olga_w_ogrodzie
22.02.13, 01:35
niektóre obrazy z dzieciństwa są takie niezwykłe.
przysięgam, że pamiętam fakty ze żłobka - klocki były duże, z plastiku, pastelowe, nieagresywne, różowo - błękitne.
i jak mnie wiozła, ryczałam, to się schowała za drzewo za karę
wylazłam z wózka i jej szukałam i mialam za swoje, bo jakby jej nie było.
się balam.
wszystko wiem, co gdzie i jak dokładnie na Pogodnie stało i jaki miało kolor.
wszyściutko.
każdy mebel, każdy dom na ulicy.
znam materiał, kolor materiałów z jakich mialam szyte sukienki.
wiem, jakie były dokładnie czerwone lakierki z takim paskiem wokół kostek, ktore trochę cisnęły, ale coś usłyszałam, że jak buty pomoczyć, to się rozejdą czy coś.
to poszłam na placyk, taki, jak wiele w tym mieście od którego ulice się rozchodzą promieniście i sobie śpiewałam, że "pada, pada deszczyk pada" i myślałam, by spadł deszcz, no bo te lakierki są
tak piękne.
a czemu nie pamiętam ani jednej sukienki mamy.
poza tą jedną, ale na siebie włożoną - taką balową - jasno-zieloną, z tiulem, gipiurą, którą przywdziałam, by być damą, a potem w niej przez okno werandy przełaziłam, wszystko się podarło i był to wstyd, choć się wiedziało, że nie nakrzyczy.
albo watę znajdowała w swych pantoflach, bo były za duże, by się przebierać i człapały, no to w noski coś trzeba było włożyć.
czemu nie pamiętam ani jednej jej kreacji ?
ani jednego ubrania.
nic.