an-nah
19.07.02, 20:09
W dzisiejszej Wyborczej przytoczono rozmowę pań z
magistratu, którew sekretariacie mierzyły bluzkę...
Otóż mnie przytrafiła się podobna historia. Byłam w
poniedziałek wpisać sie na studia. Wchodzę do
sekretariatu germanistyki, staję przy "ladzie" i
czekam... panie najpierw rozmawiały o sprawach
zawodowych (poroblemy z przetłumaceniem testamentu
pisanego gotykiem), więc nic nie pisnęłam, ale potem
jedna zaczęła pokazywać drugiej, jakie jej się
zgrubienia zrobiły na palcach, czy to może reumatyzm i
do jakiego lekarza się z tym zgłosić. Boże Wielki! Mam
się z nimi użerać następne pięć lat? Ja rozumiem, że w
takim sekretariacie za biurkiem jest nudno, ale rany
boskie, dobre pięć minut trwało, zanim skończyły! Ja
stoję, za mną kolejka, a te o reumatyzmie. Wystarczyło
wziąć pieniądze i papiery... konsultować mogłyby się
puźniej.