marcin841
08.12.04, 00:49
Proszę się nie dziwić, jeśli po doświadczeniach Drugiej i Trzeciej RP rdzenni
Ślązacy w ewentualnym referendum podziękują za czwartą.
Tragedią współczesnego Górnego Śląska jest agonia jego proletariatu w polskim,
niechlujnym guście i stylu. Kaprawa jakość państwa kroczy w parze z pogardą
dla prostego człowieka, do niedawna nazywanego robotnikiem przemysłowym. W
Europie zaprzestano wojen, więc straciły na znaczeniu przemysły wojenne.
Proletariat europejski spełnił swoją dziejową misję i schodzi ze sceny
dziejów. Na naszych oczach przyszła kolej na Górny Śląsk, i teraz on wchodzi w
ponurą wersję swojego unicestwienia.
Na Górnym Śląsku umiera praca, umierają stare, bo wielowiekowe więzi
międzyludzkie. Umiera kultura rodzinna i kultura społeczna. Marnieją obyczaje.
Słowem, na Górnym Śląsku kona w ludziach Polska. Większe pożera mniejsze, ale
przecież świat i tak pójdzie swoją drogą. Pamiętajmy, że mniejsze jest zawsze
niezniszczalne. Nie da się bowiem w dzisiejszym europeizującym się świecie
zglajchszaltować paru milionów Ślązaków rozsianych na obszarze dwóch
sąsiadujących ze sobą państw.
Nie wiadomo, czy gdyby w przeszłości Górnemu Śląskowi dane było tworzyć
rodzime elity, nie miałby on dziś swojej własnej państwowości. Kolonialne
rygory władczych państw nie były jednak dla regionu łaskawe. Powiedzmy tedy
szczerze - Górny Śląsk nie czuł się nigdy dobrze: ani w Czechach, ani w
Niemczech, ani w Polsce. Nie z winy własnej nie przyswajał się ani łatwo, ani
całkowicie.
Dziś nie ma sprawiedliwości społecznej - i już jej dla Górnego Śląska nie
będzie. Ale została nam jeszcze wolność. Koło historii bytu proletariackiego
zamyka się. Górny Śląsk znów jest u początku drogi.
Fragment tekstu z Newsweeka, numer 51-52/03, strona 38