mp-parents
17.09.07, 10:39
Dotyczy pobicia naszego syna przez grupe agresywnych,mlodych Belgow
w jednym z hoteli w Hrg.
Najpierw jednak chcemy podziekowac pani Ani i panu
Arturowi,rezydentom TUI,za pomoc i zaangazowanie w w/w
sprawie.Pragniemy rowniez podziekowac Polakom,ktorzy wspierali nas w
tak trudnej i niemilej sytuacji:Bozenie i Krzyskowi,Dorocie i
Pawlowi oraz pani Joannie z mezem oraz ich znajomym.Dziekujemy
personelowi hotelu,ktory podobnie jak i my byl w szoku.Obu paniom
guest relations i innym,ktorych nie wymienilismy.Dziekujemy.
Wpis ten jest po to aby zwrocic uwage na brak monitoringu i ochrony
w hotelach w HRG.Wydawac by sie moglo,ze gosc hotelowy jest
bezpieczny i tak powinien sie czuc,ale chyba nie do konca tak jest.
Tego feralnego wieczoru,jako matka,juz mialam dziwne przeczucia,ale
pomyslalam sobie,ze w hotelu..to niemozliwe,aby cos sie moglo stac.A
jednak.
Zaczelo sie na wieczornych animacjach,gdzie grupa w/w Belgow
zachowywala sie jak najgorsze kibole na meczu pilki noznej.Chlopcy
ci mieszkali kilka pokoi od nas,wiec znalismy ich z widzenia.Po
animacjach syn poszedl na dyskoteke.Tam ,przy barze,podeszla do
niego dziewczyna,z ktora porozmawial,poniewaz zagadala do
niego.Zwykle bala bla bla.Ile masz lat,skad jestes.Syn zdziwiony
byl,ze dziewczyna majac lat ..prawie szesnascie,jak sie
przyznala,pije drinka za drinkiem.Zatanczyl z nia,chwile pogadali
jeszcze,po czym na koniec zapytala czy syn pali.Przyznal sie,ze
tak,co ona odebrala z dezaprobata i mowiac mu "czesc" wyszla z
dyskoteki.Byla godzina ok 23:30.Dodam,ze byla to kolezanka tychze
Belgow,na ktorych zaproszenie syn dosiadl sie do nich.Powyglupiali
sie,pogadali.Po pierwszej w nocy dyskoteka sie zakonczyla.Syn
pozegnal sie z chlopakami i wyszedl.Daleko nie zaszedl,poniewaz
schodzac po schodach uslyszal za soba tupot nog i poczul uderzenie w
tyl glowy.Upadl i zanim stracil przytomnosc zdazyl zobaczyc
kilkanacie par nog.Nie wiadomo jakby sie to skonczylo,gdyby nie
animatorzy,ktorzy zobaczyli cale zajscie.Doprowadzili syna do
pokoju.W tym momencie,jak uslyszalam,ze wchodzi do pokoju i
wyczulam,ze jest cos nie tak,zerwalam sie na rowne nogi.Zapalilam
swiatlo i zobaczylam w jakim stanie jest syn.Nie chcial powiedziec
co sie stalo,jakby w ogole nie docieraly do niego ani moje
slowa ,ani meza.Otworzyl drzwi i wybiegl z pokoju.Szybko ubralismy
sie i pobieglismy za synem.Kolo restauracji gl.zobaczylam grupe
ludzi wykrzykujacych na moje dziecko(bez wzgledu na wiek,to zawsze
jest i bedzie nasze dziecko)i syna szarpiacego sie z jakims
lebkiem,ktoremu kibicowala reszta towarzystwa.Zobaczylam tylko jak
maz szczupakiem rzuca sie na Belga..ktory podobno Belgiem nie byl
jako jedyny w tym towarzystwie,a byl prowodyrem calej sytuacji i na
nast dzien zniknal z hotelu lub na terenie hotelu,poniewaz z hotelu
sie nie wymeldowal.Dziwna sprawa.:/
I tu dowiadujemy sie,ze panna ,z ktora tanczyl nasz syn poskarzyla
sie,ze byla przez naszego syna wrecz molestowana(!!!),a syn
twierdzi,ze absolutnie nie i jedynie gdzie recal trzymal to na talii
owej dziewczyny i to w tym jednym,jedynym tancu...
Byla pyskowka miedzy nami i rodzicami owej panny.Jej ojciec straszyl
naszego syna,ze go zabije..Na nasze pytania czy widzieli te cala
sytucje,oczywicie byla odp. negatywna,ale oni wierza swojej corce.Na
nasze pytanie co ich corka robila na dyskotece o tak poznej porze?
Dowiedzielismy sie,ze sa wakacje...Hmmm..nasza corka spala o tej
porze,pomimo,ze tez miala wakcje.
Suma sumarum..byl lekarz,zbadal syna,a poniewaz syn byl w
szoku,wymiotowal i z jego swiadomoscia nie bylo
dobrze,zadecydowal,ze trzeba zadzwonic po karetke.I kiedy TAMCI
zobaczyli syna przenoszonego na noszac do karetki,wpadli w panike.
Na nast. dzien spotulnieli,jak pisalam,gl.prowodyr,a smolacy
cholewki do owej Belgijki chlopak zniknal bez sladu.
Pozostali schodzili nam z drogi.
Wieczorem,nastepnego dnia, syn byl z powrotem w hotelu.W szpitalu
zrobiono mu wymagane badania.Mdlal tam jeszzce i wymiotowal.
Po jego wyjsciu ze sszpitala na nast. dzien sprawa zostala oddana na
policje.Tam jednak ,ku zdumieniu rezydenta,odbylo sie zwykle
zamiatanie pod dywan.Matka dziewczyny powiedziala tylko,ze nie
bedzie wnosic oskarzenia przeciwko naszemu synowi,jezeli wycofamy
oskarzenie przeciwko chlopakom.Na pytanie meza ,kim sa dla niej Ci
chlopcy,ze ich tak broni.wybelkotala cos,czego ani moj maz ,ani
rezydent,ani tlumacz nie zrozumieli.
Dane personalne chlopakow mamy.Do tej pory nie rozumie jak moglo
dojsc do tego wszystkiego.Piszac to jeszcze rece mi sie trzesa na
samo wspomnienie.
Chcialam odczekac z napisaniem tego postu,jak ochlone,na
spokojnie,ale poziom adrenaliny wciaz mi wzrasta na samo wspomnienie.
Zapomnialam dodac,ze jak syn i maz wrocili z policji,w
hallu,natkneli sie owych lebkow.Syn chcial podejsc do nich i zapytac
o powod pobicia.Zaczeli wycofywac sie chylkiem.Wtedy mezowi udalo
sie zatrzymac jedengo.Zapytal go.."Mowisz po angielsku",tamtem
wybelkotal,ze "troche"."No to moze mowisz po francusku?"..nie
doczekal sie odpowiedzi..
Bez komentarza...