sigrun
20.03.06, 11:11
Rzadko oglądam telewizję, jednak dziś rano (jestem na chorobowym i trochę się
nudzę) me zbłąkane, pląsające po kanałach oczęta natrafiły na reklamę
nowopowstałej pozycji prasy kobiecej pt. Joy. Jesteśmy w tramwaju. Jest tłok
(jak zawsze z resztą) i brak wolnych miejsc siedzących. Wsiada młoda, ładna,
elegancka kobieta w ciąży. Nikt palcem nie kiwnie (cóż za trafne
odzwierciedlenie naszego warszawskiego piekiełka).Tylko równie młody,
przystojny i równie elegancki co wsiadająca dama mężczyzna z dżentelneńskim
gestem ustępuje jej miejsca. Kobieta dziękuje uśmiechem i siada. Po chwili
podciąga do góry sweterek i wdzięczny brzuszek przyszłej mamy okazuje się
pojemną torbą z której, zadowolona ze swego sprytu i zaradności życiowej,
kobieta wyciąga ulubione pismo "Joy", po czym, jakby nigdy nic, zagłębia się w
lekturze. Ciesz się życiem - mówi słodki kobiecy głosik zza kadru. Mężczyzna
czuje się oszukany, ale tylko przez ulotną chwilę. Przedsiębiorcza panna nawet
się nie czerwieni - to przecież żaden wstyd, a raczej powód do dumy.
Przypomniały mi się czasy kiedy to ja byłam w ciąży (prawdziwej i zagrożonej),
a byłam skazana jedynie na środki komunikacji miejskiej i na palcach jednej
ręki można było policzyć takich dżentelmenów, bo większość współpasażerów
raczej prezentowała światopogląd bohaterki spotu. Przypomniały mi się też
czasy Komuny, tasiemcowe, kilkudniowe kolejki po cokolwiek i sprytne ciążowe
symulantki. Gloryfikacja cwaniactwa i chamstwa oraz oficjalne przyzwolenie na
nie trafia wreszcie do reklamy. Twórcy tego spotu muszą być z siebie bardzo
dumni w propagowaniu nowych cnót i walorów polskiego narodu. Gratuluję pomysłu.
A po Joy do kiosku nie pobiegnę.