kawka
14.11.06, 12:56
Wujek Franciszek mieszka dość daleko, odwiedzam go 2-3 razy do roku. W
ostatnią niedzielę rozmowa zeszła -jakże by inaczej! - na politykę i wybory.
Kiedy z wyrzutem pytałam, czemu nie głosował, wujek powiedział coś takiego:
"Dziecko (Franciszek ma 82 lata i chyba do wszystkich mówi - dziecko), a po
co? Jak byłem młody, byłem na wojnie, potem ganiali mnie za komuny na pochody
i na wybory, później sam poszedłem głosować i tę komunę obaliłem, a teraz to
ja już nic nie muszę. Nie podoba mi się ta cała demokracja, bo kto tu słucha,
co ludzie mają do powiedzenia? Tylko chcą, żeby głos oddać, a potem i tak
wychodzi na to, że chcą tylko porządzić sobie".
Mnie też się ta demokracja nie podoba. Bo jeżeli w największym skrócie uznać,
że słowo to oznacza rządy ludu, to dlaczego tak nie jest w praktyce? W
wyborach rok temu lud wybrał głównie PiS i PO, ale te partie się nie dogadały
i faktycznie do rządzenia przystąpili ci, którzy mieli dużo mniejsze poparcie:
Samoobrona i LPR. No dobra, takie są reguły, ale gdzie tu jakikolwiek głos
ludu się liczy? Od dawna sondaże pokazują, że lud nie chce Samoobrony ani LPR
(zwłaszcza). Tymczasem zwycięski PiS ma to w dziąśle i wypycha na ministra
edukacji faszyzującego endeka, którego właściwie nikt nie akceptuje. PiS nie
wierzy w sondaże, nawet twierdzi, że dają nieprawdziwy obraz rzeczywistości,
są fabrykowane pod zamówienia jakiegoś tajemniczego układu. No to mieliśmy
wybory, taki najbardziej obiektywny sondaż. I co wyszło? Ano że LPR, a także
populistyczna Samoobrona, zostały odrzucone, że Polacy ich nie chcą.
Czy zwycięska partia wyciągnie z tego wnioski? Tak, ale takie, że ona (ta
partia) wie lepiej, co jest ludowi potrzebne, więc nie będzie jej lud dyktował!
Do bani z taką demokracją! W swoim domu, kiedy czerwona serweta mi nie pasuje
do fioletowych ścian, od razu zmieniam serwetę, a nie każę jej leżeć 4 lata i
katować moje poczucie estetyki. Jeśli Polska to mój dom ojczysty, powinnam (w
sensie ogólnym) móc równie szybko dokonać zmian, bo jak coś jest złe, to po co
to utrzymywać? Może więc dobrze byłoby robić takie sondażowe wybory np. w
środku kadencji - i żeby ich wynik był wiążący? Jak ktoś nie otrzymuje
popracia, to odchodzi z rządu. Bo przez 4 lata można wiele zbudować, ale też,
niestety, prawie wszystko zepsuć.
Oczywiście to utopia, bo przecież w polityce nie chodzi o to, by dobrze
rządzić dla dobra wspólnego, ale o WŁADZĘ. No i to na tyle inspirowanych
przez wujka Franciszka listopadowych refleksji :-)