Dziewczyny, nie wpadajcie w panikę załatwiania wszystkiego na sto lat przed!
Niedawno wpisałam się w wątku "panny młode 2006" - my właśnie postanowiliśmy
sfinalizować decyzję o pobraniu się i to w maju 2006. Wynikało, że jesteśmy
strasznie zapóźnieni, bo wszyscy już mają nie tylko salę i muzyka, ale i
częśto suknię - i to nawet na jesień 2006. Nic, tylko spanikować, że nic nie
załatwimy. Tymczasem od piątku do wtorku udało się z salą (i to nie żaden
kicz z balonikami i kafelkową posadzką) oraz muzykami (tymi, których
chcieliśmy, a stresa miałam nieprzeciętnego, bo kiepski dj położył wesele
mojego przyjaciela), a w weekend idziemy do kościoła. Wszystko odbywa się w
Warszawie i to tych znanych i lubianych lokalizacjach. Po prostu nic, tylko
wrzucić na luz

. Zastanawiam się, czy ta cała panika weselna, to nie
działanie weselnego przemysłu.
pozdrawiam!