Dodaj do ulubionych

Opowiedzmy swoją historię

23.07.08, 16:21
Chętnie was poznam - mamy butelkowe :))

Ja jestem mamą dwóch córek - 3,5 roku i 14 m-cy. Pierwszą córę oczywiście
zaczęłam w szpitalu po porodzie karmić piersią chociaż leżała z zapaleniem
płuc na oddziale a ja na innym piętrze po cesarce... Ale nie przewidziałam -
chorego dziecka, cesarki, bólu popękanych brodawek ze strupami, z krwią
płynącą razem z mlekiem. Marzyłam o powrocie do domu, w którym to w końcu
zaczęłam karmić butelką. Brodawki goiły się z tydzień.

Rodząc drugie dziecko obczytałam się ile mogłam o karmieniu piersią, by zdobyć
doświadczenie. Niestety, historia się powtórzyła. Nie pomagały zmiany pozycji
karmienia co 5 min. ani nakładki. Ból i tak był. Po za tym nie przewidziałam,
że urodzę taką głodomorkę, która butlę przez następne pół roku ciągnęła CO
GODZINĘ! W szpitalu WISIAŁA na cycu, bo była przeraźliwie głodna co nie
sprzyja gojeniu się brodawek. Po za tym nie mogłam wyjść do toalety a po
drugiej cesarce miałam pewne problemy i potrzeby. W szpitalu głośno mówiłam,
że nie będę karmić piersią, że w domu przechodzę na sztuczne. Oczywiście,
znacie już to, ogólne poruszenie wśród położnych. A jak byłam sama w sali to
nawet pewien neonatolog przyszedł do mnie by rozprawiać o zaletach naturalnego
karmienia i dlaczego nie chcę. Tak, dobrze opisałyście to - terror laktacyjny.
Jednak mieli szczęście, że szczęście z nowonarodzonego dziecka przysłaniało mi
ten problem i spławiałam wszystkich oraz wywracanie oczami.

Najśmieszniejsze, że łatwiej mi było na sztucznym wyprowadzić z alergii. Gdy
pojawiła się skazowa wysypka - zmieniłam mleko na hydrolizat. Gdy pojawił się
problem z trawieniem laktozy - wystarczyła zmiana na bezlaktozowe.

Anyway, zawsze miałam poparcie w rodzinie w tym co robiłam. Mogłam jeść co
chciałam etc.

Dopiszcie się jeśli chcecie. I mam prośbę, by nie odpowiadać na zaczepki
piersiowych emam. Pozdr!
Obserwuj wątek
    • nelka100 Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 07:33
      Ja też swoje coreczki wykarmiłam sztucznie. Co prawda starszą przez
      pierwsze sześc tygodni, tz do pierwszej wizyty lekarskiej karmiłam
      piersią ale kiedy pediatra zorientowała się, że jej waga ani drgnęła
      sama kazała mi przejśc na sztuczne. Przy drugim dziecku byłam już
      negatywnie nastawiona do karmienia piersią i kidy mój mąż podczas
      porodu wspomniał o tym,że żona raczej będzie karmic sztucznie jedna
      z położnych zapytała czy ja jestem chora psychicznie. Nie będe pisac
      co odpowiedział jej mąż, ale takie teksty pod adresem pacjentki
      uważam za niedopuszczalne!!!
    • perelka110 Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 08:47
      Ja również zaczęłam od karmienia piersią, ale moje dziecko
      zwyczajnie nie chciało ssać, wolało butlę. Co z tego, że próbowałam,
      wyginał się we szystkie strony i nic z tego nie wyszło. Więc
      zaczęłam śćiągać i wspominam ten czas jako koszmar - mój czas
      wyglądał od karmienia, ściągania, mycia, wyparzania, a w dodatku nie
      mogłam jeść wielu rzeczy bo moje dziecko miało staszne kolki-
      schudłam, tak strasznie, że jak oglądam zdjęcia to aż się wstydzę.
      Od kąd zaczęłam podawać butlę wszystko się unormowało, dziecko
      zadowolone i ja. Więc nie ma co mówić że karmienie piersią ponad
      wszystko, bo systuacje w jakich się znajdujemy są tak różne, że nie
      można ich porówywać dla siebie. To nie my mamy podstosować się do
      dziecka, tylko dziecko do nas. Pozdrawiam.
      • izabeladrozd Re: Opowiedzmy swoją historię 31.07.08, 22:29
        hej pisze tu bo teraz jestem butelkowa mama ale swoje dzieci karmilam piersia 1 16 miesiecy 2 20 miesiecy a 3 6 miesiecy ciezko mi bylo zrezygnowac z karmienia piersia przy 3 bo ciagle zapominalam na czas przygotowac wode a w nocy bylo jeszcze gorzej 2 miesiace po przestyawieniu w dzien budzilam sie z malym w lozku i on przy cycu ale nie uwazam sie za lepsza matke bo wszystkie sa wspaniale te ktore kochaja dbaja i tula oczywiscie super jest przytulac sie do dzidzi jak je z piersi rozkoszne uczucie ale jesli ktos nie moze to lepiej butelka nakarmic i spedzac mile czas z dzieckiem niz meczyc siebie i maluszka stresowac troche tylko dziwia mnie kobiety ktore przed porodem 1 dziecka mowia stanowczo nie bede karmic choc jeszce nawet nie sporobowaly a ja przed 1 dzieckim wyczytalam w ksiazce zeby ze 4 tygodnie przed porodem smarowac slina lub wyplywajacym mlekiem brodawki i zostawiac do wyschniecia kilka razy na dzien moze to dziwnie brzmi ale mi pomoglo nigdy nie mialam popekanych brodawek
    • akot80 Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 09:05
      Karmiłam synka prawie 9 miesięcy. Pierwsze 3 miesiące to był koszmar. Synek
      urodził się w 37 tc z wagą 2540g. Nie umiał ssać. Ja nie mogłam siedzieć po
      nacięciu krocza. Byłam słaba, mimo że poród miałam lekki. W szpitalu nie
      pomagali przystawić dziecka. Dopóki nie zrobiłam awantury. Pokazały jak to
      robić, ale to nie wiele dało. Musiałam zdać się na siebie. W szpitalu synek dużo
      spał. Przechodził ciężko i długotrwałą żółtaczkę. Nie chciał jeść. Po powrocie,
      gdy żółtaczka przeszła, ciągle płakał z głodu. Ja go ciągle przystawiałam, ale
      było za mało. Przez 2 miesiące przytył tylko pół kg. Pediatra zaleciła
      dokarmianie. Z ciężkim sercem kupiłam mieszankę. Jednak trochę mi ulżyło. Gdy po
      paru miesiącach okazało się, że synek za dużo przytył, przyjrzałam się dokładnie
      karmieniu i okazało się, że więcej w jego menu mieszanki niż piersi. Zawzięłam
      się i zamieniłam proporcje. Udało się. Karmiłam już z przyjemnością prawie do
      końca 9 miesiąca. Zakończyłam karmienie, bo uważam, że to idealny czas, dziecko
      nie płacze za cyckiem. Poza tym, gdy zobaczyłam swoje piersi w lustrze
      popłakałam się. Nigdy nie były duże i piękne, ale teraz to nic z nich nie
      zostało. Kolejne dziecko planuję karmić podobnie długo, max. do 12 miesiąca.
      Jednak butelkę też chcę wprowadzić wcześnie, bo później nie będzie problemów z
      przestawieniem.
      • bweiher Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 11:01
        Pierwsza ciąża,planowana,wyczekana,poroniona.Druga ledwo uratowana
        ale jest syn,ma teraz 5 lat.Karmiłam 2 miesiące w bólach,nerwach i
        potach.Gdyby nie mąż to bym wpadła w depresje z powodu
        karmienia.Mały nie chciał cyca i koniec a ja głupia ryczałam i
        wpychałam mu na siłe.Po podaniu butli(mąż sam to zrobił) wszystko
        sie zmieniło.Mały zadowolony,uśmiechnięty,ja szczęśliwa:)Syn zdrowy
        ani razu nie dostał antybiotyku,nie wiem co to chore dziecko,nie
        wiem co to temperatura u malucha,nie wiem co to kolki.Teraz mamy
        blizniaki(po leczeniu hormonalnym z powodu torbieli na
        jajnikach),urodzone w lutym w 34 tc.Karmione od początku mlekiem
        modyfikowanym.Zaraz po porodzie(CC)poinformowałam ze nie będę
        karmić piersią i dzięki Bogu obyło się bez komentarzy,może temu że
        po cesarce dzieci mogłam zobaczyć dopiero w drugiej dobie.Maluchy
        leżały na innym oddziale w inkubatorach.Nie żałuje decyzji o
        karmieniu butelką.Dla mnie było to jedyne wyjście.Nie wyobrażałam
        sobie karmienia piersią po tym co przeżywałam za pierwszym
        razem,ani jakoś nie przemawiała do mnie wizja karmienia w miejscu
        publicznym dwoje dzieci na raz.Dodam że blizniaki są oczywiście
        zdrowe i radosne,a ja mam czas aby zająć się starszym dzieckiem gdy
        tatuś karmi naszą parkę. :)

        Pozdrawiam mamy z flaszkami :))
    • olenka_a Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 13:33
      Mój synek przyszedł na świat na pocz.37tc. Brak odruchu ssania - tak oceniła
      pediatra. Próbowałam przystawiac go do piersi (położne zołzy pokazały raz jak
      przystawiac małego, a potem się na nas wypięły), męczyliśmy się w szpitalu, a
      potem w domu przez 2 dni. Aż któregoś ranka o g.6 wymiękłam i podałam butlę. Nie
      spaliśmy kilka dób, mieliśmy już dosyć. Mały się wreszcie najadł i szczęśliwy
      zasnął.

      Potem jeszcze długo musiałam wysłuchwiać od róznych lekarzy, że się za mało
      postarałam i że naprawdę rzadko się zdarza, żeby matka nie mogła karmić piersią.
      A my wynajmowaliśmy położną do domu, żeby pomogła przystawiać małego itd.

      Powiem Wam,że o mało co w depresję z powodu wyrzutów sumienia nie wpadłam.
      Jeszcze wszyscy dookoła (za wyjątkiem męża, rodzinki) pytali:karmisz piersią?
      Odpowiadałam:nie. To zaraz z wyrzutem i zdziwieniem padało: A DLACZEGO? Potem
      już mi się nie chciało tłumaczyć, więc mówiłam, że chcę mieć ładne piersi hihihi
      Ale ludzi zatykało! :-)))

      Mały super się rozwija, ja już po 5 tygodniach po porodzie wyszłam na babski
      wieczór, a i piersi mam śliczne :-))) Teraz już nie mam wyrzutów sumienia.
      • ibiza777 Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 14:15
        Mnie karmienie piersią zawsze przerażało, a to dlatego ze mam wklęsłe brodawki.
        Ale chodząc do szkoły rodzenia położna mnie pocieszyła, że dziecko samo
        wyciągnie te brodawki. Hania urodziła sie w 37 tyg, była malutka. Każde
        przystawienie do piersi kończyło sie wielkim płacze, bo mała nie potrafiła
        złapać piersi. Położne twierdziły ze jak będzie bardzo głodna to złapie, na
        noworodkach znowu słyszałam żeby założyć kapturki i karmić. Kupiłam kapturki,
        jakoś szło to karmienie, ale brodawki miałam w masakrycznym stanie. Karmienie
        było dla mnie koszmarem, bolące brodawki doprowadzały mnie do płaczu. Siedziałam
        i ryczałam. Pokarmu miała coraz mniej, ponieważ mała chwytała tylko kapturek, a
        nie całą otoczkę. Jej każdy dynamiczny ruch zdzierał kapturek, mleko sie
        wylewało. Koszmar!!! Po 4 tyg wybrałam się do pediatry. Po ważeniu okazało sie
        ze mała ma wagę urodzeniową czyli 2860. Decyzja było natychmiastowa,
        przechodzimy na mleko modyfikowane. Powiem szczerze ze bardzo mi ulżyło, byłam
        szczęśliwa. Mała ślicznie rośnie, ładnie przybiera na wadze, i tylko to sie dla
        mnie liczy
    • maman.0507 Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 15:26
      Witam Wszystkie butelkowe Mamy!!! Piszę, bo widzę, że nikt nie
      będzie mnie tu przeganiał, że karmię butelką. Pierwszy syn urodził
      się w czerwcu 2005 roku z wagą 3350 gram, po cesarskim cięciu, z
      trudem karmiłam piersią, w domu co godzinę. Wisiał przy piersi
      bardzo często (aż do ukończenia 8 mca), nie chciał smoczka,
      bezprzerwy płakał, a ja już nie miałam siły. Drugi syn urodził się w
      maju 2007 roku siłami natury z wagą 4560gram, w szpitalu był
      karmiony piersią, ale i dokarmiany butelką. W domu dostał smoczek,
      pierś na siłę dostawał co 2-3 godziny, ale słabo przybierał na
      wadze. Na "szczęście" rozchorowałam się i musiałam przyjąć zastrzyki
      przy których nie mogłam karmić piersią, mały miał wtedy skończone 4
      mce. Uważam, że nie ma nic lepszego jak karmienie butelką. Dziecko
      jest zdrowe i prawidłowo się rozwija. A ja jestem spokojna, i
      przynajmniej wyspana, bo i mały przesypia spokojnie noce od tamtego
      czasu. Kiedyś próbowałam komuś radzić na tym forum, ale nie było
      warto, bo dostałam po uszach. Od tamtej pory rzadko tu wchodzę. Ale
      nie lubię kiedy neguje się matki za to że karmią swoje dzieci
      mlekiem modyfikowanym, tak w życiu niestety często się zdarza, że
      nie mogą piersią. Serdecznie Was wszystkie pozdrawiam!
      • maman.0507 Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 15:31
        Trochę niefajnie, kiedy na forum, na różne inne ciekawe tematy,
        ludzie są dla siebie niegrzeczni. Spotkałam się tu wiele razy. A
        dobrze jest czasem poczytać coś miłego, że jest ktoś, kto miał, lub
        ma podobne problemy, i nie jest się negowanym za to co się robi.
        Uważam, że każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej i
        właśnie to jest to "najlepiej". Gdyby w żuciu zdarzyła mi się taka
        sytuacja ( na razie biorę pigułki, ale to też nie jest 100%
        pewności), moje trzecie dziecko będę karmić butelką.
        • bweiher Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 20:42

          A M E N !!!!
          • os-a Re: Opowiedzmy swoją historię 25.07.08, 22:11
            a ja jestem ni pies ni wydra bo karmię i piersią i butelką. dwoje starszych
            długo karmiłam piersią(po półtora roku każde) w lutym urodził się michał i już w
            szpitalu musieli go dokarmiac bo cały czas wisiał na cycku i płakał z głodu.od
            tej pory zaczynamy piersią(teraz w dzień już nie chce piersi tylko butlę)i
            dopychamy butlą. dobrze że jestem już wiekową kobietą i nie przejmowałam się
            tekstami że krzywdę dziecku robię , że się nie staram(HIHIHI),bo gdybym ich
            słuchała to depresja pewna;(((a mały ma się dobrze, jest pogodny i nie rozwija
            się gorzej niż jego starsze rodzeństwo
            • conny25 Re: Opowiedzmy swoją historię 26.07.08, 08:29
              Ja moja coreczke karmilam 3 miesiace. Jesli tak to mozna nazwac,
              lekarze mi odrazu powiedzieli ze bedzie ciezko bo mam
              za "krotke"sutki i byla nadzieja w tym ze dziecko je wyciagnie ale
              nawet nie bylo nadzieji corka tylk plakala bo nie moga sie najesc.
              Takze odciagalam mleko przez te 3 miesiecy, ciezka sprawa, a sutki
              nawet po odciaganiu sie nie zmienily! Potem mleko zaczelo ginac,
              takze przeszlismy na Humana, corka rozwija sie super, nigdy nie byla
              chora, nawet przeziebiona. Teraz oczekuje drugie dziecko i nie wiem
              czy bede miala sile, zeby sie bawic w te odciaganie:-(
              Ja nigdy nie mialam wyrzutow sumienia, bo nie widzie nic zlego w
              karmieniu butla, a takze bo nie mieszkam w Polsce i tu nikt ci nie
              powie ze jestes zla matka, kazdy karmi jak uwaza. Dopiero jak
              pojechalam do Polski do tesciow to sie nasluchalam, ale tylko przez
              10min bo potem buzie byly zamikniete.

              Trzymajcie sie dziewczyny, pozdrawiam serdecznie.
    • kotek3030 Re: Opowiedzmy swoją historię 26.07.08, 15:42
      Karolka To nasze pierwsze i mocno wyczekiwane dzieciątko. Od
      początku były problemy z karmieniem. W szpitalu ciągle spała.
      Pielęgniarki darły się na mnie i kazały mi ją budzić i przystawiać
      do piersi. Młoda possała kilka minut i znów spała. Sporo straciła na
      wadze i nie chcieli nas wypuścić do domu. Ja wyłam dniami i nocami,
      bo miałam już dośc tego szpitala. Do domu wypisali nas w końcu po 5
      dobach. Praktycznie przy każdym karmieniu Karola wiła się i okropnie
      mnie kopała. Miałam porozrywane brodawki mimo, że przytsawiałam ją
      do piersi prawidłowo. Pierwszych kilka tygodni to koszmar. Ciąglę
      ryczała. W nocy usypiałam ją po 2-3 godziny a po 30 minutach budziła
      się z rykiem. W końcu doszliśmy do wniosku, że może oan jest głodna.
      Z butli wciągnęła mleko migiem. Dokarmiałam ją piersią przez 2,5 m-
      ca. Pokarmu było tak mało, że padała przy cycu ze zmęczenia i
      budziła sie niedługo z rykiem, więc doszłam do wniosku, że nie ma
      sensu jej męczyć. Oczywiście spotkałam się z ogromnym terrorem
      lakatacyjnym - jak karmisz butlą to jesteś wyrodna matka... Ach brak
      słów. Bardzo przeżyłam to, że nie karmię piersią i gdyby nie pomoc i
      wsparcie ze strony męża nie wiem jakby się to skończyło. Odkąd
      Karola jest na butli śpi dużo lepiej, zdecydowanie rzadziej płacze i
      dużo lepiej przybiera na wadze - przez 1 m-c przybrała tylko 500 g a
      teraz ważyliśmy ją przy szczepieniu i przez 3,5 tygodnia przybrała
      1135 g.
      Pozdrowienia dla wszytskich butlowych mam i ich pociech
      • amelllia Re: Opowiedzmy swoją historię 28.07.08, 21:24
        Przez całą ciążę
        myślalam, że będę karmić piersią. Czekalam więc na laktację.
        Niestety mijały dni a pokarmu nie było. Przystawialam dziecko tak
        często jak się dało i dopiero na 3 dobę pojawiło się trochę mleka.
        Spędziłam dlugie chwile przy elektrycznym laktatorze ale odciągałam
        przez godzinę 20 ml. Personel szpitala był mi bardzo pomocny ale
        pani położna zasugerowała, że mam zbyt mało pokarmu. Kiedy synek
        płakal mi przy piersi (bo się nie najadal) przychodziła pani od
        noworodków i proponowała butelkę tlumacząc, że dziecko musi się
        najadać, że to jest najważńiejsze. Przez jeden dzień był ważony po
        kazdym karmieniu no i wyszło, że mam za mało pokarmu. Byłam tym
        załamana, patrząc na sąsiadkę z łóżka obok, której mleko dosłownie
        tryskało czułam się gorsza. Ale personel małego szpitala w
        Nowogardzie był wspaniały! To ja broniłam się przed butelką. To się
        rzadko zdarza w polskichszpitalach dlatego opisuję swoje
        doświadczenie.

        Później w przychodni w Szczecinie było gorzej. Pielęgniarka
        powiedziała wprost, że decyzja o butelce była najgorszą z możliwych
        i że robię KRZYWDĘ dziecku. A on mimo bardzo częstego przystawiania
        w ciagu tygodnia spadł na wadze 100gr na piersi!
        Dowiedzialam się teżod tej pani, że to nie chodzi o to żeby
        noworodek był spokojny i nie płakał! SZOK!!

        Teraz pogodziłam się z faktami, ze po prostu nie mialam pokarmu,
        synek rośnie szybciutko, jest zdrowy i szczęśliwy. Ja również
        czujęsię świetnie i czerpię wielką radość z macierzyństwa. Kupuję
        synkowi najlepsze mleko jakie jest. Mały śpi od 20 do 6 30 dzięki
        czemu nie mam cieni pod oczami spowodowanych brakiem snu. A kiedy
        potrzebuję oderwania mogę bez przeszkód wyjść na jak długo chcę a
        nawet wyjechać na weekend do rodziców. Teraz wiem, że gadanie o tym,
        iż dzieci butelkowe mają gorzej, chorują itp to po prostu bzdury.
        Niestety ludzie często pytają jak karmię. Nawet taksówkarz (co go to
        obchodzi). Odpowiadam krótko: Z butelki. Jak ktoś obcy dalej pyta
        dlaczego mowię: Bo tak. I koniec tematu.



        Czy ten temat możnaby "przyszpilić"??? W jaki sposób poprosić
        moderatorkę o to??
        • bweiher tez jestem za przyszpileniem! 28.07.08, 22:17
          To fajny watek,tez dopisuje sie do tego aby go wrzucic na gore.
          • oli.nek Re: tez jestem za przyszpileniem! 29.07.08, 10:19
            no właśnie, kto przyszpila takie wątki na górze? czy jest tu ktoś? puk puk ;))))

            za każdą butelką podaną dziecku stoi jakaś historia. prawdziwa historia. godna
            przeczytania :) inne mamy wchodzące tutaj mogły by ten wątek przeczytać i same
            się dopisywać.
            • zawszemadzia83 Re: tez jestem za przyszpileniem! 02.10.08, 17:20
              Jak wiekszość z nas bardzo chciałam karmic piersią... Aktualnie mam
              wielkiego moralniaka, własnie z tego powodu tzn. moje dziecko woli
              buteleczke od mojego cycusia. Wszystko byłoby ok gdyby nie ciagłe
              uwagi ze strony znajomych, rodziny, a przede wszystkim mamy, która
              uwaza, ze moja mala powinna jak najdłużej byc na piersi, niestety
              mimo wielkich starań z mojej strony nie wychodzi nam i nic na to nie
              moge poradzić, a wynika to z faktu iż moja córka zaraz po porodzie
              dostała zapalenia ucha na skutek dostania sie wód plodowych...Zbyt
              mało przybierała na wadze stąd decyzja o dokarmianiu butelką no i
              cóż moge powiedzieć sa tego efekty. Mala ma oktualnie 6 tygodni,
              owszem bardzo ładnie przybiera na wadze ale jak jua wspomniałam na
              widok piersi bardzo marudzi i nie ma mowy o jedzeniu zazwyczj kończy
              się wszystko wielkim płaczem i rozdraznieniem dziecka wiec podaje
              butelkę i pewnie tak już zostanie.
              Czytam więc Wasze historie by podnieść sie na duchu i zbierać sily
              by byc jak najlepszą matka dla mojego dziecka. Pozdrawiam.
      • bkswojciki Re: Opowiedzmy swoją historię 29.07.08, 10:48
        Hej, juz wczesniej opowiedziałam swoja historie. teraz wiae jedno -
        moja córka jest zdrowa, karmiłam ja butelka, a jest ZDROWA. i tyle
        pozdrawiam mocno
        PS paradoksalnie z moich wyrzutów sumienia wyleczyły mnie mamy
        karmiace piersią. Tak sie uzalały nadde mna, ze stwierdziłam, ze w
        niczym nie jestem od nich gorsza,, poza tym pomyślcie - mamy
        piersiowe w nocy biora dziecko do łóżka i karmia bez problemu, a my
        musimy wstawac, grzac wodę(dzięki Bogu za wynalazcę podgrzewacza),
        szykować mleko myć butelki itp... I kto tu sie bardziej poswieca????
        Pozdrawiam wszystkie super mamy i BUTELKI GÓRĄ
    • tripka.2 Re: Opowiedzmy swoją historię 29.07.08, 11:29
      Witajcie
      Bardzo fajny wątek. Ze mną było podobnie..:) w ciąży byłam pewna, że będę karmić
      piersią, przeczytałam mnóstwo poradników, zakupiłam laktator, żeby odciągać
      mleko jak będę na uczelni... Urodziłam przez cesarskie cięcie, o dziwo miałam
      dużo pokarmu. Szpital straszny, personel okropny, nie pokazali jak przystawić,
      po prostu przynieśli dziecko i radź sobie sama... Popękane brodawki miałam synek
      z mlekiem zjadał moje strupy.. Miałam bardzo dużo pokarmu, synek cały czas
      wisiał przy cycu i płakał najwięcej najgłośniej na sali... wszyscy się na mnie
      krzywo patrzyli... Zawsze się rączką od piersi odpychał musiałam mu ją
      trzymać... Nie wiedziałam co się dzieje.. w domu nadal chciałam karmić piersią,
      synek nadal strasznie płakał i wyrywał się...Płakałam razem z nim z bezradności,
      bólu, poczucia klęski, że jestem złą matką i nie mogę dobrze dziecka wykarmić i
      sprawić żeby było zadowolone.. Po 5 tygodniach podałam butelkę - musiałam brać
      leki przy których nie wolno karmić, potem już za chiny nie dało się Go
      przystawić do piersi, przez jakiś czas jeszcze ściągałam i mieszałam mu ze
      sztucznym bo moim całkiem pogardził...Po sztucznym zaczął więcej spać i przestał
      tyle płakać, nie miał kolek, przybierał na wadze... do tej pory nie wiem czemu
      nie chciał piersi... może za mało i za krótko walczyłam... Podejrzewam, że może
      w szpitalu był dokarmiany dlatego tak się zachowywał... Już pozbyłam się
      wyrzutów sumienia... ale wiele łez wylałam wszędzie te napisy, że jedyny
      prawidłowy sposób karmienia niemowląt to naturalny... jak się karmi butelką to
      już się w oczach innych jest wyrodną matką... Gdzie się nie pojawię to wszyscy
      pytają czy karmię piersią na początku probowałam tłumaczyć, było mi głupio... a
      teraz jak ktoś pyta czy karmię to odpowiadam: "a trzeba??" hehe:D ale robią miny
      ludzie:D hahaha bezcenne:)
      Pozdrawiam wszystkie butelkowe mamusie!!:)
    • carolla100 Re: Opowiedzmy swoją historię 29.07.08, 15:17
      Witam Butelkowe Mamy !!!
      Mnie też dopadło bolesne zderzenie marzeń o karmieniu piersią z
      rzeczywistością :( przyczyna - płaskie brodawki. Zaczęło sie
      oczywiście w szpitalu, mleko po cesarce pojawiło się szybko ale mały
      za chiny nie potrafił złapać brodawki. Przychodziły kolejne położne,
      obłapiały mi cycki i wkoło powtarzały, że złapie, że się nauczy. A
      tu nic. Najgorsze było jak po paru godzinach prób musiałam iść po
      butelkę, szłam jak na skazanie ze łzami w oczach bo wiedziałam co
      mnie czeka... komentarze, uwagi, wzrok. Na szczęście pojawił się
      neonatolog, który polecił nakładki i się udało, mały zaczął jeść
      moje mleczko. Ulżyło mi ale nie na długo, jak się potem okazało.
      Karmienie z nakładkami było uciążliwe, ale dawaliśmy radę. Aż tu na
      pierwszej wizycie u pediatry znowu schody - Marcel nie zdołał przez
      trzy tygodnie wrócić do swojej wagi urodzeniowej. Widocznie przez te
      nakładki za mało mu leciało - fakt cały czas się dziwiłam że tak
      często domaga się jedzenia. Zaczęło się dokarmianie i tak na
      mieszanym karmieniu wytrwaliśmy do skończenia drugiego miesiąca
      życia. Mały poprostu wolał butelkę. pPod koniec wyglądał to tak, że
      przy piersi 15 min płakał a tylko jakieś trzy udało się coś zjeść. I
      zawsze kończyło się podaniem butelki. Nie chciałam kończyć z
      karmieniem piersią ale namówiła mnie moja kochana mama. To dzięki
      niej mój synek był już wpełni szczęśliwy i ja z czasem też poczułam
      ulgę. Bo jedak to karmienie na siłe było stresujące.
      Teraz jestem szczęśliwą mamą butelkowego Marcelka.
      Pozdrawiam wszystkie butelkowe mamy i butelkowe dzieciaczki :)
    • scarlett.o-hara Re: Opowiedzmy swoją historię 29.07.08, 16:34
      Moja historia jest ciut inna. Córcia ma teraz 2 m-ce i 3 tygodnie. Piersią
      karmiłam 8 tygodni. Już w czasie ciąży powiedziałam sobie, że będę karmić jak
      długo dam radę, niestety rzeczywistość okazała się inna. Jak wszystkie mamy na
      początku karmienia miałam obolałe brodawki. Mała była straszny żarłok i mimo
      przystawiania do obu piersi przy jednym karmieniu, nadal była głodna i płakała.
      Moja mama, która była przy mnie wtedy po porodzie w domu poradziła, aby dokarmić
      ją mlekiem modyfikowanym. Tak więc gdy mała miała z tydzień karmiłam ją w sposób
      mieszany, choć więcej z piersi. Brodawki miałam obolałe i już w szpitalu
      pediatra kazała karmić przez kapturki. Owszem, karmiłam tak ze 2 tyg., brodawki
      się zagoiły, zaczęłam karmić normalnie. I znowu ten sam problem, a już myślałam,
      że będzie super. Potem popękały mi brodawki, porobiły się ranki, ból nie do
      zniesienia. Ściągałam pokarm i podawałam małej z butelki z tej piersi, która
      była popękana, drugą karmiłam normalnie. Gdy się zagoiło, pękła brodawka w tej
      drugiej, i tak na zmianę. W końcu bolały mnie dwie piersi. Ściągałam znowu
      pokarm, a że było o coraz mniej... Cóż. Przeszłam całkiem na butelkę. Widzę, że
      mała jest zadowolona, przybiera na wadze, śpi lepiej, jest uśmiechnięta.
      Ale i tak usłyszałam od koleżanek, że jestem wyrodna matka, bo one dwoje
      wykarmiły, a ja co? Może za mało walczyłam? Nie wiem.
      W szkole rodzenia położna powiedziała nam, że nie można matki zmuszać do
      karmienia piersią, bo to ona sama musi chcieć. Poza tym dla dziecka lepsze od
      karmienia piersią jest to, aby jego mama była szczęśliwa i zadowolona, a nie
      sfrustrowana. I to niech będzie puenta mojej wypowiedzi.
      Pozdrawiam wszystkie butelkowe mamy. Nie dajmy się. W niczym nie jesteśmy gorsze
      i tak samo mocno kochamy nasze dzieciaczki.
      • maminka-2 Re: Opowiedzmy swoją historię 29.07.08, 22:29
        serio "piersiowe" mamy uważają się za pelsze od butelkowych???? dlamnie to jakaś
        parnoja, no ale jak się nie ma z czego być dumnym,to można i z karmienia
        cyckiem:DDDD
        ja córkę karmiłam piersią, bardzo ortodoksyjnie (6 miesiecy tylko pierś, nawet
        bez dopajania), do 13,5 miesiąca. synek z kolei nie przepadał za piersią, jadł
        ze 3 miesiące, potem zwyczajnie nie chciał, zaczęłam ściągać mleko laktatorem i
        karmiłam mieszanie. oboje z cesarek, mleka miałam dużo, roziwjali się tak samo
        dobrze,nie chorowali.jedyna róznica, butelkowy synek 2 miseiące wcześniej zaczał
        chodzić:PPPP

        owszem, szkoda mi było przechodzić na butelkę,bo miałam mleka w bród, lubiłam
        karmić piersią (to przyjemne, błogie uczucie:), karmienie butelką jest
        upierdliwsze, ale do głowy by mi nie przyszło mieć z tego pwoodu jakieś
        kompleksy. naprawdę nie ma sie czym przejmować, baby!
        • amelllia Przyszpilenie 30.07.08, 11:43
          Napisałam wczoraj do moderatorki zona_mi w tej sprawie. Moze jest
          teraz na wyjeździe ale jak wróci to myślę, że spełni naszą prośbę.
          • oli.nek Re: Przyszpilenie 31.07.08, 07:58
            :)
    • isabellak Re: Opowiedzmy swoją historię 01.08.08, 00:00
      Mój synek urodził się z wagą 2800, od poczatku pieknie jadł z
      piersi, zero problemów, bolących brodawek itp..Karmiłam go piersią
      4,5 m-ca, przy czym od 3 miesiaca zaczęła się jazda.Przy każdym
      karmieniu płacz, a jadł co 2 godz.Nagle z dnia na dzień zaczęły się
      ataki histerii przy cycku.On w płacz i ja w płacz, mąż cały w
      nerwach i tak co 2 godz, karmienie w różnych dziwnych pozycjach i
      nic zero poprawy.To mąż mnie w końcu namówił żeby podać mu butelkę,
      po kolejnej nocy pełnej płaczu, stwierdziłam że jak tak dalej
      pójdzie, to będę miała znerwicowane dziecko a sama też byłam na
      skraju wytrzymania.Podałam butlę i moje dziecko usnęło szczęśliwe.
      Oczywiście wyrzuty sumienia były.Napewno nie pomagały mi pytania czy
      karmię piersią i zatroskane miny gdy odpowiadałam że już nie.No i
      oczywiście: może mleka za mało, może mu nie smakowało, może coś
      zjadłaś??Odpowiedzi:pokarmu dużo, trzymałam się w miarę rozsądku
      diety.Raz nawet usłyszałam że jestem wyrodną matką..Oszaleć można..W
      końcu przestałam się za każdym razem tłumaczyć, bo czy ktoś zrozumie
      żę 1,5 miesiaca walczyłam o utrzymanie karmienia piersią, a gdybym
      mogła cofnąć czas nie narażałabym teraz moje dziecko na tak długi
      okres męki, tylko od razu dała butlę...
      Pozdrawiam
    • brydzia100 Re: Opowiedzmy swoją historię 02.08.08, 15:47
      będąc w pierwszej ciąży nei wyobrażałam sobie innego karmienia, jak
      piersią. Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy urodziłam małego
      terrorystę, który za nic w świecie nie chciał miec piersi w buzi.
      Wraz z położnymi oszukiwałam go wstrzykując strzykawką glukozę w tym
      samym czasie podając piers, psikałam mleko prosto do jego buzi a
      wtedy mały nawet go nie łykał, tylko darł się na pół oddziału. Gdy
      tylko dostawał butlę, zjadł i usypiał szczęśliwy:) Ja byłam po
      cesarce ale za wszelką cenę chciałąm małemu podawac swoje mleko.
      KUpiłam elektryczny laktator i moje życie polegało na odciąganiu,
      przelewaniu do butelki i karmieniu. Pokarm zanikał mi z każdym
      dniem, pomimo systematycznego odciągania (prawie godzinę co 3
      godziny, nawet w nocy). Mały od urodzenia i tak musiał by dokarmiany
      mieszanką. Chodziłam padnięta, nieszczęśliwa, czułam się wyrodną i
      złą matką,która nei może i nie potrafi nakarmic swojego dziecka!
      Płakałam ciągle i popadałam w depresję. Moją przygodę z laktatorem
      przerwał mój ginekolog, który dowiedziawszy się co robię kazał mi
      przestac się tak męczyc i przejsc na mieszankę (męczyłam się tak 2
      miesiące). Po odstawieniu laktatora stałam się inną
      matką,szczęśliwszą, przestałąm by ciągle zła i zmęczona. Zaczęłam na
      nowo odkrywa uroki macierzyństwa.
      W drugiej ciąży od początku wiedziałam, że jeśli mała będzie robiłą
      takie same problemy, to od razu idę na butlę (bez odciągania mleka).
      Córka sprawiła mi jednak niespodziankę. Tak pięknie ssała i chciała
      pierś, że żal mi było jej odmawiac. I karmiłam piersią. Brodawki
      poranione do krwi,kapturki nie pomagały, piersi bolały jak diabli,
      mała (4kg) wisiała dokłądnie godzinę, półtorej na cycu co 3-4
      godziny (czasem udało się jej przespac 6 godzin). A i tak musiałam
      ją dokarmiac, bo moim mlekiem słabo się najadała i znowu miałam go
      za mało, jak odstawiałam ją od piersi, to odciągałam laktatorem i
      przelewałam do butelki i tak przez cały dzień i noc. Ja znowu
      zmęczona, do tego zazdrosny starszak (4latka), który za wszelką cenę
      akurat wtedy chciał zwróci na siebie moją uwagę. Siadał mi na
      kolanach w czasie karmienia małej, był niegrzeczny, przeszkadzał i
      robił wszystko, bym odłożyła małą i zajęła się nim. Siadał mi
      kręgosłup, znowu stałam się nerwowa. W końcu postanowiłam przerwac
      to wszystko i przejś na butelkę. Mała opróżnia ją w 15 minut, obie
      jesteśmy zadowolone, starszak szczęśliwy, że znowu ma mamę, a ja
      znowu zrozumiałam, że najważniejsze jest, że kocham swoje dzieci a
      nie w jaki sposób i czym je karmię.
    • zarowka75 Re: Opowiedzmy swoją historię 02.08.08, 17:48
      A moja historia jest usiana łzami, walką o każdy gram małego ciałka, ale na szczęście skończyła sie happy endem.

      Mój synek jest wymarzonym, wyczekanym dzieckiem. Kiedy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży, od razu wiedziałam, że dla mojego dziecka zrobię wszystko, żeby było szczęśliwe, zdrowe, nawet jeśli miałoby mnie to kosztować zdrowie. Kubuś urodził się przez cc, i w zasadzie od razu przystawiony został do piersi. Początki karmienia były trudne, nikt mi nie powiedział, jak należy to robić, ale jakoś poszło. Wszystko było pięknie i ładnie przez pierwszy miesiąc. Dziecko jadło kiedy chciało, przesypiało cale noce, było radosne i uśmiechnięte, a ja szczęśliwą mamą. Dramat zaczął się później... dziecko zamiast przybierać na wadze, chudło, choć wydawało mi się, że zjada jak zwykle. Po konsultacji z pediatrą, zrobiliśmy badania, ale okazało się że wszystko jest z Kubusiem w porządku, więc nie było mowy o dokarmianiu dziecka, choć wyglądało ono jak patyczek. Co tydzień, dwa chodziłam z synkiem na ważenie i był coraz chudszy. Po 2 miesiącach przybrał na wadze tylko 400 g, ale dalej był radosny, spał w nocy jak zabity i w zasadzie nic mu nie dolegało. Mnie to bardzo niepokoiło, że, jest taki chudziutki, ale skoro lekarz pediatra (podobno najlepszy w mieście!) mówił, że wszystko jest w porządku, to ja go słuchałam, w końcu lekarz to lekarz, zna sie na rzeczy. Przy okazji kolejnego szczepienia, Kubuś miał wtedy 3 miesiące, trafiliśmy na innego pediatrę, a ten jak zobaczył moje dziecko wydarł na mnie mordę, że się tak wyrażę, że moje dziecko jest zagłodzone, i że chciałam je zabić!! Nie pamiętam dokładnie, co sie działo potem, bo byłam w takim szoku i histerii, ale w każdym razie wylądowaliśmy w szpitalu. Lekarze na oddziale dziecięcym, nie wierzyli, że moje dziecko ma 3 miesiące, wyglądało jak szkielet. Na moje tłumaczenia, że pediatra nie pozwolił go dokarmiać, kręcili ze zdumieniem głowami i nie wierzyli w to, co słyszą ode mnie. A dowodem była książeczka zdrowia mojego dziecka. Okazało się podczas badań również, że moje dziecko było tak niedożywione, że wątroba zaczęła trawić własne białko. No i to, że ja nie mam wystarczającej ilości pokarmu... Kubuś z obu piersi zjadał 30-50 ml mleka, a jego mały żołądeczek przyzwyczaił sie do takiej małej ilości pokarmu i dlatego on wcale nie płakał, a w nocy pięknie spał. Spędziliśmy w szpitalu ponad tydzień, moje dziecko "pasło' się na sztucznym mleku i wyszedł stamtąd jako 5-cio kilowy uroczy bobasek.

      Dziś wiem jedno...żaden lekarz nie jest najlepszy, do żadnego nie można mieć bezgranicznego zaufania, a intuicja matki, jest najlepszym przyjacielem kobiety.

      Dziś mój synek jest pięknym 6-cio miesięcznym bobaskiem, nie choruje, wspaniale się rozwija, a ja jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. A butelka uratowała moje dziecko być może przed najgorszym...

      A pan pediatra ma się dobrze i nic sobie do zarzucenia nie ma. Pozdrawiam
      • oli.nek Re: Opowiedzmy swoją historię 03.08.08, 08:49
        jeny... naprawdę dobrze, że ta historia jednak dobrze się skończyła. aż strach
        myśleć co by było, gdyby... pozdr!
        • bweiher Re: Opowiedzmy swoją historię 03.08.08, 10:09
          faktycznie,te nasze opowieści są takie "zwykłe" przy tej Twojej.I wez tu ufaj
          lekarzowi!!
      • amelllia Re: Opowiedzmy swoją historię (do zarówki) 05.08.08, 13:43
        Tylko dlaczego poradniki dla mam karmiących piersią uparcie
        twierdzą, że
        1. Nie ma takiej sytuacji żeby miećza mało pokarmu.
        2. jeśli dziecko jest spokojne dużo śpi, w okresach czuwania jest
        radosne to znaczy, że się najada?
        • zarowka75 Re: Opowiedzmy swoją historię (do zarówki) 05.08.08, 16:00
          Też się nad tym zastanawiałam, szukałam w internecie, czytałam książki i co?? I
          nic...wszędzie z uporem maniaka piszą, że każda matka jest w stanie wykarmić
          swoje dziecko. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że to nieprawda. Pomocy
          szukałam wszędzie... u pediatry, siostry, która ma rok starsze dziecko, babci, a
          nawet na forum "karmienie piersią". Piłam herbatki dla kobiet karmiących,
          odciągałam pokarm, kiedy dziecko spało. A wszyscy uparcie twierdzili, że skoro
          dziecko jest żywotne, zdrowe i ładnie śpi w nocy, to jest najedzone. Tymczasem
          mój synek był coraz chudszy, za to bardzo urósł. Co z tego, że ja nie dawałam za
          wygraną i nawiedzałam pediatrę mojego dziecka w zasadzie co tydzień, skoro on
          opędzał się ode mnie, jak od natrętnej muchy. Resztę już znacie...

          Jeszcze dziś, jak sobie to wszystko przypomnę, to płakać mi się chce. Zupełnie
          nieświadomie wyrządziłabym własnemu dziecku ogromną krzywdę, ale na szczęście ta
          historia skończyła się dobrze:-) Pozdrawiam
          • sarabanda2 Re: Opowiedzmy swoją historię (do zarówki) 08.09.08, 19:34
            Myślę, ze sednem tej sprawy było przesypianie nocy. To powinno
            raczej niepokoic u tak małego dziecka, zwłaszcza gdy za mało
            przybiera. U mnie tak było. Mnie ekspertka forum karmienie piersią
            radziła, żeby wybudzać dziecko co póltorej godziny i starać się
            utrzymać min. 20 minut aktywnego ssania.
            Nie wiem, skąd czerpałyście informacje o tym, ze jak spokojnie
            przesypia, to jest najedzone. Mnie zbyt długi sen małego niemowlaka
            niepokoił i starałam się wybudzac lub karmic przez sen. Karmienie na
            żądanie oznacza, że nie ma górnej granicy czasowej karmienia, a nie
            ze można dopuszczać zbyt długie przerwy.
            Zastanawiałam sie, czy pisac o tym tutaj, czy nie bedzie to
            wtrącanie się. Ale zdecydowałam, że napiszę, zeby ktos, kto
            przeczyta ten watek, nie powielił tej sytuacji w`swoim życiu. Nie
            uwazam w`żadnym razie, ze dzieci karmione butelką mają gorzej niz
            piersiowe. Ale jesli ktoś chce karmić piersią, ton lepiej, żeby nie
            prZydarzyła mu się podobna historia. Prosze, nie traktujcie tego
            jako ataku. Pozdrawiam wszystkie Mamy!
            • bweiher sarabanda 08.09.08, 20:05
              Hmmm...nie wiem czemu ktoś miałby odebrać Twój post jako atak.Przecież nie ma w
              nim nic takiego co mogłoby rozdrażnić.Każda tu pisze swoją historię i już. Tu
              nie ważne co kto zrobił,czego nie zrobił albo co powinien zrobić.Było tak a nie
              inaczej i nikt tego nie zmieni.
            • zarowka75 Re: Opowiedzmy swoją historię (do zarówki) 13.09.08, 10:46
              Teraz, po czasie, też tak myślę:-) Nie mniej jednak skąd miałam to wiedzieć,
              skoro pediatra mojego dziecka, tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że skoro
              Kubuś śpi, to znaczy, że jest najedzony. Słuchałam się tego lekarza jak głupia,
              bo to moje pierwsze dziecko i nie chciałam zrobić mu krzywdy. Dziś już bym
              wiedziała co i jak robić, ale to dziś... Pozdrawiam:-)
      • maman.0507 Re: Opowiedzmy swoją historię 05.08.08, 14:00
        I niech ktoś powie, że mleko modyfikowane jest be! Trochę
        denerwujące jest to, że czasami na siłę, bo taki pogląd propagowany
        jest w naszym kraju, karmimy piersią. Wypłakując wiele nocy nie
        zastanawiamy się nad tym, że sobie możemy wyrządzić krzywdę.
        Współczuję Ci, że musiałaś przechodzić przez coś takiego. Czasem
        przelatuje nam przez głowę myśl, że może lepiej byłoby karmić
        butelką i tak chyba byłoby najlepiej. Ja nie przeżyłam takich
        sytuacji w swoim życiu, ale też było mi ciężko. Mieszkamy z teściami
        i niestety, "czasami" (= zawsze) teściowe mają rację. Mój starszy
        syn bez przerwy płakał i leżał przy piersi, a ja płakałam po nocach,
        nie mając już siły. Bo albo zdążysz wyjść z dzieckiem na spacer,
        albo wracasz z syreną w wózku. Patrzysz w lustro na siebie masz
        powyciąganą bluzkę i ciągle leżysz i karmisz. Miałam już zadatki na
        depresję poporodową. Młodszy syn musiał być odstawiony od piersi, ze
        względu na mój stan zdrowia i z tego bardzo się cieszę. Jest małym
        14 miesięcznym, szczęśliwym i bardzooo radosnym chłopcem. Porównując
        go ze starszym bratem, jest bardziej odpornym dzieckiem, dotychczas
        miał tylko 1x katar i nie przyjmował jeszcze antybiotyków. Rozwija
        się prawidłowo, nawet zabawki edukacyjne ( po starszym braciszku) ma
        już tak opracowane, że już mu się znudziły. Patrze na swoje
        dzieciaczki i wiem, że nie wyrządziłam karmionemu butelką, żadnej
        krzywdy. Pozdrawiam wszystkie mamuśki butelkowe.;-)))
        • cleeeo Re: Opowiedzmy swoją historię 07.08.08, 17:02
          Witam. Mój mały urodził się we wrześniu 2007 przez cc - ważył 4,12kg!
          w szpitalu oczywiście były próby karmienia piersią. do 5-tej doby po porodzie
          nie miałam pokarmu, na szczęście pielęgniarki dawały mi małą buteleczkę z
          mlekiem dla dziecka. można było dokarmiać. oczywiście ból brodawek był
          strasznym, miałam spuchnięte bolące piersi.
          najgorsze zaczęło się w domu. chciałam karmić piersią, zawzięłam się ,kupiłam
          laktator żeby pobudzić laktację. karmiłam naturalnie 3 miesiące.
          ten czas wspominam jak horror. synek wisiała na piersi, cały czas jadł i
          zasypiał przy piersi.non-stop musiałam mieć tego cyca przygotowanego na
          karmienie, nie mogłam nigdzie wyjść, jeszcze podczas ciąży naczytałam się tych
          głupich gazet gdzie krzyczą o tym naturalnym karmieniu i ja chciałam być taką
          dobrą mamą.
          przez cały czas karmienia piersią maił biegunki, kolki, bóle brzuszka i wzdęcia
          (gazy). codziennie od 20 do 23 płakał i krzyczał, darł się tragicznie!nic nie
          pomagało.
          te 3 miesiące walki - bo dla mnie to była wielka bitwa- skończyły się depresją,
          płakałam, leżałam w domu i nic nie robiłam. psychicznie byłam wykończona , nie
          spałam, miałam wszystkiego dość!
          na szczęście trafiłam na super lekarkę- chodzimy do niej prywatnie, jest
          ordynatorem oddziału dla niemowląt w szpitalu dziecięcym w naszym mieście. i ona
          mi pomogła. pocieszyła , powiedziała że mamy 21 wiek a nie średniowiecze i ja
          nie muszę poświęcać siebie, swojego zdrowia. powiedziała że jeśli ja się
          psychicznie źle z tym czuję to nie powinnam się zmuszać. a ja już byłam w takim
          stanie że jak go przystawiałam do piersi to czułam obrzydzenie, nie chciałam go
          tak karmić, było to dla mnie straszne.
          i przeszłam na mleko - bebilon pepti bo wymiotował po każdym innym mleku. i od
          przejścia na butlę skończyły się biegunki, zaparcia, kolki, darcie się nocami.
          ja byłam spokojniejsza i w końcu przespałam więcej niż 3 godziny w ciągu doby...:)
          teraz ma 11 miesięcy i wszystko jest dobrze, jest duży, szczęśliwy, je
          normalnie, rozwija się prawidłowo.
          cieszę się że skończyłam z karmieniem piersią. nie wyobrażam sobie karmić go np.
          teraz jak jest taki duży.
          cieszę się że jest takie forum gdzie mogę napisać o tych moich przejściach.
          POZDRAWIAM!!!!
          Agnieszka mama Cypriana 16.09.2007r
          • oli.nek Re: Opowiedzmy swoją historię 08.08.08, 08:01
            :))

            Ja jeszcze dodam, że w szpitalu po urodzeniu drugiej córy już byłam tak zawzięta
            rozgłaszając, że w domu zaraz przechodzę na sztuczne, że położne się poddały (u
            lekarzy ciągły niesmak wzbudzałam), że mogłam sama biegać do kuchni, gdzie było
            mleko w podgrzewaczu, wyparzone butelki i smoki. sama robiłam mleko. dzięki temu
            mogłam się wyspać w nocy :) notabene, sąsiadka z boku tak pięknie karmiła
            piersią jak ja butelką. tzn. dziecko szybko ssało, najadało się, było spokojne.

            chciałam powiedzieć, że wystarczy odrobina przychylności, by pomóc mamie i
            dzidziusiowi.
    • amidala Re: Opowiedzmy swoją historię 11.08.08, 09:12
      Mam 10-miesięcznego synka, który na szczęście jest duży, silny i zdrowy jak mały
      byczek, a mogło być zupełnie inaczej przez mój idiotyczny upór, żeby karmić
      tylko piersią. Urodził się przez cesarskie cięcie, bo ułożył się miednicowo i ze
      skrętem jakimś dziwnym. Na początku, przez parę dni, nie miałam kropli pokarmu.
      Przystawianie do piersi było utrudnione, bo leki, bo mama nie bardzo przytomna,
      bo pielęgniarki dawały butlę i nie budziły mnie na karmienie. Potem się uparłam,
      że rozruszam laktację, będę dziecko przystawiać, na pewno się uda. Guzik. Mleka
      miałam bardzo mało, synek się nie najadał, leciał z wagi i robił się coraz
      bardziej żółty. Tutaj jeszcze wyszło skandaliczne zaniedbanie pediatry, u
      którego na wizycie kontrolnej pytałam, czy dziecko powinno być takie żółte?
      Usłyszałam, że tak, wszystkie dzieci są żółte... Parę dni później, niemal w
      histerii, bo dziecko prawie nie je trafiłam wreszcie do poradni laktacyjnej,
      gdzie pani doktor się przeraziła i kazała natychmiast robić badanie krwi. MIał
      poziomy bilirubiny rzędu 18, a przy 20 już mogą być uszkodzenia mózgu. Był
      biedak chory, osłabiony, głodny i przesypiał głód, bo głupia matka nic tylko
      pierś i pierś mu pchała. Spędziliśmy trzy dni na naświetlaniach w szpitalu,
      gdzie spać mogłam tylko na podłodze, więc znowu walka o pokarm nie z tej ziemi i
      rezultaty coraz gorsze. Ale teraz już zaczęłam dawać jednocześnie mieszankę i
      dziecko odzyskało siły, zaczęło przybierać na wadze, zrobiło się żywe i
      zadowolone. Gdy wyszliśmy ze szpitala próbowałam jeszcze rozkręcać laktację, ale
      nie szło mi to okropnie. Nie wiem dlaczego, ale bez względu na częstość
      przystawiania mleka było skandalicznie mało, synek ryczał z głodu, dostawał
      butelkę i tak się mieszanie karmiliśmy, aż skończył 4 miesiące. Wtedy zrobił
      strajk, odstawił się od piersi kategorycznie i rzucił dosłownie na marchewki i
      jabłuszka. I powiem wam, że jakoś nie żałowałam. Karmienie piersią nie było dla
      mnie ani przyjemne, ani łatwe. NIe odczuwałam też żadnych mistycznych przeżyć,
      raczej zaniepokojenie ile też tego mleka tym razem wyleciało, skoro kończy ssać
      i płacze. Przez 4 miesiące dostał tyle maminych przeciwciał ile się udało,
      głodny nie był, rozwijał się i nadal rozwija wzorowo, chorował raz, a ja mam
      wrażenie, że gdybym uległa terrorowi laktacyjnemu i uparła się, że mieszanki nie
      dam nigdy w życiu, to z tej żółtaczki tak łatwo by nie wyszedł, no i strach
      pomyśleć, co by było dalej. Tak więc nieprawdą jest, że każdy może karmić, każda
      matka ma mleko, jeśli tylko chce, im większe zapotrzebowanie, tym większa
      produkcja - w moim przypadku to się w ogóle nie sprawdziło. Ale grunt, że mam
      zdrowe i kochane dziecko. NIe jest kochane mniej, bo karmione butlą.
    • 2122joan Re: Opowiedzmy swoją historię 25.08.08, 21:27
      Pierwszego synka karmilam piersia 7 miesiecy bez najmniejszego
      problemu,wage mial dobra i byl spokojny.Z drugim bylo niby OK ale
      krotko ssal,denerwowal sie jak mial 4,5 miesiaca odrzucil piers.I
      teraz moj najmlodszy nunek zeby zaoszczedzic problemow jest karmiony
      juz 2 miesiace butelka ale moim mlekiem .Tylko raz na dzien daje mu
      Nutramigen(ma skaze)zeby sie przyzwyczajal do smaku,a jest
      obrzydliwy.I tak szczerze mysle ze karmienie prosto z cyca jest duzo
      mniej meczace.Cale to mycie,parzenie butelek wstawanie w nocy
      oj.Zciagam mleko elektrycznym laktatorem to jest szybciutko gdybym
      miala sie bawic recznym to napewno bym sie w to nie bawila.A zalety
      butelki sa duze,wiesz ile zjada,na dworze bez problemu(niema nagich
      pirsi).Ale spojrzenia na ta butelke nie sa zbyt mile,a tlumaczyc
      niebede ze to jest moje mleko.Szczerze mowiac naprawde mnie
      obchodzi co ludziska mysla.Zawsze jest jakis powod do
      ukaszenia...Juz bardziej mnie trafiaja teksty typu PLANUJESZ JESZCZE
      DZIEWCZYNKE????Zawsze wtedy odpowiadam :przeciez jest dziewczynka
      tylko ze z ogonkiem...i koniec.Niewiem jak dlugo bede miala pokarm
      jak sie skonczy plakac nie bede,przynajmniej bede mogla zjesc jajko
      i napic sie mleka,bo teraz musze byc na diecie .THE END
    • vixen78 Re: Opowiedzmy swoją historię 26.08.08, 13:39
      Mój synek urodził się 19.07.2008. Oczywiście też byłam nastawiona na karmienie piersią. Po urodzeniu połozono mi go na brzuchu, ale od razu zabrano, mimo, ze chciałam aby złapal pierś. Kiedy mi go przyniesli, zostawili i nikt nie powiedzial ani nie pokazal jak karmic. Probowalam mu wciskac siare na sile, mial cala buzie umazaną, nie wiem czy cos zjadl. Pokarm sie pojawil dopiero 3 dnia, po baaardzo bolesnym naciskaniu piersi przez jedna pielegniarke z noworodkow. Inna wczesniej twierdzila, ze mam za plaskie i za twarde brodawki i syna karmic nie bede i ze musi byc dokarmiany bo dostanie goraczki. I byl, juz od pierwszej nocy. Nie musze chyba pisac, ze ciagle plakalam, ze nie mam pokarmu. W domu karmilam przez kapturki, zeby brodawki wyciagnac, I rzeczywiscie zrobily sie dlugie, tyle, ze podcisnienie w kapturkach spowodowalo powstanie krwiakow na brodawkach, tak, ze kiedy maly ssal to lykal moja krew i strupki. Bol byl nie do zniesienia. Synek bardzo szybko od zlapania piersi przy niej usypial i w zasadzie nie domagal sie jej, wiec to ja sama go budzilam co 3 godziny i cieszylam sie ze mam takie grzeczne i spokojne dziecko. Polożna tez nie miala zastrzezen. Teraz wiem ze przez żółtaczke byl za slaby na jedzenie a ciagle spanie to byl jego "program oszczednosciowy". Dramat zaczął się kiedy w 13 dniu pojechalismy go zważyc. Na wadze 2610 -a urodzeniowa byla 3150 (pół kilo w plecy!!!) Lekarka w przychodni zapytala czy mam pokarm a ja na to ze mnostwo bo mi wprost sikal jak nacisnelam. Teraz wiem, ze to bylo zludne. Lekarka nic nie kazala robic, tylko przyjsc na wazenie za tydzien. Ryczałam bez przerwy. Maz zadzwonil po pediatre na wizyte prywatnie. Kazala dokarmiac butelka. Maly zaczal przybierac. I tak by pewnie zostało, ale sie zawzielam na ta piers, z bardzo blahego powodu: przeszkadzalo mi, ze mu sie wylewa z buzi jak je i nawet 3 sliniaki nie pomagaja i trzeba go przebierac po kazdym karmieniu bo to mleko jak wyschnie to smierdzi. Zakupilam wiec SNS - maly jadl 80 ml ponad godzinę i tak sie meczyl, ze chyba calą energie z pokarmu w to ladowal. Cudem znalazlam konsultantke laktacyjna (w moim miescie nie ma poradni ) i zaczelam go karmic kateterem - taki drenik, wkladany do buzi kiedy maly ssie piers, nawet jesli z niej nic nie leci. Tak jest do teraz. Jestem zdecydowana na butelke po bardzo dlugich przemysleniach i wielu łzach co ze mnie za matka itp. Wczoraj przestalam odciagac bo nie jestem w stanie robic tego co 2 godz. przez pol godziny jak jest wskazane . Wiem, ze mleko mi zaniknie, czekam tylko kiedy zeby wprowadzic butle. Syn niby ssie piers, chociaz bardziej gryzie ale jak mu nie leci to zasypia. Dzis dalam mu piers po 8 godzinach nie ssania i mialam nadzieje, ze sie naje bo byla twarda i pelna. Gdzie tam- ciagnal przez 20 min. a potem i tak wytrąbił 100 ml sztucznego. nie wiem dlaczego pisza wszedzie, ze nie mozna miec za malo pokarmu. Mozliwe, ze od poczatku mialam za malo, a mozliwe,ze przez rożne błędy go stracilam. Wyrzuty sumienia będe miec do konca zycia, ale synus przybiera super, a ja dzis jeszcze mie plakalam. Dzieki za ten wątek, mysle, ze ratujecie psychike wielu osobom. Pozdrawiam
      PS Sorry, ze tak dlugo, zawsze bylam gadułą:)
      • oli.nek Re: Opowiedzmy swoją historię 26.08.08, 20:24
        wcale nie za długo :) dziękujemy, że podzieliłaś się z nami swoją historią vixen
        :)) i już nie miej tych wyrzutów sumienia tylko ciesz się macierzyństwem. zdrówka!!
      • amelllia Re: Opowiedzmy swoją historię 26.08.08, 21:40
        Vixen bo twierdzenie, że nie można mieć za mało pokarmu powino
        widnieć na wątku "największe bzdury na temat karmienia piersią" na
        tamtym forum.
        Nie płacz. Najważniejsze żeby dziecko miało wszystkie skałdniki i
        kalorie a mleko modyfikowane dostarczy mu tego róznie dobrze co
        mleko z piersi. I najedzone, spokojne dziecko będzie ci się
        wspaniale rozwijało. Pozdrowienia serdeczne.
      • ruda.2 Re: Opowiedzmy swoją historię 28.08.08, 15:25
        ja opowiedziałam przed chwilą moją historię, ale później przeczyłam Twoją,
        dziewczyno! nie martw się i nie obwiniaj!!!!!!!!!!!!!!!! ja przechodziłam przez
        to samo!!!!! ryczałam dniami i nocami, po czym powiedziałam sobie- nie można
        mieć wszystkiego!!! miałam wspaniały poród, cudowną położną i lekarza, byłam w 2
        os sali i miałam tak wspaniałą koleżankę, że w szopitalu czułam się, jak na
        wakacjach, mimo, że jestem samotną matką i nie mam wsparcia w mężu, mam
        wspaniałych rodziców i siostrę ze szwagrem i dwójką dzieci,których jestem
        chrzestną, rodzinę, która mnie wspiera i pomaga mi, od początku starałam się
        myśleć pozytywnie i nastawiać na karmienie piesią, bo ponoć psychika ma tu najw.
        znaczenie. a nie geny, i ja tak sobie wmawiałam, ale geny chyba zwyciężyły. nie
        miałam i nie mam do dziś popękanych brodawek, choć starałam się jeszcze na
        poiczątku przystawiać dziecko jak najczęściej, teraz przed każdym karmieniem
        butlą, jak poradziła mi położna w domu na wizycie(też świetna kobieta, ona mnie
        też uspokoiła i wybila mi z głowy wiszenie na cycu cały dzień), jak radziła
        lekarka a potem lekarki wszystkie w szpitalu na oddziale, jak misiek miał
        żółtaczkę. stwierdziłam, że naprawdę nie można mieć wszystkiego, sielanki,
        zdarzają sie rzadko. przez tę sytuację byłam coraz bardziej niewyspana i
        sfrustrowana, raz, już po tym, jak zdecydowałam się na butlę i już, jeszcze mi
        zrobiono wodę z mózgu i siwrdziłam"a ch.. przemęczę się.. cyc i nic więcej",
        taaa, całą noc go tak trzymałam, zasypiałam już nad nim, bo jeszcze mi
        powiedziano, że na leżąco to nie, tylko siedząca pozycja, ok, mało go nie
        upuściłam, obudziłam się, jak leciała mi głowa i ręce, a on darł się w
        niebogłosy, powiedziałam, że o nie, tego ryku nie zniosę... że dziecko musi sie
        rozwijać, mózg się musi rozwijać i nie chcę dziecku dać na starcie nerwicy i
        głodówki, została mieszanka, cycek na wstępie lub po karmieniu, ale nawet jak
        dziecko nie chce piersi, odciągam, początkowo malutko, ledwie 20.. raz
        dziennnie, teraz kilka razy nawet po 50, a zdarzyło się 70, dla mnie to jest
        coś! przynajmniej dziecko jest najedzone, zadowolone, uśmiecha się. wręcz
        martwiło mnie, że je za dużo, pisałam dziś o tym już, że okazało się, że kolor
        widocznie tak działał(pomarańczowy), jak zmieniłam, sie unormowało. no a dziecko
        jak uśnie, ja mam czas dla siebie, na prysznic, relaks, prasowanie..:) no i
        kiedy wychodzę zostawiam mamie maleństwo i butlę i nawet jeśli przedłuży się
        moja nieobecność spokojnie dziecko nie czeka z płaczem. też się rozpisałam,
        przepraszam, chciałam Ci tylko powiedziec, żebyś się nie obwiniała!!! zrobiłaś
        więcej, niż w Twojej mocy! spokojnie, jesteś wspaniałą matką, bo troszczysz się
        o dziecko, a ono do rozwoju potrzebuje mleczka, spokoju a nie nerwicy i
        zadowolonej z życia mamy, która ma siłę na spacery i pchanie wózka! ja to
        zazdrościłam mojej koleżance z sali, która miała tyle pokarmu, że po koszuli jej
        ciekło, ale poranione i za płytkie brodawki... wtedy modliłam się o to,
        zarzekałam, że zniosłabym ten ból, byle mieć pokarm, moje brodawki są duże oi
        odstające, jak powiedziała położna- idealne do karmienia, ale co z tego, jak z
        nich niewiele płynęło.. i nie słuchaj nawiedzonych lekarek, które nieraz same
        nie karmiły, ale przeczytały"warto karmić piersią" i teraz cytują całe
        fragmenty. ja dostałam taką radę od jednej, z którą własnie tak było, sama nie
        karmiłą, jak sie dowiedziałam, ale mnei kit wciskała, że mam próbować pomimo
        wszystko, a "oszukiwać" dziecko wodą z glukozą.
        aj, nieważne, znów mi sie scyzoryk otwiera, jak pomyślę, przez co przechodziłam,
        dobrze, że się pogodziłam ze stanem rzeczy i zmądrzałam. serdecznie Cię
        pozdrawiam i życzę powodzenia!!!
      • 2122joan Re: Opowiedzmy swoją historię 30.08.08, 15:59
        Jeju nie przejmuj sie tak dziewczyno sztuczne mleko tez
        dobre.Bliskosc z dzidziusiem tez mozesz miec z butelka glaskaj jak
        karmisz tul.A to ze niekarmisz piersia to nic zlego.Ja jeszcze mam
        pokarm(pies go wie jak dlugo) ale musze dokarmiac,nie
        tragedia.Najwazniesze ze sie kocha tego bombla,a nie jak sie karmi.
    • vixen78 Re: Opowiedzmy swoją historię 27.08.08, 10:35
      Dzięki za wsparcie dziewczyny. Internet jest super. Chcialam jeszcze dodac, ze w moim otoczeniu nikt nie patrzy na mnie krzywo, wrecz przeciwnie- mowią, że butla spoko ważne żeby maly rósł. Tylko ja sie tak nastawilam na naturalne. Moja kuzynka (położna zresztą) swoje dzieci specjalnie wykarmila butelka bo uwaza, ze to wygodniejsze. Jak sobie teraz pomysle, to ja nie mialam radosci z dziecka przy piersi. Bo najpierw te rany po kapturkach, potem nie umial chwycic i sie wkurzal a teraz mnnie strasznie gryzie dolna szczeka - ma cofniety jezyk. Slyszalam gdzies, ze jak kobieta karmi to ma odczucia podobne do orgazmu... No to chyba masochistka:)
      • bweiher Re: Opowiedzmy swoją historię 27.08.08, 11:05
        Podejrzewam że dla połowy NAS mam butelkowych karmienie nie było orgazmem ani nawet grą wstępną:)).Ale to robi ten lans że karmienie piersią jest boskie,łatwe i przyjemne,normalnie sam miód.A potem jak przychodzi rzeczywistość do takiej młodej mamy to ta jest w szoku.Bo przecież miało być miło,bezboleśnie,sama radość.Przecież w gazetach zdjęcia mam uśmiechniętych z dzieckiem przy piersi.Nikt tam nie zagryza warg z bólu.Zastanawiam się czemu w szkołach rodzenia nie mówią o tym jak jest/może być naprawdę.
    • scarlett.o-hara Re: Opowiedzmy swoją historię 27.08.08, 15:13
      Już co prawda opowiedziałam wcześniej swoją historię, ale po przeczytaniu opowieści wszystkich dziewczyn widzę, że w naszym kraju jest straszna nagonka na to karmienie piersią. Faktycznie nikt nie mówi, że może to być też bardzo bolesne (fizycznie) doświadczenie. Podziwiam te kobiety, które karmią piersią i nie mają popękanych brodawek itp. Widocznie natura pozbawiła ich tych przykrości.
      Sama przestałam mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia, że nie karmię piersią. Pediatra co prawda na wizycie lekarskiej trochę "dziwnie" się spojrzała na mnie, że nie jestem "piersiowa", ale nic nie powiedziała, bo niechby tylko spróbowała. Mała miała skazę białkową, więc i tak pewnie przeszłabym na mleko modyfikowane (teraz pije zastępcze sojowe).
      Tak więc mamy butelkowe trzymajmy się!
      Pozdrawiam.
    • ruda.2 Re: Opowiedzmy swoją historię 28.08.08, 15:03
      taaaak, ci lekarze, którzy wmawiali mi, że jestem nienormalna, bo karmię butlą,
      zamiast "wisieć na cycku" cały Boży dzień, mimo płaczu dziecka i własnego
      zmęczenia... masakra. no, mnie natura jakoś nie obdarzyła dużą ilością pokarmu,
      po porodzie mój synek zassał pierś i domyślam się, że spił kilka kropel siary,
      bo tyle pewnie tam było. w kolejnej dobie spał i spał, a ja w chwilach, kiedy
      się budził od razu go "do cyca", coś tam zassał dwa razy i koniec, a ja
      zadowolona, że wzbudza laktację i się najada skoro nie płacze, tak sobie żyłam,
      aż do nocy, kiedy podniósł się taki ryk, że cały oddział z pewnością obudził,
      biegiem do noworodkowych, żeby mi do dokarmiły, bo z cycka nie leciało, dziecko
      próbowało coś ściągnąć, ale bardzij go to złościło. wypisali nas, w książeczce
      widniało=- karmienie naturalne.. taa, jasne, chciałabym, ale wypisali nas zanim
      3 doba zleciała, szał na porodach, nie było miejsc, miał żółtaczkę, ale poziom
      12, drugi raz nie sprawdzili, ale po powrocie było gorzej, około 5 doby to już
      miał taką żółtaczkę, że pojechałam z nim do szpitala, nie przyjęli nas, bo
      miejsc dla matek z dziećmi nie było, zalecenie do domu i pojenie roztworem
      glukozy plus luminal, mały był tak słaby, że cyca wypluwał.. a ja w lament, że w
      ogóle go nie karmię, przez dzień nawet mleka z butli nie pił, jedyne, co udawało
      mi się w niego"wlewać" to ta woda z glukozą, ale nie pomogło, i tak w 7 dobie
      wylądowaliśmy na oddziale. dziecko na kroplówce, nadal za słabe na ssanie
      piersi, z której zresztą nic nie leciało..:(baaardzo mało miałam pokarmu, mimo
      szczerych chęci, herbatek i innych sposobów, które mi radzono.. i te lekarki,
      któe nie tylko na obchodzie na mnie wręcz krzyczały, że nie karmię piersią, ale
      i jak przechodziły i widziały(bo drzwi szklane) nas z butlą, mi wymawiały,że to
      moje lenistwo, i że mleko(enfamil), takie drogie wybrałam, nie mogłam doczekać
      powrotu do domu, no i jak dziecko już się ożywiło, jak zbito mu trochę już tą
      bilirubinę, wyszłam na własne życzenie, zwł, że rotawirus panował na oddziale, o
      czym mi nie powiedziano, a dodam, że piguły i lekarki nawet rąk nie myło
      przechodząc z sali do sali, o rękawiczkach nie wspomnę... załamka. no i jak
      dziecko sie ożywiło, zaczęło ssać, pije tak do dziś, ale niewiele, bo i wiele
      tam nie ma, sukcesem jest, że czasem w nocy mam taki napływ, że poje i śpi 4
      godziny nawet i butli nie trzeba, ale to dlatego, że przestałam się gryźć, że
      butla u nas funkcjonuje, cieszy mnie, że dziecko rośnie, jest zadowolone i że w
      ogóle choć trochę tego pokarmu mam, na początku mówiono mi, żeby wisieć na cycu
      mimo wszystko i walczyć, tydzień dwa i się unormuje. a czy kto myślał, jak przez
      ten tydzień wytrzymać ten głośny płacz, a co gorsza jak można świadomie głodzić
      dziecko, skoro ono chce i potrzebuje się rozwijać, ja mam mu nie dać? od tego
      krzyku pewnie zabrali by mnie do szpitala dla chorych psychicznie lub pokarm w
      ogóle by mi zanikł, a tak, Bogu dzięki, mało, ale jest.
      ostatnia rzecz- niech sobie mówią, że to nie genetyczne, nie wiem, u mnie widać
      jest, babcia miała mało, mama miała mało, siostra walczyła dzielnie, po
      poradniach laktacyjnych jeździła, wielką medelę wypożyczyła, doiła na raz dwie
      piersi, a ledwie 50.. i ja mimo szczerych chęci, ale sukces, że dwa miesiące
      mijają, a ja czasem i kilka razy dziennie odciągałam po 50, a nawet kilka razy
      zdarzyło sie 70:) gdybym ich posłuchała i wisiała na cycu, już dawno bym się
      poddała i nic w ogóle nie miała. dobrze, że matki mają własne zdanie i wybór.
      • oli.nek Re: Opowiedzmy swoją historię 28.08.08, 16:53
        amen :)
        • ozuzka2008 Re: Opowiedzmy swoją historię 29.08.08, 22:21
          Witam,
          ja też jestem mamą butelkową. Moja córcia od 2 tygodnia jest tylko na butelce. Koszmar zaczął się już w szpitalu nie miałam nic pokarmu, mała wisiała mi na cycku po 3 godziny i była dalej głodna płacz straszny. Brodawki pogryzione do krwi, przyciskając piersi leciała krew. Kupiłam nakładki troszkę pomogły ale dalej nic nie leciało mimo picia wody, herbatek laktacyjnych. Wracając ze szpitala pojechaliśmy do apteki kupiłam mleczko modyfikowane i dokarmiałam butelką, mała była najedzona i spokojna. Mam cudowną pediatrę nigdy nie skrytykowała mnie że dokarmiam i nawet wtedy gdy przeszłam tylko na butlę, powiedziała że jeśli nie mam pokarmu mała się nie najada mam ją karmić butelką i nie męczyć siebie ani dziecka. Teraz jest na Nutramigenie bo ma nietolerancję laktozy. Nigdy nie miałam wyrzutów sumienia. Kocham swoje dziecko, jest szczęśliwe, uśmiechnięte. Przybiera dobrze na wadze i to się tylko liczy a czy jest na cycku czy na butelce mało ważne. Też już nie tłumaczę innym dlaczego nie karmię szkoda gadania. Zresztą gdy wyszła nietolerancja lekarka mi powiedziała że musiałbym ją odstawić od piersi bo w mleku matki też jest laktoza tak więc wyszło na butlę. Ma już pół roku zero chorób, wcina obiadki, deserki na nic nie ma uczulenia i to jest najważniejsze. Jestem z Wami mamusie butelkowe i nie przejmuje się gadaniem innych:)
    • agatek_zg Re: Opowiedzmy swoją historię 03.09.08, 11:16
      Choć obecnie karmię piersią, dopisuję się do tego wątku, ponieważ:

      Mam 2 dzieci. Syn ma 12 lat, był karmiony butelką, karmienie piersią
      jakoś nam nie wychodziło, mały był cały czas głodny i płakał, a ja
      sfrustrowana. Bardzo szybko przeszłam na butelkę, pomimo, że wszyscy
      namawiali na karmienie piersią. Syn ani w dzieciństwie, ani teraz
      nie choruje, nie ma alergii itp. Jednym słowem wyrósł na zdrowego
      chłopaka.

      Od 5 miesięcy ponownie jestem mamą. Córeczkę karmię piersią. I
      chciałabym już przejść na "karmienie sztuczne", ale córka nie
      toleruje butelki:( Próby zaczęłam ok. 3 miesiąca jej życia,
      wypróbowałam przeróżne buteleczki, smoczki, mieszanki, próbowałam i
      na głodnego, i jak była najedzona, i w czasie snu, butlę podawałam
      ja, mąż, babcia ... i nic.

      Za miesiąc wracam do pracy (na cały etat) i się coraz bardziej
      stresuję tą sytuacją. I zazdroszczę wszystkim mamom butelkowym, że
      nie muszą się martwić o to, co zje ich dziecko, jak one akurat nie
      będą mogły go nakarmić. Nie wspominając o tym, że możecie jeść to,
      na co macie ochotę, bez problemów zostawić dziecko z kimś, jak
      musicie załatwić swoje sprawy... Ten cały terror laktacyjny jest
      zupełnym nieporozumieniem, bo przecież sposób karmienia nie jest
      jakimkolwiek wymiernikiem miłości do dziecka.

      I dlaczego prawie nikt (pediatrzy, pisma dla mam) nie mówi o tym, że
      dziecko karmione piersią często nie będzie chciało pić z butelki???
      Moja ostatnia nadzieja, to kubek niekapek...

      Pozdrawiam wszystkie mamy butelkowe! I absolutnie nie przejmujcie
      się uwagami na temat, że karmicie dzieci z butelki!
      • autorskie Re: Opowiedzmy swoją historię 03.09.08, 17:32
        Ja się też dopiszę, bo na własnej skórze przeżyłam to "dziwne ciśnienie" i
        terror cycowy...Rodziłam cc ale byłam tak entuzjastycznie nastawiona że mleko
        miałam wcześniej niż kobietki po naturalnym!!! najpierw siarę a potem bardzo
        wcześnie białe mleko, aż się położne dziwiły...w szpitalu sama przystawiałam
        maluszka, który miał wyjątkowo silny instynkt ssania...małe imadełko...rzecz
        jasna obolałe, krwawiące brodawki, nawał i ryczenie nocą pod prysznicem, po
        masażu położnej- myślałam że umrę z bólu...Położne podpowiadały coś łaskawie,
        jak już płakałam i pytałam, pojawiła się akurat jakaś doradca laktacyjna, jak
        już powoli nie wytrzymywałam z bólu, więc pokazałam jak mały ssie- wg niej
        idealnie łapał, cudne brodawki, morze mleka...Tylko jak wróciłam do domu było
        gorzej i gorzej, gorączka z bólu i emocji, mój płacz przy każdym karmieniu a
        mały chciał coraz częściej i więcej- nei było szans na wygojenie.Poddałam się i
        ściagałam pokarm - w międzyczasie wezwana doradca laktacyjna nauczyła nas karmić
        strzykawką żeby nie zepsuć instynktu ssania i wygoić biust...Pokazała też, że
        mały ssał idealnie, ale samo przystawianie było złe- stąd ból.Niestety- po
        wygojeniu i kolejnej próbie,,znowu ból w czasie karmienia- nie do zniesienia,
        opuchnięte brodawki- nakładki i maści nic nie pomagały.W końcu od laktatora
        dostałam zastój, przyjechała pediatra i kazała malucha przystawiać całą
        noc.Drewienko w zęby, ale się udało, zeszło.Brodawki za to bolały, aż do środka,
        mimo dobrego przystawiania, pięknego ssania.Ściągałam laktatorem do miesiąca bo
        nie miałam życia-co 2h przez 15 min z każdej piersi- maluch szybko to zjadał,
        nie udawało się nabić zapasu-potem karmienie, czasem siku lub coś przekąszałam i
        znów.Po kolejnym zastoju poddałam się, poszłam do ginekologa,wziełam tabletki na
        zatrzymanie laktacji - co spojrzałam na maluszka to ryczałam tak mi było
        przykro, że się nie udało, mimo samych superlatyw- supermleka, superssania,
        superbudowy piersi. Potem miałam wyrzuty, aż nagle zaczęłam odbierać agresję w
        pytaniach położnej czy pediatrów "a dlaczego Pani nie karmi piersią?????"
        wtedy mi przeszło!!!! Moja decyzja! walczyłam jak lew, uważam zresztą że każda
        kobieta ma prawo wyboru...planuję drugie dziecko i tylko jedna myśl mnie
        przeraża....karmienie piersią....szkoda że w szpitalach nikt nie uczy
        przystawiania!!!nikt nie mówi co się może zdarzyć i jak...a pediatrzy guzik
        wiedzą o sztucznych mlekach i na pytanie o kolki, mówią że gdybym tak karmiła
        piersią....
        butelkowe mamy- nie dajmy się tym tekstom, cieszę się że jest to forum!
        • oli.nek Re: Opowiedzmy swoją historię 03.09.08, 20:33
          wypisz wymaluj ten sam problem co u mnie. super ssało, morze mleka ale krwawiące
          non-stop brodawki nie do wygojenia i ból ból ból. tylko, że ja się szybciej
          poddałam i nie miałam wyrzutów sumienia... a przynajmniej szybko mi przeszły :)
          pozdrawiam!
          • margaux4 Re: Opowiedzmy swoją historię 04.09.08, 18:41
            Jesli chodzi o mnie to zostalam oszukana przez nature. Chcialam
            karmic piersia, ale nie wyszlo. Moj synek urodzil sie na poczatku 33
            tygodnia ciazy, czyli cale 2 miesiace za wczesnie (wazyl 1800gram i
            mial 41cm) i oczywiscie nie bylo mozliwosci karmienia go piersia
            (byl karmiony sonda przez 2 tygodnie). Przez ten czas sciagalam
            mleko. Byla to jedna wielka tortura. Czasami udalo mi sie sciagnac
            50ml z dwoch piersi. Kiedy wreszcie zaczelam przystawiac go do
            piersi, to nie potrafil zlapac sutka i darl sie okropnie. Od samego
            poczatku dostawal albo moje mleko albo modyfikowane. I zawsze miedzy
            piersia i smoczkiem wybieral smoczek. I tak go karmilam moim
            sciaganym mlekiem plus mieszanka prze poltora miesiaca. W koncu
            mialam dosc i byla tylko butelka. Dzis moj synek ma 5 miesiecy. Wazy
            6300 i ma 63 cm. Na miesiac przybiera jakis kilogram. Na dodatek
            przesypia cala noc od 3 miesiecy i nie wyglada na nieszczesliwego.
            Tak wiec moge powiedziec, ze karmienia piersia u mnie prawie w ogole
            nie bylo. I szczerze mowiac w tej chwili nie mam juz wyrzutow
            sumienia, bo moje dziecko ladnie rosnie i sie rozwija i ma
            zadowolona mame.
    • nansiija Re: Opowiedzmy swoją historię 06.09.08, 23:02
      Dziewczyny bardzo mi przykro, ze tak wiele z Was bylo zle
      traktowanych w szpitalu, tylko dlatego ze chcialyscie karmic butelka.
      Ja mieszkam w Irlandii i tutaj polozne sa cudowne. Oczywiscie w
      szkole rodzenia namawialy nas do karmienia piersia, ale jednoczesnie
      mowily ze w szpitalu sa 3 dostepne rozne mleka modyfikowane i do nas
      nalezy wybor jakie mleko chcemy podac.
      Mi sie udalo karmic piersia i co nadal robie, juz ponad 2 miesiace.
      Mialam oczywiscie poranione brodawki i bol, ale udalo sie. Mialam
      jednak wielkie wsparcie w szpitalu. Polozne same przychodzily
      spradzic czy pomoc przystawic, pokazac, wytlumaczyc itd. I na prawde
      przykro mi, ze nie moglyscie takiej atmosfery doswiadczyc w Polsce.
      Pozdrawiam wszystkie butelkowe mamy :)
      • gogolina77 Re: Opowiedzmy swoją historię 07.09.08, 22:08
        Dziewczyny to i ja dodam coś o sobie.
        W lipcu urodziłam wyczekanego,wytęsknionego i wymodlonego Synka :-) -
        po 5-letnim leczeniu.Cały czas myslałam,że będę karmić
        piersią.Rodziłam przez cc,pokarm pojawił się w pierwszym dniu pobytu
        w domu.Mały jakos ssał (prawdopodobnie ssie za "lekko"),ale ból był
        okropny,poranione brodawki,łzy z bólu kapały - kapturki dały tylko
        tyle,że Mały łykał krew razem z mlekiem.Non stop płakał,a ja razem z
        nim.Po tygodniu pojechaliśmy do pediatry,okazało się,że Mały nie
        przybierał na wadze - pediatra kazała ściągać mleko,a do tego dawać
        mm.Po tygodniu znou wizyta i okazało się,że zaczął przybierać.Wtedy
        pediatra stwierdziła,żeby jeszcze powalczyć o karmienie
        piersią.Wytrzymaliśmy 4 dni - ciągły płacz przy
        piersi,wyginanie,prężenie itd.Tragedia :-(Poddałam się i do dzisiaj
        ( synek ma prawie 6tygodni) daję mu moje mleko z butli + mm.Tylko,że
        powoli wysiadam.Staram się ściągać co 3 godziny,przez pół
        godziny,także w nocy - oczy mam na zapałkach.W ciągu dnia różnie to
        bywa,bo jestem z Małym sama do wieczora i nie zawsze mi się to
        udaje.Do tego restrykcyjna dieta,więc ciągle chodzę głodna.Mam
        straszne wyrzuty sumienia,bo odliczam dni do skończenia przez Małego
        3 miesięcy ( tyle chciałabym,żeby był na piersi) i przejścia
        calkiem na butlę.Walczyłam o Niego 5 lat,a teraz czuję,że nie
        potrafię się dla niego dostatecznie poświęcić - poczucie winy mnie
        zżera po prostu :-(
        Sorry za tak długie wypociny,le musiałam się wygadać,a tutaj tyle
        podobnych historii...
        Pozdrawiam!
        • vixen78 Re: Opowiedzmy swoją historię 08.09.08, 14:03
          Precz z wyrzutami sumienia! Teraz jestem taka mądra a to dzięki temu forum. Przestałam odciągać jakieś 2 tyg temu, przekonana, że w ciągu kilku dni pokarm zaniknie. A tu niespodzianka. Niewiele, bo niewiele ale ciągle jest, a nawet chyba coraz więcej bo mi wypływa w okolicach pór karmienia i jak karmię jedną to z drugiej też leci. Jak chciałam karmić piersią to prawie nic nie było. Jak się nastawiłam tylko na butlę, to mleczko jest. Moje piersi rządzą moim życiem:) Ale spoko, niech mały dostaje przeciwciała jak najdłużej. Tyle tylko, że mam wrażenie, ze on jest za gruby jak na swój wiek bo trochę piersi + 7razy butla po ok. 100ml (a wszędzie piszą, że ma jeść 6 razy..) Jutro jedziemy na szczepienie to go zważą i zobaczymy. Pozdrawiam butelkowe mamy!
    • maga_sz Re: Opowiedzmy swoją historię 08.09.08, 14:16
      Witam wszystkie butelkowe mamy:)
      Ogromnie sie ciesze ze jesteście:)
      Ja jestem mamą 4.5 miesiecznej Natalki,przed porodem nie planowalam sztucznego karmienia,to, ze bede karmic piersia przyjmowalam za "pewnik",do głowy mi nie przyszlo, ze moze byc z tym tyle problemow...
      Ciaza przebiegala super, ksiazkowo, wiec ksiazkowo mialam karmic piersią jak kazda"dobra matka".A tu niespodzianka, brak pokarmu przez 3 dni, placz glodzonej Natusi, szarpanie i przykladanie na 1000 sposobow rozwrzeszczanego oseska do moich na dodatek wkleslych brodawek przez polozne..i ogromne poczucie winy, bo przeciez "dobra matka "powinna umiec nakarmic dziecko, to takie naturalne..
      Pozostał mi laktator...
      Odciągalam pokarm przez 2 miesiące, to byly kolejne 2 miesiące nerwów, mała miala kolki, płakala po kilka godzin dziennie, i znowu poczucie winy, bo to na pewno przeze mnie,a moja mama, która mieszkała z nami wtedy, zeby mi pomóc przy małej tez mi nie dodawała otuchy, ciagle powtarzając ,ze w zyciu nie widziała , zeby sie dziecko tak męczylo kolkami,płakało, a to przecież moja wina, bo na pewno zjadłam cos ciężkostrawnego, albo piję za malo płynow na rozrzedzenie pokarmu,itd..
      PO dwóch miesiącach przeszłam na sztuczne karmienie i ogromna ulga, mala sie uspokoiła, ja tez:)
      Tylko ciągle mi przykro ,jak slysze wyrzut w pytaniu"dlaczego nie karmisz piersią?" moich super doświadczonych koleżanek, a podczas ostatniej kontrolnej wizyty u pediatry slowa"noo..niedobra mama".
      Ale od Was, drogie forumowiczki juz sie nauczyłam jak reagować na ta wtracanie sie w moje sprawy, nastepnym razem na pytanie "dlaczego?"odpowiem z uśmiechem i wypięta klatą ze "chcę miec ładne cycki"!!
      Pozdrawiam wszystkie forumowiczki!!
      • jola7117 Re: Żałuję, że dużo wcześniej nie podałam butelki 20.09.08, 18:40
        Witam mamy karmiące butelką. Niedawno do Was dołączyłam.
        Pierwsze z moich dzieci bez problemów i kolek było na "cycu" do 6 m-ca, Drugie-
        wieczny płacz, nie przespane noce i dnie, a w czwartym m-cu preparat
        mlekopodobny, bo skaza białkowa.
        Obecnie trzecia córcia, teraz ma 4 m-ce. Od urodzenia karmiłam piersią do niedawna.
        Mała bez przerwy była niespokojna, ja na dragońskiej diecie, Córeczka łykała
        mnóstwo leków: debridat, esputicon, plantex, sab simplex bo kolka. W chwili
        urodzenia ważyła 4100g. w szóstym m-cu 5300g rosnąc cały czas. W wieku prawie
        4-mce waga 5240 i przeżyłam szok.Co się dzieje?
        Różne badania, kłucia, posiew itp. Lekarka zaleciła mieszankę.
        Boże od razu moje dziecko się uspokoiło. Częściej się uśmiecha, gaworzy a po 3
        dniach od podania mieszanki przytyła i waży 5620 przy długości ok. 62 cm. Moje
        dziecko po prostu nie dojadało. Teraz nie podaję żadnych leków ani preparatów.
        To po prostu był głód a nie kolka!
        Malutka jest obecnie wzorem apetytu. Obiadki, deserki, soczki- wciąga wszystko.
        Jesteśmy obie nareszcie spokojne!Mam nadzieję, że szybko nadrobi straty wagowe.
        Pozdrawiam Jola
    • anaidd Re: Opowiedzmy swoją historię 30.09.08, 17:39
      Hej.Ja mam 2 letniego synka i pół roczną córeczkę.Syna nie karmiłam
      piersia,a Blanię karmie nadal i będę bo udało się...
      Piszę,bo wiem co znaczą popękane brodawki i niewiedza jak karmić
      piersią.Żadna z pielęgniarek nie mogła mnie nauczyć,bylam przecież
      niedoświadczoną mamą pozatym synek nie umial odrazu ssać...leżałam
      8dni w szpitalu i męczyłam siebie i dziecko bo...było
      głodne.Rozumiem mamy niekarmiące,a pielęgniarki czy polożne wręcz
      nakazujace karmić naturalnie powinny uszanować wolę i decyzję MAMY a
      nie stresować i wpędzać w depresję lub w poczucie winy że DOBRA MAMA
      TO MAMA KARMIĄCA PIERSIĄ!!!! To nieprawda,każda mama chce jak
      najlepiej dla swojego dziecka więc kobietki niekarmiące JESTEM Z
      WAMI!!! POZDRAWIAM :)
      • anaidd Re: Opowiedzmy swoją historię 01.10.08, 09:48
        Któraś z dziewczyn pisała dramatyczną historię o tym że synek
        chudła lekarz nie kazal dokarmiać i że spał smacznie choć był
        niedozywiony...Słyszalam od położnej jak urodzilam pierwsze dziecko
        że maluszek może smacznie spać...z głodu!!! więc powinno budzić się
        maluszka do karmienia w nocy. :*
        • saralee Re: Opowiedzmy swoją historię 01.10.08, 15:41
          Przeczytałam wszystkie historie i jakoś nie udało mi sie znaleźć
          podobnej do mojej...
          Ja nie chciałam karmić piersią w ogóle. Już w czasie ciąży
          zaplanowała wszystko dokładnie, wyposazyłam się w sprzęt i mleko.
          Przeczytałam wszystkie możliwe rzeczy na temat karmienia mlekiem
          modyfikowanym (nie lubię słowa: sztuczne) i dzięki temu nie
          spotkałam się z zadną niemiłą niespodzianką.
          Mały rośnie jak na drożdżach, jest wesoły i szczęśliwy. Kocham go
          nad zycie, skoczyłabym za nim w ogień. Nigdy nie dałam się wpędzić w
          poczucie winy, choć neonatolog i położne na porodówce rzucały mi złe
          spojrzenia i teksty, które sprawiały mi przykrość:PPP
          O zamiarze karmienia butelką ponformował lekarzy mój mąż, gdy małego
          zabrano na mierzenie i ważenie po porodzie. Oczywiście zaraz zebrało
          się nade mną konsylium lekarskie, mężowi nie pozwolono (sic!) wejść
          do sali, próbowano mnie namówić. A ja sie uparłam i juz :)
          Pozolono mi go nakramić po 12 godzinach dopiero, nie wiem dalczego.
          W 3 dobie mały dostał żóltaczki, bilirubina ponad 18. Dwa dni leżał
          na naświetlaniu, jednak po 48 godzinach bilirubina spadła do 10,5!
          później, już w necie, przeczytałam, że wczesne podanie pokarmu
          (niezależnie od tego, czy z piersi czy z butli) pomaga wątrobie
          maluszka uporać się z duzym poziomem bilirubiny, która jest wysoka
          po porodzie, zas mleko modyfikowane nie zawiera pewnej substancji
          (teraz juz nie pamietam jej nazwy), któa w przypadku wystapienia
          żółtaczki fizj. pomaga zbić bilirubinę szybciej, niz u dzieci
          karmionych metoda naturalną.
          Synek leżał na sali obok malucha, który miał tak dużą żółtaczkę, że
          nie pozwolono go wyjmowac do karmienia (jego mama karmiła go
          piersią). Karmiono go strzykawką, a poniewaz nałykał się biedak duzo
          powietrza, dostał gazów, które usuwano wkładając mu do odbytu
          rurkę . Echhhh, ludzie....To się dopiero nazywa zacięcie :))

          Pozdrawiam wszystkie mamy :)
          • elle2006 Re: Opowiedzmy swoją historię 04.10.08, 11:47
            Szkoda, że trafiłam na ten wątek dopiero teraz. Wasze histoie podniosły mnie na duchu.

            Moja córcia wczoraj skończyła dwa miesiące. Od początku jest na melku modyfikowanym.
            W szpitalu zaraz po porodzie przystawiłam małą do piersi, jaka ja byłam wtedy szczęśliwa. Lekki poród, z małą wszystko ok... sielanka.
            Pokarmu nie było,położne pocieszały że będzie, napewno będzie.
            Jednak nie było, nawet kropelki siary.

            Położne wpadały do mnie na salę, ściaskały piersi, dawały odczuć że to jakieś nienormalne żeby nic kompletnie nie leciało i dalej ściskały tak że łzy ciekły mi po policzkach.

            Najczęściej zadawane pytanie przez lekarzy i położnych to czy jest już pokarm. Ja ze łzami w oczach odpowiadałam że nie.

            Mała była karmiona modyfikowanym mlekiem,ale ja się uparłam i po przyjezdzie do domu postanowiłam rokręcić laktację laktatorem. Po kilku dniach (!) piersi nabrzmiały mi jak balony a ja zobaczyłam upragnioną siarę... odciągnełam kilka kropelek. Odciągałam dalej i co? i nic. Odciągałam pokarm i jednocześnie płakałam.

            Na szczęście mój mąż podjął decyzję za mnie, stwierdził że nie ma sensu żebym się tak męczyła i męczyła dziecko (mała przystawiona do piersi dwa razy pociągneła i zaraz zaczynała płakać).
            Do tej pory mam wyrzuty, ale córcia ładnie przybiera,ciągle się uśmiecha i to jest dla mnie teraz najważniejsze.

            Pozdrawiam Was serdecznie.
          • bweiher saralee 05.10.08, 20:07
            Moja opowieść jest na początku,ale tak jak Ty nie karmiłam(za drugim
            razem)piersią z wyboru.Postanowiłam karmić butelką i w zyciu tego nie
            żałowałam.Bo nie mam takich powodów.Nie mam wyrzutów sumienia,olewam tych co
            krzywo się patrzą albo nie daj Boże skomentują.To moje dzieci i mój wybór,a
            obcym nic do tego.
            I jestem zadowolona,dzieci też jak myślę.Zapytam się ich za jakieś 15 lat czy
            mają do mnie uraz że nie karmiłam ich piersią :))
            • oli.nek Re: podbijam 13.12.08, 07:51
              może ktoś chciałby się dopisać :) pozdr!
    • anekka28 Re: Opowiedzmy swoją historię 13.12.08, 08:19
      Ja może nie będę się rozwodzić nad tym, dlaczego nie karmię piersią - w skrócie
      - brak prawidłowego ssania przez moją kruszynkę. Opowiem natomiast, z czym
      spotykam się na co dzień, gdy ktoś się dowiaduje, że nie karmię piersią:
      - wizyta u prywatnego pediatry: Jak to Pani nie karmi piersią, jak to nie chce
      ssać, ja tu nie widzę, żadnego problemu żeby ssał, niech mu Pani da pierś i
      spokojnie poczeka to zassa
      -wizyta w państwowej przychodni: Ja to się na mlekach modyfikowanych nie znam,
      najlepiej niech mu Pani da spowrotem pierś
      -wizyta w aptece: ojej ma zapalenie ucha? Co, nie jest na piersi?? To będzie
      dłużej chorował, Pani mu nie daje przeciwciał
      -spotkanie z Panią sprzątaczką przed blokiem: dzień dobry, jaki ładny dzidziuś,
      karmi go Pani piersią?
      -inna apteka: czy jak kupię więcej puszek mleka, to dostanę jakiś rabat? Nie, na
      takie coś rabatów nie dajemy
      -wizyta kontrolna u ginekologa: tylko niech Pani jak najdłużej piersią karmi.
      Co, już Pani nie karmi?

      i mogłabym tak opowiadać godzinami. Przysięgam, jak jeszcze raz jakiś obcy babol
      zapyta się mnie, czy karmię piersią, to ja się zapytam, kiedy ostatnio miała
      sex. Mniej więcej ten sam stopień intymności i prywatności.

      pozdrawiam wszystkie butelkowe mamy
      • scarlett.o-hara Re: Opowiedzmy swoją historię 13.12.08, 14:21
        Ja jakiś czas temu pakowałam małą do wózka i akurat sąsiadka wchodziła do klatki
        i pyta się jak się chowa, a potem dalej z tekstem, że jak najdłużej karmić
        mlekiem mamy, bo to najlepiej... Tylko, że ja akurat wtedy już od 2 m-cy nie
        karmiłam piersią... Moje otoczenie wie, że jestem mamą butelkową i wreszcie
        przestało pytać czemu nie karmię, ufff. Już nie chce mi się tłumaczyć, bo i tak
        wychodzę na dziwoląga.
        Pozdrawiam.
      • madziowy1 Re: Opowiedzmy swoją historię 13.12.08, 16:42
        ja mam trójkę dzieci też nie mam siły się rozwodzić nad tym co był...
        ale: 1- corka 11 lat temu byłam młoda mamą bez siły zaparcia
        2- córka 8 lat temu wczesniak nie tolerowała mojego pokarmu
        3- syn 2 m-ce temu 6 tyg na cycku z ogromnym cierpieniem na
        twarzy pił moje mleko.

        Ja cierpiałam razem z nim teraz diagnozujemy czy ma alergię czy
        nietolerancję...
        Generalnie czułam się troszkę zaszczuta że jak to! nie karmię
        piersią?!!!
        Wszyscy się dziwią ale ja jestem teraz spokojna bo mlekiem
        modyfikowanym mogę kontrolować jego jelitka, które sa
        najprawdopodobniej chore.
        pozdrawiam


        [url=https://www.suwaczek.pl/][img]
        www.suwaczek.pl/cache/80dce39e89.png[/img][/url]
        • oli.nek Re: Opowiedzmy swoją historię 13.12.08, 17:48
          no to ja dziewczyny miałam pod tym względem szczęście. nikt mi nigdy nie truł
          czemu karmię butelką. rodzina pełna aprobata. pediatra ani ginekolog nawet
          słowem nie pisnęli. koleżanki karmiące piersią też. więc wam współczuję.
    • zebedeuszowa Re: Opowiedzmy swoją historię 26.03.09, 21:04
      witam
      również chciałam opowiedzieć o swoim "butelkowaniu" ;)
      urodziłam dużą dziewczynkę 3670 kg i 57 cm. Mała nie umiała ssać, mnie było
      ciężko bo chciałam karmić. Naczytałam się gazet różnych przed porodem o korzyści
      płynących z karmienia piersią i w ogóle jak to jest konieczne. Miałam wrażenie,
      że karmienie butelką to zbrodnia :/ W szpitalu nie było lekko, panie położne
      laktatorki były miłe, ale tak mi pierś ściskały, maltretowały i dziecko tak
      brutalnie przystawiały, że płakałam razem z małą ;( Miałam wrażenie, że mała
      chciała, by jej kapało samo to buzi ;) toteż w końcu kazałam mężowi przywieść mi
      kapturki na piersi, wyciskałam trochę mleka do kapturka i wsadzałam jej do buzi.
      O dziwo Córcia chwyciła i ładnie jadła. Niestety moja metoda nie spotkała się z
      aprobatą położnych i ginekologów :( Musiałam w konspiracji karmić dziecko. Jakoś
      się to udawało, jak karmiłam i akurat weszła któraś to chowałam się za pieluszką
      i udawałam, że mnie krępuje ich patrzenie. Jak nie karmiłam kapturki chowałam do
      szafki. Tak samo było z laktatorem, też po kryjomu odciągałam nawał pokarmu, bo
      kazali mi ręcznie lub robić okłady. Poród miałam super, ale na sali po porodowej
      koszmar :( Czułam się jak partyzant, wszytko po kryjomu, modliłam się by jak
      najszybciej iść do domu. Położne po prostu nie wyobrażały sobie innego sposobu
      karmienia. Z łaską dokarmiły mi raz dziecko. Jak byłam już domu, na spokojnie i
      bez stresu, ze wsparciem rodziny, odstawiałam powoli kapturki i w końcu na luzie
      córka chwyciła pierś. Niestety z powodu skazy białkowej od 3 mies jesteśmy na
      butelce. I tak z mamy "piersiowej" stałam się mamą "butelkowa" ;)
      Nie czuję, że jakoś moje dziecko straciło na tej zamianie. Niemniej jednak nadal
      z gazet biją artykuły o karmieniu piersią. Strasznie boli mnie takie zdanie "...
      jeśli z jakiś powodów nie możesz karmić piersią...", przecież większość z nas
      karmi butelką z powodów zdrowotnych, a nie z powodu naszego widzi mi się. Ale
      bywa i tak, że kobiety nie chcą karmić piersią, mają do tego prawo i wcale, ale
      to wcale nie znaczy, że nie kochają swych bobasków.
      My mamy butelkowe musimy być twarde i nie dać się zwariować.
      tyrzymam kciuki za nas wszytkie
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka