Dodaj do ulubionych

Wróg PRL-u urodził się w Płocku

13.09.07, 10:47
Urodził się w Płocku 1 września 1914 r. w rodzinie głęboko
religijnej o długich tradycjach patriotycznych. Po ukończeniu
gimnazjum wstąpił do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego
w Warszawie. Święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1940 r. z rąk
bp. Stanisława Galla. Jako wikariusz pracował w parafiach Wiskitki i
Bolimów k. Łowicza oraz w samym Łowiczu. Podczas okupacji wstąpił do
Narodowej Organizacji Wojskowej obwodu Łowicz, gdzie przybrał
ps. „Zielony”. Był kapelanem Armii Krajowej walczącej Warszawy. Jako
kurier przewoził zaszyfrowane wiadomości do kard. Adama Sapiehy.
Współpracował z Delegaturą Rządu na województwo łódzkie, kierował
pracami Czerwonego Krzyża i Rady Opiekuńczej.
W 1946 r. wstąpił w Warszawie do podziemnej organizacji Wolność i
Niezawisłość. Odbudowywał kościół Świętej Trójcy, a także kościół
Wszystkich Świętych. W 1956 r. został rektorem kościoła św. Karola
Boromeusza na Powązkach i dyrektorem cmentarzy warszawskich. W
latach 1961-1977 był proboszczem parafii Matki Bożej Loretańskiej. W
r. 1977 powrócił na Powązki, gdzie był ponownie rektorem, a po
utworzeniu parafii, pierwszym proboszczem.

„Nieznani sprawcy”

Ks. Król, wówczas kanclerz Kurii, wspomina ostatnią rozmowę z ks.
Niedzielakiem na Miodowej. „Oni mnie zabiją” – powiedział mu na
kilka dni przed śmiercią. – Kiedy powiadomiono nas o jego śmierci,
natychmiast udaliśmy się z ks. prał. Grzegorzem Kalwarczykiem na
miejsce zbrodni. Dla mnie nie ulegało wątpliwości, że zbrodnia
została dokonana. Mówiłem o tym w wywiadach dla Wolnej Europy i
Głosu Ameryki.
Nieco inaczej patrzył wtedy na sprawę ks. prał. Grzegorz Kalwarczyk,
obecny kanclerz Kurii. – Widziałem jak ks. Niedzielak leżał przy
oknie, obok przewrócone było krzesło. Pomyślałem, że może chciał
zasłonić okno i przewrócił się uderzając głową. Wyrzucam sobie
dzisiaj może zbyt dużą wówczas łatwowierność wobec tego, co się
stało – wspomina po latach ks. Kalwarczyk. Zbrodnia była doskonała,
wykonywali ją fachowcy. Zabójstwo ks. Niedzielaka rozpoczęło serię
morderstw, której ofiarami padli potem ks. Jerzy Popiełuszko, ks.
Sylwester Zych, wszyscy z archidiecezji warszawskiej. Na liście byli
także inni księża – podkreśla ks. Kalwarczyk.
Zdaniem ks. Króla śledztwo było prowadzone nierzetelnie, a ci którzy
chcieli dojść do prawdy, zostali wycofani z jego prowadzenia. Dziś –
znając też wyniki sekcji zwłok – można zrekonstruować najbardziej
prawdopodobną wersję zabójstwa. Według niej, na powracającego do
domu kapłana, zabójcy czekali w domu. Gdy wszedł, najpierw go
ogłuszyli, splądrowali mieszkanie, a kiedy odzyskał przytomność,
dobili.
Dlaczego doszło do zbrodni? Według powszechnego przekonania za
zaangażowanie kapłana w powstanie Sanktuarium Poległych na Wschodzie
i za całą postawę patriotyczną w ciągu całego jego kapłańskiego
życia. Ale ks. Król przypomina też, że podobno w jednym z kazań miał
powiedzieć, że ma listę ponad 20 osób, które mordowały Polaków w
stalinowskich więzieniach, szczególnie w Rawiczu. Może szukano tej
listy? Z mieszkania nie zginęły pieniądze, cenne obrazy, ale...
kilka sztućców. „Nieznani sprawcy” podobny ślad swojej obecności
zostawiali później przy następnych akcjach...

Wróg Polski Ludowej

UB, a później SB uważało ks. Niedzielaka za osobę niebezpieczną dla
komunistycznego ustroju. Wiedział o zbrodniach i potajemnych
pochówkach, znał naocznych świadków, nie godził się na fałszowanie
historii. Pierwsza próba aresztowania go miała miejsce w 1947 r.,
ale zakończyła się niepowodzeniem. Ocalał dzięki przytomności umysłu
brata. Później przez jakiś czas ukrywał się. Była też nieudana próba
porwania. O faktach tych wspomina w swojej książce Ostatnia ofiara
Katynia brat kapłana Piotr Niedzielak.
Ks. inf. Król dotarł w Instytucie Pamięci Narodowej do teczek
założonych przez władzę „ludową” ks. Niedzielakowi. Noszą one
oznaczenia 0678/143 t. I i 0678/143 t. II. Z zebranego tam materiału
wynika, że był on śledzony od pierwszych lat swego kapłaństwa. Są
protokoły agentów, którzy zdawali relacje ze spotkań dekanalnych z
księżmi ówczesnego dekanatu Praga Północ (ks. Niedzielak był jego
wieloletnim dziekanem). Oceniano, że jest osobą wiernie wypełniającą
polecenia kurialne. – Byłem zaskoczony, że od tylu lat trwała
inwigilacja. Sprytnie podsyłano mu agentów, na ogół osoby, które
dotknęło nieszczęście. Ksiądz był bardzo gościnny, zapraszał wiele
osób, a wśród nich znajdowali się także agenci – mówi ks. Król.
Władza komunistyczna nie mogła mu darować odważnych homilii
wygłaszanych z okazji ważnych rocznic religijno-patriotycznych – 3
maja, 15 sierpnia, 17 września i 11 listopada. Szczególnie
znienawidzony był za Msze św. w ostatnią niedzielę kwietnia, kiedy
wraz z wiernymi modlił się za pomordowanych na Wschodzie. Był jednym
z pierwszych Polaków w kraju znającym prawdę o zbrodni dokonanej na
polskich oficerach przez NKWD. Na dwa lata przed swą śmiercią
mówił: „Zostawili nam testament, w którym napisali własną krwią –
abyśmy nie zawierali kompromisu z wrogiem, który za wszelką cenę
chce zniszczyć nasze progi rodzinne, progi ojczyźniane; żebyśmy nie
zawierali kompromisu ze złym, z mocami szatana”. Niedługo przed
śmiercią zwierzył się: „Chciałbym, o ile Pan Bóg mi na to pozwoli,
zakończyć wszystkie prace dotyczące przekształcenia kościoła św.
Karola Boromeusza w Sanktuarium Poległych na Wschodzie i chciałbym
doczekać obchodów 200-lecia Powązek”. Niestety, nie dane mu było
tego dożyć. Kiedy 25 stycznia 1989 r. otwarto sejf znajdujący się w
jego mieszkaniu, znaleziono w nim jako największy (i jedyny!) skarb –
maleńką urnę z ziemią katyńską.

Pogrzeb zamordowanego duchownego odbył się 26 stycznia 1989 r. z
udziałem kard. Józefa Glempa, który na początku uroczystości
przewodniczył modlitwie różańcowej i wygłosił krótkie przemówienie,
biskupów Zbigniewa Kraszewskiego i Stanisława Kędziory oraz licznych
rzesz wiernych. Homilię pogrzebową wygłosił ks. Zdzisław Król. Po
raz pierwszy wykonano wtedy podczas Mszy św. Rapsod katyński
Czesława Grudzińskiego. Trumnę spuszczano do grobu przy dźwiękach
Mazurka Dąbrowskiego, a jako ostatnią odśpiewano modlitwę
żołnierską – O, Panie, któryś jest na niebie, wyciągnij sprawiedliwą
dłoń.
W nocy z 19 na 20 stycznia 1989 r. ręka mordercy przerwała życie ks.
prał. Stefana Niedzielaka, twórcy Sanktuarium Poległych na Wschodzie
na warszawskich Powązkach
Obserwuj wątek
    • atak.spawacza To była robota PO ?!!! 13.09.07, 11:11
      Tak myślałem, bo Tusk z Rokitą nie cofną się przed niczym, żeby
      tylko upokorzyć Matkę Naszą czyli PiS !!!
      • joker78 Re: To była robota PO ?!!! 13.09.07, 12:02
        Czy chociaż przeczytałeś tekst w całości? Odrobina refleksji z pewnością by się
        przydała i więcej szacunku dla człowieka który zapłacił życiem za swoje
        przekonania i dążenie do ujwanienia prawdy.
        • karol.kowalik5 Re: To była robota PO ?!!! 13.09.07, 21:19
          To krecia robota Rokity czy Mężydły ?!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka