Dodaj do ulubionych

poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadczenia?

    • Gość: RE.. Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.10, 11:10
      Za darmo, na NFZ i bez łaski :)
      • Gość: kamila Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.10, 17:08
        ciągle odsyłanie przy gorączce nazywacie fachowością i przepisywaniem antybiotyków

        skończyło sie na stole RESZTE NAPISAŁA HISTORIA

        pozdrawiam staruszke na obcasiakch
        • Gość: dyżurny psycholog Re: malarkiewicz - biznes biznes... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 19:08
          Hm....kilka wniosków z dyskusji .
          Po pierwsze panie położne piszą że ich praca to żadna służba .Owszem to JEST rodzaj służby...
          proszę dokształcić się z aktualnych trendów w nowoczesnym położnictwie.
          PO drugie szpital prywatny to rodzaj interesu w którym klient płaci i wymaga, podkreślam WYMAGA. Płacąc niemałe pieniądze.
          Z podejściem do pacjentek (klientów ) które niektóre panie tu powyżej zaprezentowały to miałybyście trudności w utrzymaniu się w pracy np. w porządnym hotelu czy restauracji przez kilka dni.....
          Wiele z tego co piszecie czuć tzw"syndromem sklepowej z PRL".

          No i w końcu wpadłycie pisząc posty podając się za mamy pociech które przyszły w Kolejowym na świat.
          Żadna podkreślam ŻADNA normalna matka nie powie/napisze o swoim rodzącym się dziecku per płód...Zawsze będzie dziecko nigdy płód (chyba że nie akceptuje go jest infantylna itp).
          Dziecko=płód to nowomowa wprowadzona za PRL .Jej używanie znamionuje osoby kończące za komuny szkoły medyczne ....Jest cechą zdehumanizowanego języka stosowanego w branży medycznej drogie panie położne...
          Tak że "płódźcie "dalej posty w tym temacie podając się za matki wszak reklama jest dźwignią handlu.
          • Gość: iza Re: malarkiewicz - biznes biznes... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.11, 20:00
            i tak samo zapewne tego nie napisał dyplomowany psycholog! stek bzdur! szkoda słów!
    • Gość: Roberto Tata Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.cdma.centertel.pl 18.06.11, 22:10
      Moje dziewczyny są jednymi z pierwszych pacjentek nowego szpitala doktora malarkiewicza na jagiellońskiej i powiem tylko ze jesteśmy pod ogromnym wrażeniem miejsca i tego co zastaliśmy na miejscu, ze względu na powikłania byliśmy w kilku placówkach ale ten szpital bije na głowę wszystkie.
      Sala jednoosobowa z łazienka i prysznicem !!! szok i za darmo, nie wiem co powiedzieć, zona zadowolona to i ja szczęśliwy,czekam na nasz skarb.
      • Gość: gość Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.11, 20:19
        Przypominam wątek-w nawiązaniu do topiku peanów poniżej .Swoją drogą dziwne że to co gdzie indziej jest oczywistością(np Czechy )w Olsztynie jest cudem jakimś- dostepnym dla zamożnych ,wybranych rzecz jasna...
        • Gość: OLKA Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.11, 15:38
          to ze są w nowym miejscu nie znaczy ze połozne sa lepsze ,bardziej opiekuncze....nie zrobily na mnie wiekszego wrazenia odczywiscie co niektore...pouczaja mlode mamy z wielkiem fochem ,,,niemiłe z minami grobowymi bo pewnie obowiazkow doszlo.....a jak sobie segreguja pacjetki to glowa mala ...najbardziej nie lubia tych duzych mam z otyłościa ...sa straszne ....daja odczuc ze za duzo przytyłas....i ze sie ciebie brzydzą...okropnosc
          • Gość: freddy Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.11, 21:11
            Hm -do autorki powyżej -a te panie położne to sztuka w sztukę modelki z Top Model ??
            Lasencje z talią osy ??
            Może szefunio zrobi im lekcję dobrych manier -chyba że zbyt zabiegany...
            • Gość: Leszek Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.dynamic.mm.pl 28.07.11, 22:02
              Moja córeczka własnie jest w szpitalu Malarkiewicza. Niedługo urodzi. Szpital super i atmosfera bardzo przyjemna. Pozdrawiam wszystkie mamusie- i te przyszłe też.
    • Gość: gość Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.11, 09:46
      Witam, ja rodziłam już w nowym szpitalu... poród nie należał do najłatwiejszych. skończyło się cesarką. szpital faktycznie dobrze wyposażony i wygodny dla pacjentki po operacji tj. + podnoszenie (regulacja oparcia) - łatwiej wstać do bobasa,+ samodzielna sala, + samodzielny prysznic i wc, + odwiedziny tatusia umożliwione w jak największym stopniu,+ Pani Ginekolog troche ustawia jak na zbiórce w wojsku ale pozatym widać że to naprawde fachowy lekarz, czuwający nad sowimi pacjentkami,+ personel miły, aczkolwiek zdaje się jakby położne były przeładowane pracą i po kilku godzinnych odbiorach porodów ciężko żeby uśmiechały się do pacjentek, można powiedzieć że zależy od ich dnia, bardzo miłe panie które sprzątają i roznoszą jedzenie!!! (wprowadzają dużo domowego ciepła) - jak ja rodziłam była jeszcze dość spora dezorganizacja i sam personel się gubił, - nie działaly dzwonki wezwaniowe, - czasem znikali wszyscy z odziału na porodówkę i nie było kogo poprosić o najmniejszą drobnostkę, - zbyt szybkie zostawienie samej mamy z maleństwem szczególnie jeśli są problemy z karmieniem i z dźwiganiem po operacji maleństwa, a jeszcze jak jest pierwiastką .... A Pan Malarkiewicz to już odzielna historia ...
      • Gość: była pacjentka Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.olsztyn.mm.pl 28.11.11, 22:13
        Ja tez miałam tą wątpliwą przyjemność rodzić w nowym szpitalu Malarkiewicza (w sumie nie miałam wyjścia bo nigdzie już nie było miejsc). Mam nadzieje że miałam po prostu pecha i trafiłam na moment, w którym było dużo porodów, choć już nieraz spotykałam się ze złą opinia na ich temat. Napiszę jak było ze mną i dlaczego bam o nich złe zdanie, może komuś to się przyda.
        POWODY NEGATYWNEJ OPINII, podam tylko parę i w skrócie:
        - przedłużanie porodu o ok 2h, bo akurat była zmiana położnych i nie chciało się paniom pracować (położna która kończyła pace powiedziała że 20 minut i będzie po sprawie) natomiast następną zobaczyłam na sali za jakieś 30 minut, weszła rozejrzała się i znowu zniknęła na kolejne pół godziny a ja leżałam z 10 cm rozwarciem i czekałam nie wiem na co). Wzięły się za robotę dopiero jak był obchód i lekarz powiedział że już za długo to trwa i że zaraz trzeba będzie robić "dziurę w brzuchu"
        - wpisanie innej godziny porodu, gdyż za długo przetrzymano mnie w drugiej fazie porodu (na szczęście dziecku nic się nie stało), urodziłam o 9.40 wpisano mi 8.30)
        - tuż po szyciu powinnam leżeć na sali jeszcze 2 godziny (taka jest procedura) ale ponieważ był już kolejny poród kazano mi WSTAĆ i usiąść na wózek z kompletnie drętwymi nogami po znieczuleniu, co oczywiście poskutkowało upadkiem na ziemię na twarz (informowałam panie, że w ogóle nie czuję nóg po tym jak dostałam drugą dawkę znieczulenia do szycia). Leżałam na tej podłodze w plamie krwi bo panie nie mogły mnie podnieść, aż kazałam im męża zawołać. Po tym jak mnie podniósł one znowu uparcie mnie na wózek sadzały zamiast na leżące łózko, dopiero jak im na tym wózku zasłabłam to przyszedł pan Malarkiewicz i wielce zdumiony zobaczył co one robią i z mężem mnie we dwóch na łóżko lezące dopiero położyli i odwieźli na salę
        - prosiłam o znieczulenie które można podać przy 3-4 cm rozwarcia, oczywiscie nie było anestezjologa bo był przy CC i czekałam baaardzo długo w bólach, później przyszedł, nikt nawet nie sprawdził rozwarcia, podał znieczulenie za 400zł - przy czym był niemiły i nawet nie chciał chwile poczekać aż mi skurcz przejdzie i cała skakałam z bólu a on wbijał mi się w kręgosłup. Za chwile przyszła położna i powiedziała ze już jest 9 cm rozwarcia i główkę widać!!! Więc po co oni mi je podawali - skutek był taki że cała akcja się spowolniła i musiałam dostać kroplówki przyśpieszające poród zamiast mieć już go za sobą
        -opieki zero - dobrze że leżałam z kobietą po CC to choć jak przychodzili do niej podawać leki mogłam się o cokolwiek zapytać, choć odpowiedź dostawałam raczej oszczędna w słowach, bo miały podobno dużo porodów i nie wyrabiały się ze wszystkim
        - NIC mi nie powiedziano na temat pielegnacji, nie przestawiano mi dziecka do piersi, raz wpadła położna powiedziała że ona jest specjalista od laktacji i czy jest jakis problem, powiedziałam że tak ona na to że zaraz znajdzie chwilę to do mnie przyjdzie i oczywiści już jej nie widziałam
        - do domu wyszłam z zastojem pokarmu (już tworzyły się guzy), Mały wciąż wisiał na piersi bo nie mógł się najeść, oczywiście zgłaszałam to, ale one twierdziły że to taki typ :"cycocha",nawet mnie nie obejrzały, gdzie następnego dnia po wyjściu była u mnie położna środowiskowa - wspaniała kobieta, która odratowała moje piersi i po paru dniach ciężkiej i bolącej walki pokarm w końcu zaczął płynąc jak trzeba (wystarczyłoby żeby ktoś w szpitalu udzielił mi paru rad i wskazówek a nie było by żadnego problemu)
        - o tej położnej szczupłej w kucyku też mogłabym napisać poemat, o jej odzywkach, traktowaniu pacjenta, nawet powiedziałabym znęcaniu się nad tą biedną cierpiącą kobietą, która leżała ze mną po CC
        - cięcie i szycie pozostawię bez komentarza bo nie chce rozdrapywać ran... powiem tylko że lekarz zapytał się położnej czy da sobie radę? dlaczego wątpił???...
        - o takich dla nich drobnostkach jak zgubienie kilku zdjęć maleństwa z mojej karty ciąży i powyciąganiu z niej wizytówek lekarza i paru innych, może wg nich niepotrzebnych mi informacji to już aż przykro pisać
        - i żeby ktoś nie miał wątpliwości opinia jest naprawdę rzetelna i obiektywna, wiec podam również co było pozytwyne: jedzenie, naprawdę dobre i duże porcje i nowe wygodne łóżko oraz estetyczne wc (bo to nowy szpital). Jednak dla mnie to w tym okresie nie było w ogóle istotne!

        DZIEKUJĘ BOGU za to, że mam zdrowego syna i że jakoś oboje zwalczyliśmy te trudne początki i że mu w tym szpitalu nie zrobiono krzywdy - a niewiele brakowało!
        • Gość: Kasia Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.olsztyn.vectranet.pl 09.11.13, 13:42
          Popieram Pani opinię w 101%!!! Wnioski mam takie same,. PORAŻKA
          • Gość: aa Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.olsztyn.mm.pl 04.12.13, 23:24
            Byłem przy porodzie i nie uważam aby to była mocno skomplikowana operacja. Rozumiem że o dobry personel bardzo trudno ale w takim miejscu trzeba się zastanowić czy zatrudnić osobę od wyciągania płodu z brzucha czy osobę która pomoże przejść w miarę normalnie przez te parę godzin. Przypuszczam że Pan Malarkiewicz nie zdaje sobie sprawy że połowa jego pracowników przychodzi do pracy z przymusu dla ciemnej masy która się nie zna na porodach itp... Gdybym wcześniej nie wałkował tego tematu i nie przygotowałbym się sam do tego chyba udusiłbym bym te kobiety. Przez połowę nocy myślałem że trafiłem do szpitala prowadzonego przez jakiegoś imbecyla na szczęście właściciel okazał się kompetentny i trochę moje emocje opadły. Poranna zmiana personelu niewiele wniosła. Poród zakończył się po kilku godzinach wszystko skończyło się dobrze.
            To jest chyba bardziej emocjonalne przeżycie, jeżeli osoba która nie potrafi rozmawiać z ludźmi lub jej sie nie chce, próbuje w takim miejscu pracować to może się to zamienić w lekką traumę.

            Pewnie można byłoby to rozwiązać jakąś opłatą lub czymkolwiek ale pytałem się wcześniej i nikt nic nie mówił. Szkoda bo ten szpital ma duże pole do popisu niestety jednak ludzie w nim zachowują się jak w obozie koncentracyjnym. Nie wiem jak jest w innych szpitalach ale przypuszczam że bez znajomych właśnie w ten sposób to wygląda.
            • Gość: Pacjentka Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.play-internet.pl 19.12.13, 15:15
              Ten szpital to porażka... miałam niestety przyjemność w nim rodzić...
              Już od samego początku położne były mało sympatyczne i szkoda że nie posłuchałam głosu wewnętrznego i nie uciekłam z tamtąd. mój poród trwał 14h .przy 5cm dostałam znnieczulenie ZOP ale oczywiście nie obyło sie bez złośliwych komentarzy anescezjologa takich jak : "do tej pory jakoś rodziła i co taka delikatna?", co lepsze lekarz nieumiejętnie mi sie wbił w kręgosłup ponieważ znieczuliło mi tylko lewą strone a prawą czułam bardzo...czy to normalne wątpie! dostałam 3 dawki znieczulenia ZOP pomimo tego czułam ogromny ból z prawej strony dostałam też dożylnie znieczulenie te trochę pomogło...Ogólnie miałam bardzo ciężki poród . położne które jak sobie przypomniały o mnie to przyszły do pokoju i sparwdziły czy żyje... zbytnio sie nie przejmowały pacjentkami a jak słyszałam PIERWIASTKA i epitety do tego to aż mnie gotowało... chodziłam do szkoły rodzenia i z przyłożeniem dziecka do piersi i nakarmieniem go nie miałam większych problemów, ale oczywiście laktacyjna twierdziła inaczej i bez mojej zgody bezczelnie potrafiła złapać mnie za pierś i wcisnac ja na chama w usta mojego dziecka!! twierdząc że jest głodne, choć nakarmiłam go i grzecznie sobie leżał!.. NIc co zrobiłam sie im nie podobało choć wiedziałam co robić ! pielęgniarki bardzo chętnie zaczepiały mojego męża! wtedy strasznie milutkie były co nie wspomne o podtekstach kierowanych w jego strone... modliłam sie kiedy mnie z tamtąd wypuszczą! tyle chamstwa nie spotkało mnie w żadnym szpitalu!!!
              • summerspring Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze 20.12.13, 12:20
                Trzeba to zgłaszac do Malarkiewicza-może coś zrobi z tymi babami. Też tam rodziłam i NIGDY WIĘCEJ. Wredne, przemądrzałe położne. Nawet znieczulenia nie dostałam bo ważniejsze było kawkowanie. Ja swoje spostrzeżenia zgłosiłam. Jak więcej kobiet napisze to może pan Malarkiewicz w końcu wymieni ekipę.
                • Gość: gość Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.olsztyn.net.pl 30.10.14, 09:30
                  Przereklamowany szpital!!! Pojedyncze osoby sa miłe, reszta wręcz beszczelna, nikt pierworódka się nie zajmuje, słaniała się na nogach miała temperaturę rzygałaa taka gruba nie za wysoka do niej szybciej bo mały się rozkopie, jedzenie ciężkostrawne nie jak dla matek karmiących, dziecko od razu antybiotyk profilaktycznie!!!!! szlag człowieka trafia. nie można nic tam kupić bo nic nie ma nawet głupiego automatu z kawa .o zgrozo gdy jesteś samotna matka, nie masz na kogo liczyć.a teksty to takie;to nie prywatny szpital więc jest jak jest ( czyżby sugestia żeby dać w łapę??) , to nie wesołe miasteczko i tak ma być, no niestety to jest macierzyństwo więc masz rzygać sr... i słaniać się z gorączki, sory ale to jakaś pomyłka Panie Malarkiewicz!!!! tam są żywe wrażliwe przestraszone kobiety, lepiej maja te co rodzą po raz drugi. Zastanówcie się jak chcecie tam rodzić, współlokatorka pomagała żeby przewinąć dziecko, żadna larwa się tym nie interesowała przepraszam ze dwie kobiety są fajne, zastanówcie się.
                  • Gość: pacjentka niestety Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze IP: *.30.97.113.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 31.10.14, 09:21
                    potwierdzam beznadziejna opieka i niepewnosc , czy dziecko jest fachowo zbadane kazdy inny szpital tylko nie Malarkiewicz, najgorsza opieka medyczna, brak fachowcow
    • imago1234 Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze 23.02.15, 21:30
      Rodziłam w tym szpitalu w lutym 2015. Szczerze to nie mam miłych doświadczeń. Poród co prawda przebiegł szybko i bezproblemowo, głównie za sprawą pomocy położnej ( niska, grubsza w ciemnych dłuższych włosach). Nie była zbyt sympatyczna i pohukiwała na mnie, ale za to pomogła mi szybko urodzić masując mi szyjkę i chwała jej za to. To by było na tyle jeśli chodzi o pozytywy. Teraz przejdę do negatywów. Salę miałam pojedyńczą, ale tylko pozornie to luksus, bo zostałam z dzieckiem zdana sama na siebie. Położne zaglądały tylko głównie po to żeby zapytać dlaczego dziecko płacze i dlaczego nie mogę go uspokoić. Musiałam zostać w tym szpitalu przez tydzień ze względu na żółtaczkę dziecka. Byłam straszona przez pediatrę, że dziecko jest w złym stanie i wyniki się pogarszają. Przy mnie lekarz komentował do położnej, że nie ma pomysłu jak leczyć moje dziecko. Załamka! Dziecko musiało leżeć pod lampami. Strasznie się przy tym awanturowało. Nie miałam pomysłu jak je uspokoić a położne nie miały chęci podpowiedzieć mi co mam zrobić. Dobrze, że dziecko dobrze ssało pierś to przynajmniej mogłam je uspokoić cycem na 5 minut, ale o jakimkolwiek śnie czy odpoczynku po porodzie nie było mowy. Pierwszej nocy spałam dwie godziny, następnej godzinę, następnej również godzinę. Nikt nawet nie zapytał czy mi w czymś pomóc. Nogi spuchły mi jak bochenki chleba od stania przy lampach i uspokajania małej. W piersi zrobił mi się zastój, pierś spuchła mi jak arbuz a pod pachami zrobiły się guzy. Lekarz na obchodzie kazał mi opróżnić natychmiast pierś i to ręcznie, bo na stanie nie było żadnego laktatora. Oczywiście rada lekarza okazała się bzdurą, bo pierś nalezy opróżnić tylko do uczucia ulgi a nie do jej opróżnienia całkowitego o czym dowiedziałam się już po fakcie z internetu a rada lekarza wyrządziła mi jeszcze większą krzywdę! Za ścianą miałam remont. Od godziny 7 rano do 19 przeraźliwy łoskot młotów pneumatycznych i wiertarek. Nie szło zmrużyć oka również w dzień. Z bezsilności i zmęczenia przepłakałam wszystkie dni pobytu w tym szpitalu. Jedzenie okropne! Chleb, sztuczna bułka, jaja na twardo, chemiczny miód, który jest największym alergenem, fasolka szparagowa, kalafior, brokuł, surowa biała kiełbasa - czyli wszystko to czego nie może jeść matka karmiąca. Doszło do tego, że jadłam tam tylko chleb z masłem a resztę jedzenia dowoził mi mąż w termosie. Do pokoju każdy wchodził jak do siebie o kązdej porze dnia i nocy bez względu na to czy to był lekarz, położna, sprzątaczka czy personel przynoszący jedzenie. Sprzątaczki zachowywały się bardzo głośno, trzaskały śmietnikami budząc mi dziecko. Przez cały pobyt nikt nie zbadał mi krocza po porodzie. Dramat! Modliłam się żeby jak najszybciej stamtąd wyjść! Którejś nocy przyszła do mnie pewna położna ( sepleniąca, ciemne włosy, czerwone okulary). Była dla mnie bardzo niemiła, bo nie mogłam uspokoić dziecka. Okazywała mi wyższość widząc moją bezradność. Pohukiwała na mnie i kpiąco dogadywała mi. Jedyną ludzką osobą na tym oddziale okazała się starsza pani sprzątająca, która ciepłym słowem próbowała mnie jakoś pocieszyć i jedna z pań opiekujących się maluchami w długich ciemnych kręconych włosach i w okularach. To jedyne "ludzkie" osoby, które tam spotkałam.
    • Gość: Penelope Łyżeczkowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.15, 21:10
      NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE! Po pierwsze na wszelkie pytania musiałam sama sobie odpowiedzieć, po drugie zaprowadzili mnie do sali gdzie przypomnieli sobie po 2h o moim istnieniu, po 3 prosty zabieg jakim jest wyłyżeczkowanie jamy macicy okazał się być dla lekarzy skomplikowany - JAK MOŻNA ZOSTAWIĆ KAWAŁKI jaja płodowego? Po 2 dniach po łyżeczkowaniu usłyszałam od innego lekarza w tym szpitalu (ból był na tyle nie do zniesienia, że wylądowałam tam 2 raz),że mam na tyle skrzepów, żeby wykonać łyżeczkowanie jeszcze raz. Nagle mu sie odmieniło, a ja uspokojona i pełna optymizmu wróciłam do domu. Wizyta kontrola i? SZOK!
      Na szczęście przed kolejnym łyżeczkowaniem uratował mnie doktor ze szpitala wojewódzkiego, które w konsekwencji doprowadziłoby do poważnych problemów z zajściem w kolejną ciąże (wynika to z faktu możliwości powstania zrostów po kolejnym łyżeczkowaniu).
      DLACZEGO moje macierzyństwo mogło wisieć na włosku przez takich specjalistów? A ja byłam narażona na zakażenie?
      Do lekarzy z klinki - co gdyby właśnie wasza żona, córka spotkała by tak fatalnych lekarzy? To był prosty zabieg, jednak należało potraktować go jak inne, równie ważne zabiegi.

      Kobietki! Macice mamy jedną! Nie pozwólmy ,,lekarz'' pozbawił nas tego co najpiękniejsze, czyli macierzyństwa!
    • alis1968 Re: poliklinika i malarkiewicz - jakie doświadcze 18.10.15, 14:25
      Witam. Poszukuję osób które zostały w jakiś sposób "skrzywdzone przez Szpital p. Malarkiewicza.
      Proszę o kontakt na alinao6@wp.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka