Dodaj do ulubionych

Szkola nr...7 czesc osiemnasta.

IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 11.11.03, 22:14
Przepraszam za spoznienie ale powod jest zawsze ten sam.Brak Czasu.
Henio lpompa to nie ja.
Mamut pisz dalej ,przyjemnie sie to czyta zwlaszcza ze wydaje mi sie ze nie
dzieli nas duza roznica wieku.
Obserwuj wątek
    • Gość: mamut Re: Szkola nr...7 czesc osiemnasta. IP: *.norampac.com 11.11.03, 23:03
      Nie ma sprawy, nawet musze przyznac ze myslac o siodemce przypominam sobie
      wciaz cos nowego... Siostra zreszta tez mi troche tematow podpowiada...

      Kazdy z nas dobrze pamieta iz uczniowie czesto nadawali uczniom i nauczycielom
      ksywy... Nauczycielskie ksywy byly oczywiscie najbardziej znane. Nie mialo to
      znaczenia czy nauczyciel byl lubiany czy nie...mial ksywe i juz. Ksywy byly po
      prostu czescia szkolnego zycia i jej sub-kultury.

      Przytaczam tu niektore zapamietane nauczycielskie przydomki:

      Borkowska: Fiza

      Brzozowski: "Brzoza" lub "Filut" (ten drugi przydomek byl bardziej popularna
      ksywa; kojarzyl sie z rysunkowa postacia z "Przekroju").

      Dabrowska: "Dyra"

      Dragan: Dragan (nie znalem jej ksywy-nikt chyba jej nic nie nadal - slowo
      Dragan bylo samo w sobie ksywa, ale dla mnie byla ona "Herszt Baba".

      Koziel: "Koziol"

      Pikus: "Psikus"

      Serafin: "Serek"

      Skibinska: "Skiba" lub "Tekla" (pajak z dobranocki o pszczolce Maji -lubila
      grywac na skrzypcach).

      Zera: "Zero" lub "Matma"

      Jesli pamiec mnie nie myli jedna z najbardziej bombowych ksyw miala pewna
      starsza pani ktora przychodzila na zastepstwa lekcyjne na matematyke...
      Mieszkala zreszta tuz obok szkoly... Niestety nie pamietam jej imienia i
      nazwiska. Otoz szkolny pseudonim tej pani byl: "Babcia Dynamit" ze wzgledu na
      jej wybuchowy temperament.. Uczyla moim zdaniem matmy lepiej od "Zera"
      Niestety nie zabardzo moge przypomniec sobie ksywy innych nauczycieli... Bylo
      ich przeziez takie spore grono... Jesli jakies pamietacie to napiszcie...



      • Gość: nat Re: Szkola nr...7 czesc osiemnasta. IP: *.in-addr.btopenworld.com 11.11.03, 23:24
        Ta stara matematyczka to nie byla przypadkiem p.Ciolkowska?
        • Gość: wskh Re: Szkola nr...7 czesc osiemnasta. IP: *.gazetaolsztynska.pl 12.11.03, 10:31
          Gość portalu: nat napisał(a):

          > Ta stara matematyczka to nie byla przypadkiem p.Ciolkowska?
          Oczywiście, że to musiała być Ciołkowska, chociaż ja nie miałem z nią lekcji.
          Była jednak dyrektorką na koloniach, na których ja byłem kolonistą.
          Wybuchowa była i jest, bo ma się nieźle - widuję ją na ulicy.
          Jej wybuchowość nieźle odczuła absolwentka z 1970 roku, Izabela S. później
          znana bardziej jako Izabela T. Iza za matematyką nie przepadała jak i za
          Ciołkowską. Już wtedy dość konkretnie widziała swoją przyszłość i chciała
          występować na scenie.
          Ciołkowska komentowała to krótko - "artycha" i wpajała jej matematyczne wzory.
          • Gość: nat Re: Szkola nr...7 czesc osiemnasta. IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.11.03, 11:52
            Pamietam ja dokladnie z codziennych wycieczek do sklepu. Przed nia chmara
            zasmarkanych dzieci, jej wlasnych, na ktore bez przerwy wrzeszczala.
            Konkurencje miala chyba tylko w osobie pani Nowackiej, z drugiego bloku, ktora
            zawsze byla na ulicy, znala wszystkich i tzrymala oko na kazdej rodzinie.
            Zlote zrodlo plotek!
            • Gość: mamut Re: Szkola nr...7 czesc osiemnasta. IP: *.norampac.com 12.11.03, 15:00
              Nat, masz chyba na mysli Izabele Trojanowska (grupa 2+1)... Mieszkala dwa kroki
              odemnie. Pamietam ja chociaz ja bylem jeszcze smarkaczem kiedy z rodzina
              wyprowadzala sie ze starych barakow.
              • Gość: czlowiek Chodzilismy to tej samej klasy, Nat! IP: 142.227.41.* 12.11.03, 18:01
                Kiedys wspomnialas, ze chodzilas przez rok do starej szkoly na Baltyckiej i, ze
                wychowawczynia byla p. Sitnik. Wszystko sie zgadza. Zastanawiam sie, ktora z
                tych 20 dziewczynek to mala Nat. Pozdrawiam,
                • Gość: nat Re: Chodzilismy to tej samej klasy, Nat! IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.11.03, 18:09
                  Ta mala Nat siedzi na fotografii w pierwszej lawie (dlaczego???) w mundurku z
                  marynarskim kolnierzem. Nie moge zdjecia znalezc ale pamietam, ze byl na niej
                  syn Sitnikowej, Marysia (chyba) Baturo, Ala Teller, Jasia Kargol i paru
                  dostojnie zapowiadajacych sie chlopcow. Jeden mial na imie Sylwester ale
                  nazwisko mi umknelo ze starczj pamieci. Pomoz czlowieku!
                  • Gość: mamut Re: Chodzilismy to tej samej klasy, Nat! IP: *.norampac.com 12.11.03, 18:24
                    Moze to byl Sylwek Krenzek...?
                    • Gość: mamut Re: Chodzilismy to tej samej klasy, Nat! IP: *.norampac.com 12.11.03, 19:09
                      Wspomnien ciag nastepny...

                      Szkolna edukacja nie obeszla by sie nigdy bez szkolnych wycieczek. Coz to byla
                      za frajda... Tydzien przed wycieczka o niczym innym sie nie myslalo. Nie wazne
                      bylo gdzie i jak dlugo trwac bedzie wycieczka, frajda to bylo wielka....
                      Podczas szkolnych lat zaliczylo sie ich sporo. Repertuar szkolnych wycieczek
                      zregoly sie nie zmienial przechodzac z klasy do klasy jednak zaliczalo sie
                      coraz to nowsze miejsca naszego pieknego kraju... Celem wycieczek byly:
                      Grunwald i Skansen Olsztynka, Ketrzyn i Gierloza ("Wilczy Szaniec"), Ostroda i
                      wycieczka stateczkiem po kanale, Warszawa, Malbork i Frombork itp., itd..

                      Wycieczki byly autokarowe. Tak, wyjezdzone autokary PKS sluzyly zawsze
                      dzieciecej wiarze w poszerzaniu swoich ogolnokrajowych horyzontow. Nie
                      przeszkadzalo nam wtedy iz autokary (najczescie autosany) skrzypialy i
                      trzeszczaly w czasie jazdy, iz szyby nie byly lsniaco czyste. Byl to czas
                      zabawy i pelnych przezyc. Raz na jakis czas zdarzalo sie ze ktorys z uczni lub
                      uczennic mial chorobe lokomocyjna co zmuszalo nieraz kierowce do zatrzymania
                      pojazdu... Mimo ze mialo to wyjatkowo obrzydliwe nastepstwa, bylo to dla dzieci
                      czesto powodem urozmaicenia podrozy... Nauczyciele mowiac szczerze odwalali
                      calkiem niezla robote swietnie sobie radzac z rozbrykana i krzykliwa
                      chalastra. Zbiegiem czasu coraz bardziej zdaje sobie z tego sprawe jak trudna
                      i frustrujaca byla ich praca...

                      Oczywiscie nie bylo wyprawy w Polske bez zapasu prowiantu tak skrzetnie
                      przygotowanego przez troskliwe mamy... Najpopularniejsze byly oczywiscie
                      gotowane na twardo jaja. Bez jaj sie nie jezdzilo na wycieczki. Oprocz tego
                      oczywisci kanapki z serem i wedlina (o ile na to czasy wtedy pozwalaly). Jako
                      napoj zregoly byla oranzada, soki lub wrecz butelka(czesto gesto po wodce) z
                      wczesniej przygotana herbata... Nie zawsze w dawnych latach oranzada byla
                      osiagalna. Nic tak nie smakowalo jak pyszne wycieczkowe zarcie. Mniam!

                      Pamietam ze pierwsza moja autokarowa wycieczka byl wypad do Grunwaldu i
                      Skansenu Olsztynka. Pole bitewne jest w koncu usytulowane zaledwie 25 km od
                      Olsztyna. Oprocz ogladania pola bitewnego i pomnika Grunwaldzkiego,
                      zaliczalismy tez krotka projekcje filmu w kinowej sali muzeum. Projekcja byla
                      oczywiscie fragmentem filmu "Krzyzacy" nakreconym zdaje sie w 1952 Roku przez
                      Aleksandra Forda. Film ukazywal sceny Bitwy Grunwaldzkiej. Podobno w filmie
                      zrobiono kilka gaf. Miedzy innymi w tle bitwy bylo widac przejezdzajaca
                      ciezarowke, takze jeden z krzyzakow dzierzacy tarcze w reku mial miec
                      nadgarstek pieknie przyodziany w zegarek. Nigdy jednak nie widzialem tych gaf;
                      zawsze bylem zbyt pochloniety akcja filmu. Muzeum jako takie posiadalo
                      niewielka kolekcje znalezisk z pola bitewnego. Po czesci to smutne... Powiem
                      wam tyle ze pare lat temu zaledwie zwiedzajac Zamek w Malborku rozmawialem z
                      jednym z przewodnikow ktory twierdzil iz Archiwa muzeum w Malborku az dusza sie
                      od eksponatow sredniowiecznej broni ,ktorej nie sa oni wstanie wystawic jako
                      ekspozycje z powodu braku pieniedzy... Moglyby te zbiory zasilic Muzeum
                      Grunwaldzkie, zwlaszacz iz coroczne obchody rocznicy bitwy Grunwaldzkiej staja
                      sie coraz popularniejsze zarowno u mieszkancow tego regionu jak i u turystow.

                      Wycieczki dla Dzieci zawsze byly wielka frajda. Wiosenno-letnia pogoda zawsze
                      byla bardzo atrakcyjna i sprzyjala przygodom. Autobus wypelnial sie
                      niesamowitym gwarem... Piosenki harcerskie i nietylko umilaly podroz, choc moze
                      nauczyciele i kierowcy mogli byc innego zdania ;). Pamietam nawet takie
                      podworkowe produkcje jak: " Jedzie Szurkowski na rowerze... na wirazu dodal
                      gazu az sie znalazl na cmentarzu. Na cmentarzu wielkie krzyki to sie bija
                      nieboszczyki. Jeden nieboszczyk wzial palanta i uderzyl milicjanta. A
                      milicjant wzial patyka i uderzyl nieboszczyka... " Cos w tym stylu, niewiele
                      niestety w pamieci pozostalo jesli chodzi o teksty takich rymowanek...

                      Dla podsumowania powiem wam: Nigdy bardziej jak wlasnie w dziecinstwie podroze
                      sprawialy tyle przyjemnosci co w tych wczesnych latach podstawowki.

                      • Gość: rita Re: Chodzilismy to tej samej klasy, Nat! IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 12.11.03, 19:33
                        Pamietam ze pierwsza moja autokarowa wycieczka byl wypad do Grunwaldu i
                        Skansenu Olsztynka. Pole bitewne jest w koncu usytulowane zaledwie 25 km od
                        Olsztyna. Oprocz ogladania pola bitewnego i pomnika Grunwaldzkiego,
                        zaliczalismy tez krotka projekcje filmu w kinowej sali muzeum. Projekcja byla
                        oczywiscie fragmentem filmu "Krzyzacy"

                        przepraszam , nie mogłam się oprzeć tym wspomnieniom
                        ja również ze szkoła podstawową nr 3 w Olsztynie byłam na takiej wycieczce i
                        mile to wspominam, to chyba był obowiązek wszystkich szkół olsztyńskich
                        miło sie czyta wasze wspomnienia
                        pozdrawiam
                      • Gość: Fredek Wycieczki szkolne IP: *.nwbi.de 13.11.03, 12:48
                        Chyba prawie wszystkie klasy odbywaly ten sam repertuar
                        wycieczkowy.

                        U nas gdzies w mlodszych klasach: Grunwald i skansen w
                        Olsztynku.
                        Pozniej Swieta Lipka i "Wilczy szaniec" w Gierlozy.
                        Pozniej Westerplatte , Gdansk i Oliwa.
                        Malbork , Frombork ...

                        A pod koniec podstawowki wieksza kilkudniowa wycieczka.
                        Nie wiem dokad to bylo ?
                        Poznan (?) z noclegiem w jakims dworku.
                        Istnieje taka fotografia gdzies w palmiarni.
                        Nasza klasa , razem z rownolegla.
                        I nastepny nocleg pod namiotami na placu campingowym w
                        Brodnicy (zdaje sie).

                        To byly juz wieksze manewry.

                        A spiewanie pisenek tez bylo.
                        Tylko jakos sobie jeszcze tylko "Majtki blaszane"
                        przypominam.

                        Pozdrowienia
                    • Gość: Fredek Re: Sylwek ? IP: *.nwbi.de / *.neue-westfaelische.de 13.11.03, 07:28
                      Takiego nie bylo.

                      Moji braci nazywaja sie inaczej i sa mlodsi.

                      Pozdrowienia
                      • Gość: jd Re: Sylwek ? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.11.03, 09:13
                        Kochani, robi się pasjonująco i inspirująco tajemniczo: mamut, siostra mamuta,
                        Sylwek, człowiek, Iza w tle. I to najwyraźniej nie są szleństwa wyobraźni,
                        tylko za tym się kryje twarda i piękna rzeczywistość (choćby baraki, Fredek i
                        nat).
                        • Gość: Iwona Re: Sylwek ? IP: *.ols.vectranet.pl / 213.76.143.* 13.11.03, 17:25
                          mamut, a gdzie Ty mieszkałeś? piszesz o osobach również które i ja znam ale
                          chyba jestś jednak młodszy, napisz jeszcze trochę o sobie może z górki nad
                          jeziorem zjeżdzałeś z moim bratem Januszem?
                          • Gość: mamut Re: Sylwek ? IP: *.norampac.com 13.11.03, 18:35
                            Do Fredka... Moge sie mylic co do imienia; kupa lat przeleciala.. Moze to bylo
                            Slawek...(nie mam zamiaru mylic z Wasowskim) Tez tego nie jestem pewny... Jak
                            tam Malgosia... Ladne z niej bylo dziecko, pewnie wyrosla na urodziwa
                            kobiete...

                            Co dod wczesniejszych wypowiedzi: Tak, "Babcia Dynamit" to Pani Ciolkowska.
                            Dziekuje za przypomnienie.

                            Janusz? hmmm? Czy jesli sie nie myle swego czasu rozwozil czasopisma i
                            gazety? Czy dalej jego hobby to elektronika i roznorakiego
                            rodzaju "sprzecicho"? Ale moze sie myle, moze to inny Janusz....

                            Coraz wiecej ludzi na moim ogonie... W koncu dorwa lisa ...znaczy sie
                            mamuta... ;)
                            • Gość: mamut szkola Nr. 7 czesc osiemnasta! IP: *.norampac.com 13.11.03, 23:34
                              wspomnien czesc nastepna...

                              Kazdy z nas napewno mial ulubionego nauczyciela... Moim ulubionym Nauczycielem
                              byl Pan Jan Serafin. Przez 3 ostatnie lata podstawowki byl moim wychowawca.
                              Jan Serafin to czlowiek wielkiego ducha mimo iz postury byl raczej skromnej. Z
                              wygladu kojarzyl mi sie troche z przedwojennym polskim aktorem: Dymsza. Pan
                              Jan jako nauczyciel potrafil zmobilizowac do dyscypliny nawet najbardziej
                              krabrnych uczni, nie byl jednakze nauczycielem surowym. Lubilem go bardzo za
                              jego prawie ojcowski sposob traktowania uczniow. Dzieki niemu nauczylem sie
                              radzic sobie z narzedziami podczas lekcji ZPT. Jesli sie nie myle uczyl nas
                              tez przez rok lub dwa plastyki i musze przyznac iz pan Jan rysowac takze
                              ptorafil. Niejednokrotnie ktos uczniow sadzany byl na stalowym zydlu na
                              ktoryms ze stolow, by nam pozowac. Lekcje historii ktore prowadzil "Serek"
                              byly moimi ulubionymi... Pan Jan umial opowiadac i sluchajac go wyobraznia moja
                              stawiala przedemna dawne scenerie, bitwy i historie. Pan Jan byl Nauczycielem
                              Histori jakich ciezko bylo znalezc w latach komuny. Wyjatkowy szacunek moj i
                              mojej rodziny zaskarbil sobie faktem iz we wczesnych latach osiemdziesiatych
                              wykladal nam taka historie wojny 1921 roku jaka ona byla... To byly zakazane
                              informacje... Nie dozwolone przez rezim tego okresu... Wiadomo bylo iz czasy
                              sie zmieniaja, zmienial je takze Pan Jan nie zmieniajac prawdziwej historii
                              Polski. Opowiadal o Pilsudzkim, krwawej wojnie, bolszewickim agresji i prawie
                              utraconej przez Polske swiezo przeciez odzyskanej wolnosci. Moim rodzicom az
                              trudno bylo uwierzyc iz Pan Jan tak smialo do tego tematu podszedl, wszak
                              uwczesne curiculum nie poruszalo w ogole tego tematu...

                              Pan Jan byl takze utalentowanym majsteklepka. Pamietam iz gdy my w pocie czola
                              dlubalismy nad kolejnym jego projektem, on sam zawsze pracowal za swoim
                              biurkiem i skladal co chwila jakies nowe cudenka. Czesto gesto bawil sie w
                              introligatora, okladajac zgrabnie oprawy na stare dotkniete zebem czasu ksiegi.

                              Pan Jan to takze swietny piechur, zabral nas kiedys na wyprawe do Lasu
                              Miejskiego i okolic w piekny sloneczny dzien. Zobaczylismy pewne zakatki i
                              okolice Olsztyna ktorych nigdy nie znalismy. Podroz najbierw byla pociagiem.
                              Zaledwie stacja lub dwie, (niestety nie pamietam w ktorym kierunku i gdzie
                              wysiedlismy) Mialem wtedy wypchany chlebak prowiantem i napojami. Spacerkiem
                              przez las i pola wrocilmy potem piechota do szkoly. Zabralo nam to okolo 7-8
                              godzin moze wiecej. NIestety nie pamietam. Pewnie jakbym zerknal na mape to
                              moglbym ustalic w jakim kierunku pojechalismy i gdzie wysiedllismy. Nie wazne,
                              zreszta... Cala wycieczka byla bardzo na luzie. Temat szkoly byl nie
                              poruszany. To byla wycieczka o plenerze, histori okolicy, i przyrodzie. Szkoda
                              tylko iz mielismy taki wypad tylko raz.


                              Wyjatkowym Nauczycielem byl Pan Jan... Zostanie w Pamieci wielu uczni.
                              • Gość: Fredek Re: szkola Nr. 7 czesc osiemnasta! IP: *.nwbi.de 14.11.03, 10:25
                                Sarafina tez lubilem.

                                Na lekcjach historii potrafil bardzo dobrze przekazac
                                material. Opowiadal to tak, ze kazdy (prawie kazdy)
                                chcial tego sluchac.
                                A swoje historie zaczynal przewaznie "Otoz barbarzyncy ..."

                                Niekiedy tylko nie wiedzialem jak go ocenic.
                                Niekiedy prawil jak "wierny komunista".
                                A niekiedy wypowiadal sie bardzo krytycznie na rozne tematy.

                                A na "pracach recznych" mial pan Serafin zawsze klej
                                wlasnej roboty.

                                Taki z maki do papieru.
                                I z gotowanych kosci do drewna.

                                Te kleje rozwijaly nieprzyjemne zapachy.
                                Ale za to bardzo dobrze kleily.
                              • Gość: wskh Pan Jan IP: *.gazetaolsztynska.pl 14.11.03, 10:30
                                Coś mi się kłóci to prawdziwe widzenie historii przez Pana Jana. Często nam się
                                chwalił i wspominał jak był delegatem na II zjazd PZPR. Ale nic to. Ze
                                wszystkiego można wyciągnąć życiowe wartości.
                                Zasługi Pan Jana w politechnicznej edukacji uczniów były bezsprzeczne. A
                                prawdziwa historia jest taka jaka pasuje do dnia w kalendarzu.
                                • Gość: LP® Re: Pan Jan IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 14.11.03, 15:01
                                  Co do "prac recznych "to zgadzam sie z wami ,byl dobry.
                                  Historia to zupelny inny temat,ten czlowiek nie nadawal sie do tego zupelnie.
                                  Jako agent PZPR mogl nam tylko wciskac kit.Pamietam jak kiedys sprawnie
                                  opowiadal o przyjazni naszego kraju z CCCP .Na moje pytanie a co pan ma do
                                  powiedzenia o Katyniu dostalem (doslownie ) kopa w dupe i hukiem wylecialem za
                                  drzwi.Szkoda ze bylem wtedy dzieckiem bo dzisial bym sie nie dal.
                                  • Gość: wskh Re: Pan Jan IP: *.gazetaolsztynska.pl 14.11.03, 16:57
                                    Gość portalu: LP? napisał(a):

                                    > Co do "prac recznych "to zgadzam sie z wami ,byl dobry.
                                    > Historia to zupelny inny temat,ten czlowiek nie nadawal sie do tego zupelnie.
                                    > Jako agent PZPR mogl nam tylko wciskac kit.Pamietam jak kiedys sprawnie
                                    > opowiadal o przyjazni naszego kraju z CCCP .Na moje pytanie a co pan ma do
                                    > powiedzenia o Katyniu dostalem (doslownie ) kopa w dupe i hukiem wylecialem
                                    za
                                    > drzwi.Szkoda ze bylem wtedy dzieckiem bo dzisial bym sie nie dal.
                                    A to nie wiedziałem, że oprócz prac ręcznych praktykował prace nożne!
                                    • Gość: mamut Re: Pan Jan IP: *.sympatico.ca 15.11.03, 02:00
                                      Ciekawe, niezdawalem sobie z takich jego czynow sprayw LP, mozliwe... Dla mnie jednak pozostanie Pan Jan moim Ulubionym Nauczycielem. Fakt
                                      uczenia nas poprawnej histori 1921 roku mocno utkwil mi w pamieci i zato musze mu przyznac honor. Trudno mi go szacowac pod wzgledem
                                      politycznym ... innaczej sie patrzylo wtedy nato przez pryzmat dzieciecej swiadomosci. A tak swoja droga to jestem ciekaw ktorzy nauczyciele byli
                                      waszymi ulubionymi nauczycielami... Czym sobie zasluzyli na wasza pamiec i jakie wywarli pietno na waszej swiadomoci?

                                      Do Fredka... Ten klej to faktycznie byl robiony z kosci i kopyt konskich. Smierdzialo straszliwie. Pamietam ze dlugo sie taki aluminiowy czajniczek
                                      musial podgrzewac zeby to nalezytej nabralo konsystencji, ale nic innego tak chyba nie laczylo jak ten klej. Taka stara recepta na "crazy glue".
                                      Pamietam iz kiedys czytalem w jakiejs ksiazce lub magazynie o kreceniu filmu " Kazimierz Wielki" . Jesli mnie pamiec nie myli (jesli sie myle to
                                      przepraszam naprawde dlugie lata uplynely odkad widzialem ten film)a poczatku filmu jest scena przedstawiajaca msze w kosicele do ktorej na koniu
                                      wjezdza jezdziec odziany w czarna zbroje. W milczeniu jezdziec wjezdza na srodek koscielnej nawy przechyla sie na bok i zlomotem spada z konia na
                                      kamienna posadzke. Scena ta miala symbolizowac smierc ojca Kazimierza - Wladyslawa Lokietka. W artykule czy tez ksiazce przeczytalem iz rezyser
                                      czy tez inny tworca filmu zadecydowal iz uczynic zbroje do tej ze sceny jak najbardziej autentyczna... Postanowil i wiec w sredniowieczny sposob
                                      zabarwic zbroje... Do tego wlasnie celu uzyli oni konskich kosci... Wykonano cos w rodzaju takiego kleju do ktorego dodano barwnika i naprowadzono
                                      taki o to "Lakier" na zbroje. Autor pisal iz mieli oni troche przykrosci ze strony sasiadow, poniewaz Ci skarzyli sie na potworny fetor dochocych ich z
                                      domostw
                                      • Gość: Fredek Re: Pan Jan i inni ... IP: *.neue-westfaelische.de 15.11.03, 10:53
                                        Lubilem opowiadania Serafina o starozytnym Rzymie, o
                                        sredniowieczu , o krolu Arturze i o krzyzakach,o polskich
                                        Krolach.

                                        To co o wspolczesnej Polsce w latach 70-tych opowiadal ...
                                        Nie chcialo mi sie wierzyc.

                                        Filut na Wychowaniu Obywatelskim tez nam "biede" wciskal.
                                        Mowil o "chwilowych" problemach polskiej gospodarki i
                                        rolnictwa. Inne kraje RWPG miale tez te same problemy.
                                        Problemy rolnictwa byly niby spowodowane przez zla pogode.
                                        Susze albo za duzo deszczu itd.

                                        Zapytalem sie naiwnie na lekcji , czy w zachodnich krajach
                                        jest zawsze lepsza pogoda, bo tam zawsze polki w sklepach
                                        pelne byly.

                                        Odpowiedzial mi, ze za taka wypowiedz niestety nie bedzie
                                        juz "piatki" na swiadectwie.

                                        Waldek P. powiedzial wtedy ze to i tak mi "wisi" bo po
                                        wakacjach i tak wyjade do RFN.

                                        Filut zajakal sie tylko ...
                                        I zapytal sie , czy mu listy bede pisal.

                                        Na swiadectwie z obywatelskiego dostalem piatke.
                                        I nawet z rosyjskiego dostalem czworke.
                                        (Chociaz przedtem zawsze trojki byly.)

                                        A Pani Dragan byla znana z tego ze przewaznie obnizala
                                        ocene , dzieciakom o ktorych wiedziala ze opuszczaja
                                        Polske w kierunku zachodu.

                                        Pamietam jak kolezance z klasy dwuje wlepila na
                                        swiadectwo, z komentarzem "Tam i tak nie bedziesz
                                        rosyjskiego potrzebowala".
                                        • Gość: mamut Re: Pan Jan i inni ... IP: *.sympatico.ca 15.11.03, 18:16
                                          Tak ja tez na trojach jezdzilem u Pani Dragan... Po podstawowce zato mialem najwyszy poziom rosyjskiego w klasie w mojej nastepnej budzie...
                                          PRaktycznie do podrecznika nie zagladalem przez nastepne kilka lat... Dragan to mi i moim kumplom niezle krwi napsula.; miala do tego talent. Inna
                                          sprawa ze psu na bude ten rosyjski sie nadal, zaluje ze ta jedza nie uczyla nas angielskiego czy niemieckiego...

                                          Filuta lubilem tez, choc wielu uczni mialo troche lekcewazacy do niego stosunek... Byl nauczycielem milym i chyba jednak wrazliwym.... Czesto puszcal
                                          nam kreskowki takie jak "Bolek i Lolek", "Zaczarowany olowek" itp... czasem tez jakies filmy edukacyjne. Zawsze lubilem to ogladac... Pamietam byly
                                          tez takie przestrogowe filmy o tym jak chlopcy znalezli niewypaly pociskow mozdzierzowych i dla zabawy buch je do ogniska. Wynikiem byla
                                          eksplozja zabijajaca jednego z chlopcow a powaznie raniaca drugiego... Pamietam iz poszarpany latawiec symbolizowal tragedie... Filut nigdy
                                          bezposrednio nie byl moim nauczycielem, ale czesto byl zastepczym nauczycielem... Wlasnie wtedy najczesciej puszczal nam filmy...

                                          Droga Pani Borkowska przejela chyba czesc jego obowiazkow zwiazanych z nauka Fizyki i Chemi. To byla kobieta orginal... Miala pewne cechy
                                          szalenca , ale na szczescie dopisywal jej humor. Byla nawet surowa. Jej mania pisania regulek i praw fizyki i chemi czerwonym dlugopisem w naszych
                                          zeszytach byla slawna. Miala dosyc bezposrednie podejscie do uczni i potrafila nieraz zawstydzic niejednego przed cala klasa... Pamietam iz kiedys
                                          na klasowce z Chemi napisalem charakterystyke pierwiastka chemicznego jakim byla Siarka z blednymi informacjami. Borkowska miala tendencje
                                          przy oddawaniu klasowek do zwrocenia uwagi na pewne bledy i wskazania prawidlowej odpowiedzi... Napisalem w swojej odpowiedzi iz Siarka jest
                                          miekka, ot taka krotka charakterystyka. Borkowska kazala przeczytac mi moja odpowiedz nastepnie podala mi naczynie z zoltowym materialem
                                          wygladajcym jak kamienie i powiedziala: To jest siarka... wez jedna probke i ugryz. Zdziwila mnie jej uwaga, lecz wiecie jak to bylo wtych latach
                                          uczniowie nie spejcalnie sprzeciwiali sie nauczycielom. Wzialem kawalek siarki i ugryzlem. Material rozkruszyl sie pod naciskiem zebow, jednak
                                          przyznac musze iz do dzis pamietam iz siarka jest twarda substancja... choc mozliwa skruszniu... Borkowska pozwolila mi zatrzymac spora probke...
                                          przehandlowalem ja zreszta pozniej za jakis gadget z kumplami... w koncu to byl okres gdy " eksperymentowalo sie" z roznego ro
                                          • Gość: jd Re: Pan Jan i inni ... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.11.03, 09:14
                                            Leszek, chcę ci coś przesłać. Na który adres? Na hotmail, web czy na coś
                                            jeszcze innego?
                                            • Gość: wskh Diabeł IP: *.gazetaolsztynska.pl 17.11.03, 14:55
                                              Śnieżek posypał dziś w Olsztynie, ale z Diabła na razie nie ma jazdy.
                                              Prawdopodobnie cała zima będzie do kitu. Tak mówią Górale. Gdzie te
                                              przedwojenne zimy?!
                                            • Gość: LP® Re: Pan Jan i inni ... IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 18.11.03, 22:28
                                              Janusz na web.de
                                              • Gość: jd Re: Pan Jan i inni ... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.11.03, 20:26
                                                Leszek, coś mi przysłałeś na pocztę, ale w ogóle się nie otwiera.
                                                • Gość: wskh Poczta IP: *.gazetaolsztynska.pl 20.11.03, 10:32
                                                  Skąd się wzięła i kiedy poczta u zbiegu AP i Morskiej?
                                                  • Gość: mamut Re: Poczta IP: *.norampac.com 20.11.03, 16:57
                                                    Skad sie wziela tego to ja niewiem, ale pamietam ja dobrze, byla trzecim
                                                    budynkiem tuz na rogu Morskiej... Wiekszosc budynku to byla czesc mieszkalna.
                                                    Poczta znajdowala sie w lewym rogu budynku.. Strasznie malenkie bylo to
                                                    biuro...Rodzice czasem wysylali mnie tam aby kupic znaczki lub cos w tym
                                                    stylu... Poczta zreszta czesto zaminiala sie w miejsce codziennych
                                                    pogaduszek.. panie jak i klijenci czesto przesiadywali opowiadajac sobie
                                                    codzienne ploteczki...
                                                  • Gość: Iwona Re: Poczta IP: *.ols.vectranet.pl / 213.76.143.* 20.11.03, 17:20
                                                    Wcześniej był sklepik spozywczy, sprzedawała w nim starsza Pani. Klimat tego
                                                    osiedla jest mi do dzisiaj bliski i od czasu do czasu staram się chociaz
                                                    przejechać samochodem po uliczkach osiedla by wracały wspomnienia o kolegach,
                                                    koleżankach, nauczycielach, szkole, sasiadach ....... Pozdrawiam.
                                                  • Gość: wskh Re: Poczta IP: *.gazetaolsztynska.pl 20.11.03, 17:22
                                                    A mój kumpel po AP tak się rozpędził Jawką (moją Jawką), że nie wyrobił się na
                                                    zakręcie w Morską i wyrżnął w pocztę. Jawka nie nadawała się do dalszej jazdy.
                                                    Jego na całe szczęście nie wysłali na komunalny.
                                                  • Gość: mamut Re: Poczta IP: *.norampac.com 20.11.03, 19:14
                                                    Wspominkow ciag dalszy...

                                                    Jakos nie moglem sie zmobilizowac do napisania paru slow... Brak czasu...

                                                    Szkola nie byla dla nas jedynie miejscem na edukacje... Zdarzalo sie czesto iz
                                                    bylo to miejsce figli i zabaw... Wiercipieckie dzieci nigdy nie potrafily
                                                    zagrzac miejsca... Robilo sie figle nauczycielom jak i kolegom w klasie...

                                                    Jednym ze smieszniejszych figli jakie pamietam wydarzyl sie na lekcji W-F.
                                                    Przebralismy sie wlasnie w stroje do gimnastyki i czekajac na nauczycielke
                                                    zaczelismy szalec na materacach ulozonych po obu stronach sceny w auli. Zabawa
                                                    ta jednak znudzila nam sie wkrotce i ktos wpadl na pomysl aby jednego z kolegow
                                                    wsadzic do srodka "konia" ktory stal na srodku sceny... Ze smiechem
                                                    zaladowalismy kumpla do srodka drewnianej konstrukcji... Nalozylismy szczytowa
                                                    czesc konstrukcji i zasiedlismy na obityj "skajem" grzbiecie... Kolega jak
                                                    wiadomo wydostac sie nie mogl... Do sali nagle wkroczyla nauczycielka.. W tym
                                                    momencie zrozumielismy iz jesli nasz wiezien sie zacznie wydostawac teraz to
                                                    wszyscy dostaniemy po uszach... Wiezien doskonale sobie zdawal z tego sprawe i
                                                    siedzial cicho w srodku swego trojanskiego rumaka... Przez uchwyt na dlonie
                                                    ktore zluzyly do rozbierania konstrucji na czesci sledzil on sytlacje. Jak to
                                                    na poczatku lekcji bywalo nauczyciel zaczal sprawdzac stan obecnosci...Gdy
                                                    doszlo do jego nazwiska zapiszczal "Jest!" z wnetrza... Nauczycielka jednak nie
                                                    podnoszac oczu z dziennika zaznaczyla obecnosc i wymieniala nastepne nazwisko
                                                    nieorientujac sie kompletnie w sytlacji.. Cala lekcja przeszla normalnie,
                                                    cwiczenia, gra w siatkowke itd... Co rusz ktos z nas zerkal w kierunku
                                                    drewnianego pudla, ale nic sie nie wydalo... Po lekcjach oburzony uczen zostal
                                                    wydobyty przez nas na zewnatrz... Byl zly, ale takze i zadowolony iz cala
                                                    historia uszla nam wszystkim na sucho... a ja mam teraz o czym wspominac...

                                                  • Gość: jd Re: Poczta IP: *.aster.pl / *.acn.pl 20.11.03, 20:26
                                                    Ja też oczywiście pamiętam tę pocztę. Była bardzo pzrytulna. Koniec lat 60-
                                                    tych - początek 70-tych. Co więcej, czy poczta nie była przez pewien czas w
                                                    budynku obok willi Rasteńskich, ale jakiś czas także w pierwszym budynku po
                                                    nieparzystej stronie Alei Przyjaciół, gdzie potem był pracownia arystycznego
                                                    garncarstwa czy czegoś takiego?
                                                  • zbyszek07 Re: Poczta 21.11.03, 07:36
                                                    Byla w pierwszym budynku od Rastanskich, do tej pory sa zakratowane okna,
                                                    a po prawej wisiala skrzynka pocztowa.
                                                    Teraz poczta jest przy Baltyckiej, w budynku obok ksiegarni.
                                                    Na Przyjaciol pod 11 teraz ktos zrobil z poddasza mieszkanie.
                                                    Dzis widzialem piekna, dyskretna wierzyczke na dachu... super!
                                                    :-)
                                                  • Gość: wskh strych IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 08:37
                                                    zbyszek07 napisał:

                                                    > Byla w pierwszym budynku od Rastanskich, do tej pory sa zakratowane okna,
                                                    > a po prawej wisiala skrzynka pocztowa.
                                                    > Teraz poczta jest przy Baltyckiej, w budynku obok ksiegarni.
                                                    > Na Przyjaciol pod 11 teraz ktos zrobil z poddasza mieszkanie.
                                                    > Dzis widzialem piekna, dyskretna wierzyczke na dachu... super!

                                                    Poczta była obokk Rasteńskich (czy Rastańskich?). Jakośnie kojarzę aby
                                                    ulokowała się w budynku obok gdzie była pracownia artystyczna czy soś w tym
                                                    rodzaju.
                                                    Takie mieszkania jak przy AP 11 powstają ze strychów. Pewnia na takim strychu
                                                    to przy okazji remontu można było odnaleźć kawał historii AP, jakieś stare
                                                    rowery, gąsiory na wino, przykręcane do butów łyżwy, tary do prania i lampy
                                                    naftowe.
                                                  • Gość: nat Re: strych IP: *.in-addr.btopenworld.com 21.11.03, 10:34
                                                    Oh te gasiory na wino wywoluja cieple wspomnienia! Pamietam rodzice
                                                    produkowali, oczywiscie na uzytek prywatny, domowe wino, chyba z porzeczek.
                                                    Mowie 'chyba' bo bylam mala i nikt nie podawal mi przepisu. Na ktoryms etapie
                                                    gasior stawal na stole kuchennym i poprzez zapuszczona do niego gumowa rurke,
                                                    wino sciagano do pieczolowicie przygotowanych butelek. Jezeli produkcja
                                                    zostala z jakiegos powodu przerwana, nalezalo zassac rurke aby wino poplynelo.
                                                    Pamietam, majac chyba okolo 8 lat, przejelam te funkcje pod chwilowa
                                                    nieobecnosc mamy. Napelniwszy jakis 4/5 butelek poczulam sie 'wesolo' i
                                                    wymknelam sie do ogrodka jordanowskiego. Niestety pani, ktora opiekowala sie
                                                    obiektem stwierdzila ze zgroza, ze bylam mocno pijana i natychmiast
                                                    odprowazila mnie do domu, urzadzajac moim rodzicom ogromna awanture. Byl to
                                                    moj pierwszy w zyciu kontakt z alkoholem i posluzyl jako dobra lekcja - wino
                                                    przez slomke pilam tylko w ubogich czasach studenckich.
                                                    A pamietacie domowej roboty podpiwek?
                                                  • zbyszek07 Re: strych 21.11.03, 13:20
                                                    ...tak!
                                                    ostatni raz robilem 19 lat temu!!!
                                                    Strzelal jak szampan!
                                                    ale najlepszy byl latem, z konwi 20l, takiej od mleka,
                                                    ktora wisiala w studni, gdy bywalem na wsi...
                                                    pychota!
                                                    :-)
                                                  • zbyszek07 Re: strych 21.11.03, 13:23
                                                    a wino ostatni robilem trzy lata temu, - z ryzu!
                                                    Dopiero je zaczynam degustowac!
                                                    do tej pory mam starsze roczniki...
                                                    najstarsza butelke swojej roboty wina mam z 1984 roku.
                                                    :-)
                                                  • Gość: Iwona Re: strych IP: *.ols.vectranet.pl / 80.51.241.* 21.11.03, 17:31
                                                    Janusz dużo wszystkiego ........... isto lat, sto lat .......
                                                  • Gość: jd Re: strych IP: *.aster.pl / *.acn.pl 21.11.03, 21:00
                                                    Iwona, wielkie dzięki. I pozdrowienia dla wiadomo kogo.
                                                    Moja babcia robiła wino także z dzikiej róży.
                                                  • Gość: mamut Re: strych IP: *.sympatico.ca 22.11.03, 03:15
                                                    Takze pamietam te wielkie szklane baniaki napelniane jakas owocowa masa . Dziub poteznego naczynia najczesciej zdobila zakrecona szklana
                                                    fajeczka pykajaca co chwila wydalajac w ten sposob fermentujace gazy.... Kilkakrotnie moj ojciec eksperymentowal z produkcja win... Nawet mu to
                                                    wychodzilo... Parokrotnie ojciec probowal robic wina na jablkach. W smaku niestety to nie bylo najlepsze wiec w jakis sposob ojciec z przyjaciolmi
                                                    przerobil to na jakis "bimber.".. Chwalili sie potem ze ow "bimber" mial smak koniaku.... Raz udalo mu sie wyprodukowac roznoowocowe wino ktrore
                                                    mialo dziwne wlasciwosci rosmieszajace. Wiem, wiem, przy winie zawsze weselej, ale nie to wlasnie wino dzialalo prawie tak jak gaz
                                                    rozmieszajacy... Ja niestety nie degustowalem ow ych trunkow poniewaz bylem wtedy jeszcze za maly... Po jakims czasie zostawil te wszystkie
                                                    baniaki i tylko zalegaly miejsce w i tak malej piwni
                                                  • Gość: mamut szkolne wypady do kina... IP: *.sympatico.ca 22.11.03, 03:39
                                                    Kazdy z was napewno bral udzial w wypadach do Kina razem z cala szkola lub klasa... Pamietam iz przynajmniej dwa razy w roku tego typu imprezy sie
                                                    odbywaly... NIestety tu mnie pamiec nieco zawodzi... Staralem przypomniec sobie pewne filmy, ale cos kiepsko mi idzie... Pamietam iz napewno
                                                    zaliczylem z reszta szkoly takie filmy jak:

                                                    1. " Wielka Podroz Bolka i Lolka"
                                                    2. "Potop"
                                                    3. "Westerplatte"
                                                    4. Tytulu nie pamietam ale film byl ruskiej produkcji o jakims psie ktory sie zagubil i jego perypetiach w odnalezieniu swoich wlascicieli. Konczy sie
                                                    zreszta tragicznie i sklamalbym gdybym powiedzial ze ten film mnie nie wzruszyl.
                                                    5. Nastapna produkcja rosyjska tez bez tytulu - film opowiadal o grupie dzieci mieszkajacy w azerbejdzanie czy kazachstanie i figlach ktore psocily.
                                                    Pamietam iz ogladalem ten film w "Awangardzie", poraz pierwszy bylem wtedy na balkonie kina wiec zapamietalem...
                                                    6. Rosyjska basn o "Koniku Garbusku" - swietnie zreszt a przez ruskich nakrecona... tych zreszt a bylo wiecej ale niestety nie pamietam wiele...

                                                    Pomysle jeszcze to moze sobie umysl przypomni co jeszcze oczy widzialy, ale nie obrazilbym sie gdybyscie cos i wy napisali na ten temat.... Napewno
                                                    wraz ze swoimi klasami nie raz zaliczyliscie jakies Olsztynskie kin
                                                  • Gość: LP® jawka IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 22.11.03, 14:22
                                                    Henio kto byl tam wypadkowiczem.
                                                    Nawiasem mowiac nasza ostatnia jazda na "kopyto" nie nalezala do bezpiecznych.
                                                  • Gość: Iwona Re: kino IP: *.ols.vectranet.pl / 213.76.143.* 22.11.03, 14:30
                                                    Nasza klasa wybierała się na Faraona juz ubieraliśmy się w szatni - Pani
                                                    Kierowniczka Szkoły zabroniła nam (8 klasa ), że to film za powazny i nie
                                                    możemy iść.
                                                    A może byśmy wyznaczyli dzień i godzinę to może by o jednej porze spoykali
                                                    byśmy się na forum co Wy na to?
                                                  • Gość: mamut Re: kino IP: *.sympatico.ca 22.11.03, 17:35
                                                    czesc Iwona,

                                                    Ja bede tak "on and off " na forum pewnie do 11-12 w nocy waszego czasu.... potem mam inne rzeczy do robienia wiec nie bede aktywny...

                                                    Co do kin to pamietam takie afery z wpuszczaniem na filmy od niedozwolonych lat... Tego kiedys ostro pilnowano, ale... Kiedy w Polsce byly popularne
                                                    filmy ala Godzilla udalo mi sie namowic ojca aby mnie na taki jeden film zabral... Nie byl to jednak film o Godzilli tylko cos podobnego... Tytul jesli sie nie
                                                    myle byl "Pojedynek Potworow" . Film dozwolony byl od lat 15 -tu, ja wtedy mialem chyba 7 czy 8 lat. Wchodzac do wnetrza kina zostalismy
                                                    zatrzymani przez bileterke. Spojrzala krytycznie na mnie i na ojca . " No co pan, ten film jest dozwolony od lat 15 -tu... on jest za maly..." - powiedziala
                                                    przysadzista pani okolo piedziesiatki... "Nie szkodzi" - odpowiedzial z usmiechem tato - "Ja mam po trzydziestce to doda pani troche z moich i bedzie
                                                    pietnascie"

                                                    W taki to sposob wyladowalem na projekcji filmu... Dla siedmolatka film byl powazny... Niezle mi szlo z czytaniem tekstow, choc czasem moze zbyt
                                                    szybko znikaly z ekranu.... Jedna z pierwszych scen filmu byl atak morskiego potwora ktory zatakowal rybacki kuter... Scena byla straszliwa.. Potezne
                                                    macki oplataly lodz... Nagle pojawil sie nastepny potwor, cos w rodzaju krzyzowki Godzilli i King Konga... Malpa owa zatakowala potezna
                                                    osmiornice....nastepnie zabrala sie za statek... NIe ratowala ona bowiem zalogi tylko starala sie zaspokoic swoj apetyt na ludzkie mieso.... mniam...Nie
                                                    bede rozpisywal sie specjalnie o filmie bo to nie oto chodzi... Film dla dziecka w moim wieku byl przerazajacy.... pamietam do dzis cala jego tresc... To
                                                    byl naprawde mowiac jedyny film jakiego balem sie w zyciu.... Zaden inny film pozniej mnie nie wystraszyl... Ciekawy moze jest fakt iz balem sie na tyle
                                                    iz trzesly mi sie kolana.... Moj tato zauwazyl to i zaproponowal iz moze wyjdziem y z kina.... zareagowalem wtedy energicznym "NIE!, chce go zobaczyc
                                                    do konca...." Po seansie tak bylem pod wrazeniem filmu iz co chwila pytalem ojca czy potwor moze wylonic sie zza ktoregos budynku... Bylem jednak
                                                    dumny, gdy w klasie moglem o nim opowiadac moim kolegom ktorzy nie mieli szansy obejrzec ten film..

                                                    Negatywnym aspektem ogladania tego filmu byl fakt iz.... Przed pojsciem na ow nieszczesny film rodzice moi czesto zostawiali mnie i siostre wieczorem
                                                    w lozkach , a sami wymykali sie na wieczorne spacery.... po tym ze seansie spacery skonczyly sie na dluzszy czas.... Strach przychodzil z ciemnoscia i
                                                    brakiem bliskoci rodzica... Nie czulem sie bezpieczny i wpadalem w panike gdy oni staral
                                                  • Gość: mamut "gdzie strumyk plynie zwolna, rozsiewa ziola .... IP: *.sympatico.ca 22.11.03, 18:19
                                                    Wspomnien szkolnych czesc nastepna..

                                                    Wiekszosc z Was napewno nalezala do Harcerstwa... Bylo ono zreszta nierozerwalne ze szkola... Nalezalem do Harcerstwa przez wiekszosc mojej
                                                    edukacji w siodemce... W szostej klasie moja dzialalnosc jak i przynaleznosc do Harcerstwa dobiegla konca... Bylo to zwiazane ze zmianami kadrowymi
                                                    jak i programowymi w tymze ruchu... Nowy druzynowi ( zwlaszcza druzynowe) i Harcmistrze zaczeli bowiem wprowadzac "czerwone ideologie" w
                                                    harcerskie programy. Moj ojciec ktory sam nalezal swego czasu do harcerstwa uwazal iz ta organizacja powinna byc apolityczna. Gdy moj rodzic
                                                    zorientowal sie jak wyglada nowa dzialalnosc harcerska stwierdzil- nie bedzie mi nikt przerabiac syna na material na ZSMP -owca! W ten oto sposob
                                                    wiec przestalem byc Harcerzem...

                                                    Okres poprzedzajacy zmiany byl jednak okresem bardzo fajnym i wspomnienia tego okresu sa mile memu sercu... Jak kazdy harcerz zaczynalem od
                                                    bycia zuchem. Zielony mundurek, lilijka , czerwony beret i husta byly naszemy ubiorem... Poznawalismy nowe piosenki , historie i bawilismy sie
                                                    setnie... Z utesknieniem wyczekiwalismy momentu w ktorym przeistoczymy sie w Harcerza, ktorego piersc bedzie zdobic stalowy krzyz z napisem
                                                    "Czuwaj" (krzyz ten jak wam wiadomo roznil sie tym od przedwojennego krzyza harcerskiego). Kazdy harcerz , opasany byl pasem z ozdobna klamra,
                                                    sznurem u lewego ramienia i oczywiscie przytroczona do pasa nieodzowna finke (bylem zreszta dumnym wlascicielem trzech sztuk).

                                                    Nie odzowna czescia aktywnosci harcerskich bylo zdobywanie sprawnosci... Nie pamietam za wiele owych sprawnosci, ale jesli sie nie myle byly takie
                                                    sprawnosci jak recytatora, spiewaka, historyka, praslowianina... itp itd... Wlasnie ze zdobywaniem praslowianskich sprawnosci mam zwiazane jedne
                                                    z najlepszych moich wspomnien harcerskich....

                                                    ciag dalszy
                                                  • Gość: mamut Re: " strumyk plynie zwolna, rozsiewa ziola IP: *.sympatico.ca 22.11.03, 19:33
                                                    ciag dalszy ....

                                                    Nasza niewielka grupa harcerska miala dwoch wesolych i energicznych druzynowych (imion niestety nie pamietam) Mieszkali oni podobno w
                                                    okolicach szkoly. Druzynowi postanowil ktoregos dnia iz bedziemy zdobywac sprawnosci slowianskie. Jednym z punktow zdobywanie sprawnosci
                                                    bylo zrobienie lesnego schronienia... Druzynowi postanowili wiec iz wybudujemy ziemianke ... W Miejskim Lesie okolo 1 -1.5 km od szkoly
                                                    znalezlismy odpowiednie na ten cel miejsce.... Byla nim dziura w ziemi... Lesny teren do okola byl niezle zarosniety roznego rodzaju haszczami , ukryty
                                                    przed wsibskimi oczami spacerujacy po lesie ludzi. Dziura w ziemi byla swietnym poczatkiem na przygotowanie ziemianki, oszczedzalo nam bowiem
                                                    kopania.

                                                    Na poczatku kopanie szlo nam powoli... Sciolka lesna, butwiejace galazie, i roslinnosc nie sprzyjaly kopaniu. Pod sciolka lesna jednakze byl zolty
                                                    piasek ktory kopalo sie juz swietnie... Mimo iz dziura byla spora zabralo nam to 2 -3 dni zanim otwor z ziemi byl odpowiedniej wielkosci dla naszych
                                                    celow.

                                                    Oczywiscie nastepnym krokiem konstrukcji ziemnego schronienia bylo uzyskanie budulca na dach. Z tym jednak nie bylo wiekszego problemu. Las
                                                    bogaty byl w pociete pnie czy powalone drzewa... Naszym druzynowym bylo jednak tego malo... Nie daleko od miejsca gdzie budowalismy nasze
                                                    lesnie schronienie druzynowi natrafili na czesciowo zlamana martwa juz sosne... Sterczacy pien mial dobre 6 metrow wysokosci i pare galezi
                                                    sterczacych po kilku stronach.. . Decyzja zapadla szybko. Pien drzew stanowil swietny material na budowe ... Trzeba sciac drzewo. (Bedac w bardzo
                                                    mlodym wieku nie milismy wtedy pojecia iz lamiemy jakiekolwiek lesne prawa) Pien byl jednak gruby i mimo iz bylismy uzbrojeni w kilka siekierek i
                                                    toporkow scinanie drzewa zabralo nam dobra godzine... Na przemian grupa harcerzy liczaca okolo 12 osob scianala drzewo... Siekierki przechodzily z
                                                    rak do rak ... drzewo powoli poddawalo sie mlodym drwalom... Druzynowi przejeli paleczke (siekiere) nad scinaniem drzewa w ostatnich dwoch
                                                    minutach. Wiory drewna sypaly sie gesto dookola pnia. Las wypelnial sie miarowym stukiem siekier... Gdy los drzewa byl juz przesadzony pien zostal
                                                    mocno pchniety i potezna kloda zwalila sie z chalasem w lesnej gestwinie. Bylismy dumni - dokonalismy wielkiego czynu - pokonalismy drzewo... Z
                                                    radoscia zabralismy sie za odcinanie wystajacych galezi. Wkrotce pien byl gotow do transportu... Tu jednak pies byl pogrzebany... Pien byl straszliwie
                                                    ciezki i wiele trudu i potu musielismy wlozyc zanim pien wyladowal na szczycie naszej " dziury".

                                                    Po przygotowaniu dachu zaczelismy uszczeliniac szpary w dach mchem i liscmi. Nastepnie zabralismy sie za maskowanie terenu, aby uchronic go
                                                    przed wscibskimi oczami... Nawet wiory dookola scietego pnia zostaly oczyszczone, a pien przykryty zostal lismi, mchem i igliwiem... Pamietam iz we
                                                    wnatrz ziemianki porobilismy cos w rodzaju polek na ktorych stawialismy swiece aby nie tonac w ciemnosciach...

                                                    Oprocz nas ziemianka czesto dawala schronienie slimakom, ktore czesto tam znajdowalismy... Ziemianka stala sie nasza baza... Byla niczym
                                                    schronienie partyzanta ktory jak nocny zwierz chronil sie niej w ciagu dnia aby w nocy wyjsc na zewnatrz i znienacka zaatakowac wroga... Tam
                                                    spotykalismy sie aby kontynuowac zdobywanie zdolnosci praslowian.... Konstruowalismy dzidy, luki i strzaly... Pamietam iz moj luk nalezal do
                                                    wyjatkowych... Byl jak kazdego z nas domowej produkcji, ale material uzyty do jego konstrukcji byl wyjatkowy... Jako jedyny bylem bowiem
                                                    wlascicielem luku zrobionego z bambusu... Moj tato poswiecil bowiem do jego zrobienia jedna z jego starych wedek... Wiem, wiem, od kiedy to
                                                    praslowianie biegali po lesie za zwierzyna z bambusowym lukiem... ale tu mielismy taki przypadek... Luk nie byl zly, aczkolwiek do najlepszych nie
                                                    nalezal , poniewaz trudno bylo go naciagnac.

                                                    Lesne zabawy byly wyjatkowe i mocno utkwily mi w pamieci... Zbiorki harcerskie i nowe sprawnosci zakonczyly sie jednak gdy ktoregos dnia
                                                    druzynowi oznajmili nam iz zostali powolani do "woja"... Nastepstwem ich odejscia byly tez zmiany kadrowe i programowe o ktorych wam wczesniej
                                                    pisalem... Tak wiec zakonczyla sie moja harcerska przygoda.... Wiem iz niektore z opisanych przezemnie sytlacji nie byly regulaminowe i wygladaja
                                                    na ewidetne lamanie zasad bezpieczenstwa ale to wlasnie byla czesc mojego dziecinstwa....

                                                    Co do naszej ziemianki... No coz zostala pozostawiona sama sobie... Z tego co wiem zostala odkryta przez okoliczne moczymordy i zamieniona na jakis
                                                    czas na pijacka meline... Lesna wilgoc i natura dokonaly reszyty.... ale wspomnienia zostaly....

                                                    Mimo iz odszedlem tak dawno od tego ruchu zawsze jednak solidaryzowalem sie z harcerzami i nadal uwazam iz jest to swietna organizacja ktora uczy
                                                    i pozwala rozwijac mlode umysly w sposob w jaki szkola nigdy tego nie zrobi.
                                                  • Gość: Fredek Re: Harcerze ... IP: *.arcor-ip.net 23.11.03, 10:35
                                                    Harcerze wodni.

                                                    W 3-ciej lub 4-tej klasie zaprasili nas Harcerze na zaglowki.
                                                    Druzynowy Stanislaw Kowalski chcial nowa grupe zorganizowac.
                                                    Uczlismy sie wezlow, zeglowalismy na "Omegach"
                                                    Na poczatku kazdy probowal.
                                                    Po kilku miesacach czy tygodniach zostalo nas moze osmiu czy dziesieciu.

                                                    W zimie "skrobalismy" te drewniane Omegi.
                                                    W nastepnych latach dostalismy nawet 3 nowe "Optymistki".

                                                    Zeglarstwo bylo dla nas najwazniejsze
                                                    No a zdrugiej strony tez nosilismy fajne mundurki. (Takie marynarskie).
                                                    Na apelach w szkole stalismy obok normalnych harcerzy.
                                                    (Chociaz "szarakow" pogardzalismy ...)

                                                    Ideologi nie bylo.
                                                    Obozy zeglarskie , mozliwosc robienia patentow zeglarskich.
                                                    Plywanie na optymistkach lub omegach.
                                                    Na przyszlosc nawet mozliwosc pelnomorskiego rejsu na "Zawiszy Czarnym".
                                                    (Lodz szkoleniowa Harcerzy na Baltyku)

                                                    Na 1-maja dostawalismy zwolnienie ze szkolnych uroczystosci , bo niby
                                                    szlismy z Harcerzami.

                                                    Drzew nie scinalismy.
                                                    Podczas obozu moze suche galezie zbieralismy.
                                                    A nasze zdobywane sprawnosci to: plywak,wioslarz, bosman ,szkutnik,kuk,junga albo
                                                    mlodszy sternik.

                                                    Bedac w Olsztynie staram sie zawsze do klubu zagladnac.
                                                    W tym roku bylem tez w hangarze.
                                                    Tam sie prawie nic nie zmienilo.
                                                    Nawet zapach jest taki sam jak 30 lat temu.

                                                  • Gość: wskh Re: 'gdzie strumyk IP: *.gazetaolsztynska.pl 23.11.03, 14:42
                                                    Takim jednym z drużynowych była córka polonistki św.p. pani Henryki Maszendy.
                                                    Imienia drużynowj nie pamiętam. Mieszkały na przeciwko domu gdzie zamieszkiwali
                                                    nauczyciele Filut i inni.
                                                    Z nią też budowaliśmy ziemny bunkier w lesie jeszcze jako zuchy. Robiliśmy
                                                    nawet podziemny przekop z jedne go dowu do drugiego. Dziś to chyba
                                                    niewyobrażalne, bo uzbnane zostałoby za zbyt niebezpieczne. Do dziś w lesie oko
                                                    500 metrów od wejscia do lasu po prawej stronie drogi jest zagłebienie w ziemi.
                                                    Co do swiętości pań Maszendow to chyba mocna przesada, gdyż jak sobie
                                                    przypominam były mocno niewierzące w Boga, ale nic to. Niech i tak nasza swięta
                                                    pamięć po nich pozostanie.
                                                    Chyba z tych świętych racji jakoś w moich dziecięcych naroslo przekonanie, że
                                                    to harcerstwo to jakieś podejrzane jest i nie poszedłem na ślubowanie zuchow i
                                                    tak zakończylem już na starcie przygodę z harcerstwem.
                                                    A z kinowych filmów popędzili nas też na film Der?Suł? Zała (piszę jak słyszę).
                                                    To był film radziecko?japoński zdaje się, że słynnego reżysera Akiro Kurosawy.
                                                    DziS chEtnie bym go zobaczył, ale chyba przepadł w nowych czasach wśrod nowych
                                                    ideologicznych cenzorów.
                                                  • Gość: wskh Re: jawka do LP IP: *.gazetaolsztynska.pl 23.11.03, 14:46
                                                    Gość portalu: LP? napisał(a):

                                                    > Henio kto byl tam wypadkowiczem.
                                                    > Nawiasem mowiac nasza ostatnia jazda na "kopyto" nie nalezala do
                                                    bezpiecznych.

                                                    Tym mistrzem kierownicy był Jarek Lachowski.
                                                    Co do jazdy na kopyto to się zgadza, ale jak pomyślę, że kiedyś lataliśmy
                                                    między drzewami, w nocy, po śniegu i dużo szybciej, to ciarki po plecach mi
                                                    przechodzą.
                                                    Kilka dni temu, tak przed zimą, odpalilem zarazę. Pod Diabła idzie jak burza.
                                                  • Gość: mamut Re: jawka i kino IP: *.sympatico.ca 23.11.03, 17:51
                                                    Co do Dersu Uzala to ogladalem go ponownie jakis rok/dwa temu.... Film swietny mimo ze lat tyle ulecialo... Nie ogladalem go jednak po raz pierwszy w
                                                    kinie tylko w telewizji w latach siodemkowych.... "Droga" pani Dragan namawiala nas na ten film. Tu sie musze z nia zgodzic - naprawde swietny...
                                                    Zdaje sie iz Toshiro Mifune gra glowna role...

                                                    Piszeci o jezdzie na "kopyto" - co to oznacza.... Nie znam tego okreslenia.
                                                  • Gość: wskh Re: jawka i kino IP: *.gazetaolsztynska.pl 23.11.03, 18:01
                                                    Gość portalu: mamut napisał(a):

                                                    > Co do Dersu Uzala to ogladalem go ponownie jakis rok/dwa temu.... Film swietny
                                                    > mimo ze lat tyle ulecialo... Nie ogladalem go jednak po raz pierwszy w
                                                    > kinie tylko w telewizji w latach siodemkowych.... "Droga" pani Dragan namawiala
                                                    > nas na ten film. Tu sie musze z nia zgodzic - naprawde swietny...
                                                    > Zdaje sie iz Toshiro Mifune gra glowna role...
                                                    >
                                                    > Piszeci o jezdzie na "kopyto" - co to oznacza.... Nie znam tego okreslenia.

                                                    Jazda, to jazda dwukołowymi pojazdami, których fanami kiedyś byliśmy, takich jak Jawki, a
                                                    później inne większe motory. Teraz przy okazji spotkań, obowiązkowy punkt to przejechanie się
                                                    na kopyto, to znaczy nad jezioprko Podkówkę, nazywane też Kopytkiem.
                                                    Kiedyś wyprawy piesze czy rowerowe na kopyto, to były na prawdę wyprawy, bo były to
                                                    dziewicze tereny powiatu Olsztyn. Teraz, to urokliwe kiedyś miejsce zabudowywane jest
                                                    osiedlami domków.
                                                  • Gość: jd Re: jawka i kino IP: *.aster.pl / *.acn.pl 23.11.03, 20:52
                                                    Dersu Uzała - super. Ale z rolą główną chyba (choć nie na pewno) mamut nie ma
                                                    racji. Z tego gatunku była jeszcze Syberiada.
                                                  • Gość: ak Re: jawka i kino IP: *.dip0.t-ipconnect.de 23.11.03, 21:24
                                                    Janusz masz racje, role glowna gral tam aktor radziecki (ale nie rosyjski).
                                                    Rezyseria natomiast byla dzielem japonskim - Akira Kurosawa. O ile pamietam
                                                    film otrzymal Oskara (gdzies w polowie lat 70-tych). Ja bylem juz w tedy poza
                                                    zasiegiem P. Dragan, chyby przymierzalem sie do studiowania. Na film poszedlem
                                                    z wlasnej i nie przymuszonej woli, po wysluchaniu pozytywnej krytyki. Fakt ze
                                                    niezly.
                                                  • Gość: mamut Re: jawka i kino IP: *.sympatico.ca 23.11.03, 22:27
                                                    Zgadza sie, sprawdzilem, To nie Toshiro Mifune... To byl Maxim Munzuk


                                                    Polecam zajrzec na website: www.fortunecity.com/lavender/monkeys/273/Akira/Filmography/Dersu/Dersu-H.html
                                                  • Gość: jd Re: jawka i kino IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.11.03, 09:32
                                                    Witamy i pozdrawiamy Allana. Wpadaj częściej.
                                                    Kiedyś pisano tu o letnim kinie na polance przed mostem na Długim. To musiało
                                                    być boskie.
                                                  • zbyszek07 Re: jawka i kino 24.11.03, 11:06
                                                    Teraz, czasem ekipa z dielnicy pogrywa tam na trawce w siatkowke.
                                                    :-)
                                                  • Gość: ak Re: kino jak czeski film IP: *.vit.de 24.11.03, 11:26
                                                    Gość portalu: jd napisał(a):

                                                    > Witamy i pozdrawiamy Allana. Wpadaj częściej.

                                                    Janusz chętnie, tylko nie wiem kiedy. Zbliża się koniec roku. Mam takie
                                                    terminy, że nie wiadomo w ktorą stronę się obrócić. Ludzie nie wyrabiają.
                                                    Nawet w tych finansowo kulawych czasach z czasem jest jeszcze gorzej niż z
                                                    marną mamoną. Czasem wyrywam parę minut żeby coś przeczytać, ale na pisanie
                                                    brak nastroju. Zdążyć musimy, bo inaczej nie pojadę na narty :(. Najgorsze jest
                                                    to, że człowiek jest zależny nie tylko od siebie, ale od pracy i wyników
                                                    zespołu i tak też jest oceniany.
                                                    PS Kina letniego nigdy nie widziałem, i to mieszkając nie więcej niż 300 m od
                                                    tej łączki.
                                                  • zbyszek07 Re: kino jak czeski film 24.11.03, 13:25
                                                    ja tez kina w tym miejscu nie pamietam.
                                                    :-)
    • Gość: wskh Warmia IP: *.gazetaolsztynska.pl 24.11.03, 20:34
      ?rzystań Warmii na Krzywym ma być oddana w inne ręce. Miasto chce wydzierżawić ją jakiejś
      Akademii Żeglarstwa z Warszawy.
      patronuje temu podobno slynny żeglaż Karol Jabłoński.
      Co Wy na to?
      • Gość: jd Re: Warmia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.11.03, 20:47
        W związku z Warmią: Warszawa precz z łapami od Olsztyna (nie licząc andulki,
        brzozy i mnie).
        W związku z kinem koło mostu: ja też tego nie doświadczyłem, ale pisały o nim
        kiedyś na forum dwie poważne osoby.
        • zbyszek07 Re: Warmia 25.11.03, 12:33
          Dziennikarze Radia Olsztyn usilowali skontaktowac sie z ta "Akademia"
          sa problemy, moze znowu jakas firma widmo,
          zeby zalatwic temat i powiekszyc "Przystan" pana K.
          szkoda by bylo.
          Tym bardziej dziwne ze jest taki nacisk wlasnie na te przystan.
          jest przeciez tyle brzegu!
          ok 18 kilometrow!
          • Gość: mamut wspomnienia z siodemki IP: *.norampac.com 25.11.03, 18:57
            Powracam do glownego tematu tego watku...

            Wracajac wspomnieniami wstecz przypomnialem sobie ciekawa rzecz. Kto z was
            pamieta sale lekcjie od biologi.. Okna wychodzily na ogrodek szkolny, raz czy
            dwa razy w roku byl terenem jakis szkolnych zajec, a tak stal i zarastal
            chwastami... Sala do nauki biologi byla zawsze jedna z bardziej
            interesujacych.. W gablotkach na tyle klasy staly dziesiatki szklanych sloji
            wypelnionych formalina z preparowanymi zwierzetami lub tez ich organami..
            Klasa takze byla jedna z niewielu ktora naprawde byla wypelniona roslinami...
            Wiekszosc klas byla nie posiadala roslin lub miala z jedna lub dwie przesuszone
            paprotki lub fikusy... Natomiast w klasie biologi bylo ich znacznie wiecej.. Na
            poczatku mojej edukacji Pani Ekier (tak chyba to sie pisze) byla nauczycielka
            biologi i geografii. Pamietam iz na jednej z lekcji musielismy prowadzic
            zajecia w sali geograficznej poniewaz smrod w biologicznej byl nie do
            zniesienia po tym jak jeden z uczniow stlukl naczynie z formalina... Czy ktos
            z was pamieta tego typu wypadki?
            • Gość: wskh Re: wspomnienia z siodemki IP: *.gazetaolsztynska.pl 25.11.03, 19:26
              Chyba wi´cej zamieszania by?o po tym jak ktoĘ na korytarzu puĘci? kwas
              mas?owy.Ca?a szko?a ucieka?a na zewnŕtrz.
              • Gość: LP® Re: wspomnienia z siodemki IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 25.11.03, 19:34
                Fredek czy na tym pierwszym spotkaniu na przystani ktos wpadl do wody?
                wydaje mi sie ze Krzysiek J.+
                AK czy interesujesz moze Premiere W.
                • Gość: Fredek Re: wspomnienia z siodemki IP: *.nwbi.de / *.neue-westfaelische.de 26.11.03, 10:03
                  Masz racje.

                  Wlasnie "Kuku" wpadl do wody.
                  Mielismy ubrane te niewygodne kapoki (Zawiazywane miedzy nogami ...)

                  I wchodzac z pomostu na Omege ten "ktos" wlasnie wpadl do wody.
                  • Gość: LP® Re: wspomnienia z siodemki IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 26.11.03, 18:16
                    Ja bylem bardziej zwiazany z Warmia,u harcezykow nie bardzo mi sie podobalo.

                    • zbyszek07 Re: wspomnienia z siodemki 27.11.03, 10:28
                      Ja w tym czasie plywalem wplaw, bylo mi obojetne skad...
                      najczesciej zza harcerzyka "Bryza".
                      a z klasa po lekcjach spotykalismy sie nad Likuzkim.
                      Milo popatrzec na zdjecia z tamtych czasow
                      robione Druchem czy innym Ami!
                      Nad Likuzkim tez mielismy pierwszy przez nas zorganizowany biwak.
                      To byla 7-8 klasa.
                      :-)
                      • Gość: mamut Re: wspomnienia z siodemki IP: *.norampac.com 27.11.03, 19:08
                        No prosze, ja wam zazdroszcze takiego zeglowania, macie co wspominac...

                        Ciekaw jestem jakie macie wspomnienia co do plazy miejskiej...Ja ja jeszcze
                        pamietam z taka solidna drewniana zabudowa... Pamietam ze byly tam jakies
                        przebieralnie czy cos w tym stylu, jakis bar, biuro ratownika... Kiedys
                        fatalnie rozcialem sobie piete na stluczonej butelce od piwa..ktora wkopana
                        byla w dno tuz przy brzegu wlasnie na plazy miejskiej.

                        Cos mi sie wydaje iz tuz przy plazy bylo jakies male pole namiotowe...
                        schodkami sie tam wchodzilo na gore obok takiej malej zniszczonego zrodelka czy
                        fontany...

                        Jak bylem w Olsztynie 4 czy 5 lat temu to mialem szanse podziwiac nowe molo...
                        Ladnie to nawet im wyszlo chodz chybaest mniejsze od starego...
                        • zbyszek07 Re: wspomnienia z siodemki 28.11.03, 07:39
                          Pamietam dobrze plaze miejska.
                          jej pomosty, "patelnie"
                          Na poczatku byla na wprost wejscia trampolina tak ok 3,5-4m
                          potem tylko podwyzszenie, a potem jakis czas nic...
                          a teraz mamy co mamy.
                          Molo nie jest nawet zle, ale jest go zdecydowanie mniej,
                          a i wyposazenie brzegu to nie to...
                          Przez jakis czas pracowalem kiedys na plazy
                          na stanowisku 4, i troche na 2-ce,
                          ale to bylo za starych dobrych czasow- i pomostow!
                          :-)
                          • zbyszek07 Re: wspomnienia z siodemki 28.11.03, 10:09
                            To pole namiotowe nazywalo sie "To Lubie"
                            teraz wchlonela je plaza miejska.
                            Kilka lawek, stare drzewa,
                            nawet przyjemnie jesli ktos nie przepada za wrzaskiem i piaskiem.
                            Najczesciej tam wlasnie ludzie griluja,
                            jest tam wybudowane z kamienia, miejsce na ognisko.
                            Niestety najczesciej zasmiecone,
                            potluczone szklo itd.
                            Obok juz dosc dawno powstaly piaszczyste boiska do plazowki,
                            walcza tam czesto siatkarze plazowi.
                            :-)
                            • Gość: LP® Re: wspomnienia z siodemki IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 28.11.03, 17:41
                              Nie wiem czy pamietacie ,ale swego czasu plaza zostala porzadnie odnowiona nowe
                              deski na molach trampolina , niestety rok pozniej ktos z PZPR nakazal rozebrac
                              wszystko.
                              • Gość: mamut Re: wspomnienia z siodemki IP: *.norampac.com 28.11.03, 17:47
                                W ktorym to roku bylo? To bardzo ciekawe... Czyzby zrobili halturke bo jakis
                                wodz narodowy odwiedzal Olsztyn... Oni tu do Olsztyna mieli blisko ze swojej
                                rezydencji w Lesie Lanskim... Urban zreszta w Starym Ratuszu slub bral...
                                Podobno jego mloda malzonka byla ubrana w jakis azurowy stroj, tak iz kazdy
                                mogl widziec iz jest pod nim kompletnie naga... Podobno Jablonski lubil polowac
                                w okolicach Olsztyna...
              • Gość: ak Re: wspomnienia z siodemki IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.11.03, 18:22
                Gość portalu: wskh napisał(a):

                > Chyba wi´cej zamieszania by?o po tym jak ktoĘ na korytarzu puĘci? kwas
                > mas?owy.Ca?a szko?a ucieka?a na zewnŕtrz.

                Ja też coś takiego pamiętam. Ten "numer" był chyba robiony kilka razy. Pamiętam
                też, że wlazło toto w szczeliny w parkiecie i trzeba było sporo zachodu, żeby
                można było w budzie wysiadzieć.
                Ze smrodliwych pomysłów pamiętam też okres "terroru zgniłych jaj". Rzucano tym
                na ulicy w przjeżdżające samochody. Kiedyś oberwał nawet sąsiad jadący na
                motocyklu. Spodnie ze skóry były do wyrzucenia, bo nie dało sie wywabić odorku.
                • zbyszek07 Re: wspomnienia z siodemki 30.11.03, 18:29
                  nie pamietam takich zabaw.
                  Filutowi zdazaly sie "wypadki przy pracy",
                  ale to wszyscy przerabialismy.
                  Pamietam strzelanie z karbidu, i zapalek w srubach.
                  :-)
                  • Gość: mamut Re: wspomnienia z siodemki IP: *.sympatico.ca 30.11.03, 18:39
                    A kto pamieta latajace nakretki po wodce... Napelnialo sie aluminiowa nakretke saletra przemieszana z cukrem pudrem .. nastepnie zaginalo sie
                    nakretke do wewnatrz aby ja zamknac. Dwa otworki wycinalo sie w gornej czesci kapsla i odpalalo... kapsel odwracono odworkami do dolu tak aby
                    cisnienie unioslo odpalone cacko... Kapsel zreguly wzlatywal na 2-3 metry w paro sekundowym locie.... Bywalo jednak sporo niewypalow w tych
                    eksperymentach....Saletra i cukier puder byly tez glownymi produktami do robienia wulkanow...
                    • Gość: jd Re: wspomnienia z siodemki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.11.03, 18:59
                      Były też niewinne pistolety na kapiszony (kapiszony bywały albo w rolkach albo
                      pojedyńcze okrągłe w maleńkich zgrabnych pudełeczkach) i całkiem poważne
                      korkowce. Kupowało sie to wszystko na targach przy wesołych miasteczkach, przy
                      cyrku albo w różne święta odpustowe. A wszystkiemu temu towarzyszyły
                      nadmuchiwane piszczące różowe baloniki z prezerwatyw. Te baloniki to był czyjś
                      nadzwyczajny patent i prawdziwie genialna przedsiębiorczość.
                      • zbyszek07 Re: wspomnienia z siodemki 30.11.03, 19:11
                        no i oczywiscie korki i korkowce!
                        korki rozdlubywalismy i rzucalismy luzem,
                        :-)
                        • Gość: ak Re: wspomnienia z siodemki IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.11.03, 21:21
                          zbyszek07 napisał:

                          > no i oczywiscie korki i korkowce!
                          > korki rozdlubywalismy i rzucalismy luzem,
                          > :-)

                          ... no i któregoś razu jednemu z kolegów (który to bez wątpienia czyta)
                          gwizdnęło to w kieszeni, uszkadzając garderobę i przemilczę co jeszcze.
                          Z "zabaw" pamiętam jeszcze faszerowanie rury spadowej od rynny gazetami i ich
                          podpalanie w środku, czemu towarzyszyły odgłosy podobne do startującego
                          odrzutowca. Nikt się wtedy nie przejmował, że coś mogłp się zapalić albo dom
                          pójść z dymem. Wprawdzie nigdy nic takiego nie miało miejsca, ale rozlutowane
                          rynny pamiętam dobrze...
                          No dzisiaj rekord. Udało mi sie tu trzy razy wskoczyć. To musi wystarczyć na
                          dzisiaj i na nadchodzący tydzień :(
                          • Gość: AF Re: wspomnienia z siodemki IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.03, 21:50
                            • Gość: jd Re: wspomnienia z siodemki IP: *.aster.pl / *.acn.pl 30.11.03, 22:10
                              Andrzej, najwyraźniej coś chciałeś superważnego napisać, ale się nie napisało.
                              Umieram z ciekawości, choć coś podejrzewam.
                              • zbyszek07 Re: wspomnienia z siodemki 30.11.03, 22:16
                                A moze chcial napisac...
                                ale dzis swietuje i mu pisanie nie wychodzi!
                                Wszystkiego najlepszego!!!
                                :-)
                                • Gość: Fredek Re: wspomnienia z siodemki IP: *.nwbi.de / *.neue-westfaelische.de 01.12.03, 10:06
                                  Leszek,

                                  Pamietasz w naszej klasie tez byla afera z obieranymi korkami.

                                  Ktos z Likus obieral na Sylwestra "korki".
                                  Trzymal w reku juz kilka obranych i jednoczesnie obieral nowe.
                                  No i to wlasnie wybuchlo mu w reku.
                                  Mial pozniej zabandarzowana reke.

                                  (Ale w Olsztynku akurat chlopaki sobie lepiej postrzelali ...
                                  twojemiasto.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,1801408.html )
                        • Gość: wskh Korki IP: *.gazetaolsztynska.pl 01.12.03, 10:02
                          Byl tez sposob strzelania bez oskubywania korkow. Korek wkladalo sie w
                          deruciany spinacz do papieru. Tak uzbrojony mozna bylo go rzucac i wybuchal po
                          upadku na ziemie.
    • Gość: czlowiek Strzelanie z klucza IP: 142.227.41.* 01.12.03, 19:11
      Kto ze starszych pamieta strzelanie z klucza na sznurku przez uderzenie go o
      asfalt?
      • Gość: jd Re: Strzelanie z klucza IP: *.aster.pl / *.acn.pl 01.12.03, 20:51
        Pewnie, że jako stary pamiętam, choć też jestem tak stary, że nie pamiętam już
        szczegółów technicznych.
        • zbyszek07 Re: Strzelanie z klucza 02.12.03, 07:36
          Ja strzelalem ze srub.
          Szczegolow nie bede pisal, moze nie uczyc takich zabaw?
          no i oczywiscie z karbidu w puszce.
          :-)
          • Gość: jd Re: Strzelanie z klucza IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.12.03, 09:26
            Jedno z moich sentymentalnych wspomnień z Aleji P. łączy się ze skrzynką
            pocztową, która całe lata wisiała na ścianie sklepu, a potem dla wygody
            pocztowców i w związku z beznadziejnymi dobudowami przeniesiono ją na słupek
            przy samej jezdni. Czy ona jest tam jeszcze?
            • Gość: Fredek Poczta .... IP: *.nwbi.de / *.neue-westfaelische.de 04.12.03, 10:03
              Poczte przeniesli kiedys na ul. Baltycka (kolo ksiegarni)

              Tam wlasnie jest skrzynka pocztowa.
              A na Al. Przyjaciol ?
              Chyba byla kiedys na scianie sklepu.
              (I moze dalej jest ..)

              Ale apropos Kina.

              Kto pamieta te oszklone gabloty z Programem kina.

              Wlasnie na rogu Baltyckiej z Al. Przyjaciol byla taka gablota.
              Bylo miejsce na 3 plakaty.
              Polonia , Awangarda i cos tam jeszcze.

              Podobna gablota byla tez kolo dworca Zach.

              Jako dzieciaki stalismy tam i podziwialismy Plakaty nieosiagalnych filmow,
              ktore byly dozwolone moze od 16 lub 18.

              Plakat "Godzilla przeciw Mechagodzilla" zostal mi jakos szczegolnie w pamieci.
              • zbyszek07 Re: Poczta .... 04.12.03, 12:25
                Z innej beczki.
                Zalatwiamy koszulki olsztynskiego forumowicza:
                czarnne, nadruk jednobarwny czerwony,
                z przodu zarys lub rysunek Wysokiej Bramy,
                z tylu napis :"Olsztyn Piekny" i adres forum gazeta.pl
                Cena mysle ze do 20,-
                Jesli ktos jest zainteresowany to zapraszam do klubu forumowicza
                :-)
                • Gość: jd Re: Poczta .... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.12.03, 13:46
                  Fredek, skrzynki pocztowej na sklepie nie ma od dawna, bo ją wiele lat temu
                  przenieśli na słupek przy jezdni. Natomiast nie wiem czy jest jeszcze do dziś
                  ta skrzynka na tym słupku.
                  Pewnie, że pamiętam gabloty z plakatami filmowymi koło przystanku i koło Dworca
                  Zachodniego. Trzecim kinem tam reklamowanym było oczywiście Dworcowe. Z tym że
                  jego repertuar był całomiesięczny.
                  • Gość: mamut Re: Poczta .... IP: *.norampac.com 04.12.03, 14:59
                    Ten film "Godzilla vs Mechagodzilla" to obejrzalem chyba 6 razy... jakos mi
                    bylo malo... Plakaty bywaly swietne... pamietam tez fotki z filmow w gablotkach
                    kin... Tez je zawsze lubilem przegladac... kto pamieta "Kronike Filmowa" to
                    bylo cos.. Zawsze z checia ogladalem ten krotki czarnobialy reportaz tuz przed
                    seansem...
                    • Gość: jd Re: Poczta .... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.12.03, 15:13
                      Kroniki były super, ale często po nich bywały jeszcze potwornie nudne filmy
                      krótkometrażowe. Dłużyły się potwornie i człowiek miał wrażenie jakby to było
                      kosztem filmu właściwego, na który przyszedł.
                      • Gość: LP® Re: Poczta .... IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 04.12.03, 18:12
                        Tak to byly czasy ,strzelalo sie z czego popadlo.Swego czasu popularna byla
                        pleksa ,ladowalo sie puszke po "ince "do pelna i ........
                        • Gość: jd Re: Poczta .... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.12.03, 22:29
                          Zbyszek, ty tam bywasz: czy skrzynka pocztowa na sklepie albo w okolicach
                          sklepu istnieje jeszcze?
                          • Gość: mamut Zabawy Karnawalowe IP: *.norampac.com 04.12.03, 23:38
                            Kto z was pamieta szkolne zabawy karnawalowe... Girlandy z wielokolorowej
                            bibuly zwieszajace sie z pod sufitu i balustrad sali gimnastycznej...
                            Jazgoczacy nie najlepszy zreszta sprzet naglasnijacy... przeboje "Bajmu"
                            i "Czerwonych gitar"... Smak lemoniady i W-Z-tek... pamietam iz wszyscy
                            przebierali sie w jakies cudaczne stroje... Ja bylem magikiem, kowbojem,
                            piratem... i sam juz nie pamietam czym... A wy co pamietacie????
                            • zbyszek07 Re: Zabawy Karnawalowe 05.12.03, 07:24
                              Bywam!
                              W poniedzialek Wam powiem gdzie jest skrzynka.
                              Jestem na AL Przyjaciol prawie codzienne,
                              ale dojezdzam najczesciej do polowy.
                              ... przyjemnosci trzeba sobie dawkowac!

                              O administracji na osiedlu nie moge sie nic wiecej dowiedziec
                              ponad to ze powstala przy Al. przyjaciol 15 ok 1951roku,
                              nie wiem do kiedy byla.
                              Sam bawilem sie na budowie nowego budynku przy ul Grunwaldzkiej,
                              gdzie ja przeniesiono ale kiedy? 64? 65? moze 66?
                              jakos nic nikt nie pamieta.
                              :-)

                              W Olsztynie deszczyk,
                              czekamy na snieg!

                              Ciekawe czy Dlugie zamarznie,
                              bywaly takie zimy ze nie zamarzalo.
                              :-)
                              • zbyszek07 Re: Zabawy Karnawalowe 05.12.03, 07:29
                                Na zabawach najczestsza dekoracja byly
                                tasmy z mleczarni, z wybitymi przy kapslowaniu mleka otworami!
                                Teraz ani tych tasm, ani tego mleka, ani tych butelek!
                                Jeszcze wczesniej mleko bylo nalewane z konwii w kanki.
                                ...pewnie jeszcze gdzies by sie znalazla.

                                Najczesciej przebieralem sie za kowboja...
                                :-)
                                • Gość: nat Re: konwie i banki IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.12.03, 09:23
                                  Zbyszek, pamietam te konwie i banki, na mleko jak i na smietane; rowniez maslo
                                  na wage z wielkiej bryly, o ksztalcie w zaleznosci od tego jak sie pani udalo
                                  odrabac; jajka na sztuki, wedlina na plasterki, cukier po 10 dkg, jak ktos
                                  chcial, w szarej torebce. Zadnych napisow firmowych na opakowaniach jako ze te
                                  byly bardzo chalupnicze. Teraz nie do wyobrazenia. Ale rowniez kosz na smieci
                                  w domu zapelnial sie o wiele wolniej. W czasach przed-lodowkowych maslo,
                                  wedliny itp trzymalo sie zima pomiedzy oknami, bigos na balkonie, a mamy same
                                  robily makaron bo gotowych nie uzylaby zadna 'prawdziwa. gospodyni. I nikt nie
                                  narzekal...b
                                  • Gość: jd Re: konwie i banki IP: 193.0.68.* 05.12.03, 11:47
                                    Obok bryły masła była bryła marmolady. Bardzo przystępny cenowo słodycz.
                                    • zbyszek07 Re: konwie i banki 05.12.03, 12:03
                                      jak juz ten temat to:
                                      sledzie w gazecie, z beczki, tak samo jak kapusta kiszona i ogorki.
                                      Woda sodowa w butli zadrutowanej....
                                      :-)
                                      • zbyszek07 Re: konwie i banki 05.12.03, 12:05
                                        no i omawiana juz oranzada po 80gr, w trzech kolorach!
                                        najbardziej mi smakowala czerwona, a byla jeszcze zielona i zolta.
                                        :-)
                                        • Gość: nat Re: konwie i banki IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.12.03, 12:59
                                          No wlasnie, jd, w sprawie tej bryly marmolady - czy byla ona w roznych smakach
                                          owocowych, czy tez tak jak mnie sie wydaje, jeden kit o ciemnym kolorze pod
                                          tytulem 'marmolada'?
                                          A do tego chlebek, krorego mozna bylo poprosic o pol, lub nawet cwierc
                                          bochenka. Kazdy produkt zywnosciowy przechodzil przez tyle rak (bez
                                          rekawiczek) i jakos nikt sie nie trul i nie chorowal. Pomimo, ze pani sklepowa
                                          ta sama reka przyjmowala gotowke i siegala po kapuste do beczki, nie mowiac
                                          juz o wielu innych czynnosciach. Czy stad narod taki odporny?
                                          • Gość: jd Re: konwie i banki IP: 193.0.68.* 05.12.03, 13:10
                                            Oczywiście, że marmolada byłą w jednym smaku i kolorze.Te różne kolory oranżady
                                            Zbyszka to też za moich lat miało taką postać, że raz była czerwona, a raz
                                            zółta (rzadziej). Zielonej ani ani. Szczytem budowania odporności organizmu na
                                            zarazki były saturatory z wodą sodową (w Sródmieściu) pitą ze wspólnej lekko
                                            płukanej szklanki (20 gr, z sokiem 50).
                                            • zbyszek07 Re: konwie i banki 05.12.03, 13:21
                                              ze szklamki na lancuszku!!!
                                              :-)
                                              ostatni saturator byl pod PDT,
                                              :-)
                                              Marmolada byla roznokolorowa jak stary Ford.
                                              Wszystkie kolory marmoladowe!
                                              Jedna bryla, jeden kolor!

                                              Jede przyjaciel- za miedza,
                                              jeden wrog za wielka woda!
                                              :-)
                                  • Gość: mamut Re: konwie i banki IP: *.norampac.com 05.12.03, 16:41
                                    Cos sobie faktycznie przypominam ze takie tasmy z foli aluminiowej z dziurami
                                    byly... nie wiedzialem ze to od kapsli na butelki od mleka...Serwovit mial
                                    chyba miedzianego koloru kapsle... Kto pamieta?
                                    • Gość: nat Re: konwie i banki IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.12.03, 17:54
                                      Czy serwovit to bylo to samo co maslanka?
                                      • Gość: LP® Re: konwie i banki IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 05.12.03, 18:15
                                        Nie, serwovit byl jeszcze gorszy od maslanki.Taka brazowa ciecz.
                                        Otwieramy nastepna czesc--------------------------------------------------------
                                        --------------------------------------------------------------------------------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka