oli.nek
23.07.08, 16:21
Chętnie was poznam - mamy butelkowe :))
Ja jestem mamą dwóch córek - 3,5 roku i 14 m-cy. Pierwszą córę oczywiście
zaczęłam w szpitalu po porodzie karmić piersią chociaż leżała z zapaleniem
płuc na oddziale a ja na innym piętrze po cesarce... Ale nie przewidziałam -
chorego dziecka, cesarki, bólu popękanych brodawek ze strupami, z krwią
płynącą razem z mlekiem. Marzyłam o powrocie do domu, w którym to w końcu
zaczęłam karmić butelką. Brodawki goiły się z tydzień.
Rodząc drugie dziecko obczytałam się ile mogłam o karmieniu piersią, by zdobyć
doświadczenie. Niestety, historia się powtórzyła. Nie pomagały zmiany pozycji
karmienia co 5 min. ani nakładki. Ból i tak był. Po za tym nie przewidziałam,
że urodzę taką głodomorkę, która butlę przez następne pół roku ciągnęła CO
GODZINĘ! W szpitalu WISIAŁA na cycu, bo była przeraźliwie głodna co nie
sprzyja gojeniu się brodawek. Po za tym nie mogłam wyjść do toalety a po
drugiej cesarce miałam pewne problemy i potrzeby. W szpitalu głośno mówiłam,
że nie będę karmić piersią, że w domu przechodzę na sztuczne. Oczywiście,
znacie już to, ogólne poruszenie wśród położnych. A jak byłam sama w sali to
nawet pewien neonatolog przyszedł do mnie by rozprawiać o zaletach naturalnego
karmienia i dlaczego nie chcę. Tak, dobrze opisałyście to - terror laktacyjny.
Jednak mieli szczęście, że szczęście z nowonarodzonego dziecka przysłaniało mi
ten problem i spławiałam wszystkich oraz wywracanie oczami.
Najśmieszniejsze, że łatwiej mi było na sztucznym wyprowadzić z alergii. Gdy
pojawiła się skazowa wysypka - zmieniłam mleko na hydrolizat. Gdy pojawił się
problem z trawieniem laktozy - wystarczyła zmiana na bezlaktozowe.
Anyway, zawsze miałam poparcie w rodzinie w tym co robiłam. Mogłam jeść co
chciałam etc.
Dopiszcie się jeśli chcecie. I mam prośbę, by nie odpowiadać na zaczepki
piersiowych emam. Pozdr!