r.richelieu
05.05.05, 00:59
Mój nagi tors, jędrny biust, opalony ze wszystkich stron, żadnego białego
paska od ramiączka. Cud miód i sama radość. Aż tu nagle w samo południe
zjawiła się gruba baba z dzieciarnią. Boże, straszna ta zgraja, a jak piszczy
jeden przez drugiego. Bachory plusk do wody, baba na koc i dawaj wcierać w
swe tłuste cielsko krem do opalania. Bachory przeniosły swoje piski bliżej
mnie, uszy puchną. Postanawiam więc przenieść się dalej, wstaję, dzieciaki
przestały piszczeć bo jak na zamówienie wszystkie wpatrzone w mój biust.
Głupie bachory, przecież w tych netach nie takie rzeczy oglądają. I w tym
momencie jeden z nich wrzeszczy na pół plaży "Ciociaaa! Ta pani jest gołaaa!"
Na co ciocia stękając z wysiłku wstaje z kocyka i bieży ku mnie. "Chryste
Panie, ten kaszalot mnie staranuje" myślę sobie, ale stoję twardo. Mam swoją
godność, konstytucyjne prawo do wolności, a plaża jest dla wszystkich. "Wynoś
się stąd bezwstydnico! Nie widzisz, że tu małe dzieci się bawią?!" Mówię jej
więc z godnością słowami ociekającymi lodem, że mam takie samo do opalania
się bez stanika jak jej bachory do krzyczenia mi nad uchem, a jeśli jej się
nie podoba to niech na plażę nie przychodzi, bo wychowuje dzieci po
staroświecku. Kto to widział żeby 8-letnie dziecko chronić prze nagością,
trzeba być zacofanym, nietolerancyjnym zgredem. Własne dzieci jeśli będę
miała, wychowam w duchu poszanowania czyichś poglądów, tolerancji i
otwartości, a bab nie znających się na nowych trendach w modzie plażowej
nienawidzę.