Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kupić nie kupić...

    15.09.05, 08:52

    Dzień dobry szanowne Panie. Jako, że na forum Mężczyzna rozmawia się jedynie
    o rozmiarach tego co w spodniach i depilacji intymnej, pomyślałem, że tu moje
    pytanie znajdzie respondentki :-) Kilka dni temu udało mi się kupić garnitur
    Zary, przeceniony z 749, na 190 złotych. Na temat jakości nie ma co
    dyskutować, bywa różnie. Ale ta cena. Mnie udało się jeszcze ze 190 zbić do
    160 złotych. Garnitur wrócił już do ceny wyjściowej, dołączono go do nowej
    kolekcji. Ale najważniejsze pytanie, czy targujecie się w sklepach z
    ciuchami. Ja staram się nigy nie zapłacić ceny "z metki". Negocjuje, nawet po
    obniżkach. Lubie to. Targujecie się ????? A jeśli tak, to pochwalcie się
    swymi "rekordami".
    Obserwuj wątek
      • black_magic_women Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 08:58
        ladny nick;)))to na poczatek,wiem,ze mozna,a czasem nawet trzeba sie
        targowac,ale ja,poza paroma lumpeksami i Empikiem/targuje sie tam o Vogue"a
        jesli ma pogieta okladke/nie mam czym sie w tej materii pochwalic,czytalam
        gdzies,ze w wiekszosci dzinsowych sklepow kazdy produkt ma juz z gory zakodowana
        mozliwosc znizki.a podobny watek juz gdzies tu byl;)
        • brian.molko Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:04

          Dzięki za miłe słowa na temat nicka :-) To prawda, dżinsowe spodnie kupione za
          cene "z metki" to błąd. Urwać trzeba minimum 15%. Ja największe kłopoty mam w
          Gino Rossi. Kiedyś pani na moją propozycje zbicia ceny, zaproponowała mi
          dodatkowo łyżkę do butów, którą i tak powinienem dostać za darmo :-) Nadal
          czekam na wasze rekordy.
          • shirl Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:13
            To samo chciałam powiedzieć na temat nicka - bardzo przyjemny:>
            A jeśli chodzi o targowanie, to jeśli kupuję więcej niż jedną rzecz,z reguły
            pytam o zniżkę i często mi się udaje... W Gino Rossi akurat bez problemu - nie
            tak dawno temu kupowałam tam z mamą buty i torebkę, razem dostałyśmy 8% zniżki.
            W większości innych miejsc, można stosować argument płatności gotówką - wtedy
            ceny spadają nawet o 10%:)
            Zresztą, jeśli bardzo chcę coś kupić, to kupię to niezależnie o tego czy zniżkę
            dostanę. A targowanie się, to dla mnie świetny sprawdzian zdolności
            negocjacyjnych:)
      • lunalovelight Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:10
        nigdy i nigdzie sie nie targuje.
        • brian.molko Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:13
          To błąd. Po pierwsze, to jest przyjemne i zabawne. Po drugie, zawsze można
          nieco zaoszczędzić. Wolny rynek drogie Pani i jego zalety, korzystajmy ile
          wlezie.
          • lunalovelight Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:26
            na marginesie: zawsze mialam slabosc do briana molko, nawe mimo jego umalowanego
            oka ;).

            nie zrozum mnie zle, ale wg mnie targowanie sie jest, ehm, nieeleganckie.
            targowac to sie mozna np. na arabskim suku, a wrecz trzeba, bo sprzedawca
            oczekuje wlasnie takiego zachowania. ale nie w 'normalnym' sklepie, z ciuchami
            czy z czyms innym. takie jest moje podejscie i predzej sie przewroce, niz
            przyjdzie mi do glowy targowac sie :).
            • zielonooka_anula Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 12:45
              ależ to jest taki targ. ceny są tam na tyle zawyżone, że aż się proszą o
              targowanie ;)
            • mendosita Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 19:00
              lunalovelight-
              • black_magic_women Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 19:13
                mendosita napisala
                > 10 zł upustu naprawdę nie zrobi mi znacznej różnicy, więc po co robić z siebie
                > biedaka?

                mam wrazenie,ze w targowaniu nie chodzi/no czasem moze i chodzi,ale to.../ o te
                zaoszczedzone pieniadze,a raczej o sama sztuke przekonywania,flirtowania,slowem
                targowania
                • tudja Re: Kupić nie kupić... 16.09.05, 17:50
                  Flirtowanie??? Z nastoletnią sprzedawczynią? hihi...
              • brian.molko Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 20:00

                Robic z siebie biedaka ? Czegos nie rozumiem. Czy przedsiebiorczosc i
                umiejetnosc negocjacji oraz elastycznosc to robienie z siebie biedaka ? A przed
                kim mam sie czuc ponizony ? Przed ekspedientka ? To nie żebry tylko niezwykla
                umiejetnosc i wielka frajda !!!!!
      • addinka Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:15
        hmmmmmmmm, to jak to jest z tymi jeansami, wchodzę sobie np. do levisa, wybieram
        spodnie i mówię-biorę , ale za tę cenę nie ma mowy ...................nic
        podobnego mi się nie zdarzyło, ciekawe

        ja natomiast kupiłam ostanio boskie jeansy cena z metki 180 zł, a ja je kupiłam
        za 50 zł, bo dostałam jakieś zniżki, bo kupowałam sopro rzeczy córce i pani dała
        mi jakąś zniżkę, ale to nie moja zasługa, tylko miłej pani; targuję się tylko
        jak coś jest zaciągnięte, guzik niedoszyty itp., ale kiedy towar jest ok, biorę
        i płacę, szkoda gadać
        • brian.molko Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:22

          Ja często spoglądając na cenę, mówie "ok, żarty się skończyły pogadajmy
          poważnie" i zaczynam pertraktacje. Oczywiście często trafiam na "rynkowe
          betony" i z targów nic nie wychodzi. Wtedy zmieniam sklep. Garniturów i butów
          nie kupuje nigdy za kwotę wyjściową. Pamętajmy, że cena nie ma nic wspólnego z
          wartością. Czym towar droższy tym szansa na "urwanie" większa. Zawsze można też
          walczyć o gratisy zamiast obniżki ceny. Ja sprzedawcą mówie jeszcze
          tak : "Prosze pani, kiedy przekraczam próg sklepu już wiem, że cena musi spaść
          o minimum 15%". A dopiero potem zaczynamy sie targować:-) Moja żona uczy sie
          tego i widze, że pojętna jest bestia.
      • jpar Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:29
        podobno w niektoryh sklepach sa znizki, jesli o nie sie klient zapyta, jesli nie
        to placi cene z metki, ale nigdzie w sklepie nie jest to napisane, trzeba
        probowac...ja sie czasami pytam, jakiegos rekordu tu nie pobilam, moze
        maksymalnie 10%, nie boli mnie za bardzo, bo i tak kupuje tanie rzeczy. Kiedys
        na wyprzedarzy udalo mie sie kupic 5 rzczy za jedyne 30% wyjsciowej ceny, to byl
        superzakup.
        • black_magic_women Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 10:49
          jpar napisała:

          > podobno w niektoryh sklepach sa znizki, jesli o nie sie klient zapyta, jesli ni
          > e
          > to placi cene z metki, ale nigdzie w sklepie nie jest to napisane, trzeba
          > probowac...

          o wlasnie cos takiego jest ponoc w wielu dzinsowych sklepach.ekspedientka
          przejezdza metke czytnikiem i sprawdza ile moze opuscic z ceny.

          Abstrahujac od glownego watku-ciekawe jak wielu milosnikow Placebo kryje sie
          jeszcze na naszym forum:)))
          • uka_m Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 11:04
            Ja lubię,ulubione;the bitter end,taste in men,spite and malice.
            Targuję się na bazarach i targach.Tak dla sportu.
          • brian.molko Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 12:28

            Pewnie jest nas wielu :-)No przecież Brian to bardzo stylowy facet. No właśnie
            facet czy nie facet. Uroda powiem delikatnie nieco hybrydowa :-) A ciuchy też w
            moim stylu. Zastanawiam się też dlaczego tak mało facetów udziela się na tym
            forum ? Czyżby na "dobrym" wyglądzie zależało jedynie kobietom ?
        • laylaaaaa Re: Kupić nie kupić... 17.09.05, 13:50
          targuję się tylko w mniejszych, prywatnych sklepikach z ciuchami. no i za
          granicą. udało mi się kupić świetne okulary za 8 euro, za które facet na
          początku chciał 20. powiedziałam, że mogę dać najwyżej 8 i odeszłam "obrażona" a
          ten mnie dogonił, no i mam świetne okulary. ponoć to gucci (i nawet wyglądają na
          oryginalne), ale za bardzo w to nie wierzę :).
      • deczko Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 09:48
        A ja wczoraj bez targowania zaplacilam za ciuch w h&m 99, a nie 119 jak to bylo
        na metce :O
        Moja siostra lubi sie targowac, tylko ona sie targuje bez poczucia humoru,
        pokazuje wady i walczy o znizke. Cos tam zawsze wytarguje (robi to zazwyczaj na
        przecenach), ale nie zawsze.
      • sher-man chyba niezle osiagniecie 15.09.05, 10:47
        W Vistuli w Arkadii 38% offu.. kupowalam nieduzo: koszule i krawat. ale pan byl
        tak przystojy ze nie moglam sobie odpuscic lekkiego flirtu.. efektem byla
        znizka i jego nr w pudelku ;) hihi
        ale to jedyny taki efekt.
        raczej zawsze podejuje negocjacje co do ceny. dla sprzedawcow to tez jakas
        rozrywka
      • zuzaba Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 18:47
        Kurtka Campusa - utargowałam 7,5%.
        • kalincia sklepy w ktorych sie targujecie ... przyklady 15.09.05, 20:16
          w jakich sklepach sie targujecie ?

          np. w takim Carry czy Reserved tez sie da ??
      • mangax Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 21:06
        moja mama się prawie wszędzie targuje (ale raczej tylko przy większych zakupach)
        no i jej to na "zdrowie" wychodzi - tzn. całkiem nieźle jej idzie :)

        ja się nie mogę jakoś przełamać - może jestem zbyt nieśmiała? a jeśli już
        zdecyduję się na negocjowanie ceny to tylko wtedy gdy dopatrzę się jakiejś wady
        wyrobu, niedociągnięcia, uszkodzenia itd.

        pozdr.

        swoją drogą zazdroszczę ludziom, którzy potrafią to robić - jednak nie lubię gdy
        targowanie jest nachalne i wręcz chamskie czy doprowadzane do niezręcznych
        sytuacji - podziwiam za to swego rodzaju kokieteryjność (chyba tak to można
        nazwać) i "lekkość" z jaką niektórzy pojedynkują się na słowa z ekspedientkami
        ... oczywiście w efekcie stawiając na swoim - brawo!!! :))
      • zettrzy Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 21:25
        troche mnie dziwi, ze w normalnym sklepie mozna sie targowac, bo po to sa ceny
        na metkach zeby kazdy placil rowno - tzn. klient nie mial krzywdy i interes
        wyszedl na swoje
        przypomina mi sie opowiesc o Syryjczyku, ktory przyjechal z Aleppo do Stanow,
        poszedl do Macy's i zaczal sie targowac o koszule... zaczal bo natychmiast
        ekspedientka odebrala mu towar i odmowila dalszej obslugi, wiec nie dokonczyl i
        wrocil do domu bez koszuli
        oczywiscie w jakims prywatnym sklepiku mozna probowac tego i owego, ale jesli
        klient nie jest dobrym znajomym mozna wytargowac sobie najwyzej usuniecie ze
        sklepu
        co kraj to obyczaj
      • tralalumpek Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 21:51
        oczywiscie ze sie targuje
        w kazdym sklepie mozna "wyrwac" pare %, z doswiadczen wiem ze w wiekszosci
        krajow europy targowanie w sklepach jest normalnoscia, od londynu zaczynajac na
        reykjaviku konczac
      • panna_turkus Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 21:57
        nie targuję się. targowanie się zawsze i wszędzie uważam za rodzaj cwanistwa
        (żeby buractwem tego nie nazwać). nie stać mnie to nie kupuję. jeśli widzę, że
        jakaś rzecz jest wybrakowana (przykładowo coś się odpruło albo zostało
        wybrudzone) mówię o tym ekspedientce - jeśli ta zaproponuje obniżkę kupuję, ale
        wyłacznie pod warunkiem, że jest to ostatnia sztuka i szaleńczo mi na niej
        zalezy. zdażyło się raz czy dwa, ale targowaniem się tego nie można nazwać.
        • panna_turkus Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 21:58
          miało być "cwaniactwa" (bez urazy)
        • tralalumpek Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 22:06
          panna_turkus napisała:

          > nie targuję się. targowanie się zawsze i wszędzie uważam za rodzaj cwanistwa
          > (żeby buractwem tego nie nazwać). nie stać mnie to nie kupuję. ...


          wiesz co nie chce zaczynac dyskusji ale skoro ja napisalam ze sie targuje a ty
          to skomentowalas buractwem to niestety musze sobie na polemike pozwolic
          buractwem nie nazywam czegos co jest normalnoscia, targowanie jest normalnoscia
          kupujac auto u handlarza w salonie zaczyna sie targowanie , srednio miedzy 9 a
          13% dostaje sie znizke, kupujac ciuchy markowe w sklepoach czy butikach
          normalnoscia sa rabaty, kazdy sklep ma szara strefe ....
          buractem jest "kompleks biednego", nie bede sie targowac bo pomysla ze nie mam
          pieniedzy...
          nowwobogacki pierwsze czym sie rozkoszuje to rzucaniem pieniedzy na prawo i
          lewo zeby sobie ktos nie pomyslal przypadkiem.
          • panna_turkus Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 22:14
            tralalumpku nie skomentowałam twojego posta bo pisząc go nie doszytałam
            ostatnich wątków. nie wiem czemu tak personalnie odbierasz to co piszę nie
            pierwszy zresztą raz.

            może mam kompleks biedaczki a może nie umiem się targować
            a może nie umiem iść przez życie szukając okazji i rozpychając się łokciami.
            targowanie kojarzy mi się z "damulką" co wykrzykuje w sklepie, kwęka i kręci
            nosem, bazarami i sklepem warzywniczym.

            pozdrawiam i życze dystansu
            • tralalumpek Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 22:19
              rzecz w tym ze to ty nie bardzo pojmujesz rzeczywistosc a moze ty tylko zyjesz
              w innej rzeczywistosci
              co do dystansu: zanim cos napiszesz zastanow sie najpierw zebys sie potem nie
              musiala na priv tlumaczyc bo to glupio wychodzi
              • panna_turkus Re: Kupić nie kupić... 15.09.05, 22:24
                głupio czy nie napisałam jak jest.
            • panna_turkus c.d. 15.09.05, 22:22
              a buractwem nazwałam postawę "zawsze i wszedzie się targuję".
              piszesz, że to "normalność". w lublinie w zwykłych sklepach z ciuchami to byłby
              raczej ewenement. nigdy się z czymś takim nie spotkałam - nawet w okresie obniżek.
              • tralalumpek Re: c.d. 15.09.05, 22:33
                no wiesz lublin to nie caly swiat jeszcze :)
                • black_magic_women Re: c.d. 16.09.05, 09:05
                  tralalumpek napisała:

                  > no wiesz lublin to nie caly swiat jeszcze :)

                  Cholera,dla mnie jak na razie Lublin to chyba polowa swiata;)))
              • brian.molko Re: c.d. 15.09.05, 22:36

                W takim razie niezly ze mnie burak. Na targowanie można spoglądać na różne
                sposoby. Może to być nasza cicha walka z korporacyjnym systemem świata:-) No
                nikt mnie nie przekona, że spodnie mogą być warte 300 złotych. Jeśli coś z tej
                kwoty utarguje mam swoje prywatne kilkuminutowe święto !!!! Pamiętaj też
                turkusowa panienko, że targować się a pienić w sklepie to dwie inne sprawy. Ale
                dobrze, że są i tacy jak Ty, którzy się nie targują. Wtedy moje szanse na dobrą
                cenne rosną. Czym nas mniej tym lepiej.
                • panna_turkus Re: c.d. 15.09.05, 22:41
                  :-* masz dzioba
                  • zettrzy Re: c.d. 15.09.05, 23:08
                    idz do Nordstrom czy Bloomingdales i zacznij sie targowac, bedziesz mial
                    dokladna kalke doswiadczenia tego Syryjczyka ktoremu sie zdawalo ze caly swiat
                    to bazar w Aleppo
                    o butiku Ungaro czy innego D&G nie wspomne, bo tam to chyba nawet nie wiedza ze
                    istnieje slowo "obnizka"
                    ale jasne jak kupujesz w secondhandzie czy jakims malym sklepiku gdzie
                    ksiegowosc jest pi razy drzwi to mozesz sie targowac ile wlezie
                    • tralalumpek Re: c.d. 15.09.05, 23:10
                      sorry ale pleciesz bez sensu
                      • zettrzy Re: c.d. 15.09.05, 23:13
                        do kogo to "pleciesz bez sensu" mialo byc?
                        • brian.molko Re: c.d. 16.09.05, 08:35

                          Pewnie to było do Ciebie. I ja się pod tym podpiszę. Ponieważ cały świat to
                          wielki bazar i zasady obowiązują wszędzie takie same. Zmienia się jedynie forma
                          i argumenty. Metoda się nie liczy, tylko efekt. Tu gdzie mieszkam faktycznie
                          kupujemy tylko "na szmatach". Właśnie ostatnio targowałem się o Zegne. I jakoś
                          mnie jak Syryjczyka nie potraktowano. Ale co ja tam wiem, biedny krewny z
                          prowincji.
                          • conena Re: c.d. 16.09.05, 10:31
                            zamiast się kłócić o byle co, to może targujący się zdradziliby kilka chwytów
                            na sprzedawczynie? brian już sprzedał jeden patent - za co dzięki:)
                            ja jestem nietargująca, bo mam głupią blokadę w mózgu, w przeciwnieństwie do
                            mojego Fathera, który namiętnie bierze sklepowe na lewe sanki i z reguły coś
                            ugryzie:) widzę jednak, że warto przełamać opory i mieć w tylku czy ktoś
                            pomyśli że jestem biedak i wypłakuję zniżkę 10 zeta:) w końcu 10 zeta to
                            malborki i małe piwo w knajpie;))
                            • xflakex Re: c.d. 16.09.05, 14:29
                              Brawo dla wszytskich, ktorzy potrafia sie targowac!:-) Mi brakuje odwagi...Moze
                              jakies rady na poczatek??
                          • zettrzy Re: c.d. 16.09.05, 17:58
                            brian.molko napisał:

                            > Metoda się nie liczy, tylko efekt.

                            o wlasnie, mowiac o buractwie - jedna z mozliwych definicji "byznsemena" o
                            ktorym potem czytamy w prasie ze "wspolpracuje z prokuratura podczas
                            dochodzenia"; a jak nikt nie patrzy to kradniesz bo liczy sie tylko efekt i
                            ukrasc jest jeszcze taniej?

                            Tu gdzie mieszkam faktycznie
                            > kupujemy tylko "na szmatach".

                            i to wyjasnia dlaczego wydaje ci sie ze targowanie jest czyms normalnym - nie
                            jest. Forumka tralalumpek, ta co tak sie lubi targowac, swego czasu otworzyla
                            na tym forum kilka watkow o tym jakie to ekspedientki sa wredne, nie chca jej
                            obslugiwac, odmawiaja podania towaru, nie przyjmuja zwrotow itp. - no i czemu
                            sie dziwic ze tak ja traktuja skoro ona zachowuje sie jak przekupka na targu.
                            Powtarzam: w normalnym sklepie nie ma pojecia "targowac sie" - buty kosztuja
                            $450 i albo placisz tyle albo nie kupujesz w ogole. Zreszta, jak sobie
                            wyobrazasz ksiegowosc takiego sklepu: sprzedalismy 10 swetrow po 20 dolcow za
                            sztuke i mamy w kasie $170, bo Pixie twierdzi ze dala znizke 4 klientom - jak
                            sie z tego wyliczysz przed zarzadem firmy i udzialowcami? Podaje przyklad
                            bardzo maly, chyba jestes swiadomy ze przy wiekszych ilosciach transakcji takie
                            roznice rosna do dziesiatkow tysiecy. No i oczywiscie z zewnatrz to wyglada po
                            prostu na kradziez - Pixie mogla przeciez zabrac te roznice dla siebie i potem
                            twierdzic ze to znizki, prawda?
                            powraca to oklepane na forum powiedzenie "punkt widzenia zalezy od punktu
                            siedzenia"
                            • black_magic_women Re: c.d. 17.09.05, 13:48
                              zettrzy napisała:

                              > Powtarzam: w normalnym sklepie nie ma pojecia "targowac sie" - buty kosztuja
                              > $450 i albo placisz tyle albo nie kupujesz w ogole.

                              Przydalby sie ktos z organizacji konsumeckiej,ale jestem nieomal pewna,ze
                              slyszalam o odpowiednim zapisie w prawie handlowym,czy jak to nazwac,ze kazdy
                              klient ma prawo negocjonowania cen.Pamietaj zettrzy,ze wiekszosc z nas mieszka w
                              Polsce i w polskich realiach umiejscawia swoje wypowiedzi.Stany jak wiadomo sa
                              specyficzne pod kazdym wzgledem i trudno czynic z nich obowiazujace egzemplum
                              dla reszty swiata;)))
                              Czyli znow oslawiony punkt widzenia...itd
                              • zettrzy Re: c.d. 17.09.05, 16:00
                                przeczytaj co napisalam ponizej o ksiegowosci firm handlowych - takie
                                "targowanie sie" otwiera drzwi zbyt wielu malwersacjom aby ktokolwiek sie na nie
                                zgodzil

                                oczywiscie tam gdzie sprzedawca sam sobie sterem, zeglarzem, okretem co innego,
                                ale nie wyobrazam sobie zebym np., kupujac len w sklepie przy Marszalkowskiej,
                                mogla zaoferowac ze "za ten material place gora 15 zl a nie 20 jak jest na metce"
      • miumiu75 Re: Kupić nie kupić... 16.09.05, 16:56
        Nigdy nie przyszlo mi do glowy zeby sie targowac.
        Oczywiscie jesli rzecz jest wadliwa mozna poprosic o obnizke, ale i tak z tego
        nie korzystam, bo wole zaplacic pelna kwote, niz kupic wadliwy towar.
        W Londynie targowanie sie jest obierane jako buractwo, nowobogaccy sie w tym
        specjalizuja.
        • smazony_zielony_pomidor hmm...... 16.09.05, 23:00
          czej jesli wyjezdzam gdzies to jako turystka pozwalam sobie na tz.pchlich
          targach.popieram zettrzy i panne_turkus,albo kupujesz po cenie na metce,albo
          wychodzisz.jesli mnie na cos nie stac,to kupuje sobie podobna,ale tansza rzecz.
          nie naleze do osob,ktorym sprawia frajde pokazzywanie sie w ekstra ciuchach,na
          ktore nie byloby mnie tak naprawde stac.bo rozumiem,ze targowanie sie dotyczy
          raczej tych drozszych rzeczy,bo po co sie targowac o tanie?
          jesli naprawde mi sie spodoba jakas droga rzecz i MUSZE ja miec (co raczej
          rzadko sie zdarza),to kupuje i powstrzymuje reszte swoich zachcianek.
          dla mnie targowanie sie w normalnych sklepach,to troche jak zebractwo, z
          tym ,ze zamiast "daj mi pani 10 zl" jest prosba,zeby pani opuscila te 10 zl.
          tu sposob dla mnie nie ma znaczenia.zebrak zawsze jest zebrakiem bez wzgledu na
          to,czy pisze:"mam 12 dzieci i sama je chowam i nie mam gdzie mieszkac",
          czy "zbieram na piwo".
          dla mnie takie targowanie sie to brak klasy i w pewnym sensie take wyczucia
          tego,co jeszcze jest zabawne a tego co zalosne.
      • jade.fox Re: Kupić nie kupić... 17.09.05, 00:59
        Ja nawet raz próbowałam się targować ale pani ekspedientka spojrzała na mnie
        oburzona i powiedziała że ona nie jest właścicielem tylko pracownikiem i gdyby
        mi dała zniżkę to sama musiałaby pokryć różnicę z własnej kieszeni...
        Od tego czasu boję się zapytać o ewentualną zniżkę, ale podziwiam was którzy
        macie odwagę.
        • zettrzy Re: Kupić nie kupić... 17.09.05, 04:49
          i tu wlasnie trafilas w sedno - ceny w sklepie nie sa ustalane ad hoc przez
          klientow i pracownikow, tylko przez zarzad i pracownicy nie moga ich zmieniac
          tylko dlatego ze klient sobie zyczy
          zreszta, juz sie dowiedzielismy od autora watku, ze kupuje on glownie "na
          szmatach", czyli jego doswiadczenia nie przydadza sie na wiele w normalnym handlu
      • sabriel Re: Kupić nie kupić... 17.09.05, 10:48
        Jakoś wątpie w to co napisał brian.molko.
        W Zarze się nie targuje.Nie ma tam rabatów dla klientów.
        Owszem mógł on kupić garnitur przeceniony przez firmę,ale nie uwierze, że od
        tej ceny jeszcze dostał rabat.
        Co do targowania się w sklepach-u nas nie ma tradycji negocjowania ceny tak jak
        jest to w niektórych krajach.Cena jest ustalona z góry i sprzedawca nie może
        jej obniżać.W niektórych sklepach jest jakiś maksymalny rabat jaki może dostać
        klient,ale po zrobieniu zakupów na określoną kwotę.
        Nie uważam targowania się za robienie z siebie biedaka.To może być całkiem
        przyjemne i korzystne dla onu stron,ale u nas raczej nie ma to racji bytu.
        • brian.molko Re: Kupić nie kupić... 19.09.05, 09:16

          To może kiedy poleje się benzyną i podpale to uwierzysz?
          • eglantine Re: Kupić nie kupić... 20.09.05, 18:34
            Brian Molko ma rację. Pamiętam, że w którymś z ostatnich numerów Twojego Stylu
            albo innego babskiego czasopisma był nawet o tym artykuł i porady, jak zabrać
            sie do rzeczy. Wypowiadało sie też kilka kobitek, które się w sklepach z drogą,
            markową odzieżą czy obuwiem z powodzeniem się targują. Ogólnie rezcz biorąc
            sprzedawca nie ma obowiązku się targować, ale może to zrobić. Nie twierdzę, że
            tak jest we wszystkich sklepach, na pewno w wielu mają odgórny prikaz, by się w
            podobne dyskusje nie wdawac, ale w wielu dokładnie wiedzą, jaki rabat mogą
            zaoferować, żeby nie stracić klienta i żeby firma nie była stratna. Inna sprawa,
            że u nas klienci rzadko zdają sobie sprawę, z takiej możliwości. Ja też przez
            długi czas myślałam, że ceny są "z góry ustalone", ale mój ślubny skutecznie
            wyprowadził mnie z błędu. Jakiś czas temu urządzaliśmy mieszkanie i mąż pytał o
            rabaty, upusty itd. dosłownie wszędzie - i ku mojemu zdziwieniu je dostawał.
            Bardzo skuteczna jest też sztuczka pod tytułem - w innym sklepie mają ten sam
            towar, ale tańszy o kilkadziesiąr, kilkaset złotych (np. monitor, aparat,
            telewizor). Zwykle sprzedawca opuszcza cenę, bo bardziej mu się opłaca sprzedać
            taniej niż w ogóle. Z ciuchami jest trochę inaczej, bo,o ile się nie mylę,
            ubrania tej samej marki chyba mają we wszystkich salonach tę samą cenę,
            niezależnie od miasta, choć i tu zdarzają sie wyjątki. W slaonie kiecek
            ślubnych Cymbeline różnice sięgają kilkuset złotych w zależności od miasta - w
            Warszawie oczywiście najdrożej. Ja swoją kupowałam we Wrocławie (taniej o
            kilkaset złotych właśnie, bo tam brałam ślub i tak mi było wygodniej), ale
            jestem bardzo ciekawa, czy i tam nie dałoby sie otrzymać upustu - no bo zawsze
            można pojechać do innego miasta i tam kupić, bilet wyjdzie i tak taniej.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka