neoga1
14.06.07, 08:12
Mam 17 lat i właśnie kończę 1 klasę liceum w Warszawie. To co usłyszałam
wczoraj od mojej nauczycielki j.polskiego było według mnie totalnie dziwne.
Profesorka przedstwiła nam nowe wymogi dotyczące szkolnego stroju wg pomysłu
naszego "kochanego" ministra edukacji. Całe szczęście u nas w szkole ma nie
być mundurków ale zasady wg których mamy się ubierać na lekcje są totalnie
bez sensu. Bluzki pod samą szyję, nawet mały dekold jest niedozwolony, w
dodatku powinne się kończyć równo 6cm poniżej pępka (rozumiem że paradowanie
po korytarzu w samym staniku jest nie na miejscu ale w tak długich bluzkach
będziemy wyglądać jak w workach), poza tym nie wolno nam nosic bluzek na
ramiączka- a ja takich mam bardzo dużo, nie wydaje mi sie żeby bluzka
odsłaniająca ramiona bez wyzywającego wcięcia w biuście była śwętokratctwem w
upalny dzień, sukienki/spudnice za kolano- doskonale rozumiem zakaz noszenia
mini mini ale spudnice kończące się tuż przed kolanem?!?! Dodatkowo nie wolno
nam nosić ani sandałów ani tzw japonek... Rozumiem że ubieranie się do szkoły
jak na występ w nocnym klubie jest nie na miejscu ale takie zakazy?!?! Po co
to komu?!?!?!