Dodaj do ulubionych

artykuł z ww.arabia.pl "Polski biznes w Hurgadzie

IP: *.ahold.pl / *.waw.cdp.pl 23.04.04, 19:57
Polski biznes w Hurgadzie
Małgorzata Malewska-Malek, 2004-04-23 11:21:09


Z małej wioski nadmorskiej w ciągu ostatnich kilkunastu lat Hurgada wyrosła
na spore miasteczko, które egzystuje przede wszystkim dzięki turystom. Duże
międzynarodowe lotnisko przyjmujące w ciągu doby kilkadziesiąt samolotów,
multum hoteli, restauracji, barów obsługują kilka milionów turystów w ciągu
roku. Na północ i na południe od Hurgady, wzdłuż nabrzeża Morza Czerwonego
wyrosło kilkadziesiąt wiosek turystycznych, przeważnie cztero i pięciogwiazd-
kowych, które oferują raj na ziemi, idealny odpoczynek w luksusowych
warunkach. Sezon trwa tu cały rok. Przyjeżdżają turyści z wielu krajów
Europy, ale szczególnie Egipt upodobali sobie: Niemcy, Francuzi, Belgowie,
Rosjanie, Polacy, a nawet Włosi i Hiszpanie z południa Europy. Bo przylot do
Hurgady zapewnia nie tylko ładną piaszczystą plażę i ciepłe morze, ale
nurkowanie i rafy koralowe, safari po pustyni, wycieczki fakultatywne do
wielu miejscowości z taką masą zabytków staroży
Obserwuj wątek
    • Gość: mala c.d IP: *.ahold.pl / *.waw.cdp.pl 23.04.04, 20:00
      że w innych krajach ze świecą by tego szukać. Wszystko to można mieć i zaliczyć
      w ciągu jednej dwutygodniowej wycieczki: rejs po Nilu i zwiedzanie pozostałości
      starożytnych Teb, zwiedzanie Kairu i Aleksandrii.

      Jest jeszcze coś w Egipcie, co przyciąga wiele osób. Jedni mówią, że dobry
      klimat, suche powietrze, rzadkie zmiany ciśnienia, pogoda dobra dla sercowców,
      inni, że to ten luz psychiczny, spokój wewnętrzny, że człowiek się wycisza i
      inaczej zaczyna patrzeć na życie, w zapomnienie idzie zabiegana codzienność, a
      ważne jest tu i teraz, sama radość życia. Czy rzeczywiście tak jest? Każdy musi
      to sprawdzić na własnej skórze. Co prawda Egipcjanie w większości słynną z
      takiego właśnie podejścia do życia, carpe diem, nie przejmuj się jutrem, jakoś
      to będzie insze alla, ale Hurgada to już nie sami Egipcjanie, to środowisko
      kosmopolityczne.

      Trzeba być zwariowanym

      W Wigilię 2003 otwarta została polska restauracja „good place” w Hurgadzie.
      Jedzenie takie, jak powinno być na Wigilię, pokaźna sala była pełna, goście -
      głównie Polacy – zachwyceni. Opuszczali restaurację, dziękując ze łzami w
      oczach. Drugi raz sala restauracyjna zapełniła się Polakami w noc sylwestrową.
      Teraz jest różnie, bywają dni, że ruch jest duży, ale bywa też pustawo.
      Cztery „zwariowane” Polki – tak o sobie mówią – które prowadzą „good place”
      wiedzą, że potrzebny im marketing, żeby biznes rozkręcić. Polskie potrawy nie
      są w większości atrakcyjne dla smaku egipskiego. Raczej nie z myślą o
      Egipcjanach restauracja powstała. Powstała głównie dla Polaków. Cztery
      przyjaciółki w wieku od 25 do 44 lat, uwielbiające ciepłe kraje od lat marzyły
      o otwarciu własnej restauracji. Kiedy zaczęły przyjeżdżać do Egiptu
      stwierdziły, że nie na Wyspach Kanaryjskich, nie w Grecji czy Turcji, ale
      właśnie tu w Hurgadzie chcą spróbować zrealizo-wać swoje życiowe marzenie. Już
      po pierwszym pobycie w Egipcie słyszały w samolocie czartero-wym narzekanie
      Polaków na miejscową kuchnię, Egipt jest piękny mówili, ale marzą już o
      schabowym i ziemniakach. Brak im było polskiego jedzenia. Wielu turystów na
      obczyźnie cieszy się z tego, że może spróbować obcej, często egzotycznej kuchni
      i zbiera takie doświadczenia. Są jednak i tacy, którzy po dwóch posiłkach
      innych niż te, do których przywykli, zaczynają cierpieć i narzekać.

      „Good place” nie oferuje schabowego, ale można w karcie znaleźć pierogi, bigos,
      gołąbki, barszcz czerwony z uszkami, ogórkową i wiele innych potraw typowo
      polskich za całkiem przystępną cenę. Polki zwracają szczególną uwagę na
      higienę, sprowadziły specjalne filtry do wody by uniknąć słynnej zemsty
      faraonów, na którą cierpi sporo turystów nieprzyzwyczajonych do egipskiej wody.
      Napoje gorące podają z wody mineralnej. Dziewczyny chciałyby by ich lokal stał
      się punktem spotkań całej Polonii zamieszkałej w Hurgadzie. Ponieważ miejsca
      mają pod dostatkiem postano-wiły poświęcić kilka ścian na regały z książkami.
      Ich restauracja będzie jednocześnie biblioteką polską. Już kilka osób
      zadeklarowało się dostarczyć książki. Takich darczyńców mają nadzieję, że
      będzie więcej. Same też będą przywozić z kraju nowe pozycje. Chcą by można było
      u nich zjeść po polsku, przejrzeć polską prasę i wypożyczyć książkę, zrobić
      imprezę, czy choćby urzędowy obiad. Są otwarte na nowe pomysły.

      Beata, Daliana, Renata i Paulina miały szczęście, że w czasie swoich kolejnych
      przyjaz-dów do Egiptu poznały rodzinę polsko-egipską, która im w biznesie
      pomaga. Według przepisów egipskich cudzoziemiec może prowadzić działal-ność
      gospodarczą wspólnie z obywatelem egipskim mając maksymalnie 49 proc. udziału w
      biznesie. Ich partnerem w biznesie ze strony egipskiej zostało małżeństwo
      mieszane egipsko-polskie. Dziewczyny trafiły na uczciwych ludzi i rzeczywiście
      pomocnych. A nie wszyscy Polacy mieli tu takie samo szczęście. Hurgada pod
      względem naciągaczy i oszustów króluje w Egipcie. Tu trafia najgorszy element,
      ludzie, którym zależy by się szybko dorobić wszystko jedno czyim kosztem.
      Cudzoziemców nie znających arabskiego i tutej-szych przepisów, bardzo łatwo
      naciągnąć i oszukać. O dobrych prawników w Hurgadzie na razie trudno. Wie o tym
      kilkoro innych Polaków, którzy doświadczyli tego na własnej skórze i kieszeni.

      Kiedy chcę zrozumieć co nimi kieruje, jak to się dzieje, że cztery Polki
      decydują się na zainwestowanie sporej sumy pieniędzy w kraju arabskim, którego
      nawet dobrze nie znają, nie znają też języka – słyszę z ich ust, że
      niewątpliwie takie już one są zwariowane. Pomimo, że biznes z pewnością wiąże
      się ze stresem, one twierdzą, że mają w Egipcie bezstresowe życie w porównaniu
      do Polski, że żyją tu chwilą, że w Hurgadzie nie ma chamstwa, którego nie
      cierpią, że czują się bezpiecznie, mogą same poruszać się po mieście nawet
      wieczorami, niczego się nie boją. Fascynuje je Egipt, Egipcjanie, ich
      życzliwość. Wierzą w sukces swojego biznesu.

      Luz-blues

      Niewątpliwie zwariowanym może się wydać każdy, kto ma pasję i robi wszystko by
      ją realizować. Takim jest Mirek. Jest po technikum weterynaryjnym. Wyjechał na
      studia do Australii, gdzie wytrzymał 3 lata na informatyce. Tam już nurkował,
      ale twierdzi, że w Egipcie nurkowanie jest tysiąc razy ciekawsze. Nie podobały
      mu się stosunki w środowisku polonijnym w Australii, historycznie podzielona i
      skłócona emigracja, to najgorsze, co może być – twierdzi. Nurkowanie, które
      było najpierw jego hobby, przekształciło się stopniowo w pasję i stało się
      sposobem na życie, zawodem. Przez jakiś czas Chorwacja była dla Polaków
      niezwykle interesująca pod względem nurkowania, tanio, bezpiecznie i urokliwie.
      Ale wszystko się zmieniło po wprowadzeniu tam nowych przepisów. Kiedy z
      Chorwacji zrobił się zamknięty rozdział w księdze nurkowania, Mirek od razu
      pomyślał o Egipcie. Pierwszy raz przyje-chał tu z nurkami, których szkolił w
      Polsce (miał dwie bazy w Rybniku i Zielonej Górze) 7 lat temu z biurem
      Neckermana. Później zaczął organizować te wyjazdy sam. Wreszcie zdecydował, że
      jest tu tak dużo pracy, iż lepiej zostać na miejscu. Sporo trudu i pieniędzy
      kosztowało go zalegalizowanie i zarejestrowanie swojej działalności. Naciągnęło
      go trzech prawników, a 3 partnerów oszukało. Sprzedano mu łódź, która miała
      zastaw sądowy. Mimo wszystko został w Egipcie, bo uważa, że tu się najlepiej
      nurkuje. Teraz jest właścicielem Polskiego Centrum Nurkowego Adventurer w
      Hurgadzie. Czuje się niezależny. Jego egipski współpartner jest właścicielem
      hotelu w Marsa Alam (ok. 300 km na południe od Hurgady). Jego Centrum zimą
      obsługuje 50 nurków tygodniowo, co pokrywa koszty utrzymania całego zaplecza i
      ludzi. Latem mają nawet 100 nurków dziennie, wtedy się zarabia. Lepiej by było
      gdyby to wszystko rozłożyło się równomiernie w czasie, ale nasi polscy turyści
      wolą nawet do ciepłych krajów podróżować latem, w największy skwar. Otworzył
      już drugą bazę w Marsa Alam. Od października będzie organizował tam obozy
      nurkowe dla młodzieży od 10 roku życia. Przylot do Hurgady, autokarem do Marsa
      Alam, a tam dobry hotel (jego partnera), własna łódź i sprzęt do nurkowania.
      Teraz dopiero Mirek wie, że żyje, ma swój własny biznes, wizę rezydencką, od
      nikogo nie jest zależny, może się rozwijać. Doszedł do tego drogą błędów i
      wypaczeń. Drogo go to kosztowało, ale twierdzi, że warto było. Nurkował już w
      wielu krajach, ale z ciepłych krajów Egipt mu najbardziej odpowiada. Lubi ten
      luz psychiczny, który tu się czuje na każdym kroku. To, co przeszkadza mu w
      pracy, jeśli pracuje z Egipcjanami, to bardzo odpowiada mu po pracy. Sam
      wyszkolił sobie własną kadrę egipską. Nie zwalnia nikogo, tylko uczy. Twierdzi,
      że każdego można wcześniej czy później nauczyć tego, czego się chce. Tutaj w
      Egipcie – twierdzi Mirek – nigdy nie stanie się pracoholikiem, choć pracy w
      se
    • Gość: mala strona IP: *.ahold.pl / *.waw.cdp.pl 23.04.04, 20:02
      art. za długi więc podaję stronę: www.arabia.pl/article.php?id=10306
    • Gość: mala Re: artykuł z ww.arabia.pl "Polski biznes w Hurga IP: *.ahold.pl / *.waw.cdp.pl 23.04.04, 20:05
      niestety tekst za długi, strona: www.arabia.pl/article.php?id=10306
      • chaladia Naucz się linki wklejać... 23.04.04, 20:24
        www.arabia.pl/article.php?id=10306

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka