edico
18.07.10, 14:13
W noc wyborczą Kaczyński stwierdził wszem i wobec, że po 10 kwietnia
Polska się zmieniła i "naszym zadaniem jest z tej zgromadzonej
siły skorzystać".
A jak ta zmieniona zgromadzona siła wygląda praktycznie?
Otóż w 2005 r. na Lecha Kaczyńskiego glosowało w drugiej turze 8 mln
257 tys. Wyborców. W 2010 r. na Jarosława Kaczyńskiego głosowało 7
mln 919 tys. osób przy znacznie wyższej frekwencji wyborczej i
olbrzymim wsparciu kościoła.
By nie być gołosłownym, to przykład przyszedł z góry. Biskupi
przystąpili zaraz po 10 kwietnia do rozliczania krytyków zmarłego
prezydenta grając wyraźnie na kandydata PiS:
- abp Józef Michalik jako przewodniczący Episkopatu dał jednoznaczny
wyraz stanowiska kościoła wszczynając ubolewanie, że "naród przez
własnych synów był niejednokrotnie boleśnie wyszydzany jako ten,
który stróżem majestatu Rzeczypospolitej uczynił człowieka
niepasującego do ich kryteriów współczesności";
- bp Kazimierz Ryczan na antenie lokalnego radia wsparł wprost
kandydata PiS;
- To są męczennicy, którzy szli wezwaniem historii, by tę historią
dopełnić – oświadczył bp Stanisław Stefanek na pogrzebie jednego z
tragicznie zmarłych;
- abp Józeh Życiński stwierdził, że – To żenująca wizja katolickiego
kraju, w którym straszy się, że kilkanaście milionów Polaków chodzi
w stanie grzechu ciężkiego, bo oddali głos nie tak, jak ktoś sobie
życzył;
- abp Sławoj Głodź wyraźnie stanął po stronie PiS twierdząc,
że "Polsce grozi monopol jednej partii" w sytuacji, gdy moralnie
monopol Pis mu nie przeszkadzał. A dalej "nie tylko monopol partii,
ale monopol pewnej wyniosłości, pogardy, co było zauważalne w
ostatnich paru latach, a także jeszcze w Unii Wolności", której
nota bene mniej czy bardziej udaną spuścizną jest PO.
Oczywista oczywistość, że wnet w sukurs biskupom pospieszyli
naturalnie parafialni księża, np.:
- ks. Jerzy Gardy w kościele w Kraśniku przekonywał, że tylko Radio
Maryja wie na kogo głosować i porównał Komorowskiego do szatana;
- proboszcz z Sokołów na Podlasiu ostrzegał, że kto zagłosuje na
Komorowskiego, popełni grzech;
Kościół też podsycał retorykę męczeńskiej śmierci ofiar smoleńskiej
katastrofy kładąc główny nacisk na Lecha Kaczyńskiego będącem mottem
agitacji przedwyborczej Jarosława Kaczyńskiego. W Olsztynie swoje
wystąpienie także zaczął od ogłoszenia minuty ciszy wyborczej dla
uczczenia śmierci brata.
Jednak idol PiS i kościoła przegrał z Komorowskim, mimo że kampania
tego ostatniego była delikatnie mówiąc co najmniej niemrawa
najprawdopodobniej uwiedziona wręcz wzorcową (jak na polskie
warunki) kampanią Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Koncyliusza
wyraźnie grającą na zmianie wizerunku Jarosława Kaczyńskiego po
tragedii smoleńskiej i jego taktycznym odejściem na okres
przedwyborczy od ostrej retoryki związanej z wizją IV RP. Jego
wypowiedzi unieważniające w życiu politycznym
pojęcie "postkomunizmu" na rzecz "lewicy", czułe wspomnienia Edwarda
Gierka wcześniej mieszanego z błotem były skrajnym cynizmem
połączonym z desperacką próbą zwrócenia się do elektoratu lewicy,
który w ostrej walce z PO mógł mu jeszcze zapewnić zwycięstwo.
Dzisiaj jak widać, rekonwalescent po IV RP nie tylko z niczego się
nie wyleczył, ale zaraza tej choroby nadal unosi się w powietrzu.
Przebudzona logika IV RP po chwilowym zamroczeniu przedwyborczym
każe dzisiaj zwalczać dżumę z cholerą. Zainscenizowany teraz przez
Jarosława Kaczyńskiego szantaż krzyżem jest niezmiernie nagannym
zachowaniem nastawionym na jątrzenie i dalszą grę na tym poziomie.
Czy milczenie kościoła na temat polityzowania krzyża przez
Kaczyńskiego powinna dziwić?
W moim przekonaniu nie i to zupełnie nie. Nie po raz pierwszy w tej
kampanii okazało się, że "najsłabsi" dla znacznej części kościoła,
to otoczenie Kaczyńskiego. I tak też należy rozumieć jego
zapewnienie, że "Kościół będzie bronił najsłabszych, bo nie tylko ma
do tego prawo, ale jest to jego obowiązek".
Coraz częściej zastanawiam się, czy Jarosław Kaczyński stał się nie
tylko środowiskowym guru politycznym ale także kościelnym. Jakby
zresztą na to nie patrzeć, jest to z teologicznego punktu widzenia
poważne nadużycie i nie słyszałem jeszcze dotychczas żadnych
wyraźnych słów protestu ze strony duchownych.
I tym to sposobem mamy teraz graczy PiS-u w poświęconym religijnie
objęciu niedźwiedzim.