Gość: nemo
IP: *.uwm.edu.pl
12.07.10, 08:53
""Aktywiści" tego "ruchu" spotkali się (...) i odprawili rytuał w
stylu skrzyżowania jakiegoś makabrycznego obrzędu voo-doo i mało
smacznego skeczu kabaretowego z elementami czarnej mszy lub
pogańskich guseł. Całość ociekała bluźnierczą groteską zanurzoną w
dusznych oparach absurdu - opisuje Aleksander Sopliński.
- (...) W powietrzu powiewały transparenty z hasłami o politycznym
mordzie itp. Do tego śpiewano hymn Polski, a z magnetofonu
odtwarzano wywiad Antoniego Macierewicza z PiS. Nikt nie przejął się
tym, co mogły czuć rodziny ofiar i ich bliscy pogrążeni we wciąż
żywym bólu, oglądając tę żałosną farsę będącą złamaniem wszelkich
granic dobrego smaku. Sam na pokładzie rozbitego samolotu miałem
kilku przyjaciół i poczułem się nieswojo. A jak mogły poczuć się
dzieci, rodzice i małżonkowie ofiar? - pyta się poseł."