Dodaj do ulubionych

Moja egipska przygoda 2011

14.01.12, 21:26
Miejsca, które odwiedziliśmy: Luksor, Kair, Oaza Fajum, Wadi Ar-Rajlan (Słone wodospady), Wadi Hitan (Dolina Wielorybów), Pustynia Fajum, Wielka wydma Abu Muharrak, Oaza Baharija, Pustynia Aqabat, Ain El Maqfi (Zielone trawiaste jezioro), Ain El Serw (Źródełko na środku pustyni), Ain Khadra (Magiczne Źródło), Biała Pustynia, Kryształowa Góra, Czarna Pustynia.
Do Egiptu wybraliśmy się rejsowym samolotem LOTu. Pierwszy tydzień z założenia miał być leniwy, na miejsce swojego lenistwa i zabawy Sylwestrowej wybraliśmy uroczy Luksor. Do Kairu przylecieliśmy późnym popołudniem, w drodze na dworzec kolejowy postanowiliśmy odwiedzić ostatnio bardzo sławny Plac Tahrir. Niestety nasze aparaty nie wzbudziły jakoś sympatii na placu więc nie zabawiliśmy tam długo, prawdę mówiąc nie wysiedliśmy nawet z samochodu, pamiętając jeszcze wszystkie ostrzeżenia przeczytane i usłyszane w Polsce na temat bezpieczeństwa. O tym że nasze obawy są niepotrzebne dowiedzieliśmy się tydzień później ponownie odwiedzając to miejsce. Na dworzec kolejowy w Gizie, skąd odjeżdżają nocne pociągi do Asuanu dotarliśmy trochę za wcześnie, więc postanowiliśmy wypalić pierwszą egipską sziszę i napić się herbatki w pobliskiej kawiarni. Miło było tak posiedzieć, porozglądać się po okolicy i poprzypominać sobie jak bardzo lubimy to miasto. Pozytywnie nastawieni do kolejnej przygody wsiedliśmy wreszcie do pociągu. Przedziały sypialniane to malutkie klitki, które lata swojej świetności już dawno mają za sobą, ale dla nas były miłe i przytulne. Z trudem upchnęliśmy siebie i bagaże, i ruszyliśmy w drogę do Luksoru. Był już wieczór więc ciężko było cokolwiek podziwiać za oknem. Po jakimś czasie dostaliśmy kolację, na którą składała się jakaś potrawka z baraniny z ryżem i sałatką. Jedzenie może mało wyszukane, ale mi smakowało bardzo. Zmęczeni minionym dniem poszliśmy dosyć szybko spać. Łatwe to nie było, bo wszystko stukało i łomotało, dla kogoś nieprzyzwyczajonego tak jak ja do nocnych podróży pociągiem zapadnięcie w błogi sen to trudna sprawa, po jakimś czasie na szczęście się udało. Przebudziłam się w czasie wschodu słońca, chyba gdzieś tak w okolicach Asjut, szyby w pociągu nie były aż tak brudne jak niektórzy straszyli więc spokojnie popijając poranną kawkę mogłam podziwiać mijane miasta i wioski. Po 10 godzinach jazdy dotarliśmy do Luksoru. Mimo wczesnej pory przed dworcem "czyhała" na nas cała grupa taksówkowych naganiaczy, oczywiście taksi każdego było najlepsze i najtańsze. Wybraliśmy jeden z samochodów i pojechaliśmy do wcześniej zarezerwowanego hotelu, padło na Pyramisa Isis, zlokalizowanego na wschodnim brzegu Nilu ok. 2 km od Świątyni Luksorskiej. Mimo wczesnej pory zameldowano nas bez dodatkowych opłat, co było bardzo miłe. Kolejnym miłym zaskoczeniem był pokuj z widokiem na Nil, widok o poranku niesamowity, ale i zimno też niesamowicie, lodowaty wiatr wiejący od strony Nilu cały czas przypominał mi , że w Egipcie panuje zima. Po kilku godzinach dodatkowego snu i szybkim prysznicu postanowiliśmy wyjść na spacer, naszym celem była Świątynia Luksorska i Karnak. Jak na tą szerokość geograficzną i południowe godziny wcale nie było ciepło, sweterek okazał się niezbędny. Spacer po Luksorze to wcale nie taka łatwa rzecz, już od samego wyjścia z hotelu musieliśmy dziesiątki razy podziękować za dorożkę, sprawiając tym przykrość wielu Egipcjanom nierozumiejącym czemu chcemy chodzić na nogach zamiast skorzystać z ich usług. W połowie drogi poddaliśmy się i do Świątyni dojechaliśmy z sympatycznym Karimem, który towarzyszył nam później jeszcze kilka razy. O Świątyniach rozpisywać się nie będę, bo je poprostu trzeba zobaczyć samemu. Cały dzień bez jedzenia zaczął dawać się nam we znaki, poprosiliśmy więc Karima żeby zawiózł nas do jakiejś restauracji, nie pamiętam jej nazwy, ale pamiętam że jedzonko było pyszne. Na stole nie mogło zabraknąć mojej ulubionej tameji i wielu innych typowych dla Egiptu potraw. Najedzeni i szczęśliwi wróciliśmy do hotelu. Kolejne dwa dni postanowiliśmy przeznaczyć na lenistwo. Po całym dniu wypoczynku i czytaniu książek nad basenem przyszedł czas na sylwestrowe przygotowania. Nie bardzo miałam ochotę na tego Sylwestra, ale co tu robić w pokoju jak inni się bawią? Koniec końcem wystrojona w zabraną pierwszy raz na wakacje sukienkę i szpilki potupałam na imprezę sylwestrową. Zorganizowali to nawet sympatycznie, był wirujący Derwisz, tancerka tańcząca taniec brzucha, była muzyka na żywo i dobre jedzenie, dostaliśmy nawet maski i czapeczki sylwestrowe. Zabawa skończyła się ok pierwszej w nocy. Kolejny dzień był równie leniwy jak poprzedni...
Obserwuj wątek
    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 14.01.12, 21:27
      Gdy już mieliśmy dosyć lenistwa, bo ile można leżeć i nic nie robić, postanowiliśmy spędzić cały dzień na feluce, którą oczywiście (z dodatkowymi atrakcjami w postaci łowienia ryb) załatwił nam nasz znajomy woźnica Karim. Za felukę przepłaciliśmy, z pełną świadomością, że mogliśmy wydać mniej ale i tak był to super dzień. Jak ja uwielbiam tak spokojnie żeglować po Nilu! Chwilę popływaliśmy, dobiliśmy do brzegu małej nilowej wysepki i podjęliśmy próby złowienia ryb na wędkę. Trochę to trwało ale się udało, kilka fotek i rybka odzyskała wolność. Wróciliśmy na naszą łódeczkę żeby dalej leniwie pokonywać wody Nilu. W międzyczasie zjedliśmy na feluce obiadek, który został nam dostarczony motorówką, była uczta na miarę 5* hotelu ;) Dzień szybko minął i nagle okazało się, że słońce chyli się już ku zachodowi. Zachód słońca na Nilu to niesamowite zjawisko, wypływa wtedy dużo feluk, które na tle zachodzącego słońca wyglądają niesamowicie. Niestety robi się też bardzo bardzo zimno o tej porze roku. Do brzegu przypłynęliśmy już po zachodzie słońca i zziębnięci udaliśmy się do hotelu. fanem alkoholi nie jestem, ale jakoś trzeba było się rozgrzać więc odwiedziliśmy hotelowy bar. Zamówiłam lekkiego drinka z karty o wdzięcznej nazwie Bleck Russian, bo bardzo lubię likier kawowy. jakie było moje zdziwienie kiedy kelner podał mi coś w pękatym kielichu, co okazało się wódką z pepsi. Starałam się jak mogłam wytłumaczyć młodemu kelnerowi, że chyba się pomylił i to nie jest drink który zamawiałam, on robił tylko zdziwione oczy i nie rozumiał o co mi chodzi, po jakimś czasie patrząc na mnie jakoś dziwnie przeprosił za pomyłkę i poszedł po zamówionego drinka. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam kolejny pękaty kieliszek z czymś gorącym w środku- okazało się że kelner nadal nie ma pojęcia czego ja chcę (mimo że drink był w karcie i dokładnie stało tam napisane z czego ma się składać). Czymś gorącym okazała się oczywiście kawa, jak to zobaczyłam to dostałam napadu serdecznego śmiechu. Po kolejnych kilku minutach tłumaczenia co to jest likier kawowy wreszcie udało mi się dostać zamówionego drinka. Tym sposobem kelner i barman, metodą prób i błędów nauczyli się robić coś co sami oferują w swojej karcie.
      Nastał dzień zwiedzania części Zachodnich Teb. Części bo całości zwiedzać nam się nie chciało. Wiem wiem moja ignorancja jest straszna, bo jak można będąc tydzień w Luksorze nie odwiedzić Doliny Królów i Świątyni Hatszepsut- otóż można i ja ich tym razem nie odwiedziłam. Taxi załatwiliśmy sobie dnia poprzedniego, oczywiście u naszego znajomego Karima, okazało się że kierowcą było on sam,. Pożyczył taksówkę od kuzyna i przesiadł sie z dorożki za kierownicę. Jazda z nim to ciekawe doświadczenie, bo kierowcą jest delikatnie ujmując fatalnym. Na tyle źle czuł się za kierownicą, że nawet pozwolił nam poprowadzić samochód. Pojeździliśmy troszkę po Zachodnim Brzegu obserwując życie miasta, a następnie udaliśmy się do kas biletowych zlokalizowanych nieopodal Kolosów Memnona (które zresztą kolosami Memnona nie są). Wybór padł na Medinet Habu, Ramasseum, Wioskę Budowniczych i Świątynię Setiego I. Po powrocie do Luksoru zostaliśmy zaproszenie na pyszny świeży sok do naszego nowego kolegi. Uwielbiając takie przygody ochoczo się zgodziliśmy. Część mieszkalna Luksoru to teren na który raczej sama bym raczej nigdy nie poszła, to plątanina ciemnych wąskich uliczek bez asfaltu, z wysokimi kamienicami, z których wszyscy bacznie obserwują co dzieje się na ulicy. Żona i dzieci przyjęły nas bardzo sympatycznie, świeżo wyciskane soki były pyszne. Spędziliśmy tam ok godziny i postanowiliśmy się pożegnać, to był nasz ostatni dzień w Luksorze, trzeba było się spakować, bo rano czekał nas lot do Kairu.

      ciąg dalszy czyli akcja pustynia już niedługo :)
              • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 14.01.12, 23:22

                Dzięki Twojemu opisowi, przypomniałam sobie te niesamowite zachody słońca na Nilu ...
                Znam, znam te luksorskie uliczki, wiem o czym piszesz. Rzeczywiście łażąc nimi czułam, że każdy mój krok jest obserwowany... Klimat tych uliczek, pozostaje w pamięci.

                Opowiadaj dalej. :-))
                • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 00:32
                  Nie przejmuję się :) Skrobię sobie dalej. Jeśli ktoś przeczyta i czegoś tam się doczyta to miło, jeśli dla kogoś to bedzie bełkot, to trudno, nie wszyscy mają lekkie pióro, ze mnie pisarza nigdy nikt raczej nie zrobi :)
                  A zamiast zazdrościć trzeba poprostu wreszcie pojechać! Janan licze na to, że kiedyś poczytam Twoją relację z pustyni! Może nawet namówię Cię na Gilf Kebir w przyszłym roku :)

                  Ja sobie piszę a Wy możecie pooglądać zdjęcia, nie wstawiałam ich na fotoforum bo to udręka i trwa lata całe. Podaję więc linka, nie wszystkie wyszły tak jak chciałam, ale powien nieskromnie że mi się podobają, więc może i Wam przypadną do gustu.

                  picasaweb.google.com/115029449100718998972/Pustynia2012?authkey=Gv1sRgCNzVl9Cg_7uaaw#
                  • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 09:27
                    Pisz pisz,Póki co nie będę przeszkadzał wstawkami.Kto wie,gdzie i mnie poniesie wiosną,a co na rok następny,to jeden Allah wie jak będzie.Nastawiony raczej jestem na wypas,swoje 111 wiosen już mam,więc należy się jak chłopu ziemia.A co mi na miejscu przyjdzie do głowy, to jeszcze nie wiem,różnie z tym bywa.Na tego typu opisy,no to w moim wydaniu,raczej bym nie liczył.Kilka lat temu próbowałem,nie wychodziło,bo wtedy były inne realia i zazwyczaj komuś coś się nie podobało i ciągłe ataki, bo nie z tego towarzystwa.A jak już poczytałem wspomnienie Kasi z przed kilku lat i jak straszne cięgi zbierała,za to że cokolwiek napisała,no to mi całkiem przeszło,taka fobia.Nie każdy może być vicehrabią czy Tobą i posiadać lekkość głowy i pióra z dozą humoru.
                    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 15:08
                      Janan Ty juz nie przesadzaj, kawał życia jeszcze przed Tobą, a że skłonność do małych przygód masz i nie lubisz siedzieć w miejscu to pustynia dla Ciebie idealna, może zamiast marudzić o swoich latach kiedyś tam wreszcie pojedziesz, nie takie dinozaury tam mozna spotkać ;)

                      Miriam cieszę się, że podobają Ci się zdjęcia, tym bardziej że fotografia chyba jest Twoją pasją :) Życzę Ci spełnienia snów o pustyni, bo mimo wielu niewygód można się w niej zakochać :)
                      • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 15:56
                        Fotki zajefajne!!!
                        Aż w dołku strzyka.Z zazdrości!!!
                        Sprzęt super,ujęcia,nawet wiatr "widać",( ta zawiesina pomarańczowa w powietrzu) nie mówiąc o najmniejszym uszatym "piesku" świata.To nocne stworzenia,więc tym bardziej dziwne.Musiałaś się sprężyć!Grzybki jakby z ubiegłego roku,prawie te same.Przynajmniej nie miałaś dylematu,pod wodę,czy na pustynię.Ja to mam ciągle,więc zasada osiołkowi w żłoby dano,zawsze mnie obowiązuje jak tam jestem.No i pewien niedosyt.A co do "wieku" ,no to czasami lubię sobie drwić z siebie.Czas nie stoi w miejscu,więc i kalendarz ubywa,ale do wieku Abrahama jeszcze mi daleko i jeszcze nosi czasami, z udręką dla ślubnej.Na przypiecek jeszcze czas (to za deo powtarzam),więc wszystko możliwe.Ty masz tam zaczepienie i wejścia,mnie trudniej to zorganizować.Dobrej weny,na dalszy ciąg.
                • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 14:07
                  Fotki super. Ogladajac jej mam wrażenie jakby miejscami lezał snieg :))
                  Taka pustynia w środku zimy musi byc zupełnie inna niz latem.. normalnie bije chłodem.
                  Czy ty Irhano spałas na pustyni? To, że nie zamarzłas to wiem bo wróciłas.. Ale jak chroniliscie sie przed chłodem? Bo gorąco napewno nie było..
                  Oj chociaz fotki sobie pooglądam i oczami wyobrazni pobęde tam chwile z tobą.. ale osobiście sie juz chyba nie wybiore.. W ogóle jaka mieliście pogode i temperature za dnia i w nocy?
                  Pisz dalej bo ciekawa jestem dalszej relacji :))
                  • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 15:15
                    Te śniegowe miejsca to kredowe skały. Pogoda faktycznie była ciekawa, podobno zima wyjątkowo zimna w tym roku. Za dnia w słońcu było ciepło, ale nie upalnie, w sumie cały czas miałam jakiś lekki polarek na sobie. W nocy temperatura spadała do ok 5-7 stopni, ale odczuwalna była jeszcze niższa, bo wiał niesamowicie zimny wiatr.
                    Tak Kasiu spałam kilka nocy na pustyni, od wiatru chroniły nas namioty, śpiwór i dwa koce, w takim kokoniku było miło i cieplutko :)

                    Na 5* nie ma co liczyć na pustyni, ale nigdy nie jest za późno zeby się na nią wybrać, więc nigdy nie mów nigdy ;)
                    • deoand Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 16:42
                      Relacja świetna, zdjęcia jeszcze lepsze a myślałem , że to Kapadocja choć jakby nieco uboższa ale jak się szuka to się znajdzie dziurę w całym ... więc errata -cytuję
                      " kolejnym miłym zaskoczeniem był pokuj z widokiem na Nil, widok o poranku niesamowity,"
                      pokuj = pokój / pokoje /
                      deo
                            • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 17:37
                              Deoand, no proszę Cię. Toż to jest drobiazg i może się zdarzyć każdemu z nas.
                              Tak bywa, gdy pisze się szybko na klawiaturze komputera, w pogoni za uciekającą myślą.
                              Sama jestem mistrzem w robieniu literaków, później oczy przecieram: - to ja napisałam?

                              Nie czepiajmy się zatem Irhany. Niech opowiada nam swoja przygodę, bo naprawdę warto.
                              Tym bardziej, że mało kto z nas ma taką odwagę, aby wystawiać czubek swojego nosa poza teren hotelu. Jeśli wycieczki, to zorganizowane przez: czy to rezydentów, czy to egipskie biura.
                              Irhano, pisz dalej, proszę. :-)
                              • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 19:21
                                Deoś przypiął się zgryżliwie do literówki.Aż jemu nie wypada,bo nie tak dawno temu bronił takiej opcji jak się nieopatrznie komuś trafiała.Ale czasami jest to celowe,dobry punkt odniesienia w stosunku do cenzora.Widać,że matura zdana,a to akurat nie jest oceniane wypracowanie i o co innego biega.A udowodnione jest,że przykładowo "ansztajn",sadził błędy jak nikt,co wcale nie przeszkadzało mu być tym kim był.Więc (głópia) wstawka i Irhana się nie zrazi.
                      • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 20:02
                        Hahahahaha ale się uśmiałam, oczywiście sama z własnej głupoty a nie z Ciebie Deo!
                        Komicznie to wygląda, ale dzięki temu widać, że przeczytałeś z uwagą i nawet doceniłeś moje momentami marne starania :)

                        Może jutro wstawię resztę, bo dzisiaj jakoś nie miałam czasu popisać :)
                        • vicehrabiadebragelone Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 20:51
                          Właśnie przeczytałem relacje Irhany i muszę powiedzieć że ładnie to wyszło.Oby więcej ludzi decydowało sie na takie opisy swoich wrażeń z Egiptu.Jak na razie wychodzi że możemy coś fajnego przeczytać raz na miesiąc(liczę tu na Kasię w lutym) a większość to teksty typu,,Wróciłem z hotelu X było zajebiście! Pytajcie'':)) Proszę też nie deprymować piszących uwagami o błędach bo sie jeszcze zamkną w sobie:)Wiadomo ze każdy jakiegoś byka walnie wcześniej czy póżniej.Mam kilka pytań uściślających które mogą sie przydać
                          1) ile płaciłaś za bilet do Kairu skąd leciałaś i czy z przesiadką?
                          2) cena biletu na pociąg do Luksoru(która klasa) i czy cena takie same jak dla Egipcjan?
                          3)Jaki koszt hotelu i wynajęcia na cały dzień feluki w Luksorze?
                          Co do tej feluki to pamiętam że masz tendencję do przepłacania:)Nie lubimy się targować?Hi!hi!Tak , bywam złośliwy:)
                          Jak pamiętasz jakieś inne ceny np w knajpce czy za taksówkę to warto podać bo jest pózniej jakis punkt odniesienia.Kasia bierze laptopa i obiecuje archiwizować wszelkie sprawy na bieżąco, to mam nadzieje że bedzie cenami sypać jak z rękawa:)
                          Co do tych dorożek w Luksorze to ja odniosłem podobne wrażenie.Jestem tolerancyjny i staram sie zrozumieć ludzi którzy chcą zarobić parę groszy, ale tam to normalnie jest jakiś horror!Gość jechał uliczką obok nas chyba kilometr i sie wydzierał(nie szło nawet rozmawiać bo zagłuszał) nie trafiały do niego odmowy w chyba czterech językach.Odczepił sie dopiero jak usłyszał że zadzwonię na policję:)
                          • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 21:26
                            W przypadkach "ekstremalnych" ja tez odkrzykuję po arabsku: - " La`a, szokran!! Bukra!" Pomaga, zwłaszcza gdy moja cera jest już trochę opalona. :D
                            Czasem dostaję pytanie dodatkowe: - mówisz po arabsku?
                            Krzyczę: - "ajła" , i idę swoją drogą, nie wdając się już w żadne rozmowy. Odpuszczają.

                            Ale ja lubię te arabskie klimaty, nagabywania sprzedawców, tę rzekę pędzących, wydaje się bezładnie - samochodów, a miedzy tym wszystkim, osły ciągnące swoje wyładowane wózki. I klaksony też lubię.;-) Traktuję to wszystko jako lokalny koloryt.
                            • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 22:11
                              aqua_frigida napisała:

                              > W przypadkach "ekstremalnych" ja tez odkrzykuję po arabsku: - " La`a, szokran
                              > !! Bukra!" Pomaga, zwłaszcza gdy moja cera jest już trochę opalona. :D
                              > Czasem dostaję pytanie dodatkowe: - mówisz po arabsku?
                              > Krzyczę: - "ajła" , i idę swoją drogą, nie wdając się już w żadne rozmowy.
                              > Odpuszczają.
                              >
                              Aqua jak bys mogła przy okazji przetłumaczyc na nasze :))
                          • deoand Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 21:32
                            Przecie ja nie wymagam od naszych szacownych forumowiczów zaświadczenia o dysleksji autorki / ciekawe kto je daje ?/ . Z przyjemnością czytam relację i oglądam zdjęcia ale zawsze łatwiej oceniać niż być ocenianym hahahha
                            • vicehrabiadebragelone Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 21:56
                              aqua_frigida napisała:

                              >
                              > Ale ja lubię te arabskie klimaty, nagabywania sprzedawców, tę rzekę pędzących,
                              > wydaje się bezładnie - samochodów, a miedzy tym wszystkim, osły ciągnące s
                              > woje wyładowane wózki. I klaksony też lubię.;-) Traktuję to wszystko jako loka
                              > lny koloryt.

                              Żeby nie było to ja też lubię takie klimaty,ale czasem trafiasz na takiego co przegina.
                              Lubie sie potargować ,klaksony mi też nie przeszkadzają:).Co do tych osłów i ich wyładowanych ponad miarę wózków, tu już nie podchodzę z takim entuzjazmem.W Asuanie widziałem takiego chudziutkiego osiołka wyglądał jak sarenka a wóżek ciągnął wielkości małej ciężarówki .Ten widok pewnie by spowodował palpitację serca naszych Animalsów
                              • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 22:19
                                W ogóle zwierzęta są jakieś chudsze niż te "nasze". Zauważ, że konie ciągnące caleche też są raczej chudzinkami. Nie wiem, czy z powodu tego, że są niedokarmiane, czy to może taka rasa.
                                Mnie z kolei, żal było bardzo wielbłądów "zapakowanych" ściśle do ciężarówki i nią przewożonych - pewnie pierwszy raz w życiu "podróżowaly" w ten sposób - które widziałam w drodze z Abu Simbel. Prawdopodobnie były to wielbłądy sudańskie: przeganiane przez sudańska granicę i wyłapywane po egipskiej stronie (kooperacja międzynarodowa) ;-).
                                Niemniej, chciałabym zobaczyć targ wielbłądów "na żywo", jest w Asuanie i gdzieś pod Kairem. :-)


                                pozdrawiam
                                :-)
                          • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 22:16
                            Oj hrabio nie wiem czy az tak będe sypac z rekawa tymi cenami. Jesli chodzi o ceny to raczej nie mam do nich głowy.. Podobnie jak irhana lubie przepłacać.. albo może nie chce mi sie zbyt długo targowac?..
                            A zamiast laptopa to może dyktafon wezme co? Bo juz sama nie wiem.. Będe gadac sama do siebie i moze cos z tego wyjdzie fajnego? jak myslicie?
                          • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 22:36
                            Cieszę się, że podoba Ci się moja relacja Hrabio:) a odpowiadając na Twoje pytania, nie wszystko pamiętam ale:
                            1. Leciałam LOTem bezpośrednio z warszawy do Kairu, bilet kosztuje 1100 zł chyba że trafi się na promocję 50%- ja niestety nie trafiłam.
                            2. Nocny pociąg z Kairu do Luksoru i Asuanu, którym jechałam jest pociągiem turystycznym i raczej trudno też spotkać w nim Egipcjan. Cena biletu to 60 usd od osoby. Niestety trzeba kubić conajmniej tydzień wcześniej bilety, a nie można tego zrobić przez internet więc my to załatwiliśmy przez egipskie biuro, to samo z którym pojechaliśmy na pustynię.
                            3. Ceny hoteli w Luksorze są bardzo bardzo różne, można przespać się w przyzwoitych warónkach za grodze, albo komfortowo w 5* nad Nilem, w których ceny zaczynają się od 120 usd za pokój dwuosobowy ze śniadaniem. Ostatnio są też spore przeceny, bo gosci mało więc można zapłacić trochę mniej.
                            4. Koszt wynajęcia feluki to jakieś 80 funtów za godzinę, ale oczywiście na początku chcą o wiele więcej. My za 2h jazdy dorożką po Luksorze, 6h na feluce, obiad zapłaciliśmy za dużo ;) I zeby nie było, targować się lubię i potrafię, poprostu znając ich fatalną ostatnio sytuację nie mam sumienia płacić mało. Więc wygląda to tak, najpierw się ostro targuję a po zakończonym dniu i tak płace o wiele więcej niż wytargowałam mówiąc że to napiwek ;) W sumie to tym razem rargowałam się dla samej przyjemności targowania, a nie żeby zaoszczędzić.
                            5. Za kilkudaniowy obiad w dobrej egipskiej restauracji trzeba zapłacić ok 50- 70 funtów od osoby. Jedzenia nie da się przejeść tyle tego jest. Spokojnie więc można wziąć coś skromniejszego i zapłacić o wiele mniej.
                            6. Jedna kanapka z tameją, warzywami i sosem w przydrożnym barku to koszt 2-3 funty.

                            Uwielbiam arabskie klimaty i wszystko co z tym związane, mogę tysiąc razy powiedzieć la szukran cały czas się uśmiechając, ale tylko do miłych ludzi czasem jednak trafia się ktoś nazbyt namolny, wtedy zapominam o grzecznosciowym szukran i zostaje samo la a w skrajnych wypadkach halas ;)
                            • vicehrabiadebragelone Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 23:20
                              O to właśnie mi chodziło:)Dziwne te zwyczaje z kupowaniem biletu tydzień wcześniej,ale cóż co kraj to inny obyczaj:)Feluka 80 funtów za godzinę?!
                              Kasiu ten dyktafon to dobra sprawa sam o tym myślałem bo pisząc relację sam byłem zaskoczony ile szczegółów zapomniałem przez te kilka dni od powrotu:/ Będziesz jak prawdziwa reporterka wojenna ,może nawet jakiś mały wywiad zrobisz z bardziej elokwentnym Egipcjaninem:) He!he!Polecam rezydenta Sherifa z Hurgady, który mówi o sobie że jest SZERYFEM ze Sky Club:)
                              • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 15.01.12, 23:48
                                To jednak bede musiala wziąc laptopa bo jak zaczne rzeczywiście nagrywac dyktafonem to potem bede to musiala gdzies wrzucic... juz sama nie wiem..
                                Musze to dokladnie przemyslec. W koncu jade tam odpocząć a nie bawić sie w jakiegos jak to okresliłeś reportera wojennego.. hihi..
                                Tak szczerze mówiąc nie wiem czy bedzie mi sie chcialo szczególowo opisywac cała wyprawe.. napewno zanudziłabym wszystkich na smierc..
                                Wystarczy chyba jak zdam krótka relacje... zreszta ty hrabio opisałes juz dość dokładnie więc nie bede cie powielać..
                                No zobaczymy co bedzie... Może wydarzą sie jakies ciekawostki warte opisania?
                                Bo w zasadzie kazdy rejs jest chyba do siebie podobny...
                                • deoand Re: Moja egipska przygoda 2011 16.01.12, 00:03
                                  Kasia złotko - jakkolwiek miło się czyta relację irhany to ona ma przyjaciół Arabów tubylców , lubi takie wyprawy samotne w pustynie , kilka razy już tam była itd , natomiast Ty to byś wyglądała w tych pachach jak blondynka w szpilkach na Giewoncie . Lepiej zainteresuj się jakie fakultety ma Sky Club i wybierz te , które są godne uwagi .. Chyba Abu Simbel jak jest i skoncentruj sie na zwykłym planie zwiedzania i drinku na wieczór - Daj pokój z samotnymi szaleństwami abyś miała spokój wieczorową porą w wygodnej kajucie -pokoju a nie szukała noclegu pod gwiazdami smagana piaskiem pustyni i przykryta chustą -apaszką hahah .
                                  • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 16.01.12, 07:41
                                    Noo ja nawet bym nie śmiała równać się z Irhaną... A piachy pustyni zamiast wygodnego łózka to juz nie dla mnie.. Gdyby był taki fakultet ale z noclegiem w wygodnym hotelu w pięknej oazie to czemu nie? Pierwsza bym sie zgłosiła..
                                    A tak to niee.. ja juz się nie nadaje na takie eskapady i znajomych Arabów też nie mam :(
                                    Tak jak Deoś mówisz będe sie skupiac na tym co będzie i na Abu Simbel bo tam koniecznie chce pojechac :))
                                    Dla mnie sam rejs juz będzie fantastyczną przygoda... można na chwile oderwac się od rzeczywistosci.. naszej szarej codzienności.. i nawet przy krzykach łandolarowców czy innych naganiaczy, poczuc się w zupełnie innym swiecie :))
                                    Wszystko zalezy od nastawienia i od tego jak podchodzimy do pewnych sytuacji..
                                    Włączyć troche wyobraźni i juz jest inna bajka :))
                              • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 16.01.12, 06:59
                                > O to właśnie mi chodziło:)Dziwne te zwyczaje z kupowaniem biletu tydzień wcześn
                                > iej,ale cóż co kraj to inny obyczaj:)Feluka 80 funtów za godzinę?!

                                To nic niezwykłego z tymi biletami, poprostu popyt jest aż tak duży, to bardzo popularny pociąg, a bilety na niego hurtowo wykupują biura podróży, dlatego już na kilka dni wcześniej ich nie ma.
                                Feluka to rozrywka o wiele droższa niż motorówka niestety, ale z drugiej strony nie ma się co dziwić, bo i o wiele przyjemniejsza. Cena 80 funtów za godzinę to realna cena poniżej płacona przez większość turystów, oczywiście można zejść jeszcze niżej, ale mniej niż 50- 60 raczej już nikt nie wypłynie. Oczywiście mówię cenę za wynajęcie całej feluki, a nie cenę za osobę na feluce.
                                • vicehrabiadebragelone Re: Moja egipska przygoda 2011 16.01.12, 11:25
                                  Fakt nie pomyślałem o tych objazdówkach organizowanych przez BP:) To teraz nic ,tylko planować indywidualne wyprawy.Przed nowym rokiem widziałem ofertę z Poznania do Hurgady za 700zł z groszkiem, na tydzień.Niestety nie miałem już urlopu bo bym się skusił.
    • irhana Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 12:51
      W Kairze wylądowaliśmy przed południem, uznając że jest to dobry czas żeby zrobić kolejne podejście na Plac Tahrir. Już wcześniej doszliśmy do wniosku, że zamówienie transferu z lotniska do hotelu jest dobrym planem, bo będziemy mogli odwiedzić przy okazji plac, nie przejmując się co zrobić z bagażami. Gdy dotarliśmy na Plac Tahrir panowała tam piknikowa atmosfera, nie było dużo ludzi, a Ci co przebywali na placu byli bardzo przyjaźnie nastawieni. Gdzieś grała muzyka, ktoś pił herbatkę, jakieś grupki sobie rozmawiały, normalny dzień w mieście. Gdyby nie porozstawiane namioty i wielu sprzedawców flag Egiptu to ciężko byłoby uwierzyć, że w tym miejscu rozegrała i nadal rozgrywa rewolucja od czasu do czasu zabierając ze sobą kolejne ofiary. Kupiliśmy małe egipskie flagi, porozmawialiśmy z młodym człowiekiem okupującym Plac Tahrir, który do nas podszedł zapytać skąd jesteśmy, zrobiliśmy kilka zdjęć i pojechaliśmy dalej. Na co dzień podobno nie ma dużo ludzi na placu, ale cały czas ktoś tam jednak jest, protestują nadal przeciwko obecnym władzom wojskowym, domagają się szybszych reform. Niestety nawet Egipcjanie już są nimi zmęczeni i na nich źli, bo ich protesty to brak turystów, a brak turystów to brak pieniędzy.
      Po prawie 2h stania w korkach dotarliśmy pod piramidy. W związku z naszym wyjazdem następnego dnia na pustynię zdecydowaliśmy się jedną noc spędzić w hotelu w Gizie. Wiedząc, że prawdopodobnie nie będzie nam się chciało iść pod piramidy wybraliśmy hotel Mercure. Hotel jak hotel, łóżko wygodne, za oknem widok na piramidy, ale na swoje 5* chyba jednak nie zasługuje. Zaskoczyli mnie już na samym początku, dokładnie skanując mój bagaż, już dawno (a raczej chyba nigdy) mnie to nie spotkało w egipskim hotelu. Pomyślałam sobie, ze chyba Panowie się nudzą. Chyba miałam rację, bo po krótkim spacerku, na który wyszliśmy znowu moja torebka została dokładnie prześwietlona. Ja nawet rozumiem sprawy bezpieczeństwa turystów ale to już chyba lekka przesada? Kolejnym minusem był pokój "na końcu świat". Co z tego, że widoki cudne, jak szło się do niego pięć minut. Może byłoby i fajnie gdyby nie fakt, że zostawaliśmy tylko na jedną noc. Jak na tak duży hotel to jedzonko też za szczególne nie było, a przynajmniej mi jakoś nie przypadło do gustu, ale koniec narzekania, bo przecież już za kilka godzin miałam się rozkoszować piknikowym menu. O godzinie ósmej rano stawiliśmy się w recepcji, gdzie już czekali na nas przedstawiciel biura i przewodnik. Przedstawicielem biura okazał się sympatyczny młody człowiek, którego poznaliśmy rok wcześniej w czasie wieczornej zakrapianej imprezyw Oazie Dachla, byliśmy przekonani że to jeden z kierowców, a okazało się (w tym roku) że to nie kierowca tylko brat właściciela firmy, hahaha fajna znajomość w sumie. Oczywiście on nas także poznał więc uściskom i serdecznościom nie było końca, na to wszystko patrzył z dziwną miną nasz przewodnik. Pamiętając nasze perypetie sprzed roku, jeszcze raz potwierdziliśmy naszą trasę, zapakowaliśmy wszystko do terenowej Toyoty i ruszyliśmy na naszą kolejną pustynną przygodę. Wiele z miejsc, które odwiedziliśmy tym razem było dla nas nowe. Rok wcześniej zobaczyliśmy pięć wielkich oaz Egiptu więc została do zobaczenia największa Oaza Fajum, odległa od Kairu jakieś 150 km. Po dwóch godzinach jazdy i dwóch postojach na drobne zakupy dotarliśmy do oazy. W oazie panowało niezłe zamieszanie spowodowane wielkim targiem, który właśnie wtedy się odbywał. Stojąc w gigantycznym korku mogliśmy podglądać życie mieszkańców. Wszyscy robili wielkie zakupy, największym wzięciem cieszył się żywy drób. Kobiety nosiły skrzynki na głowach wyładowane po brzegi zakupami. Oaza Fajum to dosyć liberalna oaza w porównaniu z innymi, niewiele kobiet zasłania tutaj twarze- najbardziej konserwatywna pod tym względem jest oaza Siwa przy granicy z Libią, tam kobiety wyglądają jak nietoperze (przynajmniej ja miałam takie skojarzenia), chodzą w długich, uszytych z koła szatach, czarnych butach, rękawiczkach i zupełnie zakrywają całe twarze, tak że nawet oczu nie można zobaczyć. W porównaniu z Oazą Siwa Oaza Fajum to liberalne i nowoczesne miejsce.
      • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 12:51
        Nie zatrzymywaliśmy się na dłużej w oazie, naszym celem wyły słone wodospady Wadi Ar-Rajlan. Zanim do nich dotarliśmy, to zrobiliśmy sobie krótką przerwę nad brzegiem jeziora Fajum. Dzień był trochę mglisty, ale przez to widok jeszcze bardziej niesamowity, w ogóle nie można było dojrzeć horyzontu, woda była koloru nieba i wszystko zlewało się w jedną wielką niebieską całość. Dopiero później przeglądając zdjęcia zauważyłam cienką linię oddzielającą wodę od nieba. Droga biegła wzdłuż jeziora, wiał chłodny wiatr i było praktycznie pusto nad jeziorem (nie licząc kilku sprzedawców ryb). Po jakimś czasie zjechaliśmy z głównej drogi zmierzając do jednej z małych zatoczek z podobno przepięknymi wodospadami. Zatrzymaliśmy się w fajnym miejscu, z przygotowaną infrastrukturą piknikową, to miejsce w letnim sezonie jest oblegane przez Egipcjan uciekających z upalnego Kairu nad dające ochłodę jezioro Fajum. Nasz beduiński kierowca zajął się przygotowaniem lunchu, a my z naszym przewodnikiem poszliśmy na mały spacerek. Swoją drogą przewodnika mieliśmy zupełnie do bani, ale w sumie i tak nie był do niczego potrzebny, na pustyni najważniejszy jest kierowca, to od niego zależy co się zobaczy i czy jedzenie będzie pyszne. Nasz kierowca mówił po angielsku więc kontakt mieliśmy wyśmienity. Niestety nie zawsze kierowcy mówią w jakimś innym niż arabski języku i wtedy potrzebny jest przewodnik/tłumacz. O naszym przewodniku więcej napisze później. Po dziesięciominutowym spacerku dotarliśmy do małej rybackiej przystani. Wsiedliśmy na łódeczkę i popłynęliśmy w króciutki rejsik. Gdy nam się znudziło poprosiliśmy o przybicie do brzegu, nadszedł czas podziwiania wodospadu. Z tym wodospadem to jest tak samo jak z tymi lasami namorzynowymi, podobno piękne, wspaniałe i cud natury, a jak się już zobaczy to okazuje się, że kilka krzaków wyrastających z wody, dla kokoś z zielonej Polski to raczej żaden niebywały widok. Tak samo z wodospadem, Niagara to to nie była, Wodogrzmoty Mickiewicza raczej też nie, ale w sumie uroczy zakątek. Woda w jeziorze Fajum, zresztą tak samo jak we wszystkich jeziorach w oazach Egiptu jest słona, to pozostałość po prehistorycznym oceanie, który miliny lat temu wycofał się z tych terenów tworząc <orze Śródziemne, ale dosyć tej historii czas na pierwszy obiadek. Bakr (bo tak miał na imię nasz kierowca) postarał się bardzo, mieliśmy pyszne warzywka, pastę rybną, różne sery, nie mogło również zabraknąć Tahiny (pasta sezamowa) i chipsów- bo Egipcjanie je uwielbiają i jedzą chyba do wszystkich posiłków (a przynajmniej mi się tak czasem wydaje). Po zjedzeniu pysznego obiadku, oczywiście bez użycia sztućców (bo od czego jest egipski chlebek jak nie od tego żeby nim nabierać jedzenie), ruszyliśmy w dalszą drogę do Doliny Wielorybów - Wadi Hitan.
        W drodze kilka razy zatrzymaliśmy się na kamienistej pustyni, żeby pozbierać kamyczki, swoim kamyczkowym szaleństwem dosyć szybko zaraziliśmy naszego kierowcę. Na pustyni można znaleźć imponujące rzeczy, to jedno wielkie cmentarzysko skamieniałych prehistorycznych żyjątek, coś niesamowitego. Kilka mniejszych okazów zabraliśmy ze sobą, większym robiąc tylko zdjęcia. Do doliny wielorybów dotarliśmy na jakieś 2h przed zachodem słońca. Wadi Hitan to muzeum na wolnym powietrzu, pomiędzy wzgórzami wiedzie wytyczona ścieżka, wzdłuż której od czasu do czasu można podziwiać odnalezione w tej okolicy szkielety wielorybów pływających sobie na tych terenach miliony lat temu. Cała trasa to dwie ciekawe pętelki o długości w sumie ok 3,5 km . Latem musi tam być diabelnie gorąco, ale zimą to przemiły ok 2-godzinny spacerek. Gdy wróciliśmy ze spacerku nasz mały obozik już był rozłożony, a na piknikowej kuchence gotowało się pyszne jedzonko, gdyby tylko nie było tak zimno to czułabym się jak w raju. Na kolacyjkę zjedliśmy pyszną zupę cebulową (bardzo rozgrzewającą) oraz kurczaka z ryżem, na deser były pyszne owoce. Po kolacji rozpaliliśmy ognisko, wytrwaliśmy przy nim jednak krótko popijając pyszną beduińską herbatkę. Odwiedzili nas też mieszkańcy pustynie, przemiłe Fenki, które nawet pozwoliły zrobić sobie kilka zdjęć. W ten ziąb o toalecie wieczornej nikt nie myślał, musiało wystarczyć szybkie mycie zębów. Po tak emocjonującym dniu wszyscy zagrzebani w śpiwory i okryci kocami szybko zasnęliśmy.
        • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 12:52
          Obudziłam się tuż przed wschodem słońca, wygrzebałam sie z mojego kokonika i siedząc sobie przed namiotem czekałam na ten cud natury jakim jest wschodzące słońce nad pustynią. Widok przepiękny, kiedy słoneczko zaczęło już mocno świecić zrobiło się nieco cieplej. Najdłużej spał nasz "kochający pustynię" przewodnik. Teraz może kilka słów o nim. Przewodnikiem na pustyni jest od kilku miesięcy, więc za wiele jeszcze o niej nie wie. Człowiekiem też jest dziwnym, spokojny, taki trochę flegmatyczny, kilka razy obraził się na nas śmiertelnie, zupełnie niepasujący do naszych temperamentów i do pustyni w ogóle, minął się chłopak z powołaniem, powinien zostać urzędnikiem w garniturku i krawacie, a nie człowiekiem pustyni. Na szczęście kierowca, był pierwsza klasa, od pierwszego dnia złapaliśmy super kontakt, dzięki niemu nasza mini wyprawa była cudowna. Ale wracając do pierwszego poranka na pustyni... zjedliśmy pyszne śniadanko składające się z dżemów, serków, miodu, warzyw, chlebka i kawy, złożyliśmy swój mały obozik i pojechaliśmy dalej. Naszym celem była Pustynia Aqbat.
          To był spokojny dzień wolnej pustynnej jazdy z licznymi przystankami na zbieranie kamyczków i robienie zdjęć. Po jakimś czasie wjechaliśmy na drogę prowadzącą do Oazy Baharija, z której zresztą po niedługim czasie znowu zjechaliśmy zeby wdrapać się na bojad największą samotną ruchomą wydmę Abu Muharrak. Wjechanie na nią to wcale nie taka prosta sprawa, nasz kierowca robił kilka podejść, ale to już chyba była dla niego sprawa honoru, bo ostatecznie wjechał. Wydma to tysiące ton piachu, cały czas ziarenko po ziarenku przemieszczającego się na południe i niszczącego wszystko co napotka po drodze. Żałowaliśmy trochę, że w to piękne miejsce dotarliśmy w samo południe, bo wiadomo że zdjęcia najpiękniej wyglądają o poranku albo późnym popołudniem kiedy rzucane cienie tworzą piękny krajobraz. Nie można jednak w tak krótkim czasie mieć wszystkiego, więc byliśmy zadowoleni z tego ze możemy sobie pospacerować po tym monstrum. W którymś momencie postanowiliśmy z wydmy zejść, okazało się później że aż tak dobrym pomysłem to nie było. Straciliśmy z oczu nasz samochodzik i chcąc niechcąc trzeba się było na nią wdrapać. W czasie wspinaczki dowiedziałam się jak marną mam kondycję, nawet moje pustynne buciki niewiele pomogły na ciągle osypujący się śliski piasek. Żeby było już zupełnie śmiesznie to wdrapaliśmy się tylko po to żeby natychmiast zjechać samochodem. Resztę odległości dzielącej nas od Oazy pokonaliśmy juz drogą. W Bahariji zatrzymaliśmy się tylko na pół godziny, żeby uzupełnić zapasy na kolejne dwa dni i dwie noce. W drodze na Pustynię Aqbat minęliśmy Czarną Pustynię z majestatycznymi czarnymi stożkami, na razie oglądaliśmy ją tylko z okien samochodu zostawiając ją sobie na "później". Do celu czyli do zachodniej części pustyni Aqbat dotarliśmy już późnym popołudniem, minusem tego było to, że spieszyliśmy się, żeby znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg, a plusem niesamowite widoki rozpościerające się przed naszymi oczami, które w czasie zachodu słońca wyglądały przepięknie. Rozbiliśmy swój obóz na pisaku u podnóża jednej z gór, nasz kierowca zajął się gotowaniem zupki i ryżu, a my dzielnie rozpalaliśmy ognisko, nasz przewodnik jak zwykle okazał się nieprzydatny do niczego, leżał tylko wpatrując się w gwiazdy (prawdziwy "człowiek pustyni"). Tym razem Bakr zaserwował nam zupkę ziemniaczano warzywną, oczywiście była pyszna, drugie danie to standard czyli grilowany nad ogniskiem kurczak i ryż. Po kolacji jeszcze długo siedzieliśmy przy ognisku, rozmawiając, śpiewając sobie i popijając herbatkę. Tym razem sympatyczne Fenki też nas nie zawiodły i przybyły gromadnie na ucztę. Wieczór był wyjątkowo ciepły i bezwietrzny, nad nami świecił bardzo jasno, wręcz oślepiająco księżyc, który wtedy był akurat w pełni.
          • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 12:52
            Mimo niewielu godzin snu, obudziliśmy się w czasie wschodu słońca, mogliśmy podziwiać kolejny spektakl światła i cienia tym razem nad wzgórzami Aqbat. Poranek też był ciepły i bezwietrzny, więc po krótkiej toalecie, czyli nawilżonych chusteczkach i zjedzeniu pysznego śniadanka ruszyliśmy w dalszą drogę przez pustynię, od czasu do czasu zatrzymując się na robienie zdjęć i zbieranie kamyczków. Pierwszym celem, do którego chcieliśmy dotrzeć było bardzo ciekawe źródełko Ain El Maqfi , obok którego zobaczyliśmy coś na kształt zielonego jeziora (które okazało się trawą). Widok niesamowity, wszędzie dookoła pustynia i góry, a tu nagle palmy, woda i trawiaste jezioro. Następnym naszym celem było kolejne zagubione wśród pustkowi źródełko Ain El Serw, bardzo urocze i niesamowite miejsce. Siedzieliśmy tam dłuższą chwilkę budując w piasku "kanały nawadniające" żeby zapewnić trochę wody maleńkiej roślince posadzonej tydzień wcześniej przez Bakra, zabawa była przednia, zachowywaliśmy się jak dzieci bawiące się w piaskownicy. Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy było Magiczne Źródło- Ain Khadra. Miejsce o wiele bardziej sławne od Ain El Serw, równie urocze, ale jednak poprzednie źródełko zrobiło na mnie większe wrażenie, może dlatego że nie było tak "ucywilizowane" jak Magiczne Źródło, w którym Egipcjanie zbudowali miejsce piknikowe. Siedząc sobie przy magicznym źródle spotkaliśmy grupę Japończyków, która wybierała się tam gdzie ja bardzo chcę jechać już od jakiegoś czasu czyli do Gilf Kebir. Zrobiłam się nawet na trochę zł, że uległam tej całej medialnej nagonce, że to niby niebezpiecznie, ze siedzieć w kurortach i takie tam dyrdymały, dzieki którym ograniczyłam się do mini wyprawy, zamiast spełnić swoje marzenie. Następnym razem już się nie nabiorę na tą całą propagandę strachu!
            Mimo że pora była obiadowa, to postanowiliśmy jechać dalej i zjeść coś w mniej zatłoczonym Po godzinie jazdy wszystko wokół nagle zrobiło się szare, nagle "zaszło słońce" zaczął wiać silny wiatr. W kilka chwil znaleźliśmy się w środku burzy piaskowej. Widok nieziemski, a raczej postępujący brak widoku i miliony piaskowych ziarenek padających na nasz samochód. Nasz kierowca był zmartwiony, wiedział od rana że może się rozpętać burza, ale nie przypuszczał że będzie aż taka duża. Pojechaliśmy w miejsce, które miało być osłonięte od nawałnicy. Miejscem tym była przełęcz pomiędzy dwoma sporych rozmiarów górami. Postanowiliśmy zatrzymać się tam na obiad i przeczekać najgorszą nawałnicę. Widok w dolinie po jednej i drugiej stronie był niesamowity, natura pokazała swoje groźne oblicze. Oczywiście w samochodzie nie mieliśmy zamiaru przeczekiwać tej nawałnicy, która jak się okazało jednak nas też szybko dosięgła. Założyliśmy kapturki, usta i nos zasłoniliśmy chustami, oczy chroniły okulary- tak przygotowani wdrapaliśmy się na fajną półkę skalną, która trochę nas osłaniała od piasku i podziwialiśmy siłę przyrody. W samochodzie pozostał tylko nasz "człowiek pustyni" czyli przewodnik. Siedzą tak sobie nagle dostrzegliśmy wyłaniające się dwa samochody, jeszcze ktoś prócz nas postanowił przeczekać burzę w tym samym miejscu. Pierwszy samochód to podobna do naszej terenowa Toyota prowadzona przez beduińskiego kierowcę. Drugi samochód to terenowa honda, ale raczej nie przystosowana do jazdy w pustynnych warunkach. Z Hondy wysiadły cztery osoby, jak się okazało byli to Włosi, dwie kobiety i dwóch mężczyzn w średnim wieku, świetne ciuch, piękne włoskie buty poczułam się przez moment jak na deptaku w Nama Bay. Samochód pożyczyli w Kairze i postanowili pozwiedzać trochę pustynię, w tym celu wynajęli Beduina żeby jechał przed nimi i wskazywał drogę przez pustkowia. Turyści jak turyści, ale jak zobaczyliśmy, że Pan wyciąga z samochodu piękne czerwone rozkładane fotele, to nie mogliśmy powstrzymać śmiechu, pasowali jak ulał do naszego człowieka pustyni, zresztą nawet wysiadł z samochodu żeby się przywitać i widać było że nowo przybyli bardzo mu przypadli do gustu- widać z nas za duże prostaki, co siedzą bezpośrednio na piasku, jedzą bez sztućców, nie narzekają że nie ma toalety itd. Niestety Włosi długo na swoich pięknych krzesełkach nie posiedzieli, bo druga fala burzy szybko przegoniła ich do samochodu. Zastanawialiśmy się później jak długo tam jeszcze siedzieli, bo ich samochód, bez osłon na silnik nie nadawał się do jazdy w czasie burzy piaskowej. Obiadek zjedliśmy niestety w samochodzie więc nie był wytworny, ale przynajmniej bez piasku. Jak burza trochę się oddaliła, to postanowiliśmy pojechać dalej. Bakr był bardzo smutny, ze nie zrobimy ładnych zdjęć przez tą nawałnicę, musieliśmy mu tłumaczyć, że moglibyśmy oddać 1000 zdjęć za to że było nam dane zobaczyć i przeżyć coś tak niesamowitego. Przemierzając wschodnie tereny Pustyni Aqubat coraz bardziej zbliżaliśmy się do miejsca naszego kolejnego noclegu czyli Białej Pustyni. Cieszyłam się, że rok wcześniej zrobiłam na niej wiele fajnych zdjęć, bo tym razem unoszący się cały czas piasek w powietrzu skutecznie odstraszał mnie od odpuszczania samochodu z aparatem w ręku. Zdjęcia i tak robiłam, ale oczywiście z za szyby samochodu. Jadąc tak przez Białą Pustynię dotarliśmy do sławnego, pokazywanego we wszystkich folderach grzybka. Jakie było moje zdziwienie kiedy się okazało, że grzybek pod którym rok wcześniej robiłam sobie zdjęcia teraz jest szczelnie ogrodzony i nie można do niego podejść. Podobno ogrodzono go kilka dni wcześniej, obeszłam się smakiem i pojechaliśmy dalej. Burza piaskowa przyniosła ze sobą spore ochłodzenie, gdy dotarliśmy na miejsce kempingowe, to wiał lodowaty wiatr, zapowiadała się najzimniejsza noc naszej wycieczki. Prócz nas na Białej Pustyni noc spędzały jeszcze trzy grupy, rok temu było ich ze trzydzieści. Jak co wieczór rozstawiliśmy nasz mały obozik i zajęliśmy się rozpalaniem ogniska, a Bakr gotowaniem pysznej kolacji. Zupa czosnkowa w jego wydaniu to coś czego jeszcze długo nie zapomnę, była niesamowita! Fenki tym razem nas olały, bo nie mieliśmy kurczaka, zjedliśmy spagetti, jak widać wybredne są strasznie, więc poszły sobie do innych na kurczakową ucztę. Zachód słońca w czasie burzy piaskowej to niesamowity widok, który ciężko opisać, ale warto zobaczyć, bo zdjęcia niestety tego nie oddają w dobry sposób. Nie siedzieliśmy długo przy ognisku, poszliśmy wcześniej spać. Dostałam też nauczkę na przyszłość, cały dzień miałam rozpuszczone włosy, wieczorem próbowałam je jakoś rozczesać, ale nie byłam w stanie, po kilkunastu minutach męczenia się i wyszarpywania kolejnych włosów dałam za wygraną więc rano wyglądałam jak nie powiem co ...
            • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 12:53
              W nocy wiatr ustał, zrobiło się cicho i ciepło- wiem bo musiałam wyjść z namiotu za jedną pilną potrzebą, w nadziei na piękny słoneczny kolejny dzień poszłam spowrotem spać. jakie było moje zdziwienie rano, kiedy okazało się że znowu wiele wiatr, ale tym razem jeszcze zimniejszy niż wieczorem. W takich warunkach nikomu z nas nie chciało się siedzieć przy śniadaniu i trząść z zimna więc postanowiliśmy z pustymi żołądkami ruszyć dalej. Jedynie Bakrowi chyba było ciepło bo postanowił umyć sobie głowę- faceci to mają dobrze, kropelka szamponu i pół butelki wody do spłukania wystarczą. Ja niestety na taki komfort pozwolić sobie nie mogłam, aż tyle wody nie mieliśmy.
              Po Białej Pustyni jeździliśmy sobie jeszcze dobre dwie godziny zatrzymując się od czasu do czasu. W pewnym momencie nasz kierowca zaczął zataczać dziwaczne kółka w jednym miejscu czegoś usilnie szukając. Jak się okazało szukał wejścia do jaskini, którą przypadkiem odkrył kilka lat wcześniej. Jak się okazało wejście do jaskini to była taka niewielka dziura o średnicy niecałego metra. Nasz szalony kierowca od razu do niej wskoczył, podałam mu aparat żeby zrobił zdjęcia w środku. Okazuje się, ze pod pustynią jest niezły system jaskiń, ciekawe co w sobie kryją? Tego się nie dowiedzieliśmy, bo nikt tych jaskiń nie bada i mało kto wie o ich istnieniu.
              Kolejnym przystankiem na naszej powrotnej drodze do Oazy Baharija, gdzie mieliśmy spędzić kolejną noc była Kryształowa Góra. Takich gór jest więcej na tych terenach, rok wcześniej oglądaliśmy jedną z nich, była ogrodzona, niczego nie wolno było przypadkiem zabrać na pamiątkę i w ogóle wiele szumu o tą sławną górę robią. Tym razem nie mieliśmy ochoty sie przy niej zatrzymywać, uznając że jest przereklamowana. Bakr jednak postanowił pokazać nam inną Kryształową Górę, która zrobiła na mnie większe wrażenie, to coś niesamowitego taka cała zbudowana z kryształków kwarcu góra, szkoda że zabrudzona pisakiem, ale i tak gdzieniegdzie pięknie lśniła w słońcu. Po zrobieniu kilku zdjęć i zabraniu kilku małych kryształków na pamiątkę pojechaliśmy dalej w stronę Czarnej Pustyni.
              Jazda samochodem po Czarnej Pustyni to wyzwanie i dla kierowcy i dla samochodu, wszędzie zalega gruba warstwa piasku, przysypana powulkanicznymi kamieniami. Czarna Pustynia to taki trochę księżycowy krajobraz składający się z wielu czarnych stożków. Wiał tak zimny wiatr, że nie bardzo chciało nam się wychodzić na jeden ze szczytów, więc nasz kierowca zawiózł nas samochodem na piękne widokowe miejsce. Widok niestety az tak piękny nie był, bo w powietrzu cały czas unosił sie piasek z burzy pisakowej szalejącej poprzedniego dnia. Byliśmy zmarznięci, głodni (bo bez śniadania), a widoki niestety zamglone, postanowiliśmy więc wyjechać szybciej z Czarnej Pustyni, dojechać do Oazy , wziąć prysznic i coś zjeść. Do hotelu dotarliśmy bardzo wczesnym popołudniem, szybki prysznic to coś o czym wszyscy marzyli. Po zmyciu z siebie całego piasku pustyni pojechaliśmy zobaczyć oazę, naszym pierwszym celem było jedno z ciepłych źródeł, w którym Panowie postanowili popływać. Woda faktycznie była idealna to kąpieli, więc trochę czasu tam spędziliśmy. Jeszcze w drodze do źródła, kupiliśmy coś tam do jedzenia na mieście, zaspokajając pierwszy głód.
              Nasz przewodnik koniecznie chciał się poczuć potrzebny, więc zaczął nas namawiać na wizytę w Muzeum Złotych Mumii, Świątyni Aleksandra, a raczej jej marnych pozostałościach i gdzieś tam jeszcze. Wreszcie nadszedł jego czas, mógł dumnie zawiesić na szyi smycz z doczepioną licencją przewodnika i udawać ważniaka z wielką wiedzą. Wiedzy na temat zabytków faktycznie odmówić mu nie można, ale nie powiedział w sumie niczego czego bym już nie przeczytała w przewodniku. Niestety złe wrażenie jakie zrobił na nas na pustyni pozostało i nikt nie miał ochoty go dłużej słuchać. Na zwiedzanie zabytków też nie mieliśmy ochoty, ale daliśmy się zaciągnąć do pozostałości Świątyni Aleksandra, do Muzeum Złotych Mumi już nie poszliśmy. Nasz przewodnik obraził się na nas śmiertelnie i w sumie przestał się odzywać, nam to akurat było na rękę. Pojechaliśmy na obiadek, po którym odstawiliśmy naszego przewodnika do hotelu żeby od nas odpoczął i na zaproszenie Barka pojechaliśmy zobaczyć oazę. Pokazał nam dzielnice mieszkalne, jeździliśmy wąskimi uliczkami aż w pewnym momencie dojechaliśmy do domu jego przyjaciela. Przebywała tam jego zona z dwójką słodkich dzieciaków, mieliśmy ją zabrać i pojechać do Bakra na herbatkę i ciasteczka. Zanim pojechaliśmy zaproszono nas do części domu dla mężczyzn, bo w tej konserwatywnej oazie nadal jest podział na część męską i kobiecą. Gospodarz ugościł nas beduińską herbatką i orzeszkami. Po kilku minutach zjawili się dwaj koledzy (też kierowcy). Panowie postanowili wypalić coś na kształt sziszy. Z zaciekawieniem przyglądałam się jak robią fajkę wodną z dwóch butelek po napojach, gdy już wszystko było gotowe zapytali czy też chcemy spróbować i wtedy okazało się że w tej prowizorycznej sziszy są pewne "specjalne ziółka". Pomyślałam sobie być tam, siedzieć w takim miejscu i nie spróbować to byłby niewybaczalny błąd, wychodząc więc z założenia że wszystko dla ludzi ochoczo skorzystałam z propozycji. Gdy już wypaliliśmy ziółka zmieszane z tytoniem i wypiliśmy herbatkę postanowiliśmy ruszyć dalej. Poznaliśmy też żonę Bakra, jak przystało na skromną mieszkankę oazy ubrana była cała na czarno, a na głowie miała nikab (taką zasłonkę odsłaniająca tylko oczy). Domek Bakra był o wiele mniejszy niż jego przyjaciela, ale równie przytulny i ładnie urządzony. Na zewnątrz nie widać, że mamy XXI wiek, ale w srodku nie brakuje nowoczesnych urządzeń, przechodząc przez próg domu wchodzi się do zupełnie innego świata niż ten widziany z zewnątrz. Zapewne nie we wszystkich domach tak jest, ale Beduini raczej do najbiedniejszych nie należą więc domom prawdopodobnie niczego nie brakuje. Przy herbatce i ciasteczkach spędziliśmy miłe popołudnie. Niestety nadszedł czas pożegnania z naszym szalonym kierowcą, wszyscy bardzo się polubiliśmy więc i rozstawać się było ciężko, obiecaliśmy że w przyszłym roku pojedziemy właśnie z nim go Gilf Kebir i tej obietnicy mamy zamiar dotrzymać. Późnym wieczorem do hotelu przyjechał po nas z Kairu znany nam sprzed roku kierowca, uściskom i powitaniom nie było końca. Rano po śniadaniu ruszyliśmy w drogę, to był przedostatni dzień naszej wizyty w Egipcie, z łezką w oku żegnaliśmy pustynię. Do hotelu, tym razem zlokalizowanego w centrum przy ul. Tahrir dotarliśmy popołudniu (wcześniej stojąc dobre dwie godziny w korkach oczywiście). Tego popołudnia już nigdzie nie wyszliśmy, mimo że mieliśmy takie plany wcześniej. Po długiej rozgrzewającej kąpieli i całkiem przyzwoitej kolacji w hotelowej restauracji poszliśmy wcześnie spać.
              • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 12:56
                Ostatni dzień, a raczej pół dnia jaki nam pozostał do odlotu postanowiliśmy spędzić na miłym spaceru. Potupaliśmy więc na nóżkach najpierw przez kładkę na Nilu, przeszliśmy obok Opery Kairskiej i dotarliśmy do Nilu właściwego, chwilę postaliśmy na moście, nazywanym Mostem Miłości i poszliśmy dalej w kierunku Muzeum Kairskiego, tym razem nie wybraliśmy się na Plac Tahrir mimo ze był bardzo blisko, tuż przed naszymi oczami. Doszliśmy do Muzeum i wróciliśmy nad Nil, gdzie siedząc sobie na plastikowych krzesełkach i popijając herbatkę żegnaliśmy się z Kairem. Tak skończyła się nasza kolejna egipska przygoda. Samolot wylądował w Warszawie wieczorem, następny dzień przywitał mnie okropną pogodą, było ciemno, zimno i padał deszcz ...

                I to juz koniec.... za ewentualne błędy, których zapewne znowu sporo przepraszam :)
                Zdjęcia sią poukładane chronoligicznie, więc po tych opisach powinno się je lepiej ogladać.
                • erloy3 Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 14:25
                  To biuro egipskie, z którego korzystałaś, ma jakiś cennik czy trasę każdej wyprawy trzeba uzgodnić?
                  Czy możesz dać link do ich strony? Bo rozumiem, że wszystko załatwiałaś wcześniej przez internet?
                  Czy podczas wizyty w domu miejscowych (jak w Luksorze i oazie) wypada dać jakieś prezenty?
                  I na koniec bardzo przyziemne pytanie: jak wygląda sprawa z załatwianiem potrzeb (ubikacja) podczas takiej wyprawy?
                  • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 14:41
                    Jeszcze dołoże do powyższych swoje pytanie, a mianowicie:
                    Jak sie przygotowywałas do tej całej wyprawy jeszcze w Polsce to jaki ekwipunek zabierałas ze soba a jaki był do dyspozycji na miejscu?
                    Chodzi mi szczególnie o ta część pustynną. Jakieś namioty, śpiwory, naczynia... jedzenie.. itd
                    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 19:33
                      @Kasia

                      Specjalnie się nie przygotowywałam, zabrałam kilka bawełnianych koszulek i spodni typu bojówki, zastanawiałam się nad śpiworem ale ostatecznie został w domu.
                      Na wyposażeniu samochodu są materace, koce, śpiwor, namioty, jest też stolik, gril i wszystkie inne potrzebne rzeczy, to taka lajtowa wyprawa. Oczywiście jeśli ktoś lubi jeść tylko swoim widelcem czy łyżką to może zabrac ze sobą ;)
                      Trochę staranniej pakowałam tylko kosmetyki, bo nie mogło zabraknąć mokrych chusteczek zwykłych i do higieny intymnej, w kosmetyczce znalazło się też miejsce na płyn do mycia bez użycia wody- czasem przydatny. Zawsze zabieram też ze sobą jakąś igłę i nitkę, różne plasterki i opatrunki, wodę utlenioną, maść na ukąszenia i coś na kłopoty żołądkowe, jakieś środki przeciwbólowe i obowiązkowo aspirynę. Nic szczególnego, ale może czasem być przydatne. Zabieram też ze sobą latarkę, żeby mieć jasno w namiocie i móc nocą wyjść "pozwiedzać" ...
                      A i jeszcze jedno, na dłuższe wyprawy warto zabrać "szampon na sucho" bo woda na pustyni jest bezcenna i nik jej tyle nie poświęci zebym mogła sobie spłukać włosy. To chyba tyle, jak sobie coś ciekawego przypomnę to jeszcze napiszę.
                  • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 19:10
                    @erloy3
                    1. Firma z którą już 2 raz byliśmy na pustyni to Select Egipt i Minamar (firmy siostry): www.selectegypt.com/terms_of_use.html lub minamar.com/ . Serdecznie polecam, potrafią super zorganizować każdy wypad na pustynię od jednodniowego w okolice Fajum aż do Ekspedycji na płd-zach. róg Egiptu. Na stronie Minamaru są podane prócz programów również ceny. Firma jest bardzo elastyczna, my realizowaliśmy swój autorski program, którego nie mają w ofercie. Bardzo komunikatywni, dosyć szybko odpisują na maile. Trasy nie trzeba uzgadniać można zdecydować się na którąś ze stałej oferty.

                    2. Tak wszystko uzgadnialiśmy wcześniej, a na ok. miesiąca przed wyjazdem wpłaciliśmy 20% zaliczki, można płacić kartą kredytową więc jest to wygodne.

                    3. Ja myślę, że miły drobiazg zawsze i wszędzie jest dobrze widziany, więc jeśli dostajemy jakieś zaproszenie do czyjegoś domu (nigdy nie wpraszamy się sami, bo dla mnie to niegrzeczne, ciekawość ciekawością, ale prywatność to coś świętego dla mnie) to najpierw odwiedzamy sklep ze słodyczami, Egipcjanie uwielbiają słodycze więc dobre czekoladki zawsze chętnie są przyjmowane. Jeśli już w Polsce mamy w planach odwiedzić kogoś znajomego to zabieramy jakieś drobiazgi z kraju.

                    4. Taka sprawa wygląda bardzo przyziemnie, jak to bywa w "dzikim" terenie, szukasz ustronnego miejsca (drzew nie ma ale są skały ;) ) i załatwiasz co trzeba, lepiej też wybierać jakiś teren z np. piaskiem żeby mozna było zakopać to i owo, nie pozostawiając nieprzyjemnych widoków ;)
                • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 15:57
                  A flaszeczka gdzie!?
                  Miałaś zabrać do odkażania!
                  Tylko nie pisz,że przywiozłaś z powrotem!
                  No bo jakże tak!?Ziólka były(jakie wrażenia?kiedyś próbowałem w okolicach Dahab), a flaszeczka się jakoś omsnęła.
                  A tam taka zimnica Was dopadła,przepłukać gardło z piasku,czy tam dać nieco temu sztywnemu przewodnikowi na rozlużnienie.Ciekawe doświadczenie by było.A tak to Was tylko irytował.

                  • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 18:13
                    Irhano, super relacja!
                    Naprawdę Ci zazdroszczę, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. O miejscach, o których piszesz, w których byłaś, myślę od dawna i bardzo, bardzo chciałabym tam być. :-)

                    Żaden kraj tak nie przyciąga i nie ma tyle do zaoferowania turyście, co Egipt. To tylko moje zdanie, oczywiście. Bardzo subiektywne. :-) W związku z tym, ciągle wracam tam, bo tyle miejsc jeszcze mam do zobaczenia. A i dla samego odpoczynku: 4 godziny lotu i egipskie słońce, prawie bezchmurne niebo, i ten czas płynący jakby wolniej...

                    pozdrawiam
                    :-)
                  • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 19:21
                    @Janan

                    A wiesz że zapomniałam o flaszeczce wspomnieć. Naprawiam ten błąd!

                    Poszłam za Twoją radą i flaszeczkę kupiłam, a nawet dwie. Przez pierwszy tydzień leżały sobie nietknięte z myślą, że wypijemy je na pustyni w czasie chłodnych nocy. Pierwszego wieczora zaproponowaliśmy naszemu "człowiekowi pustyni" szklaneczkę, ale odmówił, w ogóle nasłuchaliśmy się o szkodliwości i takie tam, kierowca widać miał ochotę ale chyba sam się trochę obawiał pić. Zapomniałam wspomnieć, że nasz przewodnik był Koptem więc Allach nic nie ma to jego picia. To jeszcze nie wszystko, bo nie dosyć, że w ogóle brzydzi się alkoholem bardziej nawet niż ja, to jeszcze pości, bo ma adwent. A w ogóle jest na wiele rzeczy uczulony i nie może ich jeść, chodzić za dużo też nie może bo za dużo waży a w dodatku ma płaskostopie, chodzące nieszczęście normalnie. Zresztą może my byliśmy zbyt krytyczni, przewodnicy nie mają z nami raczej łatwego zycia, ale w sumie rok wcześniej mieliśmy świetnego przewodnika, który poradził sobie super.
                    Tak wię jedną flaszeczkę wypiliśmy sobie na pustyni- starczyła na cały pobyt, a drugą dostał w prezencie nasz znajomy kierowca, z którym wracaliśmy do Kairu- ten na pewno tego nie wylał.
                    Z ziółkami postepowałam ostrożnie, próbowałam takich jak byłam bardzo młoda i mi się nie podobało, a teraz było miło, wszyscy się rozluźnili i nic poza tym. Beduini mają dużą wprawę w paleniu, a ja przyjęłam tylko małą daweczkę.
                    • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 16.01.12, 21:52
                      @ Irhana
                      No jednak ta flaszeczka w jakiś sposób jest zawsze przydatna.Nie to żebym kogoś namawiał.Co to,to nie.Sam odchorowałem sylwestra,a raczej jego poprawiny i jeszcze spóżniłem się dwa dni z powrotem,bo jakoś nie mogłem ustabilizować horyzontu w poziomie, a do tego samochodem.Czasami mi się trafia.Ale to nic dobrego z czerepem po takiej imprezie.Nie wiem jak zniosłaś tę włoską rewię na pustyni.Ale ja raczej reaguję alergicznie na takich bufonów typu przewodnik(że też taki się Wam trafił),czy "turyści" z galą mody.Nie przyszło Ci do głowy wprawić ich w kompleksy i ubrać tę sylwestrową sukienkę,no i oczywiście szpilki w tej burzy piaskowej i przeparadować obok!?Chyba,że nie miałaś w bagażach.Ja moment na takich ćwoków zaraz bym Ci podpowiedział, jak wpuścić pacanów w kompleksy.Natychmiast by Ci się humor poprawił,a im szczęka opadła,następnym razem wzięli by meble i jeszcze więcej bagażu.Mniejsza o trudności z przebieraniem,warto by było.Kiedyś przeżyłem coś podobnego z burzą piaskową,ale iuż to widzę jak zwiewna sukienka fruwała by na wietrze.Niezbyt dobrze widać,coś jak zjawa,ale Włosi z pewnością by dostrzegli.Orzesz!Ze Ci to nie przyszło do głowy.Prać i tak wszystko trzeba,wszędzie ten pył się wciśnie.Do tej pory się zastanawiam jak to możliwe,że nie zatyka im rur z tego piachu.Bardzo dużo tego było pod prysznicem,ale spłynęło jakoś.
                      • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 17.01.12, 09:42
                        Włoską rewię zniosłam całkiem dobrze. Bylismy tylko ubawieni całą sytuacją, ale Włosi byli bardzo mili, pod tym względem nie moża im było nic zarzucić. Bufonem to był przewodnik, ale jego zazwyczaj olewaliśmy nie zwracając na niego uwagi, a czasem dostarczał nam też rozrywki swoją nieporadnością. Wydaje mi się, że może spewjalnie go dostaliśmy. W firmie wiedzieli, że już nie pierwszy raz jedziemy, to może chcieli "młodego" wypuscić na głęboką wodę żeby coś się nauczył. Prawdopodobnie gdybyśmy byli na tych terenach pierwszy raz to stosunek do niego jako przewodnika byłby trochę łagodniejszy.
                        Raz jeden przyszło mi do głowy żeby sobie zrobić zdjęcie w sukience i szpilkach na pustyni, ale zimny wiatr jednak skutecznie ostudził ten zapał.
                        Rur nie zatyka, bo mają pozakładane osłony, a w czasie największej nawałnicy starają się nie jeździć, ale fakt to zadziwiające- ja piasek miałam doslownie wszędzie, zniszczyłam też okulary, są całe porysowane piaskiem. Ray Bany to nie były, ale i tak ich szkoda. Przynajmniej bucików nie zgubiłam, to już jakiś plus :)
                        • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 17.01.12, 10:55
                          No i popatrz! miałaś okazję "zgubić" przynajmniej te szpilki,no i pomysłowa też jesteś jak widać.Ale znowu się nie chciało, a tak furora z sukienką to by była ze hej.A fotki w takim plenerze i ubiorze!?.Musiało by wyglądać pięknie,musisz się wybrać jeszcze.A tak nawet "koncert" Ci się nie trafił jak w ubiegłym roku he he.Ale ja tak z powodu ssania w żołądku jestem upierdliwy i szukam dziury w całości.Nie miej mi tego za złe,przejdzie.Wyprawa na pustynię to jednak minimum dwie osoby,jak słusznie zauważyła poprzedniczka.Ale lepiej większa ekipa.Z tego trudności w zorganizowaniu.A z tymi rurami,no to przeraziłem się ilością czerwonawego(w Egipcie pewno pomarańczowy lub żółty) pyłu pod prysznicem.Chodziło o rury ściekowe,do tej pory nie wiem,gdzie to się podziewa.Jeszcze przy długich włosach u kobiet,no to jakby z pół cegły zmielił,a co nie do końca zmielone, no to reszta w zębach rozkruszy , przywiezie część w nosie ,uszach,ale jaki "masarz" zejak szpilkami w nieosłonięte części ciała.Ale przygoda,jak u nas zamieć śnieżna.Zazdroszczę.
                          • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 17.01.12, 15:36
                            Ty głodny ja niewyspana i jak widać marnie myśląca, niezły z nas duet!

                            Pomysły to ja czasem mam nawet zbyt szalone i jakoś z wiekiem mi się pogarsza nie wiadomo czemu. A przygoda faktycznie była świetna, trochę tego piasku nawet do Polski przywiozłam w kieszeniach.
                                    • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011- Pustynia 20.01.12, 18:02
                                      No no!Nawet ceylonka nabrała ochoty na opcję Irhany z burzą piaskową w tle.Ale po ponownych "studiach"z przygód autorki (a raczej ich braku) mam pytanie.

                                      Jak to jest z tymi kolosami Memnona(tak ,tak,ten od wojny trojańskiej)Jakoś mi się nie klei ta znana mnie wersja.

                                      Oto ona!Egipt nawiedziło straszliwe trzęsienie ziemi,które dokumentnie zniszczyło potężną Swiątynię której strażnikami były właśnie Kolosy Memnona.Zauroczony ich potęgą i wielkością odwiedzający te okolice Memnon postanowił je uratować dla potomnych zabezpieczając przed zniszczeniem.Dlatego nazywane są kolosami Memnona,choć niewiele z nim mają wspólnego poza renowacją.Prawda czy fałsz,bo różnie z tymi starożytnymi legendami bywa.Ciekaw jestem nowych "odkryć" autorki,dotyczących tego zabytku.Wyczułem inną wersję czytając,od tej którą znam z opowieści tamtejszych ludów.Gdzie jest prawda!?Może Irhana się odezwie,bo gdzieś wsiąkła.Pewno wydłubuje piasek z zębów czy uszu (wszystkich) i nie ma czasu
    • anjolka77 Re: Moja egipska przygoda 2011 16.01.12, 14:48
      Fantastyczna wycieczka! Widzę, że zwiedziliście cudowne miejsca! Ja osobiście Egipt uwielbiam i jak tylko mogę to staram się Egipt odwiedzać. Moim zdaniem jest to jedno z piękniejszych miejsc, tyle zabytków, tyle historii. I te wycieczki są nie drogie. Można polecieć w sumie i za kilka tysięcy i za kilkaset złotych! Egipt jest krajem absolutnie dla każdego i na każdą kieszeń. Ja osobiście bardzo polecam!
      • vicehrabiadebragelone Re: Moja egipska przygoda 2011 20.01.12, 18:49
        Z tego co ja słyszałem to Kolosy zostały nazwane Kolosami Memnona wiele lat po powstaniu przez wszędobylskich Greków.Podobno budziły w nich taką groze i podziw że nazwali je imieniem jakiegoś barbarzyńskiego króla z tamtego okresu i tak juz zostało:)Ja znam taką wersję
        • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 20.01.12, 21:04
          To ja do tego dopiszę tylko, że są to kolosy przedstawiające Faraona Amenhotepa III, nie zaś jak większość mylnie myśli Memnona, słyszałam kiedyś i taką bajeczkę, że zwą się Kolosami Memnona, bo Memnon je wykonał...
          Ich pierwotnym przeznaczeniem było strzeżenie wejścia do Świątyni Grobowej Faraona :)
          • vicehrabiadebragelone Re: Moja egipska przygoda 2011 20.01.12, 22:20
            Panuje jakas dziwna opinia o tych Kolosach że niby przereklamowane ,zniszczone i nie wiadomo nawet co przedstawiają:)Chyba wspominałem w mojej relacji że na cały autokar wyszło oglądać Kolosy może z 5 osób reszta nie była zainteresowana.Na mnie zrobiły bardzo duże wrażenie,jak wielka musiała być świątynia przed którą stały?!Mo cóż gusta są różne, spotkałem sie nawet z opinią że rejs po Nilu jest fajny tylko po co te całe zwiedzanie?:))l
            • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 20.01.12, 22:31
              Hahahaha no tak, wszystkim nie dogodzisz :) Ja tam uwielbiam platać się po takich miejscach, ale czasem sobie odpuszczam jak już mam nadmiar ...
              Polacy chyba w ogóle nie bardzo lubią zwiedzać, a przynajmnej kilka razy taką opinię usłyszałam. Ja się jeździ po Egipcie to faktycznie trudno spotkać naszych rodaków, tylko Niemcy, Francuzi - ich wszędzie pełno. Może kiedyś się to zmieni ...
              • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 20.01.12, 23:18
                Tylko jedno ale.Jeszcze przed niedawnymi wyjazdami hrabiego i Twoim pytałem o taką zadziwiającą rzecz.Też się lubię "szwędać" i zaglądać nawet tam gdzie nie trzeba.Więc kiedy tam byłem,to zauważyłem na brwiach i w oczodołach kolosów dużo gołębi.Podobne do naszych,no może ciut mniejsze.Miałem bułki dla kotów.Tych akurat nie było.Więc zacząłem niby karmić gołębie.Zadziwiająca rzecz.One nie wiedziały co to takiego!!!Niesamowite.Mieliście sprawdzić,czy są,a jeśli,to czy już wiedzą,czy to jakieś odmieńce.Ale widocznie nie mieliście czasu lub nie przyuważyliście.Odpowiedzi nie dostałem.Głupia niby sprawa,ale dla mnie dziwna,a poza tym lubię ptaszki.

                A resztę ,no to różne wersje sobie tam układają.W każdym razie,nie są to kolosy Memnona jako takiego,tylko bóstwa strażnicze świątyni faraonów.A Kasi pewno miotła się zepsuła,szykuje na wypad,pewno mały remoncik albo zamiana na jakiś odrzutowy odkurzacz na ten jej wypad,wiec jakby nieczasowa.
                • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 20.01.12, 23:28
                  Fakt o Twoim pytaniu zapomniałam, może to już początki sklerozy ...
                  Przygladałam się teraz zdjęciom Kolosów i nigdzie nie ma na nich ptaszków, może zimą mają wygodniejsze miejsca do siedzenia? Niby zapomniałam, ale trochę sumienie uspokoiłam, bo nawet gdybym pamiętała to nie mogłabym sprawdzić.
                    • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 10:38
                      Może mi uda się coś zaobserwowac i uwieńczyc na foto.... o ile nie zapomne do tego czasu :)
                      Pod Kolosami zapewne będziemy..
                      Chociaz jak byłam w 2008 jakoś sobie nie przypominam aby były tam gołębie.. ale może wtedy było dla nich za goraco? Tego nie wiem... teraz będe baczniej obserwowac :))
                      • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 12:11
                        No nie!!!Wyszedłem jak widać na durnia.Mniejsza zresztą o ptaszki.Były!Mnóstwo.Aż sobie zepsułem dwa foto,aby udowodnić.Są qrna na mojej galerii i wyrażnie je widać.Raczej likwiduję niż dodaję,ale jeszcze te dwa dodałem (są jako pierwsze) .Za dwa trzy dni ściągnę.To był czerwiec i były.Może teraz w zimie nie ma.Może wyłowili i zjedli.Dla mnie to było intrygujące,bo bardzo dużo tych ptaszków było,tyle ,że jeść nie chciały(nie reagowały) w przeciwieństwie do kotów.Czy to nie dziwne!?Ale nie zamierzam kłócić się akurat o to.Wychodzi,że tylko ja widziałem he he.Pewno miałem zwidy.A tak obok,no to dostrzegam nawet takie mało istotne zjawiska,kątem oka.Inni nie zauważają,a ja zawsze byłem ciekawski.Bez urazy.Nie mam do nikogo wątpliwości jeśli idzie o temat.Ale swoich "zwidów" będę bronił.
                        • tymonek12 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 12:26
                          Żadnych zwidów nie miałeś. Jak byliśmy w 2008 roku pod Kolosami to gołębie były ale nie karmiliśmy ich. Było tak gorąco, że po kilku minutach wszyscy wiali do autoakru. A może my także mieliśmy zwidy z gorąca? :)
                          • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 12:43
                            He he!!!Może!Zwidy to czasami miewam,raczej bardzo rzadko problemy z wypoziomowaniem horyzontu.Ale nie przy okazji zwiedzania.A gorąco to tam jest.Normalka.Lepiej jeszcze w dolinie królów.Tam nawet zefirek nie zawieje.Dziwne ,że stali obkuci bywalcy,kwestionują moje obserwacje.Widocznie ja widzę lepiej lub nie wieję w chłodniejsze okolice.Kasia powinna lepiej to wiedzieć.Ona to wyłącznie lektyka,klimatyzacja,czasem mercedes na piramidzie się trafi.Ale to wszystko z wygodnictwa.Sam zaliczam się racze do łazików.Opcja Irhany jest mi znacznie bliższa.
                            • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 18:36
                              Zwidy czy nie, ale sprawa ciekawa i godna wyjasnienia. Miejmy nadzieję, ze Kasia nie zapomni tego sprawdzić!
                              A może one już takie najedzone były, że jeść nie chciały, a teraz same zostały zjedzone. Turystów nie ma, pieniędzy nie ma, jedzenia nie ma, to wyłapali biedne gołąbki.
                        • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 12:34
                          Wiesz co? Chyba masz racje. Przejrzałam moje fotki bardzo uwaznie i rzeczywiscie na tym pierwszym (z lewej) kolosie widac jakby siedziały tam ptaszki... nawet jakby gniezdzily sie w tych szczelinach. Wtedy nie zwracałam na to uwagi ale teraz napewno przyjrze sie z bliska :))
                          Moze uda sie zrobic jakies zblizenie i pstrykne fotke :))
                          • olianaa Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 13:11
                            Janaan dobrze prawi - jak byłam dwa lata temu w Luksorze, to w kolosach zdec ydowanie były gołębie - setki gołębi, takich mocniej czarnych. Kotłowały się w każdej szczelinie. Ja myślę, że to zależy od pory dnia - my tam byliśmy po południu, a przecież w Egipcie wczesniej zapada zmrok. Do czego zmierzam - miałam na ścianie przy moim domu swojego czasu winobluszcz - przylatywały tam kosmiczne ilości wróbli, któe tam spały. Cały dzień nie było żadnego, ale latem koło 17.00 zlatywały się wszystkie robiąc straszny rejwach, skakały po gałązkach i tak dalej. Kiedy dochodziła 19.00 jakiś ich sierżant głośno gwizdał i od tej pory panowała idealna cisza. Nocna zdaje się, choć przeciez latem jest jeszcze zupełnie jasno. Wygląda na to, że egipskie gołębie mają podobnie. Albo ich nie ma, bo sobie "jedzą na mieście", albo są wszystkie i szykują wyrka do snu. Może stąd janaan wzgardziły Twoją bułką :-D
                            • olianaa I link do ptaków na Kolosach Memnona 21.01.12, 13:26
                              Janaan - wygrzebałam te gołębie, choć dość słabo je widać, takie mocno ogólne to zdjęcie. No ale są. Linkuję: fotoforum.gazeta.pl/72,2,889,132591865.html

                              I już spadam, żeby nie było, że ciała lotne odbierają irhanie show ;-D
                            • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 13:37
                              Dzięki olanaa za wsparcie!Ale już zostawmy te ptaszki(wszystkie fajne).Już sądziłem,że faktycznie mam zwidy,myszki,gołębie i inne fantazje.Niestety nie ten kierunek,więc duże "pifko",że się odezwałaś.
                              • olianaa Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 14:43
                                Pifko przyjęte, natomiast należą Ci się janan przeprosiny - a nie wiem mianowicie czemu dorobiłam Ci drugie "a" w nicku! Uparcie i wielokrotnie! Może przez swoje "a" na końcu. No jakoś mi sie optycznie komponowałeś przez dwa "a", a tu tymczasem dwójka jest. Tyle razy czytać, patrzeć i tak dalej. Ot, starość nadciąga, oczy szwankują panie dzieju ;-)
                                • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 18:45
                                  @ olanaa
                                  No,mnie też trafiła się literówka przy Twoim nicku przy fotkach.Więc wychodzi remis.Ja przynajmniej nie zwracam uwagi na takie pierdołki.Zdarza się każdemu.Ja nawet czasami lubię celowo strzelić jakiś rażący błąd,bo to dobry sposób na poznanie z kim mam do czynienia.Ale nie w tym przypadku.Tak wyszło,nooo,ale obrazić he he,to zawsze się mogę o!A co mi tam,będzie weselej.Ale my sobie znależli temat.Qrna ptaszki!Skończmy już z tym wreszcie.Lepiej Kasię zmobilizować do liczenia kotów.Irhana wytłumaczona.Okulary porysowała jej burza piaskowa,więc pewno nie bardzo przez nie widziała.Ona tak ma,jak butów nie zgubi,to przynajmniej okulary straci.Ale ma obrońcę w danance,więc nie widziała i już.Mniejsza o to dlaczego.Nie było gołębi i już.Danan słynie ze ścisłego umysłu i sokolego oka,więc koniec tematu gołębi.Widocznie raz są,a raz ich nie ma,latają czy pobywają
                                  własnymi ścieżkami.
                          • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 13:30
                            Kasia!!!Niemożliwe!To Ty dopiero "pamiętnik" musisz wyciągać.,Zeby durnia ze mnie, (wybierz) na tak lub nie robić!? Pożyczę Tobie mój osobisty zakuty łeb z przyłbicą,gratisowo dostaniesz skarpetki,bo u mnie się marnują od wielu lat(podaj namiar na priv) .Stoją w kącie ku utrapieniu mojej ślubnej...z sandałami,śmierdzący komplet akurat na pustynę.Nie godzi się!Nieładnie.Już kiedyś było przerabiane za TWA.Rychtuj tę miotłę,bo znowu pomylisz kierunki przez te egipskie rewolucje.W tym wszystkim najodważniejsza jest irhana.Olała,poleciała,wróciła cała i na dokładkę nawet butów nie zgubiła,no może jej troszkę piasku nawiało tu i ówdzie.

                            Ale koniec tematu ptaszków.Nieistotny!Istotne jest,że Irhana zasiała pewien ferment.Potrafi wyjechać,przeżyć i zwiedzić okolice niedostępne dla zwyczajnych turystów BP.No bo jeśli dananka nabrała ochoty(a ona wybredna),no to o czymś to świadczy.

                            Następna sprawa.Egipt jest mniej dostępny niż powiedzmy Turcja.Pomijając fakt "namotania" ekipy na taki wypad (bo taniej) nie uwzględniła chyba kilku przypadków,Ja się na tym przewiozłem,finansowo ,organizacyjnie i mentalnie,kilka lat temu w Turcji.Wszystko miało być zapięte,ale tłumaczka raz na cały pobyt, powiedzmy "zginęła" na dyskotece.Niestety nie wszystko było tak.Raz ze względu na różnicę wieku,upodobań,wersji,opcji,czy kosztów,dwa,nie wszyscy dogadani w necie odbierają na tych samych falach.Z tego tylko kłopoty.Więc można życzyć tylko powodzenia,tyle ,że wszystkie elementy trzeba brać pod uwagę.Pisał bym się na taki wypad.Ale mam raczej tak pół na pól.Raz wyszło,a raz dokumentna kicha.
                            • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 21:25
                              Janan wiesz to chyba nie chodzi o taniej, jest przynajmniej jeden powód dla którego musi być większa grupa i conajmniej jeden dla którego tak jest lepiej mimo różnic. Wieksza grupa musi jechać tam gdzie ja chcę, czyli do Gilf Kebir ze względów bezpieczeństwa. Nie dlatego, że tam jest niebezpiecznie tylko na wypadek np. awarii samochodu, czyjejś choroby czy wypadku itp. Lepiej też jest jechać z większą grupą, bo wieczory są bardzo długie i jakoś trzeba miło spędzać wieczory, a zabawa przy ognisku i beduińskich śpiewach w grupie zawsze fajniejsza. Względy finansowe są dopiero na trzecim miejscu.
                              Mam świadomość pewnych problemów, które mogą wystąpić w trakcie organizacji, sama nie należę do "łatwych charakterków", ale wydaje mi się, że może się udać. Najważniejsza jest chęć przeżycia czegoś i oczywiście odporność na niedogodności i tutaj rozumiem np. Kasię, która mówi, że to nie dla niej, bo musi mieć wygodny hotel, a nie tam jakieś fanaberie, że śpi się w namiocie, a myje mokrymi chusteczkami i to przez kilka dni. Co do ludzi, to też nie jest tak, że pozwolę wszystkim jechać (nawet gdyby się znaleźli). Na tym forum jestem już czas jakiś, obserwuję ludzi, jednych lubię bardziej inni mnie wkurzają. Wiem że z ludźmi poznanymi w necie bywa różnie, ale wydaje mi się że np. z takim Tobą czy Aqua_Frigidą, albo Miriam bawiłabym się świetnie na pustyni. Wiem, że w grupie czasem są zgrzyty, ale chyba najistotniejszy jest dystans do samego siebie i chęć przygody, dzięki której zawsze można się jakoś dogadać. Nie tracę wię wiary, że zbiorę kilka osób, zobaczymy czy będzie ich 6 czy 8. Pewne jest jedno więcej niż 10 osób na pewno nie pojedzie, a optymalna grupa to 8 osób. Zanim w ogóle grupa powstanie to na pewno będe chciała z wszystkimi przynajmniej kawę wypić i się poznać osobiście (zrobię sobie wycieczkę po Polsce). I jeszcze jedno, wiek nie ma dla mnie znaczenia, sama jestem młoda, bo mam wpół drogi pomiędzy 30 a 40 lat, ale zapewniam Cię, że świetnie się bawię i z młodszymi i ze starszymi od siebie. W sumie większość moich znajomych ma o wiele więcej niż ja lat, jakoś już tak od zawsze było. A jeszcze nie słodząc nikomu oczywiście myślę, że Ci w słuszniejszym wieku potrafią się o wiele lepiej bawić niż młodzi, więc stawiam raczej na ludzi 40, 50+ niż na młokosów (ale ich też nie wykluczam). A jak będzie, to zobaczymy, ja mam nadzieję, że super!
                              Tak przy okazji odezwijcie się do mnie jakoś na priv i podajcie jakieś inne namiary do siebie, bo ja czasem tutaj jestem, czasem mnie nie ma, na pocztę gazetową praktycznie nie zaglądam, a gdyby ktoś z Was był zainteresowany to lepiej rozmawia się np. na gg czy innym komunikatorze :)
                              • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 20:55

                                Dopiero dzisiaj uzupełniam "lekturkę", real mnie wciągnął bez reszty. :-)
                                Dzięki, Irhano. :-))
                                Nie jestem upierdliwa, nie narzekam, nie potrzebuję złotych klamek i wodotrysku. Te parę dni mogę używać chusteczek nawilżająco-myjących, za takie widoki warto!. Odmoczę się jak już dotrzemy do cywilizowanego miejsca. ;-))
                                Kondycje mam niezłą - w razie co przed wyjazdem, zwiększę swoje "wizyty" w klubie fitness do 2x dz. ;-))
                                W każdym bądź razie jestem bardzo zainteresowana.

                                pozdrawiam
                                :-)
                              • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 27.01.12, 12:52
                                @ irhana
                                >Janan wiesz to chyba nie chodzi o taniej<.....
                                Przegryzłem,przeżułem i wychodzi że...
                                Jesienny termin mi nie odpowiada.Zawsze ponosiłem porażkę,zresztą specyfikę pracy mam taką,że mogę sobie "wyciąć" dłuższy okres na byczenie się, czy zwiedzanie tylko wiosną.Poza tym,mam pewne doświadczenia negatywne w organizacji tego typu imprez, kilka lat temu w Turcji.To całkiem odmienny kraj.Można praktycznie dużo indywidualnie,bez zbędnej ochrony z ustaleniami co do grupy,ale nie wychodziło.Ale ten sam problem wystąpi wszędzie.Sęki podstawowe,to przede wszystkim finanse na samym początku.Potem różne oczekiwania uczestników.Wielkie znaczenie ma mentalność,problem wieku,wykształcenia no i nawet i z tym związane oczekiwania i zachowania.Nie są zbyt grożne(za wyjątkiem finansów)szczegóły,ale nie wszyscy nadają na tych samych falach,bywają spięcia i czasami iskrzy.Ponurak czy zasadniczo ustawiony,nigdy nie dogada się z imprezowiczem, czy wesołkiem,bo odbiera nawet drobnostki jako atak.A te bywają,to"biwak" praktycznie,nie każdy dorasta(bywam wesoły,nawet upierdliwy,stosuję się do sytuacji),wieczory długie i konwersacje też.Więc podważeniu ulega na wejściu sam cel wypadu.Nawet w tym układzie jeśli nawet z Tobą, czy ceylonką z pewnością bym się dostosował(bywa całkiem wesoło),no to widzę stałe kłótnie o pierdoły powiedzmy z Miriam.Na dokładkę ja całkiem "znośny" jestem.Ale znowu mam przyczepkę,zawsze jesteśmy razem.Co z nią zrobię!?Wypadało by przykuć do kaloryfera,no bo na żartach to ona się nie zna,przynajmniej wtedy jak ma migrenę(tego nigdy nie wiem)lub idzie o moje rozrywkowe zaskakujące zachowania.Musiał by w tym wypadzie uczestniczyć wielbłąd.Wtedy najwyżej przypiął by ją do ogona,no i wielbłąda batem,może by nad ranem wrócili.Inaczej mam przechlapane przez następne kilka miesięcy.Wolę już z Kasią w lektyce,najwyżej by mnie przesuszyła na sznurku,czy spinacz zapięła tam gdzie nie trzeba.

                                Następna sprawa.Koszty.Jednak.W tej cenie jest tyle miejsc do zwiedzenia na świecie.Od Kolumbii po Kubę czy Tajlandię(mniam!).To w zamian za wątpliwe uroki egipskiej pustyni.Nie trzeba zapominać o pobliskiej niezbyt szczelnej granicy z Sudanem,o rozkradzionych arsenałach Kadafiego nie wspomnę.Za ochronę się płaci.Ale ona pierwsza ucieknie.Egipt to jednak niestabilny kraj póki co.I wyprawy mogą być w tym kierunku ryzykowne.Mam nadzieję,że się nie obrazisz odmową w tym roku.Wyłuszczyłem swój punkt widzenia.Mogę życzyć tylko powodzenia.Na mój gust powinnaś wybrać mniej wymagającą i krótszą wycieczkę
                                • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 27.01.12, 18:12
                                  @Janan

                                  A niby czemu mam się obrażać? Ja tylko jakos przykład podałam osoby, które tutaj lubię czytać, nie obligowało to nikogo do tego żeby czuć się zobowiązanym do czegokolwiek. Tak dla jasności nikogo nie namawiam na nic, zdaję sobie sprawę że to długia i trudna wyprawa, więc ludzie którzy pojadą muszą być o tym przekonani że chcą przeżyć taką przygodę. Nie liczyłam też na zebranie grupy tutaj, bo to forum turystyczne i większość ludzi w nim uczestniczących nie wyobraża sobie takiego "szaleństwa". Dla mnie to normalne, też często lubię być tylko turystą z wszystkimi wygodami, ale i tak zdziwił mnie pozytywny odzew, ze strony niektórych. Tak jak pisałam to takie luźne gadanie póki co, ja sobie coś tam planuję, rozsyłam sowbie wici to tu to tam i mam nadzię, że wyjdzie z tego coś fajnego. Rozumiem, że Ty masz przykre doświadczenia z organizacją grup, ja takowych nie mam, może i ja się kiedyś przejadę na organizacji czegoś, póki co kilka razy udało mi se coś zorganizować w życiu i było fajnie.
                                  Niepojmuję jedynie tego co Ty się tak czepiłeś Miriam, która nawet słowem nie wspomniała, że ma w tym moim szleństwie ochotę wziąć udział?
                                  Masz rację też w tym, że za te pieniądze mozna zwiedzić wiele innych krajów, ale dla mnie to będzie wielka przygoda, a nie zwiedzanie. Od zawsze kocham pustynię o wiele bardziej niż zielone tropikalne tereny, tak juz mam. Nie chodzi więc tylko o podziwianie widoków, ale całą atmosferę, o tą pustkę dziesiątki czy setki kilkometrów, w którą można się zapatrzyć. Na mnie takie wyjazdy działają jak kuracja antystresowa i są czymś o wiele więcej niż tylko ładnymi czy nie (rzecz gustu) widokami.

                                  A na na mniej wymagających i krótszych wycieczkach byłam, teraz chcę na ekspedycję, a na koleją marzy mi się Algieria ...
                                  Dzięki za życzenia powodzenia, przyda się go troszkę :)
                                  • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 27.01.12, 18:31
                                    Zastanawiałem się jakiś czas.Może to i było by dobre.Ale przeważyło termin,przyczepka,złe doświadczenia,no i jednak pewne, obawy aby nie zaliczyć szlaku śladami Stasia i Nel.Dobrane towarzystwo o jednakowych i sprecyzowanych oczekiwaniach,no to więcej niż połowa sukcesu.Więc życzę powodzenia.A Miriam tak jakoś mi się czepiło,no bo wymieniłaś.Dosyć silna z charakterkiem więc i konflikt pewno prawie gotowy,stare zaszłości.Zresztą nikt tego nie wie,jak było by w realu.Szaleństwa to sobie wyobrażam,biwak także,ale wolał bym osobiście kopać gołymi rękami opale na Ceylonie niż łowić przez tydzień skorpiony pustynne(przenośnia).Dobrze,że nie odbierasz tego jako coś osobistego.
                                    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 27.01.12, 19:26
                                      Nie wiem czemu w ogóle przyszło Ci to do głowy z tym gniewaniem! To fajnie, ze ludzie lubią robić różne rzeczy i przebywać w różnym otoczeniu, gdyby wszyscy tak lubili pustynię jak ja to strasznie tłoczno by tam było, a od tego właśnie uciekam :)
                                      A żeby nie było, że ja taka zupełnie inna to postanowiłam pobyć też wśród zieleni i wyprać się na długi spływ kajakowy latem, bo to też uwielbiam :)

                                      Termin listopadowy jest najlepszy na Saharę, bo dnie są gorące, ale do wytrzymania, a noce nie są aż tak zimne jak np. w styczniu. Na wiosnę trudno coś planować, bo wieje sławetny wiaterek, a tego jednach chciałabym uniknąć na tych pustkowiach. Skorpiona chciałabym spotkać, tylko tak z bezpiecznej odległości, może mi się uda ;)

                                      A w ogóle to teraz czekam aż Kasia wreszcie poleci na ten rejs i napisze coś ciekawego :)
                                      • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 27.01.12, 20:15
                                        No własnie ja już w przyszły piatek tam będe :))
                                        Juz sie doczekac nie moge. Cos napewno później napisze.. ale czy ciekawego to nie wiem.
                                        No zobaczymy.. oby pogoda dopisała i zdrówko to bedzie super :)
                                      • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 09:24
                                        @Irhana
                                        Jesteś szalona!!!Nie mówią Ci!?(jak w piosence).
                                        Z tymi pustyniami!.Jakieś dziwne zauroczenie.Bywają większe od Sahary,jak też bardziej odmienne.Wszystkich i tak nie zdążysz.Jeszcze Algieria.Tam Tauregowie.Jeszcze lepsza ochrona potrzebna,bo tam oni rządzą na pustyni.Maj,czerwiec nie jest znowu taki wietrzny.Wiatry to zimą.W marcu praktycznie koniec.Region jednak niestabilny,więc takie wymagające wyprawy,no to jest pewne ryzyko.Zresztą osobiście wolę coś z życia,zielonego,a nie skaliste, czy piaskowe pustynie.To można na krótko,zobaczyć,doświadczyć i uciekać.Wolę osobiście podwodne światy i kipiące życiem rafy,niż pustkowia,choć też piękne.Ale ani Ciebie jak widzę nie wyleczy z Twojej pustynnej opcji,jak też mnie nic nie przekona,że jest wiele innych ciekawostek na tym świecie.Jesteś szalona he he!!!Ale odmienność ,to nic złego.Dlatego świat jest taki piękny.
                                        • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 09:58
                                          Na Algierię i ja mam ochotę, znaczy od jakichś dwóch lat za mną chodzi.
                                          Jedyną wycieczkę (objazdówkę) miała Triada, spotkałam ludzi, którzy na niej byli, byli zauroczeni. Wycieczka odbywała sie pod eskorta wojska.
                                          W tym roku, nie pamietam, chyba RT ma w ofercie Algierię?
                                          Jednak, mimo mojej, podobno niepoprawnej odwagi, do Algierii w dzisiejszej sytuacji, nie odważyłabym sie samopas...
                                          Niemniej, bardzo chciałabym ją zwiedzić. :-))

                                          Myślę, że "pustynia" wstępnie skalkulowana przez Irhanę jest dla mnie do "przełknięcia". :-))
                                          Patrzyłam na stronie LOT-u chyba z tydzień temu i np. na kwiecień były loty w cenie trochę ponad 600 zł w obie strony. Może i listopad bedzie równie atrakcyjny cenowo. :-))

                                          Miejmy tylko nadzieję, że nic nieprzewidywalnego się nie wydarzy i wyprawa bedzie mozliwa. :-))

                                          pozdrawiam:-)
                                            • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 11:31
                                              Aqua_Frigida cieszę się, że chcesz jechać mimo tych wszystkich przeciwności. To miło, ze ktoś prócz mnie lubi tutaj pustynne klimaty :) Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie, mam nadzieję, ze przygoda bedzie super!
                                            • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 12:46
                                              Toż to wiem,że mordercza praca.Ale idzie przeżyć.A na pustyni jakby Ci wielbłąd uciekł!? No to kaplica,a jeszcze te zagrożone rejony świata.Zyczę Irhanie zwiedzania jak najwięcej pustkowi.Niech się jej uda.Polecam pustynie Srodkowej Azji,które miałem okazję nieco liznąć.Tam nawet wielbłądy inne,no i krańcowo różne od Sahary.Póki co,może ujmiecie w planach największą pustynię świata.Antarktyda to też pustynia,tyle że lodowa he he.
                                              • aqua_frigida Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 18:07
                                                Janan, z tym przeżyciem też różnie bywa, niestety. Dla mnie te świecidełka nie warte są tej morderczej pracy.

                                                Irhano, mam nadzieje, ze nic się nie wydarzy nieprzewidzianego w Egipcie i wyprawa będzie możliwa, i że będzie przede wszystkim bezpieczna, i że nie będą nas musieli odbijać. ;-) Jeszcze sporo czasu jest.
                                                • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 19:29
                                                  Na jakąś mniejszą wyprawę pustynną też bym się wybrał.Ale to wiosną następnego roku.Tę już mam zaplanowaną i zajętą.Tak,że nie wszystkie pomysły z tymi wyprawami są z gruntu złe.Trzeba patrzeć na rozwój sytuacji.Na kontynencie stosunkowo bezpiecznie.No może poza Kairem i Synajem gdzie Beduini wybijają się na niepodległość.

                                                  Ale trzeba trzymać rękę na pulsie.A o odbijaniu nie ma mowy.Zresztą kobitki lubią być odbijane,wręcz uwielbiają,tylko pytanie z czyich rąk.Byleby tylko nie z jasyru,bo tam po uprowadzeniu za południową granicę powiedzmy ich "wartość" dramatycznie spada,do roli inwentarza lub kasy.
                                                  • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 20:16
                                                    Janan skoro wartość spada to i nie ma po co uprowadzać, więc chyba nie mamy się czego razem z Aqua ... bać :)
                                                    Czasu jeszcze sporo, do wakacji nie ma co się pieklić i przejmować. Podałam teraz ewentualny termin, bo z urlopami bywa różnie, więc to jedno póki co trzeba mieć na względzie :)
                                        • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 29.01.12, 11:27
                                          @Janan

                                          Jeśli wiosną to tylko bardzo wczesną, marzec to chyba ostatni miesiąc kiedy zdecydowałabym się pojechać głęboko w pustynię, a wtedy niestety jeszcze może bardzo mocno wiać. Maj, czerwiec to ja jednak wolę gdzieś nad wodą, a nie na pustkowiach Sahary.
                                          Masz rację z mojego pustynnego fioła raczej nic mnie nie wyleczy. Facynacja zaczeła się już gdzieś na poziomie szkoły podstawowej, niestety długo musiałam czekać żeby na własne oczy to zobaczyć, ale jak już zobaczyłam to się zakochałam. Na Saharę pewno pojadę jeszcze ze dwa razy w rózne miejsca, później będzie kolej na inne pustynie. Niestety na to musze mieć już i więcej czasu i więcej pieniędzy, ale listę ułożoną mam od dawna więc mam nadzieję, że jeszcze wiele pustyń zobaczę :) Czasem dla odmiany oglądam sobie i zielone tereny, ale nie pasjonują mnie tak bardzo jak te pustkowia :)
                            • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 23:01
                              Janan a o czym ty teraz gadasz? Jaki pamiętnik?.. Ja zadnego pamiętnika nie pisze. Obejrzałam sobie moje fotki z 2008 jak była pierwszy raz w Egipcie aby sie tym Kolosom Memnona przyjrzeć z bliska. Zbyt wyraznie nie widac ale wszystkow skazuje na to, że siedziały tam ptaszki. I o co tyle krzyku??? Lepiej załóz tą przyłbice bo zaraz przylece na miotle i ząbki ci policze .. Hihi
                              • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 10:10
                                Kasia! Jednak pamiętnik!Musiałaś sprawdzić na fotkach własnych,gdzie jest prawda z tymi ptaszkami.Mniejsza zresztą o to,czy były czy nie,taki akademicki temat..Wyjaśnione,koniec,kropka.Ale sama musiałaś jednak sprawdzić jak było w realu,bo nie przyuważyłaś.Zrobiła się z tego dyskusja,irhanie tylko uleciały gdzieś do ciepłych krajów,więc się wkręciła ze swoim odkryciem.Ale jak już tam będziesz,no to zostaw te gołębie.Lepiej za poradą vicehrabiego policz koty na tej wyspie.I to powiedzmy samej płci męskiej z pominięciem kociej dziatwy.Przed miotłą nie pękam.Zresztą nie ma koło mnie lądowiska dla tak zbajerowanego sprzętu.Więc nie tak grożne.Nawet ten jedyny ząb co mi się został, też nie jest zagrożony.Zakładam zakuty łeb,przyłbicę i nawet przez monitor żaden plaskacz nie wyskoczy ,co u Ciebie możliwe.Kuruj się i jedz liczyć te koty.Podesłać Ci stojące skarpetki i sandały coby Ci wygodniej było!?Znacząco przychodzone,pocerować by wypadało,ale wygodne ot co.
                                • kasia_p45 Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 12:25
                                  No widzisz .. musiałam aż sprawdzić bo taka tu dyskusja sie zrobiła, ze az sama sie zastanowiłam nad tymi gołębiami..
                                  Hmm z tymi kotami to nie wiem... lepiej juz je zostawie w spokoju bo gotowe mnie podrapac!
                                  Co do miotły to mogę wyladowac na twoim dachu wiec lepiej uwazaj ;)
                                  A skarpety do sandałow, jak juz tak bardzo chcesz, możesz mi wysłac... ale cerowac to ja ich nie będe!
                                  • janan2 Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 13:26
                                    Qrcze,a sandały!!!?
                                    No bo skarpetki koniecznie trzeba pocerować.Troszkę się przetarły na piętach.no i niektóre palce wychodzą.Za to fason trzymają że hej!Stoją jak pruskie oficerki,kolor taki niedookreślony, nieco tylko woniają starocią i wieloletnim używaniem.
                            • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 21.01.12, 18:43
                              Ej no nie róbcie ze mnie ślepca! Wszyscy widzieli tylko nieja... serio nie było gołębi, mam kilka dosyć dokładnyc zdjęć i ani jednego gołąbka, może to przez temperaturę i bardzo zimny wiatr. Przy kolosach byłam tak ok 14 godziny, ale cieplo nie było, wiał lodowaty wiatr, więc na wysokości kolosów był jeszcze większy- może to jest rozwiązanie mojej zagadki braku gołębi?
                                  • deoand Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 00:58
                                    Cyt.
                                    A jeszcze nie słodząc nikomu oczywiście myślę, że Ci w słuszniejszym wieku potrafią się o wiele lepiej bawić niż młodzi, więc stawiam raczej na ludzi 40, 50+ niż na młokosów (ale ich też nie wykluczam). A jak będzie, ?

                                    Myślisz irhano , że z jananem zatańczysz taniec brzucha o kankanie nie wspominając ?
                                    No może ???
                                    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 01:20
                                      No niestety myślę że nie zatańczę, bo to tańca to ja mam dwie lewe nogi, sam brzuch do tańca brzucha chyba też nie wystarczy niestety, ale chętnie popatrzę na taki taniec w wydaniu Janana- nie wiedziałam, że on potrafi, to ciekawostka :D
                                    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 01:22
                                      No niestety myślę że nie zatańczę, bo to tańca to ja mam dwie lewe nogi, sam brzuch do tańca brzucha chyba też nie wystarczy niestety, ale chętnie popatrzę na taki taniec w wydaniu Janana- nie wiedziałam, że on potrafi, to ciekawostka :D

                                      A w ogóel c się tak do tego akurat doczepiłeś? Nie jednemu pasu burek przecież (że użyję takiego niefortunnego powiedzenia), może Janan się nie obrazi, a nawet jeśli to trudno, poczekam aż mu przejdzie ...
                                    • irhana Re: Moja egipska przygoda 2011 22.01.12, 01:23
                                      No niestety myślę że nie zatańczę, bo to tańca to ja mam dwie lewe nogi, sam brzuch do tańca brzucha chyba też nie wystarczy niestety, ale chętnie popatrzę na taki taniec w wydaniu Janana- nie wiedziałam, że on potrafi, to ciekawostka :D

                                      A w ogóle co się tak do tego akurat doczepiłeś? Nie jednemu pasu burek przecież (że użyję takiego niefortunnego powiedzenia), może Janan się nie obrazi, a nawet jeśli to trudno, poczekam aż mu przejdzie ...