Gość: jothagie
IP: *.olsztyn.mm.pl
30.04.09, 17:49
Wysłuchałem dziś (30.04.09) audycję z „Archiwum IPN” i jestem jakby
podbudowany w stylu – dobrze, że nie identyfikuję się z żadną postawioną tam
tezą. To jakiś analfabetyzm ideologiczny w wydaniu młodych i gniewnych.
Nie obchodzą mnie książki, których nie czytałem i których czytać nie mam
ochoty, ale jeśli jest to książka z poprzedniego ustroju, to trzeba ją czytać
na tle tego ustroju. Tak się kiedyś pisało i takie były centralne kategorie
tego typu pracy.
Nie można wyszydzać czegoś, co w kategoriach Kanta stanowi informację, że tą
drogą iść nie można. Fałsz w takiej sprawie jest tak samo ważny jak prawda.
W kulturze ważna jest ta „mediana”, która zostaje po odrzuceniu tego, co nie
jest właściwą drogą. Nie jest tak, że z wszystkiego da się odrzucić wszystko.
Że wszystko można wyśmiać. To jest brak szacunku do pracy naszych
poprzedników. Nie interesuje cię to – idź dalej w swoim rozwoju.
Itd., itp. Przecież to jest bełkot metodologiczny i niedokształcenie na
poziomie dosyć podstawowym.
Słuchając audycji przypomniał mi się fakt z lat 70tych w Kortowie. Otóż na
uczelni odbywała się jakaś wyjazdowa konferencja prawników. Po wykładach dali
mocno w gaz i grupkami ze szklaneczkami w ręku, zwiedzali uczelnię.
Przystawali przy każdej katedrze, instytucie i bawili się nazwami, np.
Instytut Unasienniania Zwierząt – zaśmiewali się około 30 minut, jak po
wypaleniu baniaczka marychy, przy czym wypili 2 koniaki.
Dziś miałem podobne wrażenie – cynizm naukowy posunięty dodatkowo do granic
ideologicznego pieczeniarstwa.
Jak to dobrze, że tak metodologicznie źle to nawet w naszej komunie nie było.
Ale uwaga! Z czymś takim spotkałem się w kulturze faszystowskich Niemiec i
stalinowskiego ZSRR!