24.09.10, 17:59
przepełzłam przez pierwszą książkę
uderzona solidnie, acz i tak mniej niż się spodziewałam
treścią
przede mną druga
pod innym kątem
luźniej związana
a i tak przyglądam się okładce nieco niepewnie
jest w tym jednak też coś z masochizmu
zamykania co kilka akapitów lub zdań, a jednak wewnętrznego przymusu powrotu
i przewalcowania mózgu i emocji jeszcze kawałek
droga to mało-lekka i przyprawiająca chwilami o zawrót głowy
ale być może jednak wcale nie taki głupi kierunek
przynajmniej
mam nadzieję
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: i dalej 24.09.10, 20:12
      kto wie
      mi osobiście swego czasu sporo nadzei i światełko w tunelu dała zupełnie banalna przypadkowo kupiona książczyna z pozytywnymi przykladami i pokrótce opisaną teorią. Nie uzdrowiło mnie to calkowicie ale każdy krok w dobrym kierunku się liczy.
      • canoine Re: i dalej 25.09.10, 12:32
        ano. brakuje mi właśnie. pozytywnych przykładów. technik radzenia sobie z lękiem, ze stresem. oswojenia z tematem, ze słowami. książki wydają się nie takim całkiem głupim rozwiązaniem.
        • lucyna_n Re: i dalej 25.09.10, 12:55
          z początków pierwszej takiej naprawde silnej depresji pamiętam że ja nawet balam się czytać o lęku, bałam się wymówić słowa strach, lęk. tak jakby już samo przeczytanie wyrazu "lęk" a co dopiero opisu stanów lękowych i depresyjnych mogło mnie doslownie zabić. We mnei cos się przelamało jak się zmusilam do poczytania szczegołowych opisów odczuć i sytuacji. Ale naprawdę z początku czytałam jednym okiem i przez palce, po zdaniu, odsuwając książkę najdalej od oczu jak się dało. Na wizycie u psychii też nei mowiłam że odczuwam lęk, nie umiałam opisać niczego, tylko że coś się ze mną dzieje, coś bardzo strasznego , lekarka się pyta odczuwa pani lęk, a ja tylko głową pokiwalam i w bek, nie byłam w stanie nic wyartykułować. Pamiętam z początków pisania na forum że bałam się otwierać wątki gdzie był jakiś lęk w tytule. Długo to trwało zanim coś drgnęło, ale jak drgnęło to już poszło. Teraz inaczej podchodzę też do tego co sama odczuwam, oddemonizowałam chorobę. Ważne dla mnei było oddzielenie psychicznego bólu od lęku. Sam ból i sam lęk da się opanować, jak się zmieszają to jest coś takiego że nic tylko oszaleć.
          • canoine Re: i dalej 25.09.10, 19:12
            czyli jednak można..
            podobnie się kiedyś z opisów uczyłam nazywać emocje. bo jeszcze zaczynając studia, nie potrafiłam tego. nie wiedziałam czym są i jak je rozpoznawać. do teraz znam zaledwie parę z nich.
            też się teraz tak czaję jak kot na jeża.. ale mam nadzieję, że z czasem efekt oswojenia się zadzieje.. powiedziałam terapeucie o tych książkach, po raz pierwszy używając słowa, o czym są.. zauważył, docenił, świat się od tego nie zawalił, żaden piorun mnie nie strzelił.. może więc da się pokonać wstyd i uczucie poniżenia i odczarować to wszystko..
            • lucyna_n Re: i dalej 25.09.10, 19:55
              ja widzę już nie światełko w tunelu a wręcz jasność
              nazwywanie emocji mimo że ja gadatliwa jestem też mi nie wyszło,
              lekarka zapytala jakie emocje to we mnie budzi a umiałam tylko powiedzieć że negatywne, nei wiedziałam że to się jeszcze dzieli na jakieś części składowe, negatywne emocje był dla mnie wtedy bardzo szczegółowym i precyzyjnym określeniem, a 22, albo 23 lata miałam jak się wogóle zaczęlam leczyć.
              Pamięci człowiek nie wykasuje ale może być tak że nawet pamiętając fakty nie będzie sie uruchamiala od razu lawina emocji, z czasem stanie się to jak obejrzany kiedyś koszmarny film, będą fakty nie będzie upokorzenia, wstydu lęku. Czasem coś tam się odezwie na kilka godzin, może tylko minut? jak bolący ząb, ale nie będzie już ogarniało każdego dnia, każdej myśli, wszystkiego, stanie się przeszłością. Naprawdę wierzę że sobie z tym poradzisz.
    • canoine Re: i dalej 25.09.10, 12:51
      nie lubię słuchać informacji w radiu
      o kolejnych ujawnionych ofiarach, o tym jak przykro, o odszkodowaniach
      o trosce, jak to wiele krzywdy, jak Głowy współczują i przepraszają
      a mi zawsze wtedy jest przykro
      i budzi się mały skrzywdzony dzieciak
      z pełnym złości i żalu pytaniem: a ja dokąd mam pójść?
      bez czekania nawet na odpowiedź.
      • lucyna_n Re: i dalej 25.09.10, 13:02
        ale wiesz że te Głowy nic nie czują, że to są dyplomatyczne teksty z racji tego że tak wypada, tak jest "przyjęte"
        gdybyś żyła w średniowieczu nie wiedziałabyś o niczym poza swoją wioską, to pomyśl ile tych nieszczęść w ciągu życia mogloby się wydarzyć? w sumie dość niewiele,
        człowiek teraz za dużo musi unieść, cały świat z jego bólem, a przecież jeden człowiek świata nie uniesie. Trzeba się znieczulić. Mnie kiedyś psycjia zakazała oglądania i słuchania wiadomości. Do czasu aż nei stanę na nogi powiedziała że nie ma, ochronny klosz przed nieszczęściem na ktore nie mam wpływu.
        Może to w tym kontekście banalnie zabrzmi, ale jako czarny wyrobnik dla prywatnych firm czuję podobną złość jak widzę protesty i walkę związkow zawodowych o ich pracowników, a o mnie kto kiedy zawalczy? Odszkodowania, ubezpieczenia, emerytura. Fikcja dla wybranych.
        Lepiej za dużo nie widzieć i nei słyszeć, skoncentrować się na sobie i swoich sprawach.
        • canoine Re: i dalej 25.09.10, 19:14
          wiem
          ale nie chcę ciągle uciekać
          a i nie chodzi nawet o ból świata, ten sobie zwykle wiele lepiej radził ode mnie
          no i, jakkolwiek to brzmi, nie dotyka mnie ból świata, kiedy mam w sobie zbyt dużo własnego, by się z nim uporać
          • lucyna_n Re: i dalej 25.09.10, 19:59
            ja trochę nei rozróżniam ucieczki od wystawiania się na niepotrzebny ból i ryzyko, czasem oceniam jako tchórzostwo i ucieczkę coś co tzw "normalny" uznałby za przejaw zdrowego rozsądku i dbania o swoją psyche.
    • dolor Re: i dalej 25.09.10, 18:14
      A nie masz wrażenia, że większość książek radzących jest napisana na zasadzie:
      długi i pełen trafnych obserwacji opis, jak dana rzecz wygląda, potem krótkie wyjaśnienie, skąd się to bierze, bez udowodnienia, bez refleksji nad innymi, możliwymi przyczynami, a na koniec rozwlekłe rozważania, jak te kiepsko uzasadnione przyczyny wyeliminować najskuteczniej? Przez co tylko początek jest wartościowy.
      • bazoooka Re: i dalej 25.09.10, 18:16
        o to to.
        ale mam niepokojące wrażenie, że wg tego schematu prowadzi się też większośc psychoterapii.
        btw gdzie się podziała annarchia??
      • canoine Re: i dalej 25.09.10, 19:20
        nie czytuję zwykle tego typu książek.
        w tym przypadku nie do końca mam takie wrażenie - owszem, pełen trafnych obserwacji opis, wyjaśnienie jest oczywiste - wszak to książki poświęcone określonemu problemowi, więc przyczyna jest z góry znana (wyjście od przyczyny do skutków, nie odwrotnie jak to czasem w innych bywa), za to odczuwam niedosyt w ostatniej części. ale to nawet nie o podyktowanie konkretnych technik mi chodzi. nie tyle o instrukcję obsługi problemu, co o jego oswojenie. by móc zacząć o nim rozmawiać, by odczarować słowa przemilczane przez 20 lat, a straszące tym właśnie przemilczeniem. ciągle mam wrażenie jakby mnie miała spotkać nienazwana, ale ogromna kara, za samą myśl o złamaniu tabu. takim złamaniem jest też czytanie. temat istnieje, jest, nie wymyśliłam, choć czasem sama sobie nie wierzę i chciałabym móc zaprzeczyć, rzecz się stała i należy ją wreszcie uporządkować. oto cel.
        • lucyna_n Re: i dalej 25.09.10, 20:05
          ja jestem pełna podziwu że się odważylaś, że przelamujesz i że po prostu robisz co się da żeby wyjść na prostą a nie czekasz na cud.
          myślę że trafność wniosków ma na tym etapie mneijsze znaczenie niż dotykanie tematu w bezpośredni sposób łamiący to przeklęte tabu.
          Nie będzie kary.
          • canoine Re: i dalej 25.09.10, 20:37
            czekałam na cud 20 lat. nie wydarzył się żaden.
            okrutnie męczące jest życie w ciągłym strachu. że ktoś się dowie, że mam to wypisane na czole, że ktoś to we mnie zobaczy, że spotka mnie kara, wyszydzenie, poniżenie, niewiara. że się okaże, że to moja wina wszystko. całe życie się siebie wstydzę i udaję nawet przed sobą, że nie mam ciała. ktoś mi kiedyś opowiadał jak fajnie można żyć bez tego wszystkiego. zatęskniłam.
            nie mam odwagi. ale nie mam też siły żyć w ciągłym strachu.
            obudziłam się prawie 2 lata temu z myślą, że nie dam rady tak dalej żyć i albo coś zmienię, albo się kiedyś zabiję. to była tak wyraźna myśl, że pamiętam tamten poranek do dziś, choć podobnych było w moim życiu przecież wiele. wybrałam przypadkowy numer telefonu do przypadkowego terapeuty ogłaszającego się w necie. nagle brak pracy i pieniędzy na terapię przestał być przeszkodą. i do dziś nie było takiej żadnej, która by była odpowiednim pretekstem. chyba po 20 latach zachciało mi się w końcu żyć. życiem, o którym ktoś mi kiedyś opowiedział tak ładnie..
            • lucyna_n Re: i dalej 25.09.10, 20:48
              oby jak najszybciej, z całego serca kibicuję
              czas już to skrzywdzone dziecko przytulić i polubić siebie całą bo jesteś tego warta.
              żadnej winy nie było, samo cierpienie
              nie będzie kary, ani wyszydzenia,
              • dolor Re: i dalej 25.09.10, 20:59
                lucyna_n napisała:

                > oby jak najszybciej, z całego serca kibicuję
                > czas już to skrzywdzone dziecko przytulić i polubić siebie całą bo jesteś tego
                > warta.
                > żadnej winy nie było, samo cierpienie
                > nie będzie kary, ani wyszydzenia,

                Podpisuję się, zresztą chyba pisałem to już wcześniej. No i mądra decyzja, oby dzięki temu wysiłkowi skrzywdzone dziecko jak najszybciej przeobraziło się w silną, świadomą swojej wartości kobietę.
    • canoine Re: i dalej 26.09.10, 00:22
      poza tym nie cierpię chorować
      przespałam praktycznie cały dzień, z przerwami
      na nasiloną potrzebę opieki
      której nie ma i w którą ciężko uwierzyć, by być mogła
      ale przynajmniej nikt nie drze się w odpowiedzi na zapytanie o aptekę
      i nie ma pretensji
      za cenę smutnej trochę świadomości
      że trzeba się będzie dowlec do niej jakoś samemu
      ale za to można spać
      i nic nie brzęczy powinnościami
      może trochę tylko przytłacza
      własna słabość
      i osamotnienie w tym wszystkim
      • lucyna_n Re: i dalej 26.09.10, 02:19
        No zmartwiłaś mnie, mogę Ci coś jedynie kurierem wysłać od drzwi byś sobie odebrala, ale do poniedziałku to pewnei się podkurujesz. Nie mieszka tam gdzieś niedaleko ktoś znajomy?
        • canoine Re: i dalej 26.09.10, 08:05
          mam póki co, czego mi potrzeba. dzięki. a z całego mego kurowania się, dziś już prawie całkiem gadać nie mogę. podziałam dziś jeszcze co mi do głowy przyjdzie, ale nie wiem czy się nie skończy na wycieczce do lekarza po L4 w poniedziałek. to sobie po drodze wtedy uzupełnię zapasy. to nawet nie tyle o logistykę chodzi, co o potrzebę opieki. nie ma. znajomych właściwie też nie mam. jakoś nie bardzo umiem się społecznie ogarnąć.
    • canoine Re: i dalej 27.09.10, 14:11
      od zawsze dziwnie mi z tym, że nie pamiętam prawie połowy swojego życia
      kiedyś miałam wrażenie jakbym zaczęła żyć mając już od razu lat 10 czy 11
      i to nie był dobry początek życia
      potem zaczęły się przebijać obrazki
      ale to już na studiach, z napadami paniki, lękami, oderwaniami krótkimi od rzeczywistości, kiedy to jakby film mi się urywał i bilans czasowy doby nie chciał się zgadzać..
      a wcześniej
      do ok. 6tego roku życia chyba nic nie pamiętam
      i wypierane ze świadomości obrazki, nierealne, nie-wiary-godne, jak z filmu jakiegoś, nie własne
      tylko te lęki, tylko ta panika, tylko ta groza w sytuacjach zupełnie nieadekwatna
      i potem znów, jakieś 4 lata, jakby nie było
      pamiętam jakieś poszczególne fragmenciki tylko, jakieś scenki wyrwane z kontekstu
      często nawet nie jestem w stanie umieścić ich w czasie
      albo mieszają mi się
      jakbym mnie tu przez pierwsze 10-11 lat tak naprawdę nie było..
      a potem się obudziłam, ale jakby w półśnie żyjąc
      niby prawidłowo, niby wszystko w porządku, ale jakieś to wszystko dalekie
      niby złoty czas, osiągnięcia, zachwycone otoczenie
      a ja z tego pamiętam głównie samotność, poczucie odrzucenia, strach przed krzykiem, pragnienie bycia zauważoną, kochaną, pragnienie ciepła, zasłużenia na to wszystko
      może mam coś z pamięcią
      na pewno - słaba jestem w chronologii, wiem, że coś było, ale ciężko skojarzyć kiedy, wcześniej, później, miesza mi się czasem wszystko i zlewa w jakąś szaro-burą abstrakcję
      i to mnie dziwi ciągle, że można pamiętać, nie pamiętając jednocześnie
      bo przecież wszystkie te wspomnienia, co siekło tak, że nie ustałam na nogach, to przecież cały czas było w mojej głowie, cały czas wiedziałam przecież
      pamiętam jak zdarzało mi się mijać go na ulicy, z pragnieniem bycia niewidzialną albo żeby mnie nie pamiętał, po tylu latach, nie kojarzył, ze wstydem okropnym, chwilowym przebłyskiem obrazków w świadomości i chwilę potem nic się nie stało, jakby tego nie było, ułamek sekundy do tu i teraz
      nie mieści mi się w głowie jak można wiedzieć cały czas, ale nie wiedzieć jednocześnie, pamiętać nie pamiętając, a potem przypomnieć sobie i świat się zawalił.. a przecież nie zmieniło się nic..
      tylko ten ciągły lęk..
    • canoine Re: i dalej 28.09.10, 09:26
      "Pojedyncze zdarzenie traumatyczne może wydarzyć się praktycznie wszędzie. Natomiast długotrwałego, powtarzającego się urazu doświadczyć można tylko w warunkach niewoli."

      czy to w więzieniu, sekcie, obozie pracy, ale i także rodzinie..

      a co jeśli niewoli nie było? co jeśli można się było obronić, umknąć, a się tego nie zrobiło? tylko się najpierw nie rozumiało, a potem już tylko żyło w obawie kiedy znów? ale się nie broniło. czy jeśli ofiara nic nie robi, by się obronić, by nie być ofiarą, to sama sobie winna? tak samo bym chciała wierzyć, że nie, jak bardzo żre mnie poczucie winy.. przerasta mnie to dziś.
      • bitters Re: i dalej 28.09.10, 09:42
        bronić może się osoba dorosła
        i to też nie zawsze
        zastraszenie to niewola

        różne sytuacje zależności i związania bywają
        ale wymaganie od dziecka, by ogarnęło po pierwsze
        i wykonało interwencję - choćby zawołało o pomoc
        jest zupełnie bez sensu

        przecież celowo wciąga się dzieciaka we współuczestnictwo
        i konfidencję, by czuło się współodpowiedzialne za tajemnicę
        o ile się go nie zastrasza. a to wszystko od atmosfery do aktu musi być potworne

        wina jest po jednej stronie
        zupełnie nie Twojej.
      • dolor Re: i dalej 28.09.10, 10:26
        Koszmar, ale niestety nie jesteś jedyna, to nie Twoja reakcja była wyjątkowa, to naruszenie wszelkich norm, podstawowych zasad, w to zło dojrzały, znający świat człowiek może nie móc uwierzyć, jak ma je zrozumieć dziecko? Czy szukałabyś winy w przeszłości którejkolwiek z podobnych Ci ofiar? Przeszło by Ci to choćby przez myśl, że mogła uciec i się bronić, a skoro nie - jest w najmniejszy choćby sposób współwinna?
        Ofiara nigdy nie jest winna przemocy. Cała wina jest po stronie oprawcy bez względu na to, czy ofiara ucieknie, podda się bez walki, czy skręci mu kark, to inna kategoria.
        Umiejętność obrony jest cnotą, ale brak tej umiejętności nie jest hańbą. Brak jej tam, gdzie nie sposób niemal ją posiadać, jest poza wszelką dyskusją.
        Pragnienie przejęcia na siebie wszelkiej odpowiedzialności, oskarżenia się, poniżenia, wprawdzie z sytuacji, które przy Twojej są nic nieznaczące, ale trochę znam. To normalne, irracjonalne, chorobliwe jest. I cholernie trudno się go pozbyć, ale to konieczne, inaczej nie ruszysz.
        Pewnie wszystko to doskonale wiesz, pewnie szukasz potwierdzenia tylko.
        • azurana Re: i dalej 28.09.10, 11:45
          dolor napisał:

          Czy szukałabyś
          > winy w przeszłości którejkolwiek z podobnych Ci ofiar? Przeszło by Ci to choćby
          > przez myśl, że mogła uciec i się bronić, a skoro nie - jest w najmniejszy choć
          > by sposób współwinna?

          Uważam, że to ważne. Może za jakiś czas, kiedy poczujesz się silniejsza, będziesz w stanie spojrzeć w oczy takiego małego skrzywdzonego dziecka. Wtedy z pewnością przestaniesz doszukiwać się winy, tam gdzie jej nie ma.
          Niezależnie od tego jak zareaguje, dziecko jest bezbronne. A osoba dorosła żyjąca w strachu od lat również ma ograniczone możliwości obrony, głównie przez zaburzony obraz siebie i rzeczywistości. Jest jeszcze i to:

          pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_sztokholmski
          A przecież dotyczy osób zdrowych, przetrzymywanych w niewoli czasem ledwie kilka dni. Czy te ofiary są w mniejszym stopniu ofiarami, czy są godne pogardy? Nie wydaje mi się.
          To chyba jest jeden z najstraszniejszych skutków przemocy: paskudne niszczące niezasłużone poczucie winy... Pojawia się dosłownie zawsze.
          Życzę Ci dużo siły, jak mawia moja terapeutka :)
      • lucyna_n Re: i dalej 28.09.10, 11:57
        to uczucie że można było coś zrobić jest pozorną ułudą,
        dziecko jest w tej sytuacji najbardziej bezbronną ofiarą, nie może zrobić nic.
        to się może po latach tak wydawać że coś można było, że jakieś teoretyczne możliwości istniały, ale dziecko ich nie dostrzeże tak jak dorosły, ma tak skonstruowaną psychikę że jest ufne i chce nie chce wierzy we wszystko co się mu powie, zastraszyć czy zmanipulować dziecko jest niestety bardzo łatwo.
        na tym między innymi polega koszmar doznanej traumy w dzieciństwie że było się bezbronnym i nie miało nawet możliwości ucieczki innej jak np to uczucie które masz że nie pamiętasz siebie, jakby Cię nie było, to reakcja twojej psychiki na ból który ją przerósł. Nie byłaś w stanie otrząsnąć się, ból nei mijał to w samoobronie próbowałaś wymazać/znieczulić całą siebie. Jak na torturach, ludzie podobno w pewnym momencie popadają w totalny bezwład i otępienie i uczucie jakby ich to nie dotyczyło, ma to być reakcją organizmu na zbyt wielki ból.
        • canoine Re: i dalej 28.09.10, 12:22
          ja niby wiem, co piszecie (bitters, dolor, azurana, lucyna). i potrzebuję wiedzieć. rozmawiałam o tym z terapeutą, on też tak. i niby logiczne. a to jest takie rozerwanie - jedna część mnie chce w to wierzyć, potrzebuje uniewinnienia. druga ma wrażenie jakby na siłę próbowała się usprawiedliwić. wybielić, zrzucić winę, która po części też moja, bo nie zrobiłam nic albo za mało, żeby się uchronić. raz, można zrozumieć, potem - już zrozumienia nie mam. i nie mogę się pozbyć myśli, że mogłam coś zrobić. czasem mnie to dopada. jak się te dwie części ścierają i zaczynam się gubić. wredny etap. odkąd się obudziło coś, co protestuje i nie chce być winne. siedzi, ryczy i jest żałosne w swej bezradności. ale kiedy mnie terapeuta próbował podpuścić i sprowokować, to mu się udało. tylko nie umiałam mu wtedy wrzasnąć, by się zamknął, bo nie moja wina, nie chciałam.. potem przyznałam. bez złości już. nie umiem się pogodzić z bezradnością. przepraszam Was. mam trochę masochistyczną potrzebę mówienia o tym.. nie, by zastąpić terapię, ale żeby się chyba przekonać, że mogę. mówić. pisać chociaż. i 100 razy sprawdzić, że nic się nie dzieje. chyba to. żeby wyrzucić. z siebie. i nie dostać po głowie.. przejdzie mi. tak myślę. i dzięki.. Wam wszystkim. tak zbiorczo, bo nie chcę mnożyć wpisów. bo mi głupio.
          • dolor Re: i dalej 28.09.10, 12:37
            Z mojego wpisu najwyżej "pewnie to wiesz" jest coś warte, reszta to udowadnianie że A jest A, bo lubię to udowadniać, bo mam ochotę pisać. Ale łeb masz taki, że nie uwierzę, żebyś Ty musiała to czytać.
            Lubię jak piszesz, więc się podziękowaniem zrewanżuję.
            • canoine Re: i dalej 28.09.10, 12:58
              A jednak potrzebuję czasem, wiesz? Chyba takiego potwierdzenia właśnie. I czasem potrzebuję takich potwierdzeń usłyszeć dziesiątki, zanim coś kupię i zdecyduję się temu zaufać. To bywa irytujące wręcz. Zdaję sobie sprawę. Ale tak na logikę - to brzmi rozsądnie i nie wymaga tłumaczenia. Bo jest oczywiste niby. Mi to ktoś pierwszy raz wyjaśnił nieco ponad 2 lata temu, jak się odważyłam w mailu napisać co mi zrobiono.. To, co takie oczywiste i logiczne, to z jednej strony trochę ulga i jakieś zdjęcie ciężaru, a z drugiej ciągle nieufne niedowierzanie - no bo co? To prawie 20 lat wierzyłam w bzdurę? I mimo tego "łba", jak mówisz, uznałam tamto za oczywistość? Mi to trochę zburzyło dotychczasowe wszystko. Nie bardzo mi się jeszcze udało to poskładać do kupy. Jestem dorosła, potrafię myśleć racjonalnie, rozsądnie, logicznie. A czasem się zwyczajnie gubię. Nawet często. Bo rozsądek i logika swoje, emocje swoje. I chyba dopóki tego w całość nie posklejam, dotąd mi będą czasem potrzebne takie potwierdzenia. Z zewnątrz. Póki ich w sobie jakoś na trwałe nie zainstaluję. A to mimo chęci, determinacji i nawet wsparcia ze strony choćby terapeuty, wbrew wszelkiej racjonalności, okazuje się wywoływać dużo lęku i być wcale nieproste.. Więc dzięki. Choćby za cierpliwość.
              • dolor Re: i dalej 28.09.10, 13:32
                No cóż, tak się kręci świat, że mimo łba można wpaść w coś, z czego bardzo długo cholernie trudno się wygrzebać. Racjonalne - wcale nie musi oznaczać ani oczywiste, ani najprostsze. A jednak tylko łeb własny może wydostać, tysiąc cudzych zapewnień niczym przy jednym, własnym przekonaniu. No bo co z tego, że ktoś błądził przez lat ileś tam, tym bardziej czas najwyższy z odkrytej przez siebie drogi wyjścia skorzystać, nie każdy potrafiłby kiedykolwiek się w tym odnaleźć, może niewielu nawet. Ale i do tego trzeba samemu. Nie wiem, mnie to nie irytuje, czasem zdarza mi się zirytować, gdy ktoś nazbyt dla mnie wartościowy zbytnio się poniża, ale już przeprosiłem. Więc kibicuję, trochę sobie popisuję, a cierpliwości muszę używać jedynie w oczekiwaniu na wpisy kolejne. Twoja sympatia, gdy będziesz już po stronie silnych, szczęśliwych ludzi, będzie niezwykle cenna.
              • lucyna_n Re: i dalej 28.09.10, 14:13
                łeb, łbem inteligencja inteligencją, a popatrz jak trudno np mi wytłumaczyć że wyjście z domu i spod koca nie zabija? Ile razy muszę to zrobić żeby choć trochę zapanować nad lękiem. Chyba ze 100?
                jakby się dało emocje na rozum toby nikt z niczym nie miał problemu, co człowiekowi się wdrukuje w dzieciństwie to potem trzeba młotkiem wybijać, ale da się.
                a jeśli chodzi o cierpliwość, to forum ma ją zbiorowo niewyczerpaną, przecież tu każdy w kółko swoje walcuje:) i o to chodzi.
                • canoine Re: i dalej 28.09.10, 19:17
                  no niezupełnie o to chyba, by walcować. w kółko. ale trochę ulga jednak, że można liczyć na zrozumienie. większe nieco. i rozkulbaczyć się nieco z wyrzutów, że się jest irytująco nudnym i monotematycznym. to miła odmiana. na tyle miła, by się jednak pilnować z lekka przed zbytnim się w niej wymoszczeniem.
          • azurana Re: i dalej 28.09.10, 12:56
            Canoine, masz taką samoświadomość, że tylko pozazdrościć. Po prostu gwarantuje sukces. Bardzo Ci kibicuję i lubię Twoje wpisy. Jak je czytam, to sobie myślę, że można pokonać nawet największe "demony", tak silne bywa to coś w nas, co chce walczyć o godne szczęśliwe życie. A jeśli demona nie udaje się - póki co - pokonać, to można mu przynajmniej założyć uprząż i zmusić, żeby dla nas pracował.
            • canoine Re: i dalej 28.09.10, 19:23
              samoświadomość to broń obosieczna. z jednej strony pomaga, z drugiej - staje dęba oporem własnym. i się wie i się widzi, i się rozumie, i się jest w stanie nawet z tego schemacik narysować, i ni cholery w żadną stronę ruszyć się nie daje. osła bym prędzej pewnych rzeczy nauczyła chyba, niż siebie. ale rozumiem. i się tym mogę np. okopać przed prowokacjami terapeuty, co wcale w niczym nie pomaga. nawet jak się potem przyznam, że się okopałam. mi się już trochę nie chce walczyć. mi się chce mieć wreszcie trochę święty spokój. i to mi chyba wychodzi jednak na lepsze.
          • lucyna_n Re: i dalej 28.09.10, 14:09
            jak dobrze że wreszcie możesz to z siebie choć trochę wyrzucić, trzeba to przewalcować, mówić choćby 10000 razy o tym samym żeby w końcu to wszystko wykipiało, na zewnąrz nie do wewnątrz.
            Mów choćby i do absolutnego znudzenia siebie samej aż w końcu dotrze do wszelkich zakamarków mózgu to co już wiesz a co jeszcze walczy z irracjonalnymi i bezpodstawnymi uczuciami winy itd xe nic a nic nei zawinilaś, że spotkalo Cię niezasłużone ogromne cierpienie, że należy Ci się troska i szacunek.
            Pisz, pisz pisz, jak nie możesz na forum to maile pisz, w zeszycie pisz, byleby to nie kisiło się już więcej tylko w Twojej głowie.
            Bardzo mocno przytulam, dzielna jesteś bardzo.
            • lafiorka-z Re: i dalej 28.09.10, 17:53
              Musi dotrzeć do Ciebie, że nie ma Twojej żadnej, ale to żadnej winy. Obwiniaj świat i obraź się na niego, ale nie obwiniaj siebie. Trudno jest żyć z urazem do świata, ale jeszcze trudniej, do siebie. Światu też kiedyś wybaczysz. Pewnie moje doświadczenia były inne niż Twoje, ale pamiętam najpierw pretensje do siebie, potem pretensje do innych przypominające nienawiść,
              a obecnie pogodzenie się ze światem, z ludźmi, wybaczenie im i sobie głupoty.
              A że depresja pojawia się od czasu do czasu, to zupełnie inna sprawa. Traumy zawsze będą o sobie dawały znać.
              • canoine Re: i dalej 28.09.10, 19:29
                im dłużej to w sobie przetrawiam, tym bardziej skłonna jestem ustalić jakiś uczciwy rozkład procentowy win. ani zero, ani jeden. przyzwoliłam. ALE.. jakoś wobec tej koncepcji chyba mniejszy opór czuję. tak dziś doszłam do wniosku. depresji, powtarzam, nie posiadam. przejściowe stany quasi-depresyjne, może. ale nie sądzę, by jakiś rozsądny psych mi zdiagnozował depę. nie o tej porze roku :]
              • lafiorka-z Re: i dalej 28.09.10, 19:37
                Co to za przyzwolenie, które zabiera wiarę i szacunek do siebie. To nie jest żadne przyzwolenie.
                Jesteś bardzo wrażliwą dziewczyną. Mnie się wydaje, że zbyt wrażliwą. Nie hoduj w sobie tej wrażliwości.
                • canoine Re: i dalej 28.09.10, 19:49
                  Dziś tego nie rozstrzygnę. Ale skłonna jestem jednak jakoś uczciwie wybalansować proporcje winy. Ta myśl mnie dziś jakoś uspokoiła nieco.
                  Nie przesadzałabym tak z tą wrażliwością.
                          • bitters Re: i dalej 28.09.10, 20:26
                            canoine napisała:

                            > ja jestem jeszcze na etapie ustalania faktów i testowania rzeczywistości.

                            fakty mnie rozczarowały
                            zostaje wrócić do siebie
                              • bitters Re: i dalej 28.09.10, 20:41
                                kiedy muszę redukować oczekiwania - jestem nieszczęśliwa
                                i wcale nie chodzi o to by wszystko dostać

                                o to, to już zupełnie nie chodzi

                                byle nie marzyć na miarę okoliczności
                                bo z tego zawsze ląduję w bagnie

                                moje rozdawnictwo bytowe
                                mój byt, mój kłopot.
                                • canoine Re: i dalej 28.09.10, 21:03
                                  redukuję nie z musu i nie zawsze, ale dość naturalnie
                                  może nawet nie redukuję, co nie czynię (świadomie) często
                                  taka strategia oszczędzająca rozczarowań
                                  albo zakładam z góry wersję minimum
                                  i wszystko, co ponad - to moje
                                  lubię wychodzić na plus
                                  • bitters Re: i dalej 28.09.10, 21:17
                                    a ja jeśli mam już chcieć
                                    to chociaż chcieć muszę z przytupem

                                    nadmiar realizmu odebrał mi ochotę na cokolwiek
                                    entuzjazm jest mi potrzebny choćby po to
                                    by sobie śpiewać w drodze do pracy
                                    i wieczorem rzucać książką, czy netem
                                    żeby sobie do poduszki pobajać.

                                    a. śniła mi się Lucyna. w koszuli nocnej
                                    i była bardzo rozważna.
                                • canoine Re: i dalej 29.09.10, 12:52
                                  być może. ale brak oczekiwań to także brak rozczarowań. większa otwartość na to, co przychodzi. może nie potrzebuję zbyt wiele, bo ta korzyść mnie raczej zadowala.
                                  • bitters Re: i dalej 29.09.10, 13:16
                                    zgadzam się z Lucyną. godzisz się na mało - dokładnie tyle dostaniesz
                                    brak oczekiwań to syndrom rozczarowania sobą, życiem, wszystkim
                                    a niewielkie oczekiwania - niedostateczne uznanie swego prawa do szczęścia
                                  • lucyna_n Re: i dalej 29.09.10, 13:36
                                    znam to znam, lepiej się miło rozczarować niż oczekiwać i nie dostać, oj znam aż za dobrze.
                                    tylko że to mi się jednak nei sprawdzilo, odkąd się zrobiłam bardziej odważna w formułowaniu potrzeb to dostaję to co potrzebuję, a nie tylko marzę sobie że fajnie by było gdyby. Np okazuje się że negocjowanei kasy za pracę wcale nie jest takei całkiem niemożliwe, czy np wynegocjowanie lepszych warunkow umowy w banku, czy w spółdzielni mieszkaniowej, długo mi to zajęło ale trochę się nauczyłam i widzę że to tak jednak jest, że świat chowa ma dla nas większą pulę niż to na pierwszy rzut oka chce pokazać. No i da się jakoś przeżyć rozczarowanie jeżeli przeplata się z sukcesem, po prostu zaczyna być czymś normalnym, częścią funcjonowania, a nieklęską straszliwą, pogromem i porażką po której nie idzie się podnieść. Jakkolwiek lata całe mi to zejęło, co się naszarpalam sama z sobą to moje. a i tak do prawdziwej asertywnej roszczeniowości zawsze będzie mi daleko, bo przeginać też bym nie chciała.
                                    • canoine Re: i dalej 29.09.10, 13:51
                                      z tej strony też masz rację. nie wiem. póki co starczała mi moja strategia. nie mówię, że całkiem zdrowa. nie nauczyłam się zdrowego potrzebowania jeszcze i uznania swego prawa do zaspokojenia potrzeb. wersja minimum daje jednak pewne bezpieczeństwo. przyznaję. i jestem pod wrażeniem Twojego wpisu. serio. kawał dobrej roboty. może też się tak kiedyś nauczę. na razie przerasta mnie chwilami ilość tej nauki. przyszło mi do głowy wczoraj, że byłoby miło, gdyby rzeczywistość zechciała się zatrzymać na trochę, pozwolić mi nadrobić zaległości i uporać się z paroma sprawami, a potem rzucać kolejne wyzwania dopiero. bo przy tym natężeniu rzeczy zaległych, bieżących i tych w perspektywie, to ja się zwyczajnie nie wyrabiam.
                                      • bazoooka Re: i dalej 29.09.10, 14:42
                                        canoine, przedmówczynie mają rację. nie idź tą drogą (nieoczekiwania zbyt wiele). a przynajmniej nie idź nią zbyt długo :) (bo w tej chwili pewnie faktycznie asekuracja jakaś jest Ci potrzebna).
                                        a tak w ogóle jestem pod szczerym wrażeniem Twojej samoświadomości, umiejętności uchwycenia istoty problemu. to naprawdę rzadkie. i chyba bardzo dobrze wróży na przyszłość.
                                        • canoine Re: i dalej 29.09.10, 22:41
                                          w układzie dość izolowanym od otoczenia ma się sporo czasu na analizę różnych rzeczy. podobno za dużo myślę. ja tego tak nie widzę. bo pomiędzy ładnie skrojonymi zdaniami mieści się czasem cała paleta stanów o wiele mniej "ładnych". czasem mam wrażenie, że zwariowałam do reszty. że nie do końca zasymilowałam się z rzeczywistością. że brak mi spójności. nie umiem odpoczywać. moja głowa to ciągły kocioł myślowy. permanentny stan wyostrzonej czujności. całodobowy czasem, bo i sen nie zawsze stanowi oderwanie. nieustanna analiza, biegunka myślowa. bezwiednie, automatycznie, chyba nawet nie do końca świadomie. rzeczywistości w mojej głowie potrafią się zmieniać z godziny na godzinę. byle impuls i po mostach skojarzeń aktywizują się kolejne części mnie. kolejne niezintegrowane stadia przystosowawcze do kolejnych niezrozumiałych rzeczywistości. zmieniają się tak płynnie i tak dyskretnie, że trudno mi odpowiedzieć na pytanie: kim jestem. być może nawet to forma obrony. te ładne zdania. gdybym wstrzymała nieprzerwaną produkcję myśli, jak narrację w filmie, i dopuściła do głosu ciszę z całym jej ładunkiem emocjonalnym - obawiam się rozerwania na strzępy. trochę rozpaczliwie nawet w tej chwili wypluwam potok słów. bez sensu zupełnie. brzuch mnie boli. nałykałam się dziś zbyt wiele trujących emocji. i tylko o to w tym chodzi..
                                          • lucyna_n Re: i dalej 29.09.10, 23:45
                                            być w ciszy zupełnie spokojnym to wiela sztuka, ja jeszcze ciągle muszę zagłuszać,
                                            fascynują mnie ludzie którzy nei zasną inaczej jak w kompletnej ciszy i ciemności, mnie by myśli zagadały na śmierć
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka