agnieszkosz
13.06.08, 13:45
Proszę doradzcie mi coś bo już nie wiem jak mam rozmawiać z
teściową. Wiem, że wątki o "złotych radach" teściowych, mam, babć i
ciotek co jakiś czas sie przewijają na forum, ale mi chodzi bardziej
o rzeczowe argumenty.
Mianowicie moja teściowa uważa, że truję jej wnuczkę bo podaje mleko
modyfikowane "nowej generacji" zamiast sprawdzonej Milupy (przecież
wychowała na nim syna to wie co jest dobre). uważa, że przez NAN
(takie podaję Małej)są bączki, ulewanie, odbijanie 2 godz. po
karmieniu, okropny przyrost masy, a poza tym jest w nim cała tablica
mendelejewa i mase innej chemii. Twierdzi, że jak w Coli coś w tym
mleku jest co uzależnia i dziecko je więcej niż potrzebuje.
Nie trafiają do niej żadne moje argumenty, że mleko jest efektem
wieloletnich badań, że to, że jest wzbogacane to tylko z korzyścią
dla dziecka, że jest zbliżone do składu mleka matki, że Mała je
sporo mniej niż zalecenia dla jej wieku. Nie przekonuje jej nawet
to, że córka mogła odziedziczyć skłonność na alergię pokarmową po
tatusiu i musi być na HA (no bo niby skąd to wiem, skoro nie
spróbowałam podawać jej "Klasycznego" mleka)
Już nie wiem jak mam z nią rozmawiać,a ostatnio jak mnie zaatakowała
z trzema innymi ciotkami, które też wychowały swoje dzieci na "takim
zwykłym niebieskim" to myślałam, że mnie zlinczują.
Padła nawet propozycja, by 3-miesięczną Małą karmić mlekiem krowim.
Po takich dyskusjach sama już się zastanawiam czy faktycznie
potrzeba tyle tej chemii w mleku, czy takie "zwykłe" bebiko nie jest
lepsze?
napiszcie co Wy o tym sądzicie i podsuncie mi jakieś argumenty bo
póki co nie chcę rozwiązać tej dyskusji w sposób przykry dla nas
obu, a nie wiem ile jeszcze wytrzymam takie ataki.