najszczesliwsza
13.06.09, 21:10
Znalazłam się w trudnej sytuacji, to chwilowe, do wypłaty po 1 lipca...
Chcę wszystko opisać jak jest, ale boję się, że coś pominę.
Mieszkamy z mężem i półtorarocznym synkiem, utrzymujemy się z pensji męża 1276
zł brutto, z rodzinnego i z mojej pracy społeczno - użytecznej z MOPSu -
270zł. Pomimo, iż mieszczę się w kryterium dochodowym w MOPS które jest brane
pod uwagę przy staraniu się o zasiłek, nie dostanę go w tym miesiącu, pewnie w
ogóle już. BJ32 zna moje przeprawy z panią z MOPS, złożyłam wniosek, czekam na
decyzję, mimo, że pani powiedziała, że nic mi się nie należy, jak odmówią,
pójdę do kierownictwa, nie chodzę tam już sama, tylko z mężem, coś w rodzaju
świadka. Z tym moim niedostaniem zasiłku jest tak, że synek mój ma astmę
wczesnodziecięcą, dostaje różne leki, ale orzeczenia o niepełnosprawności nie
mamy, bo nie dają przy tym schorzeniu. Mamy za to samochód, który moglibyśmy
mieć, jakby mały miał to orzeczenie, że na potrzeby dziecka, wyjazdów do
lekarzy, szpitali itp. Ogólnie jakoś sobie radziliśmy, pomagała moja mama z
czynszem, ale i to się urwało. Obecnie mam nie zapłacony czynsz za kwiecień i
maj, lada moment trzeba płacić za czerwiec, składam i składam, uskładam jakoś,
bo trzeba. U nas w domu jest tak, że najpierw kupujemy dla dziecka co
potrzeba, a potem rachunki. Jestem na bieżąco z innymi płatnościami. Spłacamy
kredyt, który wzięliśmy jak jeszcze nie wiedzieliśmy, że mały zachoruje, rata
to ponad 600 zł, 100 zł dopłacała nam babcia męża, ale ta pomoc się skończyła.
Od 3 tygodni stan zdrowia synka się pogorszył, jest przeziębiony, na
nebulizacjach cały czas, przebył różyczkę. Dużo poszło na leki, to taki
nieplanowany wydatek jak to się mówi. W domu remont nie skończony, bo nie stać
nas na ekipę i jak mały chory to nie ma mowy o tułaniu się po ludziach na czas
robót. Okno u synka w pokoju nadaje się na śmietnik, otwiera się samo, wypada.
Trzeba wymienić, w poniedziałek zorientujemy się jak wygląda sprawa rat, póki
co myślę o tym co jest teraz.
Sprzedaję dużo na Allegro.pl pod nickiem jak tutaj mam, sprzedaję ubranka po
synku, to co mi zbywa z mojej szafy. Jakiś grosz wpada, ale w tym miesiącu
naprawdę jest ciężko, a muszę na ten czynsz uzbierać.
Mamy komputer i internet, kino domowe, mikrofalówkę, dwa telefony na
abonament, w MOPSie mówią, że to luksusy...
Synek ma w czym chodzić, ma pampersy, kosmetyki, leki, nebulizator.
Brakuje mi słoiczków - obiadków, kaszek i mleka- mam zapasy na tydzień. Mimo
swojego wieku, mały jest na słoiczkach, ze względu na alergię - takie
zalecenie lekarzy. Wprowadzam mu dorosłe jedzenie, ale bardzo stopniowo. Boję
się, że zrobię coś źle i mu zaszkodzę. Obwiniam się o chorobę syna, że coś
zaniedbałam jak był malutki, mimo, że biegałam do lekarzy z każdym
kichnięciem, o wszystko pytałam... o jego obecny stan też się obwiniam, bo
okno się otworzyło w nocy i ledwo oddycha a już katar mijał...
Co ro sprawy mojego zatrudnienia, to pracuję z MOPSu - 10 h tygodniowo.
Wychodzi dwie godziny dziennie, mały jest w tym czasie z moją mamą, mimo, iż
nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja, to wyjścia nie ma, boję się podjąć
zatrudnienie w szerszym wymiarze godzin, bo mały jest chory. Nie oznacza to,
że nie szukam pracy.
Wierzę, że sprawa w MOPS jakoś się wyjaśni, potrzebuję tylko jednorazowej
pomocy, dobrego słowa.