kecawa
19.08.10, 08:46
Marcin Rol napisał w Salonie 24
Znane na pewno wielu osobom powiedzenie mówi, że zaufanie buduje się zwykle
bardzo długo, ale można je stracić w jednej chwili. Obecna sytuacja polityczna
w Polsce zmusza mnie do stwierdzenia, że rządząca Platforma Obywatelska wręcz
załamuje rzeczywistość.
Nie lubię, ale często używam słowa propaganda. Ludzie rozumieją ją
powierzchownie, nie mając pojęcia o tym jak głęboko zostają w nich
zakorzenione fałszywe informacje. Każdy może być pod jej wpływem, jeżeli tylko
porzuci racjonalne myślenie. Takie oto zdaje mi się porzucili wyborcy
stawiający krzyżyk przy nazwisku Komorowski. Takie też porzucą Ci, którzy
zagłosują w przyszłym roku na ludzi PO. Skąd takie twierdzenie? Zapraszam do
poniższej interpretacji z politologicznego punktu widzenia.
Platforma Obywatelska dziś powinna być partią, która w społeczeństwie
utrzymywałaby poparcie na poziomie 15%. Do tego stopnia ich popularność
powinna spaść z prawie 50% poparcia w roku 2007 z tytułu ich zwyczajnego
nieróbstwa. Rządy tej partii to nie tylko odejście od jakiejkolwiek idei
spełnienia obietnic wyborczych, to przede wszystkim bierność wobec problemów
wynikających z biegiem czasu. Dzisiejsza władza powinna być najzwyczajniej
pozbawiona jakiegokolwiek społecznego zaufania, ponieważ pokazali nie tylko
to, że rządzić nie potrafią ale też to, że gdy za rządzenie się biorą to
efekty są bolesne i niekorzystne dla państwa.
Polska w 2008 roku była jedynym krajem, w którym minister finansów obwieszczał
wszem i wobec, że kryzys gospodarczy jest wymysłem amerykańskich ekonomistów.
Kiedy końcem roku 2008 ten wymysł okazał się prawdziwy, rządowi opadły ręce z
bezradności, a przygotowany pakiet antykryzysowy doprowadził jedynie do tego,
że rozwój Polski jeszcze bardziej został spowolniony. Co więcej, władza
dopuściła się wówczas kłamstwa wobec wyborców mówiąc o tym, że kryzysu nie ma
i nie będzie. Dopiero później wyszło, że rząd o nim wiedział przynajmniej na 4
miesiące wcześniej przed jego przybyciem do Polski.
To jednak nie wszystko, bo kiedy złoty tracił na swojej wartości w
zastraszającym tempie, Nasz premier Tusk ogłaszał wszem i wobec na konferencji
prasowej, kiedy sprzeda EURO (pamiętna konferencja, gdzie wyznaczył próg 5
złotych) otwierając drogę zagranicznym spekulantom. Czy tak zachowuje się
odpowiedzialny premier? To nie tylko moje zdanie, wówczas w tym samym tonie
wyrażał się choćby Ryszard Bugaj czy Andrzej Sadowski (Centrum im. Adama Smitha).
Z kolei na co dzień okłamywani jesteśmy przez ministra finansów, który stara
się tak manewrować danymi, aby zadłużenie Naszego kraju (w mediach) nie było
wyższe niż 50% PKB. Pech w tym, że Komisja Europejska ma na ten temat inne
zdanie i mówi otwarcie o przekroczeniu tego progu przez Polskę. To jednak nie
daje ministrowi do myślenia i wciąż reformy budżetowej nie przeprowadza. Co
więcej, wprowadza podwyżkę podatku VAT na dziwnym mechanizmie. Dlaczego
dziwnym? Krótko: podwyżka VAT o 1% ma zapobiec przekroczeniu progu zadłużenia
w postaci 55%. Kiedy to się nie uda, VAT zostanie podniesiony o kolejny 1%, by
zapobiec przekroczeniu kolejnego progu. Tylko tutaj nasuwa się zasadnicze
pytanie: skoro podwyżka VAT nie zapobiegnie przekroczeniu pierwszego progu, to
kolejne zwiększenie podatku będzie jedynie wyssaniem pieniędzy od podatników.
Tym samym zamkniemy się w błędne koło.
Ale zostawmy już londyńskiego ministra, a przejdźmy do tego człowieka, który
zaufanie rujnuje na podobnym poziomie. Aleksander Grad, minister Skarbu
Państwa od 3 lat prywatyzuje majątek państwowy, często w ręce zagranicznych
inwestorów. Majątek, którego kraj dorabiał się przez ostatnie 30 lat, więc
jeszcze w czasach PRL-u. Majątek wypracowany dzięki podatnikom, dziś
sprzedawany w obce ręce. Nie byłoby to tak złe, gdyby nie fakt sprzedaży
ważnych strategicznie spółek. Sprzedaż firm takich jak PGE, Tauron czy ENEA to
tak naprawdę oddanie w ręce zagranicznych inwestorów wysokości Naszych
rachunków. Żaden kraj nie sprzedaje firm zarządzających energią, tylko Polska.
Bagatela, rząd PO doprowadził do tego, że dziś stoimy przed możliwością
importu z zagranicy tego, co posiadamy w ogromnych ilościach i co jest wciąż
ważnym elementem polskiej energetyki – węgla kamiennego. To zaniechania
obecnej władzy doprowadziły do tego, że zamiast otrzymać dotację na rozwój
wydobycia, dostaniemy jedynie pieniądze na likwidacje kopalń. Rząd Tuska
doprowadził do likwidacji jednej z najnowocześniejszych gałęzi polskiej
gospodarki – przemysłu stoczniowego. To hańba. USA w czasie kryzysu za punkt
honoru postawiły sobie utrzymać przy życiu General Motors w czasie kryzysu, a
Nasz rząd poza negocjacjami z przemytnikiem broni nie zrobił dosłownie nic.
Można tak wymieniać i wymieniać. Mówić o służbie zdrowia, dziurach w budżecie
wojska i o tym jak obecny prezydent kłamał na temat swojego dziecka (ustawa o
budżecie dla wojska nie mniejszym niż 1,95% PKB). Tak, kłamał w żywe oczy,
ponieważ ten próg rząd Platformy Obywatelskiej w poprzednich latach całkowicie
zbagatelizował (w 2008r. wynosił 1,67%, w 2009r. 1,81%, a w 2010r. planowo
zatrzyma się na poziomie 1,79%).
PO w 2007 roku szło do wyborów z hasłem reform, cudu i drugiej Irlandii na
ustach. Każdemu należy dać szansę, owszem. Zwłaszcza gdy daje ją suweren
władzy – społeczeństwo. Ale czy ludzie wciąż dziś głosujący na Platformę mają
jakiekolwiek pojęcie o tym, co robią? Właśnie te powyższe kłamstwa władzy
powinny pozbawić ją jakiegokolwiek zaufania. Nie dla zwykłej straty, ale dla
dobra ogółu. Władza nie może być uzależniona od słupków poparcia. Dla
przypomnienia powiem jeszcze jedną rzecz: w 2005 roku PiS szedł do władzy nie
pod głównym hasłem reform gospodarczych (choć i tych zrobił więcej niż ich
następcy). Ich głównym hasłem była walka z tzw. układem. Teraz odpowiedzcie
sobie wyborcy PO, kto nie wywiązał się ze swoich obietnic, nie patrząc na
spadki poparcia ale realizując idee swoich wyborców. Bo na pewno nie
pseudoliberałowie z PO.