W Mysłowicach – łamał ustawę o wyrobach spirytusowych.
* W Katowicach niepoczytalny urzędnik ujawnił tajemnicę państwową. Inny
niepoczytalny obywatel uczynił ze stręczycielstwa swoje stałe źródło dochodów
oraz był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Jeszcze inny uprawiał
paserstwo, był włamywaczem, podrabiał dokumenty.
PACJENCI SPECJALNEJ KATEGORII
W jednej ze swych publikacji Jerzy Pobocha opisuje cztery przypadki, w
których uznani za niepoczytalnych przestępcy uniknęli odpowiedzialności
karnej. Zarzucano im wyłudzenie kredytów na ok. 45 mld zł, sprzedaż
kradzionych samochodów o wartości ok. 15 mld zł, handel amfetaminą,
wyłudzenie nienależnego podatku VAT na sumę ok. 20 mld zł.
Badani przez biegłych psychiatrów opowiadali o swojej depresji:
przygnębieniu, bezsenności, braku apetytu. A mimo to opuszczali szpital na
wielokrotne, długie przepustki, które były im udzielane nawet w dwa dni po
przyjęciu do szpitala. W jednym z przypadków pobyt 2-miesięczny był w istocie
pobytem 2-dniowym: „chory” pojawił się w szpitalu dwa razy – raz, gdy go tam
przyjmowano, drugi, gdy zwalniano do domu. Wszyscy mówili o przygnębieniu,
ale nie mieli poczucia winy, nie domagali się dla siebie kary. Przeciwnie –
stale udowadniali swą niewinność, żądali zwolnienia z aresztu.
Badaniom z reguły towarzyszyły próby „docierania do biegłych” przez członków
rodzin opiniowanych, pracownika uniwersytetu, akademii medycznej czy lekarza,
który