Dodaj do ulubionych

Studencie, obroń się sam

IP: 150.254.72.* 09.02.09, 11:33
Nie ma to jak wrzucać wszystkich do jednego worka pani Redaktor?
Bo samorządy są wszędzie takie same? Napewno ma pani rozeznanie w temacie. Podzwoniła pani po całej Polsce? Takie artykuliki proszę wrzucać lokalnie tam gdzie jest problem, a nie tworzyć ogólnopolską nagonkę. Pani za taki artykulik pobiera pieniążki, a my działając w samorządach studenckich za naszą pracę nie dostajemy złotówki, nie mowie że tak jest wszędzie bo wiem, iż na niektórych uczelniach tworzy się patologia, kradzieże państwowych środków na szkolnictwo wyższe, ale nie wszędzie, pani Redaktor nie wszędzie! Niektórzy jeszcze myślą w inny sposób! My w nagrodę za naszą cieżką pracę może czasami wyjedziemy na konferencje, albo pobawimy się na imprezie... którą zorganizujemy! Chciałbym kiedyś usłyszeć od kogoś "dziękuje" za pomoc,za zmiany programu i regulaminu studiów, stawek w akademikach o które tak walczymy, za zorganizowanie Juwenaliów, za całokształt pracy. Ale już taka Polska mentalność gańmy tych co pracują i to jeszcze non-profit. Może zacznijmy patrzeć na siebie co zrobiłeś dla drugiej osoby nie czerpiąc z tego korzyści?? Dla nas niejednokrotnie korzyścią jest doświadczenie, które zaowocuje w przyszłości!
Artykuli jak najbardziej na czasie, ale nie na całą Polskę!
Proszę to następnym razem przemyśleć... Ale wkońcu czego nie robi się dla pieniązków?? Co pani Redaktor??
Obserwuj wątek
    • Gość: samorządowiec PW Re: Studencie, obroń się sam IP: *.klaudyny.waw.pl 09.02.09, 14:12
      Popieram przedmówcę. Nic dodać, nic ująć.
      PS. Coraz mniej ufam dziennikarzom, ich profesjonalizmowi... Choć tu tez nie
      wolno generalizować;).
      • Gość: exsamorzadowiecPW Re: Studencie, obroń się sam IP: *.merinet.pl 09.02.09, 19:40
        również mogę poprzeć, by nie generalizować ;)

        a sama SS na PW też do świętych nie należy i dużo grzechów znaleźć
        można :/
        • Gość: ex-samorządowiecPW Re: Studencie, obroń się sam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 20:51
          Z niepokojem patrzę, iż faktycznie do samorządów studenckich coraz częściej
          ludzie nie idą z idei. Całe szczęście nie jest tak ze wszystkimi i to w nich
          studenci muszą pokładać nadzieję na lepsze jutro. Problem jak dla mnie
          rozpoczyna się, gdy ktoś chce działać "gdzieś wyżej" - wtedy spotyka się z coraz
          większą polityką. Część osób to zniechęca, a inni uparcie brną dalej i albo są
          chlubnymi wyjątkami albo upodabniają się do towarzystwa.

          Odnośnie motywacji studentów do działalności - studencie, warto pokusić się o
          głupie "dziękuję" - to na naprawdę dużo znaczy - działaczu, zaproponuj
          współorganizację projektu czy powierz proste zadanie i cieszcie się razem z
          udanej realizacji.

          Gdy więcej osób będzie chciało działać - "karierowicze" nie będę wchodzić w
          skład organów samorządu czy organizacji - studenci wybiorą tych, którzy naprawdę
          coś robią (o ile oczywiście będą tym zainteresowani, co może odzwierciedlać
          frekwencję na samych wyborach). Z tym jednak również są problemy :( bo przecież
          co interesuje zwykłego szarego studenta?! Chyba nie do końca to co robi samorząd
          studencki... Chyba, że można się pobawić, napić, wyjechać... Dydaktyką i
          socjalką zaczyna się dopiero interesować, gdy są problemy :(

          W rezultacie wychodzi, iż sami jesteśmy sobie winni.
    • Gość: uważny Re: Studencie, obroń się sam IP: 217.153.211.* 11.02.09, 01:18
      "Samorząd odbębnia minimum. Nic nie robi na rzecz studentów i nauki, imprezy
      organizuje tylko takie, z których sam ma kasę - skarży się Magda z Uniwersytetu
      Wrocławskiego."

      Jaka kasa? Przecież nawet jak gdzieś są bilety wstępu to to pokrywa koszty,
      Samorządy Studenckie nie mogą mieć żadnego zysku finansowego.
    • Gość: student Re: Studencie, obroń się sam IP: *.wseip.edu.pl 24.03.09, 16:48
      Są samorządowcy źli (tacy, którzy robią minimum) i są dobrzy. NIE
      GENERALIZUJMY!

      Sam działem w samorzadzie i wierzcie mi, że na barkach przecietnego
      samorzadu leży wiele obowiązków, które wynikaja z ustawy czy ststutu
      (udział w organach kolegialnych, wpływanie na jakość kształcenia -
      ogólnie rzecz biorąc PRACA harytatywna w biurokratycznej maszynie
      jaką jest uczelnia). To mnóstwo pracy, siedzenia w papierach, udział
      w posiedzeniach komisji czy to senackich, czy stypendialnej czy
      każdej innej)

      Są też inne obowiazki, które samorządowcy sami sobie organizują -
      wspomniane imprezy, działalność kulturalna etc. To również duzo
      pracy. Wiecie ile pracy i zaangazowania kosztuje przygotowanie
      juwenaliów?

      Trzecia sfera to kariera ,,samorządowa" - wspinanie się po szceblach
      od samorządu wydziałowego do wyjscia poza samorząd uczelniany i
      aktywne uczestnictwo w organach PSRP.

      Ważne aby w tym wszystkim nie zatracić misji i pasji...
      Dbać o to aby woda sodowa, która do głowy uderza, nie spowodowała,
      że na uczelni student nie ma do kogo się zwrócić o pomoc.

      Moja refleksja...
      Najwieksze problemy są tam gdzie największe budżety samorządów
      (choc nie jest to regóła).
      Trudno porównywać duża Politechnikę czy Uniwerek z
      kilkusettysięcznym budżecie (którym samorząd sam, choc zgodnie z
      prawem musi zarządzać) a inna sytuacja jest w przypadku ,,wyższej
      szkoły robienia na drutach" w Napękowie gdzie budżet samorzadu to
      200 zł rocznie na organizację otrzęsin.

      Przypominam, że istnieje instytucja Rzecznika Praw Studentów, wiele
      samorządów ma swoich rzeczników praw studenckich czy ds. osób
      niepełnosprawnych, etc.
      Pamiętajcie o obiektywnym spojrzeniu na sprawę.
    • Gość: kk studencie, obroń się przed dziennikarzem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.09, 21:46
      Trudno się nie zgodzić z przedmówcami, gdy godziny spędza się na organizację
      imprez dla innych, zamiast złapać w tym czasie jakąś dorywczą hałturę.Jest to
      świadomy wybór, w końcu organizacje studenckie to w większości stowarzyszenia
      non-profit, co juz zostało zaznaczone. Co dla autorki nie jest oczywiste, ale
      po co się dowiadywać czegokolwiek więcej niż to wygodne. Nie generalizując, na
      łamach portalu często pojawiają się bardzo "sugestywne" artykuły, sugerujące
      np., ze Lahore leży w Indiach, można pracowac jako tłumacz z tybetańskiego w
      ambasadzie (której?) czy, ze Dlajalama jest przewódcą duchowym Tybetańczyków...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka