Gość: bonk
IP: *.acn.pl
22.12.03, 23:04
Był kiedyś taki film co się "Armagedon" zwał. Film akcji soczystej z momentami
erotyki, sympatycznym podkładem muzycznym. Przepełniony bohaterami maści
amerykańsko - radzieckiej oraz piękną /bo innych w kinie amerykańskim nie ma/
kobietą płci przeciwnej.
Film opowiadał o zagrożeniu jakim był pędzący z ogromną prędkością kawałek
jakiejś skały grożący upadkiem na naszą ukochaną ziemię. Cały świat wstrzymał
oddech a wiwatom i łzom radości nie było końca gdy w samobójczym odruchu
niejaki Brus Łilis zniszczył to zagrożenie w postaci kawałka skały. Ot taki
fastfud kinowy Z kina wychodziłem wtedy z poczuciem zadowolenia (bo mysleć nie
trzeba było), sytości akcji i doznań erotycznych niskiej jakości ale zawsze.
Nie minęło jednak lat kilka kiedy wbrew pozorom oraz najczarniejszym
scenariuszom jasnowidzów zagroził nam znowu armagedon. Słowo to pochodzące z
księgi nad wyraz mądrej ucieleśniło się właśnie dziś, tydzień przed świętami.
Przemyka cichcem (niczym żul po peronach Dworca Centralnego) w audycjach
radiowych, w prasie i reklamach programów świątecznych. Niby niezauważalne ale
narasta z każdym dniem. Zbliża się ów armagedon nieubłaganie i choć jest
jeszcze tydzień czasu obawiam się, że wiele samozaparcia będzie potrzebne w
nas samych by go uniknąć. Święta Bożego Narodzenia od lat kojarzą się nam ze
sprzątaniem, prezentami, choinką, żarciem do granic możliwości, pijaństwem,
polską pobożnością, nielubiana rodziną przed którą trzeba rżnąc głupa, karpiem
żywym i nieżywym , podróżami oraz tradycyjnymi przedświątecznymi strajkami
kolejarzy. Jest jednak w tych świętach element , który towarzyszy nam z goła
od lat kilkudziesięciu a przez swoja notoryczna obecność sta się de facto
niezauważalny.
Będziemy zatem znowu skazani na 49 powtórkę powieści wigilijnej, na monolog
Kwacha, Milera, Glempa. Na występy Papieża z tłumaczem starającym się dowieść,
że ojciec święty jest w znakomitej formie. Będzie Kukulska jęcząca kolędy na
zmianę z jastrząbkiem Steczkowską, którą ręce od machania zabolą. Będzie
szopka wigilijna z udziałem parlamentarzystów (tak jakby samych obrad puścić
nie mogli).W końcu będzie wspólne śpiewanie i chlanie jak emocje po opłatku
odpuszczą. Życzenia lać będą się potokiem na granicy dobrego smaku i absurdu.
Będzie Ibisz, Lis, Dupczok, i gadające głowy.
I generalnie można by było to wszystko przeżyć. Wszak organizm nasz do takich
ekstremalnych sytuacji przywykł gdyby nie fakt, iż właśnie z owego szklanego
okienka grozi nam nieświadomym - armagedon. Nadchodzi bowiem coś co zasnąć nie
da, coś przy czym koszmar z ulicy wiązów mógłby w mis Sosnowca startować z
powodzeniem. Nadchodzi cos co tak naprawdę już dawno żyć medialnie nie powinno
lub ulec powinno kulturowej samozagładzie.
Mówią, że dinozaury wyginęły. To bzdura wierzcie mi. Nawet ten meteoryt
zniszczenie którego biedny Brus filmowym życiem przypłacił nie byłby w stanie
tego dinozaura unicestwić. Otóż dziś rano w radio usłyszałem że gościem
wigilijnym będzie................
Agata Młynarska..............nadchodzi Armagedon..................
Za co ? przeciez byliśmy grzeczni!!!!!