Dodaj do ulubionych

Szkolny test reformy

01.09.09, 13:13
To tylko mój mały komentarz do słów: "Po raz pierwszy od 25 lat
maturzyści będą pisali obowiązkowy egzamin z matematyki". Ja pisałam
maturę w roku 1995 i jeszcze wtedy matematyka była obowiązkowa na
egzaminie maturalnym. Chyba że wprowadzono nas wtedy w błąd i
zdawaliśmy ją niepotrzebnie, a kilka osob z powodu tego w łaśnie
przedmiotu zaliczało maturę powtórnie rok później...
Obserwuj wątek
    • Gość: www.ratujmaluchy.p Dlaczego jesteśmy przeciw reformie? IP: 217.76.112.* 01.09.09, 14:09
      1) Szkoły w Polsce są niedoinwestowane
      Często szkoły są w bardzo złym stanie technicznym. Dzieci uczą się
      w przepełnionych klasach, na zmiany. Nie ma odzielnych stref dla
      dzieci młodszych. Dzieci narażone są na agresję, hałas i stres.
      Często brakuje nauczycieli. Dzieci muszą nosić bardzo ciężkie
      plecaki. To tylko niektóre problemy.
      2) Premier zabrał pieniądze na reformę.
      W tym roku z 347 mln zostało 40 mln zł - na wszystkie szkoły w
      Polsce. To nie żart! Nie przeprowadza się tak poważnych reform w
      czasie kryzysu. Nie ma gwarancji, że w następnych latach nie będzie
      jeszcze gorzej.

      3) Ustawa o reformie nie wyznacza ŻADNYCH standardów
      jakie musi spełnić szkoła aby przyjąć sześciolatki w 1 klasie.
      Według zasady, że jakoś to będzie.

      4) Minister Hall pozbywa się odpowiedzialności.
      Za wprowadzanie reformy w szkołach, według oficjalnych deklaracji
      MEN, odpowiadają samorządy.

      5) Pięciolatki trafią do szkół.
      Reforma nakłada od 2011 obowiązek edukacji na pięciolatki oraz
      czterolatki z końca roku. W co trzeciej gminie w Polsce nie ma
      przedszkoli. Tam dzieci trafią do szkół.

      6) Zabraknie miejsc w przedszkolach.
      Zapis dający prawo do edukacji przedszkolnej 5-latków już w 2009
      roku zdezorganizuje edukację przedszkolną. Zabraknie miejsc dla
      dzieci trzy- i czteroletnich.

      7) Wybór między szkołą a szkołą.
      Aby zrobić miejsce w przedszkolach dla WSZYSTKICH pięciolatków,
      samorządy będą przenosić sześciolatki do szkół. Szumnie zapowiadany
      wolny wybór rodzica przez najbliższe 3 lata będzie fikcją. Tak jak
      np. w Warszawie.

      8) Tresura sześciolatka.
      Nowa podstawa programowa przerasta możliwości przeciętnego
      sześciolatka. To czego dziecko uczyło się dotąd przez dwa, teraz ma
      pojąć w rok. Sześciolatek musi pisać zgodnie z zasadami kaligrafii
      i czytać lektury. Pedagodzy podkreślają, że będzie to tresura. Na
      zabawę zabraknie już czasu. Dzieci będą zmuszone siedzieć w ławkach
      i gonić program.

      9) Nie będzie okresu przejściowego.
      Sześciolatki które pozostaną w przedszkolu mają pozostać na
      poziomie pięciolatków. Program nie przewiduje dla nich nauki liter,
      tak jak do tej pory. Trzy roczniki dzieci MEN skazuje na regres
      intelektualny. W imię wyrównywania szans?
      10) Żniwa wydawców.
      W czasie kryzysu finansowego rodzice mają zapłacić MILIARDY złotych
      za wymianę WSZYSTKICH PODRĘCZNIKÓW. Stare podręczniki od września
      staną się makulaturą. Beneficjentami reformy będą przede wszystkim
      wydawcy podręczników.

      11) Nauczyciele bez przygotowania.
      Nie przewidziano szkoleń dla nauczycieli. Szkoły dostaną kopie
      nowej podstawy programowej. Odbyło się też kilkaset konferencji
      powiatowych. To zdaniem MEN wystarczy.

    • Gość: www.ratujmaluchy.p Zero tolerancji dla myślenia IP: 217.76.112.* 01.09.09, 14:10
      Karolina Elbanowska , Tomasz Elbanowski 29-05-2009, RZECZPOSPOLITA
      Działania reformatorów polskiej edukacji przyprawiły o czarną
      rozpacz naukowców. W liceum, zwanym dotychczas ogólnokształcącym,
      zlikwidowano naukę takich przedmiotów, jak fizyka, biologia,
      geografia czy historia – piszą działacze społeczni i publicyści

      Bezmyślność gwarantem sukcesu na maturze!”, „Nie ucz się – inni
      wiedzą mniej i będzie im przykro”, „Nauczycielu: ucząc dzieci,
      łamiesz prawo!”. Te hasła to nie bazgroły ze ścian szkolnej szatni.
      To przybliżona treść apeli, jakie w ostatnim czasie wystosowały
      polskie władze oświatowe do uczniów i nauczycieli.
      Reformowanie polskiej edukacji trwa od końca lat 90. Obecna ekipa
      wprowadza właśnie drugi etap reformy, niewiele przejmując się
      głosami protestu. Autorom najnowszych zmian chodzi nie tylko o
      obniżenie wieku szkolnego, które wprowadzają pod hasłem
      wyrównywania szans edukacyjnych. „Wyrównywanie poprzez obniżanie”
      dotyczy w sposób dosłowny także innych segmentów systemu edukacji.
      Jest to obniżanie wymagań, szeroko rozumiane obniżanie poziomu oraz
      eliminowanie niestandardowego sposobu myślenia. Zbyt ambitni
      nauczyciele, zbyt kreatywni uczniowie stają się dla ministerstwa
      zawadą. W ostatnich dniach jedni usłyszeli, że źle wykonują swoje
      obowiązki, drudzy, że twórcze myślenie powinni pozostawić za
      drzwiami szkoły.
      Tajne komplety z nauki czytania
      Początek wyrównywania ma miejsce już w przedszkolu. Na początku
      maja rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej zapowiedział, że
      sześciolatki pozostawione przez rodziców w przedszkolach mają się
      nie uczyć. Celem tego bezprecedensowego w dziejach światowego
      szkolnictwa apelu jest wyrównanie poziomu dzieci do wymagań nowej
      podstawy programowej, która zakłada, że sześciolatki dopiero w
      szkole poznają litery. Problem dotyczy całych roczników dzieci,
      mamy tu więc do czynienia z wyrównywaniem na szeroką skalę.
      Nauczyciele przedszkolni zapowiedzieli, że nie pozwolą na regres
      intelektualny wychowanków. Zostali więc przywołani do porządku.
      Rzecznik MEN zagroził, że ucząc według starego programu, złamią
      prawo. W tej sytuacji nauczyciele zadeklarowali prowadzenie tajnych
      kompletów z nauki czytania. I tak przedszkolaki od maleńkości
      nauczą się nie tylko literek, ale i konspiracji. Być może za
      kilkanaście lat to doświadczenie pozwoli im się identyfikować jako
      pokolenie „zakazanych czytanek”.
      Na drugim końcu cyklu edukacyjnego wyrównanie objęło absolwentów
      szkół średnich. Kilka dni temu szef Centralnej Komisji
      Egzaminacyjnej zupełnie na poważnie poprosił maturzystów, żeby na
      czas egzaminu wyłączyli twórcze myślenie. Wszystko z powodu
      osławionego klucza oceny, który wyplenia zdolnych i kreatywnych
      uczniów jak perz.
      Klucz maturalny nie zmienia się od pięciu lat mimo apeli wysyłanych
      do kolejnych ministrów. Sposób oceny zadań jest do bólu sztampowy.
      Na przykład: odpowiedź zilustrowana dwoma przykładami zamiast
      jednym jest uznawana za błędną. Jednak zdaniem minister edukacji
      Katarzyny Hall wszystkiemu winni są źli nauczyciele, którzy nie
      nauczyli precyzyjnego wypowiadania się (czytaj: nie przygotowali
      uczniów do używania w teście słów wytrychów).
      Równanie w dół
      Wyrównywanie poziomu w górę jest: a) trudne, b) żmudne i c)
      kosztowne. Trudno się dziwić, że reformatorzy wybrali drugą opcję:
      równanie w dół. Ministerialny walec do wyrównywania szans zatacza
      coraz szersze kręgi. Dotarł już nawet do Internetu.
      Rodzice i uczniowie dowiedzieli się niedawno o zawieszeniu
      działalności strony wyniki egzaminow.pl, na której można było
      porównać osiągnięcia edukacyjne szkół i wyrobić sobie opinię o ich
      poziomie. Popularna strona została przez MEN uznana za zbędną.
      Dzięki temu zabiegowi nie będzie już można mówić o istnieniu
      gorszych szkół, choć prawdę mówiąc, nie będzie też można mówić o
      istnieniu tych lepszych. Oficjalnie poziom edukacji się wyrówna.
      Kto wie, może już niedługo każda szkoła będzie mogła podawać jako
      własny średni wynik egzaminu z całego kraju? A za jakiś czas z
      całej Europy. I tak krok po kroku, rok po roku – jak mówiła pani
      minister Hall – zbliżymy się do poziomu edukacji dumnie zwanego
      europejskim lub zachodnim. Fakt, że stanie się to raczej dzięki
      obniżeniu niż podwyższeniu poziom nauczania, zdaje się być dla
      ministerstwa kwestią drugorzędną.
      Uprawa półinteligentów
      Działania reformatorów polskiej edukacji przyprawiły o czarną
      rozpacz naukowców. W liceum, zwanym dotychczas ogólnokształcącym,
      zlikwidowano naukę takich przedmiotów, jak fizyka, biologia,
      geografia czy historia. Kurs obowiązkowy kończyć się będzie teraz
      na pierwszej klasie, po czym uczniowie wybiorą tzw. specjalizacje.
      Historycy protestujący pod hasłem „Ratujmy historię” zwrócili
      uwagę, że o wydarzeniach tak fundamentalnych w polskich dziejach
      jak Konstytucja 3 maja większość dzieci po raz ostatni uczyć się
      będzie w wieku 14 lat.
      Zamiast historii uczniowie będą mieć historiopodobne zajęcia
      uzupełniające, w kilku wersjach do wyboru: wojna i wojskowość,
      swojskość i obcość, kobieta i mężczyzna. Nauczyciele akademiccy już
      teraz alarmują, że polska szkoła masowo produkuje humanistycznych
      analfabetów. Nowe licealne minimum programowe doprowadzi do
      perfekcji monokulturową uprawę półinteligentów w dwóch, trzech
      popularnych odmianach.
      Zreformowaną podstawę programową oprotestowali też fizycy. W ramach
      przedmiotu o nazwie przyroda, aspirującego do bycia ekwiwalentem
      fizyki w starszych klasach licealnych, pojawiają się takie tematy,
      jak astrologia, różdżkarstwo, lewitacja i współczesna magia
      lecznicza. Prof. Łukasz Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN
      ocenił to krótko jako „schlebianie nieuctwu” i podsumował w
      rozmowie z „Rzeczpospolitą”: „Możemy się pożegnać z marzeniem, że
      Polska dogoni cywilizacyjnie resztę świata”.
      Byle nie myśleć
      Krajobraz polskiej edukacji przywodzi na myśl jedną z „Bajek
      robotów” Stanisława Lema, w której elektrycerz Kwarcowy najechał
      mroźną planetę Kryonię. Groziło mu, że gdy zacznie myśleć, jego
      mózg się rozgrzeje. A gdy się rozgrzeje, roztopi wszystko wokół
      siebie i bohater wpadnie w lodową przepaść. Powtarzał więc sobie w
      kółko: „Byle tylko nie myśleć, byle tylko nie myśleć!”.
      Trudno ocenić, czy „Bajki” Lema ostały się w zetknięciu z czarną
      dziurą, która wchłonęła ostatnio większość pozycji z listy lektur
      (książka pozostała w kanonie, ale nauczyciel nie musi już jej
      omawiać).
      Natomiast sam elektrycerz Kwarcowy w pełni zasłużył na to, żeby
      zostać maskotką nowego programu dla polskiej szkoły. Nieśmiało
      proponujemy dla niego hasło: „Zero tolerancji dla myślenia”.
      Autorzy są inicjatorami ruchu społecznego, walczącego o prawa
      rodziców

    • danuta49 Bałagan wymyślony na kolanie przez 2 paniusie-Hall 01.09.09, 14:56
      i Krajewską żeby się pozbyć konkurencji dla ich wysokopłatnych i innych
      podobnych szkółek!!!Idzie niż...;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka