dolor
09.09.08, 12:43
nudny post o szkodliwości samopoświęcenia w dolorowym stylu.
" Jeśli człowiek uważa życie doczesne za dobro, jeśli wartości ocenia wedle
ich przydatności dla istnienia istoty racjonalnej, to niemożliwy jest konflikt
pomiędzy byciem zdolnym do życia, a byciem wartym życia: to drugie realizuje
się za sprawą realizacji pierwszego. Konflikt natomiast jest nieuchronny,
jeśli dobrem czyni się odrzucenie życia, umysłu, szczęścia i siebie samego.
Pod panowaniem moralności wrogiej życiu człowiek staje się wart życia w takiej
mierze, w jakiej czyni siebie do niego niezdolnym, a staje się do niego zdolny
w takiej mierze, w jakiej czyni się jego niewart.
Na to obrońcy tradycyjnej moralności odpowiadają:"Och, nie trzeba zaraz
popadać w skrajności!", a na myśli mają coś takiego: "Nie oczekujemy od ludzi,
że będą w pełni moralni, oczekujemy, że do swego życia przeszmuglują odrobinę
własnego interesu. Koniec końców zgadzamy się, że ludzie żyć muszą".
Obrona tego kodeksu moralnego polega więc na tym, iż niewielu będzie
straceńców, którzy spróbują realizować go konsekwentnie. Przed udawanymi
przeświadczeniami moralnymi ma człowieka chronić moralna hipokryzja. Czy
trudno zgadnąć, jak musi ona wpłynąć na szacunek człowieka do siebie?
A jeśli ofiary okażą się niezdolne do odpowiedniej hipokryzji?"
Jak nauczyć się być hipokrytą?