jalusa
26.10.14, 23:04
Komentatorzy radośnie krzyknęli : opowieści o banderowcach na Ukrainie to bzdury, mamy demokratyczną europejską Ukrainę po wyborach.
Po pierwsze kwestia banderyzmu to kwestia stosunku do historii. Zdaje się, że na obecną chwilę Bandera jest bohaterem narodowym dla 90 procent parlamentu ukraińskiego.
Po drugie zarzut nacjonalizmu. Negowanie tego jest śmieszne. Do niego też przyznaje się tu duża część partii wybranych. Oczywiście, że w czasie wojny i pewnego wyboru między wschodem i zachodem jakiego dokonała Ukraina nacjonalizm jest naturalny. Ale jest to problem bo druga część Ukrainy odpuściła wybory. Mamy silne podziały narodowe i nie znajdują one wyrazu w parlamencie.
Trzecia w końcu sprawa to ten najbardziej twardogłowy nacjonalizm faszystowski który nie jest w parlamencie. Przecież było jasne, że skrajna partia nie znajdzie tam reprezentacji dużej co najwyżej kilku procentową. Zwłaszcza, że nie da się uciec od tego, że podstawą zmiany ukraińskiej był EUROmajdan, a prawy sektor jest przeciwnikiem Unii Europejskiej, choć przejął tą rewolucję w sposób zadziwiający. Tylko chciałbym wiedzieć czy prawy sektor straci władzę na ulicy ? Czy ich bandyci będą sądzeni? Czy będą mieli mandat na bicie ludzi? Czy będą robić to co chce władzy id, a czego zabrania jej super-ego.