Dodaj do ulubionych

Olsztyn i przyjaciele

02.11.25, 19:17
Rita zaprasza do dyskusji o wszystkim, byle nie o polityce.
Sugerowane tematy to: Tenis ziemny w realu oraz filozofia życia w całej rozciągłości :)
Możemy też ocenić nowy Dworzec Kolejowy i Autobusowy Olsztyn Główny.
Mottem wątku będzie:
"Jeżeli człowiek nie jest panem swego losu, to z pewnością stanie się jego sługą."- Amor Towles
Obserwuj wątek
    • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.11.25, 20:37
      No i przegrała nasz Iga w trzech setach. Nie z byle kim przegrała, bo z Rybakiną. Jutro zobaczę na YouToube urywki gry. Wszystkie tam dziewczyny są równe, więc dużego zaskoczenia nie ma. Sabalenka idzie ostro i tłucze porządnie przeciwniczki samym serwisem i nie tylko.
      Uciekam z pola rażenia Sabalenki i poczekam na opinię oglądających ten mecz.
      Dobranoc
      • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 05.11.25, 19:44
        No i przegrała nasz Iga w trzech setach. Nie z byle kim przegrała, bo z Anisimova. Jutro zobaczę na YouTube urywki gry. Wszystkie tam dziewczyny są równe, więc dużego zaskoczenia nie ma. Sabalenka idzie ostro i tłucze porządnie przeciwniczki samym serwisem i nie tylko. Jeśli sprzyjać będzie jej los, to wejdzie do półfinału.
        Stawiam na Sabalenkę.
        • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 05.11.25, 21:42
          Dobry wieczór. W ramach odnowy i odświeżania i ja odnowiłem swój nick, choć z wiadomą dominacją liczb i liter siódemkowych. Próbowałem jakoś ciekawiej, ale się nie dało. Iga Świątek zdaje się być w rozsypce, no ale był Wimbledon - na zawsze i dla potomności.
          • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 06.11.25, 20:21
            Dzień Dobry Siódemkowiczu :)
            "Złych uczniów bywa, aż nadto. Ale ten siódemkowicz .........;)))))))))
            Niepokoiłam się trochę ;)))) Ok, wszystko w porządku.
            Czułam pismo nosem ;))))
            To znaczy, że to będzie jazda bez trzymanki na naszym podwórku? ;)
            Więc zaczynam. Nie oglądam meczów tenisowych na żywo, bo wszystko jest płatne. Mogłabym iść do pabu i tam oglądać w towarzystwie piwa, lecz przy księżycu w pełni jednak niebezpiecznie byłoby wrócić. Znalazłam świetną stronę sport tv i tam obrazowo, rysunkowo pokazują grę na żywo, co mi się podobała ta nowa technika.
            Ale kiedy skończyłam swój wpis na Forum o przegranym meczu Igi i weszłam na YouTube, zaraz zauważyłam, że jest już wyświetlany ten mecz, 20 min gry. I po tym, jedno stwierdzam, że panie zaczynają grać bardzo mocne uderzenia non stop, nie ma zmiłuj się. Uderzenia idą na całego, agresywne, siłowe uderzenia przez cały czas, co wymaga niesamowitą kondycję. To zaczyna się ocierać o męski tenis. Serwis podstawa.
            To już nie jest finezyjny tenis, ze skrótami, z bieganiem za jedną piłką uderzeniową przez 5 min. Teraz dwa trzy uderzenia i koniec. I Iga to wie. Tylko czy wytrzyma taki siłowy mecz. Ona wśród tych zawodniczek to jest chyba najmniej napakowana w sobie. Wystarczy spojrzeć na Sabalenkę.
            Moim zdaniem idzie nowy, siłowo-szybkościowy tenis. Iga musi się do tego przystosować i nadążyć siłowo i kondycyjnie. Jest wprawdzie sprawna i bardzo zwinna, ale to nie wystarczy
            Ciężko jest trzymać formę i piłkę w polu, kiedy jest się mocno zmęczonym i jeszcze w stresie, "bo musi wygrać".
            Ale daje rade Iga na równym poziomie grać. Trzy sety w dwóch meczach to pokazały.
            To jest moja osobista opinia, poczekam na bardziej profesjonalnego znawcę :) Siódemkowicza lub Nat.

            Uwielbiam mocno grać, ale wytrzymuję takie tempo 10 min, potem chodzę pomału po piłki, by zebrać do kupy oddech. ;) Po takim treningu rano wstaję sztywna.
            Wyobraźcie sobie takie silne uderzenia w meczu, gdzie są podawacze piłek. Kiedy te dziewczyny łapię oddech?
            Dobranoc, czeka na mnie "Dzentelmen w Moskwie". Nie uwierzę, że nie przeczytałeś.

            Ps. Muszę się pochwalić zięciem. Jego opowiadanie zajęło I miejsce z 1300 opowiadań w konkursie czasopisma "Nowa Fantastyka". To jest pełny sukces :)
            • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 06.11.25, 21:30
              Ja też nie oglądam płatnej telewizji sportowej, ale w ogóle jakoś zdystansowałem się od oglądania sportu (a kiedyś oglądałem wszystko, nawet podnoszenie ciężarów, bardzo zresztą ciekawe).
              Tenis kobiecy bardzo zmężniał , ale wydawało mi się, że Iga w tym kierunku jest w czołówce - wszystko wali z całej siły (i często bez pomyślunku), uda ma jak Edberg, a ramiona jak Lindsey Devenport. Na początku jej światowej kariery wcale tak nie było. A z tym powolnym chodzeniem po piłki w przerwach miedzy wymianami prawdziwym mistrzem, zwłaszcza w późniejszych latach, był Boris Becker.

              Nie czytałem "Dżentelmena w Moskwie"; czyje to? I wielki gratulacje dla zięcia; kiedyś bardzo czytałem fantastykę, choć pismo "Fantastyka" (stara) jakoś mniej, zresztą była wtedy trudna do zdobycia.

              Rozumiem, że do Holoubka nie przekonałaś się?
              • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.11.25, 20:25
                Dobry Wieczór Siódemkowiczu:) - niezły z Ciebie numerek ;))))))))))
                Jakoś sie nie mogę przyzwyczaić, ale dam rady. Na razie mnie śmieszy ten numerek ;))))
                Nie wiem, jak go zwać w skrócie. Masz jakąś propozycję ? Może jakieś imię wymyślimy ?

                Zaczynamy jazdę. Holoubka bardzo cenię, bardzo, ale nie mogę się przyzwyczaić, aby ktoś mi czytał książkę. Wolałabym oglądać film z Holoubkiem "Doktor Faust", lecz pewnie się nikt nie odważył, by zrobić ekranizację tego wielkiego dzieła. A Holoubek czytający tylko mnie pięknie usypia. Książka mózgiem pracująca bardziej mi pasuje, bo wyzwala wyobraźnie i większe emocje.

                Z tym tenisem to jest kłopot, bo jak tak dalej pójdzie, to uważam, że powinni robić turnieje na dwie kategorie wagowe kobiet. Kobiety napakowane razem, a kobiety filigranowe osobno. Jeśli będą tylko napakowane kobiety, to nie wiem, czy tenis nie straci na urodzie i na tej magii oglądając mecze. Stanie się waleniem.
                Dobry jesteś z tenisowej wiedzy historycznej. Ale jeszcze Cię przepytam, bo mam stare artykuły sportowe z Wimbledonu. Ja te starsze gwiazdy to znałam ze słuchu, ale nigdy nie widziałam ich gry. Nie bywali w Polsce na turniejach.
                A od kiedy zaczęto podawać piłki na kortach graczom ? Nie wiem. Może dlatego Boris Becker mógł sobie spacerować po piłkę. To jest dobry moment na odpoczynek.
                W Polsce będzie rozgrywany Drużynowy kobiecy turniej, eliminacje o puchar Billie Jean King Cup. Polska będzie grała z Rumunią i Nową Zelandią. Nie wiem, czy nie 14.11 w Tomaszowie Mazowieckim chyba. Biletów już brak, bo wyobraź sobie, miałam spotkanie klasowe i przyjechała koleżanka z Warszawy, i ona okazało się, ogląda na okrągło mecze tenisowe, wszystkie jak lecą ponoć. Mówi, ze jest takim fanatykiem oglądania tenisa, nic nie omija. Myślała, ze sobie ze mną pogada, ale jej wytłumaczyłam, ze wolę grać niż oglądać. I na turniej mieliśmy jechać razem, lecz biletów już było brak i za daleko.
                Jutro mnie nie będzie, bo w domu mam spotkanie towarzyskie w małym gronie klasowym. Ponieważ kiedy inni się wczasowali w Hiszpanii i robili plażing, to ja jak mróweczka robiłam przetwory do swojego schronu. Teraz się wprosili na degustację tych przetworów, a żeby była degustacja, musi być też obiad, by te sałatki mogły do niego pasować.

                Co do gry na korcie to daję sobie radę bez sparingpartnera, który ma długo trwający uraz i sam się wykluczył z gry. A dziewczyny bardzo chętnie zapraszają mnie na kort. Założyły na wodcapie czy jak to tam grupę i teraz się zwołujemy na grę. Tak, ze mam już grę w niedzielę i nawet w poniedziałek. Gram już o wiele lepiej niż na początku. Rozegrałam się i pewnie się czuję z rakietą. Jak to jedna powiedziała, że ja najlepiej panuję nad piłką :) Co zmierzam do książki poleconej przez kolegę na spotkaniu klasowy, że dla niego najlepszą książką, jaką przeczytał jest "Dzentelmen w Moskwie" autora Amor Towles, którą mocno polecił. Stron jest 500, a ja jestem na 200tnej. I powiem Ci, że............. to jest odwrotność "Moskwy-Pietruszki" tylko w innym stylu jak tytuł mówi.
                Stąd motto tego wątku jest "Jeżeli człowiek nie jest panem swego losu, to z pewnością stanie się jego sługą."
                i doczytałam się do drugiego "żeby być dobrym kelnerem, trzeba być panem własnego wyglądu " i właśnie jutro zastosuje to powiedzenie na przyjęciu towarzyskim. Po prostu założę świeżo wyprany i uprasowany fartuszek z falbankami do podawania dań. Stanę się dżentelmenem w kobiecej postaci. Dobrze Siódemkowiczu, że nie biorę wzoru z Jerofiejewa ;)))) To dopiero byłby ubaw ;)))))
                Dobranoc i do niedzieli. Bo jak to bywa po przyjęciu, ktoś musi posprzątać, dlatego kobiety praca nigdy sie nie kończy.
                • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 09.11.25, 20:19
                  Dobry Wieczór
                  No nie doceniłam Rybakiny. Jak ona pięknie rozpracowała Sabalenkę, jak perfekcyjnie grała i jak cudownie siedziała jej piłka, w porównaniu z nawalającą Sabalenką. W dwóch setach ją rozegrała i te 7:0 w Tajbreku. Bardzo sprytnie grała Rybakina, odpierała ataki niekiedy dobrymi lobami pod końcową linię, a z tego Sabalenka już nic nie mogła zrobić. Ciężki atak jest z takiej piłki. No i skróty nam się pokazały. I wcale nie trzeba być tak napakowanym, to była dobra taktyka Rybakiny.
                  Wcześniej ją nawet nie oglądałam. A szkoda, bo jej gra to właśnie ten urok tenisa, to tenisowa elegancja i chyba nie było jej żadnych krzyków ani jęków. Taki tenis powinien zostać.
                  Prawda ?

                  A ja juz jestem po spotkaniu towarzyskim i od razu wyjaśniam, bo błędnie napisałam, że goście mi się wprosili, a to nie tak, to ja ich zaprosiłam na moją degustację, bo się stęskniłam za nimi. I dobrze zrobiłam, bo w takim mniejszym gronie lepiej się człowiek dogada, niż na wielkim spotkaniu klasowym. Moim zdaniem, było doskonale, odczuli goście, że nikt nie jest sobie obojętny i że warto się spotykać. Ja z kolei uwierzyłam w siebie, że jak się chce coś zrobić, to można.
                  Zamiast siedzieć samotnie (chociaż ja to uwielbiam) to można też inaczej. Sprzątania po..... było co niemiara, że musiałam w niedzielę kończyć.

                  Czy coś sie stało ?
                  A kiedy ostatnio byłeś w Olsztynie. Może w wakacje ?
                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.11.25, 09:18
                    Siedemset to nie takie złe imię; w wołaczu byłoby siedemsecie (np. cześć siedemsecie).

                    Nie wiem, kiedy chłopcy (i dziewczęta) zaczęli podawać piłki na korcie. Gdy w Polsce pojawił się w telewizji tenis za wczesnego Fibaka, to już byli i było oczywiste, że są. Becker chodził do bliskich piłek, ale tak jakby były daleko. Sam mówił, że maksymalnie racjonalizuje swój wysiłek na korcie. Nawet jeśli turnieje wagi lekkiej i wagi ciężkiej byłyby rozsądne, to raczej rozłożą tenis.

                    Spróbuje zajrzeć do tego Dżentelmena w Moskwie, ale za jakiś czas, bo jestem zaganiany.

                    Rybakina zaskoczyła. Nie oglądałem, ale rozumiem, że świetną grą obronną (którą bardzo cenię); podobnie było jakiś czas temu w meczu Sabalenki z Coco Gauff. Rybakinie brak było dotychczas stabilności formy, może to się teraz zmieni, bo to byłby rzeczywiście miły number one klasyfikacji.

                    W Olsztynie byłem chyba rok temu (na Kancie), i może się uda w kolejne wakacje.
                    • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.11.25, 20:34
                      Dobry Wieczór Siedemset (nie taki zły;)

                      Oglądałam taki film o tytule "Człowiek Legenda 1900" i wyobraź sobie ,że bohaterowi nadali imię "1900" i tak żył do końca swych dni tylko na statku, na którym się urodził. Film o genialnym pianiście i bardzo przejmującej fabule.

                      A mnie się wydaje, że od początku mistrzostw na Wimbledonie. Już dawno, dawno temu, chłopcy na czworakach kucali pod słupkami siatki i podnosili się tylko do podawania piłek. Logicznie rzecz biorąc, to był sport tylko dla elit, więc opłacali sobie chłopców do podawania piłek. Teraz też tak jest, że podający piłki są tylko na większych turniejach i tylko na półfinałowych i finałowych meczach. W sierpniu byłam na Międzynarodowych zawodach na Olszy w Krakowie i tam to nawet sędziów nie było, tylko zawodnicy sobie sami sędziowali, zauważyłam to właśnie, że sędziów nie ma, i chyba kolega powiedział, że nie ma na to pieniędzy i sędziów brak, bo każdy chce grać, a co dopiero opłacać dzieci do podawania.
                      Ja też się cieszę, że Rybakina dała radę i grała spokojnie bez takiej nerwowej, wściekłej emocji jak Sabalenka.
                      Rybakina grała można by powiedzieć szarmancko :)
                      A mnie dziewczyna, a na imię jej Ela wyzwała na mecz i zamówiła kort na 2 godziny. Zgodziłam się, przyszłam punktualnie i ona też, ale patrzę cała zasmarkana, kaszląca i mówi, że jest chora, może nawet Covid ma, ale nie może uleżeć w łóżku i musi grać. No dobra, se myślę, nie zabronię jej grać, przecież gramy po przeciwnej stronie. Bezpiecznie będzie. I jak zaczęliśmy grać, tak ona zaczęła prowadzić, a ja musiałam ją w gemach gonić. Szliśmy łeb w łeb z gemami.
                      Dziewczynie wszystko wychodziło, nawet to, co nigdy by nie wyszło. Goniła mnie po tym korcie, do skrótów musiałam dobiegać, bo takie fuksy jej wychodziły. Przy stanie 5:4 dla mnie i przy zmianie strony pytam się jej czy czasami coś nie zażywa ? Jaki doping czy co ? Powiedziała, ze tylko polopirynę. No i po zmianie stron dalej graliśmy i udało mi się wygrać 7:5. Dziewczyna przeszczęśliwa i ja też, bo jeszcze nikt mnie tak nie przeczołgał po tym korcie.
                      Obydwie grałyśmy dla zdrowia!
                      Zostało nam jeszcze z 15 min gry, to poprosiła o naukę serwisu, bo ona wie, że serwis to podstawa. Ledwo się dziś ruszam, Siedemset. Jutro zadzwonię do Eli, czy ozdrowiała po tym meczu? ;)))

                      To znaczy, że długo musi Olsztyn czekać na Ciebie. Kant to przeszłość. Musisz jechać, bo wreszcie jest Dworzec Główny, ale nie taki imponujący jak sobie wyobrażałam. Najważniejsze, że jest gdzie się schować. Trochę mnie nawet zszokował.
                      O tym jednak jutro.
                      Dobranoc
                      • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 11.11.25, 19:26
                        Dziś mamy Święto Niepodległości. Ja mam flagę zawieszoną na murze domu.
                        i w Krakowie
                        "To niezwykły muzyczny projekt – 20 utworów, które łączą wiersze patriotyczne, modlitwy i klasyczną poezję polską z ekspresyjnym głosem i muzyką w stylu Ewy Demarczyk i krakowskiej poezji śpiewanej.
                        Album powstał jako hołd dla Polski, jej historii, bohaterów i kobiet, które modliły się o wolność swoich synów i mężów."
                        • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 11.11.25, 20:19
                          Turniej bez dzieci do piłek i bez sędziów - bardzo mi się to podoba, jak wszystko to, co omija przepisy, regulaminy i inną biurokrację.

                          Czy Ela nie zachorowała? To było z jej strony ryzykowne.

                          Wiem o Dworcu Głównym, zresztą gdy byłem tam niedawno, to trwały intensywne prace. Jak pamiętam dworzec nie tylko poprzedni, ale jeszcze wcześniejszy, prawie taki jak na starych pocztówkach. Pamiętam też koło ówczesnego dworca trochę zapyziałe kino Dworcowe, gdzie seanse leciały od 7-mej rano.

                          Ja bez flagi, ale lubię Polskę, a zwłaszcza języki polski. Z tym że Demarczyk jakoś mi średnio pasuje do tego plakatu.
                          • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 12.11.25, 20:16
                            Dzień Dobry Siedemset:)

                            A ja kocham Polskę i jej język. I kocham jej ziemię i owoce z niej zrodzone i wszystkich jej dobrych ludzi wszerz i wzdłuż. I której historia jest bardzo skomplikowana. Taką miłość wyznaję swojej Polsce, której przyszło mi żyć i tu umrzeć :)
                            Odważna jestem, a Ty taki jakiś niezdecydowany ;)

                            Ten Album jest w stylu Ewy Demarczyk. Tylko w stylu, ale musisz przyznać, że ma swojego ducha patriotycznego. Coś z Groszków i róż, ale Rebeki to nikt nie jest w stanie zaśpiewać jak tylko Ewa Demarczyk. Jej dramaturgia w każdym utworze jest tak charakterystyczna, ze nikt ją nie może zastąpić. Jedno dobro w tym jest, że dyskutujemy o Ewie Demarczyk, która była artystką z najwyższej półki.

                            "Czy Ela nie zachorowała? To było z jej strony ryzykowne."
                            Ja też tak myślałam.

                            A Ela, to wyobraź sobie, jeszcze grała 2 godz. wieczorem i powiedziała, że doskonale się czuje. Że właśnie idzie się wykąpać w gorącej wodzie ;))) Jutro zadzwonię jeszcze, żeby się upewnić o jej dobrym stanie zdrowia.
                            Jakbyś się zapytał o mnie, to muszę trochę z pokorą się pożalić, tu mnie boli i tu mnie boli. Dobrze, że było to Święto Niepodległości, bo i kości trochę odpoczną ;)))
                            Dziś zaś na 1 godzinę poleciałam grać, bo taka Jadzia mnie zaprosiła na mecz i poszło leciutko 6:2 dla mnie. Nie wiem, dlaczego, ale wszystkie lecą do mnie z poprawą serwisu. Ela to już ma ułożony. Jadzia też już łapie. Ostatnie minuty graliśmy przy jej tylko serwisach.
                            Jeśli chodzi o samo sędziowanie, to wyobraź sobie, że grali ludzie i nawet kłótni nie było. Koleżanka moja Basia, ta z Niemiec, to mi mówiła, że wśród amatorskich turniejów to różnie bywa, bo to najczęściej Polki się kłócą o piłkę, czy dobra, czy niedobra i niekiedy dochodzi do porządnej draki i wtedy jej jest wstyd za takie zachowanie. Jednak tam walczą o te nagrody, bo to nagrody spore są.

                            Przy tej okazji przedstawię Ci moją przyjaciółkę Basię z Niemiec, reprezentującą Niemcy od 40 lat.
                            Tekst linku
                            O Dworcu jutro.
                            • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.11.25, 09:07
                              W pierwszej sprawie to ja jestem odważny, a ty jakaś taka zdecydowana.

                              I jeszcze bardziej będę odważny wątpiąc we frazę o duchu patriotycznym Demarczyk.

                              No i pięknie, że sprawy tenisowe tak udanie się rozwijają.

                              • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.11.25, 20:07
                                Dobry Wieczór Siedemset:)

                                Dziękuję, za to:
                                "W pierwszej sprawie to ja jestem odważny, a ty jakaś taka zdecydowana."
                                - super brzmi ! Ja powinnam kolekcjonować Twoje zdania:)

                                U mnie wszystko w porządku i przechodzę do słynnego Dworca Kolejowego i Dworca Autobusowego Olsztyn Główny.
                                Pamiętamy ten piękny stary poniemiecki Dworzec Kolejowy w Olsztynie, pamiętamy, że go zburzyli do dna i wybudowali coś w rodzaju prostego pudła, który nie przypadł do gustu chyba wszystkich, bo go też zburzyli i postawili już trzeci budynek na tym miejscu. Czy robi wrażenie — ŁAŁ — to powiem, że nie. Wysiadam z pociągu po 7-godzinnym siedzeniu z plecakiem, w którym jest sprzęt do sprzątania grobu oraz z kwiatami na peron i idę na schody, chyba były ruchome, co było fajne, zjechałam z peronu w dół i znalazłam się w tunelu. Bardzo ładnie to wszystko wygląda. Skierowałam się w stronę ul. Zientary-Malewskiej w stronę cmentarza i przede mną "schody do nieba" - dokładnie.
                                Stoję w tunelu i patrze prosto w niebo. Nie wiem ile tych schodów, może z 60 ich było. Gdzieś tam ukryta winda i kolejka do niej. Matki z wózkiem, chyba kilka sztuk, rodziny itd. No i ja wypoczęta siedzeniem w pociągu idę z bagażami tymi schodami do nieba. Obok mnie ogromna ilość ludzi. Wyobrażasz sobie, Siedemset jak idą te dziadki i babcie na cmentarz też z kwiatami i zniczami ? ( To już nie mogli dać tam ruchomych schodów ?)
                                Jak już wyszłam na szczyt, nie widać żadnych postojów taksówek. Szłam za tłumem, chodnikiem prosto na cmentarz.
                                A powrót, identyczny tylko już plecaczek na ramieniu i nawet dobrze się szło i szybko doszłam do Dworca, który od strony tej ulicy nie wygląda imponująco. Ja bym tam na górze jeszcze wystawiła galerie wszelkiej maści, może z jadłem nawet. No i stoję na gorze schodów, by znów zejść w dół tunelu. Wszystkie perony przeszłam do końca tunelu, aż znalazłam jakiś bar po prawej stronie, w którym nic takiego nie było do wyboru, musiałam się zadowolić hot-dogiem i kawą. Co do obsługi to dziewczyny były miłe. Dalej tunel kończy się następnymi schodami w górę, ale już nie takie do nieba. Potem poszłam zwiedzać inne przestrzenie i kiedy doszłam do kas biletowych, to zauważyłam na górze hol i poczekalnię. A jak już zobaczyłam schody ruchome, to szczęśliwie wjechałam na górę. No i tam faktycznie poczekalnia, duży otwarty hol, cukiernia zamknięta, z boku też jakiś malutki pub (ledwo było go widać, jakieś tablice stojące go zasłaniały. Przeszłam na szklaną podłogę i przeczytałam, że Dworzec ten otrzymał imię Mikołaja Kopernika. Dalej idąc, możemy zajść do WC i przez korytarzyk dojdziemy do wyjścia na Dworzec Autobusowy. Tam nie weszłam.
                                Jak tak sobie pochodziłam, to siadłam na ławce z metalowych rurek ( to jakiś styl nowoczesny), które dają komfort tylko do tymczasowego siedzenia. Ławki te ustawione są przodem do wewnątrz holu. Siadłam, czytałam i chcę zobaczyć, która jest godzina, a tu niespodzianka, nie ma dużego zegara, a powinien być, by spojrzeć na godzinę. Co chwilę musiałam sięgać po telefon, albo jeszcze takie wyjście było, że można było wstać, iść do oddalonej kawał drogi tablicy z papierowym rozkładem jazdy za szkłem gdzie znajduje się mały zegar. Zostawiać bagaże i iść ? W każdym razie z tych ławek w poczekalni nie zobaczymy, która jest godzina. A to, Siedemset jest podstawą każdej poczekalni na Dworcu. Całość Dworca jest oszklona, dlatego wyszłam na zewnątrz od strony ul. Partyzantów i zauważyłam wybetonowaną szeroką przestrzeń i ławki ciekawe, i ta przestrzeń też ciekawa tylko jeszcze niezagospodarowana. Bo można z tego zrobić cudo. Jest to nierówny teren betonowy dlatego też i tam znajdują się schody, pełno schodów pojedynczych.
                                Można z tego jeszcze zrobić coś pięknego, choć nie wiem, czy na betonie kwiaty zakwitną, mogli pomyśleć o zieleni wcześniej. Tak to mamy obiekt, czyściutki, nowoczesny, ale bezduszny. Na razie wszystko jest świeże.
                                Perony mi się podobały. Ławki wygodne, drewniane i styl peronów został nienaruszony chyba. Został tam jeszcze stary klimat.
                                A Olsztyn wyludniony, o godz.15.00, 1 listopada wyludniony.

                                Teraz Siedemset, czekam na Twój krok na Dworcu. Masz bliżej i możesz porządzić swoim życiem ;))))) Jeden dzień wycieczki z rodziną :) I krajobraz zobaczysz, a zza oknem pociągu - farmy fotowoltaliki.
                                • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 14.11.25, 19:27
                                  W sumie Dworzec Olsztyn Główny jest spoko. Z czasem może bardziej będzie się zapełniał różnorodnymi lokalami i znajdzie ducha w sobie '.
                                  Życie w Olsztynie stało się lepsze........
                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.11.25, 08:44
                                    Znam ten cmentarz na Poprzecznej. Też tam często bywałem i tą samą drogą, ale moja siostra przeniosła grób dziadków do Warszawy, więc ta trasa w Olsztynie odeszła z mojej tam "mapy drogowej".

                                    Z opisu dworca bije nowoczesnością, ale i niedoróbkami, choć i pozytywnymi niespodziankami, jak to w życiu - sprawdzę to za jakiś czas. Z tym że nazywanie dworca imieniem Mikołaja Kopernika (choć zapewne w przedbiegach był także Jan Paweł II), to zbędna celebra i brak miary. Za jakiś czas pewnie pojawi się w oficjalnym nazewnictwie coś w rodzaju Olsztyn im. Mikołaja Kopernika, albo Jezioro Długie im. Immanuela Kanta, no i Polska im. Polski.

                                    Miłego weekendu.
                                    • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.11.25, 20:16
                                      Dobry Wieczór Siedemset:)

                                      Dworzec jak dworzec, ale faktycznie jeśli nazwali imieniem Mikołaja Kopernika, to żadnego innego śladu tam nie ma. Nie ma żadnej oprawy, a projektant powinien wziąć to pod uwagę i coś w stylu kopernikowskim zaproponować. Choćby nawet w architekturze budynku.
                                      Ja bym powiedziała, ze nawet w stylu kopernikowskim nie jest. Siedemset, przyczepiłeś się do Demarczyk, ze nic wspólnego z patriotyzmem nie ma, ale popatrz, co wspólnego ma wypisana nazwa imienia Kopernika na Dworcu Olsztyn Główny, skoro nawet nie jest w kosmicznym stylu;) Więc stylu Dworzec nie ma żadnego. Chociaż, by te schody zrobili kosmiczne. Chyba, ze te schody do nieba są kosmiczne;) Mogli zrobić schody drewniane i zakręcane jak w obserwatorium, to już byłby hit światowy. Albo schody ruchome kręcone. To dopiero byłby szok. Zjeżdżaliby, się ludziska tłumnie do Olsztyna Głównego z podziwu. Tak, zakręcane schody elektryczne i jeszcze do każdej ławki w poczekalni na górze, przydałaby się lunety, taka co to Kopernik patrzył na gwiazdy, a podróżny przynajmniej by wypatrzył zegar , co to z nie można dojrzeć z ławki i wiedziałby, która to godzina;)
                                      No jak? Fantastyko! Coś z Fantastyki mam, chociaż może jedną literkę z tego wyrazu ?;)
                                      A masz jakiś inny projekt?
                                      Skoro mamy, już Jezioro Długie im. Immanuela Kanta, to możemy mieć Kamienicę im. Rity na rogu ul.Partyzantów, ul.Samulowskiego, a Jezioro Krzywe im.Ukiel;)

                                      Dobrze, że mamy jeszcze po co jechać do Olsztyna. Olsztyn trzeba ciągle jeszcze edukować;) I ja mam też taki plan, że w sezonie letnim postawię tam nogę na korcie;) i zmierzę czy prawidłowa jest wysokość siatki;0

                                      Dobrego Weekendu Siedemset.
                                      Bardzo jestem zadowolona, kiedy wpadasz tu, kiedy masz czas i ochotę.
                                      • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 16.11.25, 16:55
                                        Tak jest, jeśli już ten dworcowy Kopernik, to jakiś element czy motyw szaleństwa i rozmachu na miarę właśnie Kopernika; choćby te kosmiczne schody (stairway to heaven), a może i lunety, a na pewno zegar z odpowiednim motywem.

                                        Jezioro Długie wolałbym imienia kogoś innego, zwłaszcza że Kantowi nie ubędzie (ma w Olsztynie ulicę).

                                        Kontrola olsztyńskich kortów na pewno wszystkim wyjdzie na zdrowie.

                                        Wpadam tu może nie z codzienną regularnością, ale wpadam. To dlatego, że mam mnóstwo spraw na głowie, z tym, że raczej pozytywnych i korzystnych.
                                        • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 16.11.25, 20:01
                                          Dobry wieczór Siedmset

                                          Mówisz, że masz tyle pracy, a o tej godzinie co relaksuje się na Forum, to właśnie ja ciężko pracuję na korcie. Z piłką walczę, aby latała tam, gdzie ja chce;) Znowu mnie wezwała Kasia na mecz i znowu przegrała, choć uparta jest, gdyż trenuje dość często ze swoim trenerem, aby mnie pokonać. Faktycznie serwis ma już dość dobry, że na wiosnę może wśród dziewczyn zawojować. A jeszcze na dodatek okazuje się, że tych dziewcząt jest sporo i nie wiadomo czy nie powstanie specjalna amatorska liga kobiet. Potem wybierzemy reprezentację i pojedziemy na podbój Olsztyna;))
                                          Wszystko mamy w planach. Ja muszę jechać na pierwszy rekonesans.
                                          Wreszcie do naszej grupy powraca nasza organizatorka i moja trenerka Ula. Była na dłuższych wczasach szkolić się w nurkowaniu głębinowym. Dobrze, że daleko od Bałtyku;)))

                                          Tak, gdyby Olsztyn był pod naszym zarządem, to myślę, że żyłoby się w nim lepiej.... żyłoby się weselej...., bo przykładowo wszystkie zegary Dworca Kopernikowskiego miałyby na zegarach zamiast cyfr — gwiazdy, a na każdym peronie ogromne lunety, takie coby podróżni mogli przez nie wypatrywać pociągi i sami głuchym telefonem porozumiewali się zamiast megafonów, a na dodatek kosmicznymi kometami odpalaliby odjazd ;))))
                                          Mnie się podoba Jezioro Długie im. Immanuela Kanta. Bardzo mądry był to myśliciel i jak ładnie wtenczas nad tym jeziorem świeciłyby gwiazdy, kiedy niebo nad nami, a prawo moralne w nas, w postaci takiej pięknej łuny. Jezioro byłoby lepsze od ulicy
                                          Jestem po oglądnięciu filmu "Monty Python' Można by i Olsztyn stworzyć surrealistyczny;))))
                                          A ten dom przy ul. Samulowskiego to trzeba nazwać całkiem inaczej, mam nazwę, olsztyńska państwowa instytucja to napisała i zostawiła mi na cmentarzu. Po 60 latach odkryłam ten napis.

                                          Czy masz już "Dżentelmena w Moskwie" ?- warto przeczytać
                                          • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 18.11.25, 21:22
                                            Pilnuj kortu i spraw kortowych - to prawdziwe żywe życie.

                                            Jezioro Długie może być należące do Kanta, zwłaszcza że Olsztyn pięknie go rok temu uhonorował. I Olsztynowi, i Kantowi się należy.

                                            Nie mam jeszcze tego Dżentelmena i jakoś nie jestem zdeterminowany do zdobywania, bo i tak nie dam rady teraz przeczytać; pewnie w okolicach świątecznych.
                                            • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.11.25, 19:48
                                              Dobry wieczór Siedemset:)
                                              Miło Cię widzieć. Dbam o siebie, by serce swoje nakarmić tenisem. Jestem bardzo ciekawa dokąd będę mogła tak grać jak gram, wydaje mi się, że los mi ku temu sprzyja. Płynę na jego fali.
                                              A oglądałeś turniej w Polsce, Billie Jean King Cup — nasze kobiety górą. To, że Świątek wygra, to było pewne, ale bardzo podobały mi się mecze tej młodej Czeszki z obywatelstwem polskim Linda Klimovicova. Podobał mi się jej prosty mocny serwis i ten forhend po kątach. A przede wszystkim rozgrywa piłkę głową. Ma 21 lat, a wygląda strasznie młodziutko, no i jest zwinna. Na wiosnę wystartują dziewczyny w zmaganiach o finałowe rozgrywki.

                                              Dobrze, to przegłosowaliśmy, że Jeziora Kanta będzie. A co z naszymi wspomnieniami o Jeziorze o imieniu Długie? ;)
                                              Może lepiej piękną fontannę na Jeziorze Długim zrobić i nazwać ją Fontanna Kanta?

                                              Szukaj, szukaj Siedemset, tej książki, wiesz dlaczego ? Dlatego, że wydaje mi się, że jest ona taką ...... odwrotnością Jerofiejewa, to znaczy to samo tylko z innego punktu widzenia. Akcja toczy się w światowym hotelu "Metropol", kiedy w "Moskwie-Pietruszki" w metro. Może jestem w błędzie, ale tam też sobie trunku ją uuu, ale jakiej jakości trunki ? Nie skończyłam czytać, bo mi się nie śpieszy, bo jej nie chcę skończyć i nie chcę się z nią rozstawać. Nie wiem, czy też nie skorzystam z Twojej rady, że książkę należy czytać dwa razy najmniej:)
                                              Są też momenty tenisowe i gry, ale politycznej, gdyż wszystko zależy kto trzyma rakietę ;)))))
                                              Fajną książkę czytam. Polecił mi ją kolega z klasy, a innemu koledze z klasy pożyczyłam na podróż książkę "Miłość w czasie zarazy" Garcia Marquez, głośna książka i wiesz co, po przeczytaniu był tak zniesmaczony, że kiedy oddawał mi tę książkę — powiedział, że strasznie wulgarny seks tam jest. Zaniemówiłam tylko, jak lubię gadać, to wybrałam milczenie. A książka taka piękna była. Szkoda, ze nie zaproponowałam mu Twoją radę, czyli, żeby przeczytał drugi raz, może by zrozumiał, o czym jest ta książka ;))))))))
                                              • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.11.25, 09:11
                                                Nie oglądałem tego turnieju w Polsce, ale wiem, że jest jakaś rewelacyjna młoda i czeska Polka.

                                                To właśnie Jezioro Długie miało być im, Kanta. Z tym, że ono nie potrzebuje żadnych nowoczesnych atrakcji; niech trwa trochę z boku, wśród lasów, na samej granicy Olsztyna.

                                                Pamiętam o książce, ale musi jeszcze poczekać.
                                                A Marquez to sama literacka pierwsza liga. W latach 80-tych dostał Nagrodę Nobla i był bardzo popularny, i tak jest do dziś.
                                                • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.11.25, 20:33
                                                  Dobry Wieczór Siedemset

                                                  To będziemy ją obserwować. Chociaż ma ona już 21 lat, więc pora na sukcesy. Jednak nie popędzam czasu. Zobaczymy w przyszłym roku.
                                                  Ja to tęsknie za patelnią. Taka była piękna, te szerokie ze stopniami mola ciągnące sie daleko, te ławki i to wartkie zycie toczące się tam. Myśmy z mamą jechały najwcześniejszym tramwajem, by zając sobie miejsce w cieniu nad jeziorem.
                                                  A w niedzielę tramwaj już był zatłoczony. A największe kolejki były na patelni po napoje. Oj, to były czasy.....

                                                  A Marquez... i to właśnie mnie dziwi. Nic to! Trzeba uważać, co się pożycza. Ja to w ogóle nie lubię pożyczać komuś książki.
                                                  Żeby Cię bardziej jeszcze zachęcić, do Dzentelmena to wydaje mi się, że ma coś w sobie też i z "Mistrza i Małgorzaty" ;)

                                                  A teraz uwaga, uwaga!
                                                  Uśmiecham się do Ciebie, życząc Ci Wszystkiego Najlepszego :)
                                                  Z okazji imienin.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.11.25, 21:32
                                                    Tak jest, obserwujemy sympatyczną czeską Polkę.

                                                    Rozumiem, że patelnia to plaża miejska nad Jeziorem Krzywym. Z miasta dojeżdżało się tramwajem nr 1. Tam była pętla, a ja miałem dość blisko na piechotę z Alei Przyjaciół. Po drodze na plażę był przejazd kolejowy i uwielbiałem, gdy zamykano szlabany i można było oglądać przejazd zazwyczaj długiego towarowego pociągu. Notoryczne i chyba stuosobowe kolejki do plażowego bufetu sprawiały że nigdy tam nie stanąłem w kolejce, chociaż i tak rzadko kiedy miałem parę groszy na jakiś zakup.

                                                    Najsłynniejsza powieść Marqueza, przez wiele osób uwielbiana, to "Sto lat samotności" (choć pewnie to wiesz), ale mnie nie porwała aż tak bardzo jak wiadomo co.

                                                    Coraz bardziej jestem blisko zamiarem do Dżentelmena...

                                                    I wielkie dzięki za słowa napisane grubą czcionką. Niby za bardzo tego nie świętuję, ale zawsze bardzo miło, zwłaszcza, że i z kręgu rodzinnego ci i owi się odezwali w tej sprawie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 22.11.25, 19:55
                                                    Dobry Wieczór Siedemset :)

                                                    No właśnie, a co z Jeziorem Krzywym? Może choć jej plażę nazwać im. Patelni. To taka kultowa nazwa pewnego już pokolenia, które z czasem zanika. Młodzi już nigdy nie poczują jej ducha. Ja nie wiem skąd taka nazwa, ale bardzo, bardzo trafna. Wszyscy smażyliśmy sie na niej jak na patelni. Ci, co później przybyli na plaże nie mogli liczyć na cień, no i ci kolejkowicze wcześniej się sami usmażyli, niż dotarli do baru z piwem, bo piwo chyba było oprócz słynnej oranżady? ;))) Też nie stałam w tych kolejkach, ale mój brat już tak.
                                                    Ja ledwo przeżyłam tę smażalnię, kiedy jeszcze w Liceum odwiedziłam brata w Olsztynie, pojechaliśmy oczywiście, tramwajem nr1 na plażę, a ponieważ jeszcze nie umiałam pływać, to na kocyku przeleżałam bite godziny.
                                                    Nikt mnie nie mógł wyciągnąć do tej wody. Na następny dzień wracając już do Krakowa, zobaczyłam, jak wyskoczyły mi na twarzy bąble od słońca. Dwa tygodnie kuracji. A kiedy przyjęli mnie na AWF, byłam zmuszona do nauki pływania i zaliczenia. Dwa razy dziennie miałam pływackie treningi i kiedy zdobyła "Żółty czepek" zaczęłam szaleć ze skokami na główkę, co już ci opowiadałam, że uszłam z życiem po skoku do basenu zdrojowego wys.1 m w Krynicy dzięki dobrej nauce asekuracji głowy przy skoku.
                                                    Kiedy byłam, na spotkaniu forumowiczów w Olsztynie wróciłam na patelnię, której już nie było, byłam prawie sama na calutkiej przestrzeni i pływałam. Nie ma słów, by opisać, jak się w tym momencie czułam. Oj, rozczuliłam się.
                                                    Chyba już nie tęsknię, bo już nie ma za czym ? Pamiętam też drogi, które trzeba było przejść, one się tak dłużyły, jak się szło z tymi tobołami. Pewnie dziś inne drogi prowadzą do tego miejsca, do którego trzeba jednak kiedyś powrócić. Szkoda tylko, że nie zostało po niej, po tej patelni żadnego śladu, który by przypominał, że kiedyś było inaczej- może nawet jakaś odrobinka starego molo, albo krzesło ze słynnego baru czy stolika. Może choć sztuczną kolejkę mogli stworzyć ?
                                                    Wiesz, Siedemset jak Kazimierz krakowski wygląda, jak Plac Bohaterów Getta — stoją tam krzesła i po co ? Ku pamięci i z szacunku dla ludzi, którzy tam kiedyś bywali. By odtworzyć tego ducha.

                                                    Pamiętasz, kto nam polecił Márqueza i "Sto lat samotności"? Pamiętasz, Brzoza nam poleciła. Przeczytałam tę książkę i była bardzo dobra, miała w sobie magię i tą magią obdarzał autor swoich bohaterów. Ta książka, zawsze kojarzy mi się z Brzozą. Ciekawe co u niej słychać?
                                                    W tenisie mam na razie odpoczynek.

                                                    Czasy nam się zmieniają, dawniej to było głośno "U cioci na imieninach..", a teraz cisza i tylko brzdąkają smsy. To samo na Święta. Wszystko stało się mechaniczne.
                                                    Coś mnie wzięło na wspominki ;)))
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.11.25, 08:17
                                                    U mnie ta nazwa Patelnia nie funkcjonowała i nigdy jej nie używałem, ale ma swój sens, a i urok. W bufecie piwo było - i to i jasne, i ciemne.
                                                    Teraz ta plaża jest odnowiona, i to bardzo starannie, i całkowicie współczesna - z imprezami i koncertami.

                                                    Nie pamiętałem, że to Brzoza pisała o tym Marquezie, a w związku z tą magią, to całą tę literaturę południowoamerkańską nazywa się realizmem magicznym.

                                                    Wspominki to rzecz dobra, a nawet bardzo, ale nie dajemy się wmanewrować w wyłączne i notoryczne narzekactwo na dzisiejszą młodzież.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.11.25, 19:27
                                                    Dobry Wieczór Siedemset :)

                                                    Ja też nie pamiętam, by ktoś plaże tak nazywał. To Zbyszek z Olsztyna tak ją nazwał "patelnia" i nawet zdjęcia pokazał. Tak jak "szubienice" - dowiedziałam się o takiej nazwie na naszym forum. Nie martw się, przeszłość to przeszłość, trzeba też o przyszłości pomyśleć, bo skoro zima to wiosna niedaleko :)
                                                    A co myślisz o tym cytacie z Dżentelmena w Moskwie ?

                                                    “Ogólnie rzec biorąc, jeśli przez dziesiątki lat nie było się w miejscu drogim naszemu sercu, mądrzy ludzie radzą, aby nigdy tam nie wracać. [...] tym, co wracają po długiej nieobecności, szczere uczucia i bezwzględne oddziaływanie czasu mogą przynieść jedynie rozczarowanie. Krajobraz nie jest tak piękny, jak go pamiętają. Wytwarzany lokalnie cydr nie jest tak słodki. Uroczy stary budynek odrestaurowano nie do poznania, a wspaniałe tradycje ustąpiły miejsca nowym zdumiewającym rozrywkom. I wyobrażając sobie, że niegdyś żyło się w samym środku tego małego wszechświata, człowiek ledwie poznaje samego siebie - o ile w ogóle się poznaje. Dlatego mądrzy ludzie radzą, by trzymać się z dala od swoich dawnych domów.”

                                                    Czy racje mają mądrzy ludzie ? :)

                                                    Co do młodzieży, to ja na nich złego słowa nie powiem. Jestem wśród nich, dziewczyny mam wspaniałe tak w domu, jak i na kortach. W takim wieku to młodzieży wokół nas chyba nie brakuje ;))))
                                                    Na razie mam przerwę w tenisie. Za sobą dobrze przepracowany sezon, a teraz ciężkie warunki pogodowe bardziej przykuły mnie do domu. A na kortach pod balonem zaczęły się kursy różnego rodzaju jak fitness i różnego rodzaju szkółki. Ciężko z rezerwacją, a i ceny balonu też duże. Jak będzie tak dłużej, pomyślę o basenie.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.11.25, 08:10
                                                    Ten cytat świadczy o odwadze oraz potrzebie inteligencji przy powrotach (inteligencji, czyli jakiegoś przeinterpretowania, przeformułowania przeszłości, by ją utrzymać w autentyczności, a zarazem w nowych warunkach). Inaczej dzieje się to, co w tym cytacie, albo zapada się w bezradną, płaczliwą tęsknotę. Ale, zdaje się, my sobie jakoś z tym radzimy.

                                                    A teraz jak emeryci powspominajmy dawne zimy w Olsztynie, a zwłaszcza zamarzanie Jeziora Długiego i bojerowców na Jeziorze Krzywym.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.11.25, 19:47
                                                    Dobry Wieczór Siedemset

                                                    Bardzo dobrze myślisz Siedemset i trafne słowa piszesz. Inteligentny powrót do miejsca swojej przeszłości.
                                                    Dlatego nic więcej na ten temat nie będę pisać, żeby nie zdradzać fabuły do końca. A powiem Ci, robi wrażenie zakończenie. Jeszcze dodam, że przed czytaniem powinieneś się zrelaksować i oglądnąć film "Casablanka" 1942 r , by dokładniej rozumieć dialogi w książce. Zresztą dobry to film jest i warto poświęcić czas nawet rodzinny. Jest taka stronie cda za darmo. Przy takiej pogodzie jak teraz można by wygospodarować czas. Warto.

                                                    "A teraz jak emeryci powspominajmy dawne zimy w Olsztynie, a zwłaszcza zamarzanie Jeziora Długiego i bojerowców na Jeziorze Krzywym."

                                                    Ha ha ha - dobre to!. Ja wcale zimy w Olsztynie nie pamiętam jako zimy na jeziorach, jedynie piece w pokoju i w kuchni, które trzeba było rozpalać węglem i przy których grzaliśmy się plecami o kafle. No i oczywiście Święta — przepiękne żywe choinki i Dziadka Mroza wchodzącego przez okno zostawiającego prezenty. Wcześniej trzeba było otworzyć mu okno i schować się do kuchni, by mógł spokojnie zostawić prezenty grzecznym dzieciom oraz Mikołajki w przedszkolu i innych hucznych imprezach z tej okazji organizowane. Nigdy nie jechałam tramwajem nr1 w stronę jeziora w zimie.
                                                    Wydaje mi się, że jako tako przez pierwsze 10 lat mojego życia w Olsztynie zimy nie było. Nawet Dworzec Autobusowy nie kojarzy mi się ze śniegiem. Żadnych przygód, żadnych sanek.
                                                    Z miłą chęcią posłucham:)
                                                    Myślisz Siedemset, że to nie podejrzane, że nie pamiętam zimy w Olsztynie? A może to normalne jednak, że jej nie pamiętam jako emerytka ? ;)))))))) Udało Ci się, złapać mnie na nie pamięci ;)))
                                                    Uśmiałam się do łez z tych emerytów wspominających, szczególnie z siebie i mej pamięci w tym momencie.
                                                    Jutro coś wymyślę.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.11.25, 19:55
                                                    Hello, mnie zamarznięte tafle jeziora nigdy nie pociągały. Na łyżwach jeździłam przy płotach posesji na Al Przyjaciół, trzymając się kurczowo drewnianych. sztachet. Jezioro Długie otaczała nieco groteskowa atmosfera w skutek opowieści o rozlicznych topielcach, zazwyczaj pod wpływem alkoholu chociaż trzeźwi też się trafiali. Krzywe kojarzyło się ze słońcem i plaża i podejrzanymi typami przesiadującymi tam całymi dniami, wypełniając niczym pustkę ich bezużytecznego żywota. Pamiętam jakieś olejki, które malo ze przed słońcem nie chroniły to miały za zadanie wzmagać siłę promieni aby dokładnie spalać bladą skórę, która później schodziła w płatkach przez parę tygodni, aż do następnej wizyty na plaży. O tempora, o mores tamtych czasów.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 27.11.25, 19:45
                                                    Cześć Nat:) Ja też mam skojarzenie jeziora Długiego z topielcami tylko Siedemset jakoś się z tym, nie chce pogodzić. A czy tę obiegową nazwę "patelni" na plaży — znałaś ?

                                                    Mnie się wydaje jednak, że zima w Olsztynie to siedzenie w ciepłym domu i organizowanie różnych zajęć i nauk jak np. robienie szalików na szydełku, nauka szycia na maszynie, czy nawet pisania literek na maszynie lub zabawy z dziećmi w pociąg układając krzesło za krzesłem i sadzanie tam zabawek. Telewizorów wtenczas nie było, choć już się chyba pokazywał w niektórych domach. Oglądanie bajeczek z projektora. Nie wiem, czy pamiętacie, wyświetlało się bajeczki. Nie tak dawno sprzedałam do przedszkola taki cały zestaw bajek z projektorem. I zawsze była żywa najpiękniejsza choinka przyniesiona prosto z drabiniastego wozu. A na tej choince przepiękne bombki i zabawki i jabłka i słodycze i orzechy. Łańcuch robiony ręcznie musiał być obowiązkowy. To była choinka jak z "Dziadka do orzechów", jedyna i cudowna i nawet były lampki elektryczne w kształcie bombek. Wszystkie gałęzie choinki obłożone były grubą warstwą waty, która wyglądała jak leżący biały śnieg. Pomarańcze były rarytasem.

                                                    Poddaje się co do zimy na jeziorach w Olsztynie. Dobrze, że to nie przepustka wjazdu do Olsztyna;)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 27.11.25, 21:46
                                                    Oglądałem film Casablanca, choć dość dawno, to zupełna klasyka.

                                                    Zimy w Olsztynie pamiętam z super śnieżnej i mroźnej strony - całą biała Aleję Przyjaciół i grę w hokeja na tafli Długiego; a w lesie był długi tor saneczkowy, którym zjeżdżało się prawie do Likus. Niepamięć do zim w Olsztynie - bardzo podejrzana; może jakieś wyparte złe wspomnienia.

                                                    Piękne wspomnienie nat o sztachetach wzdłuż posesji na Alei Przyjaciół, Rybakach i innych tamtejszych ulic, i ponure - ale oczywiście prawdziwe (sam o tym dawniej pisałem) - o licznych topielcach w Długim. No i o tłustym, brązowym olejku do opalania dla eleganckich bywalców plaży miejskiej.

                                                    Miałem projektor do tych bajeczek, potem miały to moje dzieci i wnuki; mam sporą kolekcje filmików w szpulkach do tych projektorów (Jaś i Małgosi i mnóstwo podobnych). Na moich choinkach w Olsztynie były jeszcze lampki z prawdziwymi świeczkami. Pomarańcze były rarytasem, ale prawie zawsze na święta się zjawiały.

                                                    Prawdziwie emerycki zapanował tu nastrój.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.11.25, 09:01
                                                    Hi jd, rzeczywiście nastroj emerycki no ale pomimo tej magicznej funkcji numeru 7 nie mamy już po lat 17 a raczej, w moim przynajmniej wypadku, 70 plus. Kiedy to się stało!!!
                                                    Z zimowych uroków Olsztyna zapisało się niewiele w mojej pamięci chociaż ku zdziwieniu rodziny, do dzisiaj wolę mróz od upału.
                                                    Ale pewne obrazki pozostały w zaułkach szarej masy. Zimowy wieczór na Aleji Przyjaciół, wcześniej spadło duzo świeżego śniegu, mróz zdrowo trzyma i wychodzę z Mama na spacer po osiedlu zanim przyjdzie pora na sen. Wokół niesłychana cisza, gdzieniegdzie pali się światło w oknach, a blask latarni ulicznych pada na śnieg, który jakby migocze z wdzięcznością. Jest tak jasno dookoła, tylko nocne niebo jest czarne. Księżyc świeci, delikatne płatki dalej spadają poglaskujac nasze czerwone od zimna twarze. Jedyny dźwięk jaki słychać to chrupiący śnieg pod butami i nasze oddechy. Gdybym umiała malować to chciałabym ten obrazek zachować dla swoich dzieci i wnuków. Ale nie umiem. Ale opowiadałam im kiedyś o tym przeżyciu z mojej młodości. Największe zdziwienie wzbudził fakt, że można było wyjść na spacer o późnej porze bez poczucia lęku, że ktoś nas napadnie, pobije czy nożem zadźga. Inne czasy, inny kraj.
                                                    Kilka lat później, podobne sceny kiedy rodzice odbierali mnie z dworca Zachodniego kiedy jako studentka zjeżdżałam do domu na Christmas z Warszawy. Pociąg zawsze zdrowo opóźniony dobijal do Olsztyna blisko północy, za późno na transport publiczny, o taksówkach pomarzyć można było tylko więc spacer do domu wzdłuż skutego mrozem Jeziora Długiego i całej Aleji Przyjaciół to była jedyna opcja. Zimno było ale pięknie też.
                                                    Takie sobie starcze rozmyślania , o zimie w Olsztynie lat 60tych.

                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.11.25, 20:37
                                                    Dobry Wieczór Siedemset

                                                    Uśmiecham się do Ciebie...to przypominasz sobie to powiedzenie, to takie kultowe powiedzenie, że łzy wyciskało.

                                                    Tych filmików to ja miałam gdzieś z 10 szt. i Kot w butach był.
                                                    A ja myślę, że nastrój jest dziecinno-wspomnieniowy. Nie myśl, że jakieś wyparte złe wspomnienia. Gdybym choć takie miała, to już bym je wylała obficie, ale nic z tego. W 1973 roku byłam w Olsztynie na Święta i Sylwestra.
                                                    Pamiętam jak, przygotowywałam posiłki na Wigilię ,zakupując je w Delikatesach. Najsmaczniejszy był piernik przekładany w czekoladzie. Brat już był taki jakiś, jakby się nie cieszył z mojego przyjazdu. Potem Sylwester i prywatka z jego kolegami i koleżankami, których wcześniej nie znałam. Dostałam prezent w postaci cegłówki z podpisami wszystkich obecnych i z nią wróciłam do Krakowa. A była to zima, a wiem to z tego, że Wigilia zawsze jest w zimie. I tyle mogę napisać o zimie w Olsztynie. Nie widziałam żadnego śniegu. A w kolejnym roku, dokładnie o tej porze byłam, w Olsztynie ostatni raz nocując już sama w zimnym mieszkaniu, a pod oknem czekali już nowi lokatorzy z bagażami. Wchodzili do mieszkania, pełnego bałaganu jakby była jakaś rewizja i pełnego wyrzuconych z szafy zdjęć i butelek pustych od wódki. Istny armagedon.
                                                    Dokładnie 3 lata temu odnalazłam grób matki przez internet z tablicą, która mnie zszokowała i zrozumiałam, co odmieniło mojego brata. Właśnie ta tablica, pęknięta od uderzenia kamieniem, na której było napisane: ppor......... Funkcjonariusz SB zmarła w wieku 42.
                                                    W mojej klasie, gdy to zobaczyli, bo na internecie jest, to reakcja ich mnie zaskoczyła i mówili- Ty jedź i szybko zmień tablice, by śladu nie było. Tylko moje zdanie jest inne — ta tablica musi zostać, to jest historia i dowód tej tragedii rodzinnej. Dodałam jeszcze dodatkową tablicę:
                                                    1943r – wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec.
                                                    1944r – za ucieczkę z robót osadzona w Królewcu skąd została wywieziona do niemieckiego obozu karnego "Soldau" w Działdowie.
                                                    A w tym roku, o mały figiel, o milimetr zapalonego knota świeczki spóźniłam się z kimś, kto zapalił tam swieczkę i czuję, Że nie był to przypadek. Mógł znać mojego brata. W przyszłym roku też będę.
                                                    Ja tą zagadkę rozwiążę.

                                                    Miałeś rację 77.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.11.25, 08:19
                                                    Rita, ja tez pamiętam “patelnię” na plaży z lat siedemdziesiątych. Okupowali ja głównie lokalni Casanovas upiększając się bezlitośnie dla wyrafinowanych pań krążących wokół.
                                                    Na Christmas dzieci czekaly cierpliwie cały rok bo był to czas pełen uroku, pięknej choinki, magicznych światełek (tak, pamiętam świeczki na choince, nie do pomyślenia dzisiaj), egzotyczne pomarańcze po jednej na lepka, uroczysta wigilia i wspaniały zapach nocnych wypiekow mamy i babci kiedy dziatwa spała w oczekiwaniu na ten specjalny dzień. Dzisiejsza komercjalizacja Świąt zatraciła tamten urok, na nic nie trzeba czekać bo wszystko dostępne jest przez cały rok, prezenty na życzenie raczej niż niespodzianki, Wigilia w pubie lub restauracji, świąteczny lunch często też bo ludziom nie chce się gotować i szykowac, chyba, że w w rodzinie są małe dzieci, dla których warto jeszcze to wszystko robić. W sumie, mnie to pasuje, bo ważne jest grono najbliższych, z którymi spędzam Święta a nie lokalizacja spotkania.


                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.11.25, 21:08
                                                    Cześć Nat :)
                                                    No właśnie Nat, teraz wszyscy jesteśmy Siódemkowicze :) +
                                                    Tak, to musiało być piękne. Ten śnieg w nocy robił jasność. Ten mróz na oknach i skrzypiący śnieg pod obuwiem. Ja bym dodała jeszcze , że w taki mróz niebo i gwiazdy jeszcze świecą jak latarnie. To pamiętam, ale z zimy w górach, gdzie sanie suną po zaśnieżonej drodze z pochodnią.
                                                    Nat, to były czasy, lata 60 w Olsztynie takie właśnie były i tak sobie je wyobrażam w okolicy jezior.
                                                    W tym czasie w okolicy ul. Partyzantów i Dworca Autobusowego ludzie grzali się w środku hali i pili gorące napoje zakupione w bufecie albo też i piwo.

                                                    Chodziłyśmy z mamusiami za rękę :)
                                                    Podziwiam Twoje wpisy wspomnieniowe. I pomyśleć, że razem tam byłyśmy. Ja mam zdjęcia z tej plaży, dlatego tak ją pamiętam. Fajne i takie bogato piękne wspomnienia macie z tamtych swoich rejonów Olsztyna.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 29.11.25, 20:24
                                                    Och, ja miałem dokładnie takie same jak nat nocne spacery po całkowicie białej Alei Przyjaciół.

                                                    Losy naszych rodziców bywały pokomplikowane i pogmatwane. Nawet przy największych mrokach i niejasnościach należy im się dziś nasze wyrozumienie.

                                                    A plaża miejska miała szczególne eleganckie fragmenty (choć cała była świetna) - zwłaszcza najdłuższe i "ogrodzone" molo. A obok był ośrodek campingowy o pięknej nazwie "To lubię".
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 30.11.25, 19:48
                                                    Dobry Wieczór

                                                    Och 77 , potrafisz zrozumieć, jak Pani Eliza Schweigestill.
                                                    "bo są oni ludźmi pełnymi zrozumienia, a zrozumienie to najlepsza i najważniejsza rzecz w życiu."


                                                    To niby tak, ale nie tak. Tu nie chodzi o błąd rodziców, to nie matki wina, ze ma taki napis na tablicy.
                                                    W/g mnie, to ktoś (przypuszczam jakaś instytucja) zrobiła krzywdę całej rodzinie, robiąc taką samowolkę z tym napisem. Brat przysłał mi zdjęcie, jak własnoręcznie zrobił grób z głazów kamiennych i świetnie to wyglądało, mógłby spokojnie istnieć na wieki. Był dumny z tego, ale spokój jego został zakłócony przez tę obcą samowolkę i wyrzucili jego głazy, robiąc Jemu takie zamieszanie w głowie. Stąd ten bunt wewnętrzny, a może coś więcej, a może był zastraszany, bo nigdy mnie nie zawiadomił o tej zmianie na cmentarzu. Przypadek sprawił, że teraz zobaczyłam to naocznie i równie dobrze mną wstrząsnęło.
                                                    Dochodzą jeszcze do tego filmy, które oglądam Agaty Christe, a szczególnie ten kawałek z "Morderstwa w Orient Expressu"
                                                    "Posłuchał swego serca i zrozumiał, że szale sprawiedliwości nie zawsze są w równowadze i tym razem muszę się nauczyć żyć w braku w równowadze.
                                                    Wśród was nie ma morderców, tylko ludzie potrzebujący uleczenia. - Jesteście wolni, obyście odnaleźli spokój — powiedział detektyw Hercules Poirot, który musiał odstąpić od swoich zasad.
                                                    - Czasami ludzkie prawa to za mało
                                                    - A gdzie jest tu sumienie ?
                                                    - W grobie ...."
                                                    I na tym zakończę swoje myślowe dochodzenie. Wydaje mi się, że doszłam do takiego momentu, który daje mi spokój ducha. I przestane oglądać filmy Agate Christe, a zacznę klasykę.
                                                    Może zacząć od Anny Kareniny ?

                                                    Jak tam z przygotowaniami przedświątecznymi i trzeba by zajrzeć do kamerek olsztyńskich czy już jest rozświetlony ?
                                                    Ciekawe, czy u Nat też jest taka drożyzna jak u nas?

                                                    Ten ośrodek campingowy z nazwą "To lubię" to zachwycające, szczególnie ta nazwa. Czy jeszcze jest ten ośrodek? Z taką nazwą to powinien dziś prężnie się rozwijać.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 01.12.25, 08:13
                                                    Dzień dobry Rita, tak, drożyzna świąteczna ma się dobrze. W tym roku starsza córka przyjmuje cała 11 osobowa familie u siebie. Złożyła już zamówienie na podstawowe skladniki Christmas lunch u Marks & Spencer. Piers indyka, bez nóg i skrzydeł kosztuje pomiędzy £20 - 30 za kilogram. Jest ładnie przygotowana i udekorowana bekonem i żurawinami. Tansze opcje w np Tesco lub u lokalnego rzeźnika. Beef Wellington przygotowana dla nich przez słynnego kucharza to koszt £195 za porcję dla 6 osób. Jest to polędwica wołowa obłożona farszem grzybowym, parma ham i zawinięta we francuskie ciasto.pomoc danie to oryginalnie francuskie ale angielska nazwę dostało aby uczcić zwycięstwo Duke of Wellington nad Napoleonem w bitwie pod Waterloo. Wszelkie warzywa niedrogie ale bardziej kosztowne kiedy przygotowane w tackach do pieca. Na deser, na którego konsumpcję nie pozwala zazwyczaj fizyczna pojemność żołądka, włoskie Panetone lub Christmas pudding - mówią, że im starszy tym lepszy. U mnie zalega taki w kuchni od blisko dekady, antyk pewnie wkrótce.
                                                    Co do rodziców. To byli z reguły bardzo młodzi ludzie, którzy musieli jakoś odnaleźć się w nowej powojennej rzeczywistości i tak, popełniali błędy, często aby zapewnić byt rodzinie albo dlatego, że wyboru większego nie mieli. Moim zdaniem należy im się zrozumienie i doza szacunku. Łatwo krytykować z perspektywy lat i w diametralnie różnym pejzażu politycznym.
                                                    Amen na dzisiaj.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 01.12.25, 19:52
                                                    Dzień dobry Nat :)
                                                    O, mamo Nat, 11-osobowa familia. Ale będzie u Ciebie ruch. Czy będzie też śpiewanie kolęd ? Jak ja lubię takie zbiorowe śpiewanie kolęd. W mojej rodzinie nigdy się ich nie śpiewało, w rodzinie męża też nie.
                                                    Na obozach sportowych, kiedy dawniej ferie wypadały zawsze w Święta to bywała taka Wigilia z 20 osób i się kolędowało, a nawet kiedyś i do sąsiadki trafiłam po Wigilii, bo śpiewy szły głośne.
                                                    Dla mnie dzisiejsze Święta są albo samotne, co bardzo lubię spokój i ciszę i takie beztroski czas, albo będą z córką i z zięciem, jeżeli nie wyjadą do jego wielkiej rodziny w Lubelskie. Córka z Kołobrzegu przyjedzie w ferie. Najbardziej kosztuje mnie ogrzewanie domu. Ogrzewanie domu miesięcznie w takiej temperaturze do -2 stopni to do 2000 zł. Koszty żywności jeszcze mnie nie zrażają, choć ryby to hoho, chleb to 10 zł. Ja w Twojej Wigilii to nie widzę nic polskiego. Pamiętasz jeszcze polską Wigilie ? U nas jak się robi jedzenie samemu, to taniej wychodzi niż w barze, nie mówiąc o restauracji. Jedzenie na tackach jest bardzo drogie i mało, kiedy je kupuje. Większość jedzenia kupuję w regionalnym sklepie polskim.
                                                    Dodatkowo wzrosły koszty pracy, bo, składka zusowska, to od stycznie ponad 2000 zł, a córka prowadzi jednoosobową szkółkę dla dzieci i obciąży jej to budżet. Jeszcze też płaci takie ogrzewanie i inne media. Miesięcznie wychodzą koszty utrzymania jej szkółki..... nie jest dobrze.
                                                    A jak dekoracja domu ? Przygotowujesz ?

                                                    Nat, ja wszystko rozumiem, że życie, że czasy, ja wiem, jak było. Oglądnęłam jeszcze raz "Popiół i Diament", który dokładnie pokazuje te czasy cytat:
                                                    "Czyś ty proch, czy diament,
                                                    Czy wróg, czy przyjaciel
                                                    Każdy z nas równy u kresu."
                                                    Nat, odpowiedz mi na takie ważne pytanie, które ciągle sobie zadaje — czy taką z wykutymi słowami tablicę na grobie wyrzucić i dać inną ? Czy wypada tak zrobić, tylko dlatego, żeby ukryć ten fakt przed żyjącymi i chodzącymi po tej właśnie ziemi ? Mnie ta tablica nie przeszkadza, więc po co ją usuwać ? To już nic nie zmieni.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 01.12.25, 21:56
                                                    Haha, u mnie nie dałoby się posadzić 11 osób do stołu ale córek domu są dużo większe i wszyscy mieszczą się wygodnie. Tradycja polskiej Wigilii właściwie już zanikła i ja jako jedyna Polka w rodzinie już też dałam sobie spokój. Dosyć już dawno temu kupiłam nagrania muzyki sakralnej w wykonaniu chórów universyteckich Cambridge i Oxford. To śpiewane msze Bożonarodzeniowe, głównie po lacinie plus tradycyjne, stare angielskie kolędy. A później, kiedy prawie dorosła corka pojechała na kilka dni do Moskwy, przywiozła mnie nagranie prawosławnej mszy śpiewanej w cerkwi w wykonaniu chóru męskiego, po rosyjsku. Nie mogę powiedzieć, że wiele rozumiem, ale wszystkie te trzy CD są bardzo atmosferyczne, podniosłe jak również melancholijne niemalże i pięknie wprowadzają w atmosferę religijnych Świąt. Słucham ich kiedy jestem w domu sama bo każda obecność przeszkadza.
                                                    W pierwszy dzień Świąt idziemy wszyscy do anglikańskiego kościoła. Córki wychowane w wierze katolickiej, braly slub i chrzciły swoje dzieci w kościołach właśnie anglikańskich, dużo bardziej przyjaznych, nie nadętych i życzliwych co pozwala na wygodnyn relaks w kościelnej scenerii. Co roku ksiądz zaprasza całą kongregacje do przyjęcia komuni świętej pod warunkiem, że są chrześcijanami. Żadnych spowiedzi, zaświadczeń od księdza , żadnej papierologii i wszyscy są mile widziani. Aż chce się zacząć świąteczny poranek w kościele zamiast nasiadówki orzy stole w domu.
                                                    Wow, rzeczywiście koszty ogrzewania są wysokie, jakieś £400 miesięcznie w przeliczeniu. Tutaj wszyscy emeryci dostają o tej porze roku £100 na osobę co ma pomóc w kosztach energetycznych. Suma niewielką ale lepszą niż nic.

                                                    Co do tablicy nagrobkowej, ja bym zostawiła w spokoju. Rzeczywistość tamtych czasów znaczy coś dla naszego pokolenia, nawet pokolenia Twoich córek ale już wnuków zapewne nie będzie to interesowało. To jest część historii, której nie można wymazać. Historii jaka kształtowała charaktery ludzi nam bliskich. Możesz obok postawić drugą tablicę jeśli chcesz, tak dla uzupełnienia osobowości swojej Matki.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 02.12.25, 08:51
                                                    No tak, rodzinne losy bywają pokomplikowanie, niesprawiedliwe, ale wyrozumienie to w końcu jakoś wyprostowuje.

                                                    Ośrodka "To lubię" już nie ma w dnawym miejscu.

                                                    Przygotowania świąteczne czekają na swój czas, nie lubię tego nastroju przymusu świątecznego od początku listopada.

                                                    A co do tablicy, jeśli jest fałszywa i bezczelnie "przyszyta", to oczywiście, że wyrzucić.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 02.12.25, 20:22
                                                    Czesć Nat.
                                                    Dziękuję. Myślisz tak jak ja. Tyle lat żyłam z taką niewiedzą, a teraz kiedy całej rodziny już nie ma, to po co to burzyć i stwarzać coś innego dla pozoru. I czyjego pozoru ? Ojca grób mam w Wieliczce i tam napisane — były działacz ruchu robotniczego i istnieje do dziś, kiedy inni, jego koledzy mieli napisane — były działacz PZPR i rodziny ich szybko pozdejmowali. A ja już postanowił, że aby zachować rodzinną tradycję — mają mi napisać — tenisistka i tyle. Chodząc tak po cmentarzu, bo lubię łazić tu po krakowskich, to pełno jest takich tablic jak nie profesor, nauczyciel, urzędnik, radcy, czy nawet mistrza murarskiego znalazłam itd. Teraz nawet zmieniają tablice na żołnierz AK i też dobrze.
                                                    To piękna tradycja jednak. Jeszcze raz dziękuje za potwierdzenie mojego zdania. Pewniej się czuję, kiedy mnie ktoś zapyta -dlaczego? Nie będę sama. A moim dziewczynom jest wszystko jedno.

                                                    Tak Nat i ja teraz nie walczę i nie przekonuję do niczego, chociaż czasami mam rację w niektórych sporach. Dziewczyny mają swoje rodziny i muszą sobie radzić. Jestem zawsze do dyspozycji, jak tylko poproszą.
                                                    Zgadzam się z Tobą, muzyka sakralna jest piękna, jest w niej, ta jak piszesz aura magii świątecznej. Nie byłam w cerkwi na mszy, ale w filmach widziałam, często słuchałam ukraińskiej muzyki ludowej, to powiem Ci szczerze — dech zapierał, tak te ich głosy trafiały do serca.
                                                    A muzyka sakralna potrafi zawładnąć duszą. Żałuję bardzo, że w naszych kościołach te msze są takie nudne i takie powtarzalne. Czasami się czuję, jakbyśmy recytowali ciągle to samo i te pieśni, które mówią o radości , a są takie smutne.
                                                    Podoba mi się ten wasz kościół anglikański. Już to, że nie trzeba się spowiadać — mi pasuje. Nigdy się nie spowiadam i nie biorę komunię, bo nie jestem jeszcze gotowa na to. Zraziłam się do księży, ale chodzę do kościoła ( mam taką swoją kaplicę przy pałacu) regularnie od 3 lat, jeśli nie mam wtenczas tenisa. Jest mi potrzebny dla spokoju ducha i dziękuję Bogu, modląc się o mądrość.
                                                    A poza tym Nat, w takiej kapliczce wszyscy się prawie znamy i uśmiechamy do siebie, a po mszy często parę słów wymieniamy. Stosuję zasadę jak w dawnych czasach bywały, że zawsze siadam w tym samym miejscu, a przypadło mi siedzieć między dwoma staruszkami, jak poszłam pierwszy raz i do dziś tak siedzę. Staruszki mają powyżej 90 lat i wyobraź sobie, zaczęły mnie rozpieszczać. Jedna w czasie modlitwy daje mi malutki różaniec — wzięłam, podziękowałam, włożyłam do kieszeni. W domu dałam do skrzyneczki i sobie spokojnie leży. Na drugi tydzień, ta druga staruszka wkłada mi szybko do kieszeni cukierka — dobra , uśmiechnęłam się tylko. Na następny tydzień nie uwierzysz, znów ta staruszka po prawej stronie daje mi różaniec, mówię, że nie trzeba , już dostałam, a ona na to — bierz pani, ja mam dużo. Podziękowałam i przyjęłam. Potem za innym razem, ta staruszka od cukierka znów wkłada mi do kieszeni innego cukierka. I taką mam zabawę uśmiechów wzajemnych.
                                                    To nie wszystko Nat, bo potem ja zaczęłam się rewanżować i w tamtym roku zrobiłam im niespodziankę na Mikołaja. Przelałam im swoją wiśnióweczkę, mojej roboty do buteleczek takich seteczek, zawinęłam w papier kolorowy, wstążeczką obwiązałam i w niedzielę z uśmiechem podaje im prezenty. Od tej pory mam spokój z ich prezentami. Innym razem przyniosłam im po bukieciku ziół, jak było Święto Matki Bożej Zielnej chyba. A na samym początku, to ponieważ było mi zimno w pupę od siedzenia na zimnych ławkach, to uszyłam z koca taką poduszkę na całą długość ławki i wszystkie teraz siedzimy wygodnie na ciepłej ławie. Takie to mam tam swojskie środowisko. Część tych ludzi zna mnie ze sklepu, który dawniej prowadziłam.
                                                    Koszty ogrzewania są duże, dlatego dobrałam sobie do mieszkania studentki. I nie narzekam.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 02.12.25, 20:29
                                                    Część 77

                                                    W zimie szybko robi się ciemno, to ja już dekoruje dom. Okna pucuje i tak stopniowo bawię się światełkami, które dają aurę radości duchowej.
                                                    Siedemset, jesteś przegłosowany. Tablica zostaje na miejscu, bo ona stanowi całość grobu. Poza tym ma bardzo ładnie wydrążone literki, które nie trzeba nawet poprawiać. Dokładnie czytelne od 60 lat.
                                                    Nie trzeba nic już burzyć. To nie fałszywa i bezczelnie przypięta, to — zrobiła jakaś instytucja milicyjna na koszt państwa. Przecież kiedyś bywały na cmentarzach aleje zasłużonych. Teraz już tego nie ma.

                                                    A jak tam Mikołaje w drodze ?
                                                    Już dwa tygodnie mam przerwy w tenisie, trochę tęskno :)
                                                    Telefony milczą. Rozumiałam, że zima, śnieg, lód, ale od wczoraj jazda jest dobra
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.12.25, 20:57
                                                    Oczywiście, że zostaw napis, jeśli czujesz, że tak jest lepiej. Wydawało mi się w poprzednich mailach, że nie byłaś tego tak pewna, że szukałaś usprawiedliwienia dla zmiany. Dlatego napisałem tak, żebyś nie ogarniczała siebie w decyzji, żebyś zadziałała swobodnie. No a jeśli tak jak teraz jest właściwie dla sytuacji, to tylko świetnie. Tym bardzie skoro wsparła to nat.

                                                    A przerwa w tenisie dlaczego? Przez pogodę?
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 04.12.25, 20:01
                                                    Dobry Wieczór 77

                                                    Tak, też tak myślę. Zrobiłam tam tylko poprawki w postaci wybrukowania wokół grobu, tak że spadające liście szybko się usunie. Myślę jeszcze na postawieniu głazu, nie naruszając tej starej, ale bardzo dobrze trzymającej się tablicy, a na tym głazie tak jak pisze Nat — tabliczkę o losach jej w czasie wojny. I tyle może już zostać. To jednak na potem, na wszystko przyjdzie czas.

                                                    Wiesz, Siedemset, mnie się podoba pamięć żydowska. To, co oni robią, by utrwalić swoją historię, to jest dla mnie szacun nad szacunem. Wiem, bo obserwuje ich na pewnym terenie niemieckiego obozu płaszowskiego, gdzie prawie codziennie spaceruje z psem. Tych wycieczek jest masa, wszystkie z ochroną. Ochrona oddalona jest od wycieczki daleko, tak że jest niezauważalna. Ale nie o tym mówię, tylko o tym, że kiedyś przejeżdżałam kolo Placu Bohaterów Getta i zawsze zastanawiałam się, po co te krzesła stoją, nawet na przystanku tramwajowym stoją krzesła. Nie ma żadnych tablic, żadnych napisów, ludzie się patrzą i się dziwią, po co te krzesła .... czy siąść na nich, czy nie.
                                                    I jesteś zmuszony dowiedzieć się, choćby nawet google Ci powiedzą.
                                                    I Żydzi nic nie muszą robić, by pamiętać — krzesła za nich to robią. I jestem pod wrażeniem takich pomysłów.
                                                    Teraz idą dalej ze swoją pamięcią — remontują, budują na terenie w Płaszowie i obserwuje prace, to będzie koloseum pod ziemią. Nie wiem, bo potrafią zaskakiwać.....
                                                    I do tego zmierzam, że dla nich "Kamień umieszczony na nagrobku jest symbolem trwałej, wiecznej pamięci o zmarłym." I mnie się to podoba, taki średni głaz chciałabym zostawić w Olsztynie. A jest taki jeden głaz, raczej nie głaz a kamień granitowy na grobie, na cmentarzu w Olsztynie. I on mi wskazuje nawet, w jaką alejkę muszę skręcić, by trafić do matki i brata. To jest duży cmentarz i można się tam zgubić. Dzięki temu kamieniowi to w ciemno trafiam. Takie kamienne betonowe w postaci kostki stoją na terenie obozu i oznaczają miejsca np. kuchni obozowej, spiżarni czy szpitala- chyba z 30 takich betonowych kostek stoi. To trzeba zobaczyć 77, żeby ocenić mój pomysł.


                                                    Z tenisem, nie wiem, co się dzieje, jak tylko zaskoczyła nas zima, to skończyły się telefony. Czekałam, jak moja trener wróci z urlopu i będziemy się umawiać, ale cisza. Wróciła, dała znać, że coś organizuje i cisza. Poczekam jeszcze ten tydzień cierpliwie, a potem wezmę tenis w swoje ręce:)

                                                    Nat, ponoć Anglia już świeci świecidełkami i staje się krajem najbardziej rozświetlonym, a to z tego powodu, że ponoć sąsiedzi rywalizują z sąsiadami o najlepsze dekoracje ?

                                                    W Krakowie parada szopek krakowskich to dopiero kolorowe zjawisko.

                                                    A w Olsztynie cisza. Nie mogę trafić na kamerkę, żeby zobaczyć dekoracje olsztyńskie. Wszystko takie nieaktualne.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 05.12.25, 20:05
                                                    O wilku mowa, a on jest. Prawie niepokoiłam się tym tenisowym spokojem, a tu zaproszenie od dziewcząt na Mikołaja. A więc jutro dowiem się, jakie mają plany moje tenisowe dziewczyny.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 06.12.25, 08:24
                                                    Tak jest, tenis weź w swoje ręce; w takich sprawach nie ma co czekać i się certolić. No i na samą tę myśl świat się odezwał.
                                                    Ja biegnę teraz do mojej roboty, zebrało mi się mnóstwo spraw, więc moskiewski gentleman jeszcze poczeka.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.12.25, 19:35
                                                    Dobry Wieczór 77
                                                    Czy Ty aby nie jesteś przepracowany, tak biegasz z pracy do pracy? Serdecznie się zapytam, czy Twoja praca to taki mój tenis ? To wtenczas zrozumiem. Chodzi mi o radość z niej.
                                                    Trochę wolności sobie podaruj :)

                                                    Ja nie wiem, od czego zacząć moje tenisowe spotkanie ? To było dziękczynne podziękowanie za sezon tenisowy. Głowa mi pęka od nieoczekiwanych wydarzeń. Spotkanie to organizowała moja pani trener, czyli gospodyni, którą sobie wcześniej wybrałam do trenowania. Problem z nią był taki, że wychodząc na mecz, momentalnie sztywniała, ma jakiś opór wewnętrzny i nie można go złamać. Ja tak dla żartów to mówiłam, żeby kieliszek czegoś mocnego wypiła przed meczem, to może zadziała na tę sztywność. Ale nie, bo jest ona abstynentką i nic to nie pomoże. Jest ona też bardzo dobrą organizatorką, co pokazała organizacją i rezerwacją kortów na trening. Podziwia mnie za ten luz i radość oraz emocje w graniu. Właściwie to większość dziewcząt mnie za to chwali. Jeszcze muszę dodać, że gospodyni ma czas na tenis tylko w weekendy, bo do pracy dojeżdża 2.5 godziny do centrum Polski.
                                                    Zaprosiła nas do swojego mieszkania prywatnego znajdującego się przy kortach. Wszystkie zaproszone dziewczyny przyjechały. Było nas 7 dziewcząt. Apartament przepiękny, nawet zażartowałam, że mogę zamienić swój dom za to mieszkanie;).
                                                    Kuchnia otwarta, obok stół okrągły i na tym stole wszystko, co się zmieściło, ciasta w brytfance, owoce pieczone, sałatki na paterach, oliwki takie i siakie, a każdy, kto przychodził, jeszcze donosił swoje. Tak, że mieliśmy 4 szarlotki, z tego tytułu, że prawie każda z nas pomyślała, że szarlotka będzie najbardziej odpowiednia. Było też ulubione ciasto Igi tiramisu. I jeszcze zapiekanki. Ale jedzenie to nic z porównaniem atmosfery wokół tego stołu. Siedziałyśmy wokół tego bogato zastawionego stołu i rozmawiałyśmy o tenisie i zawodnikach czołowych. Jedna z nich specjalnie wyjeżdża na turnieje, by zobaczyć na żywo. W tych opowiadaniach górowały nade mną. Już zaczęły planować, aby w przyszłym roku jechać na Roland-Garros..
                                                    I w tym czasie, ktoś dzwoni do drzwi — otwiera gospodyni i..... wchodzi mężczyzna.
                                                    Okazuje się, że to miała być niespodzianka dla nas, bo tym panem był ich osobisty trener, który z nimi trenuje na co dzień, a mój młodszy kolega z tenisa, który podobnie jak ja, wychowywał się na tym obiekcie.
                                                    Został usadzony przy okrągłym stole i zaczął się....... najważniejszy punkt spotkania :)

                                                    Gospodyni, siedząca obok mnie, zaproponowała, byśmy się wszyscy zaprezentowali i opowiedzieli swoje pierwsze spotkanie z tenisem oraz o swojej aktualnej pracy. Temat rzeka (byłam przygotowana i albumy oraz artykuły gazetowe wzięłam na spotkanie) - wyciągam i proszę bardzo, gadki na temat jak to drzewiej było.
                                                    Potem przyszła kolej na dziewczynę obok- i okazało się, że pracuje w reklamie na znanym krakowskim portalu internetowym. Następnym był zawodowy trener tych dziewcząt, a mój kolega i zaczął opowiadać od słów, urodziłem się....... o swoich tenisowych przygodach, o czasach biedy, oraz w jaki sposób objął w dzierżawę obiekt tenisowy — pobił rekord gadulstwa, a dziewczyny zachwycone, bo to wszystko było w radosnej i swojskiej atmosferze. Następna dziewczyna też zaczęła od, urodziłam się..... i opowiadała o swojej firmie montażu rolet, potem następna opowiada o swojej finansowej pracy. Wszyscy się czuliśmy na jakimś seansie ... , brakowało tylko trzymania się za ręce i wspólnego podziękowania ;)))) Ryknęliśmy śmiechem wszyscy. Szósta dziewczyna jest farmaceutką, robiącą doświadczenia. To jest ta chora Ela, co mnie po korcie przeczołgała, a ona wtenczas ozdrowiała;) No i się okazało, że ona gra parę dobrych lat. Następna Monika, ale zapomniałam już, kim jest. I na ostatku opowiadała o sobie, moja pani trener co pracuje daleko. Ona była przygotowana i przeczytała swoje wypracowanie o swoich marzeniach — piękne wypracowanie — w którym pisała, że marzy zostać Policjantką dlatego, że chce walczyć ze złem i wie, że musi jeszcze dużo się uczyć, żeby nią zostać i zdać egzaminy w Szczytnie itd. Koniec wypracowania. Po czasie okazało się, że jej marzenie się spełniły. Obecnie jest ppor.......
                                                    I tyle, bo powiem Ci, że już było po 22.00, a dzieciaki i mężowie dziewczyn już się niepokoili i wydzwaniali.
                                                    Na koniec wspólne zdjęcia. Jeszcze takiego spotkania nie przeżyłam. To był bardzo dobrze spędzony czas.
                                                    A takich dziewcząt to ze świecą szukać. Dobrze, że wróciłam na swoje korty.
                                                    Jeszcze wszyscy dostali od gospodyni prezencik, czyli breloczek na klucze z metalową rakietką i piłką.
                                                    We wtorek wznawiam trening.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 08.12.25, 08:02
                                                    Nie, nie, żadnego przepracowania ani głupienia na tym punkcie - radość, swoboda, choć i trochę obowiązku; właśnie tak jak w tenisie. Zresztą powoli, powoli zmierzam do finału w tym zakresie.

                                                    No to pięknie, że tenis wrócił. Ta sztywność w grze, jakaś trema to jest coś, co się często w tenisie zdarza, także jako strach przed wygraną. No i to wystawne, elitarne przyjęcie - prawdziwie wielki świat, i to z wątkami niemal literackimi. Musiało być świetnie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 08.12.25, 19:44
                                                    Dobry Wieczór 77

                                                    Tak, tak myślałam, że to przyjęcie, to było w takim warszawskim stylu. :) Krakusy nigdy by nie dopuścili, by pojawiły się na stole 4 rodzaje szarlotki, to takie "Fo pa". Niedogadanie się.
                                                    Ale to dziwne, że gospodyni prywatnie jest taka na luzie, na treningu też, a na meczu sztywność i brak emocji.
                                                    Doszliśmy do wniosku, że ten typ tak ma. Strach przed wygraniem, a ja bardziej myślę, że to jak się to mówi, trema przed występem. W teatrze też to się zdarza. Publika i kort centralny też robi swoje. Ja miałam strach bardziej przed przegraniem, bo to wiesz, jak to w klasyfikacji, lepiej pokonywać lepszych od siebie niż przegrywać z niżej klasyfikowanymi;)
                                                    Jutro coś więcej będę wiedzieć, bo będziemy się wzajemnie trenować. Wyjątkowo we wtorek, gdyż zrobiła sobie dziewczyna urlop do środy.

                                                    To trzymam kciuki za radość, swobodę i obowiązek przedsięwzięcia. Ciekawie to wszystko brzmi. Jak u Tomasza Manna - "Nadchodzi już, nadchodzi, a kiedy nadejdzie, zastanie nas na poziomie chwili.";)
                                                    Mam nadzieję, że w domu zwolnili Cię z obowiązku mycia okien na Święta;)))))
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 09.12.25, 19:48
                                                    Dobry wieczór 77

                                                    Wreszcie sobie pograłam. Ojej, moja diagnoza brzmi, że moja Pani trener jest specyficznie złożona. Coś w jej głowie siedzi, jest zamknięta w sobie jak mumia. Nie dojdę do tego i nie będę się nawet starać, by samej nie podpaść. Tak jak mówię, ten typ, tak ma. Chciałabym jej pomóc jakoś, ale nie rozumiem wielu spraw, więc zostawiam tylko otoczkę tenisa.
                                                    Zaczęliśmy trening, gdzie musiała odbijać serię piłek podawanych z kosza przeze mnie z intensywną siłą i celem (non stop piłki odbijać). To męczący trening polegający na precyzyjny uderzaniu i dobieganiem do piłek i wracać na pozycje środkową kortu. Tak z forhendu, jak i z bekhendu. Była porządnie zmęczona i jej biegi były takie ciężkie. Potem to samo ćwiczenie ja robiłam, a ona podawała mi serię piłek z kosza.
                                                    Po treningu okazało się, że ja więcej piłek umieściłam w siatce i więcej miałam na autach. Czyli w treningu ona była górą. Lecz ja swój trening poświęciłam pracom nóg, czyli nabiegałam się do piłek, że musiałam łapać oddech, bo za szybko podawała mi te piłki i dlatego nie zwracałam uwagi na celność.
                                                    W czasie zbierania piłek zapytałam się, czy lubi muzykę — nie lubi, bo lubi ciszę. I tylko w ciszy dobrze się czuje. A zapytałam się po to, bo tak pomyślałam, że przyniosę radio i będziemy grać przy muzyce. I ten pomysł był zły. Potem zagraliśmy trzy gemy. Żeby ją rozluźnić, pytam się, czy z miłosierdziem gramy, czy bez miłosierdzia ? Wybrała bez miłosierdzia i tak popłynęła 3:0.
                                                    A to pytanie o miłosierdziu to stąd, że na spotkaniu trener kolega opowiadał, że kiedy zaczynał mecz z księdzem, który bardzo dobrze grał w tenisa i ksiądz ten powiedział przed meczem — tylko gramy bez miłosierdzia :) No i teraz pytam się, czy grać z miłosierdziem, czy bez ;))))
                                                    A na dodatek dobiegłam do takiej piłki krótkiej, odbiłam, a ona zepsuła, potem pogratulowała mi dobiegnięcia. Wykorzystałam tę sytuację, żeby jej powiedzieć, o różnicy w naszym treningu. Bo widzisz- mówię- mój trening polegał na bieganiu i to jest dla mnie najważniejsze.
                                                    Może ona była przemęczona. Już wiem, że dziewczyna ta żyje w ciągłym stresie. Tak już ma. Trzeba ją zrozumieć. Wyjechała i pod koniec roku się pokaże.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.12.25, 10:52
                                                    Pierwsze słyszę o czterech rodzajach szarlotki w Warszawie. Może to chodzi o Olsztyn?

                                                    Okna myjemy na wiosnę, lubię to i jestem w tym dobry.

                                                    Mentalność sportowców potrafi być jak worek bez dna (mroczna i tajemnicza, i na taką chyba trafiłaś), ale i bywa zupełnie odwrotnie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.12.25, 19:47
                                                    Dobry Wieczór 77

                                                    Siedemset, nie ma co się tym przejmować. Chciałam dobrze, ale nie ma co wchodzić do tego worka z mrocznymi tajemnicami, bo nie wiadomo co z tego by wyszło.
                                                    Teraz to już nie wiem, czy kości mnie bolą od tenisa, czy od mycia okien. Taka słoneczna, ciepła pogoda, że potraktowałam ją jako sprzątająca wiosnę :) Muszę okna myć, bo po remontach balkonów, a ja je pokrywałam żywicą, były całe zakurzone. Zima dość szybko przyszła i zaniechałam mycia. Teraz jest doskonały czas na to. Jeśli myjesz okna tylko wiosną, to idealny czas, bo zakwitły już prymulki oraz w gotowości do kwitnięcia są już zawilce.
                                                    Na tenis będę umawiać się oddzielnie, tak by choć raz w tygodniu zagrać. Tyle mi wystarczy w zimowym sezonie.

                                                    Może Nat by powiedziała, o spotkaniach towarzyskich w Olsztynie, bo ja tylko pamiętam tę z piernikiem, nic innego w sklepach nie było. A Ty nie miałeś takie spotkania ? Koledzy nic nie robili w Olsztynie, nie mówiąc o słynnej szkole ? A jak spędzałeś Sylwester ?
                                                    Ja uważam, że Warszawka teraz dobrze się bawi, tam wszystko uchodzi i towarzyskie spotkania są na co dzień.
                                                    Mam koleżankę klasową i tak niedawno pozdrowienia z jakiejś swingującej imprezy. Poza tym z radosnych jej tajemnic wiem, że spotkań takich ma dużo.
                                                    A Kraków z centusiów słynie, więc jedna szarlotka by wystarczyła;)

                                                    Kolega z klasy, ten nowy z naszej klasy poinformował mnie o premierze baletu "Dziadka do orzechów", gdzie Klarą, główną bohaterką sztuki jest jego wnuczka, przepiękna baletnica. Premiera jest 6 stycznia w Krakowie i właśnie chcę mu zrobić niespodziankę i zorganizować wspólne wyjście całej klasy na to widowisko baletowe do Teatru Ludowego w Nowej Hucie. Okazuje się, że ludzie mają inne plany, bo w ten świąteczny dzień u nas, w różnych miejscach są kolędowania.
                                                    Inni z kolei podupadają na zdrowiu, a inni nie lubią baletu. Jak na razie są tylko trzy osoby chętne, w tym mój kolega klasowy (sparingpartner tenisowy) ze swoją żoną i ja. Ojojoj, ale nie będę sama przynajmniej.

                                                    Siedemset, a byłeś na tym balecie lub na innym w Warszawie ?
                                                    A może w Sankt-Peterburgu ? Tam jest najpiękniejszy teatr baletowy.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 12.12.25, 09:20
                                                    Sylwestra spędzam raczej biernie, choć w duszy mi gra, a koncentruję się na tym, by nie natknąć się na program telewizyjny z którymś Sylwestrem w Dwójce, Trójce lub innej Siódemce.

                                                    "Dziadeks do orzechów" to świetny kawałek muzyki, nawet Leverkuhnowi mógł się podobać. Kto nie lubi baletu może słuchać z zamkniętymi oczami.
                                                    Byłem na "Dziadku do orzechów" wiele lat temu w samej jaskini lwa, czyli w Moskwie. Z zamkniętymi oczami, w przerwie był szampan, ale nie pamiętam czy za darmo, czy odpłatnie.

                                                    Mistrzostwo w oszczędności przypisuje sobie najczęściej Poznań.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 12.12.25, 19:45
                                                    Dobry Wieczór 77

                                                    Tak, Sylwester, to jest problem, w duszy gra, ale już nie ta muzyka co kiedyś. Dotychczas to było tak u mnie, ze spokojnie dotrzymywałam do 24 tej przed telewizją, przerzucając kanały przy zastawionym skromnie stolikiem, bo na noc nie wolno się przejadać, jeszcze przy otwartym szampanie, który pije przez dwa, trzy dni, jak tam wolne wypada. No i jeszcze oglądam sąsiedzkie ognie sztuczne. I chyba w tym roku też tak będzie, jeśli nie znajdę dobrego filmu do oglądania w domu.
                                                    A Święta jak Siedemset ? Do mnie przychodzi córka z zięciem na Wigilię. Czyli muszę wsiąść się do pracy i przygotować tradycyjne dania.

                                                    Tak, zgadzam się, że Leverkuhnowi podobał się Czajkowski i jego balet. Tam w "Doktorze Fauście" spotkałam "Dziadka do orzechów". Jeszcze bardziej natkniesz się w "Dżentelmenie w Moskwie", ten dialog w książce to "szapo ba ". Sam przeczytasz godną uwagi scenę dialogową.
                                                    Toś szczęściarz z tym baletem w Teatrze "Balszoj" w Moskwie. Pewnie byłeś w okresie świątecznym. Jednak najsłynniejszy balet to ten, w Teatrze Maryjskim w Sankt Petersburgu. Oglądałam na youtoube. Sam ten Teatr Maryjski to złoto najszlachetniejsze. Ja nie wiem, dlaczego Rosja toczy wojny, skoro ma takie kulturowe bogactwo warte więcej niż samo złoto. Tam, by tych turystów przyjeżdżało ogrom, by zwiedzać i podziwiać dorobek Rosyji.
                                                    Siedemset, Rosja też słynęła z cyrków. Ile razy byłeś w Moskwie?
                                                    Ja to w ogóle jestem cały czas w Moskwie, bo jak nie "Moskwa-Pietuszki" to "Dżentelmen w Moskwie", to film "Moskwa nie wierzy łzom" 1980, to "Moskwa nad rzeką Hudson." 1984, który czeka na oglądnięcie. Przewija się ta Moskwa.

                                                    W dzisiejszych czasach, wszyscy musimy oszczędzać, bez względu na regiony.
                                                    I jednego nie rozumiem, że im bardziej oszczędzam, tym bardziej staje się rozrzutna. W ten sposób, że ide idę, widze widzę, a co sobie żałować na starość ;))))) I kupuję!
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.12.25, 20:36
                                                    Dobry Wieczór 77
                                                    Tak coś jeszcze w krakowskim klimacie.
                                                    Byłam dzisiaj na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Rynku Głównym. Przechodziłam ul.Floriańską przez cały Jarmark do Piwnicy pod Baranami i jeszcze potem ul. Grodzką do tramwaju. Czułam się jak turystka z Warmii i dobrze jest z takiej strony oglądać. Wszystko podziwiałam, każdą wystawę. Kraków świąteczny, ulice świąteczne, wystawy świąteczne, wszystko tonie w światełkach. Widok oszałamiający. Wystawy opływają w smakołykach, ciasteczkach i cukierkach. W budkach jarmarcznych świąteczne jadło i zapachy pysznych zakąsek. Wszystko to można kupić od 20 do 30 zł wzwyż. Była też scena, na której występowały dzieci, śpiewając kolędy. Jest tam moc! Jest nastrój i klimat międzynarodowego świata.
                                                    Mnie tam nie porwało, skręciłam w stronę Piwnicy pod Baranami i tam to klimat. Nie było dużo ludzi, wiec zwiedziłam miejsce dokładnie, chodząc po salkach i wchodząc do sali ze sceną. Wszędzie jest zapach Piotra Skrzyneckiego, człowieka, który nie miał domu, nie miał pieniędzy, a został legendom Krakowa. Są też zdjęcia Ewy Demarczyk i akurat delikatnie szla po sali jej piosenka. Sale mają tabliczki z nazwą ulicy. Jeśli bym przyjmowała tam gości, to na pewno przy tabliczce z ulicą Młoda Polska, bo było tam najwięcej fotek i pijąc trunek, moglibyśmy wszyscy dokładnie im się przyjrzeć. Urokliwa jest ta piwnica, a klimatu dodają świecące się świeczki poukładane w różnych miejscach. Nie tylko one, ale coś, co nazywa się historią tego miejsca, czyli każda cegłówka. Chyba jeszcze czuć ich dym z papierosów.
                                                    Zapraszam do tego legendarnego miejsca, tamtych czasów. Jest nawet ta scena taka sama, nic nieruszone
                                                    .

                                                    Olsztyńskiego klimatu, nigdzie nie mogę znaleźć ;))) Żadnej budki ze specjałami Warmińskimi nie było, a były litewskie, ukraińskie, góralskie, a warmińskich nic.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.12.25, 08:58
                                                    Pamiętam o Dżentelmenie, niedługo kupię.

                                                    Święta na spokojnie i powściągliwie, jeszcze nie wiadomo, kto będzie, a kto musi pojechać w inną stronę. W każdym razie staramy się nie oszaleć i to się raczej udaje.

                                                    "Moskwa nie wierzy łzom" - świetne, a jeszcze polecam "Dworzec Białoruski", no i kultową (na Sylwestra) "Ironię losu" (z Barbarą Brylską). Cyrków mieli rzeczywiscie sporo, jeden (stały) jest przy Uniwersytecie i tam bywałem.

                                                    Byłem (myślami) na tym Rynku, Floriańskiej, Piwnicznej, przy Piwnicy pod Baranami (a tam w knajpce Vis a Vis). Musiało bać nadzwyczajnie, prawie jak na Alei Przyjaciół całej na biało.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.12.25, 20:20
                                                    Dobry Wieczór 77

                                                    Dziękuję za polecenie filmu. Jakoś tak polubiłam tę formę oglądania filmów zamiast wyjścia do kina w samotności. Oglądałam teraz "Paragraf 22" i film i książka doskonała. A też poruszona podwodnym światem dr Leverkühna, oglądnęłam "Kapitana Nemo i podwodne miasto"z 1969. Też super film. Jestem zwolenniczką starych filmów, takich jak "Rebeka" z 1940 r. Niestety "Dworzec Białoruski" nie ma na cda.pl i muszę zamówić dvd.

                                                    Kraków jest nadzwyczajny (po Olszynie oczywiście), jest dużym miastem, królewskim miastem leżącym po dwóch stronach Wisły i każda strona ma swoją niepowtarzalną historię. A najpiękniejsze są jej zaułki, takie magiczne i takie pełne uroku. Nie ma ulicy, której nie można by podziwiać i nie ma knajpki, która by nie urzekła biednego zagubionego turystę, który zwyczajnie pod wpływem ich magii nie dostałby oczopląsu i zawrotu głowy. Każdy drobiazg przykuwa uwagę i zachwyca, zapiera dech w szukających przygód turystach.
                                                    Stojąc na przystanku tramwajowym przy pl. Wszystkich Świętych, na skrzyżowaniu ulicy Grodzkiej a Franciszkańskiej można tak patrzeć i patrzeć jak tłumy ludzi radosnych, zadowolonych, podnieconych z aparatami telefonicznymi w rękach przemieszcza się, interesując się każdą drobnostką widokową. I znajdą, jak tylko chcą i jak zauważą Smoka wawelskiego w oknie wykuszu, na rogu tej ulicy gdzie jest ten przystanek.
                                                    O mały figiel Smok złapałby przelatującego gołębia. A mówię prawdę, bo sama to na własne oczy widziałam tę scenę pełną grozy i uwieczniłam na zdjęciu.
                                                    A była idealna pogoda na takie zwiedzanie.
                                                    Krakowskie Targi Bożonarodzeniowe w ogóle mi się nie podobały, dlatego, że to komercja dla turystów. Kiedy byłam 10 lat temu, na krakowskich targach bożonarodzeniowych były stoiska bardziej ludowe, folklorystyczne, takie prawdziwie wiejskie. Kupiłam tam dwa wianki do powieszenia na drzwiach, ale te wianki były plecione ze zbóż, cudowne takie proste, wiejskie oraz snopek zboża przewiązanego plecionką, do postawienia na stół wigilijny. Do dziś mam to jako dekoracje. I na stole wigilijnym stoi snopek żyta. Dziś takich rzeczy już nie kupisz — nie ma już prawdziwego folkloru. A przebojem takich targów musiał być pleciony czosnek. Jakie pięknie plecione warkocze powstawały z czosnku, nawet z suszonymi kwiatami. Gdzie te czasy?

                                                    Ciekawe, jakie targi były w Olsztynie ? A w Warszawie też komercja ?
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.12.25, 20:52
                                                    Nie byłam w tej knajpce Vis a Vis, ale zwrócę na nią uwagę. Jeśli jest ona w podworcu kamienicy "Pod Baranami", bo jest tam vis a vis jakaś knajpka, to też wpadnę. Jest też tam Kino pod Baranami.
                                                    Ten klimat poniższy tez jest, trzeba go tylko znaleźć. ;)) A może wiesz ?
                                                    Może to Jama Michalika ?
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.12.25, 08:14
                                                    Wiadomo, że Kraków jest nadzwyczajny, tudzież Olsztyn, ale właściwie wszystkie miasta maja swój urok i oryginalność. Wielokrotnie o tym się przekonywąłem, na przykład w Kielcach, Białymstoku, Bydgoszczy, Lublinie, Zielnej Górze i i wielu innych.

                                                    W Warszawie też jakiś wielki jarmark, ale nie wybieram się ani trochę. Nie tyle że dla zasad, ale z lenistwa i ciasnoty.

                                                    Aż tak dobrze tych miejsc krakowskich nie znam, bym wiedział. Byłem tam zresztą dość dawno, ale Vis a Vis jest przy Piwnicy na zewnątrz, na Rynku, bardziej na stojąco niż siedząco, na szybką małą wódkę.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.12.25, 20:17
                                                    Dobry Wieczór 77

                                                    Nie wiedziałam, że jesteś taki patriota. Ciesze się ogromnie, patriotyzm to bardzo ładne słowo :) Kochasz i szanujesz każdy skrawek swojej ojczyzny. To tak jak ja :)
                                                    Jesteś międzymiastowym patriotycznym obywatelem ;)))) W komunie tak jeździłam z miasta do miasta i wtedy najpiękniejszym miastem był dla mnie Toruń i najsmaczniejszym, bo jestem miłośnikiem pierniczków. A z każdego miasta oprócz pocztówek, przywoziłam ręczniki hotelowe;))) Czy Ty też takie hobby masz ?


                                                    A u mnie "Dziadek do orzechów" rozgrzał towarzyskie linie telefoniczne. Kolega, który ma wnuczkę baletnicę w tym spektaklu gra Klarę, poinformował mnie o spektaklu 6 stycznie. A ja, jak to ja, wpadłam na pomysł, by zabrać na spektakl całą klasę. I zaczął się młyn. Jedni nie mogą iść, bo to rodzinne kolędowanie w ten wieczór mają, inni mają kłopoty zdrowotne w rodzinie, jeszcze inni nie lubią baletu i została nas chętna trójka, czyli ja i moja przyjacielska para klasowa. Kiedy już kupowaliśmy bilety przez internet, okazało się, że to występ dziecięcego zespołu baletowego i koniec na tym. Para klasowa się zbuntowała i powiedziała, że na dziecięcego Dziadka do orzeszków nie pójdą! No i w zamian szukali spektakli teatralnych na styczeń. I wyobraź sobie, wszystko wykupione, ani jednego miejsca. Teatry wykupione, operetki wykupione, Filharmonie wykupione, mimo, że takie drogie bilety. Wreszcie wpadli na pomysł, że sami zorganizują w domu bal karnawałowy ;) hihihi
                                                    I tak to stanęło.
                                                    A tu wczoraj zadzwoniła koleżanka z Niepołomic, że dla naszej paczki kupiła 5 biletów na Koncert Noworoczny w Zamku w Niepołomicach na 4 stycznia. I tak rozruszałam towarzystwo dzięki "Dziadkowi do orzechów".
                                                    Bilety na 6 stycznia na dziecięcy występ "Dziadka do orzechów" też kupiłam i idę z kuzynką.

                                                    "Aż tak dobrze tych miejsc krakowskich nie znam, bym wiedział. Byłem tam zresztą dość dawno, ale Vis a Vis jest przy Piwnicy na zewnątrz, na Rynku, bardziej na stojąco niż siedząco, na szybką małą wódkę."

                                                    Ja też wszystkich takich miejsc nie znam, bo mieszkam wiecznie w Olsztynie, w Krakowie jestem wieczną turystką. Ale jest taka knajpka w Krakowie, pod nazwą "Seteczka Rity" ( rita100 ;) obok Piwnicy, który jest schronem w razie czego, gdyby przyszła instrukcja rządowa. W stylu kazimierzowskim. Podają tam seteczkę wiśnióweczki ;) Tyle tylko, że nie na Rynku Głównym.
                                                    No i jak Ci się to podoba ? Jerofiejew byłby usatysfakcjonowany;)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.12.25, 08:44
                                                    Jakoś miana patrioty bym sobie w dzisiejszych czasach nie bardzo cenił, więc słusznie nie wiedziałaś, że jestem taki patriota.

                                                    Hobby z ręcznikami nie mam. Kiedyś przywoziłem jednorazowe kapcie, ale zebrałem ich tyle, że zaprzestałem.

                                                    Bardzo słuszna decyzja w sprawie "Dziadka do orzechów".

                                                    W Vis a vis specjalizowali się w czystej oraz słynnej żołądkowej gorzkiej. A "Seteczka Rity" brzmi bardzo zachęcająco, może kiedyś tam trafię.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.12.25, 20:11
                                                    Dzień Dobry 77

                                                    Zacznę od kafejek krakowskich. Nie ma dwóch jednakowych, jest Vis a vis na Rynku, jest Piersóweczka na Kazimierzu przy placu Wolnica i będzie prokocimska "Seteczka Rity", działająca na czas określony, czyli do czasu seteczki na karku Rity ;)))) Będziesz musiał się pośpieszyć;)))

                                                    Po jakich to salonach chodziłeś,
                                                    że tyle kapci jednorazowych nazwoziłeś?
                                                    Muzea zwiedzałeś
                                                    i stamtąd je brałeś ?
                                                    Ciekawe hobbi miałeś.
                                                    Pamiętam, że takie kapcie trzeba było ubierać tylko do zwiedzania. Takie filcowe, wiązane były paputki.
                                                    Nawet nie wiem czy jeszcze się je stosuje?

                                                    Ajajaj, czeka mnie trochę wyjść kulturalnych. Już 27 grudnia wychodzę kolędować z Rodziną Pospieszalskich.
                                                    Kupilam płytkę z filmem "Dworzec Białoruski" już doszła do mnie i narobiła takiego zamieszania, że musiałam wezwać chłopaka dziewczyny. Zle wgrywałam.
                                                    Dziewczyny z tenisa przesłają mi pozdrowienia i filmiki. Spotkamy się po świętach, a ja nawet się cieszę, bo jednak należy mi się trochę odpoczynku na regenerację organizmu. A moja pani trener, co się boi grać na punkty nurkuje na bezdechu nawet teraz i tez przysłała filmik z całą akcją nurkowania. Nie miałam pojęcia, że to taki wielki wyczyn. Zastanawiam się co to daje organizmowi i wydaje mi się, jak na to patrzę na żywo, że uczy opanowania i spokoju. I kontrole swojego organizmu, unikania paniki, bo panika w tym jest....niewskazana.
                                                    To jest dopiero sport niebezpieczny. Tu trema nie wchodzi w rachubę.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.12.25, 23:24
                                                    Myślę, że ta kolekcja kapci JD pochodzi raczej z hoteli niż muzeów i galerii. Kiedyś dawno temu korciły mnie takie drobiazgi i mydełka i szampony ale tylko raz zabrałam mini perfumy z hotelu Metropole w Wenecji bo buteleczka była ładna i cena za pokój koszmarna. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że nic nie dają za darmo i wszystko jest sprytnie dodane do rachunku więc perfumy były moje tak czy owak.
                                                    Rita, kolędować będziesz, naprawdę? Tak po domach czy na ulicy? Dlaczego?
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 20.12.25, 19:44
                                                    Dobry Wieczór Nat

                                                    ;) Ja bym się nie zgodziła co do kapci JD, że z hoteli. W hotelach się nie chodzi w kapciach, no chyba, że te hotele były w mieszkaniu prywatnym;) W tamtych czasach obowiązkowo musiało ubierać je w muzeach, salach wystawowych, galeriach, no i w szkołach, na uczelniach już nie. Ciekawe i podejrzane są te kolekcje kapci JD.
                                                    Jeszcze jest jedno wyjscie, że 77 kupował je faktycznie do hotelu, by poczuć sie jak w domu i przebierał buty;).

                                                    Nat, całkowicie jesteś usprawiedliwona za buteleczkę perfum, u kobiety to całkiem naturalne:)
                                                    Oj Nat, prawdziwe klędowanie już wyginęło. To znaczy, w Olsztynie nigdy nie było kolędowania, ale w Wieliczce, to porządnie za moich dziecinnych lat kolędowali. Do domu przychodzili przebierance z dużą Gwiazdą i to o późnej porze. Kiedy ja juz spałam w łózki, kolędnicy poprowadzeni przez moją babcię śpiewali mi przy łóżku, a ja ze wstydu pierzyną się nakryłam, bo to byli sąsiedzi i koledzy z sąsiesiedztwa. To pamiętam. Nawet nie wiem co za to dostali. To były czasy prawdziwych przebierańców, nie tacy jak potem przychodzili czyli tylko z szopką i śpiewali kolende za którą się płaciło z dobrego serca. Przewżnie same małe dzieci to były. Obecnie tradycja chodzenia z domu do domu już chyba zanikła.
                                                    Kolędowanie jednak nie zanikło. Jest w innej formie - zbierają sie w rodzinach i śpiewają, ludzie tez organizują się w towarzystwach i sami organizują śpiewy. Wystarczy się zorganizowac, zaprosic gosci i kolędować. A ja idę na kolędowanie Rodziny Pośpieszalskiej do Sanktuarium JPII. Ta rodzina to muzykę ma w genach i są profesjonalistami. Ich występ to nie typu śpiewania kościelnego ale oni kolędują we własnych aranżacjach te kolędy. Jest tak żywiołowo i rodzinnie, a i cudowne wykonywanie solówk instrumentalnych też.

                                                    Nat, jesteś w stanie oglądnąć film "Dworzec Białoruski"? - to polecam i JD w kapciach też poleca - przepraszam za żart;) Tak przyjacielsko pisze. Ten film zrozumie tylko nasze pokolenie, bliżej seteczki ;)
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 20.12.25, 23:59
                                                    Cześć Rita, spotkałam się z tym w wielu hotelach, że oprócz szlafroka zostawiają w pokoju takie lekkie kapcie typu frote. Nie chciałabym bosymi stopami chodzić po dywanie po wyjściu spod prysznica. Miałam przyjemność pracować jako pokojówka w pierwszych tygodniach po przyjeździe do UK stąd wiem, że te pokojowe dywany mają swoje własne tętniące życie i łatwo można z nich załapać jakieś niespodzianki. Takie kapcie kilkorazowego użytku to dobry pomysł.

                                                    Masz rację, w Olsztynie nie było chyba tradycji kolędowania o jakim mówisz. Tylko ksiądz nawiedzał z kolęda bez zaproszenia ale rownie dobrze mógł zainstalować skarbonkę na ulicy bo o to głównie chodziło. Wiele razy ludzie gasili światło i udawali, że nikogo w domu nie było bo nie każdemu pasowało takie nawiedzanie, coś jak zbieranie podatków od chłopów w średniowiecznej Anglii przez wielkiego pana właściciela gruntów przez nich zamieszkałych.

                                                    Przeczytałam w internet fabułę tego filmu i muszę powiedzieć, że zupełnie mnie nie interesuje niestety. Takie dawne sowieckie bzdety, szkoda na nie czasu.
                                                    Hm, jak widzisz jakos jestem dzisiaj negatywnie nastawiona do świata, może przejdzie do Świąt. Miłych snów życzę.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.12.25, 08:29
                                                    Powszechnie w hotelach, i w kraju (w Starych Jabłonkach), i za granicą (w Wenecji), czekają w pokojach białe jednorazowe kapcie frote, tak jak pisze nat, i są rzeczywiście bardzo przydatne. Kapcie muzealne są dużo większe, ciemne i do wielorazowego użytku oraz do ślizgania się po parkietach.

                                                    Czyżby "Dworzec Białoruski" się spodobał? Piosenka, którą tam śpiewają jest Okudżawy. Znam trochę młodych, na ktorych film też zrobił wrażenie. I są starsi, ktorych w ogóle nie rusza, a nawet odwrotnie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.12.25, 20:30
                                                    Cześć Nat i 77

                                                    To sprawa kapci sie wyjaśniła. W Krajach Demokracji Ludowej w hotelach takie pantofle nie byly stosowane, ale juz w tak zwanych krajach zachodnich widocznie były. Mogłam nie wiedzieć.
                                                    Ja mam tą przyjemność sprzątać klatki w swoich domach i mam tą łatwość, że wszyscy zmieniają obuwie zgodnie z instrukcją :) Więc sprzątanie jest łatwiejsze.

                                                    To co opowiadasz Nat z tym księdzem, dawniej tak bywało nawet u nas na południu. Ludzie gasili światło, albo szli do znajomych w ten dzień. Teraz jest całkiem imaczej, do kazdego domu chodzą wcześniej dzieci i się pytają czy przyjmują księdza. Tak zapowiadana wizyta jest dobra. W tamtym roku po raz pierwszy przyjełam księdza, bo wyremontowałam sobie takie specjalne pomieszczenie typu kafejka i pomyślałam dlaczego by nie.... i kiedy przyszli chłopaki się pytać czy przyjmuje księdza powiedziałam, że tak, tylko muszą mi pomóc, żebym wypadła godnie. Powiedzieli mi chłopaki co mam przygotować, o kopercie nie mówili.
                                                    Kiedy przyszła kolęda z księdzem wszystko przebiegło planowo i wszyscy byli zadowoleni, szczególnie chłopaki, bo dostali smakołyki i oni. Nie znałam księdza, więc rozmowa była taka dyplomatyczna i modlitwa, którą chłopaki głośno mówili. W tym roku chyba też ich przyjmę ku radości kolędujących.
                                                    Nat, mój stosunek do kościoła jest taki jak Twój, chodze do koscioła lecz nie daję na tacę, idę tam czysto duchowo, bo jakbym dawala pieniądze to czułabym się, ze kupuję wiarę.
                                                    Bardziej pomagam w inny sposób, tak zwany "niewidzialna ręka". Kiedyś posadziłam pnącą różę, bo poprzednia uschła pod kapliczką. Albo, zobaczyłam, że jest zniszczona przykapliczna góralska tablica ogłoszeniowa i załatwiłam stolarza, dałam pieniądze na jej renowacje.
                                                    Teraz przychodzę często do parku z psem i widzę efekt takiej działalności i ciepło na duszy sie robi, ze można i tak.
                                                    Też jest prawdziwe "kolędowanie dzieci z Gwiazdą", ale na przyjście do domu takiej Kolędy trzeba się zapisywać. Jest to tak zwana misyjna kolęda.

                                                    Siedemset, bardzo, nawet bardzo, bardzo, lecz jak czytasz, Nat się nie daje przekonać, a szkoda. Nie wiedziałam, że ta piosenka śpiewana na koniec przez sanitariuszkę Nataszę, jest Okudżawy.
                                                    Jestem pod wrażeniem, bo taka była prawda czasu. Jestem pod wrażeniem też tej przyjacielskiej więzi między nimi i pod wrażeniem ich dialogów ze sobą oraz ich postępowiania. Są też momenty śmieszne, niekiedy nawet w głos się uśmiałam. Końcowe sceny filmu najbardziej mi się podobały, bo tak sobie wyobrażam przyjaźń i tak nawet sobie pomyślałam, ze ta moja kafejka mogłaby tak wyglądać, tylko w forumowym stylu. To chyba nic sprośnego. Nawet możnaby nazwe zmienić na bardziej niewinną - "Seteczka i piłeczka" - seteczka od seta tenisowego i piłeczka od tenisa ;) Z tym numerkiem 100 to mi się udało, bo to można różnie go interpretować: seteczka trunku, seteczka wiekowa, czy nawet grająca seteczka w tenisa :)))
                                                    Siedemset, czy dobrze myślę, czy już jestem wariatką ?;)

                                                    Dobranoc Nat. Nie martw się, nie jesteś sama nastawiona negatywnie do tego świata. Wyobrażasz sobie, że u nas w Polsce jest obniżka cen prądu przez podwyższenie jej ceny:) Rozumiesz to?
                                                    A gwarantowali nam obniżkę ceny prądu, a przynajmnie, że nie będzie podwyżki prądu.

                                                    Pokój ludziom dobrej woli.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.12.25, 21:06
                                                    Zauważcie, że wszyscy mamy niki na literke "s" :) czyli "sss" ;)))

                                                    Znalazłam na YouTube piosenkę Okudżawy z tego filmu śpiewaną przez sanitariuszkę Nataszę. Przed filmem na płytce jest piosenka w żywiołowym wykonaniu, bardzo żywiołowym i energicznie emocjonalnym wydzwiekiem.
                                                    Na końcu filmu ta sama piosenka jest już nostalgiczna.
                                                    Obydwie wersje są tragiczne w sobie, bo ich dusze są chore po traumie wojennej.
                                                    Mimo wszystko ta ich przyjaźń i ta więź między nimi, jest urzekająca, potrafi nas oczarować i wzbudzić nie litość - ale podziw dla całej tej grupy. Wciska w fotel ta scena. I choć wiemy, jacy byli rosyjscy żołmierze Armii Czerwonej to "Oczyść swą duszę. Spraw by miłość stała się również twym celem"
                                                    Czas na piosenkę z filmu "Dworzec Białoruski"
                                                    Bułat Okudżawa - "Piosenka o żołnierskich butach"
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.12.25, 21:23
                                                    No czyli w gruncie rzeczy zgadzamy się w zasadniczych sprawach, poza może tym filmem.
                                                    A ja zakupiłam dla wszystkich czytających płynnie wnuków trzy pozycje autorstwa niejakiego Charlie Mackey, nota bene wszystkie dostępne w języku angielskim i polskim na Amazon.pl.
                                                    Optymistyczne, motywacyjne dla młodych jak i starszawych, lekkostrawne z miłymi ilustracjami, z przewodnią myślą, ze kazdy sztorm da się przetrzymać bo powyżej wrogo ciemnych chmur, zawsze istnieje przecież błękitne niebo. Przyjaźń i miłość blizniego pokonają wszelkie przeszkody etc etc.
                                                    Zawsze pamiętaj. Chłopiec. Kret. Lis. Kon i Burza.
                                                    Always remember. The Boy. The Mole. The Fox. The Horse and the Storm.
                                                    Night night.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 22.12.25, 20:10
                                                    Cześć Nat
                                                    Rozumiem Cię Nat, ten film może Cię nie pociągać. Dla mnie, to ten film jest taki osobisty. Dotykał moją rodzinę. Występują tam radzieccy bohaterowie wojny i chciałam zobaczyć, jak żył po 25 latach od wojny, ojciec mojego brata, który wrócił po wojnie do ZSRR. I teraz wiem jak żyli Ci ludzie. Mają wojenną trumę, z którą muszą żyć. Film pokazuje, ze siła braterskiej przyjażni jest niezwyciężona. A oni wszyscy są nieszczesliwi.
                                                    Dla mnie, to ten film zamyka rozdział olsztyńskiej historii mojej rodziny.
                                                    "Bułat Okudżawa był uczestnikiem wielkiej wojny ojczyźnianej, zaciągnął się na ochotnika w wieku 17 lat. Wrócił z frontu z poczuciem, że wojna to rzecz podła, przeklęta, która już nigdy nie powinna się powtórzyć."

                                                    Właśnie myślałam co dajecie za prezenty ?
                                                    Jestem bardzo zachęcona do poznania Charlie Mackey i jego książki. Prawie przyjeżdza do mnie wnuk pod koniec stycznia na ferie, to może uda mi się choć trochę zainteresować. To jest ponoć książka typu "Mały Książe", a jestem też jego fanką. Dzięki Nat.
                                                    U mnie jest tak z prezentami, już od dawna moje dziewczyny uważają, ze nie trafiam celnie z prezentami i zamiast marnować pieniądze, to od pewnego czasu daję gotówkę w kopercie i wieszam na drzewku z jakąś maskotką. W tym roku drewniana maskotka w postaci "żołnierzyka dziadka do orzechów" będzie wisieć na choince z dwoma kopertami w rękach dziadka:)

                                                    Nie wiem czy tak jest u innych? Ta nasza dorosła młodzież to inaczej patrzy. Ja cieszę się z otrzymania kazdej drobnostki, a oni cenią tylko pieniądze, nie gest. Tak juz mam. Ze wszystkim się godzę.

                                                    Jutro pracowity dzień przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Może zadzwonie dzwoneczkiem, można już zaświecić choinkę i cieszyć się jak dziecko :)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.12.25, 09:21
                                                    Dobrze myślisz rita, nie jesteś wariatką, zwłaszcza w świetle opinii o "Dworcu Białoruskim" (chociaż może odwrotnie?). Opinia nat jest o tyle nieprzekonująca, że oparta na przeczytanym streszczeniu fabuły. Może jeszcze się przekona, ale może wcale nie i też będzie w porządku.

                                                    Dziś dzień zakupów świątecznych, ale u mnie w okolicy - zupełnie inaczej niż to było dawno temu - wszystko bez paniki, bez kolejek i z dostatkiem wszystkiego.

                                                    Już teraz - Świątecznych radości.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.12.25, 19:56
                                                    Dziękuję 77, czasmi można odpłynąć w swoich myślach i przesadzić. Chodziło mi o nadmierne wychwalanie filmu.
                                                    Zgadza się, wszystkiego mamy pod dostatkiem. Zostaje nam tylko złożyć sobie świąteczne życzenia.

                                                    Świąteczne radości przyjmujemy
                                                    magicznego stołu życzymy
                                                    kolędowania moc
                                                    i beztroskiego czasu na najbliższe dni.

                                                    A pogoda u nas pod psem, deszczowo i ciemno wkoło. Taki Krakowski spleen - Maanamu
                                                    "Czekam na wiatr, co rozgoni
                                                    Ciemne skłębione zasłony
                                                    Stanę wtedy na „raz!”
                                                    Ze słońcem twarzą w twarz"

                                                    Czekam na wiosnę.

                                                    Acha, jeszcze muszę dodać, że dzisiaj to dzień przesyłania wzajemnych życzeń. Zgodnie ponoć z tradycją angielską wrzuciłam do sąsiadów karki świąteczne kartki pocztowe z życzeniami, a tych sąsiadów 18 szt;)
                                                    potem życzenia do całej klasy szkolnej też 18 os, oraz esmesy do towarzystwa tenisowego, a jeszcze rodzina dalsza i pochłoneło to wiele czasu i dało też wiele radości. I tak ten czas leci. A potem oddzwanianie i upłynął cały dzień.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.12.25, 08:56
                                                    Krakowski spleen i parę innych piosenek Maanamu w tym nastroju - świetne.

                                                    Na razie wiosna się mocno oddaliła, kto wie, czy w tym roku Aleja Przyjaciół nie zrobi się biała jak za dawnych lat. Choć teraz sypie się solą, więc może to się nie udać.

                                                    Wielkie gratulacje za cierpliwość i serce w składaniu życzeń. I ode mnie radości, pomyślności, szczęścia, i przynajmniej niech się nie pogorszy, a na to są spore szanse. Sto lat.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.12.25, 09:47
                                                    życzę Wam obydwojgu zdrowych, pogodnych i spokojnych Świąt. A Nowy 2026 niech przyniesie nam pokój na rozwichrzonym siwcie i pozwoli na realizację wszelkich marzeń naszych dzieci i wnuków.Give Peace a Chance jak śpiewali Lennon i Oko Ono.
                                                  • steph13 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.12.25, 09:51
                                                    Sorry, iPad jakoś się dzisiaj buntuje i Y gdzieś uciekło z Yoko.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.12.25, 23:03
                                                    No i po Wigilii
                                                    Ależ miałam szczęście przy stole wigilijnym. Jadła na stole dużo, bo to ja zrobiłam i zięć przyniósł, jako, że dobry kucharz z niego jest. Zjedliśmy mój barszcz z uszkami, potem jego zupę rybną, potem mojego fileta z dorsza pieczonego , a potem jego karpia smażonego i stop, malutka osteczka karpia utkwiła mi w gardle i zaczęła się spokojna nerwówka. Oddech był, jedynie czuć było kucie przy połykaniu śliny. Zięć znawca przyrody, zwierzyny i ryb - przyniósł trzy kromki chleba i kazał mi żuć. Resztę Wigilii spędziłam o chlebie. Po kilku godzinach przeszło kucie.
                                                    A teraz opowiadajmy jakie prezenty dostliście ? Ja dostałam pod choinkę książkę "Wieliczanie na opisanych fotografiach" w formie grubego albumu w bardzo twardej oprawie, a przeglądając znalazlam zdjęcie pierwszego kortu z graczami przy prywatnym domu. Forografia jeszcze z przedwojennych czasów i nikt nie wie kto na nich gra. Mój kierownik by wiedział, ten co mu tablicę pamiątkową zawiesiliśmy na obiekcie tenisowym, lecz 26 lat temu odszedł. Właśnie opowiadał, że tam zaczynał grać. A druga książka jest w drodze, to ta propozycja Nat.
                                                    A jak tam u Was ?

                                                    Siedemset, to znaczy, że krakowski klimat Ci się podoba ? A tą o szafie znasz, "Jestem kobietą" Maananu?
                                                    Nat , to taka antywojenna piosenka, tylko, że Kora śpiewa o chowaniu się w szafie gdy będą strzelać.
                                                    Lemon z żoną - to mistrzostwo świata, dajcie szansę pokojowi, a nie gadajcie tylko.

                                                    www.youtube.com/watch?v=xhTF7w_66j0
                                                    Różni wykonawcy - Przekażmy sobie znak pokoju (1986)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.12.25, 15:02
                                                    Wszystkim tutejszym bywalcom - wszystkiego najlepszego. Oko-Yoko, Lemon-Lennon - wszystko jedno, wiadomo o co chodzi.

                                                    Ta jeszcze jedna piosenka Maanamu - też jak trzeba, też krakowski klimat.

                                                    Dostałem ciuch i słuchawki bezprzewodowe - jestem zachwycony.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.12.25, 21:54
                                                    Dobry Wieczór

                                                    Widzę żeś Siedemset mocno obchodzisz Święto św. Szczepana ;) Już Cię widzę na placu Szczepańskim w Krakowie w kafejce przy Teatrze Starym i oddychającym głęboko krakowskim klimatem. Ponoć najczystsze miasto świata jest teraz Kraków. W tej chwili jest tam kolorowa fontanna dla dzieciaków i najlepsze lody w Krakowie. Czasami na rowerze tam podjeżdzam.

                                                    Bomba z tymi prezentami, ten ciuch jest najlepszy. Ciekawe co to za ciuch, chyba nie klaesonki na zimę jak to drzewiej bywało. Ja dostałam jeszcze różowy, taki mocno różowy sweterek. Prawdopodobnie będzie za duży, ale powiedziałam, że uwielbiam takie kolory i duże wymiary też. Wszyscy zadowoleni, że mama zadowolona. Wreszcie przestała Gwiazdka skarpety rozdawać.

                                                    Na zakończenie Świąt dostalam najlepszy prezent od naszej ulubienicy tenisowej, słynnej Eli. Zadzwoniła godzinę przed meczem, że brakuje czwartego do debla i że mnie zaprasza. Bez zastanowienia siadłam w auto i pojechałam na 18 tą na balon do Wieliczki. Tam się dowiedziałam, ze mamy zarezerwowane 2 godziny grania.
                                                    Jak Ela jest na korcie to zawsze mnie przeciągnie, gramy jak to się mówi, bez miłosierdzia i jeszcze na dodatek bez przeprosin, bo wiesz jak w deblu się grało dawniej, elegancko i ja jak na przykład zepsuje piłkę, to partnerkę przepraszam, że zepsułam taką wystawkę i to przepraszanie było z mojej strony dość częste ;))
                                                    Więc ona mówi - niech pani nie przeprasza, a ja się tylko śmieje, bo wolę przeprosić niż posłać wulgaryzm, co teraz inni stosują. I przy mnie już nikt nie wulgaryzmuje w czasie gry.
                                                    No i pierwszy mecz grałam z Elą przeciwko dwóm panom. Przegrałyśmy 6:3 mimo, że bardzo się starałam, ale ona też się starała i bardzo dobrze gra przy siatce, więc najczęście stawała przy siatce na środku kortu, a ja musiałam biegać z prawego do lewego konta, bo panowie ją omijali i posyłali piłki w lewo w prawo byle nie na środek. Panowie dziś wytrenowali mnie doskonalie w bieganiu. Ela zaś na środku kortu stała i krzyczy jak pani swietnie biega ;))) Ubaw był świetny. Nie chciałam Eli w czasie meczu tłumaczyć, ze nie może stać na środku, bo na wstępie powiedziałam, że nie jestem już trenerem tylko jedną z was. Nauczy sie w trakcie gry jak będzie myślała.
                                                    Po za tym Ela ma taki charakter, że jak zagra i wygra wspaniałym zagraniem to robi się poważna, żadnego uśmiechu, żadnej emocji, kiedy ja za nią musze skakać z radości ;))) Ale jak zepsuje piłkę to umie pokazać złość. Póżniej graliśmy miksta na zmiany. W każdym razie ubaw był i biegi były.
                                                    O 20 tej zeszliśmy z kortu, a powrót autem był ciężki, bo prawie na drodze robiła się szklanka. Fajnie było.
                                                    Jutro w planie mam Kolendowanie z Pośpieszalskimi. 18 -tu członków śpiewającej rodziny.
                                                    Dodam, że w sprzedaży jest "Nowa Fantastyka" ze zwycięskim opowiadaniem.

                                                    Jeszcze musze przeprosić za błędy. Nie działa mi autokorektor, a jestem za bardzo zmęczona by sprawdzać co napisałam. Padam z cudownego zmęczenia.
                                                    pozdrawiam













                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.12.25, 08:58
                                                    Błędów właściwie nie było, a przy tym jak pisze się dziś na portalach, i to uważających się za poważne, nie było wcale.

                                                    Ależ świetny świąteczny tenis.

                                                    Tu też okrutna ślizgawica - wypadki, upadki, choć to może oznaczać, ze zamarzło Jezioro Długie, a to wydarzenie nie byle jakie, wnoszące do świata harmonię.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.12.25, 19:51
                                                    Dobry Wieczor

                                                    Dziękuję za wyrozumienie dla moich błędów ewentualnych, choć będę się kontrolować.
                                                    Po tym świetnym tenisie wstać nie mogłam:
                                                    "Mikrouszkodzenia: Intensywny wysiłek, zwłaszcza ekscentryczny (hamowanie ruchu), prowadzi do mikroskopijnych pęknięć w mięśniach." Licze, ze tydzien gojenia to potrwa. Czuję każdy miesień, od góry do dołu. Dobrze lekarze mówią, że tenis poruszy każdy miesień- od serwowania do biegania.

                                                    Byłam wczoraj w Empiku, po tą "Nową Fantastykę" i kupiłam przy okazji, bo zauważyłam "Małego Księcia", a nie ma go w biblioteczce i wychodząc zauważyłam nowego Tomasza Manna i jego 700str "Buddenbrookowie", z ciekawosci, czy tym samym pięknym językiem pisze. Ale już po zakupie zorientowalam się, że powinnam sie najpierw Ciebie zapytać, bo chodzi o tłumaczenie - Jerzy Koch. Wiem, że zwracasz na to uwagę i jesteś znawcą i teraz czuję niepokój czy aby był to dobry zakup?

                                                    I Nat powinna być też zadowolona. Doszła do mnie rysunkowa książka "Chłopiec, kret, lis i koń. Pachnie nowością, prosto z drukarni. W lutym przyjedzie do mnie wnuk to postaram się go zainteresować.
                                                    Zobaczę jak to pójdzie, bo aktualnie czyta tylko książki budowlane, a ma 14 lat i nikt nie rozumie dlaczego takie zainteresowania. A ja nie mam żadnych budowlanych książek w domu, wszystkie wyrzuciłam. Będę musiała wybrać się po Nowym Roku na Halę Targową gdzie handlują wszystkimi książkami.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 30.12.25, 09:05
                                                    Rzeczywiście zwracam dużą uwagę na tłumaczenia, bo w ostatnich latach sporo jest takich, że najprawdopodobniej są dziełem translatora internetowego. Ale tutaj tłumaczem jest fachowiec, profesor filologii chyba z Poznania, więc powinno być jak trzeba. Trochę tylko mi się nie podoba, że przecież utrwaliło się w Polsce pisanie imienia Tomasz Manna po polsku, a tutaj jest Thomas. Lubię w tym względzie pielęgnowanie tradycji.

                                                    Książek budowlanych jest multum - poczynając od "Bob budowniczy" dla przedszkolaków po podręczniki akademickie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 30.12.25, 20:30
                                                    Dobry Wieczor J-77 ;)

                                                    To teraz mogę śmiało napisać co myślę o oprawce.
                                                    Masz rację, to imię i nazwisko autora to jakaś fanaberia, a nawet dziwactwo. Widziałeś jakimi literami dużymi napisane imię i nazwisko i to jeszcze nic, ale te błękitne litery jakieś takie pokrzywione, że myślałam, że to jakaś fantazja książkowa. Gdyby nie normalny napis tytułu, to bym jej nie kupiła i przeszła dalej.
                                                    Kupiłam ją tylko dlatego, żeby zrobić Ci przyjemność;))))
                                                    Oprawa książki "Doktor Faust" to klasa mistrzowska, trzyma się taką ksiązkę w rękach i czuje się jej wielkość arcydziała. I teraz wyobraź sobie jak w biblioteczce będą obywie obok siebie stać, będą wzajemnie się gryźć. Całkowity odlot, takie oprawy stosuje się do horrorów czy fantastyki ale nie do arcydzieł.
                                                    ;)Wydaje mi się, że jednak wielkie dzieła powinny mieć swoich konserwatorów zabytków ;) Lepiej już jakby napisali Tomasz Mann gotykiem, niż to co zrobili. Prawda ?
                                                    Oni zapomnieli o szacunku dla mistrza! Szopkę zrobili z okładki ;)

                                                    Za to bardzo mi się podoba okładak i ksiązka polecona przez Nat - "Chłopiec, kret, lis i kon" jest twarda i autor pozwala po niej bazgrać ile wlezie. Można nią rzucać, kartki zaginać, możesz czytac, oglądać po prostu wszystko z nią możesz, byle się nie poddawać. Tak, książka jest dla wszystkich nawet dla psa ;))) To jedna z mądrości:
                                                    "Najwspanialszym przejawem wolności jest to, że sami decydujemy o tym jak się zachować"

                                                    A co do książek budowlanch, to w sęk w tym, że dzieci z autyzmem są dziwne, jak nie chodzą w odmiennych skarpetkach, to mogą czytać książki budowlane z najwyższych półek tylko dlatego, że bawi go niezrozumienie tego co czyta. Czyta dla czytania. Nie wiem czy Wy to mieliście, ale w młodzienczych latach czytałam taką dużą czarno-białą gazetę Politykę. Po rozłożeniu jej na całość swoich ramion w pociągu, z nogą na nogę udawałam, że czytam, a właściwie to był taki krakowski szpan!;) To była bardzo trudna polityczna gazeta. Nic z niej nie rozumiałam mimo, że po polsku była. Pamiętacie tą gazetę.
                                                    Jak będziesz kupował jutro szampan, to kup różowy. Jest szansa zobaczenia Nowego Roku w różowych kolorach i wogóle patrzenia na swiat różnokolorowy;)

                                                    Ale, zeby nie było tak wesoło, to dochodzi do mnie, ze jest cofka zatoki wiślanej i woda zalewa Braniewo i Frombork, Elbląg.... Oj, niedobrze, niedobrze....
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 31.12.25, 18:06
                                                    Trochę się martwię, że wydałaś przeze mnie pieniądze na książkę, ale poza tymi fanaberiami z imieniem i z wyglądem okładki powieść jest wybitna (to za nią Mann dostał Nagrodę Nobla), a tłumacz też jest dobrym fachowcem. To wielka saga rodzinna, na pewno Ci się spodoba. Oczywiście wydanie "Doktora Faustusa" - bezkonkurencyjne.
                                                    Świetnie, że ta druga książka ma same pod tym względem zalety.

                                                    Pamiętam czarno-białą dużą Politykę, to był tygodnik - szczerze mówiąc lubiłem ją i ceniłem. Polityka ciągle się ukazuje, ale od wielu lat jako kolorowy magazyn (już nie kupuję i nie czytam, choć sympatyzuję).

                                                    Szampan kupuję przede wszystkim słodki, a kolor jest na drugim miejscu; w tym roku wypadł biały.

                                                    W Olsztynie wielka zima, jak za dawnych lat. Jeziora zapewne zamarzły, Aleja Przyjaciół zapewne cała na biało. Ostatnio narzeka się na brak uczciwych zim, więc Olsztyn wyszedł na przeciw tym marudzeniom.

                                                    Szczęśliwego Nowego Roku.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 31.12.25, 19:36
                                                    Dobry Wieczor 77 :)

                                                    Nie martw się, właśnie myślałam o kupnie tej książki i jak ją zobaczyłam uśmiechnęłam się i pomyślałam, że się uśmiechniasz jako, że ja się do niej uśmiecham. Tak, Manna nazwisko jak i jego książki mają na zawsze swoje miejsce w biblioteczce. Chyba mam już całą jego kolekcję. A czytania, przyznasz, hoho.
                                                    Kolejny rok nam się kończy, kolejny zaczyna, co przyniesie nikt nie wie, ale spacer po mieście K. jest aktualny, mimo, że kolejna zmarszczka pokaże sie na twarzy, a materia ulega zniszczeniu ;)

                                                    A w Olsztyńskim ponoć drogi strasznie zaśnieżone. W Mławie na dworcu ludzie wysiadali prosto do ogromnego śniegu. Ja bym Siedemset jednak ostrzegała przed wejściem na tafle jeziora, bo w czasie padania śniegu nie musi być aż tak ujemna temperatura, by zmroziło jeziora. U nas w Krakowie, mimo, że Zakopane zaśnieżone warunki drogowe są komfortowe. Drogi czarniutkie ani nawet szklanki nie ma. Jeździ sie autem dobrze.

                                                    Dobrego Nowego Roku.
                                                    Z dobrym szampanem :)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.01.26, 09:09
                                                    Ja też ostrzegam przed wchodzeniem na taflę jeziora. W dawnych czasach wchodziło się po dokładnych sprawdzeniach i badaniach, i o ile latem w Długim zdarzały się utopienia, to - o ile pamiętam - żadnego załamania się lodu w zimie i tego rodzaju tragedii nie było.

                                                    W każdym razie tęsknota za "prawdziwą" zimą został zaspokojona, a w moich okolicach pojawili się nawet narciarze biegowi.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.01.26, 20:25
                                                    Dobry Wieczór J-77;)

                                                    No to pięknie tam u was, prawie jak w Zakopanem, a w Krakowie jest czyściutko i czarno, żadnego śniegu nawet na dachach nie ma, ale mroźno. Na Brackiej szczególnie mroźno, dlatego weszliśmy z córką i jej mężem do restauracji "Przy kominku". Jest to okazała restauracja w podziemiach kamienicy. Wszystko w starej i zabytkowej juz cegle, a siedzieliśmy przy okienku przy ktorym dawniej, dawniej byl wsyp węgla do piwnicy. W drugiej stronie sali był prawdziwy kominek, oczywiscie nieczynny, a że był otwarty, to w środku leżało drewno. Karta dań doskonała, przeważnie dania polskie tylko wybierać i jeść przy spokojnej w glośniku muzyce.
                                                    Ciekawe czy byłeś na Brackiej?
                                                    Jutro wybieram się do Zamku w Niepołomicach na Koncert Noworoczny Orkiestry Straussowskiej Obligato pod dyrekcją - Jerzy Sobeńko.
                                                    Przeczytałam opowiadanie "Dzieci Wszechdżungli" z Fantastyki, chyba autor jest mistrzem w zabijaniu dzieci, a to wywoluje wyciskanie łez. Dwa razy musiałam przeczytać, by zrozumieć życie we wszechdżungli i dzieci z pomieszanymi genami.
                                                    A teraz otwierają się drzwi książki "Buddenbrookowie" .
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 05.01.26, 15:42
                                                    U nas biało prawie jak na Alei Przyjaciół z opowiadań nat i zimno na dwie czapki, no i ci narciarze. Ale i do was idzie prawdziwy śnieg.

                                                    Te okienka na wsypy węgla do piwnic były kiedyś stałym i powszechnie używanym elementem budynków na Alei Przyjaciół, przed którymi fury ciągnięte przez konie zrzucały węgiel.

                                                    Oczywiście, że byłem na Brackiej, na której zazwyczaj pada deszcz, ale i są rozliczne inne atrakcje, z których wielokrotnie korzystałem, bo w pobliżu jest sporo ważnych dla mnie instytucji.

                                                    Buddenbrookowie - bardzo słusznie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 05.01.26, 20:11
                                                    Dobry Wieczór J-77

                                                    Buddenbrookowie - bardzo słusznie.
                                                    Może i słusznie ale jest to wyzwanie jak pisze tłumacz Jerzy Koch, wyzwanie translatorskie;) Na odległość czuć filozofa ;) Dopiero co przeszłam wstęp tłumacza o pracy tłumacza i porównanie jej do poprzednich tłumaczeń innych tłumaczy. Opisuje jak to się stało, że podjął się tego tłumaczenia i jaką musiał pracę wykonać by zrozumieć styl mannowski. Ja Go rozumiem całkowicie, dlatego z ciekawością podeszłam do tego tekstu. Dopiero teraz zrozumiałam jak ciężka i trudna jest ta praca tłumacza. Wyjaśnił mi wszystko, wszystkie szczegóły związane z tym wielkim dziełem i Jego pracą przy tłumaczeniu. Na jakie drobiazgi musiał zwracać uwagę i jak je analizować. Strach padł na mnie, kiedy przeczytałam, że występuje w Buddenbrookach około czy ponad 400 postaci, co świadczy, że to wszystko będzie skąplikowane i trzeba będzie ich wszystkich do kupy zbierać. Jak to zrobić, żeby one (te postacie) nie ucielały mi z głowy w trakcie czytania ? Nie wiem też jaką metodę wybrać na te postacie - spisywać je ? Jednak uspakaja nas tym, że Tomasz Mann tak to wszystko poukladał, jak sceny w filmie i bedzie dobrze.
                                                    Zapomniałam napisać, że od czasu napisania Buddenbrookowie przez Manna, dzisiejsze tłumaczenie też ma już inny język tłumczenia, bo czasy dzisiejsze tego ponoć wymagają, tak to zrozumiałam.
                                                    Czyli arcydzieło czas zacząć ;)

                                                    Jedno jest pewne, że piękne było tłumaczenie "Doktora Fausta" przez Marię Kurecką i Witolda Wirpsza z 1994r
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.01.26, 20:04
                                                    Dobry wieczór Siedemset;)
                                                    Byłam na balecie "Dziadek do orzechów" w Teatrze Ludowym i bardzo jestem zadowolona, choć moi przyjaciele nie zdecydowali się ze mną pójść ze względu, że miał być to balet dziecęcy. A tu niespodzianka, bo okazało się, że całe pokolenia baletowe występowały. Nie jest to balet Maryjsk z Sankt Petersburga z muzyką na żywo ale jak na takie krakowskie warunki to doskonały. Najbardziej bawiły się dzieciaczki jako myszki. Na scenie były dwie Klary młodzsza (wnuczka kolegi) i starsza, ktora występowała w drugim akcie. I powiem Ci szczerze najbardziej podobała mi sie ta Klara młodsza. Była urocza w tańcu. Widać, że ma talent, wdzięk i kulturę osobistą. Wyrożniała się wśród wszystkich swoim zaangażowaniem w tańcu i ruchach oraz mimikach.
                                                    Inni byli nie źli. Ja z kuzynkom bardzo miło spędziłyśmy czas. Potem dziadziuś wnuczki dzwonił, żebym powiedziała swoją opinię, co uczyniłam z wielką przyjemnością mówiąc prawdę. Byłam z siebie zadowolona, że poszłam, bo jak pisze Tomasz Mann w Buddenbrookowie "zadowolenie z siebie to najsolidniejsze szczęście, jakie możemy uzyskać na tej ziemi" :)))

                                                    A w tenisie się dzieje
                                                    W turnieju United Cup w Australii wygraliśmy dwa mecze z Niemcami i Holendrami 3:0
                                                    Gramy w ćwierćfinale z Australią 9 stycznia. Hubert Hurkacz pokazał formę szczególnie z Aleksandrem Zverevem.
                                                    Zauważyłeś Siedemset, że w tym wypadku Hurkacz grał stabilnie i pewnie, dodatkowo z głową, bez szaleństwa, z kolei Iga Świątek atakująco i celnie rozgrywała przeciwniczkę. Oglądałam tylko urywki na YouToube.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 08.01.26, 09:56
                                                    Tak, praca tłumacza to praca trudna i ciężka, ale także wdzięczna, satysfakcjonująca, no i - mówiąc wzniośle - kulturotwórcza. Z tego co piszesz może trochę za dużo tłumacz się tłumaczy i z góry zastrzega (choć trochę było to niezbędne), bo to jego dzieło świadczy o nim. Tak więc teraz rozkoszuj się nim i jego dziełem ku zadowoleniu z niego i z siebie.

                                                    Pierwsze wydanie polskiego tłumaczenia "Doktora Faustusa" jest z roku 1960.

                                                    Nadchodzi wielki tenis, już są sukcesy, ale na razie u mnie bez wielkich emocji.

                                                    I trafił do mnie w końcu "Dżentelmen w Moskwie", ale czytać będę za jakiś czas, na spokojnie, gdy pokonam rozliczne obowiązki.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 09.01.26, 20:25
                                                    Dobry Wieczór

                                                    Najważniejsze, że "Dzentelmen" jest już w Twoich rękach ;)
                                                    W telegraficzny skrócie w tenisie jesteśmy już w półfinale, Świątek wygrała, Hurkacz ponoć grał dobrze ale przegrał, za to polska para mikstowa wystąpiła w innym składzie i wygrali dość gładko. "W sobotę Biało-czerwoni zmierzą się z broniącą tytułu reprezentacją USA — rywalem, z którym rok temu przegrali w finale."
                                                    I zobaczymy czy w tym roku uda im się wygrać z USA? Było by dobrze finał zaliczyć dobrze.

                                                    Akcja "Buddenbrooków" jest wartka i oczywiście ilość osób już w pierwszym rozdziale zaskakuje.
                                                    A u nas i mróz i śnieg i piękna zima, ale droga!
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.01.26, 08:43
                                                    Wiem o tej rozgrywce Polaków z Australią, a teraz z Amerykanami, ale jakoś patrzę na to z dystansu i bez dawnych emocji. Może Australian Open mocniej na mnie zadziała.

                                                    Tan śnieg u was zapowiadałem, a tutaj może wreszcie przyjdzie trochę lepszych temperatur.

                                                    "Dżentelmen" ze wstępnego opisu wygląda obiecująco i niech to się sprawdzi, ale przekonam się za niedługi czas. A "Buddenbrookowie" sprawdzą się z pewnością.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.01.26, 19:47
                                                    Dobry Wieczór

                                                    O finał nasi zagrali zacięty mecz. To jest właśnie sport. Dopóki nie zagrają to sobie możemy wynikować różne wyniki, a tu Hurkacz wygrał lecz Świątek przegrała i raczej gładko. I wszystko w rękach pary mikstowej Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego. I tu były porządne emocje. Wygrali w dwóch tajbrekach. Super. Jutro finał ze Szwajcarią.
                                                    Rano gra Świątek, a o 9.00 Hubert Hurkacz i Stan Wawrinka i to moze byc ciekawy mecz. Niestety nie oglądam, jedynie śledze wyniki. Po meczach pokazują dobrze zrobione sktóty gry.

                                                    Zima w zimie, to chyba całkiem normalne, dzieci się cieszą, a domy trzeba ogrzewać na full. Ojoj...
                                                    U nas nie ma wiatru, to tyle dobrze.
                                                    Ale zobacz na kamerke w Olsztynie
                                                    olsztyn-sloneczna-polana.webcamera.pl/

                                                    Jeju, ile ludzi chodzi po jeziorze Krzywym. Zobacz. Zamiast po molo, kroczą po tafli jeziora. Jak żyje nigdy tego nigdy tego nie widziałam tylko czytałam w warmińskich książkach, jak to dawniej nawet saniami przeprawiali się przez zamarznięte jeziora.

                                                    "Jezioro Ukiel ma niespotykaną, mocno nieregularną linie brzegową. Składa się z czterech basenów, z których każdy ma swoją potoczną nazwę. Basen północny to „Zatoka Kopernika”, basen środkowy „Pacyfik”, basen zachodni „Łabędzia Szyja”, basen południowy „Zatoka Grunwaldzka”. Te poszczególne baseny łączą cieśniny, które mają równie fantazyjne nazwy. Lwia Paszcza, Zakręt, Czarne Wrota, Zatoka Miła oraz fragment widoczny okiem kamery - Słoneczna Polana."

                                                    Zauważyłeś, że śnieg wszędzie, lecz na plaży miejskiej widać zółty piach. Zawsze ciekawiło mnie jak wyglądają nadbrzeża jeziora Krzywego, całego jeziora Krzywego. Ciekawe czy da się objechać całą linię brzegową na rowerku wodnym i ile czasu by to zajęło ? No i chyba trzeba by wyruszyć na takie zwiedzanie z przewodnikiem, żeby wskazywał te nazwy, bo samemu to możnaby wpaść w pułapkę jerofiejowską;)
                                                    Siedemset, a nie przypominają Ci te nazwy, słynne nazwy koktajlów Jerofiejewa z "Moskwy-Pietuszki" z bibli literatury alkoholowej.
                                                    Ja bym tam poumieszczała nazwy jak np. "Śniadanie na trawce", "Balsam kanaański" z denaturatu, politury i piwa ciemnego, albo "Ducha Genewy" z wody kolonskiej, piwa żygulskiego, lakieru na spirytusie i najważniejsze z dodatkiem środka przeciwko poceniu się nóg. Jakiś skrawek brzegu można by nazwać "Psiajuchom" też elegacki napój jak rajska muzyka: z szamponu, środka do zwalczania łupieżu, środek owadobujczy oraz środek przeciwko poceniu się nóg. A kiedy już będziemy tak zakręceni linią brzegową Krzywego możemy zakosztować "Łzę komsomołki" z lawendy, werbeny, wody leśnej, lakieru do paznokci, eliksir do plukania ust i slodkiej lemoniady.

                                                    "Ten, kto pije po prostu wódkę, zachowuje i zdrowy rozsadek, i dobrą pamięć, albo odwrotnie – traci od razu i jedno, i drugie. A w przypadku Łzy komsomołki aż śmiech bierze: wypijesz sto gram tej Łzy – pamięć dobra, a
                                                    zdrowego rozsądku ani śladu, jak gdybyś go nigdy nie miał. Wypijesz jeszcze sto gram i sam się sobie dziwisz: skąd się wzięło tyle zdrowego rozsądku i gdzie podziała się ta dobra pamięć?
                                                    Nawet sam przepis na Łzę jest aromatyczny. A od gotowego koktajlu, od jego zapachu to już można na całą minutę paść bez zmysłów i świadomości."
                                                    Na dobitkę wziełabym jeszcze koktajl "Śniadanie na trawce", którego receptura brzmiala by - resztki pozostałości po wszystkich koktajlach ;)

                                                    A piszę to dlatego Siedemset, że wyczytałam ciekawostkę o Jerofiejewie autorze "Moskwa-Pietruszki", że Diecezja włodzimierska Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego wydała oświadczenie w sprawie popularyzacji dzieła i osoby Wieniedikta Jerofiejewa. Czyli w Rosji będzie zakazany Jerofiejew i jego książka zakazana ponieważ, celowo zniekształca światły wizerunek Rosjan. I zauważono, że społeczeństwo ma tendencje do gloryfikowania tego pisarza oraz jego dzieła.
                                                    Czyli pośmiertnie wydano na Jerofiejewa wyrok i skazano na zapomnienie. Hoho!


                                                    A "Buddenbrookowie" z każdą przeczytaną kartką się sprawdzają, bo dotykają spraw przyziemnych, walka o schede to temat tabu każdej rodziny. Jestem ciekawa jak to się rozwinie dalej.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 11.01.26, 19:05
                                                    Dobry wieczór
                                                    Wygraliśmy United Cup
                                                    Bardzo emocjonujące były mecze. Świątek przegrala, choć dobrze grała w pierwszym secie, a w drugim i trzecim się posypała. Bencic w drugim i trzecim secie rozgromiła Ige. Hurkacz zas dał rady po wyrównanej walce Wawrinkowi i bardzo był to mądry mecz. Hurkacz przede wszystkim myśli i swoją grę rozgrywa w głową (np. skróty), kiedy Świątek wali, wali w lewo w prawo i dużo przy tym traci siły. To tylko moje obserwacje, bo to, że gra świetnie to wiadomo.
                                                    Decydujący mecz wygrał właściwie mikst Kawa, Zieliński i jak zobaczyłam na youtoube ich, to cudo gra. Kawa doskonały wolej i ten zwycięski wypad przy siatce po piłkę to majstersztyk tenisowy. Zobacz, Siedemset, ta para mikstowa to wszystkie mecze wygrała. Trzeba oddać im szacum. Wygrali !
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.01.26, 09:23
                                                    No tak, wygraliśmy ten puchar, choć najdziwniejsza była ostatnia porażka Świątek (że w ogóle była, zawsze wynik był odwrotny i oczywisty). W każdym razie staliśmy się potęgą tenisową pełną gębą.

                                                    Po lodzie Krzywego nigdy nie chodziłem ale podziwiałem tam zawody i treningi bojerów (czyli żaglówek na łyżwach). Pewnie teraz już tego w ogóle nie ma. Nie znałem też nazw tych zatok kojarzących ci się z Wienią. A to oświadczanie diecezjalne w sprawie Wieni to - można mieć nadzieję - przykład jedynie nadgorliwości i religijnej świętoszkowatości i chyba zdarzenie (przynajmniej na razie i by tak rzec) prowincjonalne.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.01.26, 19:54
                                                    Dobry Wieczór

                                                    Trzeba przyznać, że nigdy bym się nie spodziewała takich sukcesów Polski. Tyle wspaniałych trenerów tenisistów zmarło wcześniej niedoczekawszy takich chwil. Myślę tu o swoim kierowniku i pierwszym trenerze tenisowym, który społecznie poświęcił się szkoleniu dzieci i młodzieży.
                                                    Mamy teraz tyle sukcesów, że głowa boli ;))) Mam nadzieje, że już się rozgrzewa nowe pokolenie do występów.:)
                                                    Czekamy na Australian Open.

                                                    Ładnie sobie ludzie tak w Olsztynie spacerują po tafli jeziora. Mogli by nawet zagrać w hokeja między tym molem;) gdyby nie ten śnieg. A u nas cały dzień pada i pada śnieg. Kraków bielutki i co godzinę trzeba odśnieżać. Z rana prawie wszystkie emerytki biegają z szuflami tam i nazad szurując chodniki. Na szczęście mało kto sypie solą. Tylko dozorcy to robią, całe worki rozsypują, a potem powstaje błotko i ciapcia szkodliwa dla butów.
                                                    A tak właściwie to najlepiej siedzieć w domu przy grzejnikach.
                                                    Czytam Manna i obejrzałam film "Okno na podwórze"- HITCHC0CK. 1958. Polecam ten film. Spodziewałam się po nim strachu, a tu spokojnie można sie pośmiać z dialogów. Sedemset, znajdź trochę czasu na taki beztoski relaks. Jest na cda.pl.

                                                    Ja uważam Siedemset, że i tak Jerofiejew jest mało znany, lecz takie oświadczenia diecezjalne to tylko zachęta do przeczytania jeszcze raz , albo i jeszcze raz , a może raz na trzeźwo, a raz jak by, to powiedział Wienia - na kacu?
                                                    pozdrawiam
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.01.26, 08:34
                                                    Tak jest - tenisowy zawrót głowy od sukcesów, i to nawet wtedy, gdy Idze nie idzie (na marginesie - jej obniżce sportowej towarzyszy przypływ sukcesów reklamowych, w Warszawie nawet w metrze spotykamy Igę z klockami lego). Musisz mieć sporo satysfakcji; szkoda, że Gąsiorek nie zdążył.

                                                    Hitchcock, Jerofiejew, Tomasz Mann - bardzo kulturalne życie prowadzisz, w dodatku radosne i optymistyczne.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.01.26, 20:26
                                                    Dobry Wieczor

                                                    Oooo, seteczka Siedemset :) Jak to ładnie brzmi.

                                                    Tak, tak, zapomniałam o Gąsiorku. Gdyby granice naszego kraju były tak otwarte jak dzis, z pewnością Gąsiorek byłby w czołówce światowej w tamtych czasach. Długie nogi, długie ręce, zakres uderzenia piłki miał szeroki. Miałby szanse.
                                                    Nie zdążył, ale Gąsiorek ma miejsce w tenisowej historii Polski.
                                                    No zobacz, w Australian Open gra aż sześciu Polaków. To jest rekord!

                                                    Bez przesady takie radosne to życie nie jest. Stawiam sobie wyzwania zamiast siedziec w fotelu i robic na drutach. Teraz jest zima i długie wieczory, lecz w sezonie letnim, to mam swoje plany i zamierzam sie Ciebie poradzić. Jako, że wiesz kim jestem, bo przecież rozpisywałam sie o swoich uczniach, mam nowy projekt, udzielania nauki tenisa dzieciom bezplatnie. I zamierzam wynająć korty na ten cel. Raz w tygodniu taka moja społeczna inycjatywa w ramach projektu pamięci pewnego człowieka - społecznego szkoleniowca dzieci i młodzieży w latach 1953-1993. A poradzic się chcę w sprawie wikipedii. Chcę umieścić mojego trenera w Wikipedii i tak prosiłabym Cię o sprawdzenie prawidlowosci tekstu o jego tenisowym życiu i osiągnieciach.
                                                    Zaczynam na ten temat rozmawiać z ludzmi i pierwszy napotkany trener z innego klubu jest negatywnie nastawiony - ze mój darmowy porojekt jest bardzo podejrzany i może zakłócić rynek pracy innych trenerów.
                                                    No widzisz zaczynają się schody.... a to dlatego, że ten projekt może być tylko udany na konkretnym obiekcie, ktory sam własnoręcznie wybudował i na którym do dziś wszyscy chętnie grają. Takie szerzenie jego dzieła w czasach współczesnych. Za darmo ? Być nie może! Rynek trenerski się załamie ;))))
                                                    Dlatego musze zacząć od wikipedii.
                                                    A co o tym Ty myślisz?
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.01.26, 08:47
                                                    Każdy pomysł dodający życiu życia jest cenny i świetny. No ale właśnie bywają schody. Możesz mieć kłopoty różnego rodzaju z tą bezpłatnością; może jednak jakieś małe opłaty? Ale wtedy pewnie pojawią się inne kłopoty, biurokratyczne, prawne i inne takie. Trochę więc pewnie bólu głowy cię czeka, ale może jakoś się rzecz ułoży; może nadać temu jakiś zupełnie inny, wyjątkowy charakter czegoś ku czci trenera (co by usprawiedliwiało tę bezpłatność i w ogóle cały zamysł), może towarzystwo kortowe to zaakceptuje?
                                                    Z tekstem jestem oczywiście do pomocy.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.01.26, 20:07
                                                    Dobry Wieczór Siedemset:)

                                                    Dziękuje, bardzo cenię Twojom opinię. Też tak myślę, że jak towarzystwo kortowe zrozumie cel tego projektu, to nie powinno ich to drażnić, a wrecz przeciwnie, bo w tym projekcie przecież zachęca się dzieci do przychodzenia na korty, a przez to wszyscy zyskują, bo propaguje się w ten sposób tenis.
                                                    Dla mnie zagadką jest - ile się tych dzieci zgłosi? Tego nie jestem w stanie przewidzieć. Żebym nie byla w szoku, że ogromna ilość, bo wtenczas to wpadnę jak śliwka w kompot i się nie pozbieram.
                                                    Dlatego myślę, że plakat dam tylko na obiekcie i poczekam na zgłoszenia. 10-20 osob to jest góra. Tu muszę jeszcze pomyśleć. Najważniejsze dla mnie teraz jest ta wikipedia, bo dziś bez tego nie istnieje projekt. Gdzie te dzieci czy ich rodzice znajdą jakąkolwiek wiedzę. Jest wprawdzie na obiekcie tablica pamiątkowa, ale i ona kiedyś może zniknąć, a w internecie nic nie znika. Kolega, co tę tablicę pamiątkową zawieszaliśmy, obiecał mi pomoc w zalożeniu tej wikipedii czy jak to się mówi tylko muszę napisać ten tekst.
                                                    Bezpośrednio się zapytam Ciebie, czy mam tekst przeslać na email czy wsadzić go jako wpis tutaj? To jest tekst z broszurki którą napisałam do przeczytania przy odsłonięciu tablicy pamiątkowej, ale on się nie nadaje do wikipedii, bo tu muszą być tylko konkrety, a ja się za bardzo rozpisuję. No i wiedz, że ten człowiek był legendą Wieliczki i wszyscy Go znali, tylko, że juz ci co pamiętali też umierają. Rozumiesz, dlaczego chce mieć Go na wikipedii.
                                                    www.panorama.wieliczka.pl/wp-content/uploads/2023/11/panorama-powiatu-wielickiego-pazdziernik-2023-1.pdf

                                                    Wczoraj oglądałam film Hitchcoca - "Nieznajomi z pociągu." 1951 i w tym filmie była transmisja meczu tenisowego na Wimbledonie z 1951 roku i słuchałam komentatora, który na żywo komentował ten mecz. Tak sobie wyobrażam, bez żadnego zbytecznego gadania, tak prosto z mostu leciał wynik i zdania. Przykład:

                                                    Uwaga zaczynamy kolejny mecz grajom Eins i Rejnold
                                                    Eins - chłodny opanowany zawodnik, gra z matematycznom precyzjom, rzadko popełnia błędy
                                                    15:0
                                                    30:0
                                                    30-15
                                                    40-15
                                                    Gem wygrał Eins
                                                    i znow wyniki tylko podawał komentator i tylko uderzenie piłek było widać i słychać.
                                                    Pierwszego seta wygral Eins
                                                    Zaczynamy drugi set
                                                    Eins gra zdecydowanie, zrezygnował ze swojej taktyki polegajoncej na wykańczaniu przeciwnika. ;))))
                                                    Wygrał drugiego seta
                                                    Do tej pory wygral dwa sety, nie ma wątpliwości że wygra trzeci.... ;)))))
                                                    Wprawdzie trzeciego Eins nie wygrał, ale czwarty był grany do 10 punktów i wygrał Eins. Czyli nie było wtenczas pięciu setów skoro w filmie z 1951 roku tak liczono.

                                                    W każdym razie oglądało się ten mecz bez przeszkód komentatorskich, czułam się jakbym siedziala na trybunie i tylko kręciła szyją. Tak właśnie powinna wyglądać transmisja na żywo. Mniej komentatorow, by swoim gadaniem nie zabierali tej aury oglądania na żywo. Zamiast spokój, atmosferę napięcia stworzyć, oni prześcigują się swoją wiedzą nazw technicznych uderzeń tenisowych, która w tym momencie nie jest nam potrzebna. W meczu najważniejsze jest dla kibica kto wygra i emocje.

                                                    To jest tak jak czytanie książki. Wczoraj właśnie miałam w rękach książkę "Biesy" Dostojewskiego za 15 zł. Już ją chciałam kupić, ale patrze, a to jakieś oparacowanie dla ucznów. Gruba książka, literki takie drobniutkie, coś na ciemno, coś na jasnym tle pisane i się pytam sprzedawczyni czy to powieść "Biesy" czy opracowanie. Ona mówi, tak to jest cała książka plus opracowania, czyli wyjaśnienia pewnych scen. Ale nauczona przez Ciebie, zapytalam sie przez kogo tłumaczona ? Kobiecina, szuka, szuka i nie może się doszukać kto przetłumaczył i nie znalazła.
                                                    Doliczyć książkę ? - Nie , dziekuję i chyba dobrze zrobiłam, bo te literki takie małe były i nie zachęcały do czytania tylko chyba do jakiejś mordowni nad książką.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.01.26, 16:33
                                                    Tekst do Wikipedii może najlepiej na maila (masz jakiś?).

                                                    "Biesy" są fantastyczne, ale słusznie byłaś ostrożna. Musi być tłumacz T. Zagórski (albo T. Zagórski i Z. Podgórzec) - wspaniała książka (i bardzo gruba - 700 stron).

                                                    Niedawno pisałem tu o bojerach na Krzywym i o tym, że pewnie już ich nie ma, a tymczasem... w dzisiejszej Gazecie taka wiadomość:

                                                    Nietypowy wypadek na jeziorze Ukiel. Bojer poruszający się po lodzie potrącił dwie osoby spacerujące po tafli. Poszkodowani trafili do szpitala.
                                                    (wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198073,32538384,bojer-potracil-spacerowiczow-na-zamarznietym-jeziorze-dwie.html)
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.01.26, 20:11
                                                    Dobry Wieczor Siedemset:)

                                                    No popatrz się, jaka zima zrobiła się niebezpieczna, a wspominaliśmy jak to dwniej bywało, a tu takich mrozów od 10 lat nie było. Dziadek Mróz zapanował i nie widac, by się oddalił. Teraz na takich jeziorach gdzie poruszają się bojery powinny być odpowiednie szlaki jak w górach. Muszą postawić znaki ostrzegawcze. Ja się nie dziwię, że był wypadek, bo słoneczko i mróz wyciągnął ludzi na spacery i ruch na jeziorze jest taki jak na deptaku w Ciechocinku.

                                                    Teraz to wiem co znaczy tłumaczenie i jakie to jest ważne. Nazwisko Mann , kojarzy mi sie z pięknym czytaniem, takim wzniosłym czytaniem, może nawet dostojnym czytaniem, nie wiem jak to określić.... Teraz, jak czytam "Buddenbrookowie", to w życiu nie powiedziałabym, że to pisał Mann. Gdzie te jego wykwintne slowa, gdzie te przepięknie kwitnące zdania? Dlczego tak jest ? Czytam z zapałem i treść jest wspaniała ale styl pisarski juz inny.

                                                    W tenisie, to pięciu naszych przeszło pierwszą rundę. Dziś zagra Hurkacz i jak wygra to wszyscy, cała szóstka idzie dalej do przodu. Tyle zawodników w czołówce. Biedni są ci zatwardziali fani oglądający mecze na żywo. Nocki nieprzespane.
                                                    Ciekawe mecze będą - Fręch z Paolini, Klimovicova ze Svitoliną, a Linette wygrała z Navarro i gra dalej
                                                    Moja poczta: santolina1@gazeta.pl
                                                    Muszę się zebrać do napisania treściwej informacji i dołącze zdjęcia tej pamiątkowej tablicy oraz obiektu.
                                                    Dziękuję, że mi pomożesz.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 20.01.26, 19:56
                                                    I Hurkacz też wygrał. Dziś będą ciekawe mecze. Nie wiem czy wiesz, ale są fajne skróty bez komentatorów.
                                                    www.youtube.com/watch?v=mkeAQhOMabA
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.01.26, 08:28
                                                    Mówiłem, że niespodziewanie staliśmy się tenisową potęgą, choć właśnie zaczęli też przegrywać. Ja natomiast kibicuję emerytom: Stanowi Wawrince i Djokovicowi.

                                                    Ja mam dawne tłumaczenie Buddenbrooków i dawno do niego nie zaglądałem, ale wspominam pozytywnie. Może to nowe tłumaczenie ma wady, ale to może też z tego powodu, że to dużo wcześniejsza powieść Manna, bez tego subtelnego, wycyzelowanego języka Doktora Faustusa.

                                                    W sprawie tekstu do Wikipedii odezwę się mailowo.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.01.26, 20:18
                                                    Dobry Wieczór

                                                    Fręch przegrała z Paolini,
                                                    Linette wygrała z A.Li i gra z Muchową (19)
                                                    Klimovicowa przegrała ze Svitoliną
                                                    czekamy na grę Swiątek
                                                    a panowie
                                                    Majchrzak przegrał
                                                    Hurkacz dzisiaj bedzie grał
                                                    Wawrinka jeszcze gra
                                                    i Djokovic będzie dzisiaj grał
                                                    To nie jest tak źle, mamy dwie dziewczyny idące dalej i jednego Hurkacza. Dodatkowo zgadzam się z Tobą aby Djokovic szedl do finalu. Tęsknimy za starą wiarą;) Jak to się mówi, wśród starych ludzi stajemy się młodsi ;))))

                                                    Nęci mnie ciekawość porównania dawnego tłumaczenia Buddenbrooków z aktualnym tłumaczeniem, bo coś mi nie pasuje. Może to, że jest to, za bardzo nowoczesne słownictwo i nowoczesny tekst. Ale na razie muszę przeczytać do końca.

                                                    Ja też, w sprawie wikipedii musiałam porozmawiać też z rodziną Kierownika (a był bezdzietny) i powiadomić ich o takiej inicjatywie. Już jestem po rozmowie telefonicznej i bomba - bo Kierownik zostawił ważne zapiski czyli pamiętniki zatytułowane "Ważne zapiski" od 1932 roku czyli jego działalność na rzecz tenisa. Mają wszystkie ordery z legitymacjami, ale też zdjęcie Kierownika z Bohdanem Tomaszewskim.
                                                    Nie wiem, jak to wszystko zorganizować ale zacznę od ogólnej mojej wiedzy, a te zapiski Kierownika trzeba bedzie osobno przestudiować i w zakladkę jakąś dać dla odkrywców historycznych. Widzisz, dobrze, że zdążyłam.
                                                    Myślę, że w tym tygodniu podeślę na email.

                                                    A dziewczyny trenują, by mnie pokonać. Nie mogą się doczekac na mnie, bo mam przerwe do 15 lutego.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 22.01.26, 20:05
                                                    Taki jest tenis. Hurkacz odpadł. Zostały dziewczyny Linette i Świątek.
                                                    Jutro rano gra Linette z Muchovą (19) to zobaczymy, czy z tarczą, czy na tarczy nam się pokaże. Nasi starsi faworyci dalej grają.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.01.26, 09:20
                                                    Linette właśnie też odpadła, ale to tylko trochę temperuje nasz entuzjazm wobec polskiego tenisa. No i patrzymy dalej wpatrzeni w Wawrinkę i Djokovica.

                                                    W sprawie porównania tłumaczeń najlepiej zdobyć stare wydanie w jakiejś pobliskiej bibliotece publicznej, najprawdopodobniej taką macie.

                                                    A w sprawie Wikipedii dam znać dziś-jutro.


                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.01.26, 19:55
                                                    Dobry Wieczór Siedemset
                                                    Wiem, wiem, odpadła z bardzo gładkim wynikiem, to jakby dominacja Muchovej była bezwzględna. Została nam tylko Świątek, która znana jest z zaskakiwania swą grą jak i sama piłka jej potrafi zaskoczyć swoim kozłem. Nie wiem czy widziałeś jaki numer co piłka zrobiła ze swoją rotacją. Odbiła się ona na polu przeciwniczki i wpadla na teren kortu Świątek co oznaczało, że przeciwniczka nie mogła tej piłki odbić. Na pewno to rozumiesz, bo ten moment pokazujom w mediach. Tak zwany szacher macher;))))) nie do odebrnia.

                                                    Mam bibliotekę pod nosem. Już planuję tam wstąpić. Czytajonc teraz na bieżąco Manna czegoś mi w nim brakuje i żeby cokolwiek powiedzieć muszę znać poprzedni przekład. Po pierwsze, nie czuje w niej tego czarodziejskiego języka Manna, ale i też nie czuje się filozoficznego języka.
                                                    Dlaczego tak mówię? Zawsze zabierając się do czytania przygotowuję zakładkę w postaci kartki, na której zapisuję zdania, ktore mnie oczarowują. Na razie jest skąpo kartka zapisana. To nie jest krytyka, bo właśnie od 400 strony nie można się oderwać od książki. Coś niesamowitego się dzieje.

                                                    "A w sprawie Wikipedii dam znać dziś-jutro" - ok, dziękuję.
                                                    A tu dedykacja z "Dżentelmena w Moskwie", może Ci pomoże w tej pracy;)))
                                                    “Stwórca przeznaczył poranne godziny na pracę. Jeśli zatem człowiek obudzi się nie później niż o szóstej, zje lekki posiłek, a następnie poświęci się pracy, to w południe powinien mieć ją już za sobą.”
                                                    Oczekuję więc Wikipedii w somo południe, kiedy to hejnał z Krakowa zabrzmi na całą Polskę;))) któregoś dnia.
                                                    Miłej pracy :)
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.01.26, 19:12
                                                    Wynik Świątek trzysetowy z dziwnym wynikiem 6:1 1:6 6:1 wygranym. Nie wyobrazam sobie takiej gry i dlatego ona jest nieprzewidywalna. Wawrinka zaś, przykro mi, ale przegrał. Djokovic zagra o ćwierćfinał. Ciekawe boje zaczną się.
                                                    Jutro nasi nie grają.
                                                    A w Krakowie szklanka na chodnikach i drogach czyli niebezpiecznie.
                                                    Nie wiem jak to się stało, że w poprzednim wpisie wkradło się niezbyt dżentelmenskie słowo "oczekuje". Miał być to niby dżentelmeński wyraz, a wyszło jak wyszło. Przepraszam, to bardzo złe słowo. Ja chyba wogóle trochę przesadzam, pewnie i z tłumaczeniem książki też. "Buddenbrookowie" mnie przykuwają i zaczynam czuć "Doktora Fausta" .
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.01.26, 08:48
                                                    Tak, znam ten myk z kręcącą się piłką wracającą na stronę uderzającego. To efekciarski dodatek do spraw głównych.

                                                    Wawrinka przegrał, ale był świetny i pełen młodzieńczej energii; został Djokovic - będzie ciężko.

                                                    W takich sprawach jak z "oczekuję' mam grubą skórę i pełne wyrozumienie, więc zupełnie nic się nie stało. Zwłaszcza, że pisze się tu "na szybko" i nie zawsze przychodzi do głowy właściwie słowo.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.01.26, 19:33
                                                    Dobry Wieczór Siedemset:)
                                                    Ta Twoja gruboskórność, bardzo mi się podoba:) Dobrze, że ją masz.
                                                    Ciekawe i ciężkie zapowiadają się mecze. Świątek(2) gra z Rybakiną(5), a Djokovic(4) z Muesttim(5).
                                                    Mecze dopiero pojutrze. Może Djokovic nabierze siły dzięki temu walkowerowi.
                                                    Dzisiaj miałam straszny dzień. Wyobraź sobie w rurach hydraulicznych wspólnoty zrobił się korek i przyszedł konserwtor kamienicy i pod ciśnieniem z góry mieszkania na poddaszu puścił wodę i kurcze, zadzwonili najemcy mieszkania na dole, że zalało mieszkanie. Natychmiast pojechałam i patrze czarne morze w kuchni. Wlał się szlam przez zlewozmywak. Dwóch chłopaków z łopatkami i zmiotkami nabierają ten szlam do wiaderka. Jeden z nich opowiada mi, że wrócił z egzaminu i zastał zalane mieszkanie. A ja do niego, no to ładnie pan oblał egzamin;) No i podwinęłam rękawy i wszyscyśmy sprzątali. Pół dnia bawienia się w błotku. I jeden z nich mówi do swego kolegi, że Swiątek wygrała. I zaczeła się rozmowa o tenisie. I jeden do drugiego mówi, że chciałby pograć w tenisa, że muszą się gdzieś wybrać, a ja na to, no to proszę bardzo zapraszam do Wieliczki - a oni ze zdziwienia zrobili takie oczy, których Tomasz Mann może tylko opisać.
                                                    I zmierzając do "Buddenbrookowie" to wlaśnie od połowy książki poznaje styl mannowski. Te opisy oczów większości bohaterów, ten opis organisty z kościoła Mariackiego, ten rozgardiasz dzwięków, te kontrapunkty. I te długie rozwinięte zdania, które przy czytaniu dają nam wyobraźnie. A opis uroczystości 100 lecia firmy Buddenbrooków jest pierońsko wykwintny.
                                                    I cytat, który jest podawany z pokolenia na pokolenie:
                                                    "Synu mój, za dnia ochotnie prowadź interesa, lecz jeno takie, byśmy nocą spokojnie spać mogli."
                                                    To jest bardzo dobre przesłanie.
                                                    Dziękuje za Wikipedie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.01.26, 19:29
                                                    Dobry Wieczor
                                                    To Świątek nam wypadła z gry, prawie nie było walki w drugim secie. Tak z nią jest. Mamy jeszcze Djokovicza, który doszedł do półfinału dość łatwo z końcowym kreczem przeciwnika. Sinner też łatwo doszedł, może się okazać, że ich mecz będzie bardzo zacięty.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 29.01.26, 09:44
                                                    No to pięknie, że z okropnej sytuacji z awarią wyciągnęłaś tyle pozytywnych zdobyczy (tenis, Mann, kontakty towarzyskie...) .

                                                    I świetnie, że Mann się układa, czyli może tłumaczenie jest całkiem, całkiem...

                                                    Djokovic przeszedł tylko dzięki rezygnacji przeciwnika, ale to pewnie będzie wszystko, bo dwaj rządzący dziś tenisem młodzieńcy raczej nikomu nie dadzą szans.

                                                    Zajrzę tu jeszcze jutro wieczorem , a potem znikam na jakieś dwa tygodnie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 29.01.26, 19:24
                                                    Dobry Wieczór Siedemset:)

                                                    Trzeba przyznać, że tenis na fali popularności dzięki głośnym sukcesom Polaków. Z dziećmi nie ma też kłopotów, bo w sąsiedztwie jest ich sporo i na wiosnę coś wykombinuję dla nich.
                                                    Siedemset, widzisz, że szczęście dopisuje Djokoviciowi. Poczekaj, poczekaj i miej nadzieję choćby na cud. Moje wielickie dziewczyny zaczeły stawiać kto wygra u panów i różnie obstawiają, a z mojego Djokovicia zaczeły się śmiać. Czekamy teraz, jak wygram, to mnie będą nosić na rękach naokoło kortu. Jeszcze obstawiały na najbardziej seksownego tenisistę i wybrały Sinnera, choć ponoć ma jakieś pjączki;).
                                                    A Djokovic będzie grać z 24 lat młodszym włoskim Sinnerem i mówisz, że przegra ? Zapomiałeś o doświadczeniu, o taktyce gry i tego chłopczyka może tak pięknie rozegrać, że hej, tylko potrzeba dobrego dnia, by piłka Djokovica siedziała w korcie, bo wiarę to Djokovic ma. Dzisiaj grają o 23.30 to spokojnie rano zobacze wynik.

                                                    Nie no, tłumaczenie jest bardzo dobre, jeno jakby język jest za bardzo współczesny, ale też nie mogę mieć racji, dopóki nie przeczytam poprzedniego tłumaczenia, a z tym coraz trudniej. Moja bliska biblioteka nie ma tej ksiązki, ani inna dalej i coś czuję, że trudno ją będzie zdobyć, bo jak pamiętam, moja kuzynka do tej chwili nie zdobyła "Doktora Fausta", a ja takich książek nie pożyczam:) Być może kupię starą wersję, a nową podaruje w prezencie zieńciowi za wygrane opowiadanie:)

                                                    A przy okazji w "Buddenbrookach" , właśnie Hanno (pamietasz - dziecko kojarzy mi sie z Echem) posiada wydanie "Pensees" Pascala i własnie zasiadłam do laptopa, by zobaczyć co to jest? Pascal jest nam znany i dowiedziałam się, że Pensees po francusku to "Myśl" Pascala, którą znamy jako "zakład Pascala" czyli "trzcina myśląca" i właśnie logicznie nawiąże to, do kondycji naszego Djokovicia, która z wiekiem jest krucha, a zarazem wielka dzięki rozumowi! A jeszcze do tego Pascal powiedział: że wiara w Boga jest bardziej opłacalna niż niewiara. Jeśli Bóg istnieje, zyskuje się wszystko, a jeśli nie – traci niewiele.
                                                    No, no, no i co będzie jutro? Z tarczą czy na tarczy ?

                                                    Jutro i ja znikam również na ferie w Krakowie i poświęcam się wnukowi. Nic nie mam zaplanowane więc tak spontanicznie się będzie działo. A Twoje ferie to jakie i gdzie będą ?
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 30.01.26, 19:00
                                                    Bardzo Dobry wieczór Siedemset:)

                                                    Siedemset, tego się pewnie nie spodziewałeś. Djokovic jest w finale! A napisałam, że walka będzie. Oglądałam na żywo i z podziwu nie mogłam wyjść jak Djokovic realizuje moją wiarę w zwycięstwo. Jestem pod wrażeniem swojej też wiary, a i tego, że ten mecz był o doskonałej godzinie, bo 12.30, która to była wolna dla mnie i mogłam na dodatek oglądnąć na pirackiej stacji obraz i dzwięk na żywo całkiem przypadkowo znalezłam. Dzięki temu na własne oczy mogłam zobaczyć historyczne zwycięstwo wejścia do Finału w A.O.
                                                    Mecz był jak koncertowa uczta tenisowa.

                                                    I też uciekam na ferie.
                                                    Życzę Ci spokojnych i radosnych ferii.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 30.01.26, 20:46
                                                    To niesamowite, że Djokovic wygrał. Przyznaje, że zupełnie w to nie wierzyłem (co nie zmniejszało mojej ogromnej sympatii dla Djokovica), bo dwaj wiadomi młodzicy wszystko wygrywali ostatnimi czasy. Tymczasem Alcaraz także był na krawędzi i może szkoda, że Zverev nie wygrał (a był blisko), bo chyba z nim byłoby Djokovicowi łatwiej. Czy to możliwe, że jeszcze raz stanie się cudowny cud? Dzisiejszego meczu sporo obejrzałem (wspaniały), ale boję się, że będę miał problem z dotarciem do transmisji finału.

                                                    Mann był sporym znawcą filozofii, zwłaszcza Nietzschego i Schopenhauera, ale i właśnie Pascal się pojawia (chyba dawnymi latami coś o nim mówiliśmy).

                                                    Wyjazd mój jest w rożne strony i w rożnych sprawach. Miłych wrażeń z kolejnymi pokoleniami.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 31.01.26, 19:07
                                                    Dobry Wieczór Siedemset

                                                    Tak, Djokovic przełamał chyba barierę wieku wyczynowego w tenisie. Jak wyczytałam, to on trenuje ćwiczenia oddechowe, które przy takim wysiłku, złapanie oddechu jest najważniejsze, a i medytuje, co działa na psychikę. To było widać w meczu, gdzie był ścianą nie do przebicia i wytrzymał do końca meczu.
                                                    A finał, to trudno powiedzieć, bo cała energia poszła do Sinnera choć też ciężką drogę miał Alcaraz.
                                                    Trudno powiedzeć, faktycznie byłby to podwójny cud. Tutaj nie odważe się na wielką wiarę, bo sama czuję się wyczerpana po ostatnim meczu Djokovica.
                                                    Teraz wchodzę w świat babciowania:)
                                                    Pauza i wszystkiego dobrego życzę.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.02.26, 20:55
                                                    Powróciłam z krakowskich ferii. Bardzo ciekawe wydarzenie miałam kiedy odprowadzałam swoich do pociągu na peronie. Jeden bagaż w postaci plecaka z prowiantem niosłam na swoich ramionach. Na peronie było dużo ludzi, wiadomo było, że wagony będą przepełnione. Na szczęscie moi mieli wykupiony caly przedział, bo i pies byl. Nawet się nie pożegnaliśmy, taki był tłok. Kiedy moi wsiedli do wagonu, ja ruszylam w powrotną drogę i już zjeżdzałam schodami w dół, kiedy... sobie przypomniałam o plecaku i momentalny zwrot w tył i po tych schodach ruchomych jadących w dół biegnę na peron na górę. Było to naprawdę wyzwanie pokonać je. Próbowałeś pokonc takie schody jd ? Niewyobrażalny widok walczącej ze schodami.
                                                    Jak się mówi, z tarczą wróciłam do domu. Plecak z prowiantem podany, a czekała ich jazda prawie 13 godzin.
                                                    A wiesz, że nasza ulubienica Ela wyjechała na wycieczkę do USA i stamtąd wysłała mi zdjęcie z kortów z tekstem:
                                                    "Pani, te wszystkie Amerykanki na korcie rozłożyłaby na łopatki." No i jak ją nie kochać ?
                                                    Poprosiłam, by te wszystkie Amerykanki przywiozła na nasze korty i razem je rozłożymy ;))))

                                                    Całkiem zrozumiane, że będziesz pisał w miarę swojego wolnego czasu. Bądź sobą i pracuj swobodnie:)
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.02.26, 20:09
                                                    Troszeczkę długie są Twoje ferie, kukam i kukam i trochę się niecierpliwie. "Buddenbrooków" już dawno przeczytałam i zaczynam inne dzieło czytać, a czytając zaczynam strasznie doceniać i rozumieć ludzi nauki. Rolę tłumacza rozumiem i cenię jak nigdy dotąd. Rolę pisarza jeszcze bardziej, rolę nauczycieli, naukowców poznałam bardzo dobrze w Doktorze Fauście i to w Fauście była wzmianka o Mary Shelley. Zaczyna się tam bardzo ciekawie dziać. Czytałeś Frankensteina ?
                                                    Z Wikipedią czekam na przyjazd kolegi, ktory urlopuje się w hinduskich krainach. Faktycznie, usunęłam te ordery i odznaczenia i już lepiej to wygląda.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.02.26, 08:26
                                                    Tak, tak, wszystko się przedłużyło i od razu wpadłem w wir spraw zawodowych, domowych, wnukowych i innych, ale już trochę to ogarnąłem.

                                                    Takiej sytuacji z plecakiem nie miałem, ale z łatwością sobie wyobrażam; musiało to wyglądać wzniośle i heroicznie, a w dodatku przyniosło sukces. Plecak to bardzo "wydarzeniowa" rzecz.

                                                    A jaka ta nowa lektura? Wygląda na Frankensteina? Czytałem, ale dawno. Nigdy nie miałem serca do kryminałów, ale miałem do fantastyki i w tym zakresie pojawił się wtedy Frankenstein.

                                                    Chyba słusznie wykreślone te ordery i odznaczenia.

                                                    Oglądam też nieco olimpiadę i chyba najbardziej sympatyzuję z jazdą szybką na lodzie (a szczególnie nie mam serca do jazdy figurowej na lodzie).
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.02.26, 20:38
                                                    Witaj Siedemset:)
                                                    Wiem, wiem, wiem, co to wszystko oznacza, rozgardiasz domowy, to jak klapki na oczach, nic po za tym się nie widzi. Dlatego lubię porządki i wszystko na swoim miejscu.
                                                    Jak się domyslasz, "Buddenbrooków" skończyłam i jak rozwinięcie tytulu mówi, upadła rodzina, której kronika od pokoleń była pisana przez nich samych. Przyczyn ich upadku było wiele. Przede wszystkim zmiana epoki, jedna się kończy druga zaczyna. Dawne porządki się skończyły i zaczęły się inne. Książka piękna, pokazuje rodzine bogatą, która od pokoleń sie wzbogacała w sposób z zasadami przyjętymi w ówczesnym społeczeństwie.
                                                    Wiele rodzin tak poupadało. Najbardziej osłabiają rodzinę spadki i najczęściej spadki skłócają ich. Niezgoda rujne każdą rodzinę. Nie mówię tu o samych "Buddenbrookach". Tam nawet panowała zgoda, ale na skutek nieszcześliwych małżeństw i choroby najmłodszego dziecka i śmierci, ciągłość pokoleniowa się zakończyła.

                                                    Buddenbrookowie pokazują, że wszystko się kiedyś kończy i warto pomyśleć w podeszłym wieku o majątku, jak je rozdzielć, by nie zostawić po sobie placu bitwy. To jest bardzo głęboki i trudny temat psychologiczny.

                                                    Co do tłumaczenia jeszcze zamilcze, dopóki nie przeczytam poprzedniego przekładu. A mam juz wyśledzioną ksiązkę za 200zł czekam na cieplejsze dni, bo one są tańsze. Zima jest droga w utrzymaniu, a i jeszcze remont robię.
                                                    W dzień czuć wiosnę lecz nocny -10 stopniowy mróz ją zabija.

                                                    Co do Frankensteina, to jestem zachwycona. To jest coś w rodzaju Doktora Fausta, dlatego będę stopniowo zamieszczać cytaty, żebyś zauważył podobieństwo. Tylko spokojnie, nie popędzaj, bo ja się książkami delektuje. Mam stałe godziny na czytanie. Po południu 1 godz (staram się) i na noc 1 godz (obowiązek), wtenczas uciekają inne problemy. Taka taktyka.

                                                    Zaś olimpiada przeszła mi koło nosa, jedynie na skoki narciarskie się załapałam. I brawo, brawo Kacper Tomasiak (3 medale).
                                                    Jazda figurowa na łyżwach jest uroczym widowiskiem, teraz są też pięknym widowiskiem jakieś skoki na deskach, urywek widziałam, to juz dla mnie nowy świat i nowa epoka.
                                                    Z tenisem mam dalej przerwę, bo ciężka zima i jazda trudna do balonu. Nawet rzucać nożem nie mogę, bo gdzie go będę w śniegu szukać. Tak, czekam na wiosnę. I jeszcze kolega wlasnie w Dubaju z podziwiają tam w nocy wieżowce, a kolega z wnuczką (15l) baletnicą z Dziadka do orzechów w Portugalii na konkursie i trzymam kciuki za wygranie.
                                                    Uciekam czytac.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 22.02.26, 19:38
                                                    Zapomniałam napisac poprzednio, ze jak tak dawno czytałeś Frankensteina, to tak po krótce przypomnę treść.
                                                    Wiktor Frankenstein, został uratowany przed zamarznięciem w krainie lodowców przez kapitna Waltona. Po ozdrowieniu Wiktor zaprzyjaznil sie z kapitanem i opowiada mu swoje dzieje, które mogą być niemożliwe, a jednak się działy. I to co chcę Ci opowiedzieć i pokazać, to podobienstwo czasow nauki Wiktora Frankensztejna z naukom Adriana Leverkühna. Wprawdzie dwa inne obrazy czasowe, a jakie podobne w swej tresci. Jak ważni są pierwsi nauczyciele w rozwoju dziecka szczególnie z talentami i jak ich trzeba doceniać ;)
                                                    Co pokierowało Wiktora Frankenszteina do takiego magicznego zawodu ? Los ! Lecz jak autor mówi, losem tym pokierował jeszcze duch filozofi naturalnej. Przypadkowo chłopczyk w domu natknął się na pisma Korneliusza Agryppy. W ojcowskiej bibliotece mając 13 lat znalazł te pisma i tylko spojrzał, a już wiedział, ze to to jest to. Jego głowa nagle zrobiła się oświetlona.
                                                    Mimo, że ojciec widząc jego zinteresowanie Korneliuszem uprzedził go, że to brednie, nie warte czasu. Niestety Wiktorek studiował ją dalej z wielką gorliwością i z wypiekami na policzkach. Tak się zapalił do tych dzieł, że jeszcze zainteresował się Parcelsusem i Albertem Wielkim. Mały Frankenstain z taką radością i ochotą to wystudiował, że myślał, że jeste właścicielem sekretów umysłu. Że zbawi świat i uwolni ludzkosć od zarazy. Z zapalem chce znaleźć kamień filozoficzny oraz eliksir życia. W domu zaczął obserwować inne zjawiska naturalne jak destylacje, parowe czy nawet działanie pomp próżniowych. I tak mu lata mijały. Mając 15 lat rodzina przeprowadziła się na wieś, a tam to już miał obserwacje w naturze, jak gwałtowne burze z piorunami i tam też poznał maszynę elektryczną. Mając 17 lat rozpoczął studia i wyjechał na uczelnie do Ingolstadt.
                                                    I tu sie zacznie komicznie, kiedy napotka swoich nowych profesorów, to będzie zaskoczenie dla młodzieńca Wiktora Frankensteina.
                                                    Napiszę o wspaniałych profesorach Wiktora Frankeszteina. Bo tak Leverkühn jak i Frankesztein mieli wspanialych i ciekawych profesorów, o których warto napisać.

                                                    Ciekawe co byś zrobił, gdyby taki młodzieniec, z takimi ksiązkami jak opisane wyżej, przyszedł, jeszcze z listem polecającym i chciał odkryć sekret umysłu czyli zdobyć tajemne wiedze ?
                                                    - Chłopcze, ubierz kaftan ;)))))
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 22.02.26, 21:08
                                                    Wyobrażasz sobie Djokovicia śpiewającego matce i oddający jej hołd.
                                                    Niesamowite to, co za gość z niego. Pink Floydów utwór spiewał.
                                                    zenvibe.daily24.blog/posts/special-moment-last-night-novak-djokovic-stepped-quangduong-team-khoa-2

                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.02.26, 08:22
                                                    Świetnie, że Buddenbrookowie zdobyli twoje uznanie, bo przecież są doskonali (Nagroda Nobla), choć okazało się trochę później, że świat czekał jeszcze bardziej na Czarodziejską górę i na Doktora Faustusa.


                                                    Dziękuje za szerokie wieści o Frankensteinie, prawie nic nie pamiętam, więc powoli będę się przyglądał, a z boku już czeka Dżentelmen z Moskwy. A wspomnianemu młodzieńcowi pewnie bym polecił Marka Aureliusza.


                                                    Na marginesie tylko przypomnę, że jazdy figurowej na lodzie nie znoszę, w przeciwieństwie do jazdy szybkiej (ale nie short track) - tak więc jestem w sportach lodowych bardzo wybredny i wymagający. A nasza sympatia do Djokovica jako osoby nie idzie na marne i się potwierdza.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.02.26, 20:14
                                                    O Buddenbrooków się nie martw, książka jest wyśmienita, a strasznie jestem dociekliwa tego tłumaczenia poprzedniego, bo tak jak mówiłam, język pisany wydaje mi się za nowoczesny, straszna różnica między Faustem, a tą lekturą.
                                                    Ciesze się, ze Frankenstin jest pisany, mimo, że to nowe wydanie w stylu tamtych czasów. Każdy rozdział zaczyna się od dużej gotyckiej litery. Podobnie moj brat pisal listy do mnie z Olsztyna, zaczynając od dużej wkaligrafowanej litery gotyckiej. Jeden sie taki u mnie uchował. Ach, powiem też jaką mam tą ksiązkę - Mary Shelley -Frankenstein czyli współczesny Prometeusz - ilustracje: Lynd Ward - przekład, opracowanie i posłowie: Maciej Płaza.
                                                    Nie ma tłumacza - jak to rozumieć ?

                                                    Twoja odpowiedź jest tak Towoja, że też nie zgadłam, że taką podasz. Teraz skorzystam z okazji i podziękuję, że ja dzięki Tobie poznałam, co los podarował mi do poznania i teraz staram się mądrze rozmyślać :)
                                                    Musiałam poznać Agryppa, Paracelsusa i Alberta ‌Wielkiego, bo nie można przejść spokojnie koło tak ważnych filozofów, o których to 13 letnie dziecko o nazwisku Frankenstein toczyło bój. Myślę, że dyskusja o nich musi sie jeszcze potoczyc:)

                                                    Ja przynajmniej na strość jestem już pewna, że moim idolem filozofii jest - Marek Aureliusz, który zmienił moje życie i dał mi pewność istnienia. Idolem sportowcem - cudowny Novak Djokovic, za ten ostatni jego mecz w Australii, gdzie wyniósł się ponad szczyty, a idole muzyczni to Pink Floyd za filozoficzne teksty i niesamowite brzmienie.

                                                    Powiem Ci, że "Dżentelmena w Moskwie" polecił mnie kolega klasowy na spotkaniu klasowym i kiedy w rozmowie poleciłam mu "Doktora Fausta" to odpowiedział, że on już żadnej książki nie przeczyta, bo właśnie przeczytał najlepszą książkę na świecie, która bardzo wbiła mu się w serce czyli "Dżentemena.." Jest to dziadek tej wnuczki baletnicy, która tańczyła w "Dziadku do orzechów", a startuje w konkursach baletowych. Niestety nie dostała się do ścisłej grupy. Ale mocno pracuje i ćwiczy, więc głowa do góry poradziłam :)

                                                    Wiesz co, te wszystkie książki co teraz czytam, to je łączy jeden mianownik - tragedie rodzinne i w Dżentelmenie też to poczujesz. Jest moment gdzie staniesz na baczność w zadumie z filiżanką gorącej herbaty z kropelką z cytryny z widokiem na ruiny.
                                                    Mieliśmy dzisiaj nad głowami głośną burzę z grzmotami, która mnie zaskoczyła o tej nocnej porze. To jakby wojna ..... ale między zimą a wiosną na szczęście.
                                                    Mam nadziej, że w Olsztynie juz nikt nie wchodzi na lód na jeziorach.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 25.02.26, 20:15
                                                    Dochodzę pomału do sedna sprawy. Tak więc Wiktor Frankenstein pojawił się na uczelni w Ingolstadt z listem polecającym udając się do profesora filozofii naturalnej Pana Krempa. Początek rozmowy był nawet uprzejmy, potem przeszedł do szczegółowych pytań dowiadując się coś więcej o swoim przyszłym uczniu. I tu gdy tylko Wiktor wymienił autorów swoich uczonych profesor Kremp zdębiał całkowicie z zaskoczenia. Nie mógł uwierzyć, że znalazł się ktoś, kto tyle czasu spędził na studiowaniu jak to nazwał profesor - bzdur ! Po prostu profesor wpadł w niedowierzanie, że można sobie w tak głupi sposób obciążyć pamięć jakimiś obalonymi teoriami bezużytecznych nazwisk. Że w wieku oświecenia napotkał jeszcze ucznia tych wycofanych już z życia filozofów z Bożej Łaski. Ola Boga! wykrzyknął, gdzie żeś pan żył, że nikt pana nie ostrzegł przed fantazjami i bajdurzeniem z tysiąca i jednej nocy?
                                                    I co teraz zrobił profesor Kremp ? Tak jak myślisz ;)))
                                                    :) No właśnie, wypisał Wiktorowi, lektury książek, które ma przeczytać, mówiąc, że trzeba zacząć wszystko od początku.
                                                    Myślisz, że była wśród nich lektura Marka Aurelisza ?

                                                    Zaczęłam więc drążyć, co to byli za filozofowie, że tak strasznie zdenerwował się profesor. ;))))
                                                    Korneliusz Agryppa - średniowieczny niemiecki mag, okultysta, filozof.
                                                    "Jego zasady to :
                                                    1 .Rozbieżność poglądów – na każdy problem, jakim zajmują się ludzie (a w szczególności filozofowie), istnieje wielość poglądów, często sprzecznych, co pociąga za sobą zawieszenie sądu
                                                    2 .Nieskończoność dowodu – chcąc rozstrzygnąć problem, należy przedstawić dowód. Żaden z dowodów nie jest jednak wystarczający i wymaga przedstawienia kolejnego dowodu, na którym się opiera. Prowadzi to do regresu w nieskończoność.
                                                    3 .Relatywność poznania – nie można poznać żadnej rzeczy w odrębności (samej w sobie), lecz każde poznanie dokonuje się w odniesieniu do poznającego i do innych, współpostrzeganych rzeczy." Al

                                                    Nic dla niego nie jest oczywiste samo przez się, ponieważ to, co nazywamy dowodem, jest jedynie drugim twierdzeniem, które samo w sobie wymaga udowodnienia, i tak w nieskończoność.......... Al

                                                    No i pięknie, czyli każdy ma prawo do swoich opini. Prawdziwa swoboda, możemy w nieskończoność opiniować i będziemy trwać w błędnym kole rozumowaniu.

                                                    A co ciekawe to Cornelius Agrippa był też magiem
                                                    "Wiele jego poglądów było kontrowersyjnych. Jego wczesne wykłady teologiczne rozgniewały Kościół, a jego obrona kobiety oskarżonej o czary w 1520 roku doprowadziła do jego wydalenia z Kolonii przez Inkwizycję . W swoich czasach Agryppa był powszechnie atakowany jako szarlatan"
                                                    A najciekawsze to to, że w Harry Potterze Agrippa był czarodziejem z kart czekoladowych żab. A był to najbardziej wuczonym czarodziejem, który ma za sobą wiele napisanych magicznych ksiąg.
                                                    Jego książki były traktowane jako herezje, w związku z tym był uwięziony i zmarł w 1535r.
                                                    Czy masz jakieś zastrzeżenia co do Corneliusa Agrippina ? Ciekawe jaka była linia obrony Agrippa, kobiety oskarżonej o czary, kiedy sam był spostrzegany jako mag? Nie wiem, czy myśmy gdzieś to nie czytali ?
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.02.26, 09:10
                                                    Czasami tak jest, że nie podaje się z zamiaru albo przypadkowo nazwiska tłumacza, choć to raczej rzadkie przypadki.

                                                    Ci trzej wymienieni filozofowie są bardzo interesujący - dwaj pierwsi to przedstawiciele tak zwanej białej magii, która właściwie była poprzedniczką nowoczesnej nauki, a Albert to mistrze Tomasza z Akwinu, a Tomasz to najwyższa półka historii filozofii. Pełne miano Paracelsusa to Phillippus Aureolus Teophrastus Bombastus von Hohenhaim. Moja wiedza o Agrippie jest bardzo skromna i na razie nie mogę jej poprawić, nie mam więc zastrzeżeń, a nawet czuję sympatię.

                                                    Czyżby na liście książek dla Wiktora był i Marek Aureliusz?
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.02.26, 20:57
                                                    Faktycznie co do Agrippa i Paracelsusa nie ma za dużo wiadomości na googlach. Wikipedia jest najbardziej pomocna.
                                                    Paracelsusa - lekarz, przyrodoznawca, chemik i filozof niem. pochodzenia szwajcarskiego, prekursor nowożytnej medycyny i jatrochemii; zyskał sławę jako wędrowny lekarz cudotwórca, podróżujący po Europie (był m.in. w Polsce)
                                                    Jeden bardziej magik słowny, który może udawadniać coś w nieskończoność, a drugi lekarz cudotwórca, bo znał zasady działania ziół. To powiedzenie jego zaskoczyło mnie ogromnie, a to dlatego, ze kiedy się najem zbyt dużo to zaraz boli mnie żołądek, już się nawet zapisałam do dietetyczki. Ale teraz po zastosowaniu Paracelsusa zasady, że „wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną – tylko dawka czyni truciznę”. W kontekście używek oznacza to, że nawet substancje postrzegane jako niebezpieczne mogą nie wyrządzić szkody w niewielkich ilościach.
                                                    W moim kontekście, wszystko tylko po trochu i jak ręką odjął. Będę musiała dietetyczkę przeprosić za wizytę i jeszcze pouczyć ją o tej średniowiecznej zasadzie.
                                                    A "Albert to mistrze Tomasza z Akwinu" to przestrzeń między ziemią a niebem, wiarą katolickom a rozumem, które idą razem w parze. Inaczej teolog.
                                                    Ciekawe, że Albert Wielki też zapisał się w historii muzyki. Muzycy musieli się napocić, by obalić jego teorie o ciszy, którą uznawał za integralną część muzyki. Fajne to średniowiecze. Też czuje sympatie:)


                                                    Pośpiesznie odpowiadam na Twoje pytanie;))))
                                                    Czyżby na liście książek dla Wiktora był i Marek Aureliusz?
                                                    No, podchwytliwe pytanie, przeciez Ty mialeś odpowiedziec ;)))

                                                    :) No właśnie, wypisał Wiktorowi, lektury książek, które ma przeczytać, mówiąc, że trzeba zacząć wszystko od początku.
                                                    Myślisz, że była wśród nich lektura Marka Aurelisza ?
                                                    Profesor Kremp podal tytuły ksiązek, mówiąc - zaczniemy wszystko od poczatku.
                                                    To ja mam pytanie, skoro zaczynamy wszystko od początku, to właśnie Wiktor to zrobił, lecz nie sięgnął jeszcze głębiej w ery - nie został doceniony!

                                                    Jeżeli profesor Kremp uważał za bzdury nauki średniowiecznych filozofow, to co dopiero myślał o Marku Aureliuszu, który żył w starożytności. Pytanie, czy w oświeceniu był znany MA ? Jednak był znany i nazywany jako filozof na tronie. I jego "Rzmyślania" były znane i cenione.
                                                    Wniosek - być może była lektura MA w zestawie. A pewność będę miała, kiedy przeczytam do końca książkę i porównam Frankesteina zachowanie i mądrość postępowania.

                                                    Teraz poczekaj na drugiego profesora, ktory się pojawi w życiu Wiktora. Jeszcze do sedna sprawy Wiktora Frnkenstaina nie doszłam.
                                                    Czy nie przypomina Ci to profesorów Manna ?
                                                    I jak ważni są nauczyciele, profesorowie, wykładowcy w życiu rozwoju młodzieży ?
                                                    Cichaczem Ci powiem, że po Frankensteinie wybieram się w "ruskie okolice":) Będzie to dobry wioseny trening mózgu.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.02.26, 08:56
                                                    Paracelsus był właściwie prawie lekarzem-naukowcem, swą wiedzę opierał na obserwacjach i doświadczeniach, choć był też twórczo przekonany, że wszystkie rzeczy na świecie są "pod spodem" (te "spody" pięknie nazywał archeusem) połączone więziami, które z kolei pozwalają twórczo oddziaływać jednym rzeczom na drugie i na czymś takim polega leczenie.

                                                    Średniowiecze pod względem filozoficznym było ogromnie interesujące i bardzo zróżnicowane, nawet jeśli wszyscy prawie podawali się za filozofów chrześcijańskich.

                                                    Epoka po Średniowieczu polegała w dużej mierze na powrocie do Starożytności, więc Marek Aureliusz byłby jak najbardziej na miejscu.

                                                    Bardzo intrygujące te "ruskie okolice". Cichaczem mam nadzieję, że to nie to, o czym myślę.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.02.26, 21:54
                                                    Dobrze myślisz, to jest to, o czym myślisz, no chyba nie bierzesz pod uwagę Masłowskiej "Wojna polsko-ruska", bo to juz przerabialiśmy i od tej pory żadnej ksiązki Masłowskiej nie wezmę do ręki.
                                                    A jeszcze na dodatek prawdopodobnie z antykwariatu idzie do mnie Tomasz Mann "Buddenbrookowie" z tłumaczką Ewą Librowiczową pod rękę:)
                                                    To słońce tak działa na ludzi, że wyobraź sobie, ze jedna dziewczyna Ewelina z motorem zadzwoniła do mnie, że chce ze mną grać raz w tygodniu i jak tylko będą gotowe korty na wiosnę to startujemy. Rodzice tez dzieciaki swoje zglaszajom do mnie, na te pierwsze nauki, nawet taki dwulatek Henio będzie grał ze mną, bo matka się żaliła, ze żaden klub sportowy nie przyjmuje dwulatków, nawet piłka nożna, a on już paletkom włada ;)
                                                    To słońce też zabiera mi czas na czytanie, bo orgód wymaga też odpowiedniego zadbania.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 01.03.26, 20:55
                                                    Oglądałeś na Olimpiadzie łyżwiarstwo szybkie i nie wiem czy wiesz, że nasz medalista srebrny w biegu na 10 000 metrów będzie sie nazywał Władimir Semirunni zamiast Semirunnij. I chyba dobrze zrobił, lepiej sie wymawia, no i takie bardziej polskie.

                                                    Po spotkaniu Wiktora Frankesteina z profesorem Krempem, Wiktor był rozczarowany tym gwałtownym potempieniu jego wizji i fantazji. Jego celem przecież było poszukiwanie nieśmiertelności dla dobra ludzi. Współcześni badacze jakby szli w innym kierunku. No nie mógł tego przeboleć biedny Wiktor, że właśnie na uczelni profesor wymógł od niego, aby porzucił wzloty wyobraźni na rzecz rzeczywistości.
                                                    Z ciężkim sercem szedł Wiktor do następnego wykładowcy chemii prof.Waldmana i tam dopiero doznał spełnienia i nabrał skrzydeł, gdyż w rozmowie prywatnej z profesorem o swoim studiowaniu Agryppa i Paracelsusa był pozytywnie zaskoczony, bo profesor odpowiedział, że owi filozofowie byli ludźmi pracowitymi i zbudowali podwaliny współczesnej wiedzy, a filozofowie dzisiejszy mają dług i to niespłacony, ponieważ teraz mają łatwiejsze zadanie, bo to co wydobyli na światło dzisiejsze muszą tylko wymyśleć nazwy na ich nazwanie;))
                                                    Szok - teraz trzeba by spłacić dług, ciekawy w jaki sposób filozofowie mogliby spłacić ? Ja myśle, że autorka juz ten dług spłaciła tą popularną książką.
                                                    Zaś profesor Waldman, bardzo się ucieszył, że zdobył takiego pilnego ucznia i że ma się uczyć wszystkich dziedzin filozofi naturalnej. A pilność Wiktora przerodziała się w głód wiedzy.
                                                    Tak, tak, tak i tak to się zaczeło.... los Frankenszteina.
                                                    I znalazł przyczynę powstania życia i tknął życie w martwą naturę. Radość i uniesienie było ogromne - niestety po czasie sprowadził sobie Wiktor Frankensztein nieszczeście i zgubę.
                                                    Zobaczymy co dalej z tego wyniknie.....
                                                    Trzeba być cierpliwym
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.03.26, 10:12
                                                    Bądź powściągliwa wobec tych "ruskich spraw".
                                                    Masłowska później się nieźle rozwijała, chociaż teraz jakoś spowolniła, ale ja i tak bardzo sympatyzuję.

                                                    Jak masz okazje i siły na sport, to to preferuj. Z czytaniem zawsze zdążysz, a ogród zrobi się najwyżej bardziej naturalny (angielski, a nie francuski).

                                                    Kurczę, nic nie pamiętam z tego Frankensteina; może po Dżentelmenie (już niedługo) schwycę i Frankensteina, no ale zobaczymy co z tego wyniknie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.03.26, 20:39
                                                    "Ruskie sprawy" zostawiam na koniec, ponieważ doszła do mnie Pani Ewa Librowiczowa w przepięknej oprawie z rodzinką Buddenbrooków. Żebym nie zapomniała o czym książka jest, musi mieć pierszeństwo po Frankensteinie. Dopiero potem wkroczą ruskie sprawy i mam nadzieje, ze wkoło wszystko będzie spokojnie biegło, że trawa będzie zieleńsza rosła, kwiatki będą kwitnąć i ptaszki będą śpiewać, a mój świat będzie uporządkowany - to jest wymarzony czas na czytanie z głową. Ruskie sprawy napewno będą skąplikowane, choć recenzent tej książki bardzo pozytywnie polecał i zapewnił, że książkę wyjątkowo, w porównaniu do innych książek tego autora, lekko będzie się czytać. Nie pamiętam szczegółów jak on to napisał, był w tym dobry. Z kolei inna recenzja była bardzo trudna i skąplikowana. Oprawa książki jest bardzo przyjemna w dotyku. Nie czas o tym pisać teraz.

                                                    Przede mną wyzwanie, jeszcze chyba nikt tego nie robił, porównanie różnych tłumaczeń jednej ksiązki. Jestem taka tym podekscytowana. Lecz twardo stoję na stanowisku, że też najprzód powinnam skonczyć Frankemsteina. Interesująca jest bardzo, nie to, co film. Dawno, dawno temu oglądałam film i nic z niego nie pamiętam prócz strasznego potwora, których wszystkich straszył, budził lęk i grozę. A jednak książka jest o niebo lepsza i ciekawsza. I ją to odnalazłam w Doktorze Fauście.
                                                    Nie powiem Ci dziś, ale może jutro powiem jaką książki odnalazłam w Frankensieinie. Potrzymam Cię w niepewności, gdyż obydwoje je znamy.

                                                    Z ogrodem, to mam jeden cel - owoce, bardziej owoce, niech no tylko zakwitną jabłonie i grusze......
                                                    I nie jest on ani angielski, ani francuski (bo nie mam ogrodnika, który by dbał) lecz taki polski i patriotyczny ;))
                                                    Nic nie piszesz o swoich ziemiach.
                                                    Ja myślę, że korty będą tuż, tuż jak tak dłużej poświeci słoneczko to kto wie. Najgorszy jest u nas nocny przymrozek. Dziś było - 1, a w dzień + 20.
                                                    Oddałam koledze tekst do Wikipedii. Nie wiem ile to potrwa, bo wrócił z Dubaju jeszcze przed wojną, to pewnie ma inne sprawy.
                                                    Będę spokojnie i cierpliwie czekać.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 06.03.26, 18:56
                                                    Wracając do Stwora czy Potwora stworzonego przez Frankensteina to obdarzny był on zmysłami i namiętonościami. Potajemnie zapoznał się, dzięki podglądaniu sąsiadów z książką Goethe “Cierpienia młodego Wertera” , "Raj utracony" Miltona oraz Żywoty Plutarcha, o których nic nie wiedziałam. No, ale od czego jest Al i Wikipedia:

                                                    "Spośród wielu jego dzieł, jednym z najsłynniejszych, autorstwa Plutarcha, są „ Żywoty szlachetnych Greków i Rzymian”, znane również jako „Żywoty równoległe” . To zbiór powieściowych biografii, których opisy ułożone są parami, w których pojawiają się równoległi bohaterowie – słynni Grecy i Rzymianie."

                                                    Plutarch - Grecki filozof, moralista i biograf, ostatni z wielkich pisarzy starożytnej Grecji. Jego najsłynniejszy cytat to:
                                                    "Nie popełniać błędów nie leży w mocy człowieka; ale z własnych błędów i pomyłek mądrzy i dobrzy uczą się mądrości na przyszłość"
                                                    Bardzo mi się podoba. ten cytat. Człowiek sie uczy do konca życia:)
                                                    I pod wpływem tych lektur Potwór zapragnął, aby Wiktor Frankensztein stworzył mu niewiastę podobną do Potwora. Z ciężkim sercem i pod groźbą życia, Frankenstein zagodził się na stworzenie niewiasty i dowiedział się nawet, że pewnien filozof dokonał odkrycia, które pomogłobym mu stworzyć identyczną kobietę w postaci Potwora. Aby tak się mogło stać Wiktor musi wyjechać do Londynu do najznakomitszych luminiarzy filozofii naturalnej.
                                                    I tak Wiktor Frankenstein na dwa lata wybrał się w podróż do angielskich filozofow.
                                                    Ja wcześniej wskoczę ze swoimi relacjami ;)))

                                                    Siedemset, a czy znasz jakies odkrycie filozofii ? Z odkryciem to raczej mi się ta nauka nie kojarzy.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.03.26, 09:10
                                                    Recenzenci książek (ci z okładki) zawsze polecają i zapewniają. Z tym że ten jest przeogromnie sympatyczny, no i jest z Krakowa. Niech te ruskie sprawy leżą sobie z boku na nieokreśloną przyszłość.

                                                    To prawda, że sztuka filmowa najwyraźniej zbanalizowała i wątpliwie spopularyzowała Frankensteina - też jakiś film ledwo pamiętam, ale pamiętam, że nie dało się tego oglądać.

                                                    Ogród angielski polega na tym, że się nie dba (choć to też wymaga starań), w przeciwieństwie do straszliwie zadbanego francuskiego. U mnie prace ziemne jeszcze czekają.

                                                    Plutarch to lektura studentów filozofii i filologii klasycznej, dość bliski Markowi Aureliuszowi, co od razu widać z cytatu.

                                                    Odkryć w filozofii jest co niemiara, z tym, że to nie są te z rodzaju naukowych, dotyczących przyrody, tylko dotyczące sposobu patrzenia na świat i spraw "wewnętrznych". Na przykład Kartezjusz odkrył - i był przekonany, że to odkrycie przełomowe - że "myślę, więc jestem".
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 08.03.26, 19:24
                                                    Wiadomo, że do ruskich spraw (a nie jest to sprawa polityczna) trzeba tez przygotowac sobie głowę gotową do myślenia. Lecz mylisz się, że na czas nieokreślony czyli na wieczne nigdy;)

                                                    Ruskie sprawy to poważna pozycja obowiązkowa, która ma zabrać nas w intelektualną podróż, daje nam narzędzie do samodzielnego myślenia i krytycznej oceny otaczającej nas rzeczywistości- mówiąc słowami recenzenta. Ma być inspiracją do refleksji nad własnymi przekonaniami i pomaga odnaleźć drogę w złożonym świecie - jak pisze dalej recenzent.
                                                    I tego potrzebuję, wyzwania , tylko najpierw skończę Frankensteina, a czyta się ją doskonale i wciągnęły mnie rozmyślania Frankensteina jak i przez niego stworzonego Potwora, którego w filmie nazwali też Frankensteina. Film wcale nie pobudzał do myślenia, jedynie mordował, budził strach i grozę, gdzie oglądający drętwieją ze zgrozy patrząc na sceny w tym filmie.
                                                    A książka jest bardziej filozoficzna, jest pełna przemyśleń wewnętrznych Wiktora i Potwora. A jeszcze do tego język pisany jest prosty, wyrazisty i taki akurat jak na tamte czasy. Czyta się z lekkością i mimo tylu morderstw, nie czuje się horroru.
                                                    Ale wszystko to się przeżywa sluchając opowiadania Frankenszteina i jego stworzonego Potwora czyli jego gnębiciela.
                                                    Niektóre opisy natury, przypominają krajobraz warminski, kiedy to pływając samotnie na łodzi po jeziorze najbardziej Wiktor lubi leżeć tak przez cały dzień, patrząc na chmury i słuchać chlupot fal. Które jezioro byś wybrał ? Krzywe czy Długie ? Już książkę konczę, będę musiała oglądnąć jeszcze ten film.

                                                    I jeszcze czekają Buddenbrookowie, by zaspokojić swojom ciekawość różnych tlumaczeń.

                                                    Dostrzegam te odkrycia na każym kroku, czyli filozofia pozwala odkryć w człowieku nawet proste prawdy, którego sam, by nie dostrzegł. Pewna jestem jednego, jest ona niesamowicie i nieziemsko mądra ta filozofia. Potrzebna do niej jest tylko pamięć. A u mnie lepiej nie mówić, nie ma czym się chwalić.

                                                    Słońce rządzi od rana do wieczora, ale w nocy jeszcze przymrozki. Wszyscy w ogródkach uwijają się z robotą.
                                                    Jeden ogród u mnie jest zadbany i uporządkowany, a drugi to ogród nazywam go dziki, bo i dziki tam rajcujom i różniste rośliny od róż , krzewów i drzew. Jedne wycinam , inne dosadzam, zbytnio się nimi nie przejmuje. Jak to Ty nazywasz uporządkowany chaos. Teraz czekam na deszcz, bo wiosenny deszcz pobudzi pączki kwiatów i liście oraz pokoloruje świat na żółto i na niebiesko, a ja myśle, że bardziej na zielono.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.03.26, 10:25
                                                    Zdecydowanie nie koncentruj się na tych ruskich sprawach. Może gdzieś z doskoku, na boku, w całkowicie wolnych chwilach, z którymi nie wiadomo co robić.

                                                    Jeśli chodzi o wybór jeziora w poruszonej sprawie, to zdecydowanie Krzywe. Ja uważam, że Długie powinno pozostać nie używane z racji swojej magii, mistyki i mrocznej historii. Wiem, że teraz tam się ludzie kąpią i pływają, ale ja nigdy bym tego nie zrobił. W dzieciństwie ktoś mnie namówił do zamoczenia stóp, ale na widok pijawek natychmiast uciekłem i tak już pozostało.

                                                    Bez przesady z tą bezwarunkową pochwałą filozofii. Ma też wady, no i nie da się spamiętać, więc ciągle trzeba gdzieś grzebać, co może być depresyjne.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 10.03.26, 19:44
                                                    Rozumiem i tak właśnie podejdę. Po prostu nic od niej nie będę wymagać, bo to jest taki typ książki, od której nic się nie wymaga i nic się nie oczekuje i dopóki nie przeczytam jest wielką zagadką:)
                                                    Frankenstein ukończyłam i na dodatek oglądnęłam film z 1994 roku z Robertem De Niro w roli głównej.
                                                    Książka jest najlepsza, szczególnie gdy z głęboko ukrytej potworności i horroru zrobiła się powieścią głęboko filozoficzną. Film zaś "Frankenstein" też jest dobry lecz nastawiony przeważnie na sceny grozy i omija rozmyślania.
                                                    Na końcu książki jest bardzo ciekawe posłowie Macieja Płaza, który uważa, że do dziś jest jeszcze spór filozoficzny na temat:
                                                    - kto jest sprawcom rozpętanych nieszcześć i czy stwór jest dziełem Natury ?
                                                    No i ciekawe jest życiorys samej autorki Mary Shelley, która w wieku 20 lat ukończyła powieść, a w wieku 21 lat (w 1818 roku) opublikowała. U Tomasza Manna znalazłam tę książkę, bo w życiu bym jej nie wzieła do ręki, mając te okropne sceny w filmie. A jednak książka przewyższa swoją bardzo mądrą i filozoficzną fabułą, od ziejącego grozą filmu.

                                                    Teraz siadam do "Buddenbrooków". Tez jest to dla mnie zagadka.

                                                    Z tym grzebaniem, to Ci współczuję. Nie tylko mózg ale i oczy, oczy zmęczone.
                                                    Z chęcią zaprosiłabym Cię na tenis gdzie wzrok śledziłby ruchomą piłkę, która jest większa od tych malutkich literek. Taki relaks dla wzroku ;)
                                                    Jestem z kolegą w trakcie robienia Wikipedii. Zablokowali, bo nie podaliśmy zródeł. Mam źródła już, jeszcze zdjecia i chyba będzie dobrze. Prawie przed sezonem tenisowym powinna się pojawić w całości.

                                                    Masz racje, jesli leżeć i patrzec w niebo to tylko na jeziorze Krzywym, już mam dreszcze na widok pijawek na Długim.
                                                    A masz plan odwiedzenia Olsztyna ? Chociaż Dworzec nowy zobaczysz, póki jeszcze nowy. Ja dopiero pomyśle po swoich ważnych, arcyważnych remontch (ocieplenie domu). Ta zima pokazła, że to jest najważniejsze moje wyzwanie.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.03.26, 21:12
                                                    No to pięknie z Frankensteinem, którego odkrył ci Tomasz Mann. I niespodziewanie okazał całkiem filozoficzny. Bo - i tutaj cytat - "Tak to już w życiu jest, że ostatecznie człowiek musi zwrócić się do filozofii". A cytat to z 176 strony "Dżentelmena w Moskwie". Bo czytam i ze sporą przyjemnością oraz uznaniem (przynajmniej na razie).

                                                    No to mamy zgodę z Krzywym i Długim, i ona jest bardzo słuszna.

                                                    Na dziś bardzo planuję Olsztyn w lato.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.03.26, 21:25
                                                    Jak myślisz, chyba skończę czytać te dwa tłumaczenia Budenbrookow, bo nie da się tak czytać. Wzięłam pierwsze cztery rozdziały książki i mam juz porównanie. Górą dla mnie jest Pani Ewa, bo czyta się ją lekko, szybciej i prościej. Jest bardziej zrozumiała, bez zadnych zawiłości.
                                                    Dam Ci przykład na zdaniach, a może i zagadkę, komu czyje zdanie przypisać:

                                                    1a -Jedno wszystkiemu nie przystoi, każdy swe ma zdanie.
                                                    1b -Co dobre dla jednego, to nie dla wszystkich. Każdy ma swój sposób.

                                                    2a -Toż to małpiszon jest!
                                                    2b -A to szelma!

                                                    3a -Tubalny głos pana
                                                    3b - Gruby glos

                                                    4a - Thomasie
                                                    4b - Tomaszu

                                                    5a -Zapewne bezpodstawnie żywię nadzieję, że Wasz zmysł sprawiedliwości okaże się wystarczający, by z respektem podejść do oburzenia jakie mnie ogarneło....
                                                    5b -Mylę się zapewne sądząc, że poczucie sprawiedliwości odezwie się w Ojcu dość silnie, aby mógł zrozumieć oburzenie, jakiego doznałem....

                                                    6a -Wybacz mi, jeśli nie znajdę przyjemność w zadeklamowanie ci tej litanii -Voila!
                                                    6b -Wybacz, lecz nie mam najmniejszej ochoty odmawiać tej litanii po raz drugi -Voila!

                                                    Tyle zagadki. Jaką literkę reprezentuje Pani Ewa, "a" czy "b" ?
                                                    Wydaje mi się też, że nie mnie opiniować tłumaczenia, bo i jedno i drugie jest dobre. Dla mojego pokolenia stanowczo wybieram Pnią Ewę Librowiczową, za prostotę słów. Pana Jerzego Kocha tekst jest bardziej skomplikowany, wymagający bardziej myślenia i używający trochę trudniejszych słów i wyrażeń, które rzadko się używa np - Niech to dunder świśnie!, a w ustach tego towarzystwa dziwnie brzmi, po prostu nie pasuje mi. Ale szukam dziury w całym, bo myślę, że właśnie taki zamiar miał Pan Jerzy, żeby czytelnika połaskotać innością, tak jak samą okładką książki, bo różnią się bardzo wydania jednej i tej samej książki.

                                                    Siedemset, dziś byłam na kortach Olszy naciągnąć rakietę i odbylam dlugą rozmowę z fachowcami. Doszliśmy do wniosku, że Kraków ma najwięcej Akademii Tenisowych ale kiedy przychodzi do turnieju, to żadna taka Akademia nie wystawia swoich dzieciaczków do turnieju. Akademie otwierajom się jak grzyby po deszczu, ale cel jest jeden - pieniądz.
                                                    Jeszcze nie wiem gdzie będę grała, bo Olsza przejęła korty na Kozłówku obok mnie i będą wcześniej zrobione niz w Wieliczce. Po za tym mam tam dwa kroki.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 14.03.26, 20:27
                                                    To żeśmy nałożyli się wpisami. Miłe zaskoczenie. Dzieła Tomasza Manna i Frankensteina ułożyłam razem obok siebie w biblioteczce. Na nich leży "Dżentelmen w Moskwie" tak, żeby to wszystko sobie kojarzyć po jakimś czasie.
                                                    Wypatrzyłeś dobry i taki prawdziwy cytat. Wstyd mi tylko, że go przegapiłam. Ja wiem, że ta książka Ci sie spodoba, bo jakże mógłbyś zostawić obojętnie ruskie sprawy ;) Mamy tą samą książkę, bo faktycznie ten cytat jest na samym początku rozdziału. Mnie się bardzo podobała scena w barze z "Dziadkiem do orzechów" gdzie hrabia wykwintnie i ze smakiem wygrał zakład o honor Rosji.
                                                    Też pomyślę nad letnim Olsztynem, jak tylko uporam się z ociepleniem domu.
                                                    A teraz, to myślę jak pięknie i wyzywająco wygląda czerwona okładka książki, nie sposób ją nie zauważyć tak leżącą na stoliku;)
                                                    Jutro idę na książkową Halę Targową pooglądać książki.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.03.26, 09:16
                                                    No tak, też ten stary przekład wydaje mi się lepszy i gratuluję pracowitości w tym zestawieniu obydwu oraz smaku w ocenie. Choć czasem obawiam się, czy to nie nasze emeryckie odruchy w tym preferowaniu dawnych obyczajów (tutaj językowych).

                                                    Dżentelmen bardzo dobry - świetny język, bogaty, subtelny, pomysłowy, prawie Mannowski, no i doskonałe tłumaczenie, bez żadnych chyba zgrzytów. Doskonałe pomysły z fabułą, na przykład zakończenie, i wspaniałe typy bohaterów. Może trochę za bardzo wszystko się udaje, może odrobinę za dużo harmonii, może niekiedy odrobinę za efekciarsko i łopatologicznie, ale to wszystko sprzyja lekturze i pozytywnym uczuciom czytelniczym. No ale gdyby było jeszcze lepiej, to byłby prawie Mann i Dostojewski.

                                                    Jeśli idzisz na oglądanie książek, to po cichu zwrócę uwagę na "Biegunów" Olgi Tokarczuk.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.03.26, 21:04
                                                    Nie wiem, nie wiem, czy my tak po emerycku marudzimy ? Emeryci tez ludzie ;)) Bronimy starej tradycji;)

                                                    Nie dziwi mnie Twoja opinia o Dżentelmenie, bo jak ją czytałam, wiedziałam, że muszę Cię do niej przekonać i zgadzam się co do końcowych wniosków, że zaspakaja prawie wszystkie smaki i gusta czytelnika, zostawia po sobie miły zapach, który będzie szedł za czytelnikiem przez jakiś czas :)
                                                    Czytelnik mógł dostrzec zmiany jakie zaszły w Związku Radzieckiem od rewolucji, przez stalinizm po powojenne czasy. Człowiek przechodząc przez wszystkie te czasy, może zostać człowiekiem, po drodze nie tracąc swojego dobra wewnętrznego. Tak, zakończenie jest piękne i pełne podziwu dla jego osobowości.
                                                    Jak myślisz, czy hrabiego Aleksandera Rostowa mażna nazwać rosyjskim patriotą ? Czy istnieją w Rosji patrioci ? Czy patriotyzm jest w Rosji.
                                                    Bardzo pozytywna książka. Myślę, że i dobry uśmiech zagości odkładając książkę na miejsce przeczytanych.

                                                    A teraz dobieram się do ruskich spraw na poważnie i jest to bardzo trudne czytanie, spodziewałam się trudnego czytania, że aż tak, to jestem zaskoczona.

                                                    Po pierwsze - jesteś lepszy od Manna w dlugości zdań i to tak naukowo skomplikowanych, że musze czytać trzy razy jedno zdanie. I żeby to było takie dlugie zdanie od czasu do czasu, to rozumiem, ale prawie kazda strona liczy sobie tylko 2 i pół zdania. Po prostu podziwiam i szacun wielki :)
                                                    Po drugie - nie chce mi się wierzyć, że ktoś może obarczać winą za wojnę na Ukrainie - książki rosyjskich autorów. Powołujesz się na panią Oksanę. To jest głupota tak sądzić.
                                                    A teraz szukam , wiesz czego szukam, tej mowy Dostojewskiego z okazji odsłonięcia pomnika Puszkina. Musiała być ona potężna sądząc po jej sławie.
                                                    Całkiem spokojnie poczytuje sobie lekture:)

                                                    Niestety, dziś już nie ma słynnej giełdy książkowej pod słynną Halą Targową na Grzegórzkach przy kortach Olszy. Starocie i różne różności wyparły je. Przypadkowych pare stoisk, lecz nie ma w czym wybierać. Szukałam coś z Dostojewskiego i nie było. "Bieguni" Olgi Tokarczuk już zamówiłam na allegro, bo tak jest najlepiej.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 18.03.26, 20:41
                                                    Tak króciutko, chcę się poprawić z poprzedniego wpisu o ruskich sprawach. Myliłam się co do trudności. Rozdział Piotr I, jest już, jak zjeżdzalnia z wyżyny i zaczynam się przyzwyczajać do treści oraz rozumieć tak skomplikowany naród Rosyjski.
                                                    Faktycznie dobrze pisał recenzent, że autor zmusza do samodzielnego myślenia. Teraz robi się ciekawie.
                                                    Dociekam tej mowy Dostojewskiego przed pomnikiem Puszkina i wogóle jestem bardzo zacheciona do poczytania i Puszkina i jeszcze raz Dostojowskiego.
                                                    Co powiedział Dostojewski?
                                                    "Jeśli czekać, aż wszyscy zmądrzeją, za długo to potrwa. Bo jeśli nie ma się już do kogo iść, jeśli iść już nie ma dokąd - to koniec! Przecież chociaż tak powinno być, żeby każdy człowiek miał przynajmniej dokąd pójść! Moje słowa nie odpowiadają moim myślom, a to poniża owe myśli."
                                                    Ciekawe co Dostojewski miał na myśli?
                                                    Poszperałam i wiem, że to tragiczna refleksja nad człowiekiem.
                                                    A więc, To jest wezwanie do odnalezienia "domu" – duchowego i kulturowego. Dla Dostojewskiego tym "domem" była prawosławna Rosja, którą Puszkin potrafił zrozumieć i opisać. Al. Ciekawe w jakich utworach ?
                                                    Artysta szczerze wyznaje, że prawda jest za ciężka do zrozumienia, bo człowiek jest istotą niezwykle skomplikowaną i pełna sprzeczności.
                                                    Udało mi się, lekcja odrobiona ;)))))) Teraz ide dalej czytac. Musze sie wspomagac internetem.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 19.03.26, 07:51
                                                    Jeszcze jeden cytat z Dżentelmena, choć właściwie z Montaigne'a (filozofa z XVI wieku), autora słynnego dzieła "Próby", które stale było w pobliżu Rostowa: że najpewniejszą oznaką mądrości jest nieustanna pogoda ducha (s. 481). Ale jest też w Dżentelmenie coś, z czym nam chyba nie po drodze: "mądrzy ludzie radzą, by trzymać się z daleka od swoich dawnych domów" (s. 526); z tym że Rostow w ostatniej scenie właśnie przeczy tej mądrości.

                                                    "Mowa o Puszkinie" Dostojewskiego jest w trzecim tomie "Dziennika pisarza" - to kilka stron, dla ktorych nie warto nabywać całości tego dziennika; może jest gdzieś w internecie. Puszkina kojarzymy z poezją, ale równie świetne, i Dostojewski ogromnie to cenił, są jego opowiadania (Opowieści Biełkina, Córka kapitana, Dama pikowa, Wystrzał, i inne). Świetnie się to czyta.

                                                    Nie mam serca do sprawy patriotyzmu, zwłaszcza w świetle wrzaskliwych, namiętnych polskich patriotów.

                                                    No i martwią mnie twoje udręki w ruskimi sprawami, a lepszość od Manna brzmi bardzo dwuznacznie i z akcentem na tę gorszą stronę. Obawiam się, że dalej nie będzie lepiej. I może to nie najlepiej, że w ogóle na to trafiłaś, i oczywiście będziesz notorycznie uprzejmie przeceniać.

                                                    Ten cytat z Dostojewskiego brzmi jak kawałek z monologu Marmieładowa w "Zbrodni i karze".
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 20.03.26, 20:06
                                                    Ten czytat że "najpewniejszą oznaką mądrości jest nieustanna pogoda ducha" mówisz Montaigne'a (filozofa z XVI wieku) bardzo mi się podoba, dawno zwróciłam na niego uwagę. Proste zdanie, a take mądre w swoim ważnym znaczeniu. Bo człowiek, który nie ma w sobie pogody ducha jest duchowo biedny. Ty byś to lepiej ujął.
                                                    Też zwróciłam uwagę na to, że w Dżentelmenie, Rostow nie zachował się jak nam radził, wracając do ruin swojego domu, jednk to była najbardziej ujmująca i chwytająca za serce scena. I chyba my go rozumiemy najbardziej, bo nie bez przyczyny jesteśmy w tym miejscu jakim jesteśmy, gdzie Olsztyn był naszym domem.

                                                    Zauważyłam, że właśnie Puszkina nie znam najlepiej, może wcale, a wartałoby poznać i zaczynam krążyć koło jego książek. Wypisalm sobie wszystkie książki Dostojewskiego i będę je łapać, a jest ich masa. Zaczęłam od pierwszej czyli od "Białe noce." Zamiast książki wyskoczył mi film 1985 i mam je na cda.

                                                    Twoje ruskie sprawy to nie są udręki, to tak jakby zmienić biegi w aucie z trzeciego na drugi. Czyli powolne czytanie z rozumem, choć jeśli chodzi o Twój rozum, to on jest na szczytach, kiedy ja muszę borykać się z przeszkodami mojego braku wyspecjalizowanej wiedzy. Atutem zaś moim jest skupienie i poruszanie się po jej okolicach. Tak, to jest wyzwanie :) Jak skończę czytać to na szczycie swojej wyżyny wbiję słowiańską flagę białą-czerwoną;) I twoje ruskie sprawy staną się moimi ruskimi sprawami;))) A trafiłam na tę książkę, mówiłam ci, przez recenzję, bo mogłam wybrać inną, tyle się ich namnożyło odkąd ulotniłam się z forum, że chapeau bas.
                                                    A kiedy tak szukałam na internecie wiedzy o Puszkinie i o Dostojewskim, to znajduję różne publikacje, a w nich taką perełkę :)

                                                    "Tekst jest piknikiem, na który autor przynosi słowa, czytelnicy zaś sens” - Umberto Eco

                                                    Nic dodać, nic ująć. Chociaż dopowiem, Twoje ruskie sprawy -to nie jest piknik z kiełbasą na ruszcie, to jest piknik gdzie grillujemy autorów i ich arcydzieła z lupą w rękach ;)))

                                                    Wczoraj znalazlam czas na oglądnięcie filmu 1985 r "Białe noce" z Baryshnikovem w roli głównej i oglądałam przepiękny solowy występ do utworu Włodzimierza Wysockiego. Co za przejmujący taniec, co za dramatyczne emocje ujęte w tym tańcu, jaki ból rozrywający serce - jedno co musimy przyznać i wydaje mi się, że zgodzisz się ze mną, że co do kultury to Rosjanie są arcymistrzami, a ich balet to oczko w głowie tej kultury, to samo w innych dziedzinach kultury. Dlaczego Rosjanie sami to sobie burzą swoim postępowaniem ? Potrafią zostawić po sobie spaloną ziemię, żeby tylko w inne ręce nie wpadła.
                                                    Mikhail Baryshnikov in White Nights - "Capricious Horses"
                                                    Zerknij na to wykonanie
                                                    www.youtube.com/watch?v=rzfmQ70cBj8&list=RDrzfmQ70cBj8&start_radio=1
                                                    Balet pełen pasji, przemocy, bólu i gniewu, a jednak sobie wybaczajom.
                                                    A ta końcowa scena wymiany na moście, to każdego wgniecie w fotel.
                                                    To są też sprawy z okolic ruskich spraw.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 22.03.26, 20:20
                                                    Oglądnęłam film "Biesy" i jestem pod wrażeniem rozegranych tam wydarzeń. Jeden opętany student i amoralny arystokrata ( kolekcjonujący motyle) potrafili swoimi ideałami doprowadzić do tylu morderstw.
                                                    To tylko dowodzi, jak lud rosyjski nie jest w stanie oprzeć się złu. Jak nihilizm moze łatwo zagnieździć się w społeczeństwie i zawładnąć nią. Ruskie sprawy to ciężkie sprawy.
                                                    Nie nawiązuję tu do książki, bo ją się czyta elegancko, ale Dostojewski to opisuje tragicznie dla Rosji.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.03.26, 07:59
                                                    W wolnej chwili spróbuję obejrzeć te "Białe noce". To krótkie i wspaniałe opowiadanie i chyba najlepiej do przeczytania. O "Biesach" wiemy że są świetne; jest kilka ekranizacji, do znalezienia na Youtubie, były też legendarne adaptacje teatralne, na przykład w Krakowie w reżyserii Wajdy i z Nowickim w roli głównej.

                                                    Zmartwiłem się kolejną porażką Igi Światek, a raczej jej nastrojem i stanem psychicznym, bo wygląda na udręczoną i na staniu na skraju ciężkiej depresji. Nawet poczułem do niej współczującą sympatię, ale tego samego dnia w telewizji zaatakowała mnie reklama karty Visa w wykonaniu Igi Świątek, a po pół godzinie reklama szczoteczek do zębów w wykonaniu Igi Światek, i przypomniałem sobie, że dopiero co były jej reklamy z napojem Oshee, z klockami Lego, a nieco wcześniej z samochodami Porsche. Sympatia mocno się cofnęła. To nie może się dobrze skończyć dla jej kariery sportowej (a i reklamowej).



                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 23.03.26, 20:08
                                                    Masz rację, tak Iga Świątek czy Hurkacz - coś z nimi się dzieje. Ale grają tyle meczów, tyle wyjazdów, jeszcze mówisz te reklamy, to cena tego niesamowitego kołowrotku. A jeszcze sprawy uboczne, bo większość twierdzi, że to wina tej psycholog Abramowicz, taki ma zły wpływ na Igę. Że inni nie mają psychologów i lepiej grają. Teraz Iga może być bardziej jeszcze zdołowana, bo przecież Polka Magda Linette ostanio ją pokonała w meczu. A przegrać już z koleżanką ze swojej kadry to powiem Ci szczerze to - tragiczne może byż dla Igi. Nie wiem jak ona się pozbiera, bo nie jedna przez taką wpadkę zakończyła karierę. To takie wybicie Igi z pewności siebie. Jak będę na Olszy to popytam się trenera, który jest na bieżąco z nowinkami, a ma teraz czas na gadkę, bo maszynista tramwaju niespodziewanie zakończył jego karierę tenisową. Zostało mu jedynie naciąganie rakiet. Nieprawdopodobne ale jednak. Wracał z treningu do domu taramwajem. Mocno się trzymał poręczy stojąc, a silną ma tą swoją lewą rękę, bo to leworęczny zawodnik był i kiedy nagle, jak motorniczy nie zahamował, tak ludzie lecący bezwładnie zatrzymali się na jego przedramieniu, ale napór ten, wyrwał mu całą rękę z barku. I w ten sposób motorniczy tramwaju zakończył karierę leworęcznego słynnego krakowskiego tenisisty.
                                                    Chyba na poczatku kwietnia zaczną sie rozgrywki drużynowe o puchar B.J.King w Gliwicach na hali. Będzemy mogli lepiej poobbserwowac je.


                                                    Pośpiesznie staram się zrozumieć dlaczego Rosja jest taka jak jest. Mnie ona wzbudza trwogę i lęk, a ludzie tam mieszkający przyzwyczajeni są do tego życia i ze strachu nic nie mogą w nim zmienić na lepsze, bo nie wiadomo, czy to lepsze nie okaże się gorsze. Białe noce o tym mówiom.

                                                    Czytam książkę i nieźle mi to idzie, dlatego też nabrałam ochoty i odkrycia tej tajemnicy w radzieckich i rosyjskich filmach.
                                                    Przeszłam bardzo spokojnie pierwsze rozdziały, przyzwyczajając się do długich, mocno terściwych zdań, doszłam do Piotra I o słowianofilskich uznaniach oraz okcydentalistycznych wytykach i zaskakująco dobrze się czuję, gdyby nie przeszkodzili mi Piotr Czaadajew, Mikołaj Karamzyn i Aleksander Hercen, którzy to panowie zachwycali się Piotrem Wielkim za to, że swoją ojczyznę przypisał do Europy i Zachodu, że wprowadził cały naród w ruch i nadał krajowi rozpęd.
                                                    Lecz jak to bywa w westernach, stanął tym panom na drodze Michaił Bakunin, który wystrzelił z grubego działa, że Piotr I wziął w niewole lud i szerzył dezspotyzm, przemoc i okrucieństwo wobec ludu. Reformy Piotra "przekształciły się w niewolę ludu, w biurokratyzm instytucji państwowych oraz w służalczość, grabież, podłość i bezwstyd warstwy wyższej." - pisze Bakunin
                                                    I takie to ciekawe dyskusje toczą się w książce "Moje to filozoficzne ruskie sprawy i okolice"
                                                    Do całej tej dyskusji wtrącił się jeszcze inny przedstwiciel okcydentalizmu Wissarion Bieliński i powiedział, że Rosja przed Piotrem Wielkim była wielkim ludem , a stała się narodem dzięki radykalnym reformom.
                                                    To nie koniec, to tylko mniemam początek ciekawego sporu.
                                                    A jakie jest Twoje zdanie ? I po której stronie stoisz Siedenset ?

                                                    ;)
                                                    Z ciekawostek to nie wiem jak się to stało, ale pomyliłam sobie Czaadajewa z Czapajewem (bardziej był mi znany)
                                                    I kiedy się dowiedziałam kto kim jest, to trafiłam na humor z towarzyszem Czapajewem;)

                                                    - Nie przyjęli mnie na uniwersytet, towarzyszu dowódco. - żali się Pietka. - Zapytali, kto to Cezar. Powiedziałem im, że koń z piątego szwadronu...
                                                    - To nie twoja wina, Pietka - pociesza go Czapajew. - Gdy ciebie nie było, ja go do siódmego przeniosłem...
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 24.03.26, 20:08
                                                    A cudownym rozdziałem jest też : "Wissariona Bielińskiego zmagania z rzeczywistością" :)
                                                    No to przyjrzyjmy się bliżej Bielińskiemu, bo to nadzwyczaj ciekawa postać. Tak pisze autor:
                                                    Jest symbolem rosyjskiego inteligenta, niby wzorzec Sokratesa, wzruszająco naiwny, pełen entuzjazmu, uczciwy i szczery, śmieszny i tragiczny, czasem słaby a czasem silny i brutalny, budził odrazę mieszczuchów, lecz był sumieniem rosyjskiej inteligencji. Przy tym nie pozostawił Bieliński żadnych większych dzieł. Nadano mu miano "Szalonego Wissariona"
                                                    Musze przyznać Siedemset, że opis jest nadzwyczaj zachęcający do zdobycia większej wiedzy o tym tajemniczym rosyjskim inteligencie, dlatego nie bedę trzymać w niepewności.
                                                    A chodzi o to, że Bieliński nie znał żadnych hamulców do pogodzenia się z rzeczywistością. "Jego idea pojednania z rzeczywistością pozwala puszczać ją wolno, bez przeszkód, otwiera wszystkie zakamarki swojego "ja" i tak sam pisze:"śmiałość moja i zuchwalstwo sięga tak daleko, że nie powstrzymuje ich nawet autorytet samego Hegla"

                                                    A co głosi Bieliński ?
                                                    Że trzeba się wtopić w codzienność, w jej rytm i osiągnąć pełną harmonię.
                                                    Ideałem byłoby osiągnięcie taki stan "....w krórym wszyscy są ze mnie zadowoleni i ja jestem zadowolony ze wszystkich (...) należy być podobnym do wszystkich (....) Jedną mam teraz troskę i chciałbym, aby każdy człowiek, który zna mnie z literatury, widząc mnie po raz pierwszy i sto pierwszy, mógł powiedzieć:- To jest Bieliński, ale on jest taki jak wszyscy!"

                                                    Bardzo, a bardzo podobają mi się te ideały pojednania z rzeczywistością, wystarczy by ze mnie wszyscy byli zadowoleni i ja żebym była ze wszystkich zadowolona ;) I żebym była tacy jak wszyscy ;)
                                                    A może poddać taką ideę pojednania pod głosowanie w Sejmie?;) Szalonych tam nie brakuje;)
                                                    Wszyscy mieliby ubaw ;)

                                                    Napewno napisze Siedemset, że jestem za bardzo spontaniczna i mam nastrój podejrzanie optymistyczny ;))))
                                                    Afera "Szalonego Wissariona" na tym się nie kończy, to dopiero początek :)
                                                    A może ja to źle rozumiem ?
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.03.26, 08:28
                                                    Bieliński poza Rosją niezbyt jest znany i doceniany. Jego pogodzenia z rzeczywistością (raczej chwilowe) przypomina pogląd stoików, a więc i Marka Aureliusza.

                                                    Sprawa Rosji jest oczywiście bardzo skomplikowna, ale nie mam jakichś świetnych tu rozstrzygnięć, a i z wiadomego powodu trochę tę sprawę mam teraz na boku spraw innych. Zresztą druga połowa książki to już okolice i oddalone rejony wobec spraw rosyjskich.

                                                    Pomylenie Czaadajewa z Czapajewem niby bez sensu, ale usprawiedliwione, a i urocze.

                                                    Nastrój optymistyczny to inny kształt pogody ducha, a pogoda ducha... wiadomo.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 26.03.26, 19:52
                                                    Bardziej kojarzyłam Czapajewa, niż Czaadajewa, a to z tej przyczyny, że Czapajew był wzmiankowany w książce "Mały palec Buddy" Wiktora Pielewina inaczej "Czapajew i Próżnia", którą kupiłam na Targach Książkowych w 2003r. Stąd takie skojarzenia.

                                                    Może i mało znany jest Bieliński ale skoro już został wywołany do tablicy to dokonczymy tą historię z pojednaniem z rzeczywistością, bo kiedy się okazało, że Bieliński zaczął też głosić pochwałę systemu carskiego i imperialnych dziejów Rosji, oraz obecny stan polityczny, a to pozwoli osiągnąć ostateczne pojednanie - za co czeka nas wysoka nagroda czyli "nieskończone szczęście"
                                                    I ta procarskość Bielińskiegi była zaskoczeniem dla rosyjskiej publiczności, jak się mówi "przyjaciele oniemieli"
                                                    I nie koniec na tym, bo jak się potem okazało, a wyjaśnił sprawę J. Plechow słowami: - że wiele ludzi błędnie interpretowało doktrynę Hegla o rozumności wszystkiego, co winę za to ponosi sam Hegel, który nadał swojej doktrynie nader dziwną interpretację i proklamował ówczesny pruski ustrój społeczny ucieleśnionym rozumem.

                                                    I takie niezrozumienie doktryny Hegla doprowadziło Bielińskiego do porażki pogodzenia się z rzeczywistością bez hamulców, porażki, którą przezwyciężył dzięki jego hobbi czytania literatury pięknej, a ona pozwoliła uznać, "że prawda nie gardzi żadnymi drogami i chadza wszelkimi ścieżkami", a jedną z tych ścieżek jest droga negacji, czyli elementu rozumnego pojednania się z rzeczywistością.
                                                    Wniosek, taki wysuwam po tym rozdziale, że na swoich błędach najczęściej człowiek się uczy i dlatego mądrość jest tak ważna. Może nawet najważniejsza w życiu.
                                                    Dobrze mówisz - Marek Aureliusz się kłania:)

                                                    Sprawa Rosji jest bardzo skomplikowana lecz oglądając ostatnio "Braci Karamazow", to chyba zakochana Katia powiedziała do Dymitra - jest Pan jak Rosja - silny, bez zahamowań i nieprzewidywalny.
                                                    Spokojnie ogarniaj swoje sprawy, a ta książka jest dla mnie jak misterna robótka na drutach ;)

                                                    Coś jeszcze z Czapajewskiego dowcipu rosyjskiego.
                                                    W łaźni Pietka szoruje plecy Czapajewa.
                                                    - Towarzyszu dowódco, pokazała się koszula, której trzy lata temu szukaliśmy.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.03.26, 20:19
                                                    No i widzisz, jak przegrany mecz ze swoją kadrową koleżanką przeżywa Iga. Po prostu nie zagra w meczu z Ukrainą w Gliwicach o awans do finału kobiecego turnieju drużynowego Billie Jean King Cup. Tak ważny mecz dla Polski, ludzie zakupili bilety specjalnie dla niej, a tu figa z makiem z jej występów. Po prostu niedysponowana psychicznie. Ja Igę rozumię, to cięzki szok przegrywając ze sowoją w takim ważnym turnieju, ale przecież ma wokół siebie cały Team, nie to co dawniej gdzie zawodnik sam musiał się zmagać z porażkami, bez żadnych psychologów jeno tylko najbliższy trener był podporą, albo sam stanąć na nogi.
                                                    Siedemset, a może wysłać Idze, Marka Aureliusza, bardziej pomoże niżli cały ten Team:)
                                                    Wystarczy dobry trener i ta książka pod ręką.

                                                    Ciekawostkę dowiedziałam się o Piotrze Czaadajewie i Włodzimierzu Sołowiowie. Jaka różna ocena prac. Po publikacji "Listu filozoficznego" Czaadajewa w 1836 roku władza uznała Czaadajewa za obłąkanego, zaś pracę magisterską (doktorską) Sołowiowa uznali za genialną :)
                                                    Ciekawe w tym wszystkim jest, że Włodzimierz Sołowiow był pod wpływem twórczości Czaadajewa :)

                                                    Dla większego uśmiechu podam pod wpływem Czapajewa kolejny dowcip:

                                                    Pewnego razu w pociągu Czapajew zdjął skarpety i powiesił na wieszaku.
                                                    - Czy pan, panie dowódco - spytał go Pietka - wymienia czasami skarpety?
                                                    - Tylko na wódkę! ;)))
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 29.03.26, 08:48
                                                    Czapajew to legenda rewolucji i dostarczyciel - jak byśmy dziś powiedzieli - licznych memów, no i dowcipów, takich jak te twoje (świetne).

                                                    Piękny i fachowy krótki wykład o Bielińskim, a nawet Heglu.

                                                    Iga Świątek niepokojąco się sypie; nie miałem do niej serca, no ale był sukces niesamowity, tylko z jakimś takim prawie od początku złym chochlikiem. No i jeszcze te okropne reklamy w tle.

                                                    Z tym że obłąkanie Czaadajewa stwierdził cesarz, a geniusz Sołowjowa ocenił solidny naukowiec.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 29.03.26, 20:35
                                                    Tak, Iga Świątek się sypie i też sypie się jej Team. Jak pisze w artykułach mój kolega z turniejów juniorskich - Paweł Strauss, że w teamie Igi panuje chaos i nikt za nic nie odpowiada, a najgorsze w tym, że oni na siebie krzyczą i sami stwarzają złą atmosferę, a sam Iga zgubiła radość.
                                                    Czyli to co mówią starzy krakowscy tenisiści, brakuje tam fahowego trenera, który by rządził i przegonił to towrzystwo pijawek ;))))

                                                    Jak ja tak myślę, to coraz bardziej się upewniam, że świat stoi na filozofii, tylko mało kto to rozumie i jakby Iga wzięła zamiast psychologa filozofa, być może sama doszła by do samodzielnego rządzenia swoim życiem.
                                                    Mogłaby zasykać, ale nie stracić jak powiedział Pascal.

                                                    Jeśli chodzi o Bielińskiego, to jego idee są jeszcze piękniejsze gdyby były wykonalne. Uszczęśliwić wszystkich ludzi. Wiesz co mi to przypomina ?
                                                    IX Symfonia d-moll op. 125 Ludwiga van Beethovena i finałowa "Oda do radości" hymnu UE, gdzie przesłaniem jest braterstwo ludzi, radość, pokój i jedność zjednoczonej ludzkości. Czyż to nie jest idea właśnie filozofa rosyjskiego - Wissariona Bielińskiego pojednania z rzeczywistością i zapanuje "królestwo wolności" ? :) Na szczęście Wissarion zrozumiał swój błąd nieporozumienia.

                                                    "Z tym że obłąkanie Czaadajewa stwierdził cesarz, a geniusz Sołowjowa ocenił solidny naukowiec."
                                                    Dobrze, ześ to dotknął, bo nie było to takie jasne dla amatorki :)

                                                    Jednak chyba muszę Cię poprawić, że nie cesarz, a car Mikołaj I i na dodatek Czaadajew został objęty aresztem domowym w którym poddano go przymusowemu leczeniu do końca życia.
                                                    Ciekawa postać z tego Piotra Czaadajewa. Wart poznania, choćby dlatego, żeby zrozumieć Rosję.

                                                    Skoro podobają ci się te dowcipy Czapajewa to jeszcze coś się znajdzie:)

                                                    "Do otoczonego przez ,,białych'' sztabu dywizji dociera furmanka. Wychodzi jej na spotkanie komisarz Furmanow. Powożąca kobieta schodzi z kozła, ściąga chustę i oczom zdumionego komisarza ukazuje się uśmiechnięty Pietka.
                                                    - Ale się zamaskowałeś! - cmoka z uznaniem Furmanow.
                                                    - Ja to jeszcze nic - mówi Pietka skromnie - wyprzęgajcie towarzysza dowódcę!"
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 29.03.26, 20:39
                                                    Przepraszam za błąd w zdaniu
                                                    "brakuje tam fahowego trenera" - ale jestem fachowcem od ortografii. Przepraszam.
                                                    Nie mam autokorekty.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 31.03.26, 10:14
                                                    Tak, tak, ten brak radości to przejaw całej choroby u Igi Świątek.

                                                    Ja to rozumiem, że świat stoi na filozofii, ale niech to lepiej pozostanie trochę nieznane i niepewne - dla jednych i drugich. W okolicach Igi duszę filozofa miał Zdzisław Ambroziak, no ale jego nie ma.

                                                    Od Piotra I carowie mieli tytuł cesarski, a dozór policyjno-medyczny wobec Czaadajewa w pewnym momencie został zdjęty. Ale bardzo cenne kontrolne wytyki.

                                                    Błędy ortograficzne zawsze były, są i będą. Tutaj się tym zupełnie nie przejmujemy, choć staramy - nierygorystycznie - unikać. Natomiast mają o to dbać rygorystycznie nasze wnuki.

                                                    Dowcipy Czapajewowskie ciągle na poziomie jak należy.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 01.04.26, 20:40
                                                    Zobaczymy co tam z Igą wymyślą, ale jednak uważam, że powinna zagrać w drużynowej reprezentacji Polski w tym meczu 10-11 kwietnia. Choćby dla jej fanów, no i dla nas tych zwykłych Polaków, którzy będą jej kibicować.
                                                    Siedemset, nie martw się o filozofię, ona zawsze zostanie nieznana i niepewna, a Idze mogłaby ciut pomóc :)
                                                    Dzisiaj oświadczyła Iga, jej trenerem będzie najlepszy piłkarz - Lewandowski.


                                                    Wiesz, to jest dobre pytanie - czy w Rosji rządził cesarz ? Odpadłabym w przedbiegu, chociaż pytanie warte jest Milionerów ;)) Pewnie i ostro bym powiedziała - Nie - a ta odpowiedź byłaby błędna.

                                                    Filozofia to jednak świat, który nigdy nie zostanie całkowicie odkryty. Jak czytam, to znaczenie "prawda" całkowicie wiarygodna i absolutna jest do dzisiejszego dnia nie odkryta i sprawia wiele kłopotów filozofom.
                                                    Kartezjusz, który odkrył pierwszą prawdę "myślę więc jestem" też się w niej pogubił, co sam wyznał na str 94 pisząc , że o wszystkim co dawniej uważałem za prawdziwe można wątpić....
                                                    Wszyscy się gubią, kiedy w filozofii teoretycznej przekraczają granice między jawą a snem i wkraczają w świat zewnętrzny czyli transcendentalny (świat widziany przez "filtr" ludzkiego umysłu)
                                                    Filozofia teoretyczna Sołowiowa kończy się słowami: "Oddać się myślą samej prawdzie" Czy to nie ociera o mistycyzm ?
                                                    To są już bardzo wysokie szczyty.

                                                    Temat, karamazowowska miłość w słowach filozoficznych jest świetnie przedstawiona. Jest to tekst, bardzo intrygujący i nie przeczyta się go nigdzie, w żadnych rodzajach powieści, jak w przemyśleniach filozoficznych tutaj Lwa Karsawina
                                                    I tu właśnie, w tym rozdziale ujawniona jest wielka prawda z książki Dostojewskiego "Bracia Karamazow" z myślą o Fiodorze Karamazowie i stosunku do Lizawiety w cytacie :
                                                    "Dostojewski dokonał odkrycia, a my z naszymi delikatnym uczuciami, zblamowaliśmy?! Jego spaczone , nienormalne wyczucie wykazało ogromną wrażliwość, której nas nie nauczyła nasza wzniosła moralność... To i tym razem, jak zawsze, droga do wielkiej prawdy prowadzi przez ohydę? Idealiści się z tym nie zgodzą. Słusznie obawiają się, że do prawdy się nie dostaniesz, a ugrzęźniesz w brudzie".

                                                    Żal mi piłkarzy, grali doskonale, po prostu pech! Ale widzieliśmy doskonale grających, tyle było narzekania wcześniej o złej grze mimo wygrania, a tu los przekorny jest.


                                                    Ten dowcip Czapajewa to powinien być na szczycie ciągłego poziomu;)))

                                                    Czapajew, Pietka i Anka czołgają się do okopu ,,białych".
                                                    - Ech, Anka, ty chyba w cywilu baletnicą byłaś, takie masz ładne nogi - mruczy Pietka z podziwem w kierunku pełznącej przed nim dziewczyny.
                                                    - A ty Pietka - szepce zamykający zwiad Czapajew - chyba byłeś w cywilu traktorem! Taką bruzdę zostawiasz.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.04.26, 09:43
                                                    Ta różnica między carem i cesarzem jest drobna i formalistyczna - żadnych powodów do samokrytyki, a i w Milionerach mogliby przepuścić.

                                                    Te sprawy filozoficzne nie są wcale aż takie pokomplikowane i przekomplikowane, wymagają tylko trochę czasu, uwagi i cierpliwości oraz omijania tych autorów, którzy komplikują złośliwie i snobistyczne.

                                                    Ten artykuł Lwa Karsawina jest nadzwyczajny - pomysłowy, oryginalny, kontrowersyjny, brawurowy, choć zdaniem niektórych bezczelny, bo normą jest traktowanie Fiodora Karamazowa jako wyłącznie kanalii (co zresztą ma swoje powody).

                                                    Dowcipy o Czapajewie ciągle trzymają pozom, choć ten może rzeczywiscie odrobinę pozbawiony należnej finezji.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 03.04.26, 20:28
                                                    Uważam, że filozofia jest bardziej skąplikowana niż matematyka, ponieważ język filozoficzny jest trudny, ma swoje określenia, które zazwyczaj znają specjaliści od filozofii i oni się w tym poruszają jak ryby w wodzie:)
                                                    I faktycznie, wystarczy jeden taki np. złośliwy osobnik i cała logika leży na łopatkach.
                                                    A u Ciebie jest dobrze, bo w każdym rodziale jest wstęp, a potem objasniasz na dowodach.
                                                    To, że miło czytało się Dostojewskiego Lwa Karsawina to zasługa świetnego i delikatnego tekstu, a zwrócenie uwagi na Lizawiettę Smierdiaszczej, czyli kobietę na którą nikt by nie zwrócił uwagę, bo była nicością jednak jest odwagą.
                                                    Nie mogę się oprzeć pewnemu cytatowi:
                                                    "Cóż to bowiem - moglibyśmy powiedzieć- za zachwyt miłosny, który nie wywołuje zachwytu i nie wyrasta z zachwytu, nie karmi zachwytu i nie karmi się zachwytem. Zachwyt wstrzymany, przerwany w połowie drogi, będącym tylko samorozkoszowaniem się."
                                                    W ten sposób wyjaśniacie "lubieżność żałosnego robaka" jakim jest Fiodor Karamazow. Nie jest to bezczelne, bo przecież nikt nie patrzył na tą właśnie sprawę takimi oczami. Rozważacie wszystkie te niegodziwości Fiodora pod kątem "za" i "przeciw" i to właśnie jest prawdziwe rozpatrywanie takiej sprawy. Kiedy wszyscy widzieli w Lizawecie ohydę, Fiodor widział w niej kobietę. I to był ten punkt zaczepienia do rozważań.
                                                    Dajmy temu dzisiaj spokój, bo i inne rozdziały bardzo mnie zainteresowały jak Bóg Stwórca, ikony itd.
                                                    Nigdy pod tym kątem nie rozważałam, wiara katolicka, wiara protestancka, a ikony zrobiły na mnie wrażenie.
                                                    Mówi się ikony, ikony ale co one przestawiają.... to też interesujące

                                                    Biorąc przykład z Ciebie też rozważałam czy aby ten dowcip Czapajewa nie jest za bezczelny i tak pomyślałam skoro nie teraz to kiedy. Do Fiodora Karamazowa pasuje.

                                                    Dziś jest Wielki Piątek. Święta tuż tuż.
                                                    Życzę Ci spokoju i w zdrowiu doczekania następnych :)
                                                    I coś pięknego i katolickiego, taka parada.
                                                    www.youtube.com/watch?v=oqTlo1Hqek0&list=RDoqTlo1Hqek0&start_radio=1

                                                    "Od cichych ulic wypełnionych blaskiem świec po intensywne sceny Jezusa niosącego krzyż, Semana Santa to nie tylko święto – to duchowa podróż, która co roku przyciąga miliony turystów. Bądź świadkiem nabożeństwa, tradycji i wzruszających historii, które definiują to kultowe katolickie święto w miastach takich jak Sewilla i Malaga."
                                                    Z Sewilli pochodzi słynny Don Juan
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 04.04.26, 14:50
                                                    Czapajew nie był może mistrzowski, ale był w pełni akceptowalny, zwłaszcza w związku z Fiodorem Karamazowem - tak jest, to był najwłaściwszy moment.

                                                    I ode mnie Świątecznego zdrowia, radości i by wszystko zmierzało we właściwym kierunku.

                                                    Ja nie jestem jakoś szczególnie religijny, ale w nastroju Świąt niechaj pojawi się tu kawałek z wiersza Fiodora Tiutczewa, który zresztą Dostojewski cytuje w "Braciach Karamazow". Tam jest wprawdzie dość mocny aspekt rosyjski, ale on może tutaj zostać pominięty. Polskie wspaniałe tłumaczenie Artura Sandauera:

                                                    Dźwigający krzyża brzemię,
                                                    Stopą bosą głazy krwawiąc,
                                                    W chłopskiej szacie wzdłuż tę ziemię
                                                    Chrystus przeszedł błogosławiąc.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 04.04.26, 21:00
                                                    Legenda o wielkim inkwizytorze (Dostojewski "Bracia Karamazow")

                                                    "I rzeczywiście tak było, możesz mi wierzyć. A więc On zapragnął choćby na chwilę pojawić się ludowi, ludowi umęczonemu, cierpiącemu, cuchnącemu i grzesznemu, ale kochającemu Go miłością ufną, dziecięcą. Akcja w moim utworze rozgrywa się w Hiszpanii, w Sewilli, w najstraszniejszym okresie inkwizycji, kiedy na chwałę Bożą w kraju tym codziennie zapalano stosy" i palono heretyków.

                                                    To dlatego w Andaluzji są takie piękne procesje katolickie.

                                                    Postawię pytanie, czy filozofowie mogą być religijni ?
                                                    - Chyba nie. Za dużą wiedzę mają. :)
                                                    Ale Pascal temu przeczy, bo racjonalnie opłaca się wierzyć, ponieważ matematyczne prawdopodobieństwo zysku przeważa nad ryzykiem. Ale z drugiej strony Pascal powiedział, że poczujesz Boga sercem nie rozumem.
                                                    To jest wewnętrzna sprawa każdego człowieka.

                                                    Wróćmy jednak jeszcze do Fiodora Karamazowa, bo trzeba zaznaczyć, że Marcel Proust w książce „W poszukiwaniu straconego czasu” w części " napomknął też o Dostojewskim, "że jest w tym także zbrodnia starego Karamazowa, która wpędziła w ciążę biedną wariatkę". I jak nić pociągnęła za sobą jeszcze gorszą zbrodnię i to nawet jeszcze nie koniec, bo wiemy jak zakończył swój żywot syn Smierdiakowej. Do czego może doprowadzić rozpusta i lubieżność.
                                                    Ród Karamazowowa hańbą się okrył.

                                                    A co sądzisz o książce Marcela Prousta. Ma dużo tomów i nie wiem czy warto ją kupować, ale warto będzie ją przeczytać ?
                                                    Zostawie Ci to na jutro:)
                                                    „Wesołego Alleluja”
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 06.04.26, 20:54
                                                    Zdążyłam ze swoim świątecznym zdjęciem. Dzisiaj miałam czas na bardzo spokojne czytanie, idące za tokiem myślenia autora rozdział, który może nie zapowiadał się tak ciekawy z tytułu, a okazał zaskakująco ciekawy i bardzo mądry. Mowa o Paskalu w interpretacji Lwa Szestowa. Zaczełam się zastanawiać.
                                                    Byłam dzisiaj na Emausie na Salvadorze.
                                                    Sporo stoisk z tradycyjnymi krakowskimi obwarzankami, stoiska ze słodyczami i piernikowymi sercami, stoiska z wyborami rękodzielnymi.
                                                    Wreszcie na tym odpuście nie było dużo chinszczyzny, a górowało polskie rękodzieło. Wreszcie też po latach pokazały się tradycyjne postacie Żydów, bez których nie mógł się odbyć tradycyjny salwatorski odpust.
                                                    Wracamy do tradycji.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.04.26, 08:35
                                                    Oczywiście, że bywają filozofowie bardzo religijny, a Pascal i całe Średniowiecze są tego pierwszymi z brzegu przykładami.

                                                    Przedarłem się przez całość Prousta, ale zupełnie mnie nie porwało. Wiem, że są tego dzieła miłośnicy, ale to nie ja. Właściwie od trzeciego tomu to była raczej męczarnia i co najwyżej poczucie obowiązku.

                                                    Wiem o tym wielkim odpuście w poniedziałek w Krakowie; nigdy nie byłem, pewnie musi być nastrojowo, nawet mimo nieuchronnej zapewne komercji.

                                                    Jakoś te święta przeszły w moich okolicach bez kłopotów, bez kolejek i miło, a nawet uroczo w relacjach międzyludzkich.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.04.26, 20:30
                                                    Dobrze wiedzieć Twoje zdanie o tych siedmiu tomach Prousta, lepiej będzie powziąść decyzję co do zakupu.
                                                    W Krakowie Święta Wielkanocne nie są nudne, a to z tej przyczyny, że w pierwszy dzień była śliczna pogoda i wszyscy wylegli na spacery, w drugi dzień Krakusy wyruszyli na wesoły pełen straganów Emaus, gdzie tradycyjnie kupowano spod lady tradycyjne figurki Żydów bez grosza, bo figurki Żydów z groszem zakazane, a to są te co przynoszą szczęscie. Po drodze nigdzie w Krakowie nie widziałam śmigusa dyngusa i nikt nikogo nie oblewał.
                                                    A dziś pod Kopcem Kraka odbyła się "Rękawka" średniowieczny „true crime” czyli rekonstrukcja przestępstw pod nazwą "Zbrodnia i Kara" ale nie Dostojewskiego, na którą szli bardzo tlumnie młodzi Krakowianie w pogańskich strojach. Od lat odbywają sie tam różne inscenizacje pogańskie i cieszy się to powodzeniem.
                                                    Tu możesz zobaczyć:
                                                    lovekrakow.pl/gallery/70881/1

                                                    Nie wiem, czy aby na pewno Paskal był wierzący, Paskal tylko mówił, ze nie zaszkodzi wierzyć, korzystniej jest wierzyć bo nic nie tracisz. Wszyscy filozofowie to myśliciele i chyba by ostatecznie nie odpowiedzieli na pytanie być alby nie być ;) Głupie pytanie postawiłam, bo przecież gdyby filozofowie wierzyli, to by byli teologami.

                                                    Każdy rozdział w tej książce zaskakuje. Uczy jak powiedział wspaniały recenzent, uczy myślenia czyli jak pisze autor jeszcze ładniej, rozumienia rozumem i miłości do mądrości :)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 09.04.26, 10:56
                                                    Raczej nie warto kupować tego Prousta, ale może ewentualnie da się wypożyczyć w jakiejś bibliotece.

                                                    Pascal w drugiej połowie życia był bardzo wierzący, przeżył nawet widzenie mistyczne, które go skierowało ku religii. Choć faktem jest, że zakład Pascala (czyli to, dlaczego warto wierzyć) robi wrażanie jakiegoś kupczenia wiarą.

                                                    Książka książką, natomiast recenzent jest super sympatyczny i w dodatku z Krakowa.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 09.04.26, 20:21
                                                    Zdecydowałam już, że wolę zebrać powieści Dostojewskiego, których nie mam.
                                                    Nie patrz na Pascala w taki sposób, jak kupczenie, bo to może też oznaczać, że kiedy się już wyczerpały wszystkie możliwości warto odnieść się do wiary. Pascal dobrym myślicielem był, myślał jak należy:)

                                                    Powiem Ci fajny przykład - kiedyś z koleżanką spacerowaliśmy po cmentarzu i odwiedzaliśmy znajomych i umyślało nam się odwiedzić grób kolegi, ale ona nie mogła znaleźć i chodzi między grobami i czyta napisy i nie może znaleźć i woła do mnie, módl się do św. Antoniego aby pomógł nam znależć :). Usłyszała to młoda kobieta, która przypadkowo przechodziła i mówi, a jakie nazwisko panie szukacie? - no i koleżanka podała, a kobieta z telefonu pokazała nam numer i miejsce. No i co, koleżanka do mnie woła, a nie mówiłam, że św. Antoni pomoże :) i swoje dalej trajkotała, bo to ta, co tak trajkocze.

                                                    Jak tak dalej będzie to za tydzień będą korty ziemne. Czekam, bo wchodzę na nowe korty Olszy na Kozłówku i są one tak urządzone, że nie mają obsługi, a mają kamery i automatyczne otwierane bramki, co oznacza, ze wystarczy zadzwonić i bramka sie automatycznie otwiera i można wejść i grać. No zobacze jak to działa.

                                                    Wiem, recenzent jest z Krakowa i bardzo sympatyczny, więc można spełnić recenzenta marzenie, jeśli tylko okaże się, że marzeniem jest........ zagranie w tenisa lub naukę gry w tenisa :) Wszystko mam, jedynie tenisówki na nogach oczywiście byłyby wskazane :) Nie byłoby żadnego problemu.

                                                    Jeśli chodzi o książkę, jestem w okolicach, ale nie mogę zapomnieć rozdziału o ikonach oraz Pascal oczami Lwa Szestowa - są tam momenty mocno myślące, otwierające szeroko oczy.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 11.04.26, 08:51
                                                    Tych powieści Dostojewskiego nie ma aż tak wiele, za to niektóre zbliżają się do 1000 stron.

                                                    Działające korty ziemne to prawdziwy sygnał, że już wiosna. W olsztyńskim dzieciństwie za taki sygnał miałem dziewczęta w podkolanówkach.

                                                    Obawiam się, że to może nie być marzenie recenzenta. A jednorazowy wyskok to zupełnie nie to. Pamiętam z czasów mojego grania (raczej pogrywania), że wystarczył miesiąc przerwy i trzeba było potem tygodnia (z codziennym graniem), by wczuć się z powrotem w całą mechanikę i fizjologię uderzenia tenisowego i klopoty z tym były ogromnie denerwujące. Ale zapytam, gdy spotkam, choć nie widzieliśmy się całe lata i nie zapowiada się, że to się zmieni.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 11.04.26, 21:04
                                                    Dostojewski, jest w planie zakupu, ale niestety dopiero po ociepleniu domu, bo wreszcie się zdecydowałam na ociepleni, gdyż ta zima pokazała się w całej rozciągłości. Po 3 maja ruszam z robotą i wiem jaki to będzie wokół bałagan, choć rozgadana Jagna z brygady bedzie dowodzić ;)))

                                                    Oj siedemset, melancholia wiosenna ciebie oplata i się nie dziwię. Nie ma to jak czasy szkolne "Kto za Tobą w szkole ganiał Do piórnika żaby wkładał", a to wszystko przez zielony kolor, ktory otacza wszystkich - Zielono mi i spokojnie
                                                    Zielono mi, bo dłnie masz jak konwalie" śpiewał Andrzej Dąbrowski.
                                                    I te podkolanówki to były białe najczesciej, takie galowe i spódniczki mini, no i jeszcze duże kokardy białe jak "Kwiaty we włosach potargał wiatr
                                                    Po co więc wracasz do tamtych lat?
                                                    To nie mogą być marzenia, to są wspomnienia i ciężko przy tym utrzymać stoicki spokój, kiedy dusza gra :)
                                                    Dasz sobie z tą wiosną radę ? ;)))) Tym bardziej, że ona dopiero nadeszła, a eksplozja będzie za tydzień ;) Pokaże ci foto mojej wiosny, na którą czekam.

                                                    Tenis, to nie jednorazowy wypad, to moze stać się regularny sportowy tryb życia. Nie możecie sie tak nastawiać z recenzentem. Przecież widzę ilu ludzi starszych gra na kortach. Gdybyś mieszkał w Krakowie, nie byłoby zmiłuj się. Kort by czekał i wszystko szłoby naturalnie jak Pan Bóg stworzył, bez wymogów technicznych i taktycznych. Ja mam czas, bo jak autor pisze w pewnym artykule sportowym w papierowej gazecie pod tytułem: W tenisa gra sie od 6 do 106 lat. ;)))

                                                    Powiem ci, co mnie zaciekawiło w ikonach. Słyszałam o ikonach, ale zawyczaj to taka tajemnicza sprawa. Zazwyczaj nie głośna, ale bardzo dyskretna i mistyczna. Ja się troszeczkę interesowałam ikonami tylko ceny ich, to zawrót głowy.
                                                    I nigdy nie rozumiałam dlaczego. A tu nagle tajemnica ikon, szczególnie te staroruskie okazują się „tajemnicą napawającą grozą”. Zrozumienie ich, to zrozumienie samego sedna tej mistyki. Tajemnica w ikonach jest objawieniem się czystej świętości Boga. Przykład ikon " Z Narodzeniem Chystrusa" gdzie rozważa się rolę samego św. Józefa, który cierpiąc musi zachować się z godnością. Tak przedstawiony jest lęk, groza i zarazem fascynacja zawarta w ikonach.
                                                    Ale trzeba wiedzieć, że takimi staroruskimi ikonami nie powinno i nie można handlować.
                                                    Czy widziałeś takie ikony na żywo ? Wnioskuję, że musiałeś widzieć.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 14.04.26, 14:01
                                                    Z wiosną dam jakoś radę, melancholię jakoś okiełznam i podporządkuję żywemu życiu.

                                                    Tenis jako jednorazowy wypad to oczywiście zupełnie nie to; tak można z bieganiem, nawet pływaniem, ale tenis to poważna decyzja i na dłużej, bo inaczej jest rozpacz i frustracja. Ale na razie za dużo innych spraw wokół; podejrzewam że u recenzenta podobnie.

                                                    O ikonach jest mnóstwo doskonałych książek i reprodukcji, no i szczególnie cenne pod każdym względem są te z bardzo dawnych lat. Jakiś czas temu, gdy było jeszcze normalnie, a nawet z dużymi nadziejami na przyszłość (bo tak kiedyś było), byłem tam i to w towarzystwie wybitnych znawców, i oglądałem mnóstwo świetnych ikon, także te najsłynniejsze Andrzeja Rublowa.

                                                    Rita (Santolina), jakoś mam wrażenie, że zwłaszcza w związku z remontowym ocieplaniem, ale też dla wiosennej beztroski i odświeżenia umysłów, dobrze będzie zrobić tu chwilę przerwy. Nieprawdaż?
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 14.04.26, 20:46
                                                    Siedemset, wiesz, że Twoje zdanie jest dla mnie ważne i jeśli uważasz, że należy nam się przerwa, to nie mam nic przeciwko temu, choć żal. Umówmy się tak, jak tylko będziesz mieć ochotę wpaść tutaj, kliknij, a ja się zjawię.
                                                    Przeszłam ponad 300 stron, zainteresowała mnie też nicość. Trzeba sobie wszystko to wyobrazić i ułożyć w tym systemie rozumowania. Rozumiem Ciebie całkowicie i rozumiem wysiłek Twoją pracy, dlatego spokojnie możemy sobie zrobić przerwę.
                                                    Niestety, ze względu na remonty, do Olsztyna przyjadę dopiero 1 listopada chyba, że jakimś cudem wygospodaruje czas też letni. No i jeszcze ta seteczka w Krakowie :)
                                                    Dobrej i spokojnej pracy, trzymam kciuki.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.04.26, 12:05
                                                    No to walczę ze swoimi sprawami i zjawiam się za jakiś miesiąc.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 15.04.26, 19:37
                                                    Ja też będę walczyć na korcie. Już od poniedziałku mam treningi 2x w tygodniu.
                                                    Tradycyjnie zamieszczam ostatni dowcip ze słynnej serii.
                                                    Uśmiecham się do Ciebie :)
                                                    W muzeum Rewolucji przewodnik demonstruje szkielet Czapajewa.
                                                    - A ten mały szkielecik obok, to kto? - pyta turysta.
                                                    - To Czapajew w dzieciństwie...
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 17.04.26, 20:51
                                                    Walcz na korcie (Iga właśnie przegrała, o dookoła wszystkie możliwe jej reklamy; że też nikt jakoś nie powiąże tych dwóch okoliczności).

                                                    Czapajew z najwyższej półki.

                                                    Na razie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 18.04.26, 21:07
                                                    Tak, Iga przegrała, to był tylko trening przed French Open i tu dopiero będzie egzamin. Trochę zobojętniałam przez te jej promocje i wielką popularność we wszystkich czasopismach. Dodatkowo nie grała w drużynowym pucharze kobiet, czym mnie zawiodła.
                                                    Korty mamy gotowe ale akurat w poniedziałek ma lać. Odwiedzam kluby tenisowe i dowiedziałam się, ze w Nadwiślanie dostali dotację od miasta i tam 2 x w tygodniu dla seniorów są dni otwarte.
                                                    A na Olszy- Kozłówek starają się o takie dotacje i będę prawdopodobnie tam trenować. Za dwa tygodnie dowiem sie czy dostali. Póki co zaczynam grę z Eweliną, to ta, co jeżdzi na motorze i ten motor jej bardzo się mi podoba.

                                                    Spokojnie walcz :)
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.04.26, 21:07
                                                    Melduję, że odkładam książkę na półkę. Końcówka jest wyśmienita, jakby jest hołdem dla Profesora Andrzeja Walickiego. Bardzo podoba mi się cały tekst, ale taki mały cytacik tyle mówi o człowieku, który potrafi zawiązywać przyjaźnie.
                                                    " Chcemy przecież mieć za towarzyszy, za rozmówców osoby inteligentne, z zasobami wiedzy, ale też koniecznie osoby szczere, spontaniczne, autentyczne, nawet trochę szalone, porywające nas swoją porywczością."

                                                    Bardzo miło było mi zapoznać się z tą właśnie pozycją i iść myślami po Twoich śladach, które zmuszają rozum do myślenia jak napisał równie wspaniały recenzent. Rozsmakowałam się w terminologii specjalistycznych wyrazów i czuję, że taka lektura była mi potrzebna, ponieważ poszerzyłam swój rozum, jak również wgłębiłam się w sprawy duchowe.

                                                    Zgadzam się z Tobą całkowicie, że "Brak tych spotkań, kontaktów, imprez naukowych i środowiskowych - spowodowany kłopotami ze zdrowiem bardzo doskwierał pod koniec życia Walickiemu"

                                                    Takie dokładnie zdanie usłyszałam dwa lata temu od słynnej starszej już tenisistki, mającej 90 lat, na odsłonięciu tablicy pamiątkowej na obiekcie tenisowym jej wujka, a naszego kierownika i tak się cieszyła z tej naszej uroczystości i w trakcie naszej rozmowy żaliła się , że przestali ją zapraszać na uroczystości uczelniane, gdzie pracowała całe swoje życie. Była ona moją Profesorką na AWF-ie od psychologi i u niej pisałam pracę magisterską.

                                                    To życzmy sobie rozsądku i ducha, i "sukcesów" w przyjaźni :)
                                                    Uroczyście odkładam książkę na właściwe miejsce.
                                                    pozdrawiam
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.04.26, 09:14
                                                    Dziękuję za dobre słowo, choć ono jest nieco tendencyjne i przeszacowujące książkowy obiekt oceny (tu taka trochę terminologia specjalistyczna, w której się rozsmakowałaś).

                                                    Walicki był świetny (choć i kłopotliwy), a - jak zaświadczasz - podobne sprawy krążą po starszych ludziach niezależnie od sfery życia i działania, niezależnie od "branży".

                                                    Zdaje się, że idzie majówkowe lato, więc wielu zdarzeń w ogrodzie i na kortach.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 28.04.26, 21:24
                                                    Delikatne hahaha, uwielbiam słowo - Dobro i uśmiech - i ono jest najważniejsze w moim życiu. Jest to słowo moralnie szlachetne, a w filozofii Dobro jest przedmiotem pożądania i pozytywnej oceny :)

                                                    Jak to jest w życiu, czytając o Profesorze Walickim myślałam o swoim Kierowniku i pomyślałam, że każdy z nas ma swojego Walickiego :) Czuć jest, że z sercem i szacunkiem podesześ do swojego Profesora.

                                                    Starość jest brzydka, ale każdy z nas chce ją godnie dożyć, by godnie zapaść w nicość.

                                                    "Bieguni" zaczęłam czytać i jestem pozytywnie zaskoczona stylem pisarskim autorki. Jest całkiem odwrotna od Twojego stylu gdyż pewne określenia są mięsno-treściwe i konkretne :) No i pochwała filozofii na pierwszych stronach.
                                                    I jeszcze dokładnie pisze, tak jak mówiłam o Idze - jej nie jest potrzebny psycholog !
                                                    Tak pisze Olga w "Bieguni" - "Lecz dziś wiem jedno: ten kto szuka porządku niech unika psychologii. Niechże się zdecyduje raczej na fizjologię czy teologię, będzie miał solidne oparcie - albo w materii, albo w duchu; nie pośliźnie się na psychice."
                                                    Fizjo-filozofia (myślenie w ruchu)
                                                    Czyli nie jestem sama w swoich rozmyślaniach - dlaczego Iga ma kłopoty w meczach ?
                                                    Mam już za sobą 4 godziny grania w tenisa. Korty na których gramy mają kamery i jesteśmy nagrywane na żywo. W szatni nie było lustra, a tak nie może być, więc same żeśmy postawiły duże. Mało to, na dodatek jesteśmy same na kortach to przyniosłam radio i gramy przy muzyce. Wokół nas jest taka czerwona pustynia i cisza, ta muzyka dodaje nam energii i coś się dzieje hucznego. A tam na Olszy pewnie porządnie sie z nas bawią:)
                                                    Dowiem sie w czwartek, bo idę naciągnąć rakietę.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.05.26, 08:44
                                                    No to świetnie, że Bieguni przynajmniej na razie robią dobre wrażenie; potem jest chyba tylko lepiej.

                                                    Sprawa Igi wygląda na bardzo mocno zagmatwaną; może z tego nie wyjść, a paradoksem jest to, że akurat jako chyba jedyna ma tak mocno obecną w zespole panią psycholog. Istnieje pogląd, że to psychologowie i psychiatrzy najbardziej potrzebują pomocy psychologicznej.

                                                    No i pięknie, ze rozkwita tenis, a czego słuchacie z tego radia na korcie? I jeszcze sprawa naciągania rakiet; to jaka wiadomo super ważna sprawa; podobną Fibakowi naciągała żona Ewa (którą potem dupek zostawił), a w Warszawie był słynny pan Olejniszyn w małym warsztacie w Alejach Jerozolimskich, do którego wszyscy chodzili w tej sprawie.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 07.05.26, 21:15
                                                    Na razie "Bieguni" leżą na boku, bo trochę spraw mam na głowie i pogoda sprzyja pracy w polu, tenis też zawrócił mi głowę i jestem cały czas w biegu jak tytuł książki Olgi i zastanawiam się skąd ten jej tytuł taki dziwny "Bieguni", że tak te biegi do mnie przyległy ;)

                                                    Tutaj na ceglanej ziemi mączki kortowej mało kto przejmuje się Igą. Sezon się zaczął i jest ruch w interesie.
                                                    Czyli Siedemset, dochodzisz do wniosku, który większość potwierdza, że problem jest z panią psycholog, nawet trener idola Igi, Nadala nie pomoże. Dziewczyny tak już mają:)

                                                    Tenis, to temat rzeka, szczególnie jak jest w moich objęciach. Mam korty blisko, na Kozłówku i to klubu Olsza, najlepszego obecnie klubu krakowskiego. Jeżdzę na rowerze albo piechotką idę, a wtenczas to ludzie zaczepiają mnie o piłki tenisowe dla piesków czy do pralki, bo ponoć jak straganiarki jarzynowe mówią, daje się je do pralki kiedy pierze się puchowe kurtki. Nawet o tym nie wiedziałam.

                                                    U nas jest susza, taka susza, że jak po grze siatkujemy korty, to nas nie widać, bo jesteśmy w takiej ceglanej burzy pustynnej. Tenisówki nowe też już ceglane. W poniedziałki mam dwie godziny grania, a w czwartek 1 godzine po południu. Dziś jednak padało.

                                                    Odważny jesteś co do Fibaka i żony Ewy. Bardzo ładną miał tą dziewczynę, studentkę typu modelki, ale że naciągała rakietę to mi nic nie wiadomo i przypuszczam, że coś błędnie zrozumiałeś. Temat naciągania rakiety jest mi bardzo znany od początków naciągania. A słowo "naciąganie" to można tak różnorodnie zrozumieć dlatego powiem Ci, że odważnie myślisz;) Ciekawe czy wiesz jak dawniej naciągano rakiety i czym ? Dawniej, tylko tenisista umiał naciągać rakietę, bo czuł napięcie naciągu w rękach i do tego odpowiedni sprzet czyli naciąg barani i szpikulce do zatykania dziurek. Dwa obowiązkowo. Rakiety drewniane to dziurki się z czasem powiększały. Kiedyś taki sprzet posiadałam, bo dawniej jak struna pękła to wystarczyło wymienić tylko dwie struny zakończone węzełkami. Kierownik mnie tego nauczył, bo on jedyny na kortach miał fach w rękach. No i jak myślisz, czy żona Fibaka byłaby do tego zdolna ? ;))))
                                                    Tenis to temat rzeka..... teraz jestem na etapie nauki doboru rakiety do wagi i wieku, bo okazuje się, że mam za cięzką rakietę. Kupuje kolejną lżejszą. Póki co gram teraz juniorską rakietą.

                                                    Olejniszyn (Warszawa), Piątek (Poznań), Józef Hebda pamiętam go z Krakowa, Skonecki itd, ale o historii ich to jestem pewna, że o wiele wiecej możesz Ty powiedzieć. Przy Gąsiorku to już pokazałeś, dlatego zostawiam historie tenisa we właściwych rękach. Skąd Ty tak dokładnie ich znasz ?
                                                    Radio Plus grało.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 08.05.26, 20:57
                                                    Zapomniałam najważniejszego sprzetu do naciągania wymienić - otóż jeszcze musi być wałek tylko gumowy, nie ten do wałkowania ciasta.
                                                    A interesowałyby Cię nazwiska moich profesorów filozofii na studiach?
                                                    Indeks swój znalazłam:)
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 12.05.26, 09:04
                                                    Bieguni to nazwa pewnej religijnej sekty prawosławnej, bardzo ciekawej i szlachetnej. Później w książce się wyjaśni.

                                                    Nie znam procedury naciągania rakiet, ale wszystko co napisałaś pasuje mi i do Ewy Fibak. Na początku kariery Fibaka ona z nim wszędzie jeździła i jak Fibak powiedział w jakimś wtedy wywiadzie, nikt tak nie naciągał rakiet jak Ewa.
                                                    Mam jeszcze dwie stare rakiety drewniane. I dodam, że nie bylem dobry w tym tenisie i nie miałem nawet w koleżeńskim towarzystwie sukcesów, bo to wymaga regularności ćwiczeń, dostępu do kortu, specjalnej organizacji życia, a z tym nie było mi po drodze. Natomiast świetnie pamiętam poranki umówionego tenisa i strach, czy nie zacznie zaraz padać, bo to były czasy, gdy uczciwie padało (było nawet coś takiego jak "długi deszczowy tydzień").
                                                    Rozkoszuj się więc dalej tym tenisem.

                                                    Wiedza o Gąsiorku była z gazet, czytałem ich mnóstwo i bardzo regularnie, i nawet na studiach z kolegami rozpoczynaliśmy dzień od głębokich analiz "Przeglądu Sportowego". Jednym z kolegów był znany Krakus.

                                                    Och, bardzo by mnie interesowało, któż to nauczał cię filozofii.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 12.05.26, 21:32
                                                    Bieguni, czytam sobie na wieczór, a dnia przybyło, to wieczory są krótkie. Od razu nocka nastaje. Pewnie dojdę do wszystkiego spokojnie.
                                                    Ja będę jednak przy swoim, naciąganie rakiety to typowo męska rzecz i nie słyszałam, by jakaś kobieta naciągała rakiety. Fakt, że Fibak z Ewą sie nie rozstawał i wszędzie razem na turnieje jeździli to i może poznała ten fach, ale zostawiam to męskiej opini, kto w tym był lepszy ?;)

                                                    Wiem, wiem jaki tenis jest kłopotliwy w stosunku do pogody deszczowej, będzie lać , czy nie będzie, o to jest pytanie? I to cię pewnie wyprowadziło z równowagi. Do tej pory nie ma odpowiedzi na to pytanie:) Dlatego dziś gracze na lato mają możliwość zamawiania sobie gry na hali, bo to chroni przed deszczem i nadmiernym słońcem. A wiesz co się działo na turniejach gdy tak lało, gracze po hotelach grali w karty lub inne imprezy koleżeńskie się robiło.

                                                    Rozkoszuję się tenisem, ale czym bardziej się rozkoszuję tym bardziej zastanawiam się czy czasami nie przesadzam. Mam trzy korty koło siebie i balon jeszcze jest i zgłaszają się dzieciaki i okazuje się, że nie mogę nic organizować, bo nie mam licencji na szkolenie dzieci. Ewelina zrobiła mi piękny plakat na zapisy i już, już - a tu się okazuje, że nie mogę bezpłatnie prowadzić zajęcia. I tłumaczę chłopakom z Olszy co kierują klubem, że robię to dla propagowania tenisa, żeby korty nie stały puste, żeby dzieci zachęcać do gry, żeby było coraz więcej chętnych na grę.
                                                    Kupuję ciasteczka w pewnej bliskiej mi cukierni i pani mi opowiada, że jej dzieci kiedyś chodziły na tenis, ale ceny na miesiąc były wysokie, a dzieciaki mało grały. Pisałam ci, że wszędzie są tylko prywatne szkoły, akademie tenisowe, a jak przychodzi do meczu to drużyny nie mogą sklecić. Mam z pierwszej ręki wiedzę, że tenis dziś to biznes, a korty coraz bardziej pustoszeją. Każdy mówi, nie ma dzieci, nie ma dzieci, mało się zgłasza- no oczywiście, kiedy takie ceny są na rynku. Więc przychodzę z pomocą dzieciakom, bo sama na starość mam głód tenisa i wszyscy możemy na kortach mile spędzić czas ( reklama leci - rusz cztery litery) - lecz biurokracja zwycieża, bo to licencja to pikuś, klub opłaci , dyplomy mam ważne do śmierci ale dochodzi jeszcze świadectwo o niekaralności, kwitek jakiś, że nie jestem pedofilem czy coś takiego, że mogę pracować z dziećmi i nie wiem co jeszcze, bo zastanawiam się nad tym wszystkim, czy ja sobie sama nie narobie kłopotów. Tenis zawodowy to całkiem inna sprawa, a tenis amatorski dla dzieci też powinien być. Poczekam jeszcze, bo chłopaki z Olszy powiedzieli, że wszystko to za mnie załatwią.
                                                    Tak więc akcja się rozwija. Powiem więcej, chyba ludzi zaskoczyłam swoją inicjatywą, bo gdy weszłam do klubu wszyscy wszysko już wiedzieli:) A ta Ewelina od motoru z którą gram, powiedziała mi, że sama się nakręciła moim pomysłem i szybko zrobiła plakat ( wysłałam e-mail)
                                                    No i przeglądając dyplomy i indeksy zauważyłam to co nas najbardziej interesuje
                                                    AWF Kraków
                                                    II rok - Marksistowska Filozofia i Socjologia - doc.dr Jan Szmyd, egz.db:) w terminie zerowym:)
                                                    IV rok - Filozofia dr F.Zawadzki
                                                    AWF Warszawa podyplomowe studia trenerskie
                                                    I rok - Filozofia i Socjologia dr B.Krawczyk
                                                    A wiesz, że kiedy chłopaki pisali moje dane i przeczytali urodzona w Olsztynie, to joj, to pani z Olsztyna ? Tak, ale nie z Kortowa i śmiech.
                                                    A gdzie trzymasz te dwie drewniane rakiety i czy naciąg jest w całości, czy trzeba naciągnąć ? ;)))
                                                    U mnie wiszą dwie stare moje rakiet naciągnięt, choć jednej brak owijki (szewc bez butów), a druga ma pękniętą strunę. Jak znajdę swoje stare narzędzia to ją naprawię:)
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 13.05.26, 19:29
                                                    Mam już kontakt z PZT i coś wymyślimy.
                                                    Pisałeś o "Przeglądzie sportowym", a ja mam mnóstwo wyciętych artykułów o tenisie nawet światowym. Takie hobby miałam.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 16.05.26, 08:36
                                                    Świetny plakat reklamowy KKT Olsza.

                                                    Z Biegunami bez pośpiechu, zwłaszcza, że to książka z kilkoma niezależnym wątkami.

                                                    I śmiało i bez skrupułów przesadzaj z rozkoszowaniem się tenisem. A tej licencji nie da się zdobyć, nie masz wszelkich wymagań tu wymaganych? Choć te wymagania dodatkowe faktycznie niepokoją, a wręcz przerażają. A korty rzeczywiście pustoszeją, nawet koło mnie są takie, całe zarosłe trawą (kiedyś tam grywałem).

                                                    Docenta Szmyda nie znalem osobiście, ale wiedziałem, że istnieje i nawet czytałem jakieś jego artykuły, z kolei dr Zawadzkiego nie kojarzę zupełnie, natomiast jeśli chodzi o B. Krawczyka na AWF w Warszawie, czy to nie był Z. (Zbigniew) Krawczyk? Zbigniew Krawczyk był przystojnym i sympatycznym facetem z klasą, z rozwijającą się karierą, która doprowadziła go do funkcji rektora AWF. Nawet z nim współpracowałem. Zmarł całkiem niedawno, mając ponad 90 lat.

                                                    Mam prawie takie same dwie rakiety drewniane i wiszą one na ścianie w pewnym miejscu. Gdzieś też mam pierwszą polską rakietę metalowa Polonez, wysoko wtedy ocenianą przez Fibaka, chyba nawet nią grywał.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 16.05.26, 20:15
                                                    Sama byłam zszokowana, że ta Ewelina taki świetny plakat zrobiła. I dlatego, jak to Olsza zobaczyła, sama zaproponowała mi tą licencję. Musimy zmienić jeszcze napisy z "bezpłatnej nauki" na "udzielę pomocy" czy coś w tym rodzaju, albo "dyżur na korcie ma..." Myślą tam chłopaki. Zainteresowanie kortami już wzrosło, bo plakat chodzi tylko telefonicznie. Nawet z Wieliczki miałam od dziewczyn. Dodatkowo ludzie z innych klubów małoplski proszą bym się zajęła archiwum PZT. Zaczynam od Wieliczanki i mojego kierownika i już nie musze mieć "wiki" tylko otwarte archiwum PZT. Już dziś siedziałam przy komuterze cały dzień i układam to wszystko, to rozumiesz, że trzeba myśleć jak te klocki ułożyć. Jeden z najbardziej znanych tenisista zgłosił się bym napisała mu książkę w formie pamiętnika, bo miał jakiś redaktor napisać ale zmarł. Trochę mnie to wszystko przeraża.

                                                    Ja tak myślę, ale nie wiem czy dobrze, że skoro mam tyle dokumentów jak artykuły gdzie napisane czarne na białym wyniki tenisistów z meczów i turniejów, to będą uradowani, kiedy znajdą po tylu latach swoje nazwisko w gazecie. To samo ze zdjeciami, ucieszą się kiedy siebie zobaczą po tylu latach. To może być niezła niespodzianka dla staruszek i staruszków. Nawet największe gwiazdy tenisowe są na nich, ale właśnie ci mniej popularni tenisiści więcej będą uradowani taką pamięcią o nich. Tak myślę, dlatego jestem zdopingowana wykonać tą robotę :)
                                                    Dziękuję że potwierdzasz, że korty pustoszeją.
                                                    A szczególnie w deszczu ;)))) U nas deszcz leje i widać jak w oczach wszystko rośnie na zielono.
                                                    Sprawdzam jeszcze raz indeks AWF Warszawa, to tam widnieje B.Krawczyk i podpis jest wyraźny z literką B na przodzie.
                                                    Może to była żona Z.Krawczyk. To by pasowało wiekowo.
                                                    ;) Fibak nie grywał Polonezem (może reklamował). Szła fama, że od tego metalu łokieć boli.
                                                    Chociaż, zwrócę uwagę na jego rakietę przy przeglądaniu zdjęć i artykułach.
                                                    Zgadniesz jaki debel tu gra? No i widzisz, grają drewnianymi Dunlop - Maxply.
                                                  • siedemset77 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.05.26, 08:16
                                                    No to pięknie rozwija się robota i przyjemność tenisowa. Wygląda na sporą tu przyszłość przed tobą, i to w różnych zakresach - i fizycznych, i intelektualnych. Życzę sukcesów.

                                                    Wygląda na to, że nie był to ten Krawczyk, o którym myślałem. Krawczyków są tysiące jak wiadomo.

                                                    Czy ten pierwszy na zdjęciu to nie Tadeusz Nowicki? A drugiego chyba raczej nie kojarzę.
                                                  • santolina1 Re: Olsztyn i przyjaciele 21.05.26, 20:23
                                                    Tak, tak, akcja się dzieje i co chwilę jestem zaskakiwana. Teraz jestem pierwszą w Polsce tenisową wolontariuszką:) Pomagam ludziom grającym amatorsko w tenisa.
                                                    Moja Ewelina, z którą trzymam sztamę tenisową i trenuję ją - robi postępy technicznie i nie tylko. Penwnie nie uwierzysz, ale ona wygląda jak ta włoszka Jasmine Paolini.
                                                    Będzie brała udział w Lidze takiej klubowej i myślę, ze bedzie małe zaskoczenie jej gry.
                                                    I wiesz, jak ja jestem zadowolona, że ona się cieszy z tych uderzeń. Sama mi powiedziała, że teraz patrzy inaczej na tenis. A napisze ci jeszcze więcej, co dzisiaj miałam na korcie. Gramy sobie dwie godziny z Eweliną, a obok na kort wchodzą dwóch młodych panów. No i odbijają, wszystko ok, a Ewelina mówi, Pani Zosiu, musi pani tam podejść, bo trzeba pomóc haha. I oceniam, że panowie pierwszy raz trzymają rakietę, coś tam podbijają ale nie prawidłowo trzymają rakiety.
                                                    Podeszłam i przedstawim się - jestem wolontariuszką tenisową, pokaże panom jak trzymać rakietę i jak uderzać.
                                                    Byli nieufni. I mówię dalej, jak prawidłowo będzie pan grać, to kiedyś będzie pan mógł uczyć własne dzieci w tenisa nie płacąc za lekcje. Takim graniem inwestuje pan w przyszłość. Uśmiechęli się zadowoleni, słuchali, zaczeli trzymać rakiety prawidłowo i wytłumaczyłam uderzenia. Bardzo ładnie słuchali, a potem zostawiłam ich w grze.
                                                    Ten wolontariat bardzo mi się podoba i wywołuje uśmiech :)

                                                    Jutro mam gościa z Warszawy, ze skanerem przyjedzie, przyjeżdza na egzaminy instruktorskie w Krakowie. Spodziewam się, że zainteresuje się moim albumem o hołdzie dla trenera i dla innych słabiej grających zawodników, bo przecież, żeby zostać mistrzem trzeba pokonać słabszych i o pamięc tych słabszych też będę walczyć w swoim regionie.

                                                    A co do zdjecia, tak Tadeusz Nowicki i leworęczny Jacek Niedźwiedzki z Sopotu.
                                                    Na jakim terene ty się czujesz wolny lub pewny swego ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka