Dodaj do ulubionych

Lubicie niezapowiedziane wizyty?

    • Gość: siunia Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16 lat temu
      jak mnie ktos niezapowiedzianie odwiedzi czy nawet sasiad dzwoni do
      drzwi, a u mnie balagan, nieuczesane wlosy, w szlafroku itp, to po
      prostu udaje ze mnie nie ma i zwyczajnie nie otwieram. jak zbiora
      calą familię na darmo to im sie odechce. a jak zobacza samochod to
      może i aluzje zalapia ;)
    • annthonka Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Skoro od jakiegoś czasu godzisz się na te wizyty, to Twoi "goście" po prostu nie
      widzą w nich nic niestosownego i sami nie wpadną na to, że mogą przeszkadzać.

      Następnym razem proponuję im z uśmiechem już w przedpokoju powiedzieć "Miło nam,
      że wpadacie, ale niestety nie możemy was w tej chwili ugościć. Zadzwońcie do
      nas, to się umówimy na dzień, który będzie wszystkim pasował". Nie tłumacz się
      dlaczego ani nie stosuj żadnych uników. Bądź grzeczna, ale bardzo stanowcza i
      nie pozwól, żeby się rozpełzli po mieszkaniu.

      I teraz wyjścia są trzy - albo zrozumieją i następnym razem zadzwonią (oby!),
      albo zignorują i wpadną z kolejną niezapowiedzianą wizytą (wtedy powtarzasz te
      sam tekst, co za pierwszym razem), albo się obrażą i będziecie mieli święty spokój.

      Powodzenia!

    • Gość: figaZmakiem Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: 109.243.222.* 16 lat temu
      NIE I JESZCZE RAZ NIE. Ja moge miec w danym czasie maske z alg na
      twarzy, albo uprawiac seks, albo lezec w dresie i chciec byc tylko i
      wylacznie sama. A to ze samochod stoi po domem nie znaczy ze mozna mnie
      odwiedzic, owszem oznacza ze jestem w domu, ale NIEKONIECZNIE DOSTEPNA.
      Byc a byc i byc dostepnym to dwie rozne rzeczy. A w ogole to po co Ci
      tacy znajomi? Idz na lekci asertywnosci
      • Gość: Marecki Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.csk.pl 16 lat temu
        Do autorki tematu.
        Sprawa jest nieprzyjemna, ale rozwiązanie widać jak na dłoni: po
        prostu powiedz znajomym co i dlaczego przeszkadza Ci w ich
        zachowaniu!

        Większy kłopot widzę w tym, że nie potrafisz (boisz się, nie chcesz)
        mówić otwarcie o tym, co Tobie nie odpowiada. Za to z łatwością
        pozwalasz sobie wchodzić na głowę. Radzę (bez złośliwości) popracować
        nad asertywnością.
        Jeżeli znajomi się obrażą to już ich problem, nie Twój.
    • chili_p Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Nie do pomyślenia jest taka wizyta bez uprzedniej zapowiedzi,radzę
      bez wyrzutów nie otwieraj drzwi, a jeśli to zrobisz-zdecydowanie
      powiedz,jakie są zasady dobrego wychowania!!!!
    • Gość: nachodzenie Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.aei.ca 16 lat temu
      Mam podobne doswiadczenie do autorki w tej sprawie. Lubie gosci
      szczegolnie jesli dysponuje czasem i w domu jest porzadek. Mialam
      sasiadke Angielke, samotna mame z dzieckiem. Bardzo lubilam ja i jej
      dziecko i ich wizyty, z czasem jednak zorientowalam sie, ze dziecko
      za kazdym razem po wejsciu powtarzalo glosno "jestem glodna".
      Wowczas wyciagalam z lodowki co mialam i karmilam to dziecko. Po
      jakims czasie zauwazylam, ze "Linda" robi ten sam numer u innych
      sasiadow, podczas gdy jej lodowka niezmiennie ziala pustka. Wiem, bo
      czasem bywalam u niej na herbacie. Ona sama w tym czasie skupowala
      drogie antyki.
      Po prostu wolala inwestowac niz karmic swoja corke. Poczulam sie
      wykorzystywana w swojej dobroci i zaczelam ignorowac haslo
      dziecka "jestem glodna". W krotkim czasie wizyty ustaly.
      Niezapowiedziane wizyty lubianych osob sa bardzo mila niespodzianka,
      ale regularne odwiedzanie bez zapowiedzi w niedogodnych porach i
      przesiadywanie bez umiaru to po prostu nachodzenie.
    • Gość: mala-mi Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.unitymediagroup.de 16 lat temu
      mam znajoma ktora jak ma cos do zrobienia w domu to zupelnie nie przejmuje sie
      niezapowiedzianymi goscmi. Jak ma gore prasowania to robi gosciom herbatke i
      idzie prasowac ``bo musi``. Biore z niej przyklad bez zadnych wyrzutow sumienia
      :-D jak mam cos do roboty to to robie. Nie bede mezowi i dziecku przekladac np.
      obiadu bo wpadli niezapowiedziani goscie i jest mi glupio stac przy garach.
      A co do dziecka krzyczacego jesc - znajomi powiedzieli naszemu synowi (wtedy
      8-mio letniemu) ze ma do nich przychodzic najedzony, bo za duzo je!! i nie chca
      zeby im ubywalo w lodowce :-)) dziecko jak dziecko, normalne, nie zaden grubas
      ktory je za dwoch i ``zywi`` sie tez normalnie. I rownolatek tychze znajomych,
      kolega mojego syna jak przychodzil do nas, to z kolei otwieral wszystkie szafki
      w kuchni i lodowke oznajmiajac mi na co ma ochote do zjedzenia.
      Na poczatku mowilam mu ze albo zrobie mu cos na szybko (tosty, parowke) a jak mu
      nie pasuje, to trudno. W koncu ``sprzedalam`` mu ten sam tekst co jego rodzice
      mojemu synowi. I skonczylo sie krzyczenie od drzwi ze jest glodny...
      • Gość: Kasia dzieciaki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16 lat temu
        A koleżanka mojej ośmioletniej córci (wielkie, grube, wiecznie głodne dziewczę)
        jest bardziej pomysłowa - przychodzi do nas i po chwili zabawy w cośtam zawsze
        wpada na genialny pomysł: "Ej, chodź zrobimy sobie same kanapki!!!" :-D
        A moja (niejadek, chudzina): "Jasne, jasne!"
        No i robią te kanapki (spryciule wiedzą, że im pozwolę, bo to w sumie mądra i
        twórcza zabawa), potem koleżanka pochłania pięć, a moja mała jedną. A ja w sumie
        się cieszę, że niejadek pożarł chociaż jedną i zawsze się godzę na tę zabawę...
        Ale czuję się podobnie jak Ty. Czyste nadużycie. A na dodatek ukrywa to przed
        swoimi rodzicami, bo oni ją odchudzają i nie pozwalają jej jeść nic
        "nadprogramowego".

        • Gość: znany dietetyk Re: dzieciaki! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16 lat temu
          powinnas porozmawiac o tym z rodzicami dziewczynki - dla jej dobra
          • Gość: Kasia Re: dzieciaki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16 lat temu
            Ja wiem, że powinnam i czasami napomykam (tak jakby przy okazji) ale najczęściej
            to bardzo niezręczne, bo nie chcę, żeby to zabrzmiało jak wyraz skąpstwa czy
            niegościnności... Rozumiesz, to właśnie przykład takiej niezręcznej sytuacji -
            nie wiadomo jak się zachować, żeby było dobrze. Nie żałuję dziecku kanapek -
            nawet się ciesze, że moje dziecko też wtedy coś przekąsi. Przykro mi, że
            koleżanka jest otyła, nie częstuję jej słodyczami, najwyżej owocami, ale kiedy
            sama się domaga - jeszcze w taki sprytny sposób to co zrobić?...
            Problem też jest w tym, że moja córka ją uwielbia, a ta nie chce się bawić w nic
            dopóki "nie zrobimy sobie same kanapek!" Więc jeszcze stąd mam presję, aby cicho
            siedzieć.
            A mama koleżanki wyraźnie jej zakazała jadać u ludzi, niestety młoda nie słucha.
            I co mają zrobić? Zamknąć w domu?... Trudna sprawa.
            • Gość: Kasia Re: dzieciaki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16 lat temu
              A jeszcze a'propos tematu - jeśli rodzice wyraźnie nie nauczą dzieci, że nie
              wypada domagać się żarcia "w gościach", to potem takie
              dziecko/młodzieniec/dorosły (-a) zawsze bez skrępowania będzie obżerać innych.
              Czysto wychowawczy błąd.
              Jak można wyjść gdzieś z głodnym dzieckiem, albo pozwolić mu prosić obcych o
              jedzenie! Zgroza! Psi obowiązek każdego rodzica to nakarmienie swojego dziecka.
              I nauczenie go dobrych manier. To nie dziecka wina, że się domaga. To wina rodziców.
              • Gość: kokartka Re: dzieciaki! IP: 94.254.251.* 16 lat temu
                > Jak można wyjść gdzieś z głodnym dzieckiem, albo pozwolić mu prosić obcych o
                > jedzenie! Zgroza!

                Moja mama ma przyjaciółkę. Przyjaciółka mieszka 10 minut piechotą od niej. Po
                drodze jest sklep. Przyjaciółka, udając się na wizytę do mojej mamy z synem
                (miał wtedy z 5 lat) po drodze ZAWSZE kupowała mu drożdżówki, które ochoczo
                wtranżalał. Po czym pierwsze jego słowa po otwarciu drzwi przez moją mamę
                brzmiały: "Ciociu, zrobisz mi kanapkę? Bo ja strasznie głodny jestem!!!".
                Przyjaciółce było wstyd, bo jak to wygląda, jakby dziecka nie karmiła. Ale że to
                przyjaciółka, to zwyczaje Krzysia był mojej mamie doskonale znane i niezmiernie
                ją bawiły.

                Także - nie zawsze dziecko żąda jeść, bo głodne, ale dla zasady, zabawy. I nie
                da rady go tego oduczyć, takie ma widzimisię. I rodzic i dziecko grzeczni,
                kulturalni, tylko takie są dzieci - co im do głowy wpadnie, to realizują. I
                bywają dzieci bardzo asertywne, którym nie wytłumaczysz, że to niekulturalne :)

                Dodam, że też często bywałam z mamą na wizytach u owej przyjaciółki, więc
                wzajemność jak najbardziej panowała, a nie wykorzystywanie.
            • bubster Re: dzieciaki! 16 lat temu
              Nie widujesz się z nimi często?
              Bo gdyby przyszli po dziecko, to można wspomnieć, że "kolacji już
              nie trzeba Zosi dawać, bo zjadły z Basią kanapki"
        • plastelinka.czerwona dzizas 16 lat temu
          Dzieciak jest pod twoją opieką, wiesz o zakazie rodziców i tuczysz małą żeby
          twoja przy okazji zjadła kanapkę?
    • pussia26 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      nie ja nie lubię i dobrze że często nie mam takich wizyt
    • kacha262 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Nie!!! Nie trawię czegoś takiego i nikomu bym tego nie zrobiła! mnie
      nawet rodzice uprzedzają telefonicznie przed wizytą!
    • Gość: stasi1 ja kiedyś wpadałem po drodze IP: *.ip.netia.com.pl 16 lat temu
      (10lat temu) od rodziców do mojego miejsca zamieszkania(około50km)
      do znajomych. Ale przeważnie wieczorem i w zasadzie to nie na
      wyżerkę. Ale ostatnio zapowiadam się im
      • Gość: gość Re: ja kiedyś wpadałem po drodze IP: *.pz3-nat.espol.com.pl 16 lat temu
        - a ja poprostu mówię masz pół godzinki - bo jestem umówiona na
        kompie, albo nieotwieram a potem mówię w wannie siedziałam,a tak
        wogóle to proszę natępnym razem dać znać abyście mi planów
        niemieszali - a jak chcę niespodziewanie kogoś odwiedzić to dzwonię
        czy niebędę przeszkadzała i niesiedze 3 godziny, patrzę na zegarek i
        po godzinie najdłużej kończę wizytę.
        • Gość: mk Re: ja kiedyś wpadałem po drodze IP: *.fbx.proxad.net 16 lat temu

          A slownik ortograficzny ma? Bo podstawowych zasad nie zna.
          Czytac sie tego nie da.
    • Gość: lavinka z nielogu Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.warszawa.mm.pl 16 lat temu
      Parkujcie na innej ulicy i po problemie :)
      • Gość: olga Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.chello.pl 16 lat temu
        Ludzie, jesteście straszni, aż dziw, że ktoś was chce odwiedzać...
        Nie mówię tego do autorki wątku, bo ci jej znajomi to ludzie bez kultury, mówię to do komentatorów.
        Jakaś paniusia NIE ODKROIŁABY KAWAŁKA KOTLETA dla innego dziecka, a pewnie niech się gó...arza napatrzy, jak jej zajada, przy okazji to jej dziecko nauczy się ASERTYWNOŚCI i tego, że nie należy się dzielić. Inna paniusia używa słów, których odwiedzający nie rozumie (tak się jej wydaje, idiotce) i cedzi o wpisie do kalendarza.

        A są proste słowa - "dzwońcie jak chcecie wpaść, umówcie się, ostatnio mam dużo pracy, jestem często zmęczona, lubię się położyć po południu, a nie chciałabym okazać wam zniecierpliwienia"

        Jeśli chodzo o znajomych autorki wątku - to nie poskutkuje, oni przychodzą się żywić. W domu mają czyste garnki, pełną lodówkę i nie ma bałaganu, bo nieznośny dzieciar wyszumia się u innych. Otworzyć, powiedzieć, że masz grypę, zaraziłaś się właśnie i możesz pogadać tylko przez drzwi. "Zdzwonimy się" i już. Jeśli nie poskutkuje, nie otwierać drzwi. Samochód o niczym nie świadczy. Śpisz. Jesteś na spacerze, u sąsiadki, gdziekolwiek.

        A asertywność to nie egoizm. Wyraźnie widać, że niektórzy nie odróżniają.


        • Gość: suv Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16 lat temu
          Olga!! Tak tylko żywienie owego dziecka,to nie zadanie tej pani, a jego
          natrętnych rodziców.Rodzice ci powinni spalic się ze wstydu,że dopuszczaja do
          tego aby wyjadał innemu dziecku u niego w domu.Z tego "dzieciaczka" zrobi sie
          wkrótce wielki chłop...I potrzeby oraz ilośc spożywanego pokarmu znacznie
          wzrośnie:) Chłopak idąc wspaniałym przykładem rodziców zacznie NAWIEDZAC swoich
          znajomych jak i okoliczne markety, aby tam, bez żenady wyżerac !!!!!

          Mam wrażynie, że ci którzy występują w obronie tych nieokrzesanych
          pastuchów,sami lataja po swoich znajomych i rodzinie.Żyją cudzym życiem.

          U mnie w domu rodzinnym tez tak było,dwie ciotki,wizyty codziennie przed
          13-nastą...kazda z dwójką dorastających dzieciaków:) Ciociunie
          wymalowane,wypindrowane,trajkoczące...A moja matka w starym fartuchu serwująca
          im obiad...dodam,zelata 80...Najedli sie wszyscy,a mój ojciec nawet nie
          wiedział,że zywi tak liczną rodzinkę...A ciociunie jak gdyby nigdy nic umawiały
          się ze soba na kawusie...przy mojej mamie,nie biorąc jej nawet po uwagę!
          • bubster Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
            I Twoja mama nic z tym nie zrobiła?
        • bubster Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
          Czyżbyś był jednym z tych który przychodzi się najadac do innych?
          Którzy nie mając DOBREGO WYCHOWANIA wpada nagminnie z
          niezapowiedziana wizytą?
          Nic dziwnego że niezgoda innych na takie chamstwo Cię denerwuje.
    • Gość: wj_2000 Gość nie w porę gorszy od Tatarzyna IP: *.spray.net.pl 16 lat temu
      Problem jest stary jak świat o czym świadczy powyższe przysłowie sięgające
      najazdów tatarskich w końcu Średniowiecza.

      Inna sprawa, że sytuacje "nie w porę" nie były nagminne.

      W dzisiejszych czasach rzadziej jesteśmy na luzie, czas mamy wyliczony. Tyrać
      trzeba bo się wzięło ambitny kredyt, etc.

      Dla niektórych to "nie w porę" jest chroniczne.
      • Gość: wiejska baba gosc tatarzyn słyszy: o sory wlasnie wychodzę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16 lat temu
        do lekarz, na wizyte czekalam pol roku.... zastosowalam to i tak sie
        obrazili, mam zamiar trzy razy pod rzad ich nawiedzic w rewanzu w
        dniu kiedy beda piekli chleb albo bili prosiaka hahaha
        • Gość: gościówa Re: gosc tatarzyn słyszy: o sory wlasnie wychodzę IP: *.123.185.60.koba.pl 16 lat temu
          Ja po prostu nigdy nie otwieram drzwi kiedy się kogoś nie spodziewam. Koniec,
          kropka. I nigdy się nie tłumaczę. Jak mąż wróci wcześniej z pracy i mnie nie
          uprzedzi, to też się dobija do drzwi :D On z tych wolniej kapujących, dobrze wie
          o moich zwyczajach, a i tak próbuje :D Nie wiem, czemu nie otwiera sobie po
          prostu kluczem.
          • ko_kartka Re: gosc tatarzyn słyszy: o sory wlasnie wychodzę 16 lat temu
            Listonoszowi ani panu z gazowni/elektrowni/wodociągów też nie otwierasz?
    • Gość: Lena36 Nienawidzimy!!! IP: *.ne.ae.wroc.pl 16 lat temu
      Tez tak miałam.Dawno temu, kiedy jeszcze nie umiałam być asertywna.
      Kolezanka wracając z pracy co dziennie (albo co drugi
      dzien) "wpadała" do mnie. Ja tez własnie wróciłam z pracy, i często
      gęsto nawet się nie zdązyłam wysikac ani postawić torby z zakupami a
      ona juz dzwoniła do drzwi. I zeby to na pół godzinki - nie! 3-4
      godziny. Próbowała delikatnie dawać do zrozumienia, zeby dzwoniła,
      umawiała się - nic z tego. Ta kolezanka po prostu była tępa i
      sugestie nic nie dawały. Więc kiedyś przebrała się miarka, źle się
      czułam, lezałam w łóżku a ta przylazła. Musiałam jej otworzyć bo
      widziała mnie przez okno (niski parter). Wyszłam na klatkę schodową
      i powiedziałam że przykro mi ale źle się czuje, leżę i spotkamy się
      kiedy indziej.Potem juz miałam spokój.
    • Gość: Inna Pokonać gości ,,wyżerających" ich własną bronią IP: 149.254.182.* 16 lat temu
      Na ,,dzień dobry", już tylko w progu, zakrzyknać: oj, jak dobrze, że Was widzę, Ty, Antek (czy tam Mietek) skocz zaraz do sklepu, nawet sie nie rozbieraj, butów nie ściagaj! Przynieś mi ze 2 kilo schabu, jakąś sałatę i z kilo ryżu! I nie zapomnij o ciateczkach, ostatni, jak byliście, to się skończyły, więc dokup! I żeby dwa razy nie latać, kup z kilogram/ pięc paczek.
      A skoro już idziesz, to kup mi też płyn do plukania, ten nowy malinowy.

      Co, już idziecie? Nie zostaniecie na obiad?

      Tylko sobie rachunku nie daj wcisnać, powiedz, jak zażądają kasy, z rozbrajajającym uśmiechem, że właśnie Ci sie skonczyła... i pokaż pusty portfel.

      I tak z pięć razy zrob ten sam numer.

      A jakby zostali po takim serdecznym przywitaniu, poproś na pożegnanie, żeby nastepnym razem przyjechali od razu z gotową pizzą, bo Ciebie gotowanie męczy/ nie masz czasu/ nie będziesz musiała zmywać.

      A jak sie pojawią po raz kolejny, już w progu przypominaj o pizzy, że tak na nią liczyłaś, dzieci czekałay, i że chciałaś ICH uszczęśliwić, no i ICH dziecko ( pewnie lubi pizze...). No, nie przywieżli? To niech pan gość skoczy tam niedaleko jest taka mała pizzeria... I obowiązkowo pusty portfel do pokazania!!!
      • Gość: miosia Re: Pokonać gości ,,wyżerających" ich własną bron IP: *.chello.pl 16 lat temu
        Bardzo prosta sprawa - częstować tylko herbatą. Trudno, trzeba się przemęczyć. Raz, drugi, trzeci - przestaną was nawiedzać. Jeszcze można przykręcić kaloryfery, niech będzie głodno i chłodno. Jak ich dzieciak będzie chciał jeść, dać mu sucharka, albo surowy selerek.
        • Gość: autor Re: Pokonać gości ,,wyżerających" ich własną bron IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16 lat temu
          A co powiecie na gości, którzy sami ustalają kiedy przyjdą - najczęściej po 20!
          W tygodniu pracy! Bo oni mają wolne, rzecz jasna ;-) a kiedy wreszcie
          stwierdziliśmy, że czas ukrócić te praktyki i że mamy czas tylko do tej i do
          tej, to z wielkim niezadowoleniem stwierdzili, że nie tak sobie to obmyślili ;-)
          • Gość: . Re: Pokonać gości ,,wyżerających" ich własną bron IP: *.chello.pl 16 lat temu
            .
            • Gość: sz Re: Pokonać gości ,,wyżerających" ich własną bron IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16 lat temu
              Po prostu nie wpuścić, udać, że nie ma nikogo w domu, albo w wersji dla bardziej asertywnych: otworzyć i w progu powiedzieć, że się nie ma czasu. Jeżeli odwiedzający będą próbowali dać do zrozumienia, że ich to krzywdzi, zaatakować tekstem, że po takich rozsądnych ludziach jak oni nie spodziewałaś/eś się nachodzenia bez zapowiedzi, kiedy ogólnie jest to nie do przyjęcia. Jak się obrażą na stałe, to lepiej dla gospodarza, bo nie warto w swoim życiu robić miejsca dla upierdliwych ludzi. Naprawdę nie warto.
          • Gość: ;) Re: Pokonać gości ,,wyżerających" ich własną bron IP: *.cable.smsnet.pl 16 lat temu
            Gość portalu: autor napisał(a):

            > A co powiecie na gości, którzy sami ustalają kiedy przyjdą - najczęściej po 20!
            > W tygodniu pracy! Bo oni mają wolne, rzecz jasna ;-) a kiedy wreszcie
            > stwierdziliśmy, że czas ukrócić te praktyki i że mamy czas tylko do tej i do
            > tej, to z wielkim niezadowoleniem stwierdzili, że nie tak sobie to obmyślili ;-
            > )

            Kabaret:))
    • agulha To nie są niezapowiedziane wizyty 16 lat temu
      Z Twojego opisu wynika, że to jest planowane żywienie się u Ciebie. Po prostu.
      Na co wskazuje "dzwonienie po 30 razy na telefon komórkowy", gdy Was nie ma. (No
      jak to, bar nieczynny?!).
      Wynika to prawdopodobnie ze skąpstwa połączonego z lenistwem i być może z
      zamiłowaniem do porządku - we własnym domu. Ja też nie lubię gotować (ściślej:
      chętka mnie nachodzi, ale bardzo rzadko), nie mam na to czasu zresztą, i nie
      miałabym nic przeciwko temu, żeby codziennie dostawać gotowy obiad. Tyle tylko,
      że nie wpadłoby mi do głowy, żeby go wymuszać za darmo. Najwyżej kupić (np.
      lunch w takiej kafeterii/kantynie/restauracji w pobliżu biura).
      Moja koleżanka pamięta swego skąpego wuja z rodziną. Zawsze niby przypadkiem
      przed Świętami zagajali "to może przyjdziemy do Was na Wigilię?" (i bodajże inne
      dni wielkich świąt też). Oczywiście z głodnym pyskiem i bez żadnego "wkładu"
      (potraw). Skończyło się, jak jej matka odparła "a może tym razem my przyjdziemy
      do Was".
      Nie wiem, czy uniki tu coś zmienią. Należy chyba powiedzieć im formalnie, że
      prosisz o zaniechanie wizyt bez zapowiedzi, o zmniejszenie częstotliwości tychże
      oraz, żeby liczyli się z tym, że nie mogą u Ciebie liczyć na solidny posiłek, a
      jedynie na herbatę i herbatniki, ponieważ planujesz gotowanie obiadów z
      uwzględnieniem tylko członków rodziny, a poza tym życie kosztuje.
    • ruda.ja Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      normalnie powiedzieć - nie mam teraz czasu, przepraszam umówmy się na
      jutro, no jeśli się obrażą albo nie zrozumieją to po co z takimi
      kontakty utrzymywać?!
    • mmm2613 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Ja miałam bardzo podobną sytuację w teściową.
      Teściowa miała w zwyczaju odwiedzać rodzinę i koleżanki bez
      zapowiedzi; do nas tak przyjechała dwa razy, po czym kiedyś
      przyjechała, zaparkowała pod domem i zadzwoniła do mojego męża „czy
      może wpaść bo już jest przed naszym domem”, a że my byliśmy
      akurat „zajęci sobą”, no to mąż powiedział, że „n i e” i że
      spotkamy się innym razem. Teściowa obraziła się na dobre dwa
      tygodnie, po czym jej przeszło, my mamy spokój bo już nigdy nie
      przyjeżdża bez zapowiedzi :D
      Inna sytuacja jest taka, że mam koleżankę, która uwielbia odwiedzać
      znajomych po ich domach, a sama do siebie nigdy nie zaprasza.
      Potrafiła przyjechać od mnie w środku tygodnia i siedzieć do
      północy. Znam ją 4 lata a nigdy jeszcze mnie nie zaprosiła do
      swojego domu; za to, przyjeżdżać do mnie to bardzo lubiła, aż w
      końcu się wkurzyłam i przestałam ją zapraszać do siebie, bo po
      prostu czułam się wykorzystywana
      • Gość: permanentne Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16 lat temu
        Ja mam tak tylko w pracy, tylko w ciekawszym wydaniu i były 3 etapy:
        1 niezapowiedziane wizyty 'kierownik'
        2 przez chwilę zapowiedziane wiztyty
        3 obecnie 'kierownik' się zapowiada, po czym nie przychodzi
        najpierw nauczyłam ją się zapowiadać - sorry, część dokumentów
        poszła do podpisu do innej lokalizacji, więc nie sprawdzisz. umówmy
        się wcześniej, to przygotuję
        teraz kompletnie nie reaguję na te odwiedziny, bo już kilka razy
        zapowiadała się i nic z tego nie wynikało
        'przełożony' 'przełożonym (cały czas cudzysłów bo to taki niby
        przełożony), moim zdaniem szacun dla mojej pracy obowiązuje i jeśli
        coś przygotowałam/mam napięty grafik, fajnie byłoby to uwzględnić
    • zwierze_futerkowe Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Można wpaść bez zapowiedzi, ale:
      - nie w porze posiłku
      - z naprawdę ważną sprawą
      - na chwilę.
      I nie należy od zaskoczonych gospodarzy oczekiwać biesiady. Herbata, kawa,
      ewentualnie jakieś herbatniki, cukierki albo chipsy - to jest to, co ja mam dla
      niezapowiedzianych gości.

      Kerstin, przestań ich karmić. Podaj herbatę, włącz telewizor, powiedz
      "przepraszamy was na chwilę", i idź z rodziną do kuchni albo do drugiego pokoju
      zjeść obiad. Chyba za Wami nie pójdą?

      Dziecko, które woła jeść, to zwyczajna manipulacja. Cwani rodzice liczą na to,
      że dziecku nikt nie odmówi, a przy okazji i oni się pożywią. Następnym razem,
      jak dzieciak zacznie marudzić, że jest głodny, zażartuj: "A co, mamusia cię nie
      karmi?" i koniec tematu. Może mamusia pojmie aluzję, a "głodne maleństwo" się
      zamknie. A jak się nie zamknie, to nie częstuj swoim obiadem, tylko zrób
      kanapkę. Tylko dziecku. Jak kilka razy pod rząd wyjdą od Ciebie głodni, to
      nachodzenie się skończy.

      I żeby było jasne: nie jestem skąpa. Zaproszonym - podkreślam:
      zaproszonym - gościom oddam "czym chata bogata". Ale nienawidzę wyłudzaczy.
    • Gość: rr Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.ip.netia.com.pl 16 lat temu
      To koszmarne.
      • Gość: yulka Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.elblag.vectranet.pl 16 lat temu
        Kerstin poradziłaś sobie z desantem?
        Jeśli nie to może daj im linka do tej dyskusji- wtedy nie ma obaw
        zrozumieją.
        • angelka Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
          Ha! Miałam podobną sytuację zupełnie niedawno. W niedzielę w
          południe zadzwonił kuzyn męża, że jest w pobliżu i za godzinę
          chciałby nas odwiedzić. Jak się okazało zjawił się po kilkunastu
          minutach z narzeczoną. Żeby było ciekawiej dodam że u nas w domu
          panowała atmosfera szpitalna. Wszyscy chorzy, ja ledwo stałam na
          nogach, dwoje małych dzieci zasmarkancyh, w tym jedno na piersi.
          Dodatkowo był to 6 grudzień. W tym samym czasie z zapowiadaną wizytą
          przyjechali rodzice na mikołajki dla dzieci. Jako, że oboje z mężem
          byliśmy chorzy dziadkowie przywieźli ze sobą obiad dla nas.
          Podkreślam dla nas bo nikt nie spodziweał się że w niedzielę, w
          porze obiadu może nas ktoś niespodziewany odwiedzić... Odrobina
          wyobraźni pozwoliłaby na to żeby telefon wykonac nie 15 min przed
          wizytą tylko dzień wcześniej. A tak to nawet nie było czego do kawy
          postawić bo o obiedzie nie wspomnę... Okazało się że goście
          przyjechali, żeby zostwaić zaproszenie na wesele. Siedzieli prawie 4
          godziny blokując nam cały dzień, który mimo nękających nas wtedy
          chorób miał być miło spędzony ze względu na spodziewaną wizytę św.
          Mikołaja. Żeby było smieszniej to na siłę zagajaliśmy rozmowę bo
          inaczej goście siedzieliby i gapili w tv. Sytuacja beznadziejna.
          Pewnie wiele osób nie potwierdzi mojego poglądu ale ja idąć do
          czyjegoś domu w którym są dzieci nigdy nie idę z pustymi rękami, a
          już szczególnmie gdyby termin wizyty wypadał 6 grudnia.......
          Bardzo ciekawa jestem tego co zrobi autorka wątku :)
          • bubster Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
            Zawsze mi się wydawało, ze jak się idzie zapraszać na ślub, to tym
            bardziej trzeba się zapowiedzieć.
            Bo zapraszani, tak samo jak zapraszający, chcieli by tą chwilę
            potraktować odświętniej i się po prostu przygotować.

            Natomiast nie rozumiem tego, że zawsze coś musi być przynoszone dla
            dzieci.
    • jedna.maupa Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Miałam taką koleżankę na studiach. Wpadała niezapowiedziana i siedziała
      godzinami, mając gdzieś delikatne sugestie, że akurat mamy dużo nauki i musimy
      się przygotować do egzaminu.
      Wraz ze współlokatorką, którą to też bardzo irytowało (znajoma była wspólna),
      wpadłyśmy na szatański pomysł. Ustawiłyśmy sobie w kuchni radio na stację "Radio
      Maryja" i słysząc dzwonek do drzwi natychmiast je uruchamiałyśmy, koleżankę
      zapraszałyśmy do kuchni, robiłyśmy jej herbatę i z entuzjazmem opowiadałyśmy
      jaką to fascynującą audycję znalazłyśmy. Zaczynałyśmy dyskusję i w przypadku
      zbaczania z tematu podgłaśniałyśmy. Za pierwszym razem wytrzymała niemal
      godzinę. Wymiękła po trzech wizytach i zaczęła umawiać się z nami poza domem:)
      • aqua.0 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
        Tez miałam taką koleżankę na studiach, może to ta sama? :) Wpadała bez
        zapowiedzi, co wtedy jednak było normą, do akademika i siedziała godzinami, do
        późnej nocy. Myślę, że siedziałby nawet całą noc, gdyby nie aluzje albo w końcu
        ostentacyjne rozkładanie łóżka. Kilkoro wspólnych znajomych tez mi opowiadało o
        jej wielogodzinnych wizytach.
        Po studiach próbowała to samo przenieśc do normalnego życia. Przyjeżdzała do
        mnie do domu na drugi koniec miasta bez zapowiedzi, dzwoniła do domofonu i
        mówiła - jestem. Kilka razy ją wpuściłam, mój facet nie był szczęsliwy, bo
        mieszkaliśmy w maciupkiej kawalerce, a ona nadal siedziała godzinami - naprawde
        nie było juz tematów do rozmowy. W końcu przy kolejnym razie, jak akurat
        zadzwoniła w czasie randki :), powiedziałam, że dzisiaj nie moge jej wpuścic, bo
        nie jestem sama i jestem zajęta... Czułam sie jak ostatnie chamidło, ale wizyty
        stały sie juz rzadsze i nie tak spontaniczne.
        Teraz wyjechała do innego miasta, czasem jeszcze dzwoni, jak tu wraca i pyta,
        czy może wpaśc za chwilę. Niestety, zwykle jestem zajęta...
        • verte34 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
          To bardzo przykre. Ale co powiedzielibyście o gościu, który wpada
          bez zapowiedzi, i przyprowadza ze sobą swoich gości?
          Sobota, w nowym mieszkaniu, nie całkiem wykończonym, ja w jakichś
          starych szmatach uwijam się z ścierą, a tu puk puk... teściowa i
          jacyś nieznajomi państwo.
          Do dzisiaj robi mi się słabo na wspomnienie.
          • Gość: kerstin Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16 lat temu
            Nie powinnam się cieszyc z cudzego nieszczęścia,ale mamy od 4dni"chwilę"
            wytchnienia:) Ponieważ ich dziecko chore...Męska połowa tego nachalnego
            trio,zadzwoniła (sic) i się pożalił,że dziecko chore...Ale on musi się oderwac
            od codzienności i wpadnie do nas z dobrym filmem na wieczór!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            W tym momencie piorun we mnie szczelił! Przeprosiłam go..i powiedziałam,że mamy
            dużo obowiązków w domu,a szczerze powiedziawszy, obawiam się o to,że przywlecze
            nam i moim dzieciom grypę! A na to nie mogę sobie pozwolic,ponieważ praca...A
            dzieciaki ostatnio już chorowały.Miały dużą przerwę w szkole i nieobecności i
            mają po chorobie obniżony "system obronny":P Wiem ,wiem tłumaczyłam się...Ale
            jego głos był bezcenny! Mówił,na pożegnanie jakby mu ktoś w kieszeń narobił! A i
            minę pewnie miał jak sra...cy kot! Już to widzę! TO MÓJ PIERWSZY SUKCES!!!

            To,że oni mają gdzieś innych,przekonałam się kiedyś, przypadkiem.Będąc
            oczywiście u nas w domu,on dostał telefon od kolegi.Z tego co usłyszałam, kolega
            ten odwoływał ich wizytę u siebie,ze względu na chorobę dziecięcą swojego
            5-latka (ospa) Ich syn miał wtedy ok.1,5roku...I wiecie co powiedział ten
            bezmózgi natręt? "Nam to nie przeszkadza,naszemu Damiankowi nic się nie stanie,a
            nawet to lepiej jak by wcześniej przeszedł ospę, bo pużniej to kłopot..." No po
            prostu szok!!! Gościu wił się jak piskorz,coś tam mówił o gorączce...A ten:"My
            wpadniemy tylko na chwilkę" !!!!
            Już byli umówieni z "nowymi ofiarami" nie znaliśmy ich,ponieważ to są stare
            cwaniaki i izolują jednych od drugich,aby czasem im nie 'podkradac" znajomych i
            wizyt:P

            już się boję co będzie po chorobie dzieciaka...Pewnie będzie musiał,nadrobic
            braki w apetycie...
            • baba67 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
              A wiec pierwszy krok zostal zrobiony. Dobrze ze zadzwonil, mogl sie z tym filmem
              pojawic bez zapowiedzi. Z tego co piszesz to mieszkacie w domu, bo w bloku to
              zaden problem postawic samochod gdzie indziej a nawet bez tego konsekwentnie nie
              otwierac osobom niezapowiedzianym. Inwestycja w garaz teraz nie jest najlepsza
              rada. Pozostaje-nie karmic niczym tresciwym i robic wszystkie roboty domowe nie
              przejmujac sie goscmi.Dziecku dac chleb z podsuszonym serkiem. Jesli lubia
              wysiadywac przy telewizorze "zepsuc" sprzet.
              Informowac mimochodem ze nastepnego dnia ma sie nawal spraw do zalatwienia "na
              miescie"(dzien oddechu przed nastepnym starciem).
              Obiad podawac po wyjsciu (wiem, niezdrowo dla dzieci, ale warto sie przemeczyc
              bo oni przychodza do Was na wyzerke)-nakarm dzieci w drodze do domu, to dluzej
              wytrzymaja.
              No i wymyslajcie sobie sprawy, ktore musicie zalatwic danego dnia(cos kupic, do
              mechanika z samochodem itp,) zebyscie musieli wyjsc i przerwac wizyte. Od razu
              ni epodziala, ale na dluzsza mete tak-zwlaszcza NIE KARMIC.
    • martusia_25 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Najprostszy sposób, to stanąć w drzwiach w taki sposób by
      uniemożliwić im wejście do mieszkania, przywitać się serdecznie a
      potem rzecz: przepraszam was, ale jestem teraz zajęta - wpadnijcie
      kiedy indziej, tylko proszę, najpierw zadzwońcie. Potem kolejny
      serdeczny uśmiech, miłe słowa pożegnania, wejść do mieszkania i
      zamknąć drzwi. Jeśli ten sposób nie pomoże, to nie otwierać a na
      ewentualne pretensje powiedzieć: "Byłam pod
      prysznicem/spałam/oglądałam TV/uczyłam się/ słuchałam muzyki i nie
      słyszałam, następnym razem zapowiedzcie się proszę telefonicznie.
    • Gość: To_ja Kerstin IP: *.acn.waw.pl 16 lat temu
      Wiesz co? Chyba jesteśmy do siebie baaaardzo podobne!:) ja też
      wprost nienawidzę niezapowiedzianych gości! Sama NIGDY nie
      przychodzę niezapowiedziana i tego oczekuję od innych - z tych
      samych powodów, co Ty.
      łączę się z Tobą w bólu w 100%!!! Dla mnie jest to po prostu
      niekulturalne - wpadać bez zapowiedzi i nikt mnie nie przekona, że
      tak nie jest!
    • winniepooh Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Wizyty u zaprzyjaźnionych lodówek pamiętam z akademika.
      Sądziłam, ze ta zaraza kwitnie tylko w skupiskach głodnych studentów, a tu niespodzianka.

      Ja nawet nie wiem czy ktoś niezapowiedziany do mnie przychodzi, bo nie odbieram domofonu, a gdyby nawet sforsował klatkę schodową to ma jeszcze przed sobą drzwi na piętrze. Bez szans na to żeby stanąć w progu.
    • easy321 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      O, Kerstin, Kochana, jak ja to dobrze znam...tez mam takich znajomych, ja nie
      dzwonie, bo nie chce kontaktu-oni dzwonia, szybka rozmowa, mowie ze oddzwonie a
      nie dzwonie, moze zrozumieja ze nie mam ochoty na kontakt...a gdzie tam!dzieciak
      rozwydrzony, bije mojego, choc mlodszy, zle wychowany, a prostaccy rodzice nie
      potrafia sie nim zajac.Oczywiscie takze zre na potege, a mamusia owego dziecka 5
      letniego cieszy sie ze dziecko 4 chleby zjada jednego dnia :)
      Wyzarla polowe kurczakow z grilla.Rodzice tez zarci. Robimy wspolnie spotkanie,
      jedzenie kupujemy razem i co sie okazuje?ze nastepnego dnia niby 100zl im
      "wisimy" za biesiadowanie, no wscieklam sie, maz tez, ale dal im te
      100zl.Ciekawa jestem jakbym ja podliczyla ich za ;
      1.to, ze maz wozil ja po sklepach swoim autem, bo jej maz byl w pracy-w koncu
      pali benzyne, nie?
      2.ja jako opiekunka jej dziecka, bo oni "na chwile na zakupy" a ja sie uzeram z
      jej dzieckiem, pilnuje zeby nie bilo mojego, w miedzyczasie rodzice innych
      dzieci na skarge przychodza ze ta mala ich pobila ich syna, i mysla ze ja jestem
      matka, bo jej matka zajmuje sie dzieckiem sporadycznie,jak nie jest w
      sklepie.Oczywiscie dziecko zostawiaja pod moja opieka a ja mam URLOP i chce odpoczac
      3.Oddawalam rzeczy za male po moim dziecku, za kwote ok 100zl te ciuszki,tez
      moge doliczyc,nie?
      Po tej sytuacji mialam dosc, spakowalam sie i wybylam daleko.Nie mam ochoty na
      kontakt.I mysle ze niebawem powiem im co mysle, bo mam juz dosc.
      • Gość: kasiunte Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? IP: *.olsztyn.vectranet.pl 16 lat temu
        Easy321 i Kerstin oraz kilka innych osób...macie problem z asertywnością, a to
        wynika z zaniżonej samooceny. Jak się zna swoją wartość i ma swoje zdanie, to
        nie ma problemu z komunikowaniem tego zdania/stanowiska innym.
        Jeśli - co dla mnie zrozumiałe - nie chcecie nieproszonych wizyt jakichś chamów
        i cwaniaków, to po prostu sobie ich wychowajcie, normalnie poinformujcie, np. że
        od teraz spotkania będą umawiane z wyprzedzeniem, impreza składkowa albo coś
        jeszcze innego. Ale tak, żebyście się z tym rozwiązaniem dobrze czuły WY.

        Ja bym takiej hołoty u siebie nie tolerowała, ja jestem raczej dobrze wychowana
        i tego samego oczekuję od znajomych, póki co się udaje :) ja nigdy nie wpadam
        bez zapowiedzi, upewniam się zawsze, czy moja wizyta będzie w porę i mile
        widziana, staram się nie siedzieć za długo itp.. Generalnie mi to łatwo
        przychodzi, bo nie mam problemu z mówieniem innym o co mi chodzi, tego co mnie
        boli też.

        Gdybyście miały bardziej konsekwentne i stanowcze charaktery, to bym wam
        poleciła kupić sobie dobrego stróżującego psa (wtedy niezapowiedziane wizyty jak
        ręką odjął), ale was taki pies to by zdominował w parę tygodni, więc nie polecam ;)

        Aha i asertywność absolutnie nie jest tożsama z chamstwem, bo chamstwo to agresja.
    • cmielak_2 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
      Boże, jak ja bym chciała zeby ktoś do mnie wpadał. Właśnie tak
      niezapowiedzianie. Zwalał mi się, chciał herbaty i siedział i gadał
      i nudził. Nikt do mnie nie wpada. Znajomi tłumaczą sie tym że daleko
      mieszkam i że to cała wyprawa do mnie albo że roboty dużo albo że
      dzieciaki chore i nie mam nikogo takiego kto by własnie tak
      spontanicznie zajrzał i poprzeszkadzał. Moja przyjaciółka w podobnym
      tonie narzeka na swoja szwagierkę, że nie zna dnia ani godziny kiedy
      tamta stanie u drzwi, wlizie i godzinami bedzie opowiadac o swoich
      kłopotach z narzeczonym. A ja zazdroszczę.
      • zulcia79 Re: Lubicie niezapowiedziane wizyty? 16 lat temu
        Bardzo Ci współczuję,niektórym ludziom po prostu brakuje dobrego wychowania.Ja
        miałam podobną sytuację,mieszkam w pobliżu przychodni i koleżanka wracając od
        lekarza z dzieckiem zawsze do mnie wpadała.Nie obchodziło jej,że jej córka może
        zarazić moje dzieci.Ostatnio jak przyszła z zasmarkanym dzieckiem,to oczywiście
        zaraziła moją małą i znowu musiałam przekładać szczepienie.Wkurzyłam się i
        wysłałam jej grzecznego sms-a,żeby nie przychodziła do mnie jak jej córka jest
        chora,bo zaraziła moją.Dodałam,że oczywiście nie mam nic przeciwko,jeśli jej
        córka jest zdrowa,tylko proszę wcześniej o tel.Koleżanka się oczywiście
        obraziła,bo jej córka podobno była zdrowa(a glut jej wisiał do pasa i kaszlała
        jak gruźlik),ale po 2 miesiącach jej przeszło.Zwrócenie uwagi pomogło,bo już się
        takie sytuacje nie powtarzają.Wydaje mi się,że bez owijania w bawełnę trzeba
        wprost powiedzieć o co chodzi.Jak się boisz,to napisz sms-a(ja trochę
        stchórzyłam i dlatego napisałam,ale asertywnośc coraz lepiej mi
        wychodzi).Trzymam kciuki,aby darmozjady już Cię nie nachodzili.Pozdrawiam
    • camel_3d lubie... 16 lat temu
      nie zawsz emi to idealnie odpowiada, ale jezeli przychodzi ktos lubiany, to mi
      to wynagradza wszytsko.
      Kiedy musze wyjsc lub cos waznego zalatwic ..ok..to miwie, co i jak. Ale jezeli
      nie..to najczesciej uwazam, ze fajnie ze ktos wpadl.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka